Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Nie Mar 12, 2017 7:54 pm
Miał nieprzekonaną minę.
Sullivan był znany ze swojej bezpośredniości, której zresztą wielokrotnie dawał upust w dość nieświadomy sposób. Szczerość figurowała na samym szczycie jego uwydatnionych cech. Jeżeli coś mu się nie podobało, rzucał odpowiedni komentarz bez najmniejszego skrępowania. Czy był kulturalny czy obraźliwy; nieważne. Mówił, co myślał, nie bacząc czy przypadkiem nie wpakuje swojego chudego tyłka w jeszcze większe tarapaty. Sytuacja ulegała diametralnej zmianie, gdy wyrażone zdanie miało dotyczyć czegoś głębszego, niż niezadowolenie czy ulotną radość. Kiedy myśli zaczynały skupiać się wokół jego osoby, dotykając jej w dość wnikliwy sposób, przestawał być taki chętny do szczekania. Jakby nie patrzeć, właśnie odkrył przez Christopherem jedną ze swoich słabości. Pokazał, że coś potrafi go męczyć w sposób bynajmniej nie fizyczny. Mówienie o podobnych rzeczach sprawiało mu wyraźną trudność, ponieważ czuł wówczas, że pogarsza swoją opinię w oczach innych. Jasne, może zazwyczaj niekoniecznie zależało mu na wyrobieniu sobie odpowiedniego zdania u jakichś losowych osób, ale bycie w czyichś oczach chamem, a bycie po prostu kimś słabym – ogromna różnica.
Słuchał Christophera z najwyższą uwagą, czując, że po prostu potrzebuje takich słów. Nie był kamieniem i jakieś uczucia miał, więc dobrze było je najzwyczajniej w świecie uspokoić poprzez zwykłe, ludzkie wyżalenie się. Niemniej wyglądał na wyraźnie speszonego torami, na jakie zbiegła rozmowa. Nie czuł się pewnie, co mogło kontrastować z jego bezczelnością, której dawał upust chwilę wcześniej. Oczywiście daleko mu było do zaczerwienienia, trzęsących się rąk czy drżenia całego ciała… bądź co bądź czasami subtelny dyskomfort widziany w czyichś oczach potrafił być bardziej dosadny.
Pokiwał delikatnie głową, uważając, by nie zakłócić tym gestem fryzjerskiej pracy sekretarza.
- Chyba w ogóle nie powinien się nad tym zastanawiać. – … i przejmować. Zrobił kwaśną minę. – Szczególnie, że przecież sam wiem, jak to jest. Przede mną zniknęła masa osób, o których też nieszczególnie myślałem dniami i nocami, gdy sam ginąłem wśród codziennych obowiązków. Ale, wiesz… to zawsze jest trochę inaczej, kiedy jesteś po tej drugiej stronie. – rzucił, może trochę uspokojony, chociaż to niekoniecznie tak, że wszystkie jego zmartwienia zniknęły jak za odjęciem ręki. Kurt najprawdopodobniej potrzebował czasu, aby po prostu oswoić się z tym, że nie był już dłużej odizolowany od własnej rodziny.
„Nie zapomniałem o tobie.”
Uśmiechnął się słabo, dając Chris’owi dokończyć rozpoczęty wątek. Podjął się odpowiedzi dopiero, gdy zapadła stosowna cisza.
- Ja też nigdy bym o tobie nie zapomniał. - pokiwał z powagą głową. – Wyrzucenie tak paskudnego pyska z pamięci byłoby niełatwym zadaniem. Prawie niemożliwym. – pokusił się o kąśliwości, powoli przywracając sobie na twarz dawne zuchwalstwo. – Nie powtarzaj nikomu tego, co ci teraz powiedziałem. Nie o pysku, to wszyscy wiedzą. Nie chciałbym, aby ktokolwiek myślał, że targały mną podobne rozważania. – dodał niemal natychmiast, dość swobodnym tonem, aczkolwiek sformułowanym na tyle dobitnie, by dać Skoczkowi do zrozumienia, że była to poważna prośba.
- Huh, wiem, że będzie. Growlithe jest akurat niezniszczalny. Jeżeli jest przytomny i kontaktuje, to po prostu do niego wbij i załatw, co masz do załatwienia. – rzucił chyba z największym przekonaniem, na jakie było go stać. Znał Wilczura odkąd miał piętnaście lat i po prostu nie potrafił wyrobić sobie o nim innego zdania. Co prawda niekoniecznie kwapił się, żeby idealizować postać Wilczura, ale zawziętości w pozostaniu żywym nikt nie potrafił mu odmówić. A co do odwiedzin bez zapowiedzi… być może Skoczek był mniej bezczelny, niż Kurt, jednak zwiadowca najprawdopodobniej byłby w stanie przerwać liderowi w absolutnie każdej wykonywanej czynności, jeżeli tylko uznałby, że potrzebuje jego zdania na już-zaraz-natychmiast.
- Jak ci idzie to strzyżenie? Dużo jeszcze zostało? - poprawił się na worku, próbując wyłapać kątem oka sylwetkę sekretarza – Swoją drogą, chciałbym się gdzieś jeszcze przejść. Sala treningowa była pierwszym przystankiem, a ja jestem ciekaw czy coś się zmieniło w innych pomieszczeniach. No… i nie chce mi się dłużej siedzieć w jednym miejscu. Chciałbyś mnie później oprowadzić po siedzibie albo chociaż pójść do jakiegoś innego pokoju? – być może w towarzystwie Skoczka, przechadzka wyjdzie Chartowi o wiele sprawniej, niż gdy toczył się przez wąskie korytarze w samotności.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Skoczek on Nie Mar 12, 2017 8:01 pm
......Jakby nie było, oboje w pewnym sensie wciąż pozostawali ludźmi, niezależnie od tego, jak bardzo S.SPEC chciało temu zaprzeczyć. Nawet jeśli w oczach miastowych wymordowani byli potworami, tak jednak nie można było powiedzieć, że są "naturalnie źli". Po prostu aktualna sytuacja wymusiła na nich pewne zachowania, a obliczu olbrzymiego głodu, katastrofy i innych nieprzyjemnych czynników, w każdym człowieku budziły się pewne pierwotne, często egoistyczne instynkty. Nie zmieniało to faktu, że lepiej kontrolujący się wymordowani posiadali już emocje. Uczucia. Dlatego Chris wcale nie był specjalnie zaskoczony tym, że jego przyjaciel przeżywał właśnie drobne załamanie. Składało się przecież na to wiele czynników, nie tylko same słowa wypowiedziane przez Hitoshiego (którego notabene Pudel musiał odnaleźć i wymusić złożenie raportu, choć i tak wyglądało to już lepiej niż na samym początku... no, powiedzmy, że było lepiej), ale również to, co musiał przeżyć i odczuwać podczas tych dwóch lat, kiedy był uwięziony. Jednocześnie problemem był fakt, że Ailen nie był przyzwyczajony do zgłaszania jakichkolwiek zażaleń, co również zapewne wzmagało jego dyskomfort, a więc automatycznie utrudniało tą rozmowę. Uczucia są skomplikowane, nie można pstryknąć palcami i usunąć niekomfortowej emocji.
- To naturalne odczucia. Poza tym ludzki mózg ma to do siebie, że często zaczyna gonić za króliczkiem. Jak przejdzie ci po głowie jakaś nieprzyjemna myśl, odruchowo łapiesz się jej i podążasz za nią, często dodając do tego jeszcze następne i następne problemy. A im bardziej nie chcesz o czymś myśleć, tym bardziej mózg podsyła ci ten obraz. Podobnie jest z emocjami. To normalne, że w tej sytuacji możesz czuć pewien żal, dyskomfort, może nawet zawód - Pudel pozwolił po raz kolejny prześlizgnąć się włosom Charta między palcami. - Niestety na pewne sytuacje po prostu nie mamy wpływu. Z czasem przyjdzie akceptacja, ale póki co musisz po prostu zauważyć, że ci, którzy cię znają, cieszą się z powrotu. Mogą okazywać to subtelnie, mogą sprawiać wrażenie, jakby nic nie zauważyli, ale po dwóch latach twojej nieobecności po prostu nie wiedzą, jak się zachować. Inna część po prostu przyjmie to do porządku, a jeszcze inni mogli nawet tego nie zauważyć. Pamiętaj, że mamy tutaj paru długowiecznych, dla których dwa lata to krótki okres czasu. A pewnych rzeczy im nie uświadomisz.
Potargał czuprynę chłopaka, chcąc zobaczyć, jak mniej więcej się prezentuje. Słuchał kolejnych słów przyjaciela, ale w pewnym momencie skrzywił się wyraźnie.
"Wyrzucenie tak paskudnego pyska z pamięci byłoby niełatwym zadaniem."
No co za bezczelny polip.
- Ja mam twarz, a ty masz pysk, Ailen - uściślił. - Zresztą na twoim tle ja prezentuję się niczym modelka z wybiegu, więc nie bądź taki hop siup do przodu. Przecież wiesz, że i tak bym nikomu nie powiedział. Mam swój rozum. Wiem, co można puszczać w obieg, a co powinno zostać tajemnicą lub też, tak jak w tym wypadku, po prostu między nami.
Chris'owi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Przeszedł jednak na odrobinę swobodniejszy ton, by nie pogorszyć jeszcze bardziej humoru Charta, który i tak jak na razie nie był zbyt dobry i stabilny. Kolejne słowa sprawiły, że Pudel jedynie przewrócił ślepiami, wyginając przy tym wargi w mało wesołym uśmiechu.
- Zajdę do niego po spotkaniu z tobą. Choć wpierw powinienem zahaczyć jeszcze o pokój Rebekah. Wolę zdusić pewien problem w zarodku, chociaż wątpię, by Growlithe tak po prostu wybaczył jej pewną niesubordynację. Zresztą, nawet nie wiem, jak to dokładnie wyglądało - westchnął cicho, zabierając się za grzywkę Charta.
Fakt, był nieco mniej bezczelny od Kurta. Z drugiej strony, sam widok Wilczura wyzwalał w nim wszystko, co najgorsze. I chociaż publicznie w ogóle nie szczekał, nie marudził, generalnie był przykładem dobrze wykonującego swoje obowiązki Psa, tak gdy zostawał z Growlithe'm sam na sam... po prostu szlag go trafiał i musiał cedzić słowa przez zęby. Miał wybitne uczulenie na tą jednostkę, w jego towarzystwie praktycznie zawsze czuł się niekomfortowo. A pomimo tego braku sympatii wobec sylwetki przywódcy, wciąż pozostawał lojalny, bo choć nie zgadzał się z wieloma rozwiązaniami Wilczura, tak jednak wiedział, że bez niego DOGS miałoby się znacznie gorzej. Skomplikowana relacja.
- Już kończę, jeszcze tylko ostatnie poprawki i może zaczniesz przypominać człowieka. Co prawda sama fryzura niewiele ci pomoże na twoją marną urodę, ale przynajmniej nie będzie przeszkadzać podczas chodzenia - nie był mistrzem ciętych ripost, ale czasami pojawiała mu się ta nuta złośliwości w głosie.
Skrócił grzywkę, by nie wpadała Ailen'owi do oczu, podciął jeszcze tu i tam, a na koniec poczochrał jego włosy, by nadać im trochę nieładu. Teraz jeszcze tylko musiał posprzątać, ale to za chwilę.
- Widzę, że kusisz los. Jeśli Jekyll nas złapie, to marnie się to dla nas skończy - mruknął, kładąc dłonie na ramionach Ailen'a. - Chętnie ciebie oprowadzę, ale może w bardziej sprzyjających okolicznościach. Jeśli myślisz, że nie widzę twoich problemów z płynnym chodzeniem, to się mylisz. Uważaj, bo jeszcze przebijesz mnie, urodzoną fajtłapę. Może na dzisiaj koniec wycieczki, za to jutro, jeśli będziesz miał siły po dzisiejszej przechadzce, zabiorę ciebie na jakiś obchód po siedzibie. Chyba że naprawdę nie usiedzisz dzisiaj w jednym miejscu, to wtedy na bank nie zostawię cię samemu sobie.
Miał co prawda trochę rzeczy do zrobienia, ale przecież mógł raz na jakiś czas urwać się z natłoku zajęć. W końcu nikt nie monitorował jego pracy (za to on monitorował pracę wszystkich).


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Nie Mar 12, 2017 8:01 pm
„Ja mam twarz, a ty masz pysk, Ailen.”
Rzucił mu odrobinę żywsze spojrzenie, ciesząc się, że rozmowa powoli odbiega na inne tory. Nie wyglądał na szczególnie przejętego drobną poprawką Christophera. W zasadzie prędzej byłoby mu to nieznośnego szczuna, który tylko czekał aż wątek wyzwisk pociągnie się w dalszą stronę, by mógł bez skrępowania iść w tym kierunku. Mimo wszystko nie oblał go kolejnym wiadrem złośliwości, ponieważ trochę bardziej zależało mu, żeby go wpierw dokładnie wysłuchać. Sekretarz był skończoną gadułą, więc Kurt musiał wyrobić sobie pokorny odruch słuchania, by przebrnąć przez każde jego zdanie bez najmniejszych strat w słowie, za to z pewnością nie wyzbył się wymownych spojrzeń napakowanych subtelną kąśliwością.
- Rebekah wykazała się niesubordynacją? – przeszedł na bardziej neutralny wyraz, wyzbywając się złośliwych ogników. Niesamowicie go irytowało, że teoria rzadko kiedy przekładała się u niego na praktykę. Teoretycznie wiedział co piszczało w trawie, a praktycznie zawsze wychodziło na to, że nie kojarzył absolutnie niczego. Może Skoczek już mu powiedział, ale zapomniał? Skrzywił się na samą myśl, dopuszczając do siebie informację, że mogłoby to być całkiem prawdopodobne. Pierwsze dni jego pobytu opierały się na spaniu, jedzeniu i gadaniu o rzeczach, o których nie chciał gadać. Ten tydzień lub dwa trochę mu się ze sobą zlały, a i już w pełni sił miał to do siebie, że wolniej łączył wątki, więc nic dziwnego, że teraz wykazał się takim zdziwieniem. – Co zrobiła? – od razu zakładał najgorsze, co było widać wręcz namacalnie w oziębłości jego spojrzenia.
A później Skoczek spróbował go obrazić.
Parsknął, najwyraźniej w żaden sposób niedotknięty słowami przyjaciela. Nieszczególnie przejmował się swoim wyglądem, więc wszelkie uwagi go dotyczące spływały po nim jak po kaczce (z małymi wyjątkami, bo akurat nogi mógłby mieć dłuższe). Dużą rolę odgrywała tu też pewność siebie. Uważał, że był dostatecznie urokliwy dla osób, przed którymi zależało mu takim być. Nikt nigdy nie narzekał, że całował brzydką twarz, więc czym miałby się przejmować?
- Nie będziesz sam skracał sobie włosów? Też trochę zarosłeś, a jak mówiłeś, długie włosy przeszkadzają w chodzeniu. Przecież nic nie może cię rozpraszać na wybiegu, modelko. – wyszczerzył w jego stronę zęby, nawet kusząc się o delikatne pociągnięcie jednego kosmyka włosów sekretarza, który wychylił się ponad szereg innych. Szybko schował kły pod wargami, zapominając, że nadmierne naciąganie skóry twarzy, nieprzyjemnie ściągało ogromnego sińca na szczęce.
Kusił los…?
- Mam to gdzieś. Przecież chodzę nogami, a nie ramieniem. – rzucił, ponownie krzywiąc się z odrazą na samo wspomnienie Jekyll’a. Co prawda ze stopami też miał problem, ale uznał, że jeżeli lekarz miałby się o coś wkurzać, to o nadwyrężanie wcześniej wspomnianego ramienia, a nie nóg. Ręka wciąż posłusznie leżała w bandażu, zwolniona ze wszelkich prac – co było diabelnie trudne, zważywszy na to, że była to ręka wiodąca – więc w zasadzie Kurt nie widział żadnego problemu.
„Chętnie ciebie oprowadzę,”
Aż wyprostował się z uśmiechem…
„ale może w bardziej sprzyjających okolicznościach.”
… by zaraz zrobić żałośnie zawiedzioną minę, stopniowo przywdziewając się w ponury nastrój.
- Nie jest ze mną wcale aż tak źle. Jestem pewien, że dotrzymałbym ci krokuprzynajmniej jakbym bardzo, bardzo się postarał… i wyhodował nową parę kończyn…Nie odsyłaj mnie z powrotem do tego nudnego pokoju. Wiesz jak ciężko jest nic nie robić przez bite kilka tygodni? Ile można spać albo leżeć i odbijać kamyki o ścianę? – pokręcił z goryczą łbem - Może ja mógłbym ci potowarzyszyć i pójść z tobą do Growlithe’a? Nie widziałem go jeszcze, a choćbym miał siedzieć w tle i słuchać o jakichś pierdołach, uwierz mi, że to byłoby sto razy lepsze, niż kolejny sen.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Skoczek on Nie Mar 12, 2017 8:05 pm
......Niewątpliwie Chris charakteryzował się tym, że mówił dużo. Wręcz bardzo dużo. To było już powszechnie znane, a większość Psów, chcąc nie chcąc, przyzwyczaiła się już do tego. Czasem innym osobom ciężko było nadążyć za tempem jego wypowiedzi, tym bardziej, że im więcej słów wylatywało z jego ust, tym bardziej się nakręcał i ekscytował, co prowadziło również do zwiększenia szybkości wypowiadanych zdań. Niektórzy jednak albo nie zwracali na to uwagi, albo po prostu nadążali za tokiem jego myślenia, ignorując obszerną gestykulację blondyna. Cóż, teraz jego machanie rękami ograniczało się do ogarnięcia włosów Charta (nie chciał mu przypadkiem odciąć uszu), choć nie ulegało wątpliwością, że kusiło go wprowadzenie jakiejś żywszej mowy ciała do rozmowy. Tym bardziej, że jego przyjaciel zawsze miał tendencję do zadawania dramatycznych pytań, a gwałtowne uniesienie rąk do góry oraz przewrócenie oczami byłoby idealnym uzupełnieniem do najbliższej wypowiedzi Pudla.
- Nie wiem co dokładnie się stało - lekkie poirytowanie w głosie, bo w końcu ponoć potrafił się dokopać do każdej informacji, a tutaj wszystko szło opornie. - Miała ponoć problem z podporządkowaniem się. Być może związane to było z jej podopiecznym, ale dalej nie znam żadnych konkretów, dlatego chcę ją odwiedzić. Może uda mi się zrozumieć i załagodzić nieco sytuację.
W to ostatnie wątpił, ale przecież nadzieja umiera ostatnia. Od akcji ratunkowej minęło już trochę czasu, Wilczur stosunkowo niedawno (a przynajmniej na tle nieobecności) wrócił do siedziby, a Skoczek nie chciał, by cała ta sytuacja znowu zaogniła się nadmiernie. Teraz było parę istotniejszych problemów na głowie, chociaż niewątpliwie Growlithe będzie musiał, chociażby pod publikę, pokazać, że dalej wzbudza tak samo duży respekt. Skomplikowane, ale na to niewiele można było poradzić w aktualnym momencie.
W każdym bądź razie Chris nie chciał nadmiernie wychodzić myślami do przodu. Wolał skoncentrować się na Ailenie oraz jego kolejnych słowach. Standardowo wywołały w nim chęć oburzonego parsknięcia, ale tym razem wydał z siebie tylko charakterystyczny dźwięk świadczący o tym, że jego ego znów zostało w pewnej części podeptane. Tym razem musiał przyznać, że poniekąd na własne życzenie, ale to przecież nic nie zmieniało.
- Będę - mruknął. - Pewnie gdzieś tak do karku. Na razie jednak nie przeszkadzają mi aż tak bardzo. Jestem idealnym przykładem osoby pełnej gracji i charakteryzującą się płynnością ruchu
Przerywaną średnio co dziesięć minut, ale to przecież nie było aż tak ważne, prawda? No, powiedzmy, że nie było. Kto by zwracał uwagę na pewne szczegóły odnośnie jego zabójczo wspaniałej koordynacji ruchowej? Dlatego też Pudel jedynie dumnie potrząsnął głową i posłał Chartowi spojrzenie spode łba.
No i gdzie się pchasz z łapą?
Tym razem naprawdę parsknął, świetnie odnajdując się w roli obrażonej primadonny. Ten rodzaj żartobliwego przedrzeźniania się w pełni akceptował, nawet jeśli z reguły przegrywał już na starcie. Zawsze jednak łudził się, że w pewnym sensie potrafi dotrzymać Ailenowi kroku w utarczkach słownych. W biegu raczej pojawiłby się już duży problem, a przynajmniej dla Skoczka.
- Nie jojcz - skomentował kolejny szereg wypowiedzi przyjaciela. - Wiem, że jest ciężko, ale tak to jest, gdy odniosło się sporo ran. Mogę ci przynieść jakąś książkę. Zabrałbym ciebie do Wilczura, ale przed tym powinienem zajść do Rebekah, a ona z kolei choruje na grypę, a ty w tym stanie jesteś strasznie podatny na wszelkiego rodzaju wirusy. Jeśli jednak naprawdę aż tak ci zależy, możemy przejść się do kuchni. Zjemy coś przy okazji, ale potem obowiązkowo lecisz do pokoju i kontynuujesz kurację. Chcę ciebie jak najszybciej ujrzeć zdrowego. Ewentualnie, skoro aż tak ci się nudzi, gdy trochę się podleczysz, mogę skubnąć stare karty z magazynu i skombinować alkohol. Dobra partia jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Dalekosiężne plany, Chris. A przy Jinxie jakoś wyjątkowo mocno się opierałeś.
Bo tamta ciemnowłosa flądra nie jest przyjacielem.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Nie Mar 12, 2017 8:08 pm
Był wyraźnie zainteresowany sytuacją dziewczyny, łapiąc się na tej głupiej, kociej ciekawości już któryś raz w swoim życiu. Efekt wzmagał się tym bardziej, że przez dłuższą nieobecność był naprawdę nastawiony na wszelkiego rodzaju plotki. Za wszelką cenę chciał wiedzieć wszystko o wszystkim. Musiał nadrobić jakoś te dwa lata, a skoro jak dotąd nie wplątał się z nikim w jakąś dłuższą dyskusję – pomijając Christophera, ale to prędzej przypominało zdawanie raportu z podróży -  to nie miał pojęcia o większości „smaczkach” z życia codziennego Psów. Jasne, że ważniejsza była wiedza o sądzie, o atakach i napaściach oraz nieoczekiwanych zgonach jego towarzyszy, ale czasami fajnie było się dowiedzieć tych bardziej szczegółowych rzeczy.
Za to wykazał się na tyle wielkim taktem – święto lasu – że nie zdecydował się na dalsze brnięcie w ten temat czy też żarliwe przekonywanie sekretarza, żeby później przedstawił mu sytuację na nowo, gdy już się czegoś dowie. Nie odezwał się, ale to dociekliwe spojrzenie mówiło samo przez się.
Nie potrafił przestać się idiotycznie uśmiechać, a był to widok dość rzadki dla osób, które normalnie z Chartem nie obcowały. Z reguły był kwintesencją ponuractwa albo niezadowolenia. Szczególnie w ostatnim czasie miał niewiele powodów, żeby się szczerze sam z siebie uśmiechać. Ale Pudel był dla niego niewyobrażalnie zabawny… gdyby żyli w innych realiach, z pewnością siłą zmusiłby go do uczęszczania na jakieś zajęcia teatralne, ażeby tam odwalał swoją komedię.
- Przypomnę ci o tym, jak znowu złapiesz zająca na prostej drodze. – zaśmiał się, ponownie podrażniając obrzydliwego, żółtawego sińca na szczęce. Chyba siłę jego śmiechu zacznie mierzyć w skali bólu tej małej cholery na gębie… - Albo wpadniesz na jakieś krzesło, które byłoby jedynym meblem w pokoju. Albo strącisz ze stołu kubek, który nie stałby nawet blisko krawędzi… albo… - mógłby wymieniać i wymieniać, ale ograniczały go palce tylko jednej ręki, więc szybko zakończył wypowiedź bardzo wymownym wyrazem twarzy. Jeżeli Chirs był stworzeniem o najwyższej klasie i gracji, to Sullivan był najwyższym członkiem organizacji.
- Książkę? – nie, żeby wyglądał na zawiedzionego, ale ostatnią książkę jaką miał w łapie nie kojarzył sobie z niczym miłym. – Yhm.. ale byłaby po japońsku? Ostatnio trafiają mi się same lektury w języku angielskim, a ja, mówiąc bardziej obrazowo, chuja z tego rozumiem. – skrzywił się, trochę przygaszony.
Grypa, super…
Wyglądał na absolutnie nieprzekonanego. Czuł się trochę tak, jakby matka mu czegoś zabraniała. „Nie, nie pójdziemy na plac zabaw, bo za mocno wieje i jeszcze się przeziębisz…”. Powoli tracił nadzieje, gdy wtem padło jego ulubione słowo: kuchnia.
- Tak! – momentalnie się ożywił. – Chodźmy! Myślisz, że Matylda nas nie wyrzuci na zbity pysk, gdy tylko pokręcimy się w pobliżu jedzenia? – „(…) obowiązkowo lecisz do pokoju i kontynuujesz kurację (…)”. Zmarszczył nos. Może jak nie odpowie, to nie będzie musiał się słuchać? Skomentował to szybką zmianą tematu, bo oto, wleciało nowe ciekawe słowo: alkohol.
- Wiedzę, że jednak potrafisz zaproponować jakieś ciekawe zajęcie, Black. – pokiwał z uznaniem głową, wyraźnie podekscytowany na samą myśl. Zebrał się powoli z worka i postąpił kilka kulawych kroków naprzód. Choć wyglądał, jakby zaraz miał się przewrócić, ten fakt jakoś blednął przy jego ożywionym wyrazie twarzy. – Z przyjemnością się z tobą napiję, a teraz chodź jeść. Zgłodniałem na samą myśl…

Wyszli, po uprzednim posprzątaniu zalegających na ziemi włosów Charta.

{ z.t oboje }





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Czw Cze 01, 2017 8:04 pm
// Eee, nie pamiętam, co pisałem rok temu, nie chciało mi się czytać moje posty, więc niektóre rzeczy mogą być nieskładnie i nielogiczne.

I tak uważał ją za niezwykle silną dziewczynę. Wiekiem nie różnili się zbytnio od siebie, patrząc na przestrzeń wiekową, jaką można było tutaj na Desperacji spotkać. Oboje mieli te kilkadziesiąt lat, które nawet nie przekraczały czterdziestki. Oni razem byli tutaj nowi i świeży. Ich różniło tylko to, że wcześniej Rumcajs był w wojsku i potrafił się dostosować do nagłej zmiany warunków. Sposobu życia, niektórych zachowań. Kobieta mogła to dużo ciężej przechodzić, co było dowodem na to, że się (stety bądź nie) puszczała. Dla Rumcajsa oznaczało to jak wołanie o pomoc. Pomóc za wszelką cenę...
Wcale nie miał takiego celu, no skąd znowu.
Skarcił siebie w myślach, kiedy po jego jakże suchym i nieśmiesznym tekście, dziewczyna postanowiła się od niego odsunąć. Dla Adama w tym momencie było to jak danie mu solidnego kosza. Pokręcił jedynie głową, bo z drugiej strony dziewczyna za bardzo brała do siebie pewne rzeczy. Ale wcale jej się nie dziwił. Tutaj ludzie potrafili być naprawdę brutalni, szowinistyczni. Wiedział to aż za bardzo. Dlatego zaraz wyciągnął do niej rękę, kiedy jej pewność siebie przez ten głupi tekst nagle gdzieś przepadła. Ale nie na długo, miał nadzieję.
- Chodź, tylko żartowałem - odparł spokojnie, naturalnie, uśmiechając się do niej ciepło i miło. Nie chciał jej na starcie spłoszyć. Często She potrafiła się przy nim rozluźnić i nie chciał tego stracić głupimi, bezmyślnymi żartami. Ale czasem też nie potrafił powstrzymać tego, co mu ślina na język przyniesie, toteż miał nadzieję, że kobieta wykaże się trochę wyrozumiałością. I tak już się powstrzymywał od swojej naturalnej wredoty. Jednak szybko zauważył, że małe oburzenie jej minęło, co bardzo go ucieszyło. Liczył na dobrą współpracę.
Zaraz jednak parsknął.
- Słodki? Z której niby strony? - spytał, wskazując na siebie. No doprawdy She, czasem jak coś powiesz... Ale mieli już przestać gadać o głupotach i skupić się na sprawach ważniejszych, nie? Nie.
Skupił się na niej. Trudno powiedzieć, czy właśnie obserwował jej poczynania czy po prostu zawiesił wzrok na jej zgrabnym ciele. Cokolwiek to było, nie dał siebie zaskoczyć atakiem. Widział jak ze sobą walczyła, bardzo chętnie chciał jej pomóc, ale to ona miała wykazać chęć nauki, nie on. Póki tego nie przetrawi, ciężko będzie rozmawiać tutaj o jakikolwiek treningu. Ciężko też było powstrzymać siebie od pomagania, chociażby słowami. Często nasuwały mu się myśli "rozluźnij się, nie spinaj się tak, nie denerwuj się, bądź spokojna, oddychaj głęboko", ale żadne z tych słów nie opuściło jego gardła. Nie chciał jej dekoncentrować w tym kluczowym momencie. Skupiała się na swój sposób, a najgłupsze słowo, a nawet chrząknięcie mogło ją wybić. Dlatego salę obeszła głucha cisza.
Ruszyła.
I naprawdę spodziewał się po niej czegoś więcej. Po prostu w nią wierzył. Już był gotów odeprzeć jej atak, kiedy nagle w jednej chwili kobieta stanęła w miejscu i nie wiedząc czemu, straciła równowagę, wpadając na Rumcajsa. Aż sam zdziwionym tym wszystkim o mały włos się nie wywrócił, choć nie skomentował tego w żadne sposób. Rzeczywiście mieli mały problem. Duży problem. Łapiąc  Shenae, aby nie poleciała z hukiem na podłogę, poklepał ją lekko po ramieniu. Nawet w tym momencie nie przyszły mu dwuznaczne myśli. Myślał tylko o jej problemie i jak się go pozbyć.
[color#993300]- No już maleńka, wstawaj. Nie mamy całego dnia[/color] - rzucił nisko, trzymając ją mocno. Wyrzucił z siebie strumień ciężkiego powietrza, a gdy kobieta już stała, spojrzał jej w oczy - Naprawdę jesteś beznadziejna - rzucił, nie szczędząc w szczerości. Pewnie ją to zaboli, ale wynagrodzi jej to - Dlaczego aż tak bardzo? - spytał, mając na myśli, czemu tak bardzo się tego boi. Nie potrafił tego zrozumieć. Póki tego nie rozgryzie, ciężko będzie mu jej w czymkolwiek pomóc.
Cholera...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Sro Lut 07, 2018 5:46 pm
To był długi, naprawdę leniwy dzień, który aż prosił by spożytkować jego ostatnie godziny w jakiś produktywny sposób. Nawet komuś takiemu jak Loser nuda potrafiła doskwierać. Wszystko, co można było dzisiaj naprawić, zostało naprawione - i tak, próbowała rozłożyć i złożyć od nowa. Ale ile można? Oglądanie po raz setny tych samych, choćby najdrobniejszych części wcale nie pomagało, a tym bardziej nie zaspokajało chęci rozrywki. Na szczęście wśród tych krętych, podziemnych korytarzy znalazł się ktoś, kto uratował ją z tej męczącej opresji. Mimo że na początku nie była zbytnio przekonana co do całego pomysłu, to w zgodziła się, licząc iż fizyczne zajęcie skutecznie uchroni ją od szaleństwa.
Schowała swój sceptycyzm w kieszeń i umówiła się z Jericho w sali treningowej na mały sparing. Obawiała się jedynie tego, że faktycznie może mu zrobić krzywdę, więc dla drobnego wyrównania szans zrezygnowała z kombinezonu, zastępując go zwykłymi, ale też wygodnymi ubraniami. Zwykle trenowała sama w swoim skromnym zaciszu, ale taka odmiana może się im obojgu przysłużyć, szczególnie że spędzi czas z kimś, komu ufa.
- Możemy skończyć już tę rozgrzewkę? - rzuciła, opierając się plecami o jedną ze ścian pomieszczenia, patrząc na mężczyznę z wyczekiwaniem, ale też nie ukrywając w swoim głosie wyzwania. Zdążyli już się trochę po siłować, więc została w końcu zarządzana krótka przerwa na odzyskanie sił. Nie chciała go przecież całkiem wymęczyć. Gdzie byłaby wtedy zabawa? - Naprawdę chciałabym przestać dawać Ci fory, ale boję się, że wtedy złamię Ci rękę albo coś innego. - dodała, siląc się na ledwo zauważalne uniesienie kącika ust, co miało być jedynie początkiem do pełnego uśmiechu. Dotychczas dobrze się bawiła i chciała to w jakiś sposób okazać, szczególnie że zwykle nie dało się niczego wyczytać z jej twarzy.
Poprawiła materiał ciemnozielonego bezrękawnika na swoim ramieniu, czując jak się odrobinę zsunął, po czym rozmasowała napięte mięśnie karku, zbliżając się odrobinę do Jericho.
- Wymiękasz już czy jesteś gotowy na więcej? - spytała, patrząc na niego z dołu ze względu na różnicę wzrostu, a potem nie czekając na odpowiedź, bo wydawała się jej oczywista, przeniosła się w kierunku mat. Ruchem głowy zaprosiła go, by do niej dołączył.
- Chodź i pokaż mi, co potrafisz, chłopcze. - mruknęła, podkreślając ostatnie słowo lekką złośliwością. Właściwie to nie była do końca pewna, czy pod tym niewinnym zaproszeniem nie kryło się coś jeszcze. Miała na uwadze, iż kiedyś się do siebie zbliżyli, ale od tamtej pory między nimi było całkowicie normalnie. Co prawda nie zaprzątała sobie tym zbytnio głowy, mając ważniejsze zajęcia, niż rozpamiętywanie przeszłości, ale miała na uwadze iż po czymś takim ludzie zachowują się różnie. Sama była nieco wyprana z emocji, ale to nie oznacza, że nic do niej nie dociera.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Jericho on Czw Lut 08, 2018 12:04 am
Wbrew pozorom, rana na nodze Jericho nie było wcale taka błaha jak się mogło wydawać. Wymagała szycia i nie najlepiej się goiła. To jednak uziemiło mężczyznę jedynie na jakieś trzy dni, gdyż później wrócił do robienia...czegokolwiek. W swojej norze by się zanudził i nawet dziewczynka, którą uratował jakiś czas temu, a która mieszkała u niego, nie była w stanie mu dać jakiegokolwiek zajęcia. Wciąż była nieśmiała i wycofana, ale nie można się jej było dziwić. W końcu została zgwałcona.
Ale to nie było teraz istotne. Izumi musiała się z tym pogodzić i spróbować zapomnieć.
Hanowi przez te trzy dni naprawdę doskwierała nuda. Próbował coś czytać, trochę potrenował siłowo, ale w gruncie rzeczy leżał i pozwalał na to, by jego noga odpoczywała.
W pewnym momencie, gdy był bliski zwariowania, postanowił przejść się po kryjówce, by ją lepiej poznać. W końcu wciąż było tutaj mnóstwo miejsc, których nie znał, w których nigdy nie był.
W najmniej spodziewanym momencie po prostu wpadł na Loser. Loser była jedną z zaledwie kilku osób, które faktycznie lubił i którym ufał w tym gangu. Wydawała się być zimna, ale w jakiś sposób sympatyczna. Mokugawa w zasadzie sam nie wiedział, dlaczego uznał, że ta dziewczyna była godna zaufania. Po prostu to czuł.
Inna sprawa, że była ona niebrzydka. W zasadzie to była dosyć atrakcyjna, mimo ogromu mechanicznych części w jej ciele.
Umówili się na sparing, co było dla mężczyzny idealnym pretekstem, by wyjść na dłużej ze swojej nory.
Ubrał się w coś wygodnego, po czym z kataną w ręce ruszył w stronę sali treningowej. Loser już na niego czekała.

***

Mężczyzna był zdyszany, więc przerwa była mu nawet na rękę. Co prawda, mógłby jeszcze trochę powalczyć, ale bardzo szybko by opadł całkowicie z sił.
Usiadł obok maty i oddychał głęboko. Siedział tak chwilę w milczeniu głęboko oddychając, próbując uspokoić swój oddech oraz serce, które waliło jak dzwon, jakby chciało się wyrwać z piersi. Cisza, wbrew wszelkim mniemaniom, nie przeszkadzała im. Po dłuższej chwili Naora się odezwała, co zostało skwitowane jedynie kpiącym uśmieszkiem.
- Nie doceniasz ludzi. Skąd wiesz, że byłabyś w stanie mi złamać rękę? A może to ja złamałbym ci nos? - rzekł do niej, wstając jednocześnie z podłogi. Odpoczął nieco, był gotowy do dalszego sparingu. Mężczyzna dostrzegł delikatny uśmiech na twarzy swojej towarzyszki. Wiedział, że nie zdarzało się to zbyt często.
Prychnął, gdy usłyszał wyraz "chłopcze".
- To, że jesteś stara jak świat nie uprawnia cię do nazywania mnie chłopcem. - rzekł do niej z delikatnym uśmiechem na ustach. Mówił to żartobliwie, więc Loser nie powinna się obrażać. A przynajmniej według niego.
W jej głosie jednak było słychać jakąś...dwuznaczność. Fakt, mieli kiedyś "tę chwilę", kiedy doszło do pocałunku, ale wtedy im przerwano zanim przeszli dalej. Nigdy o tym nie rozmawiali i jakoś nie zmieniło to zdarzenie ich podejścia do siebie nawzajem. Jednakże, nigdy więcej jednak taka sytuacja się nie powtórzyła. Jericho nie miał sobie niczego za złe i nie uważał, by zrobili coś, z powodu czego powinni się denerwować lub czuć się skrępowani w swoim towarzystwie. Ot, ulegli impulsowi i tyle. Było, minęło.
avatar





Jericho
Kundel     Desperat
GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Czw Lut 08, 2018 12:54 am
Przyglądała się dłuższą chwilę z boku Jericho, patrząc jak próbuje uspokoić swój oddech i przyspieszony puls, wywołany wysiłkiem. Ona nie męczyła się w taki sposób, nawet nie pamiętała jak to było. Ba, nie miała takiej możliwości. Powinna czuć jakiś żal albo zazdrość, ale nie było nic. Nie mogła wiecznie użalać się nad swoim znikomym człowieczeństwem. Znała swoją wartość, a kwestionowanie tego tylko mogło źle odbić się na innych.
"Nie doceniasz ludzi."
Postanowiła to przemilczeć, choć przyzwyczaiła się do tego, że część nie traktuje ją jak człowieka. W końcu jej ciało było w większości zmechanizowane i ulepszone. Trudno stwierdzić czy ktoś bez tych wszystkich dodatków miałby z nią szansę w prawdziwej walce. Raczej wątpliwe. Mimo wszystko wciąż czuła się jednym z nich i dlatego też chciałaby, żeby traktowano ją w ten sam sposób.
- A co Ci się w moim nosie nie podoba? - uniosła jedną z brwi w zaciekawieniu, nie odrywając od mężczyzny swojego przenikliwego spojrzenia. Już teraz chciała go przeanalizować na tyle, aby móc rozłożyć go na łopatki i nie dać się zaskoczyć żadnym atakiem. Miała przewagę, musiała to udowodnić. Była przekonana, iż bez problemu mogłaby mu złamać jedną z kończyć. Już to próbowała na niektórych więźniach, wystarczyłoby, żeby tylko odpowiednio się wystawił na atak.
- Może pokonanie Cię da mi do tego prawo, hm? - zasugerowała, chociaż wcześniej przewróciła oczami na wytknięcie swojego wieku. No cóż, akurat na to nie mogła już nic poradzić. Chociaż wygląd zewnętrzny nie odzwierciedlał przeżytych lat. Los najwidoczniej chciał by długo chodziła po tej martwej ziemi. Nie czuła się tym urażona, absolutnie. Najwyżej Mokugawa będzie się potem wstydził swojej porażki, kiedy nie da rady staruszce.
Ustawiła się na macie, gotowa do rozpoczęcia kolejnego pojedynku. Nie planowała zaczynać pierwsza, wolała cierpliwie poczekać na ruch przeciwnika i na niego zareagować. Klasyczne i bezpieczne zagranie, które może pozwoli obojgu się trochę rozkręcić.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Jericho on Czw Lut 08, 2018 12:04 pm
Jericho źle się wyraził. Nie chodziło mu o to, iż nie traktował Loser jak człowieka. Była z pewnością istotą ludzką, z tym że ulepszoną, przez co jej możliwości były większe. Była czymś w rodzaju nadczłowieka, chociaż wciąż nie można było powiedzieć, by reprezentowała inny gatunek.
Mokugawa widział wygląd Naory i zdał sobie sprawę z tego, że łatwo się przez to rozprasza. W porządku, pokazanie nieco ciała tu i ówdzie potrafiło skutecznie zdekoncentrować każdego faceta, dlatego też snajper postanowił nie zwracać uwagi na odsłonięty kawałek brzucha, czy wystającą bieliznę. Po treningu będzie mógł podziwiać. Teraz jednak musiał się skoncentrować jeśli nie chciał dać ciała.
Kobieta stanęła na macie i czekała na jego atak. W zasadzie to Han liczył na to, że to ona pierwsza zaatakuje, ale jak widać, przeliczył się.
- Jeśli wygrasz to będziesz mogła mówić na mnie jak tylko będzie ci się podobało. A co do twojego nosa to uważam, że jest zbyt prosty, a przez to, zbyt idealny. - powiedział przemycając komplement skierowany w stronę swojej przyjaciółki. Fakt, dziewczyna miała piękną twarz i aż żal czasem ściskał, że była ona skryta za fragmentem jej kombinezonu.
Schował się za gardą i zerknął jej w oczy. Wiedział, że pod żadnym pozorem nie powinien patrzyć na miejsce, w które zamierzał uderzyć, bo to zdradzało jego zamiary. Było to nie dopuszczalne w walce dwóch ludzi, ale kiedy walczył z człowiekiem ulepszonym, było to wręcz nie do pomyślenia. Wiedział, że Loser miała szybszy czas reakcji niż on, jej ciosy dodatkowo były mocniejsze, a ona, czy to ze względu na doświadczenie, czy ze względu na jakąś modyfikację w swoim ciele, była w stanie doskonale rozpracować jego plan, zanim ten został wprowadzony w życie. Dlatego też musiał działać nieschematycznie, co i tak było trudne, walcząc z kimś, kto jest w stanie rozłożyć na czynniki pierwsze każdy plan i odpowiednio zareagować.
Zbliżył się nieco do kobiety, po czym wyprowadził błyskawiczny cios celując w nos kobiety.
avatar





Jericho
Kundel     Desperat
GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Gość on Czw Lut 08, 2018 1:35 pm
Będąc już tak bardzo zmechanizowaną osobą Naora częściowo przestała zwracać uwagę na niektóre aspekty ludzkiego żywota. Możliwe nawet, że tak naprawdę nie była całkowicie świadoma swojej atrakcyjności. Ignorowała myśli, które krążyły wokół tego czy się komuś podoba, czy też nie. Zakładała z reguły iż metal tu i ówdzie będzie raczej straszakiem, a brak partnera stanie się piętnem, które będzie musiała zwyczajnie zaakceptować. Stąd ten brak jakiegokolwiek skrępowania, kiedy dane ubranie nie zasłoni niektórych partii ciała. Ba, nie miałaby również problemu żeby się przy kimś przebrać.
- Umowa stoi. - mruknęła tylko, a jej wyraz twarzy bardziej złagodniał, jakby stary umysł próbował wyeksponować na niej chociaż cień rozbawienia. Czasem brakowało jej tych wszystkich emocji, ale wiedziała że wtedy nie byłaby tak dobra w strzelaniu, czy grzebaniu w systemach. Znieczulona na większość zewnętrzych czynników mogła się bez problemu skupić na powierzonych jej zadaniach. Co prawda chciała wiedzieć, kim była sprzed wypadku. Co robiła, czym się zajmowała, czy miała jakąś rodzinę, jak się wtedy nazywała. Ale nie było już takiej możliwości, by się dowiedzieć. Musiałaby wrócić do M3 i tam pogrzebać, a raczej nie była mile widziana za murami tego miasta.
Mimowolnie zmrużyła lekko powieki, kiedy złapała krótki kontakt wzrokowy z Jericho. Obserwowała bacznie każdy jego ruch, więc nie była zaskoczona, gdy został wymierzony cios w kierunku jej twarzy.
Zbyt oczywiste.
Uchyliła się wręcz od razu, zamierzając nie czekać z kontratakiem. Uderzyła od dołu prosto w brzuch mężczyzny i jeżeli go nie uniknął, może przywitać się z silnym bólem w tamtych okolicach. Wciąż miała problemy z wyczuciem siły w takich przypadkach. Gdy miała do czynienia z wrogiem nie musiała się hamować. Cios od mechanicznej ręki był naprawdę bolesny, a skoro miała skończyć z forami.. Najwyższy czas, aby Mokugawa poczuł na własnej skórze, że ta nie żartowała.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sala treningowa

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics