Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Arthur on 07.09.18 1:10
Mógłby to rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Serio. Fakt, że były daleko, ale czasem popylał jak dyliżans do butowego półwyspu, a potem jeszcze wracał, do Bieszczadów było znacznie bliżej, jeśli wziąć pod uwagę trasę, którą zwykle się poruszał. Bo tu najwyraźniej nikt nie da mu w życiu spokoju, albo kogoś mocno poturbuje zanim się wreszcie odczepią. Słyszał kroki, słyszał jakieś obijanie się o ściany, ale sądził z początku, że gdzieś go ominą, odbiją się w drugą stronę korytarza i zaraz znikną. Ale nie. Jakże by tak mogło być? Oczywiście, że to akurat jego ktoś musi poirytować mocniej, bo akurat postanowił wrócić na włości. Zawarczał, nawet nie sprawdzając kto go zaszczycił, a w sumie mógłby, bo tego zakazanego pyszczka to dawno nie mieli okazji podziwiać. Z początku gadzina siedział bawiąc się jakąś śrubką przy nadgarstku, bo i tak nie miał użytku z dłoni z ziejącą dziurą po wbitym nożu. Jego własną dłonią, no... Co za kuzyn wredny! Tak go zmuszać do zrobienia przeglądu szybciej, jakby w ogóle miał zasoby, czas i mechanika pod, heh heh, ręką. Fioletowy jęzor odruchowo wysunął się, kiedy było już pewne, że osoba rozbijająca ściany jednak nie odbije się stąd gdzieś indziej. Zapach coś mu mówił, ale obecnie dzwoniło w jakimś bardzo odległym kościele. Choć głos dawał spore podpowiedzi.
- Grow - burknął krótko znacznie zmienionym i nienaturalnym dla siebie tonem. Był zachrypnięty i brzmiało to raczej jak warknięcie niż słowo. - Fajnie, że żyjessssssz, a terassssss ssssssspadaj - wysyczał charkliwie, starając się nie rzucić w nią butem albo nawet i ręką, której jeszcze póki co nie udało mu się rozmontować na części pierwsze. Właściwie nie poradził sobie nawet z tą pierwszą śrubką, a jeden z palców wysyłał dziwne, trochę dziubiące sygnały. Fajnie było (prawie) nie czuć złamań.
Ugryź ją. Dźgnij. Walnij. Rzuć o ścianę, zachęcały Głosy, które znowu zadomowiły się w głowie. A myślał już, że je wygonił tam w barze, kiedy namawiały do tego samego wobec Wilczura. Z jednej strony fajnie, że nie był sam, bo te jego złowieszcze wersje siedziały sobie czasem cichutko, a czasem głośno, ale teraz na serio wolałby być sam. Tak konkretnie całkowicie sam, a nie sam na zasadzie, że nie słyszy szeptów czy włoskiego nawijania obok. Tym razem nie miał już siły powstrzymywać szeptu, nie miał też powodu. Został sam, bo nawet kuzyn był tępym chujem, jak się ostatecznie okazało. Głosy chociaż nie pytały tylko rozumiały.
Ratler podsunął nogi pod brodę, objął je rękami, choć prawa wyraźnie odmawiała rozkazów na długości całej dłoni. Zacisnął palce na materiale spodni, czując pod spodem metal. Igiełki przeszyły palec, rozeszły się gdzieś do nadgarstka i zniknęły. Wystarczyło przeczekać najgorsze, tak przynajmniej mu się zdawało. Choć było ciężko, kiedy wszystko zaczynało go dodatkowo swędzieć, jakby oblazły go jakieś paskudne stworzonka.


Japoński | Włoski | | Głos | | ಠ_ಠ


They can take my heart, they can take my breath
When they pry it from my cold, dead chest!
avatar





Arthur
Ratler     Poziom E
GODNOŚĆ :
Zło przeklęte w kurdupla zaklęte.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Nove on 08.09.18 17:32
W tej chwili prawie wszyscy mogliby walić wszystko i jechać w Bieszczady, więc tak naprawdę Arthur mógłby ją zabrać ze sobą na wycieczkę. Naprawdę, statystycznie każdy Bernardyn ma dość swojej roboty pięć minut po powrocie do kryjówki i to sprawiało, że często tworzyli scenariusze rodem z horrorów, gdzie cała ich grupa na raz wypieprzała na drugi koniec Desperacji i oglądali jak kryjówka staje w płomieniach, bo nagle połowa gangu pada jak dosłowne psy przez brak lekarzy. Byłaby to apokalipsa na takim poziomie, że może by się nawet coś ogarnęło! Zbudowaliby jakiś inny gang na zgliszczach starego i śmieliby się w ich własne kości, że zjebali na potęgę i teraz mogą pluć na nich hen tam, w górze, bo raczej na aniołów ich nie przyjmą.
Niestety, to były tylko dziwne teorie spiskowe i sny medyków, którzy czasem miewali po prostu dość.
Gang trzymał się zaskakująco dobrze (jak zawsze), ludzie jeszcze jakoś dychali (prawie jak zawsze), rozwalali też stoły i syczeli na każdego, kto tylko się zbliżył, bo prawdopodobnie uwalili się równo zanim zastanowili się, czy nie lepiej jednak by było przespać tego wszystkiego (klasyk).
Włoszka wywróciła oczami, kiedy usłyszała odpowiedź na swoje pytanie. A więc szanowny Wilczur również wciąż żył i najwyraźniej dobrze się bawił wkurwiając własnych ludzi. Ile razy wezwaliśmy już klasykę, trzy razy? Cholera, tutaj nigdy nic się nie zmieniało. Czekać jak usiądą w kółeczku i zaczną sobie, kurna, Mozarta puszczać, bo srają taką klasyką, że każdemu płyta zacięła się ze sto lat temu.
Z Tobą włącznie, pierdolisz jakbyś się naćpała... O, czekaj, trzeba było wziąć więcej towaru od kultystów.
Niedoczekanie Twoje.
- Zajebiśście, koleśśśś - odpowiedziała z przekąsem, wzruszając ramionami - To nie moja wina, że mu się dajesz, przecież nie od dzisiaj wiadomo, że Grow to jeno ma talent do wkurwiania każdego w promieniu co najmniej jednego kilometra. Co znowu wymyślił?
Hej, przy niej może się wygadać. Prawdopodobnie też go zdoła wkurzyć do tego stopnia, że reszta Psów będzie musiała wypierdzielać z kryjówki, która zacznie się trząść przy dwójce wkurzonych Włochów, ale przynajmniej mieliby jakiś teatrzyk! DOGS bez teatrzyków jest tak nudny, że nic tylko iść się zapić. Albo zabić. Ewentualnie można też przywalić komuś.
- Dajesz, wygadaj się włoskiej koleżance, nawet cię może wysłuchać. Okazja, nie ma kurna co.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Arthur on 12.09.18 13:16
Nie żeby coś, ale nawet Arth zastanawiał się jakim cudem Psy jakoś trzymają się całkiem nieźle, choć z co drugiej misji wracali ledwo żywi. On chyba nawet zresztą pobijał rekordy bycia jedną nogą w grobie, a ilość opierdolek od Skoczka przekraczała miesięczne normy całego gangu. Potem jeszcze groźba, że jeszcze raz to coś tam, próba zmuszenia go do zdania raportu, nawet jeśli w sumie nie był na misji tylko napierdalał się z kimś pod barem. Standard. I klasyk. Pewne zachowania były już w tej pseudo organizacji już jak nawyki i odruchy bezwarunkowe. Po prostu musiały się odbyć i tyle.
Zmrużył jadowicie zielone ślepia o pionowych szparkach zamiast źrenic. Czy ona właśnie go przedrzeźniała? Ładnie to tak było śmiać się z kolegi z wadą wymo... z genetycznym popierdoleniem umysłowym? Warknął, ściągnął lewego trampka i cisnął w nią na odpierdol, nawet nie dbając czy trafi. Chciał tylko tyle, żeby się odwaliła, pozwoliła mu być w spokoju lekko najebanym i żeby mu kiedyś wreszcie sam wkurw przeszedł.
- Żebym znalazł ssssssobie innego karła do pary - syknął wściekle. Odwrócił głowę, wbijając wzrok w ścianę przed sobą. Miał ochotę ją przebić i stworzyć trzeci "malutki salon", najlepiej czyjąś głową. Wyrwaną razem z kręgosłupem. Przy okazji załatwiłby kwestię malowania ścian pokrywając je czerwienią krwi i różową papką zrobioną z mózgu.
Jesteś niski. Twoja siostra była niska. I nie żyje. Jaki wniosek?, chichotał głos, jeszcze bardziej podkurwiając Ratlera. Blondyn odchylił łeb, oparł go o kanapę, spojrzał w górę. Nagle się uspokoił, tak totalnie z dupy, jakby w jednej chwili zmienił wyznanie i stał się tybetańskim mnichem. Oczy zrobiły się trochę bardziej wilgotne niż zwykle.
- Aya nie żyje. Jebany nie powiedział mi od razu tylko poczekał na najlepszą chwilę, żeby zjebać nasz wypad do baru - oznajmił cicho, opuszczając powieki. Czuł się beznadziejnie, nagle opuściła go cała siła. Najlepiej byłoby mu teraz wpełznąć pod jakiś mebel i siedzieć tam aż zdechnie z głodu. Może tak byłoby najlepiej? Przecież i tak każdemu jedynie przeszkadzał, z przywódcą gangu na czele. Był bezużyteczny, nie potrafiąc nawet zaopiekować się siostrą. Co z tego, że siostra była w tym samym wieku i od dawna decydowała o sobie. Zjebał po całości.


Japoński | Włoski | | Głos | | ಠ_ಠ


They can take my heart, they can take my breath
When they pry it from my cold, dead chest!
avatar





Arthur
Ratler     Poziom E
GODNOŚĆ :
Zło przeklęte w kurdupla zaklęte.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Nove on 24.11.18 0:18
Żywotność Psów jest już od wieków legendarna - jeżeli ktoś umierał, to naprawdę los musiał mieć okropnie zły humor tego dnia. Problem w tym, że jak komuś rzeczywiście udało się przekroczyć bramy niebios, to nastrój w kryjówce leciał tak do dołu, że stypa sama się przygotowywała. Bez ich pomocy, za darmo. Serio.
Sama z tego powodu nie była zadowolona, bo wciąż pamiętała akcję, gdzie Gavran zdychał na jej własnych oczach. To jest najlepszy cios w policzek jaki można zadać lekarzowi - on zapierdala, a pacjent i tak kopie w kalendarz.
Niemniej jednak lepiej było o takich rzeczach nie myśleć, kiedy miało się kolejnego naburmuszonego Psa obok siebie. Psychologiem nie była i nigdy nie zostanie - była tylko wróżką do wina kiedy udawało się kopnąć Raję do roboty - ale mogła przynajmniej próbować utrzymać się przy życiu i wyłowić nieco smutków Arthura, co by przynajmniej nie siedział w sam w tej niedoli. Dlatego też głupio go przedrzeźniała z czystej złośliwości.
Dobra robota, Nov.
Jej brew powędrowała do góry, kiedy usłyszała jego odpowiedź. Nie no, szefie, jak zwykle nie dajesz zbyt przyjaznych rozkazów, a ona z tego również nie stworzy pełnej historii godnej pisarza stulecia. Będzie pisać tę linijkę pół swojego życia, zanim ułoży z tego pełen scenariusz. Bez większego przejęcia, Włoszka powoli usadowiła się na podłodze niedaleko Ratlera, zachowując jednak bezpieczną odległość. Koleś wciąż był wściekły.
"Aya nie żyje."
Kimkolwiek ona jest, nie kojarzyła tego imienia. Zachowała to jednak dla siebie i spoważniała nieco, pozwalając mu na dokończenie drugiego zdania. Procent ludzi zdychających jak szumowiny był wysoki, aczkolwiek dalej kuł w serce gdy się kogoś znało.
- Typowy Wilczur, cholera - odpowiedziała dopiero po chwili spokojniejszym tonem, spoglądając na Arthura  z delikatnym, w żaden sposób nie wyzywającym uśmiechem na twarzy - Sorry za rozgrzebywanie. W takich sytuacjach serio ma się ochotę rozpierdolić połowę kryjówki, huh.
Coś w tym było. Poczucie beznadziejności i braku siły robiło wiele złego w życiu. Ale się dzisiaj dobrali.

//Przepraszam za tak długi czas na odpis, już się poprawiam! D:



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Arthur on 04.12.18 10:47
Trzymanie się życia tak kurczowo jak DOGS to chyba już było coś w stylu supermocy. Wiecie, jak Superman strzelający laserami z oczów, Thor władający piorunami. Gang bawił się chyba w Deadpoola, skoro nie potrafił zginąć nieważne jak bardzo by się starał. Z innej strony byli też odrobinę Hydrą - utnij jeden łeb to jeszcze parę wyrośnie i pogryzie po dupsku. Dziw brał, że naprawdę jeszcze po tylu latach nie wyrżnęli się nawzajem, zwłaszcza, że medyków potrafiło wywiać albo byli tak zajęci, że się każdym na pewno nie zajmą.
Jakby nie patrzeć, sama obecność Nove pomagała. Uspokoił się trochę, a przynajmniej przeszedł z fazy "rozpierdolę wszystko" do fazy "rozpierdolę wszystko, ale najpierw emo". I mógł pogadać w spokoju zamiast się wysilać z jakimś obcym, powalonym językiem z krzaczkami. Nawet sobie nie wyobrażacie jak japoński Arthura wkurwiał - po tylu latach dalej umiał zaciąć się w środku zdania, bo wypadło mu ważne słowo, albo musiał obchodzić zdanie szerokim łukiem, żeby tylko się nie zaciąć. Dlatego na ogół mówił mało, prosto i kończył wypowiedzi jak najszybciej. To wcale nie wina głosu, którego też nienawidził. Po prostu irytowało go jakieś "cing ciangowanie".
- W przypadku własnej kuzynki mógł być chociaż odrobinę bardziej... nie wiem, delikatny czy coś. Wiedział chuj jeden złamany, że ją kochałem. Kurwa, jak miałbym nie kochać własnej bliźniaczki? - westchnął ciężko, przygryzł dolną wargę kłami. Skóra ugięła się na tyle, że zaledwie milimetry dzieliły ostre zęby od przecięcia jej. - Nigdy nie czułem się tak bardzo źle. Jak nigdy nic mnie nie bolało, bo i nie mogło, tak teraz mam wrażenie jakby coś próbowało mnie zmielić żywcem od środka.
Ścisnęło go w sercu i w gardle. Spojrzał na rękę noszącą ślady po spotkaniu z przywódcą. Schował odrobinę wystające kły. Był bezużyteczny zarówno jako członek społeczności jak i członek gangu. W ogóle z niego był członek. Złamany. Rodzinnie, jak po Growie.
- Udałoby ci się jakoś poskładać mi dłoń? Przyda się jak pójdę mu wpierdolić.


Japoński | Włoski | | Głos | | ಠ_ಠ


They can take my heart, they can take my breath
When they pry it from my cold, dead chest!
avatar





Arthur
Ratler     Poziom E
GODNOŚĆ :
Zło przeklęte w kurdupla zaklęte.


Powrót do góry Go down


Re: Mały salon

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Powrót do góry