:: M3 :: Zachód :: Pola i pastwiska




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next   

Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Pon Lut 02, 2015 2:44 pm

WYRWA W MURZE
Szczelina nie jest zbyt widoczna, z tej strony osłaniają ją drzewa i krzewy. Bluszcz porósł mur, wbijając w niego swoje niszczycielskie korzenie i krusząc zaprawę.
Na zachodzie widać kolejny mur, odgradzający budynki Rządu i Wojska od terenów mieszkalnych i zielonych miasta. Do najbliższych budynków jest o wiele dalej, tak samo jak do pierwszej lepszej bramy.
Jest połączona z tą wyrwą.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Wto Lut 17, 2015 7:57 pm
Przewalił się przez wyrwę, niemal wpadł w stare porozrzucane tu i ówdzie zasieki. Nie miał prawa się wyrobić musiał skakać, albo wpaść na pordzewiały drut kolczasty. Z gracją pierdolonej gazeli wyskoczył licząc, że mu się uda. Nie udało.
Jego but zahaczył o wystający kawałek drewnianego stelaża, który trzymał ten syf w całości. Bezczelne prawo grawitacji sprowadziło go na ziemię. Walnął prawym bokiem o ziemię. Pierdolę, ale chujnia. Pomyślał. Przewrócił się na brzuch by wstać.

Otrzepawszy się z nadmiaru gliny poprzyklejanej do ubrania, przeleciał wzrokiem przestrzeń przed sobą. Widział krzaki, na lewo, na prawo, wszędzie cholerny busz, jak u dupy z Alabamy. Pomiędzy roślinami przebiegała wąska ścieżka wyglądająca, jakby ktoś raz na jakiś czas z niej korzystał. Odruchowo ruszył w jej kierunku, pakując przy okazji nadajnik, swój jedyny kontakt z tajemniczym pracodawcą, do kieszeni. Zatrzymał się w pół kroku, znał chytre zagrywki żołnierzyków, wejdzie na niby ścieżkę, a tam maleńka płaska mina przeciwpiechotna, zamieni jego nóżki w piękny ciemno-czerwony koktajl, odłamków, pokruszonych kości i rozerwanych mięśni. Nie z Lipem te numery, o nie. Naciągnąwszy golf tak wysoko jak tylko się dało zanurzył się w gęstwinę. Przedzieranie się przez nią było katorgą, a to jakiś zakłopotany korzonek nie wiedzący, że powinien rosnąć w dół, a nie do góry, jakby od niechcenia podłożył mu się wprost pod nogi. To niesforna odtrącona ręką gałązka postanowiła dokonać zamachu na jego twarzy, pozostawiając na czole czerwoną, piekącą pręgę. Po kilku, nieskończenie długich minutach, powtarzania słowa pierdolę, dotarł do miejsca gdzie roślinność nieco się przerzedziła.
Jego oczom ukazało się M-3, łudząca przypominało M-1, w którym stacjonował. Roztaczające się przed nim pola przywodziły mu na myśl ostatnią przepustkę jaką jego oddział otrzymał przed wypłynięciem do Japonii. Wtedy to kiedy o piątej nad ranem wyjebali ich z ostatniego baru, zapakowali się do zaparkowanego na poboczu transportera i pojechali właśnie w takie miejsce. Pamiętał Rodriguez, tę jebaną latyno-indiankę, jak zalana prawie do nieprzytomności odpaliła z radiostacji jakieś jazgoczące techno kawałki i próbowała po kolei wyrywać pozostałych do jakichś jebanych harców. Przypomniał sobie co jej wtedy odpowiedział, Philip tańczy tylko swinga, księżniczko wypierdalaj.

Robisz się sentymentalny na starość chuju. Skarcił sam siebie. Oczyściwszy umysł ze wspomnień, raz jeszcze spojrzał na roztaczający się przed nim teren, tym razem szukał jakiegoś punktu zaczepienia, rowu, miedzy, koryta rzeki, które pozwoliłoby mu nie napierdalać jak cholerna łania po otwartej przestrzeni do kolejnego muru. Poklepał swoją pierś, starając się wymacać przez warstwy tkaniny magiczną, mówiącą kostkę. Co teraz pudełeczko, co teraz kurwa? Mruknął pod nosem.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Sro Lut 18, 2015 10:51 am
Pudełeczko nie odpowiedziało. Tkwiło tam, niby znak, że całe to zadanie nie było pieprzonym snem, ale nie wypowiedziało już ani słowa.
Na lewo od najemnika, tam, gdzie powinien znajdować się kolejny mur, rozciągał się las, albo coś co kiedyś było lasem. Drzewa zostały przetrzebione dla lepszej widoczności, jednak nadal było pełno krzewów - teraz brązowych, pozbawionych liści. Gdzieś przez środek prowadziła ścieżka, która rozgałęziała się we wszystkie możliwe strony, pozwalając młodym na nieco intymności, ale także ułatwiając spacery w tej okiełznanej dziczy. To samo tyczyło się latarni, które wraz ze zmierzchem zapalały się, pozwalając gościom bezpiecznie wrócić do domu przed godziną policyjną. Z lasu zrobili stary park, tyle w tym temacie. Brakowało tylko ławeczek, pergoli i pawiarni.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Pon Lut 23, 2015 8:25 pm
Chuj ci w gniazdko. Przeklął do milczącej maszyny, była bezużyteczna. Skonsternował się odrobinę, jego twarz nabrała koloru lekko buraczanej czerwieni, policzki nadęły się, a oczy mimowolnie zmrużyły. Wyglądał i czuł się, odrobinę jak naburmuszony siedmiolatek, który dostał do rąk kilka kawałków gówna i polecenie by coś z nich ulepić. Gówno cuchnie. Przeszło mu przez głowę. Cała ta robota jebała nim na kilometr. Wydawała się podejrzana od samego początku. Najpierw ten stetryczały buc Corel bez słowa pozwolił sobie odebrać magiczne, mówiące pudełko, potem ten typ na murze. Niewielu jest ludzi na tyle bogatych, by przekupić oficera S.SPEC, oj niewielu. Ni chybi to była kolejna zakamuflowana fucha dla rządu, takich nie lubił najbardziej. Niby płacą w terminie i zawsze więcej niż przewiduje kontrakt, ale za każdym razem kiedy zabijał dla wojskowych, czuł się podle. Jakby mi zrobił laskę czy coś w ten deseń.

Wewnątrz kopuły było cieplej, znacznie cieplej. Ściągnął z twarzy kołnierz golfu i rozpiął suwak kurtki. Cholerni miastowi, w środku zimy urządzają sobie wiosnę, ciekawe ile uranu palą takie fanaberie. Marudził w myślach. Wstał powoli by nagłe pojawienie się wyprostowanej sylwetki nie przykuło przypadkowych i niechcianych spojrzeń. Ruszył w kierunku drzew, miał na pogotowiu dobrą ściemę, od teraz był zabłąkanym studentem asp, który przyszedł malować malować akwarelowe weduty, ale zapomniał farb i kartonu też kurwa zapomniał. Nigdy nie był w żadnej akademii nie licząc mordowni w Fort Benning, ale pił kiedyś z jednym chujkiem, który skończył jakieś tam bezużyteczne studia malarskie w M-1. Wiedział, że wojskowi sporo wybaczają takim wykolejeńcom.  

Odpalił szluga. Zaciągnął się i pykając ćmijkę, dziarskim krokiem szedł w kierunku skąpej i nierównej linii nagich drzew, dotarcie tam zajęło mu mniej, więcej kwadrans. Wyjebał gwizdek gdzieś w kosmos i wskoczył na omszałą, niestarannie zabrukowaną ścieżkę. Szedł pomiędzy drzewami, cały czas kierując się w kierunku najbliższego fragmentu muru, nie miał pomysłu jak przebędzie kolejną przeszkodę, ale na początek wypadało do niej dotrzeć. Gdybym tu zajebał kartona, to w cholerę nie znalazłbym wyjścia z tego pierdolnika. Nie ma chuja. Dywagował sam ze sobą.
Właśnie wtedy coś z tyłu po prawej stronie zaszeleściło pomiędzy zaschniętymi liśćmi.

Nożownik! Jego umysł zareagował natychmiast. Mięśnie odpowiedziały wyuczonymi ruchami. Wyskok do przodu z obrotem przez ramię w locie, wyciągnąć broń, odbezpieczyć, zasłonić się nogami przed ewentualnym dźgnięciem, wycelować.

Nożownika nigdzie nie było. Był kot. Sierść miał biało-piaskowo-szarą i błyszczące oczy, właściwie to pewnie była kotka.

Prawie Ci łeb rozwaliłem cholerny lwie! Wrzasnął do zwierzaka podnosząc się z ziemi. Kot się tym raczej nie przejął, wątpliwe było czy czaił ludzką mowę.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Pon Lut 23, 2015 11:59 pm
Podróże bywają ciężkie. Groźne bestie czają się w każdym kącie, zaś substancje dostające się do krwiobiegu jeszcze bardziej utrudniają sprawę. Na szczęście, tym razem nie było aż tak źle.
Choć lew to był straszny. I groźny. I ryczał ogromnie, głośno i trwożnie, wpatrując się ślepiami w niedoszłego studenta. Wszak intryga była to przednia i wyjątkowo logiczna. Kot także się nabrał, bo ostrożnie otarł się o mężczyznę stojącego w dość dziwnej pozycji i zamiauczał donośnie. Tak donośnie, że po chwili odpowiedział mu ktoś jeszcze.
- Kotku, gdzie się podziewasz, kotku?
Spomiędzy krzaków wyłoniło się dziewczę w białej sukience upstrzonej czarnymi jamniczkami. Czarne włosy miała spięte w luźnego koczka, zaś nauszniki idealnie pasowały do wysokich butów. Twarz niczym Królewna Śnieżka. Albo Księżniczka, kto je tam wie. Uśmiechnęła się promiennie, ukazując dołeczki w zarumienionych policzkach i zbliżyła do owej dwójki.
- To tu jesteś, Pusiu! Czemu znów zaczepiasz obcych, co? A tak w ogóle to kim pan jest i co tu robi? Niewiele osób spaceruje tym lasem o tej porze roku. W sumie dnia też.
Kot w odpowiedzi zamiauczał jeszcze raz i zaczął krążyć między ich nogami, mrucząc coraz to donośniej. Do momentu aż ktoś starał się Pusię wziąć na ręce. Wtedy umykała, prychając wściekle.

Mur nadal widniał na horyzoncie. Jeszcze piętnaście minut, może pół godziny spaceru. Ale co dalej? Tutaj zapewne nie będzie tak prostej przepustki. A magiczna kostka milczała.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Wto Lut 24, 2015 9:42 pm
Bestia mała. Pomyślał wodząc za kotem wzrokiem, zwierz porykiwał jak na wielkiego kota przystało i ocierał się o nogawkę zabrudzonych spodni. Usłyszał głos i spośród chabuździ wyszła dziewczyna, miastowa bez wątpienia. Zagarnął lewą dłoń do tyłu, powoli tak by nie dostrzegła pistoletu, który w niej trzymał. Wsunął go do kabury markując, że podciąga spodnie. Nie musiała wiedzieć, że jest uzbrojony.
Zaczęła mówić, najpierw do kota, potem do Philla. Zadawała pytania, niewygodne, niechciane. I co ja Ci mam odpowiedzieć? Jestem z pustyni? Idę kogoś zajebać? O nie księżniczko, o nie. Rozmyślał.
Wtedy to dostrzegł, rozwiązanie drapiącego jak wszy problemu, który toczył jego maleńki móżdżek, właśnie na niej, na jej kurwa, bladym od braku słońca nadgarstku. Przepustka. Najemnik wiedział czym jest, każde M-miasto takie ma, on kiedyś taką miał, przez kilka miesięcy. To nawet pokazujące dane kogoś innego urządzenie, było dla niego w tym momencie wybawieniem. Chytry z ciebie chujek, nie ma co. Połechtał w myślach własne ego. Plan był jak na niego diabelnie szczwany i przebiegły. Przez moment nawet zastanawiał się jak udało mu się uknuć taki spisek. Przebłysk geniuszu, istny dotyk boga.

Nie odpowiedział na zaczepki, nie od razu. Podszedł bliżej, starając się zmusić twarz do przyjaznego uśmiechu, ten wyszedł mu koszmarnie. Wyglądał jak krokodyl obnażający swoją najeżoną sztyletowatymi zębiskami paszczę. Doskoczył do niej, pochwycił ją za lewe przedramię. Szybko i kurwa bezczelnie, szarpnął w lewo wyrywając jej rękę do góry, by wytrącić kobietę z równowagi i sam obrócił się by ich barki się zderzyły. Nie chciał dostać w krocze, nie życzył sobie być powalonym jakimiś pokrętnymi ciosami karate czy innych jebanych zapasów. Lewą ręką objął zegarek, zsuwający się powoli po linii nadgarstka. Środkowy palec wsunął pod bransoletkę, jego krzywo obgryziony paznokieć musiał bardzo nieprzyjemnie przejechać po jej skórze, poczuł to. Palcem wskazującym chciał odpiąć zatrzask, a potem szybkim, pewnym ruchem ściągnąć bezcenny zegarek z jej ręki. Bezczelna, bezpardonowa, pozbawiona skrupułów kradzież tożsamości i to na oczach kota, chłopak miał tupet, nie ma co.

Nie chciał czekać na jej reakcję, rzuciłby tylko Muszę to pożyczyć. szarpnął jeszcze raz by wywrócić ją na ziemię i dałby w długą, jak prawdziwie prawilny chłopaczyna na widok wielkiej suki pełnej harcerzyków ze S.SPEC, prosto między drzewa. Nie można być małostkowym, zamach sam się kurwa nie przeprowadzi.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Czw Lut 26, 2015 3:23 pm
Ach, to szczęście. Akurat dziwnym trafem nasz mały chujek trafił na jedną z niewielu osób w M-mieście, która niczego nie trenowała. No, poza malowaniem paznokci i zakreślaniem notatek. Umiała też całkiem nieźle zrobić balejaż.
Naburmuszyła się, gdy nie pozyskała odpowiedzi, lecz mina prędko jej zrzedła gdy chłopak rzucił się na nią. Dosłownie.
- Gwałcą, gwałcą! - wyrwało się z jej pękatej buźki, gdy była pozbawiana zegarka. Niestety, jak sama wcześniej powiedziała, nikt o tej porze nie chodził po lesie, było to niebezpieczne. A i godzina policyjna nie sprzyjała spacerom.
Minęło kilka sekund nim zdała sobie sprawę, że mogłaby mu wsadzić palce w oczy, albo przynajmniej odepchnąć jego twarz, skoro tak znany każdej kobiecie wrażliwy punkt był poza zasięgiem jej kolana. Uświadomiła sobie to jednak o wiele za późno, bo już po chwili leżała w jakichś krzakach. Z majtkami na swoim miejscu, żeby nie było. Ale za to bez przepaski.
W tym czasie jednak mała lwica ruszyła szturmem prosto na nogawkę Philipa. Nie mogła pozwolić mu tak odejść po zaatakowaniu jej przyjaciółki! Z dzikim miauknięciem uczepiła się jego nogi, wbijając w nią ostre pazury. Nie miała zamiaru puścić, musiałby ją chyba skopać by teraz opuściła swojego wroga numer jeden, buca i prostaka, który nawet nie potrafił się obchodzić z dobrze wychowanymi młodymi damami.
Dlatego też Smok uciekał z kotem uczepionym spodni niczym rzep psiego ogona, zaś przepaska, którą tak wymyślnie zdobył, wszczęła alarm, piszcząc, pikając i pojękując przy każdym kroku. Obwieszczała kradzież tożsamości.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Sob Lut 28, 2015 5:05 pm
O ty szujo! Zawył kiedy haczykowate pazury przebiły spodnie i zagłębiły się głęboko w skórze. Miniaturowy oprawca trzymał się mocno, na nic zdało się komiczne potrząsanie kończyną, mała cholera nie dawała za wygraną.

Musiał to przetrzymać, oddalić się na tyle daleko by wybić dziewczynie z głowy bezsensowną pogoń, za jej śmierć nikt by mu nie zapłacił, nawet kurwa pół yena.
Truchtał dalej jak pojebana kulejąca sarna, z włochatą miauczącą kulą u nogi i jazgotliwie piszczącym urządzeniem w ręce.

W końcu zatrzymał się i dłonią sięgną po kota. Pochwycił go za kark i pociągnął do góry odrywając od ciała i raniąc się przy tym jeszcze dotkliwiej. Podniósł małego lwa na wysokość oczu, na tyle daleko od twarzy by uniknąć kolejnych zadrapań.
Skonfrontował swoje mętne przeszywające duszę spojrzenie z bestią. Jej błyszczące ślepia skrzył się tysiącem jasnych jak słońce kurwików, wyrażały złość i niezadowolenie. I po co ci to było? No kurwa po co? Zapytał. Przepustka cały czas piszczała i błyskała, przypominając o dokonanym przestępstwie, irytując Philipa.
Nie był zbyt bystry, nie płacili mu za lotność myśli tylko refleks i pewną rękę, w jego zawodzie to wystarczyło, aż nadto. Miotał się. Miał dwa jebane fanty, lwa, który chciał rozerwać mu gardło i mały denerwujący zegarek. Jedna z tych rzeczy była mu zupełnie zbędna w tym momencie.

Paaaaap mówił zegarek, nienawistnie.

Paaaaap, powtarzał.

Paaaaap, ciągle i ciągle.

Paaaaap, kij z nim. Phill wywalił zegarek, nawet nie sprawdzając gdzie ląduje.

I po co ci to było chuju? Znów się skarcił. Chyba był dla siebie troszeczkę za ostry.
Został mu kot. Jesteś moim zakładnikiem, odwal jakiś numer, a zrobię kocią zupę, czaisz?! Warknął do zwierzaka.
Wiedział, że miał mało czasu, żaden był z niego informatyk, czy elektrojebanytechnik, ale kumał to i owo. Harcerzyki już wiedziały o skradziony zegarku, ten za sprawą jebanej magii ściągnie najbliższych żołnierzyków, właśnie tych, na których ominięciu zależało najemnikowi.
Taa, to chujowy plan był. Kot trochę mu ciążył, ale musiał go nieść, położony na ziemi, mógł znowu zaatakować. Zboczył ze ścieżki i znów zaczął biec, drogą okrężną, trudną, między drzewami, po wzniesieniach i płytkich parowach tego sztucznego lasu.

Musiał ich dostrzec potencjalny patrol, usłyszeć syreny czy głosy i wyczuć ich służalczą naturę, nim nawet zorientują się, że coś jest nie tak. Wzrok wyszukiwał sylwetek, słuch przesiewał otaczające go dźwięki, węch miał chujowy od wciągania koksu, więc nawet się nie wysilał by niuchać.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Pon Mar 02, 2015 1:57 pm
Kot zamiauczał przeciągle, wyjątkowo niezadowolony z faktu, że ktoś wcisnął go sobie pod pachę i niósł jak zakładnika. Nie był zakładnikiem, był królem świata i oczekiwał należytego szacunku. Oraz importowanej rybnej konserwy z najlepszego gatunku sardynek, ot. A co go spotkało? Jakaś kaprawa morda, patrząca się na niego jak na pospolitego dachowca, też coś! Ale wisiał, jak ten worek futra, pozwalając się nieść. Lektyka to to nie była, ale przynajmniej nie musiał iść o własnych siłach. Tylko dla pewności wczepił się tylnymi łapami w sweter najemnika, żeby mieć pewniejsze oparcie. I biegli.

W tym czasie do centrali nadzorującej dobrami ludzkimi Miasta dotarł sygnał oznaczający kradzież. Tożsamość napadniętej wyświetliła się na ekranie kontrolnym, a wraz z nim mapa, wskazująca poruszający się punkt. Nadajnik. Trzech patrolujących wskoczyło do pojazdu policyjnego i wyruszyło w drogę, śledząc trasę przepustki na swoich smartwatchach. Punkt zatrzymał się w którymś momencie. Czyżby oprawca robił sobie przerwę w środku lasu?
Nie, chyba byli na to zbyt bystrzy, bo dotarłszy na owe miejsce rozdzielili się i zaczęli szukać zbiega, który przecież nie mógł uciec daleko. Minęło dopiero kilka minut o zatrzymania się nadajnika, a delikwent zapewne był już zmęczony wściekłym biegiem.
Philip zauważył dwóch umundurowanych między drzewami. Szukali.
Kot najwyraźniej też ich zauważył, bo zaczął miauczeć i jęczeć przeciągle, zapewne na złość chcąc przyciągnąć ich uwagę na siebie. W końcu był królem świata, musieli na niego patrzeć!
Miauuuu!
Miaaaauu!
Spójrz na mnie, miauuu!
Jestem Bogiem, miau!
I usłyszeli. Ruszyli w tamtą stronę.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Czw Mar 05, 2015 11:19 pm
Są.
I dobrze. Tyle pomyślał. Nie mniej nie więcej.

Nie bał się kul. Indoktrynacja jaką przeprowadzili na nim oficerowie pękający od wojskowego drylu była, aż nadto skuteczna. Philip był kurwa kuloodporny, żaden odłamek, żaden szrapnel czy pocisk nie mogły go dosięgnąć.

Tak myślał. Pobyt w mieście obudził zatarte prochami i izolacją na pustyni wspomnienia.
Teraz znów był żołnierzem armii jebanych stanów zjednoczonych ameryki, pierdolonym stróżem demokracji i sprawiedliwości,
cholernym spadochroniarzem z siedemdziesiątego piątego pułku piechoty powietrznodesantowej,
Siepaczem z dawnego kraju wuja Sama. Śmierć z góry, taka była ich dewiza.

Agentura propagandowa M-1 odwaliła kawał dobrej roboty, bez wątpienia.
Poprawił worek futra taszczony pod pachą i pokuśtykał w kierunku najbliższego drzewa, o pniu na tyle szerokim by się za nim skryć.

Kot wibrował i miauczał, jak syrena. Mały, miaukliwy wabik.
Nie powinni jeszcze go zauważyć, chciał przylec do pnia i podciągnąć kurtkę, tak by w razie konieczności, móc błyskawicznie dobyć pistolet.

Miauuu.
Miaaaau.

Lwica nie dawała za wygraną. Szuja czekała, musiał wyczuć dobry moment, gdy dźwięk szeleszczących pod stopami liści i trzaskających, drobnych gałązek stanie się dobrze słyszalny. To mogło udać się tylko raz, tylko w dobrym czasie, wietrze i przychylności losu.

Wystarczyło położyć zwierzaka na ziemi i mieć nadzieję, że sprawiona mu niewygoda sprawi, że czmychnie czym prędzej, odwracając uwagę harcerek.
Nawet dziecko dostrzegłoby luki w tym planie, ale Phill znów popadł w zachwyt nad swoją bystrością.
Jak to się skończy, to zostanę kurwa naukowcem, nie ma chuja marnuję się w tej robocie. Przebiegło mu przez myśl, kiedy ostrożnie opuszczał kota na dół, wstrzymując oddech. Bądź wolna, księżniczko!



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Gość on Czw Mar 05, 2015 11:47 pm
Kot działał jak wyjątkowo skuteczny wabik. Miauczenie i prychanie niosło się po pustym lesie echem, jednak im bliżej znajdowali się strażnicy prawa i pokoju, tym łatwiej było im ową syrenę zlokalizować. Futrzasta diva, to musiało być to.
Nagle, kot pojawił się przed nimi, nadal nadając i dyskutując uparcie z otaczającym go wszechświatem.
Miau, jestem niepocieszony.
Miaaaau, wasze zachowanie mnie mierzi i obrzydza.
Miauuu, a ten pan za drzewem to tępy chuj.
Zapewne tak by im powiedział, gdyby tylko umiał mówić. Ale nie, aż tak zdolne to stworzenie nie było, mimo całej swojej boskości. Był jednak wściekły, najeżony i fukał jak opętany pomiędzy wszystkimi miauknięciami. Pewnie dlatego, gdy jego łapy zetknęły się z podłożem, wwiercił swoje przepełnione kurwikami ślepia w oficerów, po czym zawrócił i z wrzaskiem rzucił się na nogawkę Philipa, tą samą co wcześniej. Musiał ją rozszarpać jeszcze bardziej, dobrać się do krwi i mięsa. Niech zna koci gniew!
Oficerowie zaś patrzyli na całe to wydarzenie zdziwieni.
- Ej, czy tam jest drugi kot?
- Cholera, w sumie to marzec. Ja bym tam nie zaglądał, jeszcze mają wściekliznę czy coś.
I stali tak jeszcze przez chwilę, kontemplując pień i miarowo wijący się ogon rasowego lwa, który nie chciał najwyraźniej zaprzestać swojego recitalu. Może chcieli usłyszeć duet na dwa koty? Może.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Wyrwa w murze, wejście do miasta    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: M3 :: Zachód :: Pola i pastwiska