Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

Re: Tunele    Pisanie by Gość on Nie Maj 17, 2015 4:53 pm
Przynajmniej będzie wiedziała, jak gorzej może być w przyszłości, jeżeli coś zwali.
Niewątpliwie Rottweiler zrobił to, co obiecał - nie był nawet przez chwilę delikatny, w ogóle. Przez chwilę Eth nawet myślała, że jednak wbije te pazury jeszcze głębiej i wyciągnie na wierzch jakieś organy Wymordowanej, tak na dobry początek, ale jednak przesadzała. Nie zmieniało to faktu, że zduszenie jakichkolwiek dźwięków z jej strony było teoretycznie i praktycznie nie możliwe. Chociaż sama chyba z wrażenia nie usłyszała samej siebie, nawet mimo dobrych uszu.
Może nawet lepiej dla niej.
Ciężko też było się utrzymać na nogach po otrzymaniu tej rany, choć początkowo nawet jej szło. Zanim ta straciła jakiekolwiek chęci na utrzymanie się, Ryan zdążył już opuścić pomieszczenie, a ona miała już nowych "opiekunów". Niższych od niej, ale niezbyt przyjaźnie nastawionych. Wyglądali prawie jak kaci, odziani w brak przejęcia informatorką. Nic dziwnego, serio. Coś w niej chciało wyrzucić to z siebie, ale powstrzymała te chęci. Niech skupi się na olewaniu bólu w inny sposób.
Nigdy by nie pomyślała, że zarzucenie na siebie ubrań może być tak trudne. Ethel jednak zacisnęła mocno zęby i powolutku zaczęła na siebie nakładać bluzkę. Starała się ją po drodze jakoś podwinąć, aby nie męczyła jej rany, ale w końcu po prostu się wkurzyła i podarła ją tak, aby była krótsza. Niedługo będzie lato, może się na coś przyda. Resztki materiału wcisnęła chamsko do torby. Bluzę tylko zarzuciła na ramiona, bo dalej już nawet nie chciała kombinować, co z nią zrobić, aby nieco sobie ułatwić życie.
Jeden ciul.
Ból przez większych problemów pomógł jej w odpłynięciu do bliżej nieznanej krainy pełnej wyzwisk, które niby miały jej dać jakąś ulgę. Skutecznie też była w stanie olewać komentarze psiaków - chociaż nadal wyłapywała pojedyncze słowa. Co jak co, powinna choć nieco się przyglądać drogom, jak i swoim nowym "znajomym". Cholera wie, co im odwali. A jak na serio spróbują ją gdzieś porzucić i zakopać? DOGS to nie jest w końcu zbieranina wesołych i przyjaznych każdemu wymordowanych. A to, że Growlithe zgodził się na przyjęcie Etylowej nie znaczyło za wiele. Rozkazy wypełniali. Tylko nie było tutaj żadnej radości, żadnych tekstów w stylu "No dobra, to potem pójdziemy razem na ryby, może złapiemy coś dobrego, będzie fajnie i radośnie. A następnego dnia pójdziemy spuścić wpierdol pobliskim smerfom". Te spojrzenia mówiły jej, że pewnie chcieliby ją rzucić na pożarcie pierwszej, lepszej bestii.
W sumie za mocno się chyba nie pomyliła, bo dziwne powarkiwanie tylko ją bardziej zaniepokoiło. Potrząsnęła lekko głową i postarała się ją nieco unieść, aby zobaczyć coś przed nią. Ale słaby wzrok, połączony z wielką chęcią na zamknięcie oczu i przespanie tej całej zabawy były zbyt mocne. Teraz jedyne, co jej zostawało, to słuch.
Dopiero chwilę po tym usłyszała głos dziewczyny. Na twarzy Ethel pojawił się na chwilę delikatny uśmiech, jednak szybko zniknął, ustępując jakiemuś bliżej nieokreślonemu wykrzywieniu. Brzuch wiedział, kiedy o sobie przypomnieć.
Aż za dobrze. Ciekawe, czy ta droga nie będzie za bardzo okrężna.
Co jak co, była tylko małm, chudym informatorem. Jeżeli się do końca nie wykrwawi, to będzie miło. Może kopnie w kalendarz. A może tylko straci przytomność i obudzi się przy tym całym medyku.
- Ethel. - odpowiedziała cicho po jakimś czasie - Trudno skojarzyć... Informator. Zbieracz ziółek... Coś tego. - dorzuciła jeszcze ciszej. Łatwo było tego nie dosłyszeć, jeżeli skupiało się na czymś innym, więc nie miała pewności, czy ktokolwiek z tej dwójki ją usłyszał. Nie ułatwiały tego przerwy czy dobór jak najmniejszej ilości słów, aby się nie męczyć. Można to było pomylić z jakimś mamrotaniem pod nosem.
Ale tym się już nie przejmowała. Miała ochotę się zdrzemnąć... Tylko na pięć minut. To by było wspaniałe. Szkoda jednak, że zabawa dopiero się rozpoczynała. Wymordowana postarała się otworzyć szerzej oczy, aby móc spojrzeć na to coś przed nią. Nie podobało jej się to. To chyba miało twarz podobną do ludzkiej. Ale reszta już nie przypominała żadnego ludzika. Chyba jednak ten spacer skończy się dla niej nieco źle. Cholera, aż tak bardzo jej się chcieli pozbyć? Fakt, jest nowa, okej, nikt nie wie, dlaczego, w dodatku po części wkopała się na chama i zaczęła rzucać monologami w przywódcę. Weź kogoś takiego polub. Ale gdyby tak kopali każdego, kto chciał dołączyć, to po jakimś czasie mogliby mieć problem z ilością. Może miała teraz pecha do obserwatorów? W końcu ostatnio miała za dużo szczęścia. Trzeba to nieco wyrównać...
Szukaj plusów. Szukaj. Co jest lepsze - zdechnąć tu, czy w laboratorium tego szaleńca Mege?
Nie szło jej to za dobrze. Informatorka przełknęła ślinę i czekała. Nieco bała się tego całego wesołka przed nią, ale przecież nie zdoła zwiać. Uparła się, trzeba iść dalej. Tutaj nadal ma jakąś małą szansę na przeżycie - a jak zacznie się rzucać, to pewnie zostawią ją tutaj na pastwę losu. Więc nie miała za wiele do wyboru.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by Ailen on Nie Maj 24, 2015 11:46 am
Jaka. Ona. Ciężka.
Nie, Ai. To ty jesteś słaby.
Chłopak nie był zbyt okazałej postury, co zostało zauważone przez wszystkich zebranych kilka razy w ciągu całej jego wizyty w sali tortur. Chude ramiona, niski wzrost… nawet pysiek zdawał się być dziecięcy i gdyby nie nienaturalnie ponury i zniszczony życiem wyraz twarzy, młodszy ze zwiadowców z pewnością wielokrotnie byłby mylony z przeciętnym gimnazjalistą. Choć siły w łapach nie miał, dysponował niezwykłą zaciętością jeżeli chodziło o język. Pomijając przekleństwa, których zazwyczaj sobie nie szczędził, gówniarz miał niebywałą tendencję do mówienia wszystkim szczerej prawdy. W tych okolicznościach również nie rezygnował z przekazywania innym informacji, choć podświadomie uznał, że Ethel nie była warta jego słów. Ich nowy nabytek został zmuszony do obeznania się w sytuacji wyłącznie za pomocą ich mimiki czy gestów.
Punkt dla świeżej krwi, że prawidłowo odczytała przekazywane przez Ailena sygnały; nie, nie chcieli jej tu. Liszka jej najzwyczajniej w świecie nie ufała, a Kurt… nie można powiedzieć, że od razu bez żadnych sprzeciwów powierzyłby jej choćby potrzymanie kanapki, ale głównym czynnikiem, dla którego chciał mieć ją jak najszybciej z głowy, był zepsuty do cna humor.
- Oby. – odparł sucho, trochę nieudolnie próbując wypaść ciut cieplej w stosunku do Hazel. Lubił ją, choć jego cierpiętniczy wyraz twarzy każdego mógłby odrobinę zniechęcić do dalszych pogawędek. – Mam tylko nadzieję, że ktoś wytarł mu pysk. Ostatnio chodził cały zaśliniony. – dorzucił z grymaśnym wyrazem twarzy, nieumiejętnie poprawiając sobie ramię Ethel, przewieszone na jego barkach. Niby chuda jak szkapa, ale cholernie trudna w transporcie. Garry był dobrym pomysłem na odklepanie wydanego przez Rottweilera rozkazu, choć każdy medal miał swoje dwie strony. Bestia wcale nie musiała w pierwszej kolejności zająć się nowym nabytkiem. Choć charakter spotkania zwiadowców z mutantem byłby w diametralnie innym charakterze, niż jego pierwsze chwile z pokiereszowaną dziewczyną, młodszy Chart i tak czuł, że nie będzie to nic szczególnie przyjemnego.
- Ethel. – powtórzył na głos, chcąc wyraźniej zakodować sobie jej imię w pamięci. – Zbieracz ziółek? Pochwal się tym przed Bernardynami, a zyskasz sobie fory. – parsknął uszczypliwie. Dbanie o asortyment medyków bynajmniej nie było żadnym obraźliwym zajęciem, jakkolwiek nie dałoby się odczytać takiego stosunku w tonie głosu kotowatego. W zasadzie dziewczyna dostała swego rodzaju radę, jak odnaleźć się wśród takiej szalonej bandy. Właściwie jedną z lepszych. Ailen kojarzył wszystkich Bernardynów w organizacji i mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że były to osoby łagodne, jak baranki. Zazwyczaj nie szlajały się po Desperacji w poszukiwaniu guza – jak to bardzo Psiaki lubiły – a właśnie zapuszczały się w tereny bliższe edenowi, by wrócić z jakimś kwiatkiem czy inną trawą. Nie znał się na medykamentach, dlatego w jego mniemaniu była to robota co najmniej śmieszna. I nudna.
Znaleźli go. Znaleźli Garry’ego.
Bestia, mimo powarkiwań, wydawała się całkiem spokojna. Postawny mężczyzna leżał pod jedną ze ścian, oświetlony tylko i wyłącznie nikłym światłem lampy naftowej, który padał na niego z rozchylonych drzwi jednego z pomniejszych pokoików. Doskonale wiedział, że ktoś się do niego zbliżał, jednak dopiero teraz postanowił unieść łeb i zlustrować spojrzeniem swoją przyczynę przerwanej drzemki. Oczy z pewnością nie wydawały się zbyt bystre. Rozchylone do granic możliwości, szybko przemykające od twarzy do twarzy.
- To jest Garry. – odparł nieszczególnie pokazowo, sam siebie łapiąc na tym, że właściwie powiedział rzecz oczywistą. Leżący na ziemi Pies, zareagował na swoje imię, niemal natychmiast podnosząc się do siadu. Bynajmniej niezbyt ludzkiego. W każdym calu przypominał zdziczałe zwierzę, które w tym momencie zaczęło ciężko dyszeć, lokując agresywne spojrzenie wprost na wyższą dziewczynę. Wrzasnął, na co Ailen delikatnie uniósł ramiona ku górze, chcąc jakkolwiek zasłonić sobie nimi uszy. Ze względu na opartą o niego Kundlicę było to mało efektywne. – Nie lubi obcych, więc im prędzej go poznasz, tym lepiej dla ciebie. Często snuje się po korytarzach. Byłoby nieciekawie, gdybyś natrafiła na niego będąc sama. – Garry jednym susem pokonał dzielącą ich odległość, kucając tuż przed nimi. Patrzył na nich z dołu, powoli podnosząc się coraz wyżej. Przysunął warkliwy łeb w stronę świeżej krwi, zaczynając ją… wąchać. Bezwstydnie zahaczył łapą o jej zakrwawioną bluzę, szarpiąc nieznacznie w swoją stronę. Bestia zdawała się powstrzymywać przed wyskoczeniem do jej gardła tylko i wyłącznie przez obecność innych członków gangu, na których łypał co chwila wzrokiem. Szczeknął podnosząc się na tyle, by stanąć twarzą w twarz z Etylową. Pachniał równie atrakcyjnie, co wyglądał, a lepka strużka śliny, ściekająca mu po brodzie z pewnością dodawała mu tony seksapilu. – Osobiście nie przepadam za zwierzętami... nie lubię go. – odarł bez żadnych skrupułów. Uniósł nogę, z trudem łapiąc przy tym równowagę. O mały włos, a nie wywróciłby wszystkich tu obecnych. Delikatnie dźgnął Garry’ego butem, niemal natychmiast powodując, że wrócił na ziemię i na czworakach pokuśtykał bliżej Liszki, opierając się bokiem o jej nogi. Nie spuszczał spojrzenia z Ethel, co jakiś czas pokazując jej kły. – Traktuj go jak psa. Możesz na niego cmokać, karmić go, głaskać… nawet go przezywać. I tak nie potrafi myśleć. – rzucił, patrząc zniechęcony na zaśliniony pysk mężczyzny, który wciąż chował się za Liszką. Faktycznie, nieszczególnie przejmował się lekceważeniem przez kotowatego. Być może sam nie pałał do niego sympatią ze względu na pokaźny koci asortyment genów w jego ciele. – Jeśli cię polubi, to możesz go nawet zabrać na spacer i wykapać. Gnojek śmierdzi, a bardzo lubi pakować się innym do łóżka. – prychnął urażony, jakby sam doświadczył psiego zapachu Garry’ego na własnym materacu. Taka mała dygresja brzmiała poniekąd komicznie, choć celem Ailena bynajmniej nie było zabawianie towarzystwa. – Potrafi zmienić się w wilkołaka. Nasza.. khm… tajna broń? – odparł niezbyt przekonany własnymi słowami, zerkając w stronę Hazel, jakby szukając w niej pomocy w nazwaniu tego… czegoś. – Znając życie pewnie teraz się uczepi i powędruje za nami prosto do medyka…

{ Przepraszam za taki poślizg z tym odpisaniem. :c }

_________________
This is true Liberty when free born men,
Having to advice the public may speak free,


Which he who can, and will, deserv's high praise,
Who neither can nor will, may hold his peace;
Who can be juster in a State than this?



Ailen
-----------
Chart     Opętany

avatar

Liczba postów : 1789

Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by Gość on Czw Cze 04, 2015 12:12 pm
// Wybaczcie za słaby post. Ostatnio nie mam weny.

Nie podobało jej się dźwiganie ciała tego kundla. Ona sama musiała się sama czołgać wbijając pazury w twardą ziemię, żeby poruszyć się choćby o długość łokcia. Nie rozumiała dlaczego nie mogli dać jej męczyć się samej. Udało jej się ubrać bez niczyjej pomocy rozciągając ranę na wszystkie kierunki to i chodzić też by umiała.
Ethel
No to teraz wiedziała jakiego imienia szukać wśród ulicznych szeptów. Informatorka, co? Z tą jej książką na pewno świetnie sobie radzi w tym zawodzie. Opętana bez wątpienia obawiała się tego przedmiotu i tego, jak bardzo wiele informacji może znaleźć o innych. O Wilczurze, o Ryanie, o niej. Naszła ją myśl, żeby zabrać jej tą książkę i oddać przywódcy. Ten raczej nie obraziłby się przetrzymjąc ją, a Liszka trochę mniej by się obawiała. Wszyscy zadowoleni.
W rudej dziewczynie kłębiło się dużo negatywnych emocji w stosunku do tej nowej. To już nie była zwykła niechęć, ale aż nienawiść. Sama była zdziwiona jej ilością. Dlaczego się tak wściekała na nią? Była nowa, a nowym się nie ufa to jedno. Chodź było dużo psów w budzie, którym by nie zaufała w odłożeniu książki na miejsce, a jednak ich tylko omijała jak najczęściej mogła i wtedy była spokojniejsza. Pewnie inna osoba widziała ten powód i był dla niej oczywisty, ale zwiadowczyni nie była dobra w tych emocjonalnych rzeczach i sprawach relacji międzyludzkich. W Desperacji nie ma czasu na zastanawianiu się nad nimi.
Lisica spotykała w swoim życiu wielu dziwnych ludzi. Tych, którzy chcieli uciąć jej głowę i spalić, bo wyglądała jak jakaś dziewczyna z listu gończego aż do ludzi handlującymi niewolnikami, których specjalnością były młode dziewczynki. Bez wątpienia w Desperacji aż roiło się od takich osób i zdążyła się już do nich przyzwyczaić i nauczyć jak ich unikać. Nigdy by nie pomyślała, że poczuje do kogoś takiego coś w rodzaju... sympatii.
Garry był zdziczałym wilkołakiem gotowym zabić osobę, której nigdy wcześniej nie widział na oczy. Był negatywnie nastawiony do takich ludzi, nie ufał im. Uważał, że stanowią zagrożenie. Hazel rozumiała go aż za dobrze. Nic więc dziwnego, że zwierzak przydreptał do jej nóg. Zdawał się ją lubić, chodź bywało to denerwujące, gdy budzi cię odór brudu, a mokra ciecz spływa z pyska na twoją twarz. Zanurzyła swoją dłoń w jego włosach i zaczęła go drapać jak psa. A niech się cieszy, może potem jej znajdzie jakieś jedzenie.
- Jeśli chcesz dłużej pożyć lepiej nie wchodź mu w drogę. Jak się natkniesz na niego, gdy nie będzie miał swojej świadomości może cię nie rozpoznać i potraktuje cię jak obcego.
Można się było domyślić, że taki ktoś jak Garry nie jest normalny. Już w obecnym stanie przypomina bardziej bestię niż człowieka, czy zwykłego wymordowanego. A co dopiero, gdy straci zmysły. Zdarzało się, że pod wpływem zmieniał się w wilkołaka i niszczył wszystko dookoła.
Słuchała Ailena w ciszy. Nie miała nic do dodania, kot wszystko dobrze jej tłumaczył. Lisica zauważyła, że chłopak się zaciął przy mówieniu i wzięła to za pozwolenie.
- Garry jest nieprzewidywalny i śmiertelnie niebezpieczny dla każdego z nas. Ale jeśli jest się dostatecznie silnym, by zatrzymać jego szaleństwo można go ujarzmić i wytrenować tak, żeby spełniał polecenia. DOGS wykorzystuje jego zwierzęcą stronę do własnych celów. Szczególnie jest przydatny, gdy idziemy złożyć komuś wizytę z bronią palną. Chodź kły i pazury są tak samo skuteczne, a Garry nawet z dziesięcioma kulkami nie przestanie atakować. Jest naszym Mastifem, naszą tajną bronią jak to ujął.
Mówiąc to poklepała go po głowie. I tak pewnie nie zrozumiał żadnego ze słów, ale cieszył się z jej dotyku. Nie, nie zamierzał od niej nigdzie się ruszać. Liszce to nie przeszkadzało. Wilkołak był jedną z nielicznych osób w gangu, której część osób się po prostu bała. A mieć takie coś przy swojej nodze gwarantowało spokój od innych.
Spojrzała pytająco na Charta. Mogli iść spokojnie dalej korytarzem i dotrzeć do gabinetu bernardyna, ale czy chcieli tak szybko skończyć ten okrężny spacer?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by Gość on Pią Cze 05, 2015 1:21 pm
Na dobrą sprawę to wszyscy chcieli już mieć tę sprawę za sobą. Nieufność, chęć odpoczynku, zepsuty humor - sporo tego było. Aż szkoda, że nie mogli po prostu przysiąść gdzieś na boku, pogadać o życiu, przekazać kilka małych rad na początek i udać się do tego całego medyka. Może nawet przestaliby tak na nią warczeć.
Nie, dobra, to jest jak na razie niemożliwe.
Ale ta cała fala niechęci i nieufności była taka duża, że Ethel przestawała się nią przejmować. Już miała w nosie te wszystkie spojrzenia, ton głosu jej przewodników i wszystko inne, co ją otaczało. Być może to nawet lepiej dla niej - przyzwyczajenie się do tego sprawi, że w przyszłości nie będzie kręcić nosem, jak znowu ktoś źle na nią spojrzy. Uodporni się. A potem zajmie odpowiednie miejsce w tej wesołej grupce i może nawet się do czegoś przyda. Jeżeli po drodze, rzecz jasna, nie kopnie w kalendarz. Jej przewodnicy jej nie ufali. Ethel w zamian za to zastanawiała się, czy lubią takie widoki. Różni ludzie chodzą po tym świecie. Są tacy, co lubią męczyć innych.
- Zapamiętam na przyszłość. - rzuciła do chłopaka bez większego przejęcia. Sam nie brzmiał w tym momencie na kogoś, kto chciał podrzucić jakąś pomocną radę na dobry początek, ale i tak wymordowana nie czuła się w żaden sposób urażona. Nieważne, jak bardzo by się starał, żeby brzmieć nie wiadomo jak negatywnie - jej już to naprawdę zwisało, czy mówią do niej jak do nowego towarzysza, czy losowego ludzika spoza grupy. Cokolwiek. A zbieranie ziółek też się w życiu przydaje.
O dziwo jednak zaczęli jej po chwili tłumaczyć, kim/czym jest ten jakże uroczy wymordowany. Pewnie już jakiś czas temu podstawowe informacje wleciały do jej księgi jeszcze zanim Ci cokolwiek powiedzieli, ale i tak będzie miała więcej ciekawostek, jakie jej się przydadzą. Skoro Garry jest takim walecznym wesołkiem, to prawie na pewno Eth postara się szukać takich dróg, gdzie go nie spotka. Na początku będzie ciężko, ale w razie czego całkiem szybko biega. Więc jest szansa, że się jeszcze uratuje, nawet jak mu odwali.
Przynajmniej wolałaby, żeby tak się kończyły ewentualne spotkania jeden na jednego.
Starała się utrzymać swój kamienny wyraz twarzy, kiedy zdziczały zaczął ją wąchać, ale ponownie wpadł jej jakiś grymas, kiedy zahaczył pazurami o bluzę. Bogom dzięki, że nie szarpał jej nie wiadomo jak mocno, ale jednak wolała, żeby jednak nie kusić losu i rany. Ale nie powie mu przecież, żeby się ogarnął. Nie posłucha. A jej wspaniali towarzysze już na pewno niczego nie powiedzą. Jednak jeden z nich w końcu powitał zdziczałego butem. Może chciał go po prostu oddalić od siebie, a nie od Etylowej, ale i ona na tym skorzystała, więc jest dobrze.
Wymordowana starała się w tym momencie nie przeszkadzać Chartom. Wsłuchiwała się w ich wywody, chcąc jak najwięcej zapamiętać. Groźny gostek, tajna broń, można traktować jak psa, niebezpieczny, nie lubi obcych, wciska się na łóżka... Sporo czasu pewnie minie, zanim ta zdecyduje się tutaj kiedykolwiek usnąć. Chociażby z tego powodu, że Garry może ją powitać pazurami, a nie cudownym zapachem. Ponowna fala bólu zaatakowała idealnie w momencie, kiedy usłyszała, że zdziczały najpewniej pójdzie razem z nimi do medyka.
Świeetnie.
Ale nie ma co, musi wytrzymać. Skoro na razie Garry nie rzucał się na nią, tylko krążył przy nodze dziewczyny, to chyba jednak nie było aż tak źle. Przy dobrych lotach nic go nie kopnie w głowie i będzie szedł za nimi, nic nie robiąc. Pamiętaajcie... Trzeba optymistą być, nawet w takiej sytuacji, gdzie nie wiesz, kiedy kopniesz w kalendarz. Może dzisiaj, może za rok. Kto wie. Więc? Czy jej wspaniali towarzysze mają coś jeszcze ukrytego w rękawach, czy może jednak zdecydują się na załatwienie tego w miarę szybko, aby wreszcie wrócić do swoich spraw? Tego Eth nie wiedziała. Może dlatego cały czas nie czuła się zbyt pewnie. Przyjmowała po prostu wszystko na klatę z nadzieją, że w końcu to się skończy. Kiedyś musi.

/Nie staram się pisać nie wiadomo jak długich wywodów, bo w sumie jedyne, co Eth może zrobić, to przyglądać się, słuchać, ewentualnie kiwać głową i komentować to, co trzeba. Mam nadzieję, że nikogo to nie boli. |:



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by Ailen on Wto Cze 09, 2015 8:17 pm
Kap, kap, kap…
Ślina z pyska bestii skapywała miarowo na brudną, wilgotną ziemię, przecinając co jakiś czas drażniące odcinki ciszy. Garry posłusznie siedział przy nodze Liszki, opierając się o nią łbem, co jakiś czas zahaczając wrogim spojrzeniem na nieznaną sobie dziewczynę. W jego dzikich oczach dało się wyczuć chęć jak najszybszego poznania jej od środka, aczkolwiek wedle niemych rozkazów młodszego Charta, zostawał na miejscu.
Patrząc na ten obśliniony, parszywy pysk, Ailen zaczął się zastanawiać czy faktycznie był on warty nazwania go główną atrakcją dzisiejszego wieczoru. Tak, jak nakazał im Rottweiler, powinni przeprowadzić świeżą krew pod gabinet lekarski najdłuższą drogą, jaka była im w ogóle znana. Z racji tego, że oboje nie przebywali w szeregach DOGS od wczoraj, orientowali się mniej więcej w systemie korytarzy kryjówki, więc doskonale wiedzieli, że mogliby pobawić się z Ethel jeszcze dłużej, dłużej i dłużej… szkoda tylko, że dla czarnowłosego targanie osłabionego cielska dziewczyny bynajmniej nie równało się z żadną zabawą, ani niczym podobnym. Skwaszona mina, która od początku towarzyszyła mu na spotkaniu w sali tortur, z trudem odlepiała się od jego młodzieńczej twarzy, pokazując niezbyt okazałą paletę innych emocji, jak irytacja czy znużenie. Obowiązki bywały uciążliwe, a już w szczególności, gdy przydzielane były ci te należące do innych. Czy on wyglądał na Terriera, żeby bawić się w niańkę bądź transportera? Jego zadaniem było patrolowanie okolicy, nie inicjacja świeżaków. Tym bardziej marudnie podchodził do zleconego zadania, gdyż wiązało się ono z ingerencją osób trzecich, za którymi nie do końca przepadał. Fakt, to był jego pomysł, żeby odnaleźć to śpiące po kątach psisko, aczkolwiek przyświecała mu w wtedy wyłącznie wspaniałomyślna myśl im szybciej, tym lepiej. Ani Liszka, ani Ailen nie żartowali co do powagi nieprzewidywalności zdziczałego mężczyzny. Jeśli szybciej oswoi się z nowych zapachem, z pewnością przestanie obnażać kły na sam widok fioletowych włosów, a obdarzy ją swoją naturalną, względną obojętnością.
Którą, dla przykładu, dzieli się teraz z chłopakiem.
- Właściwie nie ma co przeciągać. To i tak była dłuższa trasa. – odparł, gdy tylko Liszka skończyła mówić. Nie chciał po raz kolejny odnosić się do rozmowy o Garry’m. Jego sapanie i skomlenie stało się dla niego irytujące już po pierwszych dziewięciu sekundach, więc wolał nie zaprzątać sobie nim dodatkowo głowy. – Poza tym kundlem mamy też innych ciekawych członków. – podjął, stawiając przed sobą następny krok, chcąc po raz kolejny zmusić całe zgromadzenie do pójścia naprzód. – Matylda, Misiek… ten skurwiel Zombie… - wymieniał po kolei, nie siląc się na rozbudowany opis wspomnianych postaci. Z rytmu wybijały go wyłącznie oddalone o kilka pięter w dół krzyki oraz plask dłoni wilkołaka o posadzkę. Jednak szedł za nim. – Będziesz mieć co do roboty, kiedy się wykuru-…
- Matko boska!
Z oddali dobiegł ich przejęty krzyk kobiety. Kurt niemal natychmiast zamknął usta, z uwagą i pewną dozą ulgi obserwując delikatny kształt pędzący w ich stronę. Garry uniósł się nieco na klęczkach z wesoło podniesionym łbem, obserwując zbliżający się kształt. Dałby sobie głowę uciąć, że gdyby miał ogon, właśnie by nim pomerdał.
- Jak zwykle… nie możecie być choć odrobinę delikatniejsi? -  zielonooka, nieduża dziewczyna z wplecioną we włosy chustą, niemal natychmiast odciążyła oba Charty, przewieszając ramię Ethel na własny bark. Liczyła na to, że Kundlica nie miała za wiele siły, by się wyrywać. – No i co tak długo? Z tego co słyszałam inicjacja była kawał czasu temu! Ale nieważne.. – burknęła, pokręciwszy z dezaprobatą na obu zwiadowców. Ailen się jakoś nie przejął… - Jestem Sana. – zwróciła się uprzejmie do dziewczyny, chyba jako jedna z pierwszych darząc ją tutaj szczerym, sympatycznym uśmiechem. – Jestem Bernardynem i zaopiekuję się tobą. Trzeba będzie Ci to zszyć…
I poszli.
Nie zapomnij o „zbieraniu ziółek”, Eth.

{ z.t + Ethel + Liszka }

// Ogółem mogę zmienić post, coś dodać lub odjąć, jeżeli cokolwiek źle ujęłam lub się zapędziłam :c Jakby coś, walić na PW.

_________________
This is true Liberty when free born men,
Having to advice the public may speak free,


Which he who can, and will, deserv's high praise,
Who neither can nor will, may hold his peace;
Who can be juster in a State than this?



Ailen
-----------
Chart     Opętany

avatar

Liczba postów : 1789

Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by Ourell on Pon Kwi 18, 2016 7:55 pm
To oczywiste i całkiem przewidywalne, że ludziom zaczynało brakować czegoś dopiero po stracie. Dlaczego jednak Zachariel odczuwał wobec tego taki dyskomfort, skoro ów rzeczy w istocie nie używał prawie w ogóle?
Desperacja nie była małym miasteczkiem, a ogromnym płatem pustkowia rzuconym na mapę gdzieś na japońskie tereny, z których spomiędzy niczego, a niczego, wyrastały gdzieniegdzie jakieś odstępstwa. Nie sprawiały jednak, że trasa była przyjemna. Podróż z punktu A do punktu B dłużyła mu się niemiłosiernie, bo odkąd wybył z Kościoła i pokonał może z dwa kilometry, paliła go nie tylko rozszarpana ręka czy złamane skrzydło, ale i mięśnie, które po zbyt krótkim wypoczynku, jak na jego mizerny stan, upominały się o większą przerwę. Szedł więc jeszcze jeden kilometr i padał. Może niekoniecznie na wznak, nie chcąc robić z siebie padliny w tak niebezpiecznym obszarze, ale bez zasadzenia tyłka na ziemi nie było mowy o dalsze męczenie nóg, nawet, jak droga daleka. Poza tym było mu zimno. Wierni aoiści nie obdarowali go w żadne szaty, toteż musiał wracać w swoich strzępkach. Żałował, że nie mógł latać… goryczy do samopoczucia dorzucało wieczne obwinianie się. Nie mógł pozbyć się myśli, że działo się coś okropnego. Niewyobrażalnie złego, a on jak ten wypluty chlust ślęczał na ziemi z niemożnością szybszego przemieszczania.
Wędrówka zajęła mu około półtorej doby. Wyruszając o świcie jednego dnia, do domu dotarł popołudniu następnego. Zawzięty, a przy tym niemożliwie bezbronny pod koniec drogi nie zbaczał już na smagający go jak batem chłód, kąsające osłabienie czy upominające się o siebie skrzydło. Po prostu chciał już zobaczyć kogokolwiek, któremu z własnej, niemej przysięgi służył. Toteż szedł, szedł, szedł…
… a najdalej doszedł do jednych z krętych tuneli, gdzie runął na posadzkę, nie tracąc przytomności, aczkolwiek wyraźnie tępiąc sobie zmysły z powodu długiej, męczącej podróży. Jedynym dźwiękiem, który słyszał był jego pies, Ink, który wyczuwszy zapach pana, obszczekał całą siedzibę, jak leci… i biegiem wskazał drogę komukolwiek, kto zobaczył biegnącego dalmatyńczyka, do ciała… anioła.
To miejsce pierwszy raz widziało jego pióra.
Podniósł się do siadu i z boleścią oparł plecami o ścianę, witając czworonoga jedynie spojrzeniem.

_________________

Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 326
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by Senpai's stalker on Pią Kwi 22, 2016 2:06 am
To miał być wyjątkowo miły dzień. Jak każdego rana świerkając na wszystkie możliwe strony zaczęła od odwiedzania każdego możliwego zakamarka nory, rozsiewając swoją pozytywną energię. Członkowie gangu zdołali już przywyknąć do jej nadmiernego entuzjazmu, poddając się jej uśmiechom i dzikim opowiadaniom o właściwie… wszystkim. A to o tym, że znalazła zagubioną jaszczurkę i postanowiła ją przygarnąć, a to o tym, że udało jej się wyhodować parę ziemniaków, więc Matylda będzie ucieszona, a to o swoim niesamowitym śnie. Tym razem wędrowała korytarzem trzymając świecę w dłoni, by oświetlić sobie drogę. W przeciwieństwie do większości DOGS, nie była wymordowanym i nie posiadała czulszych zmysłów, tak więc wędrówka po krętych i ciemnych korytarzach nadal była dla niej wyznaniem. I właściwie w ogóle nie spodziewała się czegoś innego, nadzwyczajnego. Chyba, że liczyć szczekającego i biegnącego niczym oszalałe stworzenie dalmatyńczyka.
- Ink! – krzyknęła za psem, lecz ten przystanął jedynie na drobny moment, odwrócił łeb, by spojrzeć na nią, po czym ponownie ruszył przed siebie. Był pobudzony, jak nie on. A to zaniepokoiło małą anielicę i bez chwili zastanowienia postanowiła ruszyć za nim. Z racji swojego kalectwa śledzenie psa, a raczej udanie się za jego śladami było o wiele trudniejsze i dłuższe, niż kiedyś. Ale ostatecznie dotarła do miejsca, gdzie znalazła psa. I nie tylko psa.
- Ourell? – zapytała cicho, czując, jak momentalnie krew ucieka z jej twarzy. Drugi anioł wyglądał… paskudnie. Jakby coś go przeżarło. Od razu przyspieszyła kulejąc i kiedy tylko znalazła się przy nim, uklęknęła i odłożyła świecę obok na ziemi.
- Ourell, słyszysz mnie? – zapytała łapiąc go lekko za ramie I potrząsnęła nim. Rozejrzała się na wszystkie strony w nadziei, że lada moment ktoś nadejdzie. Ale o tej porze Psy raczej nie kręciły się tunelami. Nie w tej części. Zresztą, nie miała czasu na nich czekać. W końcu mogła się na coś przydać.
- Zaraz poczujesz się o wiele lepiej. – wyszeptała I ujęła w obie dłonie jego policzki, po czym przysunęła się i oparła swoje czoło o jego. Ourell poczuł jak ciepło powoli obejmuje jego ciało, jak działa kojąco na rany w jego ciele, jak skóra powoli zaczyna się zrastać, pozbawiając bólu i dyskomfortu. Drugi skrzydlaty miał rozległe uszkodzenia ciała, dlatego też mała Ev musiała skupić się dwa razy więcej niż zwykle, chcąc zaleczyć go…. Niemal całego. W pewnym momencie wtuliła się w niego, kiedy jej własne ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa, a z nosa zaczęła lecieć stróżka krwi, ale nawet wtedy nie przestała go leczyć. Musiała to zrobić. Dopóki starczyło jej sił.
- Lepiej? – zapytała cicho unosząc nieco głowę, by spojrzeć na niego z dołu.

_________________





Senpai's stalker
-----------
Kotek     Anioł

avatar

Liczba postów : 2111
GODNOŚĆ : Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.

Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by Ourell on Nie Kwi 24, 2016 10:55 pm
Zabawne, że choć był w swoim życiu świadkiem tylu przypadków wycieńczenia, okaleczenia czy innych złośliwości losu, gdy sam stał się ich ofiarą, nagle wszystko wydawało mu się nad wyraz obce. Oczywiście, nie pierwszy raz ktoś dał mu popalić, jednak z pewnością od dłuższego czasu nikt nie raczył mu dosadnie przypomnieć, że ciało, w którym pomieszkiwał, również miało swoje ograniczenia.
Męczył się, to fakt, jednak w gruncie rzeczy, żałosne osunięcie się po zimnych, nieprzyjemnych ścianach tunelu w absolutnej ciemności dało mu coś na wzór ukojenia. Był w domu, więc poniekąd cel został osiągnięty. Poczucie bezużyteczności było osobną sprawą, jednak, choć czuł się jak gówno, wciąż potrafił trzeźwo ocenić, że jego stan raczej nie gwarantował mu natychmiastowej śmierci, o ile ktoś obładowany kartonem z nożami się o niego nie potknie i nie wyrzuci całego asortymentu na jego osłabione ciało. Powinien z tego wyjść… a póki co może by zamknąć oczy i…?
Durne gadanie.
Zmęczenie truło mu mięśnie, ale najgorszym jadem było to uporczywe uczucie niepokoju.
Wpatrywał się beznamiętnie w pysk stojącego przed nim psa, który z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej oświetlony przez nadchodzący w jego stronę blask świecy. Głośne, łapczywie zaciągnięte świsty powietrza omal nie zagłuszyły w uszach blondyna słów przybyłej anielicy.
Mimowolnie poruszył lewym skrzydłem, jakby to miało dodać mu sił na wyprostowanie się. Na próżno, jednak odnalazł w sobie na tyle siły, by spożytkować ją na głupie, bezużyteczne przyzwyczajenia. Nim słowa przedarły mu się przez palące gardło, rozjechał się spojrzeniem po całej postaci dziewczyny, natychmiast analizując stan jej niepełnie wygojonych uszczerbków.
Pies cicho zaskomlał, acz przysiadł obok aniołów, twardo wlepiając wzrok w twarz właściciela. Jakby oczekiwał, że za chwilę padnie komenda, ktoś każe mu coś zrobić...
- Nie-... – szepnął, czując ciepło drobnego czółka anielicy. Wiedział co zamierzała zrobić, a mimo to podniesienie ręki i odepchnięcie jej było dla niego zbyt trudnym zadaniem. O ile zgodziłby się na pomoc w podniesieniu tyłka z ziemi, z pewnością na pół trzeźwo zapierałby się, że sam dojdzie do lecznicy i wyliże sobie rany… jaki więc mógł mieć stosunek do wyleczenia go kosztem drugiej osoby? A mimo to… rozbroiło go to przyjemne uczucie błogostanu. Gdyby miał w sobie choć trochę więcej siły, być może nie uległby mu tak łatwo… być może nie byłaby to dla niego tak wielka ulga, że aż wydarł z siebie ciężkie, jakby wstrzymywane od długich minut powietrze. Być może nie wymyśliłby sobie, że to będzie kolejny powód, by obwiniać siebie za zmarnowanie czyjegoś czasu i energii.
„Lepiej?”
Jej jedno słowo wyrwało go z nieprzytomności i natychmiast postawiło na nogi. Objął drobniutkie ciałko dziewczyny i zaczął powoli zbierać się z podłogi. Nie bolały go mięśnie. Skrzydło parę minut temu stało się wręcz nieodczuwalne, w pełni dematerializując się podczas zabiegu anielicy, dając w korytarzu nieco więcej miejsca. Trzymał blondynkę na rękach i choć stał, wciąż opierał się plecami o ścianę.
- Głupia. – szepnął troskliwie, poprawiając ją na rękach. Absolutnie nie był zły, można by powiedzieć, że nawet się uśmiechał, choć żal za osłabienie dziewczynki właśnie bezlitośnie zgniatał mu serce. – Evie, jesteś najmilszą i najukochańszą istotą jaka kiedykolwiek chodziła po tej planecie. Dziękuję ci, choć więcej nie marnuj na mnie energii, proszę. Nie mam do tego serca, a i nie jestem tego do końca wart. – dopowiedział i podtrzymawszy ją lewą ręką, kciukiem prawej przetarł cieknącą z nosa strużkę krwi. Uważał za chore, że był w stanie bez trudu utrzymać ją siłą jednej ręki. Choć kochał wszystkich ludzi i każdemu oferował pomoc, najpewniej nigdy nie wyzbędzie się żalu do tych jednostek, które kiedyś skrzywdziły anielicę. – Cieszę się, że mogę cię zobaczyć. Jak ty się czujesz? – idiotyczne wręcz odwrócenie ról, które wcale, a wcale mu się nie podobało, jednak nie pokazywał po sobie niezadowolenia. Obecność tej istoty za bardzo go cieszyła i rozczulała, by tak łatwo dał się strawić przez gniew. Kontrolował cieknącą z nosa blondynki krew, będąc gotów pomóc jej choćby i ostatnim strzępkiem własnej koszuli. Pokierował się w stronę najbliższego pomieszczenia, a pies posłusznie pognał za nim. – Pójdziemy gdzieś usiąść, dobrze? Czy coś ważnego działo się pod moją nieobecność?

{ z.t + Evendell }
Zdecydowałam się wynieść ich do jakiegoś salonu czy nawet któregoś z pokoi na -2... zacznij gdziekolwiek będzie Ci wygodnie. Ourell pewnie będzie po prostu trzymać ją na kolanach albo usadzi na kanapie i zajmie się krwotokiem.

_________________

Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 326
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by She on Wto Mar 07, 2017 6:11 pm
Donośny stukot rozchodzący się wśród podziemnych tuneli, ani trochę nie brzmiał niczym chód kogoś, kto posturą przypominał co najwyżej kruchego gówniarza. Twardo stawiane kroki sprawiały, że niosące się echo przywoływało na myśl osobę znacznie potężniejszą, niżeli była w rzeczywistości. Nieważne dokąd zmierzała, nieważne zresztą skąd też właściwie wracała - najważniejsze, że słychać ją było zdecydowanie z daleka. Szła tak szybko, iż praktycznie nie nadążała za własnym tempem, niemalże sunąc do przodu. Czuła jak mięśnie ud mocno się napinają, pozostawiając po sobie nieprzyjemne uczucie naciągnięcia. Była zdenerwowana. Nie, to za mało. Była wściekła, zdruzgotana, zmieszana z błotem - tak wzburzona, jak potrafiła być wówczas jedynie kobieta.
Intensywnie kołaczące serce dawało znać, że niechciane emocje brały nad nią górę, a odpowiedzią na pytanie "dlaczego?", byli najnormalniej w świecie... ludzie. Czasami odnosiła wrażenie, że lepiej niż z nimi dogadywała się nawet ze zdziczałymi wymordowanymi. Ze zwierzyną, która pozbawiona była większości ludzkich zachowań. Miała obłąkaną ochotę poderżnąć im wszystkim gardła, a oddech ciemnowłosej z każdą chwilą przyspieszał, powodując, że nabierała powietrze coraz głośniej i ciężej. Drażniło ją to. Drażnił ją unoszący się wokoło zapach lekkiej stęchlizny, pomieszany z wonią wilgotnego drewna i ziemi. Drażniły ją hałasy w oddali, wydawane przez tętniące życiem Psy, jednakże nic nie działało na nią tak mocno, jak fakt, że zwyczajnie dała wyprowadzić się z równowagi. Niewiele tak naprawdę potrzeba było, aby tego dokonać, a jeżeli komuś się udało... Słabe punkty Iriye stanowiły jednocześnie jej największą porażkę.
W całej tej plątaninie histerycznych myśli, niespecjalnie zwracała uwagę na to, co działo się przed nią. Ciemność spowijająca tunele nie pomagała w orientacji, oj, zdecydowanie. Ona sama pragnęła jedynie znaleźć się w swojej norze. W równie ciemnej, ale dziwnie przyjemniejszej niż reszta pomieszczeń. Tam mogła odpocząć, zamykając za sobą pieprzone drzwi, których, w pewnym siebie mniemaniu Shenae, nikt nie miał prawa otworzyć. Kurwa. Mać. Odpowiedziała własnym myślom, chwilę później skręcając w ostry zakręt i... z impetem poleciała na przeciwległą ścianę, hamując stopami z głośnym syknięciem, kiedy obiema dłońmi wpadła na drewnianą belkę podtrzymującą sufit.
Kurwa, no! — krzyknęła wściekle, marszcząc brwi. Rozmasowując prawą, delikatnie poranioną rękę, odwróciła się w kierunku, w którym stało coś, w co z hukiem uderzyła. Starała się uspokoić dyszenie. Co do ch-...

_________________

I'M WITH THE ENEMY IN MY BED, WHEN THE VOICE IN MY HEAD
TELLS ME I SHOULD TREAT MYSELF BETTER



She
-----------
Ratlerek     Prostytutka


Liczba postów : 965
GODNOŚĆ : Shenae Gemmei Iriye.

Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by Gość on Sob Mar 11, 2017 10:56 pm
Lekko zgarbiona, niebieskowłosa postać poruszała się naprzód powolnym krokiem, jakby od niechcenia. Mogłoby się wydawać, że z każdym przebytym metrem mężczyzna zwalniał, aż wkrótce niemalże ślimaczym tempem posuwał się do przodu. Jego rybie, zawsze wyłupiaste oczy były zmrużone, bo ciemność otulająca tunele jedynie dodatkowo wywoływała u niego poczucie senności, a akurat snu to on potrzebował w tej chwili najbardziej.
Ostatnimi czasy miewał trudności z zasypianiem. Próbował różnorakich sposobów, by tylko oddać się w objęcia Morfeusza — przewracał się z boku na bok w poszukiwaniu tej najwygodniejszej pozycji, liczył w myślach barany i niekiedy brał nawet jakieś tabletki nasenne, oczywiście dopóki mu się nie skończyły. Dodatkowo niesamowicie irytowała go świadomość, że następnego dnia rano obudzi się niewyspany, zmęczony i niezdolny do zrobienia czegokolwiek pożytecznego. A nawet jeśli jakimś cudem udawało mu na chwilę przysnąć to i tak bardzo szybko się budził. Jego nieco mniejsze niż u normalnego człowieka dziurki w nosie nie pozwalały mu na swobodne łapanie oddechu, co skutkowało pojawianiem się bezdechu lub po prostu trudności z oddychaniem.
Niewyspany, niezbyt ogarnięty i z deka rozczarowany swoim opłakanym stanem szukał sobie jakiegoś zajęcia. Od samego rana kręcił się po kryjówce zaglądając w różne miejsca i poszukując czegoś, czym mógłby się zająć. Do tuneli trafił przypadkiem, najprawdopodobniej chciał po prostu przemieścić się pomiędzy piętrami, by jeszcze raz obadać kryjówką w celu ogarnięcia kogoś, kto mógłby mu pomóc znaleźć coś do roboty.
Na jego twarzy wyraźnie widoczne było niewyspanie — nawet w tych ciemnościach wyglądał na zmęczonego i zdekoncentrowanego. Rozglądał się na boki, choć w prawdzie nie było na co patrzeć. Często mrugał, momentami przymykając oczy nawet na dłuższą chwilę. Włosy miał niepoukładane, nie zadbał o to by je rozczesać, więc w niektórych miejscach trochę się poplątały. Miał na sobie jakąś szarą koszulkę z długim rękawem, pogniecioną w przynajmniej kilkunastu miejscach. Wyglądał zdecydowanie niekorzystnie, gdyby było Halloween to nawet nie potrzebowałby stroju, bo wyglądem już mógł straszyć.
O dziwo nie stukał butami, posuwał się do przodu na tyle wolno, że jedynym dźwiękiem jaki mu towarzyszył były tylko cichutkie szurnięcia, które były niczym w porównaniu z odgłosem, który wydawała z siebie dziewczyna, której jeszcze nie wiedział. Możliwe, że stukot dochodzący z naprzeciwka nieco Jarle'a rozbudził, chociaż jego refleks i ogarnianie rzeczywistości nadal pozostawiało wiele do życzenia.
Zamyślił się na chwilę i przymknął oczy. Zapomniał o tym, że jeszcze przed chwilą słyszał czyjeś kroki. Brak snu źle na niego wpłynął, odcinając go na kilka minut od rzeczywistości. Ale wciąż szedł do przodu, tylko po prostu nie reagował na otaczający go „świat”. Nawet nie wiedział kiedy skręcił w bok, zderzając się z... kimś.
„Kurwa...”
Jedno słowo wystarczyło by otworzył oczy i dostrzegł przed sobą czarnowłosą, niską dziewczynę, którą oczywiście kojarzył, bo członków organizacji znał prawie wszystkich — przynajmniej z widzenia. Jakoś nie miał z nią nigdy wcześniej styczności.
Ale nie musisz tak się drzeć, dziewczynko. — Jego spokojny głos nie wskazywał na to, by jakoś specjalnie się przejął tą sytuacją, chociaż to, w jaki sposób wypowiedział ostatnie słowo swojej wypowiedzi świadczyło tylko o tym jak niepoważnie miał zamiar traktować dziewczynę. — Damie nie przystoi kurwami rzucać. — Przetarł otwartą dłonią twarz, z trudem utrzymując otwarte oczy. Powieki miał bardzo ciężkie.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by She on Pon Mar 20, 2017 11:12 pm
"Ale nie musisz tak się drzeć, dziewczynko."
Nie do końca zdążyła jeszcze otrząsnąć się po wcale nie tak lekkim zderzeniu, kiedy niczym kolejna fala irytującego bólu, uderzyły w nią czyjeś słowa. Skupiła wzrok na sylwetce, która przez chwilę majaczyła w podziemnych ciemnościach, przebijanych jedynie słabym światłem palącej się nieopodal pochodni. W nocy nie widziała zbyt dobrze, dlatego dopiero po dłuższej chwili i nieco chwiejnym, ale stanowczym kroczku naprzód, dostrzegła, kogo tak naprawdę miała przed sobą. Kojarzyła go, to było pewne. Rybie akcenty stanowiły zdecydowaną rzadkość na Desperacji, zatem w pewnym sensie był wyjątkowy, przez co z kolei zdołała go zapamiętać. Codziennie widziała przed sobą najróżniejsze twarze, od tych znajomych, po te mniej lub całkiem jej nieznane. Że też musiała trafić akurat na tą! Mijali się od czasu do czasu, zwykle nie wchodząc sobie w drogę, jednakże kiedy już do tego dochodziło, sama Shenae nie była w stanie racjonalnie stwierdzić, dlaczego akurat ta, pokryta bliznami buzia, przyprawiała dziewczynę o nieprzyjemne uczucie. Nie dogadywali się? Ba, oni nie musieli nawet ze sobą rozmawiać.
Z widocznymi kurwikami w oczach i trzęsącym się podbródkiem musiała wyglądać dosyć komicznie. Sprawiała wrażenie, jak gdyby z tej całej wściekłości za moment miała się rozpłakać — buchnąć potężnym, zupełnie niespodziewanym szlochem. Co najdziwniejsze, ani trochę nie zbierało się Iriye na płacz, ale wręcz przeciwnie, powstrzymywała się, by nie zacząć krzyczeć.
"...nie musisz tak się drzeć, dziewczynko" niebezpiecznie odbijało się w głowie czarnowłosej, a podkreślone przez niego ostatnie słowo wyraźnie przekazywało sposób, w jaki zamierzał ją traktować.
"...dziewczynko".
Dziewczynko? — powtórzyła nagle własne myśli, zbliżając się w stronę Psa bardzo, bardzo powoli.
Wdech, wydech.
Gdyby nie półmrok, miałby przed sobą idealny obraz na sfrustrowaną, zmęczoną emocjami młodą kobietę, której doprawdy niewiele tamtego dnia brakowało do wyjścia z siebie i stanięcia obok. A tak? Cień słabego światła bijącego od ognia przesuwał się na jasnej, niezdrowo bladej cerze, powodując, że uczucia wymalowane na drgających ustach, które dołączyły do podbródka, były widoczne jeszcze bardziej, niżeli rzeczywiście. Miał więc przed sobą roztrzepanego, brudnego, miniaturowego szatana, który powstrzymywał się przed wybuchem ostatecznej furii.
Na całe twoje pieprzone szczęście nie jestem damą. — Dopiero gdy znalazła się tuż przed jego torsem, wyzywająco unosząc głowę, niemalże wypluła mu w twarz, tonem kompletnie nie idącym w parze z niegroźną posturą. — Przeproś.
Nie prosiła. Wymagała. Chciała, żeby zwyczajnie przyznał się do błędu, bo, ach, przecież czuła się tak poszkodowana! Jak na zawołanie złapała się za rękę, w miejscu, w którym pulsowało zadrapanie.

_________________

I'M WITH THE ENEMY IN MY BED, WHEN THE VOICE IN MY HEAD
TELLS ME I SHOULD TREAT MYSELF BETTER



She
-----------
Ratlerek     Prostytutka


Liczba postów : 965
GODNOŚĆ : Shenae Gemmei Iriye.

Powrót do góry Go down

Re: Tunele    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics