Strona 3 z 11 Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Fucker on 14/4/2015, 23:32
„(...) może sobie, kurwa, oszczędzisz?!”
Co, Ryan, oszczędzisz sobie?
Dla wielu Kurt był jeszcze dzieciakiem. Mimo że przeżył swoje lata na tym świecie, pomijając kilka nieciekawych sytuacji, bez wątpienia częściej był traktowany pobłażliwie. Grimshaw sam przyłapywał się na tym, że często po prostu przymykał oko na niewyparzony język chłopaka, jak i na sprawy, o które normalnie niejedna osoba w Desperacji już dawno by się wściekła. Poza pełnieniem roli chłopca na posyłki, brunet był też swojego rodzaju pasożytem. Na całe szczęście straty, które ciemnowłosy ponosił za jego sprawą były niewielkie, co nie zmieniało faktu, że...
Nie ― odparł równie mechanicznie i bez namysłu, ale z tą różnicą, że jego pozycja nie wymagała, by obchodził się z Ailenem taktownie. Mógł powiedzieć mu to co chciał i robić z nim wszystko, czego tylko zapragnął. I – owszem – tyczyło się to także przygniatania go butem do ziemi. Mógł się szarpać, ale przez to – a może i dzięki temu? – podeszwa wżerała się coraz bardziej w jego ciało. Chłopak mógł jednak zauważyć, że niezależnie od tego, co jego pan właśnie robił, nie dało się w tym dostrzec chęci połamania mu żeber i mostka.
Szkoda, że po chwili służący dał mu do zrozumienia, że powinien to rozważyć.
Łup.
Bucior huknął o ziemię, wzniecając przy tym tuman kurzu. Wcześniejszy drobny ruch faktycznie nie przyciągnął jego uwagi na tyle, by zorientował się, że Kot trzymał asa w swojej kieszeni. Srebrnooki nie wyglądał jednak na wyprowadzonego z równowagi, choć jego cel umknął ze zbyt dużą łatwością, a teraz przenikał przez jego nogi, jakby te nie były żadną przeszkodą. Ciemna brew drgnęła, zanim uniosła się wyżej w pytającym wyrazie. Wszystko wskazywało na to, że młodszy wymordowany zdołał opanować nową sztukę ucieczki.
„Nienawidzę, gdy się ze mną bawisz.”
Uniósł wzrok. Wtedy też dokładnie dało się zauważyć, jak różnymi światami byli. Kiedy na twarzy młodzieńca malowało się rozdrażnienie, mężczyzna cechował się niezmąconym spokojem, choć ten jeden raz na jego obliczu powinien mignąć cień uznania. Bez żalu opuścił broń.
Powinieneś się cieszyć, że to tylko zabawa ― mruknął, a ramiona drgnęły lekceważąco. Najwidoczniej nie robił sobie nic z tego, że tym stwierdzeniem mógł dolać całkiem sporo oliwy do ognia. Nie dało się zaprzeczyć, że było w tym trochę racji. Gdyby tylko sprawy przybrały poważny obrót, jakiś kundel już musiałby zbierać biednego Sullivana z ziemi. Co z tego, że Jay miał o tyle spaczone pojęcie zabawy, że wszelka forma rozrywki musiała być nakrapiana adrenaliną? Wystarczyło, że kotowaty wytoczył z siebie kolejną falę wyrzutów, a jego właściciel już pokręcił głową, negując wszelkie przekonania, które uroił sobie w swojej małej główce. Chyba nie słuchał uważnie. ― No nie wiem. Jak myślisz, o co z tych dwóch rzeczy mogło chodzić? ― Biorąc pod uwagę, że przed momentem sam przyznał, że nie kazał mu strzelać. Miał prawo odmówić. ― Możesz nienawidzić moich metod, ale nie zmieni to faktu, że czasami są dość skuteczne. Nie jeste jedynym, od którego dostaniesz po dupie, co? I też mam dla ciebie radę. ― Przerwa. Dźwięk cichego kliknięcia, a potem następnego. Oba tony doskonale zmieściły się w jednym ułamku sekundy, gdy odbezpieczył i zabezpieczył broń ponownie. ― Nie myśl, że to wystarczający czas na sztuczki.
Jeżeli będę chciał, zrobię to.
Ho, ho, ho ― znajomy głos wypełnił pomieszczenie. Wymordowani o czułych uszach byli w stanie od razu zlokalizować źródło dźwięku. Nie było więc nic dziwnego w nagłym opuszczeniu wzroku na podłogę przez Ryana. Kataka w znanym sobie stylu pojawiał się dosłownie znikąd, a aktualnie wyglądał, jakby dosłownie wypełznął spod kanapy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że przerwa pomiędzy spodem mebla, a ziemią była tak niewielka, że zmieściłaby się tam co najwyżej mysz. Możliwe, że malutki mężczyzna nie chciał być gorszy i też prosił się o wymierzenie mu podeszwy buta prosto w tors. Niestety nie doczekał się swojej kolejki.
Szarooki uniósł brwi, zauważywszy, że siwowłosy wyciągał w jego stronę rękę, w której dzierżył złożoną kartkę papieru. Zainteresowała go znacznie bardziej niż tajemnica pojawienia się tutaj Terriera, ponieważ do tych dziwactw dało się przyzwyczaić. Rottweiler chwycił za świstek, a Kataka od razu rozluźnił palce i po wykonanym zadaniu przeturlał się w stronę wyjścia z salonu, raz jeszcze wydając z siebie słynne „ho, ho, ho” na miarę Świętego Mikołaja.
Papier zaszeleścił w palcach Grimshawa, kiedy zabrał się za jego rozwijanie. Niedbale rozprostował kartkę, by odczytać zapisaną na niej wiadomość. Zdawał się zaledwie rzucić na nią okiem, zanim brutalnie zmiął ją w pięści i wyrzucił za siebie, ściągając brwi w lekko niezadowolonym wyrazie. Ailen miał wcześniej rację – masywniejszy kundel widniejący na żółtej chuście stał się otwartymi drzwiami dla nowych obowiązków. Ostatnio nie był to jedyny taki raz, kiedy to właśnie na Jay'a spadał ciężar rzeczy, które normalnie nie wchodziły w zakres jego kompetencji. Miał jednak tę świadomość, że im szybciej to załatwi, tym szybciej będzie musiał udać się na zasłużony odpoczynek.
Sprężyny w starej kanapie odezwały się skrzypiącym protestem, gdy zastępca podniósł się z miejsca. Wsunął broń do kabury i odwrócił się w stronę drzwi, chyba nie robiąc sobie za wiele z tego, że za moment wyjdzie stąd bez najdrobniejszego pożegnania ze swoim służącym i zostawi go, pozwalając mu tonąć w morzu poirytowania. Nie dość, że po raz kolejny szatyn spróbował poważnie splamić jego dumę, teraz jeszcze zamierzał przerwać dyskusję w tak ważnym momencie i...
Zakładaj buty. Czas złożyć powitanie nowemu nabytkowi ― wymruczał, ale w jego głosie tradycyjnie na próżno było doszukiwać się entuzjazmu. Co więcej – zdawał się być raczej sceptycznie nastawiony. Całkiem możliwe, że powodem tego był fakt, że świeża krew już znajdowała się w kryjówce, kiedy to podstawowym elementem rytuału było dotarcie do niej i próba niewykrwawienia się po drodze.
But zaszurał o glebę, a opętany nie czekając na chłopaka, ruszył korytarzem w stronę wyższego poziomu.

____z/t [+ Ailen].




You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.
avatar





Fucker
Rottweiler     Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Arcanine on 11/5/2015, 00:00
Zostań tutaj ─ rzucił do Gavrana, gdy przechodzili przez mały salon.
Świat mógłby płonąć, a Obama zacząć walić do drzwi, a Growlithe i tak w pierwszej kolejności odprowadziłby Evendell do pokoju. Niektórym ciężko było przywyknąć do tego niecodziennego obrazu; zwykle porywczy i warkliwy alfa przez pół Desperacji i trzy czwarte siedziby szedł z małą dziewczynką, nieustannie trzymając ją za dłoń. Nie wydawał się tym zgorszony i na upartego można uznać, że traktował to jak coś w pełni naturalnego. Odczekał jeszcze, aż właduje się na skrzynię, a potem narzucił na nią ciężki, czarny koc, by chwilę po tym wyjść z pokoju i udać się w miejsce, gdzie zostawił Gavrana.
Przemknął palcami po zdrętwiałym karku, akurat wtedy, gdy noga stanęła na linii korytarz-salon. Wymordowany ziewnął pod nosem, ukazując przy tym pełen komplet zębów, a potem oparłszy się bokiem o ścianę, bezczelnie zaczął się wgapiać w Kundla. Przez dłuższą chwilę milczał, ważąc słowa i próbując poznać ich dokładny smak. Jak ująć to wszystko w najprostsze zdania, żeby nie musieć zbyt wiele tłumaczyć, jednocześnie niczego nie zatajając? Przymrużył ślepia. Prosto z mostu?
Nadal jestem na ciebie wkurwiony, że przyprowadziłeś Shiona do siedziby. ─ Nie zabrzmiało to jak mowa. Prędzej jak powarkiwania rozdrażnionego psiska, które tylko czeka, aż ktoś podejdzie na tyle blisko, by łańcuch nie stanowił żadnej bariery. ─ Nie mogłeś o tym wiedzieć, ale parę miesięcy temu, gdy CATS po raz pierwszy nas zaatakowało, Shion był świadkiem... ─ ściął się na moment, wykrzywiając pogardliwie usta. Nie znosił się poprawiać. ─ Był uczestnikiem walki z DOGS. Jako Kot, oczywiście. Wiesz co się okazało, gdy wreszcie wróciłem do domu? Że ta sama ruda łajza zagrzała sobie u nas miejsce... tylko dlatego, że ją tutaj wpuściłeś. Nie chciałem go. Ale. I tak już wiedział, gdzie jesteśmy, więc dałem mu szansę, którą spierdolił. W pewien sposób. U Tetsu pytałeś, czy Shion pobiegł po pomoc. Wolałbyś, żeby to zrobił? ─ W oczach Growlithe'a pojawiło się coś nowego. Jakaś zaciętość, chęć rywalizacji, może nawet ciekawość. Tak jakby Gavran miał mu w tej chwili coś istotnego do zaoferowania, na co długo czekał, a co chciał już wiedzieć. Co mi powiesz, Gavranie? Białowłosy zwilżył dolną, popękaną wargę językiem, krzyżując dłonie na piersi. ─ Nie, nie pobiegł. Gdy go spotkałem nic nie wskazywało na to, że w ogóle chce, byś przeżył. Nie będę ci wszystkiego tłumaczył; sam to zrobi na zebraniu. I tak nie wszystko musisz wiedzieć.
NADAL CZUJESZ JEGO ŁZY, JACE?
Wystarczy ci póki co informacja, że dzieciak przyznał się do wszystkiego. Od faktu, że od początku działał, jako mały sabotaż, do tego, jak bardzo nas nie cierpi. Nie naciskałem. Złamał się. Jakoś wydukał, że napotkaliście Koty, a on natychmiast uciekł, zostawiając cię na ich pastwę. Domyślam się, że było ich co najmniej z czterystu, skoro tak skopali ci dupę, ale napisu na twojej dłoni nie odpuszczę. Wyrżnę ich w pień, jak tylko spotkam, żeby zemścić się za ten idiotyzm. ─ Pokręcił głową w zrezygnowaniu. To już nawet nie było śmieszne. To było męczące. ─ Tetsu nas ubiegł, ale prawda jest taka, że dzięki Shionowi mogłem wypuścić Livai'a - znalazł cię i to przekazał mi informację o rzekomym porwaniu. Według tego co mówi Shion, akcja z Kotami była niezaplanowania. Mieliście pecha, złapali was, jego wypuścili z racji przynależności. Kwestię autentyczności tego zeznania pozostawiam tobie. W tym sądzie przewaga jest po naszej stronie, Gav. Twoje słowo ma większą wagę, niż jego. Wykorzystaj to. Teraz Shiona pilnuje Shatarai, jedna z moich mar. Jest jeszcze sporo spraw, które ten szczeniak powinien ci wyjaśnić sam.
Odczekał moment, by dać Gavranowi czas na przetrawienie informacji. Wtenczas przyjrzał się dokładniej Kundlowi, z którym ostatnimi czasy miał mało do czynienia. Rozumiał też swój błąd w całym tym zamieszaniu. Powinien bardziej przykładać się do relacji z podopiecznymi, by nie płacić za ich niewyszkolenie krwawymi bruzdami. W pewien sposób miał dość słuchania o porażkach gangu. Ostatnimi czasy potknięć było zdecydowanie za dużo.
Teraz poszedł spotkać się z CATS. Gdy wróci ─ a uwierz, że to zrobi ─  wykonamy wyrok za zdradę. Rodzaj kary pozostawiam tobie, oczywiście. Kalectwo, przerżnięcie, rytuał odejścia. Cokolwiek. Ostatnie zdanie i tak należy do mnie, ale wezmę twoją opcję pod uwagę. ─ Widać, że coś jeszcze cisnęło mu się na usta, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Chamstwo nie było w tej sytuacji potrzebne. Zbyt często nawiązywał do jednej i tej samej kwestii, więc uznał, że na dziś wystarczy. ─ Już teraz wiesz, co z nim zrobisz, czy chcesz mieć czas na przemyślenie tego?


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 11/5/2015, 23:30
Gavran wlókł się smętnie za psami. Myślał tylko o tym, jak bardzo daleko jeszcze do kryjówki. Niby był najedzony i zdrowy, jednak... wiadomo. Dużo dzisiaj przeżył i marzeniem Kruka była jedynie randka z pewnym panem.
Sami wiecie, o co chodzi...
On i jego przyjaciel. Sami.
W jego pokoju.
Chwila należąca tylko do nich, gdy Gav przytuli się do niego, a jego przyjaciel - otoczy go ciepłem miłości. W tej scenie widać tylko tą złączoną ze sobą dwójkę w nikłym świetle świecy. Tak...
Tylko Gav i łóżko. Oto, czego teraz chłopak potrzebuje do szczęścia.
Wreszcie wleźli do domu. Gavran po drodze spotkał swojego słodziaka, Bashiri.
- Chodź ze mną, przydasz się. - mruknął, poświęcając czas na pogładzenie węża po łuskach. Bash powlókł się za nimi, ledwo miesząc się w korytarzach kryjówki. Był jeszcze młodym słodziakiem, więc nie było to dla niego większym problem - nie zaklinuje się.
Chyba.
Tylko co potem? Będzie pewnie musiał siedzieć u góry i strzec wejścia. O, właściwie to świetny pomysł. Bazyliszek co prawda toleruję Gavrana, ale za innymi psami nie przepada. Oczywiście wie, że ich zjeść nie wolno. Ale... cóż.
Jak podejdzie ktoś obcy, to wiadomo. Kły, ślepia, zdechł człowiek.
Brunet z zadowoleniem planował już przebieg swojej randki z łóżkiem, gdy Growlithe wypowiedział bardzo smutne słowa.
"Zostań tutaj."
Ale pooo cooooo.
A chcesz się dowiedzieć czegoś o Shionie?
Och.
- Spoko. - odparł, patrząc jak Bashiri wpełza do salonu i kieruje się w jego stronę. Chłopak usiadł na ziemi i pozwolił, by wąż wyłożył się wokół niego. Wychowanie przerośniętego, morderczego węża nie było zbyt łatwe. Gav włożył wiele wysiłku w szkolenia klikerem i techniki TTOUCH. Trzeba było owe jajko wygrzać, potem nauczyć polować poza kryjówką, przekonać do siebie...  Ale się jakoś udało, a Bashiri jak dotąd nie uciekł. Chłopak poklepał węża po łbie i przymknął oczy.
- Dawno Cię nie widziałem, stary. Co u Ciebie? Upolowałeś ostatnio jakiegoś niezdarnego wymordowanego? Pilnowałeś ładnie korytarzy? Taa, jestem z Ciebie dumny. - umilkł dopiero wtedy, gdy usłyszał kroki Wilczura. Miał nadzieję, że ten go nie usłyszał...
Chłopak wstał i wyprostował się. Mimo zmęczenia wolał nie narażać się swojemu przywódcy. Bashiri kręcił się wokół jego nóg, co jakiś czas zwracajął łeb w stronę Wilka.
Spojrzał w bok, słysząc pierwsze słowa Growlithe'a. Głupio mu było patrzeć w oczy białowłosego. Słuchał w ciszy jego słów, nie okazując po sobie żadnych emocji. Wreszcie trochę się dowiedział o przyszłości tego małego gówniarza, przynajmniej tyle.
"Wolałbyś, żeby to zrobił?"
Nie.
Może.

Gavran drgnął i zerknął na twarz mężczyzny. Bashiriano poruszył się niespokojnie, zwracając gadzie ślepia na Wilczura. Sam Kruk przygryzł wargę i znów spojrzał w bok. Nic nie powiedział, jednak jasne było, co czuje.
I oczywiście, że się do tego nie przyzna!
Słuchał w ciszy słów chłopaka. Nadal próbował zachować na twarzy kamienną maskę - o zdenerwowaniu świadczyły jego ręce. Co chwilę ściskał dłonię to w pięść, to rozluźniał. Sam Gav nie zdawał sobie z tego sprawy, pewien, że Growlithe wcale się nie dowie, co myśli Gavran.
Sam brunet nie był do końca pewny, co o tym sądzi. Był zawiedziony, wściekły, zdezorientowany i troszkę smutny, chociaż tego ostatniego odczucia nie był pewien.
Co chce z nim zrobić?
Dobre pytanie.
Gav odetchnął głośno i pierwszy raz przemówił.
- Jak sądzisz, co będzie dla niego gorsze? Kara fizyczna typu... ucięcie ręki czy może coś innego? Uzależnienie go od gangu? Sam nie wiem. Przecież śmierć to dla niego nic strasznego. Co go najbardziej zaboli? Chociaż z drugiej strony, to Bashiri chętnie zrobiłby z nim coś ciekawego. - zerknął w dół na węża, który wił się wokół jego nóg.
Nie mówił z przekonaniem. Kompletnie nie miał pojęcia co z nim zrobić, ale wiedział jedno - nie będzie potrafił z czystym sumieniem skrzywdzić tego małego gówniarza.
Czyżbyś go bronił, Gav?
Od kiedy na kimś takim Ci zależy?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Arcanine on 12/5/2015, 23:45
Wzniósł oczy ku górze, jakby zaczął się zastanawiać nad zadanym pytaniem. W gruncie rzeczy to krótka prośba do tego tam... w niebiosach... żeby przysłał mu dodatkowe pokłady cierpliwości. Dziś szczególnie mu ich brakowało, przez co zmęczenie, jakie rano przymykało mu powieki, teraz było nie do zniesienia. Miał wrażenie, że ciało zrobiło się ołowiane, powieki ciężkie, w gardle czuł suchość, niemożliwą do ugaszenia żadnymi atrakcjami. Powoli zsunął wzrok z powrotem na twarz Kundla, przez moment nie robiąc nic poza natarczywym wgapianiem się w niego.
Dlaczego w ogóle pytał go o zdanie, skoro znał odpowiedź?
Nie wydajesz się przekonany, Gav.
Westchnął pod nosem. Niemalże z żalem. Są w końcu osoby, do których nie mógł dotrzeć i Gavran na pewno do tego grona się zaliczał. Z którejkolwiek strony by na niego nie spojrzał, cały czas miał wrażenie, że był obcą osobą, którą kojarzył jedynie z widzenia i plotek. Nigdy z konkretów, które sam uzyskał. W pewien sposób to drażniło ─ jak mała drzazga w gigantycznej ranie. Co lubił? Czego się bał? W czym był najlepszy? Do czego dążył? Wilczur odbił się do ściany i ruszył ku czarnowłosemu, po drodze przesuwając dłonią po zdrętwiałym karku.
JACE! ─ rozległ się nagle głos tuż nad jego głową. Pojawił się i zniknął. Znów pojawił. Znów zniknął. I tak w kółko, wykrzykując jego imię jak cholerną mantrę. JACE! Cisza. JACE! Cisza. JACE!
Oh, zamknij mordę.
Albinos zdjął dłoń z szyi i wyciągnął ją do Gavrana, gdy znalazł się wystarczająco blisko. Wsunął palce w długie kosmyki, opierając dłoń o tył głowy młodszego wymordowanego. W ogóle nie przejmował się tym, że zwierzątko plączące się pod nogami mogło zaatakować, uznając go za agresora. Wyglądało na to, że w ogóle zapomniał o istnieniu bazyliszka. Przyciągnął Kundla do siebie gwałtownie, aż nie oparł twarzy o jego ramię, wtulając nos w materiał czarnej kurtki. Bez znaczenia, jak wyglądało to z perspektywy osoby trzeciej; liczył się fakt, że Growlithe jednym ruchem zburzył mury przyzwoitości, przygarniając do siebie Gavrana jak najbliżej. Oparł zaraz piegowaty, poharatany policzek o bok tego zakutego łba.
JACE!
Zmarszczył brwi.
Co się z tobą dzieje? ─ wychrypiał, wbijając znużone spojrzenie prosto przed siebie; idealnie w jakieś pęknięcie w ścianie. Klatka piersiowa powoli podniosła się i opadła w akompaniamencie wypuszczanego przez zęby powietrza. ─ Jestem twoim opiekunem, więc na mnie polegaj. Dlaczego nic mi nie mówisz?
Przeczesał niespiesznie włosy Gavrana, odsuwając się nieco i opierając wierzch dłoni tuż pod brodą wymordowanego. Unosząc rękę, zmusił go do zadarcia głowy, od razu odszukując jego spojrzenie. Bez krzty krępacji ujął jego twarz w dłonie, by przypadkiem znów jej nie odwrócił i oparł się czołem o jego czoło, zaglądając mu bezczelnie w oczy.
Dlaczego nie patrzysz, gdy do ciebie mówię? Nie odwracaj wzroku. Masz być dumny, nie tchórzliwy. Reprezentujesz mnie, Gav. Naprawdę chcesz, żeby inni byli pewni, że wychowałem same trzęsące kolanami ścierwa? ─ Zmrużył ślepia, obserwując jego mimikę. Nawet najmniejsze drgnięcie mięśnia nie ujdzie teraz jego uwadze. Miał dość wiecznych tajemnic albo tego, że dowiadywał się wszystkiego jako ostatni. Tym bardziej, że nierzadko powody, dla którego wiele przed nim zatajano, były wręcz banalne. Jeśli nie umieli z nim naturalnie rozmawiać, to najwidoczniej sam musiał zacząć wątek. ─ Ostatnio stale się potykasz. Jeszcze moment, a wyrżniesz o ziemię i rozsmarujesz się na pierwszej powierzchni płaskiej. Wtedy nie będzie już nawet czego po tobie zbierać. Słyszałem, że na misji ratowniczej Evendell prawie postrzeliłeś sam siebie. Później przyprowadziłeś do nas Shiona. A teraz jeszcze pobicie przez CATS? Co będzie za moment? ─ Zacisnął na moment szczęki, powstrzymując się przed zdaniem, które aż cisnęło mu się na usta. Znów przełknął to wszystko wraz ze śliną, na moment zaciskając wargi w wąską linię. ─ Nie umiesz sobie radzić? Powiedz mi wszystko. Cholera, po coś tu jestem.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 16/5/2015, 00:36
Nie wydajesz się przekonany, Gav.
Mówisz? A ja myślałem, że to tylko chwila wahania. Nie martw się, zaraz znów stanę się pieprzonym sadystą. Zgwałcimy go, będziemy torturować, aż wreszcie zabijemy.
O to chodziło?
- Chyba nie. - odparł, skupiając spojrzenie na bazyliszku. Jakie on ma piękne łuski! Ten układ na jego skórze jest wprost fascynujący i...
Kroki.
Szybko podniósł głowę, wpatrując się ze zdziwieniem w przybliżającego się Wilczura. Bashiri zasyczał groźnie, jednak Gav uspokoił go ruchem ręki. Brunet nawet nie zerknął na przerośniętego węża - patrzył na swojego przywódcę z mieszaniną lęku i zaciekawienia. Co on zrobi? Chyba będzie chciał uderzyć Kruka.  Właśnie tak myślał Gavran - mimo tego się nie ruszył. Zdawał sobie sprawę, że jeżeli spróbuje uniknąć ciosu, to później będzie gorzej. Oderwał wzrok od jednego z piegów na twarzy Growa i zerknął na wijące się ciało u swych stóp. Wężowi nie za bardzo się podobało, że znany tylko z widzenia osobnik tak władczo się zbliża.Mimo to nic nie zrobił, słuchając swojego pana.
Gav mimowolnie przymknął oczy, widząc, że albinos się zbliża. Sam nawet nie wiedział dlaczego - wyszło to jakoś automatycznie. Jakby nie on sterował swoim ciałem, tylko bliżej nierozpoznany strach. Gavran nie za bardzo sobie zdawał z tego sprawę. Jego obojętność stłumiła inne uczucia, które ponownie rozpalił ten mały gówniarz.
A potem złamał mu serce, rzucając na pożarcie kotom.
Hej... Nope, nope, nope. Wcale nie złamał. Skąd Krukowi to przyszło do głowy? Shion jest wypierdkiem. Nic a nic. To tylko jakiś wredny chłopak, do którego brunet nic nigdy nie czuł. Ta myśl to był żart, właśnie. Tego nigdy nie było.
Zamarł, czując dotyk albinosa. No tego się nie spodziewał...
Otworzył ślepia, ukazując czerwone tęczówki. Czuł się nieco niekomfortowo? No może. Czy powinien zareagować? Jasne. Czy to zrobił?
Cóż.
Każdy pies jest łasy na przyjemny dotyk.
Gavran od razu sobie przypomniał noc spędzoną ze Shionem w swoim pokoju. Co prawda do niczego większego nie doszło, ale sam fakt, że wtedy ten go pocałował...
Zapomnij, zapomnij, zapomnij, zapomnij, zapomnij. Wywal te wspomnienie z głowy. Było, minęło. A i tak wtedy ten mały gówniarz go z kimś innym pomylił...
Po co się tak nim przejmować?
Co się z tobą dzieje?
No niiiiiic. Wszystko jest normalnie. Czy ja wyglądam inaczej niż zwykle?
- Shion mnie dekoncentruje - wypaplał jęzor.
Zdradziecka świnia. No ale cóż, mogło być gorzej...
Gdy Grow złapał go za twarz, zmuszając do spojrzenia w oczy, Gav w pierwszej chwili zamknął ślepia. Po chwili jednak zmusił powieki do podniesienia się; skoro Wilczur chciał, żeby na niego patrzeć - Kruk to zrobi.
Skupił spojrzenie na jednym z piegów zdobiących nos albinosa.
- Policzyłeś je kiedyś? - wymamrotał w odpowiedzi. - Trochę ich jest, musi być ciężko to zli... - przerwał. - Będę się już starał.
Przeniósł spojrzenie na oczy chłopaka. O, ale świetne... Mają różne kolory. Wcześniej jakoś tego nie zauważył. Lub zapomniał.
Dziwne, w końcu to dość mało popularna cecha.
Co będzie za moment?
Dobre pytanie. Sam Gavran nie wiedział do końca, co się z nim dzieje. Ostatnio jakoś mało rzeczy mu wychodzi... Może za bardzo ufa ludziom? Zdał sobie sprawę, że jego dłonie są zaciśnięte w pięści. Natychmiast je rozluźnił i odetchnął głęboko.
- To nic takiego. Poprawię się. Sam... problem już zniknął. - powiedział. Była to częściowo prawda - w końcu jak mógłby myśleć pozytywnie o kimś, kto go zostawił na pewną śmierć?
Bashiri tymczasem krążył wokół ich nóg, co chwilę trącaj łbem to stopę Gavrana, to biodro Wilczura.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Arcanine on 16/5/2015, 01:35
„Shion mnie dekoncentruje.”
Wredny grymas wpełzł na jego usta, wykrzywiając je w kpiącym uśmiechu. Nie potrafi się powstrzymać, nie wspominając już o tym, że nawet nie próbował. Shion faktycznie miał niezłą tendencję do manipulowania osobami, skoro nawet jego samego w pewnym momencie owinął sobie wokół palca. Choć z pewnością nie pałał do dzieciaka takim uczuciem, jak Gavran, było w nim coś, co w pewien sposób ciekawiło. Interesowało na tyle, że gdy drogi wreszcie się rozeszły, miało się ochotę rzucić wszystko w jasno cholerę, zawrócić na rozstaj   i podążyć tuż za nim, chwycić za ramię, szarpnąć do siebie i zmusić, by wybrał drugi kierunek. Ich obu ─ Growlithe'a i Gavrana ─ powstrzymywała ta drobna, ale silna cecha, która nakazywała, by nie robić z siebie desperata, tylko dlatego, że zostało się zaintrygowanym. Choć nie mógł powiedzieć, że Shion go dekoncentruje ─ prędzej po prostu bawi i interesuje ─ to w pewien sposób umiał zrozumieć tego roztrzepanego Kundla.
Słodkie. ─ Nie mógł darować sobie złośliwego komentarza, który od jakiegoś czasu chodził mu już po głowie. Nie był jasnowidzem i do wróżbity Macieja też było mu raczej daleko, ale trzeba być ślepym kretynem, by nie dostrzec tego wiecznego wahania ze strony czarnowłosego; coś musiało być na rzeczy, skoro Gavran wydawał się niezdecydowany. A przecież mowa tu o kimś, przez kogo prawie stracił życie, racja? Nonsens. Powinien wymyślić co najmniej kilka scenariuszy śmierci Shiona. Growlithe cmoknął z przekąsem, bez przerwy patrząc mu prosto w oczy. Brakowało tylko tego, żeby się roześmiał, choć śmiech faktycznie gdzieś tam się w nim zakotłował. Ugrzązł jednak w gardle, gdy wymordowany zacisnął usta w wąską linię.
Problem nie zniknął ─ uściślił, spuszczając nieco z tonu. ─ Początkowo planowałem zastosować się do tradycji. Pewnie nie przeżyłby rytuału odejścia, ale kogo to właściwie obchodzi? ─ Umilkł na moment, ważąc kolejne słowa. Rzadko zastanawiał się nad tym, co powiedzieć ─ jeszcze rzadziej wahał się, czy w ogóle mówić. ─ Ale to początkowo.
Niespiesznie odsunął się od Gavrana, zwracając mu szczątkową ilość tego, do czego powinien mieć prawo, a nie miał ─ do tej cholernej przestrzeni osobistej, której pojęcie najwidoczniej nie istniało w słowniku Wilczura. Zabrał co prawda dłonie, ostatni raz opuszkami palców muskając policzki młodszego wymordowanego, ale wciąż stał niepokojąco blisko, jakby do ostatniej chwili rozważał zrobienie czegoś krępującego.
I pewnie planował, choć robił to raczej nieświadomie. Wręcz automatycznie. Oczy przemknęły na bok, lustrując skrawek małego salonu, a potem powróciły do czarnowłosego, taksując go dokładnie tak, jakby doszukiwał się w nim czegoś nowego. Ignorując kompletnie kwestię piegów, przesunął dłonią po swoim policzku, wznosząc na moment wzrok ku sufitowi. Gdzież by tu zawiesić spojrzenie, co?
Będziesz się starał, hm? ─ wymruczał, wcielając się na moment w rolę potulnego kociaka. Takie mdłe zapewnienia na niego nie działały i nie krył się z tym, że nie był zadowolony. Nie chciał obietnic bez pokrycia. Chciał dowodów ─ niezbitych, niemożliwych do podważenia. W dodatku im szybciej, tym lepiej, choć domyślał się, że poprawa w postępowaniu Gavrana może nie przynieść owoców tak prędko. Mimo wszystko od niechcenia rzucił mętne „dobra”, a potem znów na niego spojrzał. W oczach pojawił się znajomy, błyszczący kurwik.
Została ostatnia kwestia.
A skoro nie chcesz być katem, to ja nim zostanę. Co ty na to? Shion jest całkiem interesujący, co? I ma ładny pyszczek.
Aluzja aż biła w twarz, co? Przywódca wzruszył lekko wątłymi ramionami, jakby podobne stwierdzenia rzucał w związku z każdym możliwym egzemplarzem, co przez wzgląd na ostatnie wydarzenia, wcale aż tak bardzo nie mijało się z prawdą.
Cisza przesypała się między palcami, aż w końcu Wilczur mruknął coś pod nosem. Wyciągnął rękę i poklepał nią Gavrana po ramieniu, niemalże w kumpelskim geście.
Nauczę go porządku.

// @Grow: zt. Potem Grow wziął swoje szanowne cztery litery i wyszedł, jakby nigdy nic.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 23/5/2015, 15:04
Tu będzie post, jak Gavran próbuje ukryć zdenerwowanie i fakt, że Shion go obchodzi. I też [z.t] |:





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 21/9/2015, 20:13
Wpadł zdyszany do salonu zakrywając świeżą ranę, z której toczyła się krew i klapnął na fotelu z impetem.
Rana raną, ale zebrania nie ominie.
Spojrzał po obecnych zmęczonym wzrokiem i spytał krótko.
- Ma ktoś plasterek? Najlepiej z Hello Kitty, najdłużej trzymają.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Nove on 26/9/2015, 14:59
Wpadła do salonu wykrzykując coś w języku włoskim - i tak, najpewniej miało to być powitanie całej grupki. W końcu nieco się spóźniła, powinna być cała banda.
Ale był tylko Fenrir. Przynajmniej na razie.
- Cała armia, jak widzę? Boże, Boże, Fen, a Tobie co znowu? Nieudane wyrywanie panienek w pobliskich kasynach, czy jak? - zagadała na szybko i przyjrzała się mu, szukając po kieszeniach jakiegoś ładnego plasterka.
A w tle gdzieś czaił się Etyl. Znaczy się, Ethel.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Gość on 26/9/2015, 16:00
- A znasz lepszą armię niż ja sam? - Zapytał śmiejąc się, choć pytanie było całkowicie poważne. Wiedział, że jeżeli dostałby również poważną odpowiedź to znalazłby takową armię i udowodnił swoją rację w typowy dla niego sposób.
- Nah, trzech z CATS mnie zaatakowało, jeden jak widać był sprytniejszy od pozostałych. - Powiedział szczerząc się do niej niczym 12-latek nieświadomy brutalności świata, czyli taki, który dostał smacznego cukierka od pedofila.
Pozwolił Federice zając się jego raną w międzyczasie rozglądając się za resztą.
Skinięciem głowy przywitał Ethel i chwile później ponownie wlepiał patrzałki w Nove.
Kiedy skończyła swój "zabieg" cmoknął ją w polik i podziękował ładnie dając jej lizaka. Normalnego oczywiście.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Nove on 26/9/2015, 16:20
- Weź jeszcze Kirina pod pachę, wtedy zamiast jednoosobowej armii będzie duecik marzeń. - odpowiedziała, zdejmując maskę z twarzy.
Zaraz potem schowała ją do torby, po czym wyciągnęła przeuroczy plasterek dla przeuroczego Dobermana.
- A już myślałam, że uraczysz mnie jakąś ciekawą opowieścią o swoich miłosnych podbojach, Fen... Zawiodłam się na tobie. - mówiąc to, starała się nie ryknąć śmiechem w najgorszym momencie. Ciężko było teraz utrzymać powagę.
W czasie bardzo skomplikowanego zabiegu, Eth spojrzała na nich i odpowiedziała tym samym w stronę Fenrira, po czym usiadła w kącie pod ścianą. Cóż za chęć poznawania innych, medal dla tej pani.
- Przyjmuję. I jedno, i drugie. - uśmiechnęła się, a następnie rozejrzała - Dobra, powaga na pięć minut. Ktoś chciał, żebyśmy tu przybyli, tak? Gdzie w takim razie reszta? Bo tłumów to tutaj raczej nie ma.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 11 Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

Powrót do góry