Strona 4 z 11 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next

Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 26/9/2015, 16:59
- Ten duet jest zbyt zabójczy żeby go używać co chwila, choć na tej akcji zapewne znowu połączę z nim siły. Przynajmniej szansa na to, że misja się powiedzie wzrasta o jakieś 100 procent. - Powiedział związując włosy w kitę i robiąc więcej miejsca dla Nove.
Wysłuchał jej słów i zaśmiał się cicho na komentarz o jego podbojach, po czym wyciągnął gumę do żucia. Skierował paczkę w stronę Ethel aby się poczęstowała.
- Tak na poważnie to siedzę tu od pięciu dni kurna leniwe bobki półtorej godziny i jako jedyny się pojawiłem w tym czasie. Wątpię żeby ktokolwiek inny się pojawił wcześniej bo nikogo w okolicy nie widziałem. - Powiedział wolno, po czym zrobił gigantycznego balona.
- Nie wiem też czemu zostaliśmy tutaj zebrani, ale mam nadzieję, że to nic poważnego. Pewnie zaraz przyjdzie wilczur i nam wszystko wyjaśni.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Kirin on 26/9/2015, 18:24
Informacja dotarła do niego jakoś z opóźnieniem. Cóż, wiele rzeczy docierało do niego z opóźnieniem, wcale nie dlatego, że miał niesamowitą zdolność do ignorowania tego, co się do niego mówi. Kiedy jednak Rebeka wbiła mu palce w żebra i nakazała udać się na spotkanie pod groźbą wysyłania sprośnych nocnych smsów (No dobra, sam sobie to wymyślił), postanowił, że jednak zajdzie przynajmniej zobaczyć, z czym mają do czynienia.
Średnio przejmował się tym, że jego anielica wiła się teraz przerzucona przez jego plecy uderzając zwiniętymi pięściami w ciało dobermana. Tak po prostu było szybciej i przynajmniej nie musiał udawać, że chce się mu z nią rozmawiać.
Odłożył ja na ziemię dopiero gdy dotarli, upewnił się oczywiście, że wszyscy już zebrani widzą jego bagaż. Czerpał z tego niebywałą satysfakcję, z możliwości posiadania władzy nad kimś. Czuł się jak pan i władca przez te kilka chwil, po czym natychmiast chciał zamienić się w cień i wpakował się pod jedną ze ścian.
Mruknął pod nosem coś, co mogło być powitaniem reszty, ale nie na tyle głośno, by zrozumieć jakiekolwiek słowa.

(Z racji, ze Reb nie ma jak odpisać, została wrzucona razem ze mną)






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 27/9/2015, 01:57
Wiadomość o zebraniu dotarła do niej późno, ale najwidoczniej nie za późno. Zignorowała zapchane pustynnym kurzem powieki i burczący żołądek. Skoro zwoływano zebranie, znaczy, że coś się dzieje. Wpadła do salonu i rozglądnęła się po zgromadzonym pięcioosobowym tłumie. Nie spodziewała się, że zdąży. Widocznie ktoś postanowił się poopierdalać.
Przywitała się ze wszystkimi i uśmiechnęła się szeroko do Fenrira. Usiadła na dywanie, obok jego nóg. Skrzywiła się. Coś w zapachu tego miejsca jej nie pasowało. Wyczuła krew.
Krew jej brata. Spojrzała na niego krzywo, nie wypowiadając ani słowa. Wiedziała, że się domyśli. O co innego by jej chodziło, gdy wszyscy wiedzieli o akcji z kasyna? Gdyby jeszcze nie dał się zranić...
- Ktoś coś wie czy raczej wręcz przeeeciwnie? - zapytała, ziewając lekko.
Chciało jej się spać. Zarwała kolejną noc i teraz oczy same jej się przymykały. Jeśli zebranie wkrótce się nie zacznie, to z pewnością odpłynie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 27/9/2015, 22:25
Przyszedł nieco spóźniony, ale on ma tak zawsze. Nic nie mówił ciekawego, tylko się gapił. Jak zwykle z resztą. No bo.... W sumie poszedłby spać...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 27/9/2015, 23:51
Interwencja MG

Życie wymordowanego jest naprawdę okropne. Najpierw zarażasz się chorobą, przy której gruźlica przypomina niewinne przeziębienie, potem umierasz - co samo w sobie jest dość nieprzyjemnym wydarzeniem, potem przechodzisz szereg bolesnych mutacji, szpecących cię na tyle, że własna matka chętnie wyrzuciłaby cię z domu, a na koniec lądujesz z plamami w pamięci, krwią na rękach, martwymi prostytutkami dookoła, wściekłym właścicielem burdelu żądającym odszkodowania i niejasnym wrażeniem "o nie, chyba właśnie wpadłem w szał".

Przechodząc do rzeczy, Kirin zupełnie bez ostrzeżenia zesztywniał, zamierając w pół kroku. Poczuł nieprzyjemne, acz znajome uczucie, jakby część jego umysłu została nagle sparaliżowana - strachem, gniewem, bólem, trudno powiedzieć - a druga część została zalana falą nieludzkiej, wszechogarniającej furii. Był w stanie wypowiedzieć tylko jedno słowo, zanim całkowicie pochłonął go dziki szał wymordowanego, każący atakować wszystko wokół siebie.

Kirin wpadł w niekontrolowany szał, trwający 4 następne posty. Będzie atakował innych z użyciem wszystkich swoich umiejętności bojowych, do momentu zakończenia szału bądź skutecznego spacyfikowania postaci. Wtedy momentalnie powrócą mu zmysły i kontrola nad sobą.
Uzgodnijcie ze sobą i napiszcie mi PW, czy chcecie, żebym nadzorowała walkę, czy wolicie rozegrać to sami. W drugim przypadku nie obiecuję, że nie wpadnę ponownie z kolejną interwencją.


a teraz uciekam, zanim Grow wkurzy się za zbyt daleko posuniętą interpretację jego pozwolenia





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Kirin on 28/9/2015, 15:39
Dlatego właśnie nie lubił chodzić na zebrania.
Grupa ludzi, zmiana otoczenia, wrodzona wredność czy zmęczenie umysłu, cokolwiek z tych rzeczy wpłynęło na zmianę w jego zachowaniu, teraz było już nieważne. Ważniejsze na pewno było to, że poczuł się cholernie źle, a potem, wystarczyło kilka chwil, zamiast rozmawiać na temat uratowania czyichś czterech liter, był gotowy pogrążyć swoim kompanów.
To nie tak, że chciał, po prostu mógł. A skoro mógł... tak się po prostu stało.
Kirin nie był typem zdolnym do wielkiego poświęcenia, był także bardzo prostolinijny i zamiast wykrzykiwania głębokich tekstów w stylu: "Ratujcie się, mnie zostawcie" bądź "Zabijcie mnie, zanim zrobię wam krzywdę" pozwolił sobie na rzucenie ostatniego słowa, zanim całkowicie stracił także panowanie nad swoim gardłem.
- Pomocy.
Tak było najprościej. To, jak się zachowają względem dobermana, który wpadł w szał zależało już tylko i wyłącznie od nich. Vincent nie był już w stanie podpowiadać im i prosić, by obeszli się z jego ciałem jak najdelikatniej, z resztą nawet gdyby był, nigdy by tak nie powiedział.
Z tego wszystkiego wybrał chyba najmniejsze zło. Rzucił się w stronę Fenrira, prawdopodobnie rozpoznając go gdzieś w bardzo głębokiej świadomości pomimo szału. Chciał chwycić go za jedną z nóg i powalić na ziemię, by tam pomimo wszelkich niedogodności postarać się wgryźć w jego kończynę.

// Jak dla mnie może być i bez sędziowania. Nie mam zamiaru im odpuszczać. Szykujcie kończyny, beboki I:






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 28/9/2015, 22:59
Skupił się bardziej na Suneku niż na kimkolwiek innym, kiedy usiadła przed nim i oparła się o jego nogi to zaczął ją czesać i głaskać w międzyczasie wyciągając kolejnego lizaka. Starał się ograniczyć nałóg przy innych więc korzystał ze słodkiej alternatywy.
Spojrzał w stronę Kirina i Rebeki kiedy akurat weszli, ale na tym się zatrzymał, nie potrzebował pokazywać więcej więc po prostu siedział jakby nigdy nic.
Kiedy jednak zauważył jak ten bije się z myślami i własnym ciałem to już wiedział, że coś nie gra. Odsunął od siebie delikatnie Suneku żeby w razie czego mieć wolną drogę do wymordowanego i jedynie czekał aby potwierdzić swoje obawy. Znał go lepiej niż praktycznie każdy w tym pomieszczeniu więc wiedział co się święci.
Pomocy.
Na te słowa wybił się ze swojego siedzenia i wykonując jedynie kolejny krok już był przy Kirinie. Nie zatrzymał się jednak, rozpędzony przywalił w jego ciało z całą swoją siłą i powalił go na ziemię zanim ten zaczął się szarpać.
Udami przygniótł jego ręce, które usilnie próbowały się wyswobodzić, no ale 140 kilo wagi robi swoje, tym bardziej stal zamiast kości i mięśni.
Odwrócił głowę na moment by dać znać Lynn aby mu pomogła i użyła swojej mocy, po czym od razu wrócił wzrokiem do Kirina. Starał się trzymać jego mordę zamkniętą na tyle na ile mógł, ale jeżeli mu to nie szło to kilka razy przywalił mu "ludzką" ręką, zmechanizowaną protezą wolał go trzymać za szyje i brodę na wszelki wypadek gdyby udało mu się go ugryźć. Nie przestawał go okładać dopóki nie uspokoił się chociaż odrobinę, czuł jak jego pazury drapią go po biodrach, ale wiedział, że musi to wytrzymać i jedynie liczył na szybką ingerencję jego przyjaciółki.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 29/9/2015, 18:06
Siedziała, opierając się o kolana Fenrira, pozwalając mu na pieszczoty, które były przecież całkiem przyjemne. Przyglądała się nowej osobie, która przyszła i nie odezwała się do nich ani słowem. Obserwowała wszystkich, większość znała chociażby z widzenia.
Tak jak i Kirina, z którym najwidoczniej zaczęło dziać się coś złego. Nie wiedziała co takiego, ale jedno słowo, które wypowiedział oraz reakcja Charlesa, sprawiły, że zerwała się na równe nogi, najpierw odskakując od źródła zamieszania. Musiała mieć sekundę na analizę opcji.
Rzucili się na siebie obaj, Kirin i Fenrir, obaj zaciekli w natarciu, choć jej przyjaciel działał pod wpływem rozsądku, tamten zaś szału. Spojrzenie, którym obdarzył ją biomech, przekazało jej wszystko, co trzeba. Liczył na nią. Okrążyła więc walczących i wyszukała miejsce na ciele Kirina, które nie uczestniczyło aktywnie w walce i zaatakowała. Zmieniła się w kobrę i owinęła wokół jego nogi, następnie zagłębiła zęby jadowe w łydce. W ten sposób nie musiała obawiać się, że nagłe kopnięcie ofiary pozbawi ją zębów.

Jad zadziała za dwa posty.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Nove on 30/9/2015, 21:15
Właściwie to nie działo się nic złego. Ot, ktoś nagle zaczął biegać, że trzeba się zebrać, ale nie podał powodu, dla którego mieli to zrobić.
Wkurzał ją jednak trochę fakt, że Ourella tu nie było. Bycie jedynym medykiem na zebraniu miało też swoje minusy, bo w razie jakiegoś wypadku nie będzie nawet ani jednej możliwości na dogadanie się, co lepiej zrobić, jeżeli dojdzie do jakiejś nieprzyjemnej sytuacji. Nie to, żeby Nove nie wierzyła w siebie - bo przecież była bardzo skromna - ale czasem działała zbyt pochopnie. Gwałtownie. Cokolwiek. Czasem to się przydawało, czasem nie.
Nie zmienia to faktu, że ta leniwa buła mogłaby tutaj przyjść, cholera.
Bernardynka krążyła co jakiś czas wokół innych uczestników zebrania, zastanawiając się cały czas, dlaczego tak naprawdę zostali zebrani, oraz gdzie jest osoba, która je zarządziła. Gdzie Wilczur? Rottweiler? A może Pudel miał swoje humory?
W końcu odleciała do krainy marzeń, gdzie piła dobre wino i wylegiwała się na słońcu, zapraszając resztę na imprezę. Tak, jakby cofnęli się do czasów przed katastrofą. Kiedy już wróciła na ziemię, zauważyła, że Fenrir i jakiś wąż, prawdopodobnie Sunēku, szarpią się z Kirinem. Czekaj, co się stało, dlaczego.
Kto komu znowu zajumał żarcie.
- Yy. Poradzicie sobie, czy jednak wolicie, abym poszukała czegoś na uspokojenie? Bo chyba nie nadaję na waszych falach, Jezu. Co tu się w ogóle stało, do cholery. - powiedziała jak gdyby nigdy nic. Serio, czuła się jak po dobrej imprezie, chociaż nie miała kaca. Po prostu odleciała.

/No, nie ma tu nawet kolejki, ja o niczym nie wie i w ogóle co się dzieje, ale dobra, niech będzie już ten post, tak. Bo jeszcze wyjdzie, że trzymam bez sensu.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Kirin on 1/10/2015, 17:27
W trakcie całego ataku nie był w stanie ułożyć swoich myśli w słowa. Nawet i myśli jednak nie wyglądały tak jak u ludzi, były bardzo zwierzęce, należały do agresywnego stworzenia, nawet nie do żyrafy. Widział wszystko w innych barwach, skupiał się na innych rzeczach, postrzegał otoczenie innymi zmysłami niż normalnie. Zapach Fenrira wzbudził w nim agresje, dlatego że znał go bardzo dobrze, a skoro tak, jako zwierze uznał go jako ofiarę, którą ścigał, czy coś w tym rodzaju. Nie bez znaczenia było także to, że znajdował się najbliżej i prze mechaniczne materie został uznany, za niepełne stworzenie, a więc ranne i najłatwiejsze do złapania.
Inną sprawą było to, że zwyczajnie nie miał szans na siłowanie się z biomechem, był nieco mniejszy i dużo lżejszy, przy swoim towarzyszu prezentował się jako patyczak i w tej sytuacji został zwyczajnie powalony pod wpływem jego ciężaru. Nie przestawał walczyć, a przede wszystkim jednak, uruchomił się jego automatyczny system samoobrony. Fenrir mógł mieć wrażenie, że cofnął się w czasie na chwilę przed momentem ataku. Mógł go dusić, trzymać, ale w swoim umyśle został uwięziony.
Zęby Suneku wbiły się w jego łydkę w momencie, kiedy wymordowany wbijał swoje własne zęby w rękę drugiego dobermana. Ściskał i naciskał, a jednak kończyna nie chciała ulec. Złapał ją, bo była najbliżej, a teraz okazało się, że zaczynała bo boleć szczęka, bo trafił na mechaniczną protezę. Pozostawił na niej kilka wgnieceń i masę rys, ale nie był w stanie w znacznym stopniu jej zaszkodzić.
Jad kobry powoli toczył się w jego naczyniach krwionośnych powoli atakując całe ciało. Nie odczuwał jeszcze skutków, dlatego nadal rzucał się i starał wyrwać spod ciężaru i zrzucić zwierzę ze swojej nogi.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Skoczek on 4/10/2015, 21:32
......Opóźnienie? Nie ma sprawy. Christopher praktycznie zdyszany wpadł do salonu, z lekkim poślizgiem, przy okazji niemalże wpadając na Nove. Wracał od spotkania z Łowcami, rozczochrany i jak zwykle poobijany, najpewniej podczas drogi powrotnej parę razy wyrżnął się na ziemię z powodu swojego pośpiechu. Mógł zmienić się w harpię, ale za dużo męczenia się z tym było. Zostawiał to na ostateczność, gdy ta forma mogła się do czegoś przydać. Co prawda faktycznie miał duże pole do popisu, gdy zmieniał się w swoją ptasią formę, ale raczej nie był fanem przemiany. Po prostu takim był typem i tyle.
Wracając jednak do sedna sprawy... Pudel uniósł brwi do góry, zaskoczony aktualną sytuacją, niemniej trybiki w jego głowie uruchomiły się błyskawicznie, zmuszając go do przeanalizowania zastanego bałaganu, kojarzenia faktu. Nie zamierzał ustalać prawdopodobnej wersji wydarzeń, bardziej skupił się na głównym obszarze objętym problemem.
Bójka albo coś gorszego, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo zaangażowały się w to trzy osoby, a że sytuacje nie wyglądała zbyt ciekawie, Christopher westchnął cicho pod nosem. Nie zamierzał panikować. Nie pierwsza taka sytuacja, niemniej próba obezwładnienia w jego wykonaniu choć skuteczna, to wymagała zbliżenia się na bliski dystans, a nie wiedział, czy przez to nie przeszkodziłby tym "dobrym". Więc co zrobił mądry Pudel?
Sięgnął po swoją tajną broń. Doniczkę. Najwyższy czas, by znowu weszła w ruch. Każdy pokój, gdzie Skoczek czasem robił raporty wyposażony był w jedną, osamotnioną doniczkę. Czasem była pusta, czasem z roślinką (przez krótki czas, zawsze jakimś cudem znikała), ale była. Tak więc podszedł jak najbliżej tylko po to, by trzepnąć Kirina tą doniczką w łeb. Albo raczej rzucił pozostając w pewnej odległości, wymuszając na nim uwagę (zakładając, że doniczka trafiła.) Jeśli doberman puścił Fenrira i obrócił się w jego stronę, Pudel wyszczerzył kpiąco zęby, jakby rzucał wyzwanie. Chciał zdekoncentrować Kirina. Więcej nie mógł zrobić, chyba że ten wyślizgnąłby się z uścisku i go zaatakował. A wbrew wszystkiemu na bliski dystans Pudel walczył nieźle, tyle że nie zamierzał skrzywdzić poważnie któregokolwiek z Psów. Poza tym znając jego szczęście, w momencie wymierzania ciosu pewnie poślizgnąłby się na własnej stopie i zamiast zaatakować przyrżnąłby głową w czyjąś klatkę piersiową. Efekt zaskoczenia murowany. Dla obu stron. Pierwszy z wielu, wielu powodów, przez które nie nadaje się na dobermana.
avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 11 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next

Powrót do góry