Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Go down

Tyły budynku - Page 13 Empty Re: Tyły budynkuPisanie on 05.06.19 0:01
  Przed potwierdzeniem swoich zamiarów względem medyczki, ponownie się zaciągnął, tym razem przytrzymując nieco dłużej dym w płucach. W międzyczasie przyjrzał się uważniej mężczyźnie. Był młody; wyglądał na maksymalnie trzydzieści lat, choć równie dobrze mógł mieć na liczniku o wiele więcej. Yury nie miał pewności; swoim zdezelowanym okiem nie uchwycił żadnej anomalii, świadczącej o jego przynależności do rasy nadludzi.
   Zniknęła kilka tygodni temu.
  Gdybyśmy z takiego błahego powodu stawiali krzyżyk na każdym najemniku, to Smocza Góra w przeciągu kilka miesięcy przekształciłaby się w pustostan, przemknęło mu przez myśl, ale nie ujawnił jej. Nie musiał,  bo ten zaserwował mu pytanie. Poznawszy jego treść, zacisnął usta w wąską linię, by nie prychnąć. Odczekał chwile, aż rozbawienie przekształci  się w mniej prowokacyjną emocje, co nie trwało nawet dziesięciu sekund.
  — Spotkać? — Udał wielce zdziwionego tą insynuacją, ale uśmiech widniejący na nań wargach podważał wiarygodność tej modulacji. — Miałem ją pojmać i torturami zmusić do wyjawienia lokalizacji waszej kryjówki, a potem, no cóż — wzruszył ramionami —  zutylizować jej truchło — odrzekł, ale stojący przed nim koleżka nie prezentował się jak ktoś grzeszący poczuciem humoru. Miał wrażenie, że zaraz uchwyci w swoje wielkie łapska broń i bez ostrzeżenia odstrzeli mu łeb, a przecież nie przyszedł tutaj, by zapoczątkować konflikt między Smokami a Psami. — Tak, miałem się z nią spotkać, ale, skoro odmówiła mi tej przyjemności, muszę zadowolić się twoim towarzystwem — stwierdził, znowu pozbywając się trzymanego w dłoni papierosa. — Wiesz, dlaczego tutaj przyszedłeś? – zapytał, chcąc zbadać grunt. Zjawił się tutaj w konkretnym celu, więc wolał od razu zapoznać się z wiedzą Psa, niż potem doświadczyć ewentualnego rozczarowania, wszak nie przyszli tu po to, by się podroczyć. Przyćwiecał im trochę ambitniejszy cel.


Tyły budynku - Page 13 A2X6AkL
I've lost my patience,
When are you gonna decay.
tekst alternatywny
                                         
Yury
Wieczny     Opętany
Yury
Wieczny     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Tyły budynku - Page 13 Empty Re: Tyły budynkuPisanie on 06.06.19 22:06
Jericho wysłuchał sarkastycznych słów nieznajomego. A przynajmniej taki wydźwięk rozbrzmiał w jego uszach. Mężczyzna nie lubił, kiedy zwracano się do niego w ten sposób, ale przełknął gulę, która rosła mu w gardle. Schował dumę do kieszeni mając w głowie to, że przybył tu z wyższych pobudek niż jego własnego ego. Ego, które teraz powinno zamknąć ryj i nie wychylać się. To była misja dyplomatyczna, a nie bojowa, wszakże do innej się teraz nie nadawał.
Cierpliwie wysłuchał więc Smoka, po czym odchrząknął. Niewidzące oczy zwrócił w miejsce, gdzie, teoretycznie, znajdowała się twarz osobnika.
- Tak wiem, w sprawie Apokalipsy. - rzekł, po czym zaciągnął się papierosem, a wolną dłonią przetarł zarośnięty, od dawna nie golony policzek. Nie chciał sobie przypadkiem poderżnąć gardła przy tak trywialnej czynności, jak redukcja zarostu. Po przeżyciu takiej ilości niebezpieczeństw, śmierć w ten sposób byłaby co najmniej uwłaczająca.
- Także, możesz uznać, iż masz szczęście. Widziałem ten twór na własne oczy i doskonale pamiętam jak wygląda. Pamiętam też, co mówiła. - powiedział, po czym wywalił peta gdzieś na bok.
Nie chciał się zdradzać jeszcze ze swoją ślepotą, bo w zasadzie nie miał pojęcia z kim miał do czynienia i czy był to ktoś, kto nie miał wobec niego morderczych zamiarów. Z drugiej jednak strony, Smoki musiały sobie doskonale zdawać sprawę z tego, że konflikt z Psami nie był im potrzebny. Powinni się zjednoczyć, a jeśli to im się nie uda, to chociaż współpracować ze sobą. O ile w ogóle rozmawiał z przedstawicielem tej grupy. - Zanim jednak do tego przejdziemy, chętnie dowiedziałbym się, z kim w ogóle rozmawiam. Ja nazywam się Han Mokugawa, ale wszyscy z jakiegoś względu wołają na mnie Jericho. - powiedział.
Snajper przedstawił się,gdyż uważał, że było to zwyczajnie uprzejme. Poza tym, skoro nie będzie mógł opisać, z kim rozmawiał, to przynajmniej powie jego imię. Prawdziwe lub też wymyślone.
                                         
Jericho
Kundel     Desperat
Jericho
Kundel     Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down

Tyły budynku - Page 13 Empty Re: Tyły budynkuPisanie on 06.06.19 22:54
   ... w sprawie Apokalipsy.
  Po usłyszeniu tych słów odczuł autentyczną ulgą, a kolejna część wypowiedzi Psa sprawiła, że widniejący na wargach uśmiech znikł wraz z głęboką bruzdą na czole i zmarszczkami wokół kącików ust.
  — Więc jest na dwoje. Też go widziałem, choć bezpieczniej jest założyć, że to nie jedna i ta sama istota.
  Choć perspektywa, że tych - jak to ujął mężczyzna - tworów było kilka sztuk nie była optymistyczna, to bądź co bądź bardziej prawdopodobna. Jedna osoba, nie wiadomo jak potężna, nie miałby na tyle odwagi, by rzucić wyzwanie wszystkim organizacjom za jednym zamachem. Scenariusz rodem z misji samobójczej.
  —  Racja, też lubię znać imię swojego rozmówcy. Ja jestem Yury. — Podał mu rękę, uściślając - ludzką, ale mężczyzna nie odwdzięczył tego gestu. Prawdę powiedziawszy nawet nie spojrzał w nań kierunku, całkowicie go ignorując. Na szczęście Wieczny nie był małostkowy. Brak uprzejmości nie umniejszało tej sprawie priorytetu. Bez wyrzutów sumienia uchwycił w palce kolejnego papierosa. — Będę mówić na ciebie Han, bo tak jest krócej i prościej. Jak mniemam nie masz nic przeciwko temu, prawda?
  Obrócił papierosa w palcach, ale tym razem nie zacisnął zębów na filtrze, zbyt zajęty obserwującą twarzy swojego rozmówcy.
  — Pewnie zastanawiasz się, Han, dlaczego spotykamy się akurat tutaj — podjął, zerkając w kierunku obskurnego budynku, który raptem kilka tygodni temu był najbardziej uczęszczaną speluną w mieście, o ile mógł tak tytułować Apogeum. Jednak teraz, kiedy do uszu Desperatów dotarła nowina, że to właśnie tam został zapoczątkowany incydent z zarazą, utracił swój dawny status. Wieczny wcale im się nie dziwił. Sam wolał trzymać się jak najdalej od progu tego przybytku. — Bar Przyszłość był jednym z pierwszych miejsc, do których zajrzała zaraza, czy tam plaga, jak zwał tak zwał, więc dla własnego bezpieczeństwa lepiej się tam na razie nie pokazywać. Dlatego proponuję wskoczyć na browar w inne miejsce, bo nie wiem jak tobie, ale mi słońce daje mocno w kość. — Przejechał podeszwą buta po podłożu, przez co rozległ się odgłos szurania, a znajdujący się pod nią piach wzbił się lekko ku górze. —  Co powiesz na Czarną Melancholię? Całkiem przyjemna miejscówka, gdy przymknie się oko na zakazany ryj jej właściciela — zaproponował, a na ustach znowu pojawił się zaczątek uśmiechu. Nie przepadał za desperackim mafiozą zwanym Venceslausem. Nieprzyjemny typ, ale miał żyłkę do interesów i to najemnik w nim cenił. — To nie daleko stąd, choć nie zdziwię się, jeśli nie będziesz chciał tam pójść. Będąc na twoim miejscu, kategorycznie bym odmówił, obawiając się zasadzki.
  Schował papierosa z powrotem do paczki, oczekując odpowiedzi Hana. Test na odwagę? Być może, ale prawda była taka, że dotychczasowa ironia całkowicie wyparowała z tonu jego głosu. Dawno nie emanowała od niego taka powaga. Wręcz się na nią silił.


Tyły budynku - Page 13 A2X6AkL
I've lost my patience,
When are you gonna decay.
tekst alternatywny
                                         
Yury
Wieczny     Opętany
Yury
Wieczny     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Tyły budynku - Page 13 Empty Re: Tyły budynkuPisanie on 10.06.19 23:31
Yury.
To zdecydowanie nie brzmiało, jak japońskie imię. Dlatego albo mężczyzna był obcokrajowcem, albo to był jego pseudonim. W zasadzie to Han nie wsłuchiwał się wcześniej w akcent. Na co dzień słyszał tyle różnych sposobów wypowiadania tych samych słów, że już przestał zwracać uwagę na to, kto jak mówił. A szkoda, bo akcent wiele o człowieku mówił.
- Też mi to przeszło przez myśl. Postać przedstawiła się jako Apokalipsa, ale wszystko, jak wspomniałeś, zaczęło się od tego baru. Od zarazy. Nie wiem co dotknęło resztę organizacji, ale mam szaloną teorię, że Apokalipsa nie jest jedną istotą, a konkretnie czterema. - rzekł. Faktycznie, teoria nie miała żadnego potwierdzenia w rzeczywistości, to były jedynie poszlaki. Yury słusznie jednak zauważył, że samotny bój ze wszystkimi organizacjami na raz, byłby samobójstwem. Musieliby mieć do czynienia z samym Bogiem Wszechmogącym. A ten przecież odszedł. Zresztą, jaki miałby w cel w takim destrukcyjnym działaniu, jakie prezentował? Nie, to nie mógł być on. Ale...czterej jeźdźcy apokalipsy? Dlaczego nie?
Jericho nie chciał tutaj sterczeć jak kołek, więc propozycja przeniesienia się w inne miejsce, jak najbardziej przypadła mu do gustu. Tylko dlaczego to musiała być Czarna Melancholia? Miejsce to w żadnym wypadku nie należało do najprzyjemniejszych i Mokugawa raczej wolałby go unikać. Ale w tej propozycji kryło się coś jeszcze. Han wyczuwał to, ale jeszcze nie mógł tego nazwać, zidentyfikować. A może całkowicie się mylił i do głosu powoli zaczynała dochodzić paranoja?
Czarna Melancholia.
A niech to, raz się żyje.
- Dobrze, niech będzie. - powiedział hardo. Jego głos był pewny, pozbawiony drżenia czy wahania, chociaż wydobył się z ust człowieka dopiero po kilku sekundach zastanowienia.
Pojawiał się jednak jeszcze jeden problem. Snajper z pewnością nie dotrzyma kroku osobie widzącej. Zostanie w tyle i to zaraz po tym jak ruszą. Mógłby powiadomić towarzysza o swojej ślepocie, ale chciał się z tym wstrzymać. Z drugiej jednak strony, nie sądził, by Yury był głupi, więc od razu po ruszeniu powinien połączyć wątki.
Jericho jednak nie chciał ani łaski, ani pomocy. Był oślepiony, ale nie uważał się za kalekę. Znał drogę, więc prędzej czy później trafi na miejsce.
- Prowadź. - powiedział jeszcze tylko, by teraz poczekać na reakcję mężczyzny. Jeśli tylko słyszy kroki, to podąży za nimi odtwarzając w pamięci każdy obraz, jaki pamiętał, każdy zapach i każdy punkt orientacyjny. Oczywiście, jego pamięci daleko było do miana "fotograficznej", ale mimo wszystko działała sprawnie.
                                         
Jericho
Kundel     Desperat
Jericho
Kundel     Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down

Tyły budynku - Page 13 Empty Re: Tyły budynkuPisanie on 11.06.19 13:14
  — Czterema? Dlaczego?
  Sam na razie wolał nie spekulować nad liczbą istot poruszających się na w poły zgniłych wierzchowcach, póki nie zobaczy na własne oczy ilu ich jest.
  Kiedy Pies zaryzykował i wyobraź opcje z przemieszczeniem się, Yury skinął głową i ruszył ku wspomnianemu hotelowi. Raz czy dwa zerknął przez ramię, by się upewnić, że jego rozmówca idzie tuż za nim, a na jego ustach ukazał się cień uśmiechu. Han poruszał się z taką ostrożnością, jak dziecko błądzące w ciemności, które nie dość, że musiało omijać wszelkie przeszkody, to jeszcze znalazło się na całkiem nieznanym mu terenie. Szczerze wątpił, że ma do czynienia z kimś, kto nigdy wcześniej nie był choćby w pobliżu Czarnej Melancholii. Apogeum nie było znowu aż tak wielką przestrzenią. Wszystkie budynki, ocalałe i odnowione po dawnym końcu świata górowały nad ruinami. Coś było ewidentnie nie tak, a kiedy mężczyzna skręcił nie tam, gdzie trzeba, w końcu wykrzesał z siebie ochłapy współczucia i interweniował.
  — Tędy — zakomunikował, a jego mechaniczna dłoń mimowolnie zacisnęła się na obcym ramieniu. Zainwestował w ten gest więcej siły niż wcześniej planował, więc Han musiał mu wybaczyć ewentualnego siniaka, który najprawdopodobniej powstanie na jego skórze po tym uścisku. Wycofał dłoń chwilę później.  — Jesteś ślepy? — zapytał nad wyraz delikatnie, czyli dokładnie tak jak to miał w zwyczaju po pokonaniu kilku następnych metrów. — Słyszałem, że wasz przywódca ma do dyspozycji kilka rosłych psów. Nie mógł ci skołować psa-przewodnika? — dodał w żartobliwym tonie, choć w zasadzie jeszcze kilka miesiącu temu też groziła mu ślepota wskutek jaskry; wirus X zahamował jej rozwój, niemniej jednak ostrość widzenia nadal była taka sama jak przedtem. W całkowitych ciemnościach był ślepy jak kret za dnia. — Wcześniej, gdy zignorowałeś moją dłoń, pomyślałem sobie, że masz po prostu w dupie tego typu gesty, ale teraz… albo jesteś tutaj pierwszy raz, albo naprawdę nic nie widzisz. Obstawiłem drugą opcje. Trafiłem?
  Ponowił na chwilę wstrzymany marsz ku Czarnej Melancholii. Gmach hotelu był widoczny z daleka; figurował nad mniej okazałymi domami.

 __zt + Jericho. (Kontynuacja.)


Tyły budynku - Page 13 A2X6AkL
I've lost my patience,
When are you gonna decay.
tekst alternatywny
                                         
Yury
Wieczny     Opętany
Yury
Wieczny     Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down

Tyły budynku - Page 13 Empty Re: Tyły budynkuPisanie on 11.09.19 18:43
Kiedy tylko znalazł odpowiednią okazję, po wielu żmudnych wyjaśnieniach zdołał umknąć Hienowi z oczu i ruszyć na dalsze poszukiwania. A było ciężko. Liam trenował z całych sił poruszanie się za pomocą głosu, a że większość mieszkańców desperacji raczej uprzedzała o swoim istnieniu warknięciami, to było mu całkiem łatwo, przynajmniej łatwiej niż założył w góry. Nawet zaopatrzył się po drodze o kij, a raczej gałąź względnie prostą i długą, co by mógł sobie nią pomóc i najpierw kogoś może dźgnąć zamiast od razu wpaść i liczyć się z podrapaniem i bluzgami w najlepszym wypadku.
Także Liam szedł, aż zaszedł za tył budynku, w którym było nadzwyczaj głośno. Z tego też wywnioskował, że musiał się znaleźć gdzieś... może jest przy tym hotelu? Albo burdelu? Cholera wie, wiedział jedynie, że za wiele na desperacji takich budowli nie ma. Całych, względnie nie zniszczonych, głośnych, pełnych... żyjących istot. Z reguły unikał takich miejsc, bo nie dość, że za w czasu w paru miejscach sobie nagrabił, to jeszcze za bardzo chciał narażać siebie i innych swoimi napadami gniewu.
Westchnął, znajdując ścianę budynku najpierw kijem, a potem macając ją dłonią. Na szczęście w miejscu w którym się znalazł było względnie spokojnie i nikt się nie kręcił. Przytulił się bokiem do ściany, a potem zjechał tyłkiem w dół, ostatecznie opadając na piaszczystą ziemię. Zmęczył się trochę, to musiał przyznać. Ze znudzenia czasem przecierał oczy. Nawet jeśli nic to nie dawało, to miał nadzieję, że jeszcze przyjdzie mu ujrzeć świat na oczy. Bycie taką kaleką było... słabe. Miał nadzieję, że tylko nie zostanie wykopany z psów z tego powodu, albo gorzej, sprowadzony do roli wiecznego podnóżka.
Podrapał się po głowie. Jego sytuacja była kiepska.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it


Tyły budynku - Page 13 CWofay2

O krokodylach różańcowych l Głos

                                         
Liam ♥
Chart     Poziom E
Liam ♥
Chart     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Tyły budynku - Page 13 Empty Re: Tyły budynkuPisanie on 11.09.19 22:20
Hey, how you doing?
Well I'm doing just fine.
I lied, I'm dying inside.


Raczej nie przebywał w mieście. Obcych wystrzegał się niczym łysy zdroworozsądkowości. Dziecięcą wręcz bojaźliwość wzmagały w nim miejsca, w których ciężki oddech wciąż żyjących istot mieszał się na metrze kwadratowym w procencie dobrego alkoholu. Z czasem krok po kroku, powoli, Jarema oswajał go z murami kamiennego miasta wymordowanych, łamiąc w nim opór dzikiego zwierzęcia i otwierając na świat zewnętrzny. Nie istniała jedynie pustynia. Mury M3 nie były jedynym siedliszczem pełnym umiarkowanej ochoty na życie pośród zarazy i bezbrzeżnej nudy. Kładące się pokotem zgliszcza dawnych domostw odrastały na nowo, wśród kurzu, przekleństw i braku ostatecznego opanowania. A on jeden w tym całym zamieszaniu kręcił się myśląc jedynie o powrocie w gorące piaski.
Nie tym razem. Bóg raczy wiedzieć co przywiodło go do miasta; czy doskwierający mu głód obalił mocne postanowienie izolacji, czy może coś gorszego wymusiło spolegliwość wobec wymordowanego stada. Być może w pobliżu bawiła mocna nadinterpretacja wesołego towarzystwa z radiostacji. Być może miało się to skończyć tragedią, być może wielką nagrodą, do tej jednak pory jego przygoda nie stawiała wielkomiejskich wojaży w lepszym świetle. Było na tyle spokojnie (gdzie wywiodło całą tę skundloną menażerię?), na tyle cicho, że ułożył truchło na powalonym kamieniu i przycupnął na chwilę zasłużonego relaksu. Wymordowani niczym psy w obliczu burzy, pochowali się w przysposobionych przezeń budach. Nic nie wróżyło załamania pogody, zgiełk jednak ucichł, dając złudne wrażenie spokoju. Spokoju zmąconego jedynie osuwającym się ciężko ciałem, marudnym stęknięciem i wonią spoconego ciała. Salem uniósł łeb.
Mężczyzna zdawał się go ignorować. Tarł oczy, oddychał ciężko, istniał. Naruszał jego przestrzeń osobistą. Zamiast go obszczekać, Kolya wciągnął mocniej powietrze, odnajdując w woni nieznajomego feerię zapachów. Potrafił dość niejednoznacznie stwierdzić skąd ten przyszedł, że nie mył się od jakiegoś czasu, co było względną normą i najprawdopodobniej wdepnął w wymiociny. Tego ostatniego wiedzieć już nie chciał. Położył uszy po sobie, powoli dźwigając się z tymczasowego legowiska i prostując kości. Z postanowieniem szybkiej ewakuacji rozejrzał się za potencjalnymi kompanami mężczyzny, napiął uda i w próbie skoku cicho, choć niezgrabnie poślizgnął się na piasku. Wylądował kilka centymetrów od miejsca, z którego się podniósł nawet nie robiąc sobie złudzeń, że przeszło to bez echa. Napięcie wzrosło, przynajmniej w jego odczuciu, wędrując nieprzyjemnym dreszczem po kręgosłupie aż po koniuszek ogona. Wzniesiony kurz podrażnił i jego oczy. Szansa na bezszelestną ucieczkę oddaliła się, chociaż nie zniknęła.
                                         
Salem
Oswojony
Salem
Oswojony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Kolya Salemnyj


Powrót do góry Go down

Tyły budynku - Page 13 Empty Re: Tyły budynkuPisanie on 11.09.19 23:37
Zdarzało mu się, żeby przecierał oczy częściej, bardziej intensywniej, jakby mu coś wpadło do oczu. Niestety, jedyne co mogło mu wpaść do oka to wizja tego chędożonego księcia zagłady, rycerza bez głowy, albo raczej z czaszką zamiast niej. Wizje te wywoływały w nim złość, na całe szczęście zdołał już te odruchy poskramiać na tyle, by nie stanowiły one powodu do uaktywnienia się wirusa. Całą tę upierdliwość mógł jedynie zgnoić na własną głupotę. Przecież gdyby jego akurat wtedy nie było, chociaż na chwilę, przed siedzibą psów, to by nie oberwał. Z całej tej sytuacji mógł ostatecznie wywnioskować, że współpraca z grupą w końcowym rozrachunku nie wyszła na dobre. Mimo wszystko, mimo ponurych myśli, jego beznadziejnej sytuacji to wciąż pozostawał wierny. I to nie tylko ideałom przyświecającym wszystkim dogsom, ale przecież wciąż pozostawał w mocy Kirina, a że interesy obu jego więzów się scalały, tym było lepiej dla niego. Źle by się czuł kiedy byłby zmuszony dogadzać każdemu z osobna.
Liam był konkretnie pogrążony w swoich myślach. Kiedy jest się pozbawionym kluczowego narządu łatwiej było po prostu usiąść i pomyśleć. A przecież musiał, jeśli nie chciał być pożarty żywcem. Chcąc nie chcąc jego mózg wciąż reagował na hałas dookoła, może bardziej niż by tego chciał. Brzęczenie muchy wokół niego współgrało z hałasem jaki był za ścianą, przytłumionym jak jego umysł. Przez moment bezwiednie kręcił kijem okręgi w powietrzu by zamrzeć w bezruchu, kiedy rozległ się hałas, jednoznacznie wskazujący, że coś tutaj się ruszyło. A ponieważ był ślepy to obstawiał wszystko, od zbłąkanego kociaka po jakieś niewydarzone cudo natury. A ponieważ nie padło żadne zdanie, to obstawiał raczej coś... dzikiego. Liam się nie ruszał. W takich wypadkach lepiej było nie wykazywać żadnych funkcji życiowych by nikogo nie zachęcać do konsumpcji.
Wargi mu zadrżały. Liam zdołał zlokalizować źródło niechcianego, niepasującego hałasu, ale bez wzroku jego głowa powiodła jedynie za dźwiękiem, ale patrzył w pustkę. Spojrzenie Liama w ogóle nie reagowało, było pozbawione wszystkiego co mogłoby wykazywać na to, że widział. W końcu jednak jakiś pył wdarł mu się do nosa i kichnął, tracąc przy tym odrobinę rezonu. Kijem postukał w piachu, jakby chciał tym sprawdzić, czy to coś, co tutaj było, zareaguje na ten nieporadny, dziecięcy wręcz gest.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it


Tyły budynku - Page 13 CWofay2

O krokodylach różańcowych l Głos

                                         
Liam ♥
Chart     Poziom E
Liam ♥
Chart     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

 
Nie możesz odpowiadać w tematach