:: M3 :: Centrum

Strona 2 z 12 Previous  1, 2, 3, ... 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 2/2/2014, 11:59
Szkoda, że i za tę opiekę sobie nie liczył skoro można było zarabiać także no opiece nad niesfornymi dziećmi. Yves zresztą doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Rzecz jasna, Sebastian nie byłby w stanie wyłudzić od niego nawet grosza, a w przeszłości dość niechętnie przyjął pomoc pieniężną, by mieć czas, żeby jakoś stanąć na nogi, dlatego później bez zająknięcia spłacił cały zaległy dług. Teraz jednak to na nim żerowano, ale nie miał nic przeciwko – pieniądze wydane na kawę i ciastko w rzeczywistości były groszami, niezależnie od tego, który zestaw chłopak wybrałby dla siebie. Oliver nie wspomniał o żadnej cenie maksymalnej, więc był niemalże pewien, że Eliott po prostu zaszaleje, chcąc uszczuplić jego portfel, który i tak na następny dzień miał się wzbogacić o nowe zarobki. Czasami i jego dziwiło to, jak cenne były dla innych cielesne uciechy, choć równie dobrze ludzie mogli zająć się swoimi mężami i żonami w domach – podobno małżeństwo jest jak dożywotni karnet w burdelu! Jednak nigdy nie komentował tego faktu jako osoba, która miała raczej marne pojęcie o związkach. Mógł tylko zakładać, że po czasie wszystko może się znudzić.
Nie ma sprawy. Ale następnym razem po prostu wykrzycz się na zewnątrz ― rzucił rozbawiony, jak zwykle nic nie robiąc sobie z cudzych spojrzeń na sobie. W końcu był tutaj tylko i wyłącznie ze swoim znajomym, któremu teraz wypadało poświęcić uwagę, a nie sprawdzać, czy przyglądają mu się jakieś ciekawsze osoby, do których można by puścić oczko lub posłać im lekki uśmiech i przyprawić je o przyspieszone bicie serca. ― Czemu nie? Zawsze chciałem mieć kota, ale nigdy nie przypuszczałem, że potrafisz mruczeć! No i zapewne byłbyś jedynym kotem, którego Fear by nie pogonił ― parsknął i rozsiadł się wygodniej na swoim miejscu. Pozwolił sobie także na chwilowe wyciągnięcie rąk do góry, by przeciągnąć się i samemu sprawić wrażenie rozleniwionego kociaka, który wreszcie znalazł sobie wygodne miejsce. Przynajmniej tutaj mięśnie nie spinały się od zimna, chcąc ochronić organizm przed utratą ciepła, a mroźne igiełki nie drażniły już jego twarzy. Ogólnie mógłby przesiedzieć tu całą zimę, wdychając pobudzający zapach kawy i świeżych ciast. Być może za ładne oczy właścicielka nie kazałaby mu wynieść się w godzinach zamknięcia i dałaby się namówić na przynoszenie mu obiadów. Naprawdę postarałby się być niekłopotliwym zwierzątkiem i być może przyciągałby tu rzeszę klientów! Nie no. Tak naprawdę pewnie szybko by mu się to znudziło.
Przemknąwszy pobieżnie spojrzeniem po kawiarni, zawiesił wzrok na de Croÿ'u, który właśnie męczył się z zaparowanymi szkłami okularów. Czasami zastanawiał się, dlaczego jeszcze nie zaopatrzył się w soczewki, w których faktycznie wyglądałby o wiele lepiej, choć jednocześnie był tego zdania, że te wielkie okulary dodawały mu tego ciapowatego uroku. Co prawda nigdy nie komentował jego wyglądu, bo to byłoby nie na miejscu, a i tak już wystarczająco obnosił się ze swoim ego. Aż trudno było stwierdzić, czy to tak na poważnie czy w żartach.
Nie przesadzaj. To tylk-- ― urwał, przenosząc wzrok na tę samą poduszkę i zaraz westchnął zrezygnowany. Gdy blondyn uniósł miękki przedmiot od razu przygotował się do przechwycenia go i to też zrobił, gdy błękitnooki cisnął nią w jego, po czym ukrył przyjemną w dotyku truskawkę za swoimi plecami. Przynajmniej było mu wygodniej. ― Następnym razem cię nie uratuję ― burknął a propos ściągania na siebie uwagi i zastukał palcami o blat stołu. ― Nie rozumiem, dlaczego aż tak ich nie lubisz. Są całkiem smaczne, zwłaszcza z bitą śmietaną i cukrem. Mmm. ― Rozmarzył się na chwilę z błogim uśmiechem, opierając łokieć o stół, zaś policzek wylądował na jego dłoni. Z tej perspektywy sam także mógł pobieżnie przyjrzeć się menu, choć zastanawianie się nad tym, co powinien kupić nie trwało długo. Gdy jasnowłosy wskazał mu obiekty swoich zachcianek, jęknął teatralnie i wywrócił oczami. ― Wiedziałem, że dążysz do tego, żebym w końcu zbankrutował ― prychnął z rozbawieniem. Aczkolwiek gdy kelnerka zjawiła się przy ich stoliku, uprzejmie wyrzucając siebie wyuczoną w tym zawodzie formułkę, bez zawahania złożył zamówienie znajomego, a sam poprosił o waniliowe cappuccino. Kobieta szybko zanotowała prośbę klienta i oddaliła się od stolika. Hyde ponownie skupił się na Elim siedzącym naprzeciwko. ― To jakie masz jeszcze plany na dziś?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 2/2/2014, 13:07
Rola pasożyta ogromnie mu się podobała. Dawno nie jadł żadnego ciasta, ani też nigdy nie kosztował jakiejś wykwintniejszej kawy, więc szczerze mówiąc całkiem miło było mu wykorzystać swojego przyjaciela. Co prawda robi o sobie złe wrażenie, ale Sebastian powinien doskonale wiedzieć, że Eliott na ogół nie jest aż takim wyłudzaczem. Teraz to tylko taka wyjątkowa sytuacja, bo przecież wygrał wyścig i oczekuje swojej nagrody. Gdyby wiedział, że przyjaciel dał mu przybiec do kawiarni jako pierwszy, to pewnie nie żądałby od niego żadnych łakoci, ale jak żyje w niewiedzy to czemu by nie? Na co dzień Yves jest jednym wielkim człowiekiem pomocą z tak miękkim sercem, że z miłą chęcią dałby pieniądze pierwszemu lepszemu bezdomnemu, który najprawdopodobniej żebrałby kasę na wódkę. Lubi też wpłacać jakieś grosze na cele charytatywne. Rozbudowa szpitala? Oczywiście. Karma dla zwierząt w schronisku? Jasna sprawa. Zabawki dla sierocińca? Już leci z portfelem. Zresztą sam fakt, że blondynek bez wahania pożyczył pieniądze swojemu przyjacielowi, gdy ten znalazł się w nieciekawej sytuacji, już świadczy o tym, że w rzeczywistości Eliott wcale nie jest taki zły.
Kiwnął nieśmiało głową z zakłopotanym uśmieszkiem, w pełni zgadzając się ze swoim rozmówcą. Ta.. ma nauczkę. Następnym razem z pewnością wykrzyczy się przed kawiarnią, pilnując, aby jego triumfalne wycie nie dotarło do uszu niczego niespodziewających się klientów. Albo od razu będzie wchodzić do budynku, automatycznie zasłaniając sobie buźkę ręką. To z pewnością zapobiegłoby tego typu sytuacjom w dalszej przyszłości.
- Mrrr.. – wydał z siebie odgłos zdumiewająco podobny do mruczenia zadowolonego kocura. No proszę. Okazało się, że jest dobry nie tylko w imitowaniu skrzekliwych ptasich odgłosów. – W takim razie od dzisiaj jestem Mruczek Filemon de Croÿ. Brzmi dumnie, c’nie? – zaśmiał się na samą myśl o swojej zwierzęcej formie. Już widzi jak wyskakują mu uszka z czubka głowy i długi, puszysty ogon. Kiedyś to narysuje, nie ma bata. Albo od razu jak wróci do domu to sobie tego typu atrybuty skombinuje. Weźmie jakąś przepaskę, kawałek filcu, jakiś miękki materiał i może uda mu się skleić coś, co choć odrobinę będzie wyglądało jak kocie uszy. Grunt to kreatywność. – Swoją drogą.. biedny Fear. Musi mu być strasznie zimno. – rozczulił się nad losem psiaka, który non stop wpatrywał się zniecierpliwiony w drzwi kawiarenki, wciąż czekając za swoim właścicielem. Eliott nawet nieco się wychylił, by przez okno zerknąć na zwierzę i westchnąć głęboko, cały czas myśląc o tym, jak tragicznie muszą mu marznąć łapy. Co z tego, że Fear jest wyposażony w ciepłe futro. To nie zmienia faktu, że młodszemu blondynkowi zrobiło mu się trochę go żal.
Skrzywił się, gdy jego znajomy zaczął mówić o truskawkach. To cholerstwo było dla niego tak niedobre, że naprawdę mógłby zwrócić swoje śniadanie po zjedzeniu takiego czerwonego, małego diabełka. W sumie sam nie wiedział dlaczego tak bardzo ich nie lubi. Chyba kiedyś w dzieciństwie miał jakieś przykre zdarzenie z truskawkowym smakiem i tak mu już pozostało.
Nie rozpływaj się tak, panie truskawkowy. – mruknął z trochę złośliwym uśmieszkiem. – Ja Ci nie wypominam miętowej czekolady! – dodał i szybko ogarnął wzrokiem kelnerkę, która przybyła, aby ich obsłużyć. W sumie ładna, ale na dzień dzisiejszy nie chciał bawić się w niedorozwiniętego podrywacza, więc najzwyczajniej w świecie odpuścił sobie wszelkie głębsze komentarze w jej kierunku.
W kwestii bankructwa nie powiedział nic, tylko przeuroczo się uśmiechnął. Choć uśmiech wyglądał całkiem słodko to niestety aż bił od niego złośliwością i triumfem. W końcu był lepszy od Sebastiana w wyścigu! Choć pewnie niedługo też mu da jakąś pierdołę, choćby to było postawienie głupiego batonika.
Wrócę do domu i będę malował dalej. – westchnął nieco znudzony. W jego przypadku taka odpowiedź oznaczała, że nie ma żadnych konkretniejszych planów. – O, chyba, że do mnie przyjdziesz. Myślę, że mieszanie już mi wywietrzało, więc zobaczysz to drzewo, które naciapałem w pokoju. No i Fear nie będzie już na mrozie~ - zaproponował z przesympatycznym uśmiechem. Co prawda nigdy nie był jakoś szczególnie przekonujący, ale wobec Olivera sprawy miały się trochę inaczej. W końcu był dla niego jak jakieś nieporadne dziecko, o które dbać, a nie od dziś wiadomo, że małolaty potrafią nieźle naciągać.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 2/2/2014, 20:48
Cofnął lekko głowę do tyłu, zdumiony tym popisem umiejętności wydawania z siebie zwierzęcych dźwięków. Otworzył też szerzej oczy z niedowierzaniem, by zaraz posłać przyjacielowi szerszy uśmiech. W tej chwili mógł uznać, że ten egzamin zdał śpiewająco i mógłby idealnie sprawdzić się w roli jego nowego futrzaka. Co prawda koty nie były na tyle wybredne, by pogardzić tańszą karmą, gdyż nie były świadome wartości jedzenia, które dodawano im do miski. Eliott niestety był. Tak samo, jak doskonale zdawał sobie sprawę z zawartości portfela Sebastiana. Może naciągaczem nie był, ale od czasu do czasu na pewno korzystałby z możliwości pławienia się w luksusie, choć niebieskooki żył całkiem skromnie jak na kogoś, kto najwyraźniej wyhodował sobie w ukryciu drzewka pieniędzy (swoją drogą byłoby fajnie, gdyby istniały).
Jasne, Mruczku. Powiedzmy, że się nadajesz, chociaż zajmowałbyś więcej miejsca niż przeciętny kot. ― Uniósł brew. Miał sporo szczęścia, że w tym momencie nie przebywał w towarzystwie kobiety, która w tych słowach mogła doszukać się ukrytego podtekstu i bezczelnego zarzucenia jej, że jest gruba. Jeżeli ktoś kiedykolwiek spytałby go, dlaczego bardziej odpowiadało mu towarzystwo mężczyzn, ten argument najpewniej wylądowałby w pierwszej piątce na liście. Niestety biedny Eli nie zdawał sobie sprawy, że Hyde nie zawsze ucinał sobie wyłącznie pogaduszki z przedstawicielami płci brzydszej. Przynajmniej jego psychika była bezpieczniejsza. Ich relacja także, choć o nią już prawdopodobnie samodzielnie potrafiłby zadbać, gdyby zaszła taka potrzeba.
Sam także zerknął w kierunku drzwi lokalu, za którymi czekał jego wierny towarzysz. Gdyby to od niego zależało, zapewne ściągnąłby go tutaj ze sobą, ale to nie jego wina, że właściciele takich miejsc dobitnie lubili zaznaczać, że zwierząt nie wpuszczało się do środka – szczególnie do miejsc, w których było mnóstwo jedzenia. Machnął ręką w nieco lekceważącym geście i to nie dlatego, że nie było mu szkoda psiaka, ale dlatego, że wierzył, że da radę przetrwać te pół godziny na zewnątrz. Poza tym Fear był psem, więc mróz tak łatwo nie dałby sobie z nim rady.
Nic mu nie będzie. Najwyżej zacznie ganiać przechodniów, żeby się rozgrzać, a ja na ich oczach poudaję, że to wcale nie mój pies ― rzucił zgryźliwie i pokręcił lekko głową. Oczywiście jego mina zdążyła zrzednąć, a kąciki ust wykrzywić się w zniesmaczonym wyrazie mniej więcej w momencie, w którym wspomniał o jednej z najbardziej obrzydliwych rzeczy, które widział ten świat. Tym razem Yves znalazł sobie złe porównanie, biorąc pod uwagę to, że te dwie rzeczy strasznie się od siebie różniły i był pewien, że na świecie istniało więcej ludzi, którzy nie przepadali za miętowymi słodyczami niż za truskawkami. ― Gdybym miał ochotę najeść się pasty do zębów ze słodyczami, to wziąłbym tubkę i tabliczkę czekolady. Może to uchroniłoby mnie od próchnicy? ― Zamyślił się na chwilę. ― Na całe szczęście nie mam aż tak zwariowanych potrzeb.
Chyba na tym wypadało zakończyć temat smaków. W końcu ktoś, kto lubi frytki nie zrozumie osoby, która ich nie lubi i na odwrót. Oczywiście mógłby długo rozwodzić się nad tym, dlaczego nie przepadał za tym świństwem, ale de Croÿ już zapewne niejednokrotnie w swoim życiu miał okazję nasłuchać się wybrzydzania potraw w jego wykonaniu. W końcu mógłby zacząć mieć dość, a Oliver powinien oszczędzać gardło na tych, do których za pierwszym razem nie docierał fakt, że ktoś mógł za czymś nie przepadać i niekoniecznie chciał, żeby to coś znalazło się w jego ustach.
Czyli norma ― skwitował. Doskonale zrozumiał przekaz, ale nie przypuszczał, że ów zakończy się propozycją odwiedzin. Różnobarwne tęczówki dokładniej przyjrzały się twarzy blondyna, która zniechęcała do odmowy, ale zwyczajnie nie miał wyjścia. Na moment zbolała mina wstąpiła na twarz jasnowłosego, świadcząc o tym, że „nie”, które za moment miało paść z jego ust nie było zależne od niego. ― Naprawdę chętnie, ale innym razem, Eli. Właściwie muszę odprowadzić psa do domu, a później szybko zebrać się do pracy. Gdybyśmy wpadli na siebie wcześniej, być może dałbym radę zajrzeć na trochę ― westchnął zrezygnowany. Nieco niechętnie wspominał przy nim o konieczności pójścia do pracy, biorąc pod uwagę to, że znajomy nie miał tej świadomości, że w momencie, w którym zostanie skazany na samotność, on będzie się pieprzył z kolejnym klientem. ― Ale następnym razem będę miał więcej prac do obejrzenia. I może z nudów namalujesz coś dla mnie? Powieszę sobie na ścianie w salonie ― dodał już nieco pogodniejszym tonem, jakby to miało zmienić postać rzeczy.
W niedługim czasie ich wcześniej złożone zamówienie znalazło się na blacie. Chłopak podziękował kelnerce skinieniem głowy i przysunął do siebie filiżankę z kawą i... talerzyk z ciastem. Niespodziewanie chwycił za łyżeczkę i zgarnął jego kawałek. Podstępny uśmieszek wtargnął na jego twarz i gdy wydawało się, że za moment zabierze się za pałaszowanie jego zamówienia, podsunął Eliemu łyżkę pod nos.
Powiedz „AAA”, pysiaczku ― rzucił przesłodzonym tonem, ale ostatniej chwili i tak nie powstrzymał się od wesołego parsknięcia. Co z tego, że znajdowali się wśród obcych ludzi?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 2/2/2014, 21:49
Nie da się ukryć, że był niewyobrażalnie zadowolony z samego siebie, widząc wyraźny zachwyt w oczach swojego towarzysza. Nieczęsto zdarza mu zbierać od kogoś pochwały, nawet w takiej bardziej mimicznej formie. Z reguły nikt nie poświęca mu aż tak wiele uwagi, stąd też mało kogo obchodzą jego ukryte talenty. Co prawda on nie ma w zwyczaju nikomu mruczeć nad uchem i generalnie jakoś nieszczególnie się do tego pali, ale skoro znalazła się osoba, która coś takiego uznaje za fajne udziwnienie zwyczajnego dnia… no to Eli jest szczęśliwy, że przywołał na twarzy takiej osoby uśmiech. Kolejny.. setny chyba, ale każdy cieszy tak samo!
Więcej miejsca? Pf.. – machnął ręką tak, jakby nie był to dla niego żaden problem. Tak, Sebastian miał dużo szczęścia, że nie rozmawia z kobietą, bo faktycznie mógłby dostać nieźle po łbie za taką odzywkę. Oczywiście Eliottowi nawet przez łeb nie przeszło, że takie zwykłe zdanie mogłoby być równie dobrze obelgą kierowaną w jego stronę. Nie doszukał się żadnej złośliwości, więc wszystko było w porządku. Zresztą.. to tylko głupie gadanie. Przecież nie prowadzą teraz rozmowy, od której zależałyby przyszłe losy świata, prawda? No, gdyby tak było to oboje roznieśliby Ziemię w mniej niż dwie minuty. – Jestem nadzwyczaj giętki, więc potrafiłby się zmieścić w każdym zakamarku. Zresztą… większy kot, więcej zabawy, no nie? A ja mam też znacznie więcej ciekawszych zastosowań~ - mruknął szeroko się uśmiechając. Cóż, wszelkie seksualne fantazje proszę odstawić na bok, ponieważ… - Zwykły zwierz niczego Ci nie namaluje, nie? – … no właśnie. Niewinność młodszego blondynka aż bije po oczach.
Temat o marznącym psie Sebastiana zakończył tylko delikatnym, nie do końca przekonanym uśmiechem. On sam jakoś nieszczególnie przepadał za zimnem, szczególnie po tym co dzisiaj miało miejsce. Mokre spodnie i owiewające je chłodny wiaterek… nie. To zdecydowanie nie zaliczało się do listy rzeczy, za którymi przepada. Gdyby tylko mógł schowałby psinę do torby i nielegalnie przemycił do kawiarni, byleby tylko zwierzak znalazł się w jakimś cieplejszym miejscu. Cóż.. następnym razem weźmie z domu większą torbę.
Może wynalazcy miętowej czekolady też myśleli w ten sposób? Hej! Zjedzmy pastę do zębów razem z czekoladą, a na pewno nie będziemy mieć próchnicy! – powiedział i od razu parsknął głośnym śmiechem, przysłaniając usta ręką, żeby powstrzymać się od jakiegoś większego wybuchu. W jego mniemaniu ten żart był genialny, ale wolał poczekać na reakcję swojego rozmówcy. Jednak nie robił tego, aby uchronić się od opinii kompletnie zidiociałego kretyna przed Sebastianem. Akurat Oliver jest jedną z osób, przy których Eliott zachowuje się jak najbardziej naturalnie i prawie niczym się nie ogranicza. Powstrzymuje się tylko dlatego, że kultura tego wymaga. Opowiadający dowcip nie może śmiać się głośniej, niż rozbawiana osoba! To niepisana zasada każdego żartownisia.
Ouch… - mruknął wyraźnie zgaszony odmową Sebastiana. Przypominał teraz zasmuconego szczeniaczka, któremu właściciel tu przed noskiem właśnie pożarł kawałek szybki, na który tak bardzo miał chrapkę. Zaraz jednak uśmiechnął się smutno, wciąż nie tracąc nadziei na przyszłe odwiedziny. – Ale jak będziesz mieć czas to koniecznie wpadnij! Dawno u mnie nie byłeś i trochę się pozmieniało. … na przykład to, że rozwaliłem szafę i teraz przytrzymuję jej drzwiczki kawałkiem pomalowanej dechy … - Głupio, że musisz pracować o tej godzinie. Ściemnia się. Musisz mieć wiele ciekawych rzeczy do roboty, skoro nie chce Ci się tam spać. – odparł i zachichotał. Cóż.. brzmiało to jak brzmiało, ale trzeba mu wybaczyć te perfekcyjnie dobrane uwagi, ponieważ nie miał absolutnie żadnego pojęcia o prawdziwym zajęciu Sebastiana i to co powiedział, było tylko jedną z prób zażartowania z przyjaciela. – I pewnie, że namaluję! Tylko powiedz co konkretniej chcesz. – powiedział i jakby na zawołanie się ożywił. Jak taki nadpobudliwy dzieciak, któremu mama właśnie powiedziała, że może wybrać sobie zabawkę, a ona na bank mu ją kupi.
Ej! – pisnął oburzony zabraniem mu jego zwycięskiego medalu, na który zapracował sobie ciężkim biegiem w wyścigu. Zaraz jednak wszelkie cienie irytacji przesłoniło totalne zdezorientowanie. Więc tak chcesz się bawić? Niech będzie. Aaammmm~ - wymruczał z siebie, jak zadowolony kociak i chapsnął kawałek ciasta wolno go przeżuwając. Zaraz oblizał wargi i spojrzał Sebastianowi prosto w różnobarwne ślepia. – Misiu, kocham Cię nad życie, ale… - i w tym momencie wyszarpnął mu łyżeczkę z ręki, samodzielnie zatapiając ją w cieście. - … umiem sam jeść.
Dziewczyny, które dotychczas uważnie obserwowały Sebastiana, ciesząc oczy jego urodą, jak na zawołanie odwróciły zażenowane wzrok, wyraźnie nabierając się na przesłodzoną scenkę, którą dwaj przyjaciele właśnie ze sobą odgrywali. Co z tego, że oboje zaraz zaczynali się głupkowato śmiać.. na pewno są gejami!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 3/2/2014, 15:40
Gdy ktoś mówił wprost o takich rzeczach, trudno było opędzić się od skojarzeń. Dobrze, że Eliott szybko naprostował jego tok myślenia. Bądź co bądź wolał nie myśleć o nim w taki sposób i można wierzyć na słowo, że naprawdę nie chciał poznać żadnych innych dodatkowych funkcji swojego przyjaciela. Samu mruczenie w zupełności by wystarczyło. No i na całe szczęście ta rozmowa raczej nie zbaczała na żadne poważne tory, toteż udało mu się powstrzymać od zrobienia skwaszonej miny, na której skończyłoby się pochwalanie Yvesa.
Jasne. Zorganizuję ci trochę miejsca za kanapą albo pod łóżkiem i jeszcze skoczę do zoologicznego po uroczą obróżkę z medalikiem. Rzecz jasna, każę na nim wygrawerować twoje imię i adres zwrotny, gdybyś przypadkiem się zgubił ― ciągnął żartobliwie, a różnobarwne tęczówki ani na chwilę nie traciły swojego ożywionego blasku. Zresztą jak zwykle w towarzystwie młodszego blondyna. ― Chociaż oprócz malowania potrafisz jeszcze odbierać telefon, więc być może nie byłoby z tobą aż takich problemów. ― Przekrzywił lekko głowę na bok, jednak ta zaraz wróciła do poprzedniej pozycji, gdy wystrzępiona grzywka opadła na jedno z jego oczu. Natychmiast poprawił ją niedbale palcami. Tak czy inaczej chyba wypadało odrobinę wstrzymać się z wyobrażeniami błękitnookiego w roli kociaka, bo jeszcze mogłoby złożyć się tak, że faktycznie przyszedłby do jego domu i stwierdził, że od tego dnia mieszkają razem. Nie, żeby w razie czego nie udostępnił mu swoich czterech ścian, ale czasem i on potrzebował chwili prywatności, o którą w takim przypadku byłoby raczej ciężko.
Co do tematu miętowej czekolady – i tak nie był w stanie wywołać u niego pozytywniejszych odczuć, chociaż zdołał rozpogodzić się, gdy jego znajomy obrócił ten fakt w żart. Wydął na chwilę dolną wargę w rezygnacji, jednak szybko wyeksponował szereg białych, zadbanych zębów w szerokim uśmiechu. Od razu było widać, że miętowa czekolada nie była mu potrzebna do szczęścia! Szorowanie zębów po posiłkach w zupełności wystarczyło.
To tylko dowód na to, że zdrowia nie powinno łączyć się z przyjemnością. Gdyby leki miały smak ciastek albo czekolady, wszyscy chcieliby chorować albo zostaliby lekomanami. W każdym razie to tylko marnotrawstwo słodyczy. ― Wzruszył barkami. Przez chwilę przypominał dziecko, któremu nie podobała się taka kolej rzeczy, ale przecież dziecko było za małe na to, żeby cokolwiek zmienić. W tej kwestii Oliver był równie bezsilny, ale miał tyle szczęścia, że nikt nie zmuszał go do jedzenia nielubianych rzeczy na siłę.
Nie, tylko nie ta mina, jęknął w myślach i przesunął ręką po twarzy. Na krótką chwilę wręcz mimowolnie odwrócił wzrok od twarzy de Croÿ'a, byleby tylko nie przyglądać się jego minie zasmuconego psiaka. To było nieczyste zagranie, a z osobistych przyczyn czuł się jeszcze gorzej, gdy musiał mu odmawiać. Miał szczerą nadzieję na to, że któregoś dnia Eli po prostu nauczy się tego, że tak się nie robi, a granie na cudzych emocjach i wywoływanie u nich wyrzutów sumienia było złe. Nawet, gdy w grę wchodziły tak błahe sytuacje.
Doskonale wiesz, że moja wizyta jest raczej nieunikniona, więc nie masz się czym martwić – na pewno wpadnę. Poza tym sam też mnie nie odwiedzasz, więc się nie czepiaj! ― rzucił z udawanym wyrzutem i po raz kolejny dał popis swoich aktorskich umiejętności, gdy zgromił jasnowłosego przepełnionym pretensjami spojrzeniem, mrużąc przy tym oczy. ― I wiesz, przeważnie, gdy ma się coś do zrobienia zapomina się o tym, że w ogóle chce się spać. Znacznie gorzej byłoby, gdybym musiał tam bezczynnie siedzieć. Nie mam pojęcia jak nocni strażnicy wytrzymują na swoich zmianach, gdy wokół nie czai się żadne zagrożenie. ― Zakończywszy wypowiedź nabrał większej ilości powietrze do płuc, po czym wypuścił je ze świstem. Tak było mu znacznie łatwiej nie myśleć o tym, jak ciekawie było w jego pracy – szczególnie wtedy, gdy jego klienci mieli dziwaczne fetysze, które nie przestawały go zaskakiwać. No i faktycznie trudno o to, żeby miał za złe przyjacielowi, skoro przez cały czas żył w swoim słodkim zakłamaniu. ― Nieee wieeem ― przeciągnął nieco cierpiętniczym tonem i zerknął na niego wymownie. Powinien wiedzieć, że Hyde miał znikome pojęcie w kwestii sztuki. ― Niewiele zmieniło się w moim salonie, więc jestem pewien, że coś wymyślisz, a mi i tak się spodoba. Poza tym słyszałem, że artyści lubią mieć wolną rękę. Wiesz, że nie oczekuję kolejnej Mona Lisy. Właściwie nadal zastanawiam się, czym wszyscy się tak zachwycają.
Wyglądało na to, że to by było na tyle, jeśli chodziło o poważne tematy. Gdy tylko przyniesiono im nowe zabawki, od razu odnaleźli się w rolach przedszkolaków. Prawdę mówiąc, sądził, że Yves nie skorzysta z jego drobnej pomocy, a tu proszę! Nawet podłapał cały teatrzyk, a słodycz przedstawienia aż emanowała dookoła, przyprawiając innych o mdłości. Nie mogąc powstrzymać się od śmiechu, nawet nie robił problemów z odebraniem sobie łyżeczki i talerzyka. Zasłoniwszy usta ręką, zerknął na najbliżej siedzące nich panie, które przestały się nim interesować, ale nawet to nie zniszczyło jego dobrego humoru, choć wreszcie udało mu się pohamować śmiech.
No wiesz? Przez ciebie tracę zainteresowanie! ― rzucił z przekąsem, na tyle głośno, by sąsiadki z ich stolika były w stanie podchwycić te słowa. Oczywiście ani myślał wspomnieć cokolwiek na temat tego, że nie był gejem. W końcu opinie nieznajomych nie robiły na nim wrażenia. Chwycił za uszko filiżanki, którą podniósł i przybliżył do ust, by upić łyk świeżej kawy. Odkładając ją z powrotem, końcówką języka oblizał dolną wargę. I na szczęście darował sobie przy tym gejowskiego teatrzyku, choć nie miałby z tym problemów. ― Smacznego.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 3/2/2014, 21:22
Wyobrażenia Eliotta odnośnie jego własnej kociej wersji zaczynały go coraz bardziej bawić. Niby nie zamierzał od teraz witać się z każdym poprzez pocieranie się łbem o nogawkę z radosnym meooow~! na pyszczku, ale skoro Sebastianowi tak bardzo podoba się perspektywa posiadania gigantycznego kocura w swoim domu, to może Yves pociągnie tą dziwną zabawę jeszcze dłużej? W sumie.. jako futrzak miałby zdecydowanie mniej zmartwień niż teraz. Jedzenie podstawialiby mu pod nos, miejsce do spania miałby na sto procent zapewnione, a i mógłby pogadać sobie z nowym towarzyszem, który tak samo jak on, byłby pupilem Olivera. Byłoby cudownie gdyby Eliott został zwolniony z konieczności płacenia rachunków za swoje mieszkanie i zarabiania pieniędzy w niezbyt przyjemny sposób. Koty nie muszą użerać się z bandą zaślinionych dzieciaków, aby zdobyć nędzne parę groszy, które ułatwiłoby im przeżycie następnych dni.
Och, jaki kochany właściciel! – powiedział udając rozczulony, zachwycony ton głosu, który chwilę później kompletnie zdradził rozbawionym chichotem. – Tylko nie zapomnij o pielęgnacji. Przycinanie pazurków, czesania futerka… - zaczął wymieniać automatycznie przeczesując sobie włosy ręką, żeby dobitniej podkreślić fakt, że taki duży zwierzaczek ma pewne wymagania odnośnie samego siebie. – No ba! O! Mogę być też kotem wystawowym! Zdobyłbym tytuł championa! – zaśmiał się i wlepił rozmarzone spojrzenie w dal. W sumie.. fajnie byłoby cokolwiek wygrać. W życiu jeszcze nie zdarzyło mu się niczego większego osiągnąć, toteż chyba naturalne, że bardzo chciałby jakąś nagrodę. Wygrywając taką wystawę, w końcu byłby gdzieś pierwszy. Szkoda tylko, że jeszcze żadne kocie stowarzyszenie nie zorganizowało żadnego pokazu dla futrzaków tak olbrzymiej i dziwnej rasy, jaką reprezentuje okularnik.
Wolał skończyć już temat miętowej czekolady, bo doskonale wiedział, że dalsza dyskusja na ten temat nie miałaby żadnego sensu. Sebastian nigdy nie polubi żadnej słodkości, której smak przeplata się z uczuciem pożerania pasty do zębów, tak samo, jak Eliott nigdy nie przekona się do tego czerwonego cholerstwa, którego ludzie zwykli nazywać truskawkami. Oboje mieli coś, czego nie lubią i chyba nie wypada na siłę wciskać im tego buzi. Temat zbył kolejnym ze swoim przyjacielskich uśmiechów i lekkim kiwnięciem głowy.
Ale Eliott wcale świadomie nie wykorzystywał swojego smutnego, psiego spojrzenia. Nie jego wina, że przypomina skrzywdzone zwierzątko, gdy jest nie jest zbyt szczęśliwy. Choć w sumie.. jego rozżalony wzrok i tak na niewiele się zdał, bo Sebastian koniec końców i tak nie zgodził się na odwiedziny w dniu dzisiejszym.
No wieeeem. – jęknął podbierając łokieć o blat stołu i podbierając głowę ręką. – Dawno w sumie u Ciebie nie byłem, ale okay. Odwiedzę Cię niedługo, skoro tak bardzo tęsknisz za moim widokiem w Twoim domu. – powiedział i uśmiechnął się nieco złośliwie. Cóż, Eliott ma brzydki zwyczaj okupowania kanapy Sebastiana i w sumie nie byłoby w tym nic złego, gdyby Yves nie pozostawiał po sobie kolorowych ciapek po farbkach, bo oczywiście zawsze musi się uświnić przed wizytą u przyjaciela. – I.. no. Ja bym od razu zasnął! – skomentował krótko kolejną wypowiedź znajomego, odnośnie nocnego stróżowania. No, Eli pomimo aktywniejszych trybów życia, mimo wszystko lubi sobie pospać.
Oj.. Sebastian się wkopał.
Co?! – burknął oburzony podnosząc na niego niedowierzające spojrzenie znad zgarniętego łyżeczką kawałka ciasta. – „Mona Lisa” to jeden z najsłynniejszych obrazów renesansu! Wszyscy ją znają. Wyszła spod pędzla genialnego włoskiego malarza Leonardo da Vinci, który nie tylko pozostawił po sobie portret tej pięknej damy, ale zamknął też wiele tajemnic w jej delikatnym uśmiechu! – i w tym momencie zaczął się rozkręcać, przybierając swój charakterystyczny, zauroczony wyraz twarzy, który momentalnie ożywił całą jego postać, tylko podkreślając, jak dziwny czasem mógł się wydawać – Jak możesz nie doceniać tak pięknego dzieła?! Nie zachwyca Cię zamknięta kompozycja obrazu, w którym przeważają ciemne odcienie, skupione na zieleni sukni Mona Lisy i lasu, który zawarty jest na tle? Toż to istny majstersztyk! – powiedział, unosząc łyżeczkę do góry, już wyraźnie podniecony samym tematem sztuki. – Zresztą obraz, który zachował swoją popularność pomimo upływu ponad tysiąca pięciuset lat po prostu musi być przejawem geniusz i tym samym zasługiwać na zachwyt! – zaczynało brakować mu już powietrza w płucach, ponieważ nazbyt się rozentuzjazmował, wychwalając dzieło Leonarda da Vinci, więc zrobił sobie chwilkę przerwy, wlepiając rozmarzone spojrzenie w dal, zupełnie jakby właśnie wyobrażał sobie, iż piękna niewiasta z obrazu właśnie przechadza się po ulicy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 4/2/2014, 12:21
Co to za wymagania? ― prychnął, unosząc brwi. Przez cały czas z rozbawieniem przyglądał się przyjacielowi, który oczekiwał od niego wygórowanych zabiegów kosmetycznych, z którymi mógł poradzić sobie sam. No dobra – może nie do końca. Eliott niekoniecznie radził sobie z dbałością o siebie, skoro wiecznie wyglądał, jakby odbył nieprzyjemną kłótnię z grzebieniem. Oczywiście nie wszystko można było zrzucić na przedmioty martwe, także trudno byłoby uznać taką wymówkę za dobre usprawiedliwienie. Mimo to Hyde nie wyobrażał sobie Yvesa w roli pieszczocha, którego musiałby karmić, czesać, myć, fundować mu manicure i całą resztę rzeczy, które pozwoliłoby mu na to by zdobył... ― Tytuł championa? ― Pokręcił głową z niedowierzaniem. ― Z pewnością daliby się oszukać, co? Zwłaszcza w momencie, w którym musiałbym cię podnieść, by wyeksponować wszystkie twoje walory. Podczas gdy inni trzymaliby swoich pupili w dłoniach, ja musiałbym użyć do tego przedramion. ― Wystawił ręce przed siebie. demonstrując jak nieciekawie by to wyglądało i zaśmiał się pod nosem. Ponownie oparł przedramiona o blat. Nie dało się ukryć, że czasem ich rozmowy były tak abstrakcyjne, że aż dziw brał, że nikt w pobliżu jeszcze nie wykręcił numeru po panów w bieli, którzy wiedzieliby, jak rozprawić się z dwoma wariatami.
Gdyby blondyn znalazł się na miejscu Olivera, pewnie zrozumiałby, że raczej niemożliwym było przyjęcie do siebie faktu, że przywoływanie szczeniackiej miny nie były umyślnym zabiegiem. Hyde doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego przyjaciel wiedział, iż to poniekąd zwykle dawało mu przewagę i łamało silną wolę jasnowłosego. Na szczęście obowiązki miały większą siłę przebicia, a on nie chciał mieć żadnych problemów w pracy.
„(...) skoro tak bardzo tęsknisz za moim widokiem w Twoim domu.”
Już sobie tak nie schlebiaj. ― Wytknął język w stronę znajomego. Pewnie, że było mu miło, gdy go odwiedzał, ale kiedy nie – nie było mu szkoda jakoś szczególnie, skoro był świadom tego, że wystarczył jeden SMS, a spotkanie na najbliższy termin nie byłoby żadnym problemem. ― W każdym razie wpadaj. Tylko uprzedź, bo czasem nie ma mnie w domu, a głupio byłoby, gdybyś musiał czekać na zewnątrz.
I... ta. Nieźle się wkopał, o czym dość szybko się przekonał. Zupełnie zapomniał o tym, że nie powinno się poruszać kwestii sztuki przy Elim, bo ten zaraz nakręcał się i mówił o rzeczach, które nie były do końca zrozumiałe dla Sebastiana. Dobra. Właściwie w ogóle nie wiedział, o czym mówił. Mona Lisa wcale nie była taka piękna, a reszta pojęć była mu obca. Rozchylił na chwilę usta, najwyraźniej chcąc przerwać błękitnookiemu te wykłady, ale szybko zdał sobie sprawę, że to na marne. I tak nie udałoby mu się wciąć mu w słowo. Gdy przyjaciel wygłaszał swój monolog, niebieskooki w spokoju zaczerpnął łyk gorącego napoju, a później kolejny. Filiżanka stuknęła o stół dokładnie w momencie, w którym Eliott zakończył swoją wyczerpującą wypowiedź. Jasnowłosy obrzucił go zdezorientowany, ale zarazem przepraszającym spojrzeniem, jakby tym sam chciał przekazać: „Wybacz. Nie zrozumiałem ani słowa”.
Yyy... jasne ― rzucił niepewnie. ― Poza tym nie mówię, że nie może ci się podobać. Mnie osobiście to nie chwyta. ― Wzruszył barkami. Mimo wszystko nadal miał swoje własne zdanie, którego nie zamierzał zmienić, pomimo opiewania geniuszu artysty. Już chciał coś dodać, gdy telefon w jego kieszeni zaczął wibrować i odezwał się dźwiękiem powiadamiającym o przyjściu nowej wiadomości. Chłopak odruchowo sięgnął po urządzenie i sprawnie odblokował ekran, by zaraz odczytać SMS-a. Kąciki jego ust na chwilę wykrzywiły się w niezadowoleniu i nie udzieliwszy odpowiedzi na wiadomość, schował aparat z powrotem, unosząc spojrzenie na Yvesa. ― Mała zmiana planów. Powinienem się zbierać. Okazało się, że mam być dziś wcześniej ― westchnął i sięgnął po filiżankę, opróżniając ją do dna. Zaraz zaczął zapinać płaszcz, ale zanim wstał z miejsca, wyciągnął jeszcze portfel i położył na stole kilka banknotów. Było ich znacznie więcej niż wynosiła suma zamówienia. ― Najwyżej dokupisz sobie coś jeszcze. Przepraszam. ― Nie dało się ukryć, że naprawdę było mu przykro z powodu tego, że musiał się zbierać. Pewnie danie mu możliwości dokupienia sobie dodatkowych smakołyków i tak było marnym wynagrodzeniem. Krzesło zaszurało o podłogę, a Oliver podniósł się na równe nogi. ― Postaram się następnym razem zorganizować więcej czasu. To na razie, Eli. ― Uśmiechnął się i zmierzwił mu włosy palcami, po czym udał się w kierunku wyjścia. Zanim opuścił lokal, skinął głową w kierunku kelnerki na pożegnanie. I tyle go tu widziano.
Przeklęta praca.
    z/t.
    Tak bardzo końcówka na szybko.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 4/2/2014, 19:29
Nie, naprawdę nie do końca. Widząc Eliotta czasami naprawdę można odnieść wrażenie, że on kompletnie nie umie o siebie zadbać. Ubrania na lewą stronę, potargane włosy, stojący na baczność kołnierzyk, buźka umorusana farbą… tak chyba nie powinien wyglądać rozgarnięty człowiek, prawda? Wzbudza we wszystkich instynkty macierzyńskie, automatycznie przydzielając się do osób z kategorii kompletne ciamajdy. Gdyby już miał być kotem wystawowym Sebastiana, to biedak musiałby przykładać się do jego pilnowania dwa razy bardziej niż normalnie. W końcu młodszemu blondynkowi naprawdę niewiele trzeba, aby z pozornie spokojnego wyglądu, nagle zrobić totalny chaos. Gdyby Oliver faktycznie chciał doprowadzić takiego wyrośniętego kocura do tytuły championa, miałby ręce pełne roboty.
Specjalnie, żeby Ci ulżyć rozpocząłbym rygorystyczną dietę, żeby jak najwięcej schudnąć. Przynajmniej byś się tak nie męczył przy podnoszeniu. – zaśmiał się i upił łyczek swojej absurdalnie drogiej kawy. Cóż, ich rozmowy zawsze prędzej czy później zbiegały na dziwne tory, jednak kwestię, którą Eli poruszył w tym momencie, z czystym sumieniem można nazwać niewykonalną. Dieta? Dobre sobie. Ograniczyłby się co do jedzenia tylko w wypadku zagrożenia życia, w przypadku innych sytuacji nie ma nawet cienia szans, że odmówi sobie pewnych przyjemności. Może i nie jest jakąś wybitnie łakomą bestią, ale gdy ma ochotę na coś słodkiego, to ten cukier musi w siebie władować i nie ma zmiłuj.
W sumie racja. Eliott zawsze był na zawołanie. Wystarczyłby jeden, choćby najkrótszy sms, aby skutecznie doprowadzić do tego, iż blondynek pobiegnie w stronę umówionego miejsca posłusznie jak tresowany piesek. Zawsze starał się być na czas – choć niestety czasami zdarza mu się być spóźnialskim – i nie robił problemów z żadnej godziny na spotkanie. Właściwie to odmawiał tylko wtedy, gdy miał zajęcia lub gdy był w trakcie pracy. Przecież nie weźmie trójki niesfornych dzieciaków w odwiedziny do Sebastiana, bo ten prędzej wyrwały sobie wszystkie włosy z ciała, niż go do siebie wpuścił z tą bandą.
Jasna sprawa. Wyczekuj mnie w najbliższych dniach~ - uśmiechnął się w jego stronę i upił kolejny łyk kawy, ostatecznie przekonując się w fakcie, że drogie, niekoniecznie znaczy dobre. W sumie rewelacji nie było, a zabulił tyle, że spokojnie starczyłoby na dwie tańsze. Dobrze chociaż, że fikuśne ciasto przypadło mu do gustu, bo inaczej wypad do kawiarni nazwałby prawdziwą porażką.
Wkopał się i to mocno. Eliott z racji tego, że był prawdziwym fanem wszelkiego rodzaju sztuki, nigdy nie dawał obrażać żadnego dzieła, grzecznie przedstawiając wszystkie jego walory. Chyba liczył na to, że jeśli spokojnie przedstawi swoje zdanie, wskazując na piękno delikatnych pociągnięć pędzla po płótnie, to może rozkocha w obrazie też inne osoby. Szkoda tylko, że Sebastian jakoś nigdy nie wykazywał szczególnych chęci, by zacząć ekscytować się ciapnięciami farby tak samo jak Eliott.
I nie rozumiem dlaczego! – wydął wargi, jak niezadowolone dziecko, którego rodzic właśnie stwierdził, że nie kupi zabawki, ponieważ jest ona dla niego nieodpowiednia i mu się nie podoba. Już chciał rozpocząć kolejną falę słowotoku, gdzie tym razem skupiłby się na innych dziełach tego genialnego włoskiego malarza, ale w tym momencie przerwał mu wibrujący telefon Sebastiana. Uznał, że nie będzie paplać, w momencie gdy jego przyjaciel czyta treść wiadomości, więc zatkał się ciastem. I w sumie zaraz zaczął tego żałować. Może gdyby się odezwał sms nie zostałby zrozumiany, a Oliver mógłby pobyć z nim jeszcze przez chwilkę! – Coo? – jęknął rozpaczliwie, znowu wlepiając w przyjaciela zasmucone spojrzenie. Długo sobie nie porozmawiali, a Eli nie chciał jeszcze się rozstawać. Nie miał nic do roboty i przez resztę dnia na bank będzie mu się nudzić. – Eeeh.. okej. – westchnął lekko zakłopotany zerkając na pieniądze, które jego przyjaciel położył na blacie stołu. Może i Eli rzadko miewał przebłyski mądrości, ale liczyć umiał całkiem dobrze i doskonale zdawał sobie sprawę, że zostanie całkiem sporo reszty. Okej, tak jak zrujnowanie Sebastiana poprzez wygranie wyścigu wydawało mu się całkiem w porządku, tak nie czuł się za dobrze z tym, że jego przyjaciel teoretycznie dał mu właśnie kieszonkowe. Wydawanie pieniędzy Olivera nie jest złe, ale tylko w jego obecności, gdy go nie ma, to Eli zaczyna czuć się ciut głupio.
Rozchmurzył się nieco, gdy starszy blondyn zaczął tarmosić go po głowie, choć nie znosił tego tak posłusznie, jak się mogłoby zdawać. Starał się odpędzić go ręką, byleby tylko nie niszczył mu fryzury. Choć tak na dobrą sprawę nie wiem jak można zepsuć coś, co już i tak jest zniszczone. Eli zawsze wygląda jakby dopiero co wstał z łóżka. Pożegnał niebieskookiego smutnym uśmieszkiem i pomachaniem delikatnie ręką na papa!. Później dojadł swoje ciastko, dopił kawę i zapłacił za zamówienie. Miał plan, żeby jednak wydać ze swoich pieniędzy, jednak znacznie mu ich brakowało i nie starczyłoby mu nawet na połowę zamówienia. Dlaczego akurat dzisiaj musiał wziąć ze sobą same drobniaki? Choć na dobrą sprawę w domu ma ich niewiele więcej. Resztę kasy schował do kieszeni, postanawiając sobie, że odda je Sebastianowi przy najbliższym spotkaniu.
Wyszedł.

    { z.t }





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 10/4/2014, 20:57
Tsaa... Ciężki dzień miał lekarzyna, tyle biegania po mieście z zakupami, od apteki do apteki. Ciągle i to dosłownie! Cały dzień w biegu, a on przecież nie jest maratończykiem żadnym! Co to, to nie. A wiecie co trzeba zrobić po takim wysiłku fizycznym, nie? No wiadomo, skoczyć gdzieś nadrobić cukier w ciałku i wypić kawkę. Więc jak łatwo się domyślić jego celem była pierwsza, lepsza kawiarnia gdzieś w centrum. Standardowo, odznaczał się wśród wszystkich przechodniów idąc z lizakiem w gębie. Taa, bo to ten lizak tak go ukazuje, no no. Wierzcie, bez kitu mówię. Nie no... Biały kitel, wiadomo, ale lizak to po części też. Rzadko się widuje trzydziestolatków szlajających się po mieście z lizakiem w ustach, zamiast z fajeczką czy czymś innym. Whatever...
Dobra, sranie w banie. Szkoda czasu na głupoty. Wlazł do kawiarenki całkowicie nie patrząc na jej nazwę. Ważne, że dostanie tu ciacho i kawkę. Zmierzwił szybko po części swoją bujną grzywę dłonią. Wyrzucając przed wejściem już czysty, wycmokany idealnie patyczek plastikowy. Tam gdzieś go wypstrykał. Sialala... No dobra, wlazł i co dalej? Z nadzieją, że jest tu ktoś w rodzaju kelnera, kelnerki czy kogokolwiek kto podejdzie do niego. Zatem usiadł sobie jakoś w kącie przy okienku na fotelisku. Po chwili, dosłownie kilka sekund w podskokach przypałętała się kelnereczka. W sandałkach, luźnej sukience, ze związanymi w warkocz blond włosami. Śliczną buźkę ma, to prawda.
- Coś podać, proszę pana?
Kiwnął głową na znak, że będzie jej potrzebował.
- Ojej... Poproszę kawę waniliową oraz dwa kawałki ciasta. Sernik z bitą śmietaną oraz kawałek tiramisu. Z góry dziękuję.
Posłał jej życzliwy uśmiech, a sexy blondi zapisywała na bieżąco jego zamówienia. I sobie poszła pozostawiając go na jakiś czas samego, całkiem samiutkiego. Takiego nieco forever alone, takie życie. Jakie życie taki rap, jaka świnia taki schab i takie tam. Wziął sobie z nudów jeszcze menu i zaczął przeglądać, zasłaniając sobie nim swoją mega przystojną buźkę. Taa, skromność na najwyższym poziomie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 10/4/2014, 22:10
I szedł sobie tak beztrosko po mieście, dokładniej po samym jego centrum, mijając sklepy bez większego przejęcia, nie oglądając się na ich wystawy. Co innego tyczyło się Noir, która radośnie rwała do przodu, niestety ograniczona smyczą, i kagańcem kneblującym jej pysk. Biedne stworzenie. Przez głupie przepisy musi się czuć jak jakiś niewolnik. Ale jej to najwyraźniej nie przeszkadzało. Albo nie sprawiała takiego wrażenia. Była pełna energii i entuzjazm wprost od niej promieniowały. Co innego tyczyło się jej właściciela. Ciągnięty przez rosłą psinę, drgał co chwilę w typowych dla siebie tikach, zwracając niekiedy uwagę przechodniów. Na kilka sekund, nie dłużej.
No i zatrzymał się. Właściwie nie on, ale Noir, ale podążając za wzrokiem swej przyjaciółki, popatrzył po słodyczach widniejących za szybą. Cukiernia, kawiarnia, coś takiego. Dużo cukru i kofeiny. W sumie to by mu się przydało nawet. Czuł się jak jakiś zombiak. Oh wait...
Uchylił drzwi i po prostu wszedł do środka, z czarnym futrzakiem u boku. Nie zdążył podejść jeszcze do żadnego stolika, bo wyrwała do niego jedna z kelnerek.
-Przepraszam pana, ale tutaj nie wolno wprowadzać psów.
Zmarszczył brwi z niesmakiem, zerkając na swą czterołapą towarzyszkę.
-To nie jest pies. - wychrypiał słabym głosem, patrząc na kobietę. -To członek rodziny. - dodał, nim ta zdążyła się odezwać.
-To zwierzę, nie może tutaj przebywać. - odpowiedziała, po chwilowej przerwie. -Roznosi zarazki a tutaj się jada!
-Pierdolenie. - mruknął pod nosem, odwracając się, by wyjść z tym czarnym cielem na zewnątrz. Głupie przepisy, głupia władza. Przywiązał niechętnie swą przyjaciółkę do jakiegoś pręta i wszedł tym razem samotnie do kawiarenki. Nie zamierzał patrzeć w tamte jej niebieskie ślepia. Będzie na niego patrzyła tym maślanym wzrokiem, prosząc by ją jednak tutaj wziął. Coś jej tam pewnie weźmie, ale teraz... Teraz potrzebował coś zjeść.
Podszedł do pierwszego, lepszego stolika, siadając ciężko na krześle. I gdy już na nim opadł, kolejnie tiki przeszyły jego ciało, przez co jego ręka uderzyła w stół, zwracając na siebie niepotrzebnie uwagę. No i zaraz przemiła kelnereczka, która wygnała jego przyjaciółkę na zewnątrz podała mu menu.
-Szarlotkę z lodami. - Chętnie by sobie pozwolił na coś więcej, ale tak trochę krucho u niego było z kasą. Kiedy ta oddaliła się, on rozejrzał się po innych ludziach. Niewiele ich było. Wszyscy piękni, promieniujący zdrowiem, a tylko on wyglądał, jakby dopiero się wyczołgał z grobu, albo chorował na jakąś wyjątkowo niefajną chorobę. Tylko patrzeć, aż jakieś zaniepokojone panienki wyjdą z lokalu, nie chcąc ryzykować, że jeszcze się od niego zarażą.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 14/4/2014, 15:11
Minęła zaledwie chwila, a urok osobisty Marcus'a podziałał znakomicie na kelnerkę. Szybciutko się uwinęła i zgrabnymi ruchami machając swym kuperkiem na boki przyniosła mu jego zamówienie. Puściła mu zalotne oczko, powiedziała takie miłe słówko jakim jest "smacznego" i poszła. Tam jeszcze widać jak przy blacie rozmawia na jego temat z koleżankami po fachu. Taa, widział te ich spojrzenia głodne kutasa. Huhu! Nie z tym facetem akurat, joł.
Dobrze, zaczął powoli pracować nad swoim sernikiem jako, że bita śmietana może się stopić. Zgarnął kawałeczek na łyżeczkę, wsadził sobie w paszczę i zaczął powoli delektować się tym przepysznym smakiem. Było tak pięknie, cudownie, wręcz jak w niebie, ale nie. Ktoś przeszkodził te świetne chwile. Koleś z psem, dość specyficzny koleś. Wzrokiem odprowadzał go na zewnątrz i też wtedy kiedy wchodził ponownie, ale już bez zwierzaka. Wędrował za nim do miejsca w którym usiadł, też te tiki nerwowe, to jak uderzył w stół. Mhm... Wiadomo, lekarzyna to dobra duszyczka. Chwycił swoje rzeczy, szybkim krokiem dosiadł się do stolika nieznajomego. Usiadł bez pytania tuż przed nim. Posłał delikatny uśmiech.
- W czymś mogę pomóc?
Wiadome o co chodziło. Widać po nim, po jego ubiorze kim jest. Nikt nie chodzi na codzień w lekarskim kitlu. Ot dobry z niego człowiek, martwiący się o resztę świata.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 12 Previous  1, 2, 3, ... 10, 11, 12  Next

Powrót do góry