:: M3 :: Centrum

Strona 11 z 12 Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Kyōryū on 26/7/2017, 20:07
Ukłucie zazdrości zrzucił na zmęczenie. Przecież dopiero co wrócił z Północnej Części M3 — miał za sobą wystarczająco nużącą podróż, żeby czuć się rozdrażnionym. Godzinny przejazd autobusem, długi odcinek pieszo... a dom wciąż wydawał się daleko. Jak tu być rześkim i roześmianym?
Ruuka mimowolnie podążył za spojrzeniem Willa i utkwił wzrok w Verity duszącej śmiech. Czy on kiedykolwiek doprowadził ją do śmiechu?  Z goryczą uznał, że nie pamięta takiej sytuacji, choć nie tak dawno jego charakter nie różnił się od charakteru „starego znajomego” zielonowłosej. Żarty były wtedy na pierwszym planie, ludzi traktował jak najlepszych przyjaciół. Być może, gdyby ścieżki jego i Willa skrzyżowały się wcześniej, ta relacja miałaby kompletnie inny wydźwięk. Teraz jednak nie czuł do niego nic poza irracjonalną niechęcią, że wygrał tę potyczkę i to bez żadnego problemu.
Ruuka nagle przewrócił oczami.
No nieźle. Długo już traktował Verity jak zdobycz, o którą trzeba się bić? Tak jakby kiedykolwiek zrobił cokolwiek, by mieć do niej prawo. Tak jakby w tym momencie był chociaż jeden powód, dla którego powinien być wściekły, a już tym bardziej zaborczy.
Bezsilnie wsunął palce w przykrótkie włosy i odgarnął je z czoła do tyłu, gratulując sobie przynajmniej tego, że nie był tak oczywistą, otwartą księgą. Nie zakładał, że wypadł pozytywnie w oczach znajomego Verity — ani w jej oczach — ale przynajmniej oboje nie byli świadomi tego, co sam twierdził na temat swojego zachowania, co wyjątkowo wydawało mu się na rękę. Obecnie, z jakichś nierealnych powodów, uznawał, że woli przyjąć rolę tego złego. Przynajmniej do czasu, aż towarzystwo ledwie poznanej osoby przestanie być tak przytłaczające. Tak uwłaczające.
— Wracasz do domu?
Przytaknął, odrywając się od rozmyślań.
Odprowadzę cię. — Automatycznie. Mózg nie zdążył jeszcze zarejestrować sytuacji, a usta już poruszyły się w zapewnieniu, że spuści ją z oka dopiero wtedy, gdy dziewczyna zatrzaśnie mu drzwi tuż przed nosem. Sam nie wiedział, czy była to uśpiona cząstka dżentelmeństwa, którym nie wykazał się dzisiaj w żadnym procencie, czy faktyczna chęć zapewnienia Verity bezpieczeństwa: czymkolwiek by to jednak nie było, wygrało.
Do następnego.
Słowa skierował już do Willa, choć nie odwrócił do niego twarzy. Wzrokiem przebiegł tylko do stolika, by upewnić się, że niczego nie zapomniał. Chwilę później kiwnął głową, zachęcając zielonowłosą do wyjścia. Im szybciej opuszczą to miejsce, tym mniejsza trauma będzie się ich trzymać.

zt + Verity
avatar





Kyōryū
Rekrut
GODNOŚĆ :
きょうりゅう るうか (Kyōryū Rūka)


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Havoc on 20/2/2018, 01:52
Chłód przeniknął przez płaszcz jego właściciela, ale on ani drgnął. Oczy prześlizgiwały się po osobach uczestniczących w ruchu po godzinie szczytu, ale nie zatrzymały się dłużej na żadnej sylwetce. Nie wzbudziły w nim zawodowego zainteresowania. Poprawił szal, który wraz z golfem chronił jego szyję przed niską temperaturą. Mrozy przestały się utrzymywać. Śnieg powoli topniał. Pod podeszwami butów mógł poczuł kałużę, kiedy wreszcie zdecydował się przejść z jednej strony ulicy na drugą, zerkając na znajomy szyld kawiarni.
Zerknął na przepustkę, w celu sprawdzenia godziny. Na jego sinych od zimna ustach pojawił się niewyraźny grymas. Nie spodziewał się po swojej znajomej z liceum punktualności. Była antonimem tego słowa, ale miał płonną nadzieje, że zerwała się dziś z łóżka po otrzymaniu informacji o wizycie kontroli w jej miejscu pracy. Musiał dopisać kolejne spóźnienie do jej kąta. Nie pojawiła się o wyznaczonej porze.
Przemarzł do ostatniej kości, ale powstrzymał drżenie swojego ciała. Mógł tak szybko nie rezygnować z towarzystwa Halka i ciepła, które biło od kominka na rzecz spotkania z Luizą, jednak nie mógł sprzeciwić się swojej punktualnej niczym szwajcarski zegarek naturze. Nie czekał dłuższej, aż się pojawi. Obawiał się, że do tego czasu jego atopowa skora pokryje się szronem, mimo iż termometr ani prognoza pogody nie wskazywała mrozu.
Szarpnął za klamkę i wszedł do środka kawiarni. Przywitał go zamontowany nad drzwiami dźwięk dzwoneczka, ale zignorował jego istnienie, przyzwyczajony do jego obecności. Wszedł w głąb pomieszczenia i zajął dwuosobowy stolik w rogu. W ramach testowania własnej cierpliwości, czas oczekiwania musiał spędzić w towarzystwie kwiatka doniczkowego zdobiącego kąt pomieszczenia.
Przetoczył wzrok po ścianach lokalu. Wizerunek tego miejsca wzbudzał sprzeczne emocje, ale to nie talent dekoratora wnętrz, który był odpowiedzialny za kolorystykę kawiarni, przykuł uwagę Mike'a. Miejsce to było utrzymane wręcz w nienagannej czystości i serwowano tutaj najlepszą kawę w mieście, a przynajmniej bariści dostosowywali się w celu ich parzenia do wygórowanych oczekiwań klientów, dlatego właśnie informator był częstym gościem w ckliwych progach kawiarni. Taka forma odpowiadała mu.
Zanim cokolwiek zamówił, poprosił o szklankę wody i odprawił kelnerkę spojrzeniem do lady, a sam wyjął z aktówki znienawidzone urządzenie elektryczne i wybrał odpowiedni numer. Sygnał połączenia został przerwany niemalże od razu. Czyżby znów zapomniała załadować telefon, albo zamiast wykonywać sumienie powierzonych jej obowiązków, przesiedziała osiem godzin w pracy z nosem w komórce? Po niej można było spodziewać się wszystkiego.
Schował przedmiot na swoje miejsce. Złapał w palce szklankę, która została przed nim w tej samej chwili postawiona. Przyjrzał się jej, szukając defektów w postaci zabrudzeń. Nie odnalazł  nic, co mogłoby wzbudzić jego wstręt, ale nie skosztował jej zawartości. Podniósł głowę, kiedy dzwoneczek zaalarmował obsługę o wizycie kolejnego gościa. W drzwiach stała Luiza Kamińska.
Wstał, by kobieta mogła go zlokalizować, chociaż ten zabieg pod pewnymi względami był zbędny, bo o tej godzinie kawiarnia nie pękała w szwach.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Berenika on 24/2/2018, 18:59
To była czystość złośliwość losu.
Znajomi zachęcili ją, żeby spędziła z nimi nieco czasu grając w jedną z gier, których może nie kochała, ale uznawała ją za miłą odskocznię. Ostatnio siedziała głównie w papierach S.SPEC i w książkach, których nijak nie można było nazwać prostymi do zrozumienia, stąd nie trzeba było jej długo nakłaniać - problem pojawił się wtedy, kiedy Kamińska spojrzała na zegarek. Jeżeli chciała się wyspać i zdążyć do pracy, powinna już od prawie godziny spać. W takich chwilach wszystko sprowadzało się do jednej, szybkiej decyzji - grać dalej, spać dłużej i pić kawę od rana, czy jednak być dobrym obywatelem i być na czas?
Chciała dobrze, więc wybrała drugą opcję. Z bólem serca.
Ale i tak spaliła na całego.
Z rana obudził ją dzwonek własnego telefonu, który nijak nie był budzikiem, a połączeniem - i dzwonił nie kto inny jak Havoc, który łaskawie poinformował ją o kontroli, co zerwało Kamińską równie szybko niczym alarm. Wiecie, kontrola. Lepiej z nimi nie zadzierać i nie dawać okazji. Czemu tylko ostatnio tyle się działo? Władze, więcej kawy do noszenia, papierkowej roboty jest od cholery, znowu ją przydzielili do pomocy lekarzom bojowym, a teraz jeszcze częstsze kontrole... Działo się sporo i nie wiedziała, czy jej się to podobało.
Niemniej potem tak wyszło, że zdecydowali się spotkać, a Luiza zdążyła już zapomnieć, po co. Wspominał coś o książkach, jeżeli jej pamięć nie myliła - a to wystarczało, aby złapać jej ciekawość, szczególnie przez fakt, że mężczyzna miał dostęp do miejsc, gdzie jej skromna rączka mieszczucha nie sięgała. Znała go już jakiś czas, nawet jeżeli tylko na zasadzie "graliśmy razem, uczyliśmy się w tym samym budynku i pracujemy mniej więcej w jednym miejscu". Tak czy siak, trzeba było chociażby na to zdążyć, żeby nie miał kolejnego powodu do czepiania się, stąd ruda ruszyła jak szalona do kawiarenki, w której mieli się spotkać. Malinowy Chruśniak nie należał do jej najbardziej ulubionych miejsc, szczególnie ze względu na wygląd, ale kawę mieli świetną, stąd dało się wytrzymać.
Plany miała ambitne, ale i tak miała niecałe 3 minuty spóźnienia - co Havoc na pewno jej wypomni, ten człowiek czepia się o byle minutę - niemniej starała się zachować twarz, kiedy weszła do pomieszczenia. Od razu rozejrzała się za mężczyzną, co ten jej ułatwił, kiedy się podniósł. Berenika wysiliła się na delikatny uśmiech, kiedy podeszła do i usiadła od razu naprzeciw Havoca.
- Wiem, że nie ufasz mojej punktualności, ale nie musisz do mnie od razu wydzwaniać. Nie zapominam o spotkaniach, serio. - rzuciła zaskakująco spokojnie, spoglądając na niego - Ale tak, miło cię widzieć.
Nie sądzę, żebyś aż tak długo czekał.


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
avatar





Berenika
Ochotnik    Bibliotekarka
GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Havoc on 26/2/2018, 01:05
Havoc od dawna uważał, że punktualność powinna być nawykiem każdego człowieka, a jej brak haniebnym postępkiem, gdyż takowy zaburzał funkcjonalność organizmu i doprowadzał do degeneracji w postaci lenistwa i innych schorzeń. Luiza nigdy nią nie grzeszyła, może właśnie dlatego niebieskie oczy były surowe. Spoglądał na nią jak na prostytutkę, stojącą na ulicy w trakcie mrozu, w oczekiwaniu na klienta. Roznegliżowaną, siejącą zagorzenie wśród zdemoralizowanej przez Internet młodzieży. Informator zawsze był bardzo krytyczny dla osób ze swojego najbliższego otoczenia, mniej jednak był to poniekąd wyraz troski, który tym wypadku adresował w kierunku Polki. Gdyby nie on, już dawno zostałby zwolniona, zatem przypisywał sobie zasługę tego, że nadal piastowała stanowisko biblioteki, mimo iż sam osobiście nie odwiedzał tego typu miejsc. Na wypożyczonych książkach, przechodzących z rąk do rąk, byłoby zbyt wiele zarazków, więc dla własnego komfortu psychicznego wolał oszczędzić sobie kontaktu z nim, ale wiedział, że miejsce te były jedyna ostoją normalności – panował w nim spokój i cisza, a rudowłosa pasowała do niego, jak rękawiczki, które pokrywały skórę na dłoniach informatora. Dysponowała dużą wiedzą z zakresu literatury. Za to ją cenił.
Wiem, że nie ufasz mojej punktualności, ale nie musisz do mnie od razu wydzwaniać.
Obaj wiedzieli, że musiał, a poranny telefon był tego najlepszym dowodem.
Witam, Luizo — przywitał się z nią, a na jego ustach wkradł się ledwo dostrzegalny uśmiech. Dopiero wtedy usiadł, nie zapominając o zasadach dobrego wychowania, ale jego wzrok nadal prześlizgiwał się po twarzy Kamińskiej. Zboczenie zawodowy. Kontakt wzrokowy był niezbędny, by wywołać na kimś presje i wcisnąć z niego informacje. Jedno z najbardziej przydatnych narzędzi, którym dysponował w swoim zawodzie. Drugim był szantaż, a trzeci pistolet. — Nie wątpię w to — zapewnił ją po chwili. — Mniej jednak, kiedy się spóźniasz, ogarniają mnie złe przeczucia. Zawsze zastanawiam się, czy w swoim roztargnieniu nie wpadłaś pod koła samochodu albo nie przytrafił ci się wypadek podobnego kalibru. Wolę cię oglądać całą i zdrową — przyznał spokojnym, bezemocjonalnym głosem. Nie pobrzmiewała w nim troska o bezpieczeństwo kobiety. Niewątpliwie pod pewnym względem byłoby lepiej, gdyby zginęła pod kołami pędzącej ciężarówki, ale nie miał zamiaru sprowokować takiej sytuacji, choć niewątpliwie byłby do tego zdolny. Przyzwyczaił się do wydawania pieniędzy na budziki i rachunki telefoniczne oraz jej towarzystwo. Była jedną z nielicznych osób, z którym utrzymywał kontakt i niewątpliwie znała go najdłużej oraz najlepiej ze wszystkich otaczających go znajomych.
Nie zapytał o to jak przebiegła kontrola, gdyż podeszła do nich kelnerka. Przywitała się z Luizą i zapytała ich grzecznie o zamówienie. Mike złożył swoje, udzielając kobiecie instrukcji dla baristy, którą musiała aż zanotować, aby o niczym nie zapomnieć. Dwa razy powtórzył o konieczności wymiany zwykłego mleka na mleko ryżowe. Miał energię na większość produktów pochodzenia zwierzęcego, a ten biały płyn się do nich zaliczał. Brakowało mu tylko kontaktu z alergenem i wizyty w znienawidzonym szpitalu. Uśmiech zelżał mu z ust na sama myśl.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Berenika on 3/3/2018, 13:42
Każda osoba miała swoje własne priorytety i żyła według własnego kodeksu. Berenika uważała ograniczanie wolności do kilku pojedynczych cyferek na zegarku za małą bzdurę, szczególnie ze względu na fakt, że jej spóźnienia nie wynosiły nigdy więcej jak parę niewinnych minut. Tylko raz w życiu spóźniła się o prawie 20 minut i wtedy czuła się źle, ale żeby od razu mieszać z błotem ze dwie minuty, a już, nie daj Boże, za pojedyncze sekundy, co zdarzało się w tym mieście... Japończycy potrafili być dziwni.
Tak samo jak ludzie, którzy żyli jak w wojsku i wyznawali tę zasadę.
Można jej zarzucić, że nie ma szacunku, ale zwyczajnie wierzyła w to, co chciała. Nie znaczyło to, rzecz jasna, że spóźnia się zawsze i ma wszystkich w nosie. Starała się być na czas, ale czasem to zwyczajnie nie wychodziło. I przez to właśnie tacy ludzie jak Havoc kręcili tylko niezadowoleni głowami i kupowali jej masę budzików albo dzwonili z samego rana, aby tak przypadkowo jej "pomóc".
Czasem zastanawiała się, jakim cudem wciąż utrzymywał z nią kontakt i nawet potrafił jej poświęcić nieco czasu. Może się zwyczajnie przyzwyczaił? A może nie miał zwyczajnie za bardzo z kim rozmawiać o książkach? Ludzie teraz mieli różne podejście, ale o dziwo, ta dwójka dzieliła całkiem podobne upodobania względem lektur.
- Jak widzisz, wciąż jestem w jednym kawałku, ale dzięki za troskę. - w jej głosie można było wyczuć delikatną, acz nieszkodliwą nutkę złośliwości, choć nie planowała tego. Nie lubiła faktu, że Mike miał tendencję do patrzenia jej prosto w oczy, jakby chciał z niej wszystko wydusić jak najszybciej, by mieć spokój. W dodatku ton, z jakim mówił, wcale nie sprawiał, że czuła się bezpiecznie... Wręcz przeciwnie. Havoc był dosyć specyficznym człowiekiem i miała wrażenie, że nie miałby większego problemu z uprzykrzaniem życia niejednej osobie - w tym jej - w taki sposób, że nie dałoby się tego nazwać niewinnym czy nieszkodliwym... Zdecydowanie był z tych osób, których nie chciało się mieć za wroga. Mogli się znać parę ładnych lat, ale wciąż miała wrażenie, że za wiele o nim nie wie.
Stąd z jednej strony ją przerażał, a z drugiej - nieco interesował.
Przywitała się z kelnerką, uśmiechając się do niej ciepło, a następnie złożyła swoje zamówienie na kawę - i było ono zdecydowanie mniej skomplikowane niż te, które złożył jej towarzysz, co wymusiło na dziewczynie zapisywanie każdego kroku. Uśmiech na jej twarzy został, nawet po odejściu dziewczyny.
- Wciąż nie dajesz spać pobliskim baristom i kelnerom, więc pewnie jakoś się trzymasz. - rzuciła, przyglądając się mężczyźnie. Miała nadzieję, że uniknie pytania o kontrolę, a po krótkiej i w miarę przyjaznej rozmowie dowie się, jakim cudem udało im się dzisiaj spotkać.


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
avatar





Berenika
Ochotnik    Bibliotekarka
GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Havoc on 6/3/2018, 03:07
Utrzymywanie kontaktu z Luizą nie było tak problematyczne, jak doglądanie storczyków na parapecie. Była jak kaktus. Nie musiał jej poświęcaj dużo uwagi, chociaż częste, poranne telefony przeczyły temu założeniu, ale ochota, by sprawdzić, czy kobieta zerwała się z łóżka, stawała się z dnia na dzień silniejsza. Pokusa, z którą Havoc - o dziwo - nie walczył. Pozwalał jej na wygraną za każdym razem, gdy sięgał po telefon. Budzenie jej traktował jak rozrywką, chociaż nigdy nie był duszą towarzystwa i stronił od tłumów. Jednocześnie nie musiał sprecyzować, dlaczego nadal podtrzymywał kontakt z kobietą, a raczej starał się odrzucać od siebie odpowiedzi na tę kwestię, gdyż przyznanie się przed samym sobie, że czasem potrzebował czyjeś obecności, by nie zwariować i nie dać się zniszczyć fobicznej stronie natury było zbyt ciężkie do zniesienia. Nie mógł unieść jego ciężaru, a od wyjazdu Kurtza preferowana samotność naznaczyła w jego życiu wyraźne granice. Przestało mu wystarczać towarzystwo psa i surowego wystroju mieszkania, a także neutralny grunt, czyli szpiegowanie i wyzyskiwanie informacji, najczęściej przy pomocy szantażu. Czasem po prostu musiał wyjść ze strefy swojego komfortu i zmierzyć się z rzeczywistością, a spotkania z Polką takie właśnie były - prawdziwe. W jej towarzystwie mógł pozwolić sobie na pewne ustępstwa, chociaż na rozluźnienie w pełnym wymiarze nie było mowy.
Dobrze dobrane składniki to klucz do delektowania się zbilansowanym aromatem kawy — rzekł, gdyż nie miał zamiaru zanurzać sine przez mróz usta w kawie, która nie była kompatybilna z jego samopoczuciem i wygórowanym podniebieniem. Jej nietrafnie wyważony smak mógł rzutować w przykry sposób na grafik. Informator nie uwzględniał w nim większych zmian, ale musiał uwzględnić w swoich notatkach niepunktualność swojej koleżanki. Jak dobrze, że na wszelki wypadek zarezerwował dla niej trochę więcej czasu w postaci dziesięciu dodatkowych minut. — Jednakże masz słuszność swoich przypuszczeniach. Tempo mojego życia utrzymuje się na optymalnym poziomie. Zapewne ty w tej kwestii masz więcej do zaoferowania — przyznał, nie kryjąc się z tym. Jego życie było nudne, monotonne. Nie zachodziło w nim wiele w zamian, a właściwie to nie zachodziły w nim żadne poważniejsze zmiany. Jednym odchyłem od normy była nadprogramowa wizyta u chirurga, ale od tamtego czasu minęło trzy miesiące. Kość zdążyła się zrosnąć. Nadgarstek funkcjonował niemal tak samo dobrze, jak po kontuzji. Mógł się cieszyć jego sprawnością i powrotem do zdrowia. Może przyczyniły się do tego instrukcje Shazama, choć do ówże praktyk ze słoniną roli głównej podszedł niechętnie, wyraźnie się przy tym ociągając, ale mimo wszelkich wątpliwości była niesamowicie skuteczna. Nie zdążył mu jednak podziękować. Doktor przepadł.
Jak przebiegła kontrola? Opowiadaj, jestem jej niezmiernie ciekaw — zgadnął po chwili milczenia, gdyż ta kwestia interesowała go najbardziej z wyżej wymienianych. Nawet celowo nie skontaktował się ze swoim kretem, chcąc wydusić informacje o jej przebiegu z ust koleżanki. — Mam nadzieję, że dotarłaś na czas. — Kąciki jego ust zadrżały. Miały ułożyć się w ironiczny uśmiech, ale zrezygnował z tego zabiegu. Nie chciał bardziej stresować kobiety, a przecież wiedział, że jego obecność nie zawsze wpływała w pozytywny sposób na jej układ nerwowy. Ułożył ręce na kolanach, grzecznie czekając na zasyp informacji.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Berenika on 12/3/2018, 18:32
Sama Luiza zdążyła się już przyzwyczaić do porannych telefonów do tego stopnia, że czuje się wręcz niezręcznie, gdy ich nie ma, zastanawiając się, czy robota informatora zmordowała na tyle, że nie zdołał wykręcić jej numeru z czystej złośliwości. Wciąż narzekała, ale na dalszą metę cieszyła się, że nie była aż tak ułomna społecznie i wciąż dawała radę utrzymać kontakt z pojedynczymi osobami, jako iż sama była dosyć nieśmiała i miewała problemy w zawieraniu nowych znajomości. Oczywiście, wciąż siedziała w internecie i tam sporo osób chętnie użyczyłoby jej parę minut ze względu na małą sławę, jaką tam miała - chociaż zauważyła, że od jakiegoś czasu coraz mniej czasu poświęcała na gry, a więcej na inne pasje. Nie, inaczej, zwyczajnie zaczynała odchodzić od nawyku wygrania każdej gry, jaka tylko wpadła w jej ręce. Wciąż to robiła, ale jej pozycja top 100 była mocno zagrożona przez dzieciaki, które w przeciwieństwie do niej miały czas pozwalający na przesiadywanie godzinami przy monitorze.
S.SPEC nie dałby jej urlopu tylko dlatego, bo wyszła gra, na którą czekała miesiącami. W szkole jeszcze znajdziesz jakąś wymówkę. Władza natomiast nie pytała, tylko wymagała.
Perfekcyjny do reszty, nawet w kwestii kawy - myśl ta wpadła do jej głowy zaraz po jego wypowiedzi, aczkolwiek nie odważyła się tego wypowiedzieć prosto w jego twarz. Chociaż nie wiedziała, czy była w pełni poprawna... Równie dobrze mogła powiedzieć, że był cholernie wymagający dla każdego, nawet dla samego siebie. A przynajmniej ona miała takie wrażenie. Próbowała kiedyś podnieść swoje wymogi wobec tego i owego, ale wyszło to tragicznie, stąd zawsze się zastanawiała, jakim cudem tacy ludzie jeszcze nie zwariowali.
- Ostatnio w Mieście-3 zrobiło się zaskakująco spokojnie... Przynajmniej z punktu widzenia tak prostego obywatela. - zauważyła, zerkając chwilowo na pojedynczych klientów, znajdujących się w kawiarence - Nie słyszałam o żadnych nieprawidłowościach wśród innych mieszkańców. Warto korzystać z tej dawki monotonii, bo nigdy nie wiesz, kiedy przyspieszy.
Sama nie narzekała na wybuchy w swoim życiu, co zarówno cieszyło ją, jak i nieco smuciło. Z drugiej strony jednak, wolała prowadzić spokojne życie bez Łowców, szaleńców czy innych niepokojących osób, jakie mogły doprowadzić dziewczynę do szewskiej pasji przy zwykłym wypełnianiu papierów.
Skrzywiła się delikatnie, gdy usłyszała jego pytanie. Jednak zapytał i zrobił to o wiele wcześniej, niż chciała, więc nie miała odpowiednio dużo czasu, aby przygotować jakąś dobrą odpowiedź. Niepotrzebnie się łudziła, że zapomni - bo przecież to Havoc, on nigdy nie zapomni, mógł co najwyżej się zlitować i dać jej nieco czasu, żeby o tym nie myśleć...
- Osobiście myślałam, że będzie gorzej... - zaśmiała się nerwowo - O tym, że miałeś rację, to nawet nie muszę mówić. Przyszli idealnie o godzinie, którą wskazałeś. Udało mi się wbić na tyle sprawnie, żeby jakoś się dogadać, nawet jeżeli mogli porównać czas, o której system wykrył moją przepustkę. - poprawiła okulary i spojrzała na identyfikator - Także wyszliśmy z tego bez szwanku. Nie było też większych problemów przy sprawdzaniu innych pracowników czy androidów, choć kręcili nosem, przyglądając się papierkowej robocie jednej z młodszych stażystek. Na dobrą sprawę nie przysłuchałam się porządnie, mogę się założyć, że na dniach będziesz wiedzieć więcej, niż ja. A co z Tobą?
Monotonia monotonią, ale musiało się wydarzyć coś ciekawszego. Żadnych plotek? Podejrzanych opowieści? Ciekawych książek?

Niech nie myśli, że przyszła się do niego spowiadać.


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
avatar





Berenika
Ochotnik    Bibliotekarka
GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Havoc on 13/3/2018, 23:47
Owszem, władze naszego Miasta dbają o to, by obywatele mogli wieść życie na najwyższym poziomie, w spokoju i harmonii, dlatego bez obaw można powierzyć swoje bezpieczeństwo w ich profesjonalne ręce — przytknął, gdyż kobieta miała racja. Słupek przestępczości zmalał i oprócz pojedynczych incydentami w postaci kilku włamań i kradzieży kieszonkowych nie wydarzyło się nic. Łowcy tez od dłuższego czasu nie podejmowali żadnych działań w celu zaszkodzeniu rządom dyktatorskim, a przynajmniej Havoc nie odnotował takowych, zatem wszystko zmierzało ku dobremu. Za wyjątkiem władzy Hadriana. Jej forma nadal wzbudzała wiele kontrowersji, gdyż najwyraźniej nowa głowa państwa nie radziła sobie z obowiązkami i wszystko wskazywało na to, że została wydarta z rąk Cronusa siłą, ale nie chciał być w tej materii źródłem programu propagandowego na niekorzyść Dyktatora. Powierzył dowody w postaci kopii w odpowiednie ręce . Oryginalny zapis wypowiedzianych przez kapitan Hycli słów oraz całość nagrywanej przez informatora rozmowy spoczywała w bezpiecznym miejscu i czekała na swojego przysłowiowe pięć minut, gotowa do użytku na potrzeby nowych zmian w strukturze hierarchicznej mundurowych.
Mike, jako informator, nie cierpiał na brak zajęć, nadal wyłapywał pogłoski o ewentualnych grupach przestępczych i za pomocą wojskowych ukrócał ich żywotność w zarodku, zanim w pełni rozwinęli sieć swoich wpływów, rozpraszając się po dzielnicach Miasta niczym plaga. Na jego ustach uformował się subtelny uśmiech, ale jednocześnie wbił niebieskie oczy w twarz Polki, wyczekując aż ta w końcu udzieli mu informacji, o które poprosił. Tym o to sposobem chciał wywrzeć na niej nacisk. Był w pełni świadomy, że w rozmowie prywatnej nie powinien praktykować swoich technik zawodowych, jednak weszło mu to nawyk i nie potrafił odnieść zwycięstwa nad tym odruchem. Za bardzo skupiał się na pracy. Jego pożycie towarzystwie było na pograniczu śmierci i tylko dzięki ograniczonej liczbie osób umiał jeszcze poruszać z pozoru błahe tematy, lecz jego oszczędność w tym zakresie nadal rzucała się w oczy.
Dla odmiany utkwił spojrzenie w jej usta, spijającym z nich każde słowa, jakby właśnie był na etapie przesłuchania jednego z przestępców przekonanych o tym, że S.SPEC nie ma mu nic do zarzucenia. Pewność siebie. Cecha, która kruszyła się jak szkło, kiedy wyciągało się asa z rękawa w postaci niepodważalnego dowodu.
Oczywiście, przekażę Ci wszystkie informacje, które będą dotyczyły twojej osoby — przytaknął, jednocześnie wątpiąc, że inspekcja pracy skupia się na Luizie. Może nie była osobą w pełni odpowiedzialną, punktualną, ale nie mógł jej zarzucić zaangażowania, który wkładała w wykonywany przez siebie zawód. Zresztą pomóc S.SPEC rzutowała na jej korzyść. — Hm. Plotek jest mnóstwo i zapewne w każdej tkwi ziarnko prawdy. Ostatnio trochę się ich nagromadziło, ale odnoszę wrażenie, że mają na zadanie zasiać niepewność wśród osób piastujących wyższe stanowiska. Nie wszyscy są też zadowoleni z poczynań nowego Dyktatora. Wiek, bierność. Zarzuca mu się niekompetencje — wyznał po chwili, w zaufania, ale podejrzewał, że Kamińska spotkała się już z podobnymi opiniami na temat Hadriana. — Niektórzy twierdzą, że miasto czeka kryzys, jeśli ten stan rzeczy się utrzyma — dodał. Sam nie zajął żadnego stanowiska w tej sprawie. Wykonywał powierzone mu zadania z dbałością o szczegóły, nie wychylając się zbytnio, nie licząc ostatnich nadprogramowych zeznań Norweszki. — Mam dla ciebie książkę, którą chciałaś przeczytać. Po długim etapie szukania udało mi się ją odnaleźć w przekładzie na twój ojczysty język — podsunął i ponownie sięgnął do swojej aktówki. Wyjął z niej podniszczoną książkę, o którą zadbał. Oprawił ją i skleił kartki. Położył ją na blacie, idealnie na środku stolika, nie czekając, aż dziewczyna uchwyci ją, za nim zostanie tam odłożona. — Zrecenzuj po zapoznaniu się z jej treścią — podsunął, po czym odchylił się delikatnie do tylu, w ramach uniknięcia kontaktu fizycznego z kelnerką. Postawiła na stoliku dwie kawy i odeszła. Aromat napojów niemalże automatycznie zagościła w nosie informatora. Był intensywny i przyjemny. Zacisnął palce na uchwycie naczynia i przyjrzał się jego zawartości. Najwidoczniej balista dostosował się do jego wskazówek, zatem mógł ją spożyć, delektując się głębią smaku.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Berenika on 25/3/2018, 18:31
Nigdy nie wątpiła w to, co robiło S.SPEC i w jaki sposób zapewniało obywatelom bezpieczeństwo. Oczywiście, nie wszystkie praktyki Władz były czyste czy dobre, wystarczyło się dobrze przyczaić w pracy i można było usłyszeć jedną czy dwie niepokojące informacje - ale bardzo szybko nauczyła się, że w takich miejscach zadawanie pytań nie ma głębszego sensu, a ktoś tak łatwy do usunięcia, jak ona, nie powinien się w ogóle wychylać z szeregu. Nie chciała zresztą. Czasem niemoralne decyzje wobec jednostki mogły uratować całe miasto i w ten sposób żyli dalej, zamiast jeść ostatnie liście na Desperacji z nadzieją, że przeżyją dzień. Oddaj kawałek swojej wolności, aby cieszyć się spokojem - to była bardzo prosta zasada. Jeżeli nie masz prawa głosu, trzymaj głowę nisko.
Do góry idą tylko ci, którzy są psychicznie gotowi na walkę i wiedzą, że nie zostaną zdradzeni. Luiza w życiu nie zaliczała się do takowych. Gdyby miała wskazać, kto mógłby zrobić coś takiego, to co najwyżej osoby pokroju jej rozmówcy... Nie wątpiła, że sam Mike miał swoje za uszami, ale wiedział, co trzeba zrobić, by się utrzymać. Może wyglądał na wraka emocjonalnego, ale żył i radził sobie na tyle dobrze, ile mógł.
Kiwnęła głową na słowa informatora. Sama zakładała, że nie była na tyle ciekawą i problematyczną osobą, co by kontrola miała się jej czepiać. Mówią, że ochotnicy mają piekło w życiu, bo ni to zwykły mieszkaniec, ni to porządny S.SPEC, który coś wie, ale taka pozycja miała swoje plusy. Wiele pracodawców od razu uśmiechało się, gdy w jej papierach zauważało staż ponad 10 lat - niezależnie co o niej sądzili, to liczyli się z faktem, że S.SPEC trzymało ją i pozwalali na minimalnie więcej, gdy nikt nie patrzył. Ironicznie dziewczyna miała też całkiem sporo znajomości, bo nawet, jeżeli ograniczały się one do plotek na mieście, to jednak mogła dzięki temu ułatwiać sobie życie - chociażby dzięki takiemu Havocowi, który przekazywał jej nieco swojej wiedzy. Żyć nie umierać, co?
- Zakładam, że to ciężki przypadek tematu-rzeki... - westchnęła cicho - Wykorzystaj dzień wolnego i nie myśl o tym za wiele przez ten czas.
To akurat było widać, bo mimo kamiennej twarzy miała wrażenie, że sam Havoc był niezadowolony z władzy Hadriana. Sama Berenika nie miała z nim zbyt wiele kontaktu nawet przed jego awansem, stąd się nie odzywała za wiele.
Gdy tylko wyciągnął książkę, w oczach bibliotekarki pojawiły się małe iskierki. Delikatnie przejęła od mężczyzny podniszczoną lekturę i przejrzała ją z każdej możliwej perspektywy. Jej dusza mola książkowego krzyczała, żeby zacząć czytać już teraz, ale wiedziała, że musi się zachować i zostawić tę przyjemność na później. Cichutko podziękowała kelnerce za kawę i ułożyła książkę tak, aby nie ryzykować zalaniem jej, kiedy to wyleciała jakaś niewielka kartka. Brew Luizy powędrowała do góry, kiedy tylko ją złapała w jedną dłoń. Drugą złapała za filiżankę i upiła niewielki łyk, dalej przyglądając się swojej niewielkiej zdobyczy.


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
avatar





Berenika
Ochotnik    Bibliotekarka
GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Havoc on 27/3/2018, 02:11
Gdyby Kamińska wiedziała, że Havoc nie był tym za kogo się podawał, być może zdrowy rozsądek nakazywałaby jej trzymanie się od niego z daleka, niemniej jednak brak takowej wpływała na jej korzyść – im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Nieświadoma Polka mogła liczyć w tej materii zaledwie na łut szczęścia, gdyż nadal istniało ryzyko, że szaleństwo, które niczym cień padało na fobiczny umysł informatora, zaciśnie szpony na jej drobnym ciele podczas ich spotkań. Nieregularna forma takowych wpływała korzystnie na bezpieczeństwo kobiety. Mike nigdy nie czuł względem niej niczego, co wykraczałoby poza ich znajomość. Być może była to kwestia przyzwyczajenia, a może satysfakcji, którą czuł, widząc w jej oczach strach lub słysząc w słuchawce telefonu zaspany głos. Ich relacja nie była ani skomplikowana, nie składała się też na wiele elementów, ale Havoc miał wrażenie, że utrzymywała go w ostatnich ryzach normalności, wszak Berenika była jedną osobą w M-3, która kiedykolwiek była świadkiem jego łez i, chociaż od tego czasu minęło ponad dziesięć lat, nadal pamiętał okoliczność zaistnienia tej odbierającej mu mowę sytuacji. W uszach brzęczała mu melodia własnej gry na skrzypcach, a na policzkach czuł ciężar ciepłych, słonych kropel, kiedy otworzył oczy i dostrzegł w drzwiach przejęte oblicze siedzącej naprzeciwko niego pianistki.
Ówże wspomnienia sprawiły, że ręka, która znajdowała się na kolanie, uformowała się w pięść, a jej palce zacisnęły się na materiale spodni od garnituru i w zasadzie już miał ochotę wstać i odejść od stołu, gdyby nie słowa Polki, które przebiły się przez jego myśli i nakazały tkwić w miejscu.
Przejechał językiem po zębach, w celu stłumienia w sobie negatywnych uczuć. Emocje, tlące się w niebieskich oczach, zostały przygaszone, rozgościł się w nich zwyczajowy spokój.
Rozkoszowanie się czasem wolnym w twoim towarzystwie to czysta przyjemność — przyznał, przechwytując inicjatywę Luziy w charakterze zmiany tematu. Jego palce zacisnęły się na rączce filiżanki. Podniósł naczynie na wysokość ust i zamoczył usta w kremowym płynie. Jej smak spełniał jego wymagania, być może dlatego zamknął na chwilę oczy i nie zarejestrował momentu, kiedy biała kartka, zapełniona jego odręcznym pismem wyskoczyła spomiędzy pożółkłych stronic książki. Zanim otworzył powieki, ówże notatki zostały pochwycone przez zwinne palce kobiety i wciśnięte do kieszeni. Zapewne sama nie spostrzegła, że nie była pokryta drukiem, zbyt zaoferowana jej obecnością w swojej prywatnej bibliotece.
Dawno nie słyszałem twojej gry na fortepianie — podjął nowy temat, czując się w takowym obowiązku. Cisza, która zapadła, stała się w irracjonalny sposób nieznośna, chociaż zazwyczaj nie miał kłopotu, aby w niej trwać. Wszystko skomplikowała jego pamięć. — Czy mogłabyś coś dla mnie zagrać? — zapytał, zerkając kątem oka na instrument upchany w kącie pomieszczenia. Co prawda było to tylko pianino, ale układem klawiszy nie różnił się zbytnio od fortepianu. — Nalegam — dorzucił w formie „ładnie proszę” o bardziej rygorystycznym wydźwięku.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Berenika on 29/3/2018, 19:16
Z pewnością nie siedziałaby przy nim tak spokojnie... Choć to "spokojnie" nie do końca pasowało. Luiza nigdy nie była w pełni rozluźniona i spokojna w obecności Havoca, jako iż co jakiś czas łapało ją jakieś przeczucie. Nie wiedziała, stąd ono się brało, ale ufała temu w jakimś stopniu, stąd czuła się źle, gdy ten patrzył na nią tak, jakby serio zaraz miał jej rozciąć głowę na pół i zerknąć tylko po to, by zobaczyć, czy chowa się tam coś, co mogłoby mu się przydać. Często niewiedza okazywała się o wiele lepsza od prawdy i pozwalała na normalnie i spokojne życie i w tym przypadku ta zasada również się sprawdzała.
Chyba tylko i wyłącznie pamięć z tamtego dnia sprawiała, że widziała go w bardziej ludzkich barwach niż większość ludzi. Wiele się mówi o tym, jak mocno sztuka, a szczególnie muzyka, potrafi wpłynąć na ludzi i wyłowić z nich prawdziwe emocje. Trzeba tutaj nieźle kombinować i zahaczyć o wiele zasad kryjących się w psychologii, ale jest to możliwe i dlatego to potrafiło być zarówno tak ciekawe, jak i niebezpieczne. Nawet w samym M-3 znajdował się klub, który jakoś wpływał na emocje ludzi przebywających tam w trakcie koncertów... Chociaż fakt, że ludzie byli w stanie wpływać na innych jeszcze w czasach, gdy technologia była tylko marzeniem myślicieli, nakłaniał do zupełnie innych przemyśleń.
Przeglądanie początkowych stron lektury otrzymanej od mężczyzny sprawiło, że jego głos wyrwał ją brutalnie z przemyśleń, stąd uniosła się nerwowo i spojrzała nieco wystraszona na informatora, próbując sobie przypomnieć, o czym oni rozmawiali. Potrzebowała chwili niczym program, aby ułożyć wszystko w swojej głowie, po czym wypuściła powietrze z płuc i posłała mu delikatny uśmiech.
- Miło mi to słyszeć - rzuciła nieco ciszej - Choć wiem, że nie zaliczam się do najciekawszych obywateli miasta. Oferuję co najwyżej spokojnie rozmowy po pracy.
Nie miała jakoś wysokiej samooceny, stąd nie owijała w bawełnę i mówiła, co myślała.
Spojrzała na mężczyznę nieco zdziwiona, kiedy wspomniał o fortepianie. Sama ostatnio nie miała czasu na granie na tyle, ile chciała... A jak miała, to zazwyczaj poświęcała się gitarze, aniżeli drugiemu instrumentowi. Sądziła jednak, że wciąż pamięta, jak się na nim grało, stąd podeszła do obsługi i spytała, czy byłby problem, gdyby to zrobiła - i dostała zielone światło. Dopiła nieco swojej kawy, po czym zbliżyła się niepewnie do instrumentu. Zasiadła przy nim i nacisnęła parę klawiszy, sprawdzając jakość dźwięku wydobywanego z pianina, zwracając na siebie uwagę całej kawiarenki. Ręka Luizy zadrżała delikatnie, ale po jakimś czasie uspokoiła się. Wzięła głęboki wdech i rozpoczęła grę, przypominając sobie cover jednej piosenki. Była ona dosyć spokojna i wolna, stąd Polka również chciała oddać to swoją grą.


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
avatar





Berenika
Ochotnik    Bibliotekarka
GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 11 z 12 Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

Powrót do góry