Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down

Pisanie on 16.02.15 23:41  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
Był to piękny, zimowy wieczór. Wróć, a może poranek? Ciężko było stwierdzić jaka jest pora dnia, gdy cały czas siedziało się pod ziemią. Chociaż pory roku docierały tu znakomicie.
Przez zimne, ciemne korytarze co jakiś czas przelatywał wiatr, omiatając wszystkie żyjące stworzonka na swojej drodze. Ze ścian wystawały zamarznięte korzenie, a ziemia co jakiś czas sypała się z sufitu. Żadna rewelacja, tunele kryjówki DOGS nie były przecież pięciogwiazdkowymi hotelami. Nie było tu ogrzewania.
Hanako chodziła w tą i z powrotem, poruszając się po tunelach niczym weteran. Chociaż nim nie była. Jej wyjątkowe umiejętności pozwalały na taką swobodę, bo zawsze wiedziała jak wrócić do swojej norki. I chociaż bardzo tego teraz chciała, raczej nie mogła. Nakazano jej patrolować pierwszy poziom.
A dlaczego? Podobno ktoś z Drug-On'ów dostał się do kryjówki i rozgorzała walka. Właściwie to nie podobno, bo to potwierdzone informacje. Przynajmniej tak mówił Baltazar. Teraz trzeba było być szczególnie ostrożnym, nie wiadomo, co planowali.
Zatrzęsła się, gdy wiatr dmuchnął w jej twarz. Naciągnęła mocniej kaptur na głowę i dalej włóczyła się w tą i z powrotem. Wyostrzony wzrok, na dodatek przyzwyczajony do ciemności, sprawiał, że nie tak źle orientowała się w podziemnym terenie.
W końcu zmęczona łażeniem od ściany do ściany przycupnęła na chwilę. Przecież nikt nie okrzyczy ją za to, że usiadła na moment odpocząć. Jej ciało drgało przez zimną temperaturę panującą w tunelu. Cicho rozcierała zziębnięte miejsca, nasłuchując jakichkolwiek odgłosów.
Nagle kichnęła. Przez te chłodne wiatry nabawiła się lekkiego kataru, który skutecznie uniemożliwiał jej wyczucie potencjalnego wroga. Pociągnęła nosem i  oparła czoło o kolana. Z daleka wyglądała, jaby spała, ale tak wcale nie było! Cały czas była czujna.
I nagle usłyszała jakiś dźwięk. Coś jak stukanie butów o zamarzniętą ziemię. Podniosła głowę, bo na wyczucie delikwenta nie miała co liczyć. Nikogo nie widziała, ale była pewna, że się nie przesłyszała. Powoli i cicho wstała, opierając się o zimną ścianę.
Okej, Hana, spokój. Oddychaj głęboko. I nie przez nos, bo się prędzej udusisz, niż odetchniesz.
Skoncentrowana spojrzała w prawo, a następnie w lewo. Stuk! Stuk! Stuk! Dźwięki odbywały się bliżej.
Stanęła na środku tunelu, przodem do ściany i nasłuchiwała, z której strony dochodzi dźwięk.
Stuk! Stuk! Stuk!
Prawo!
Zdecydowanym krokiem ruszyła w tamtą stronę. Duże buty głucho uderzały w posadzkę.
I wtedy zobaczyła. Jakieś 20 m od niej w ciemnościach jaśniały jakby białe włosy, z ciemniejszymi pasemkami. Z postury ciała i długości tych włosów możnaby sądzić, że to dziewczyna.
Hanako nigdy jej nie widziała. Zlustrowała ją wzrokiem i zauważyła, że nigdzie nie ma przewieszonej żółtej szmatki. Nie była stąd.
Podeszła do nieoczekiwanego gościa, poprawiając odruchowo chustę gangu z wyszytym Ratlerkiem.
- Hej - rzuciła niezbyt ostro, ale też nie łagodnie. Dziewczyna nie wyglądała na groźną. - Zgubiłaś się? Tu nie wolno przebywać.
Przestraszyła ją? Jeśli tak, to później przeprosi. Teraz nie było na to czasu. Priorytetem stało się rozpoznanie i ewentualne usunięcie/wydalenie intruza.
Niepotrzebne skreślić.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 17.02.15 12:53  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
Jeżeli dobrze pamiętała, to było dosyć wcześnie, jak wyruszyła ze swojej norki, aby dotrzeć do kryjówki. A kiedy ona weszła do jaskini, robiło się powoli ciemno. Prawie cały dzień szła w kierunku czegoś, co równie dobrze mogło nie istnieć... Widzicie, jak mocno potrafiła się poświęcić? Szansa, że kryjówka jest akurat tutaj, była zadziwiająco niska, ale nikt nie powinien się temu dziwić. Spójrz na nazwę - co widzisz? K-r-y-j-ó-w-k-a. Więc nic dziwnego, że musiała się nałazić i nasłuchać, aby dojść do czegoś takiego.
A jednak się jej udało.
Przynajmniej taką miała nadzieję. Pewności jeszcze nie miała, tylko podejrzenia, że była to ta kryjówka, a nie stara, zakopana gdzieś w tle ruina. Musiała więć pójść nieco dalej albo kogoś spotkać, aby się upewnić. Ale... Tak właściwie, to co ona im powie? "Siema, jeste Etylę i przyszłam się do mafii zapisać"? No nie do końca. A i raczej będą słuchać z dosyć niezadowolonymi twarzami, skoro ta Etylowa wkopała im się na chatę tak niespodziewanie, że nawet herbatki nie zdołali zagotować. Co prawda nie była świadoma faktu, że czasowo nieco zlamiła, bo byli nieco rozbudzeni, ale... Niech do tego czasu trwa w niewiedzy, bo to się czasem przydaje.
Ważne więc, aby ogarnąć w miarę dobrą historyjkę dotyczącą jej katuszy, jakie przeszła, szukajac ich, dlaczego to zrobiła, czemu zupa była za słona, jak się postara zdobyć zaufanie kogokolwiek w tej jaskini i co zrobi, aby udowodnić, że nie jest wrogiem. Z tym może być problem, ale... Informator zawsze sobie poradzi w życiu, tak? Wystarczą dobre chęci, odrobina uroku osobistego, niegroźna morda i szczypta informacji na temat wrogów. Yup, coś wymyśli.
Nie czekała zbyt długo na jakiś odzew. Bardzo szybko usłyszała nieco ciche, ale wciąż słyszalne kroki. Czyżby ten ktoś się skradał? Chyba musiał być nieco poddenerwowany. I jakieś kichnięcie, huh. Chyba ktoś się przeziębił. To i tak lepsze od innych cholerstw, jakie można znaleźć na Desperacji. Nieznana jej istota na szczęście nie planowała jej atakować. W pewnym momencie oczom Ethel ukazała się nieco niższa panienka, na którą rzuciła nieco światla latarki. Jej uwagę przykuł całkiem ciekawy płaszcz - wyglądał fajnie, huh. Nie wyglądała na wrogą, nie miała tez broni przy sobie. Potem zauważyła też chustę DOGS z ratlerkiem, którą też poprawiła. Zanim Eth się odezwała, odruchowo spojrzała na swoją cudną księgę, aby poznać jej nową znajomą. Nazywała się Onohara Hanako, również była wymordowanym, a zagrożenie z jej strony nie było zbyt wysokie. Zauważyła jednak dopisek, który mówil, że ma całkiem podobne zdolności w pewnym zakresie, do tego też doszła jakaś dobra pamięć. Nie wiedziała, o co dokładnie chodzi, więc nie planowała się na razie zastanawiać, co jej ukochana książeczka miała na myśli.
- Tak, miło poznać. - Sabi kiwnęła głową - Czy się zgubiłam? Ja wiem... Właśnie mi się wydaje, że znalazłam miejsce, którego szukałam przez prawie cały dzień. Przychodzę w pokoju, nie martw się. Latarką nikogo nie pobiję.


*wow wow Eth wow tak bardzo pisanie wow wow w szkole wow tak bardzo zawodowe wow*
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 20.02.15 8:02  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
//@Hanako: wiem, miało być o północy, ale odcięli mi internet < / 3

Oświetlona latarką, Hanako zasłoniła oczy. Była zbyt mocno przyzwyczajona do panującej dookoła ciemności, by snop światła pozostał jej obojętny.
Odsłoniła je dopiero wtedy, gdy intruz przesunął latarkę bliżej siebie, oświetlając jakąś księgę.
Hanako widziała ją niezbyt dobrze, przez delikatne oślepienie, ale czuła że ta książka jest wyjątkowa. Nie była duża, za to bardzo gruba i widać, że ciężka, a mimo to białowłosa przytargała to ze sobą na pasku, a nie w torbie, jaką miała.
Intrygujące.
Po chwili dziewczyna odezwała się i skinęła.
Przybywa w pokoju?
Hanako ledwo zauważalnie odetchnęła. Nie była specjalnie dobra w walce, jej umiejętności stawiały bardziej na szpiegostwo i ukrywanie się. W sumie to też było przydatne, ale przy bezpośredniej konfrontacji nie miała specjalnie dużych szans na wygraną.
Omiotła wzrokiem stojącego na przeciw jej intruza i głośno zagwizdała. Dźwięk rozniósł się po zimnych, stwardych skałach i zniknął gdzieś za rogiem. Chwilę później można było usłyszeć ciche dyszenie i stukot pazurów i podłogę.
Oczom dziewcząt ukazała się Avery, suczka rasy border colie. Wyraźnie zawarczała na przybysza, ale Hanako szybko pogłaskała ją po mordce i odwróciła uwagę psiny.
Przykucnęła, a pies, jak na zawołanie, usiadł na ziemi. Hana wyciągnęła z kieszeni lekko zmięty kawałek papieru wielkości A5 i długopis. Wypisała miejsce, wygląd i zamiary intruza, po czym zawinęła kartkę szczelnie w chustę, jaką pies nosił na szyi. Zbliżyła się do jej pyska i wyszeptała:
- Zanieś to do Growa.
W odpowiedzi Avery liznęła ją po twarzy. Hanako niezbyt zadowolona przetarła policzek, ale po chwili zaśmiała się cicho. Wstała, a zwierzę poderwało się na nogi i wystrzeliło w kierunku, z którego przybiegło.
Otrzepała się i z powrotem spojrzała na białowłosą.
- Muszę zawiadomić kogoś, że tu jesteś. - wytłumaczyła, poważniejąc. - To może chwilę potrwać.
Oparła się o ścianę, cały czas ją obserwując. Nawet gdyby zrobiła coś nieoczekiwanego, Hana powinna dość szybko zareagować.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 20.02.15 19:14  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
Leżał na obżartej, miękkiej jak grzyb kanapie, przyglądając się niewielkiej, plastikowej fiolce. Wysunął dłoń, unosząc przedmiot nieco wyżej i zmarszczył lekko nos, widząc, jak przeźroczysta substancja posłusznie przechyla się pod dziwnym kątem. Niemalże był w stanie wyobrazić sobie głos Ourella tuż nad jego uchem. „Musisz to pić! Nie interesuje mnie to, że za dwa dni masz stoczyć walkę z pół tuzinem mantykor i nie masz czasu. Raz dziennie po parę łyków. Zrozumiano?” Tak, mamo. Oczywiście, że zrozumiano.
ALE LEPSZE TO, NIŻ GNICIE U MEDYKA, burknął Livai, wysuwając czarne skrzydło i poprawiając parę przydługich, postrzępionych piór dziobem. PRZELEŻAŁEŚ TAM W BEZRUCHU CHYBA TYDZIEŃ.
Growlithe wyciągnął drugą rękę spod głowy i chwycił palcami za zamknięcie fiolki. Wszystko było lepsze od bezczynnego leżenia ze świadomością, że jeśli choć drgniesz, to lekarz, zacznie ci lamentować, kłaść na nowo, aż w końcu skończysz przykuty do łóżka skórzanymi pasami. Podniósł się więc nieco i przyłożył brzeg naczynia do ust...
- GROW! – wrzasnęła nagle dziewczyna, która wpadła do salonu tak głośno, że ptaki trzy piętra wyżej zerwały się z drzew i uciekły. Spojrzała sceptycznie na to, jak wsparty na łokciu chłopak, pochyla się i kaszle, krztusząc się jakąś substancją. - Posłuchaj, mam do ciebie ważną sprawę! Wszystko dobrze?
Sprawa musiała być bardzo ważna, skoro zjawiła się tu tak nagle i nawet nie poczekała, aż jej odpowie.
- Nie mogę znaleźć Skoczka, Wilczurze, a mam dla niego jakieś graty. Wiesz, gdzie może być?
- W norze go nie ma? – zapytał mimowolnie, ścierając wierzchem dłoni krople lekarstwa z brody.
- Nawet nie wiem, gdzie ma norę – przyznała szczupła blondynka, wzruszając lekko barkami.
- O! – rozległ się nagle nowy głos. - Wilczurze! Właśnie cię szukałam!
No to nie jesteś jedyna, Rai.
- Cześć, Kali.
- Hejka, Rai.
Rainbow uściskała blondynkę.
- Wilczurze, Garry gdzieś zniknął. – zagadnęła zaraz po tym, od razu przechodząc do sedna. - Ktoś ci coś przekazywał?
- Słyszałem, że Alan wyszedł z nim na spacer.
- Alan jest ślepy!
- Ale nie sparaliżowany. Niech się nieco...
Huk przebił się ponad mową przywódcy. Chwilę później z tunelu wyskoczyło małe, łaciate zwierzątko, z głośnym okrzykiem zarzynanej świni. Tuż za nim biegła czerwonowłosa postać, która wybiła się nagle na progu i z okrzykiem, po jakim sam Tarzan spakowałby swoje manatki i rzucił tytuł króla dżungli, rzuciła się na czarno-białą istotkę. Growlithe ujrzał jeszcze, jak szczupły, niski chłopak upada twarzą w ziemi, z palcami, które dosłownie musnęły ogon przerażonego zwierzątka. Bang. Trafiony zatopiony. Gdy sama ofiara z kwikiem uciekła, przebiegając po plecach wypiętego czerwonowłosego Ratlera, chłopak podniósł się na klęczki. Zakaszlał, wypluwając ziarna ziemi i usiadł, ocierając twarz z gleby. Jego zielone oczy zrobiły się trzy razy większe, gdy ujrzał grupę stłoczoną przy kanapie.
- Wilczur! – krzyknął niemalże zdziwiony.
Niech zgadnę, zaczął zmęczony Growlithe, przyglądając się, jak chłopak zrywa się z ziemi. Masz do mnie sprawę.
- Mam do ciebie sprawę!
A to ci niespodzianka.
- Co jest?
- Od tygodni pracuję nad nowym wynalazkiem. Zaraz ci pokażę. Zobaczysz, co wymyśliłem?
Chłopak zaczął przeszukiwać kieszenie. Jego twarz rozświetliła się, gdy trafił ręką do jednej z kieszeni, ale nim wyjął przedmiot, został mocno szturchnięty przez biodro otyłej brunetki.
- Growlithe! – burknęła nowoprzybyła, wyrzucając pulchne ręce w górę. - Nie ma co żreć!
- I ja ciebie witam, Senna.
Kobieta zamachnęła się, nawet nie zauważając, że jej ręka trzasnęła z impetem podnoszącego się znów z ziemi Ratlera. Wycelowała groźnie w Wilczura.
- Mówię poważnie! W spiżarni zaroiło się od jakichś cholerstw! Trzeba coś z tym zrobić, zanim wyżrą cały prowiant. Myślisz, że z czego Matylda będzie gotowała? Z powietrza?!
Czy on naprawdę wyglądał na osobę, która mogła im zacząć odpowiadać na wszystkie pytania w tym harmidrze? Rozchylił usta, chcąc przywołać ich do porządku, ale...
- O rany. Senna, odsuń się. Jeszcze trochę... jesz... czee... dobra! Przecisnąłem się. Jest tu Growlithe? – Wzrok Itarawy padł na białowłosego. Haker od razu się rozpromienił. - Wszędzie cię szukałem!
Growlithe jęknął pod nosem.
- Przed chwilą spotkałem Baltazara. Powiedział, że zajmie się poinformowaniem wyższych poziomów, a ja miałem przekazać wiadomość niżej. Cholera, nie mogłem cię znaleźć, a Rainbow
- Hej, Itarawa.
- … hejka, Rai... wspominała, że widziała cię w pokoju medycznym, więc wolałem zaryzykować.

- O co chodzi?
- To wiadomość od Rottweilera i z tego co mówił Baltazar, Ryan wszystkim się zajął, ale...
Itarawa urwał, nagle uderzony w biodro. Uderzył ramieniem w stojącą obok Sannę i spojrzał na psa, który przepychał się właśnie do salonu. Avery szczeknęła głośno, podbiegając do właściciela i dumnie wypinając pierś. Growlithe na moment odwrócił wzrok od Itarawy, dostrzegając kartkę umocowaną przy chuście borderki.
- Kontynuuj – polecił, rozkładając papier.
- Podobno w DOGS jest jakaś Smoczyca. Mamy intruza.
Growlithe przemknął wzrokiem po wiadomości i zgniótł kartkę w pięści.
- No to nie jednego...

[...]

„Wszystkim się zajmę” - to były ostatnie słowa, jakie usłyszała stłoczona grupka w salonie. Rainbow, jako jedyna, wykrztusiła z siebie ciche „powodzenia”, gdy sylwetka przywódcy znikała w mroku tunelu. To był ciężki dzień. Zdecydowanie niesprzyjający awanturom, o jakich co rusz się dowiadywał. W dodatku teraz, jakieś cholerstwo znów znalazło lokalizację Kryjówki.
Niby jakim cudem? – warknął pod nosem, chwytając się pierwszego drążka drabiny. Ręka odezwała się marudnym bólem za każdym razem, gdy musiał przenosić na nią ciężar ciała, ale w końcu dowlókł siebie i swoją pochmurną mordę na najwyższy poziom. Czuły węch niemalże natychmiast wyłapał znaną woń Hanako, ale gdy do niej dołączył obcy zapach, usta wymordowanego wykrzywiły się w grymasie.
W końcu jednak ciężki krok zrobił się coraz rzadszy, aż ucichł na dobre, gdy Growlithe znalazł się wystarczająco blisko Ratlerki. Podniósł karteczkę, jaką otrzymał, pozwalając, by zaraz zeżarł ją niewielki płomień ognia.
- Wygląda na to, że masz pecha – Słowa niemalże wycharczał, przekierowując spojrzenie z Opętanej na nieznajomą. - Po co tak ryzykujesz?




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 21.02.15 13:19  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
- Yhym. Poczekam. - odpowiedziała po chwili, kiedy dziewczyna wezwała jakiegoś psiaka i zaczęła coś bazgrać na kartce. Informatorka w tym czasie przykucnęła, cały czas rzucając na dziewczynę nieco światła.
Kiedy Hanako skupiła się na wysłaniu wiadomości, Eth ponownie wróciła do swoich jakże głębokich przemyśleń, co ona może powiedzieć, aby nie kopnąć w kalendarz po pięciu minutach znajomości. Przezorny zawsze ubezpieczony, a w czasie podróży bardziej skupiała się tylko i wyłącznie na jakimś zalążku wypowiedzi i drodze. Teraz miała właśnie możliwość zamyślenia się, zanim podejdzie tutaj ktoś z góry. Szczerze mówiąc, była po części ciekawa, co dziewczyna napisała na kartce - bardziej ze względów bezpieczeństwa, a nie zwykłego czepiania się. Cholera ją wie, może wypisała jakieś bzdury, aby bardziej ożywić ludzi na dole i mieć pewność, że jednak ktoś przyjdzie. Kto wie, może byli czymś zajęci?
Zresztą, jak ktoś przyjdzie, to się dowie. Może więc dobrym pomysłem byłoby wymyślić też jakieś usprawiedliwienia na wypadek natychmiastowego spojrzenia godnego oskarżyciela? Tego i tak nie ominie, mogą przecież wściekać się za sam fakt, że wpadła. Bo tak. Herbatą ją przecież nie poczęstują. Ani nie przyjmą z otwartymi rękami, bo ona tak chce. Równie dobrze mogą się nieźle uśmiać, bo to coś przyszło "z jakże wspaniałym, przyjaznym nastawieniem i nadziejami, że jednak nikt się tu nie pobije", bo "chciała dorzucić swoją cegiełkę do budowania czegoś, przez co S.SPEC dostanie zawału".
Po jakimś czasie usłyszała czyjeś kroki, więc podniosła się. Nie wiedziała co prawda, kto idzie i w jakim jest humorze, ale jakoś tak... Nie spieszył się. Może jednak nie wypisano samych bzdur, a psiaki się nudziły? Oczywiście teraz światło skupiło się na sylwetce tego, który doszedł. Jakaś karteluszka w tle zapaliła się jak gdyby nigdy nic, ale nie to przykuło jej uwagę. Białe włosy z czarnym pasemkiem na boku, kolorowe oczy, spora liczba najróżniejszych skaleczeń, blizn i innych tego typu - coś jej mówiło, że tamten psiak poleciał prosto do szefa. Po części nic dziwnego, ale nie zdziwiłaby się, gdyby jednak gdzieś tam na dole poszedł jakiś dialog w stylu "Ej, bo ktoś chodzi po tunelach, co robić? A kij, róbta co chceta, ja wracam do spania", czy coś. Dla upewnienia ponownie zerknęła na swoją cudowną książeczkę. Yup, Growlithe. Wspaniale. Jeszcze w dodatku jej książka chyba chciała jej zrobić na złość - tak stwierdziła, kiedy przeleciała wzrokiem po zagrożeniu.
Co z tego, że jestem w złym stanie. To widać. Druga strona chyba też nie jest w pełni sił, co nie jest niczym dziwnym. Ale bez tego złośliwego "powodzenia, Eth, nie spal się po drodze i nie połam", okej?
- "Pecha?" - powtórzyła, kierując światło bardziej na nogi, coby już nikogo po oczach nie bić. No tak, wykorzystanie androida, który omal Cię nie zabił, niespodzianka dla wygłodniałych kanibali, trafienie do laboratorium i w miarę szybka ucieczka oraz znalezienie tego cholernego miejsca w ciągu jednego dnia - rzeczywiście, pech. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że Ethel jakoś specjalnie nie przejmuje się nieciekawymi początkami, bo na końcu może ponownie wyjść z nich obronną ręką. Co prawda tamte były przypadkowe, a wejście do kryjówki DOGS było całkowicie jej decyzją, ale zawsze coś wymyśli. A przynajmniej spróbuje. Trzeba czasem być optymistą, tak? - Czy ja wiem. Czemu ryzykuję? Poniekąd czasem można na tym coś zyskać. Na samej Desperacji ciągle się przecież ryzykuje, nawet, jak idziesz zdobyć coś do jedzenia. Zresztą, wydaje mi się, że nie ma nic gorszego od wesołego S.SPEC.
Na samą myśl aż pokręciła głową. Boże, nie, stop. Nigdy więcej balowania po mieście bez ubezpieczenia.
- Pozwolę więc sobie zacząć od przedstawienia, jeżeli nie ma problemu. Nazywam się Ethel, jestem jednym z informatorów Desperacji. Być może moje imię obiło się komuś o uszy, ale często ludzie mnie nie kojarzą, więc nie zdziwię się, jak zaczniecie kręcić głowami. Nie mam takiej sławy jak Ty, Growlithe. I nie szukam jej. - chociaż wystarczyło na dobrą sprawę zadać jedno pytanie Chiyo. Nie zdziwiłaby się, gdyby po spytaniu o jej tatrię dziewczyna opowiedziałaby całą "epicką" przygodę, w której kręcił się jakiś pobliski Etyl, znaczy się, Ethel. - Jak już wspominałam tej panience obok, przychodzę tutaj tylko i wyłącznie w celach rozmowy. Równie dobrze za pięć minut mogę wyjść, choć coś mi mówi, że taki scenariusz raczej nie ujrzy światła dziennego. Wracając więc - ostatnio sporo się słyszy o tym, jak to "członkowie DOGS balują", nawet tam, gdzie ich nie chcą. Już nie mówię o nieco "starych" akcjach w mieście, bo o tym dawno cała Desperacja gadała - mam na myśli również wasze bitwy z tym całym gangiem CATS, bo podobno nawet taki powstał. Bicie się zarówno na jednym, jak i na drugim froncie prędzej czy później może się skończyć niezbyt przyjemnie. A i słuchanie, że może ujrzymy tutaj wojnę gangów w końcu doprowadzi do szału pewną część Desperacji. Wystarczy nam już S.SPEC. - tutaj na chwilę zapauzowała, aby upewnić się, że wykorzystała tę część informacji od Lentarosa, która nie naprowadzi na niego. Wspominanie o tym androidzie mogłoby skończyć się na nieprzyjaznych spojrzeniach ze strony Growa, a tego za cholerę nie chciała. - Stwierdziłam więc, że mogę dołożyć swoją cegiełkę, wspomóc was nieco, bo nie bawi mnie ta cała historyjka, że zaczną się nam gangi nawalać. A wydaje się dosyć realna. Podobno jeszcze niedawno coś się paliło, ale to już są pobliskie plotki, których nie miałam okazji jeszcze sprawdzić. - w końcu czas, jaki mogła na to przeznaczyć, musiała zmarnować w mieście, a potem to jeszcze odespać, aby mieć pewność, że nadal umie chodzić. Coś więc mogło jej umknąć.
Tak czy siak, na razie pozwoliła sobie tylko na wstępną wersję, bez całkowitego zaznaczania, że przy okazji dobrze by było, aby kiedyś tam dostała ładną chusteczkę i miała okazję zabalować tutaj bez narzekania, że się włóczy i nie powinno jej tutaj być. I tak pewnie zaraz zostanie zasypana nie wiadomo jak dużą ilością pytań w stylu dlaczego, jak, za co, po jaką cholerę i jak dawno zrzucili Ci cegłówkę na głowę. Lepiej jej jednak idzie odpowiadanie na pytania, a nie wylewanie z siebie potoku słów nie wiedząc, co chcą wiedzieć, a czego nie. Miała też nadzieję, że jej "zadziwiająco przyjazne zamiary" nie zostaną odebrane jako kiepski żart.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.02.15 0:00  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
Pociągnęła nosem, po czym usłyszała ciche kroki. Kto szedł? Po chodzie od razu poznała, kto się zbliżał. Widać Avery się spisała.
Growlithe nie spieszył się zbytnio, jednak Hana wyczuła wewnętrzne zaniepokojenie szefa. Kim był nieoczekiwany gość? Nawet nie zapytała o imię. Szczerze, to nie interesowało to jej to. W normalnych warunkach pewnie zasypywała dziewczynę pytaniami: kim jest, co robi, dlaczego zupa była za słona, co to za księga, i tak dalej, i tak dalej. Jednak przy szefie starała się zachowywać poważnie, aby jakoś wypaść.
Hana czuła coś na wzór potężnego respektu przed Growem. Imponował jej, tak samo jak pewnie każdemu w Desperacji. Było to jednak przemieszane z irracjonalny strachem. Jak gdyby tylko coś źle zrobiła, to czekałaby ją kaplica.
Z uwagą słuchała wypowiedzi dziewczyny. A więc ma na imię Ethel? Ta słynna informatorka?
Ledwo widoczny błysk przemknął po oczach blondynki.
Bycie informatorem to fajna rzecz. Hanako sama była "informatorem", chociaż do wielkiej gwiazdy Desperacji dużo jej brakowało. A teraz ma przed sobą chodzącą legendę, słynnego informatora Etyla, który pragnie dołączyć do DOGS.
Tyle pytań cisnęło się Hanie na usta, sytuacja jednak niezbyt zachęcała do zadania chociażby jednego z nich. Stała więc cicho obok Ethel, wsłuchując się w każde wypowiedziane słowo.
Chętnie by postała tam dalej, gdyby nie przypomniała sobie o swoich obowiązkach. Jednego intruza złapała, ale co, jeśli gdzieś kręci się kolejny? Niezbyt realna myśl, ale skoro białowłoda się dostała, to ktoś inny również może.
- To ja już wrócę do swoich obowiązków - rzuciła nieśmiało, powoli odsuwając się od ściany. - Miło było Cię poznać, Ethel.
Spojrzała przelotnie na szefa, po czym uśmiechnęła się nieznacznie do gościa. Przyspieszyła kroku by po chwili zniknąć w ciemnych tunelach.

[z/t]
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.02.15 1:20  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
Obstawiał tylko dwie opcje – walkę albo nerwowe tłumaczenie się, z jąkaniem w tle. Nic dziwnego, że poczuł ostry, pulsujący ból w skroniach, gdy dziewczyna zaczęła wyrzucać z siebie kolejne informacje, z mocą najnowszego karabinu maszynowego. Początkowo nawet starał się jej słuchać, błądząc zamglonym spojrzeniem po twarzy informatorki, ale po jakimś bezpieczniej było się wyłączyć. Przesunął palcami po zdrętwiałym karku, mimowolnie przechylając głowę na bok. Nie wyglądał na kogoś o dobrym zmyśle przyzwoitości, bo gdy dziewczyna przebiegała powoli do sedna, jego koncentracja ogarniała co najwyżej dzisiejszy obiad. Dostrzegł jeszcze kątem oka, jak Hanako umyka, z westchnieniem rezygnacji odprowadzając ją wzrokiem.
Więc został sam na sam z katarynką?
Dłoń z szyi pomknęła na twarz, którą rozmasował z cichym, marudnym pomrukiem. W końcu jednak zerknął na nią przez rozcapierzone palce, odsunął rękę i ze zmarszczonym nosem wbił w monolog. Prawdę mówiąc, niewiele z tego wszystkiego wyłapał, ale słowa-klucze, jak „CATS” albo „paliło” dziwnym trafem go nie ominęły.
I CO TERAZ? – wtrącił się Livai, którego głos odbijał się rykoszetem w czaszce wymordowanego, czasami nawet podwójnie wysyłając jeden wyraz. Jak wyjątkowo upierdliwe echo, którego nawet nie było widać. ZNALAZŁA KRYJÓWKĘ.
I przestała trajkotać.
Growlithe wyprostował się i przesunął stopę w tył, by móc ją przepuścić naprzód. Nawet machnięciem ręki nakazał, by ruszyła wzdłuż korytarza.
- Wejdź głębiej, a później od razu skręć w prawo. Tam się ogrzejesz, a ja odegram rolę  szczególnie natrętnego gliniarza.
Korytarz nie był długi, ale klaustrofobiczny. Bliskie sobie, chropowate ściany, niski sufit i nierówne podłoże sprawiały, że niektórym ciężko było się tu poruszać bez wrażenia, że lada moment, a wszystko się zwali na głowę. Nic dziwnego. Im mniej wyglądało to na zamieszkane, tym większe prawdopodobieństwo, że większość odpuści sobie dalsze zwiedzanie. Pod tym jednym względem był jednak praktycznie pewien, że informatorka nie odpuści. Nie po tym, jak wyłożyła mu cały wykład o swoim przybyciu.
Growlithe ziewnął bezgłośnie, idąc ten niezbędny wręcz krok za dziewczyną, aż dotarli do rozwidlenia. W lewo dalej ciągnął się korytarz, z tej perspektywy wyglądający na jeszcze mniejszy i jeszcze ciemniejszy niż dotychczasowy. Po prawej stronie sklepienie nagle szło do góry, ściany rozchodziły się na boki tworząc prowizoryczne pomieszczenie, wypełnione ciężkim, mdłym zapachem suchej ziemi i jakimiś szmerami.
- Nie marnuj baterii – rzucił na początek, wchodząc głębiej do pomieszczenia. Naraz przystanął, kucając przed czarnym, dotychczas nieruchomym kształtem, otulonym całym mrokiem, jaki był tu dostępny. Palce wymordowanego wplątały się w skołtunioną sierść skulonej sylwetki, a niewielkie zwierzę, które dotychczas tylko posapywało w kącie, podniosło się i wybiegło, jak spłoszone, wymijając Ethel jak największym łukiem. Ze swoim wyczulonym słuchem Ethel pewnie dorwała wiadomość, jaką przekazał Wilczur. Chłopak podparł się nad kolanem i podniósł z kucek, rozglądając po ciemnym pomieszczeniu, ale finalnie i tak skończył ze wzrokiem wbitym w informatorkę. Nie było nawet na czym usiąść.
- Z tego co zrozumiałem... - Jego głos był zmęczony, wręcz słaby, w końcu gardło już od dłuższego czasu przypominało o wampirzym głodzie. - S.SPEC, CATS, jakieś podpalenie... Planujesz nam po prostu pomóc, tak? - W tym momencie w ton wplotła się rozbawiona nuta, której nie był w stanie zdusić. Brzmiało jak tania gra. - Nie rozśmieszaj mnie. Pomóc? Tak zwyczajnie? Chyba nie chcesz mi wmówić, że tylko po to, aby nie doprowadzić do bitwy gangów, która nadal nie byłaby twoją wojną? Która prawdopodobnie nawet nie objęłaby terenów Apogeum, o ile w ogóle dojdzie do konfliktu. Umiemy załatwiać sprawy po cichu. Nie wiem, czego się nasłuchałaś, ale zabawa w bohaterkę, ratującą całą Desperację przed sprzeczką dwóch dorosłych facetów to dość marna wizja, a już na pewno marniejszy argument. Nie wierzę zresztą, że chcesz to zrobić za darmo. A skoro tak, to czego wymagasz? Jedzenia, domu, informacji, bezpieczeństwa? Nie mamy podstaw by ci ufać, tym bardziej, że...
Growlithe umilkł, wyłapując cichy, równomierny tupot niewielkich stóp. Zaraz w pomieszczeniu pojawił się szczupły chłopak, którego twarz przysłaniała masa koców z czymś podłużnym na samym szczycie. Czarnowłosy chłopiec próbował się wychylić, by zerknąć, czy idzie w dobrym kierunku, ale w tym samym momencie jego stopa zahaczyła się o fałdę ziemi, a on z niemym krzykiem runął naprzód. Stare, podziurawione koce rozsypały się po ziemi, a dzieciak zamrugał parokrotnie, w końcu uchylając szeroko powieki. Ktoś go złapał w ostatnim momencie, obejmując ramieniem i przyciskając do piersi. Jasne, zamglone spojrzenie skierował ciut wyżej, aż natrafił na policzek Wilczura, ale choć chciał dostrzec jego wzrok, było to niemożliwe. Grzywka opadająca na czoło starszego wymordowanego rzucała tragiczny cień na jego twarz.
- W porządku?
Chłopiec przytulił go i cofnął się, kiwając potwierdzająco głową. Kucnął zaraz przy tym, co wypuścił z rąk, składając na nowo koce i kładąc jeden na drugim, aż utworzyły niewielką piramidę. Zaraz doskoczył również do nierównego, podłużnego przedmiotu i podał go Wilczurowi, by chwilę później pochylić głowę i ani razu nie zerkając na Ethel uciec bez słowa.
- Arthel, tak? - zwrócił się do niej, choć nawet na nią nie zerknął. Zmarszczył brwi, przystawiając na niewielką odległość wnętrze dłoni do czubka badyla, jaki mu przyniesiono. Rozległ się cichy trzask, łudząco przypominający warknięcie wilka, a potem mała iskra przeskoczyła na drewno, wzniecając płomień. Ogień od razu odgonił łapska mroku, choć nie było go na tyle, by oświetlić całe pomieszczenie. Growlithe zmrużył oczy, nadal niezbyt przyzwyczajony do światła. - Nie martwi mnie w zasadzie to, skąd wytrzasnęłaś informacje o tych durnych myszołowach, bo plotki szybko się roznoszą. - Jak chrzaniona epidemia, co? - Bardziej mnie ciekawi, jak dotarłaś tutaj. Po łebkach? Bez problemu? W jeden dzień czy dłużej?
Jeśli na świecie była niepisana zasada, aby nie odwracać się do wroga tyłem, to Growlithe właśnie ją zgwałcił. Najwidoczniej na swoim terytorium czuł się na tyle bezpiecznie, aby łamać niektóre reguły. Tak jakby wcale nie był poobijany, głodny, niewyspany. Wystarczył przecież durny argument, że jest u siebie. W domu nic nigdy nie groziło. Nie mogło grozić.
- Zdajesz sobie sprawę, że cię nie wypuszczę? - Mimo całego zmęczenia, zabrzmiał wręcz wesoło. Ruszył ku jednej ze ścian, rozpraszając ciemność płomieniem. Tylko jeden kawałek czerni nie drgnął nawet o milimetr, choć pochodnia znalazła się w śmiertelnej dla mroku odległości. Growlithe wyciągnął rękę i podał pyskowi kij. Po przyjrzeniu się, można było dostrzec słaby, półpłynny zarys wilczej sylwetki.



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.02.15 22:25  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
Boże, jakie to było glupie.
Dlatego właśnie nigdy nie lubi zaczynać takich akcji. Preferuje, jak to jednak ktoś w wbija się jej na chatę i zaczyna się pytać, czy jeszcze coś ma w kieszeni do sprzedania. A teraz nawet nie wie, jak zacząć, czy opakowanie, aby zainteresować będzie dobre, czy jednak nie. Nie umie gadać z ludźmi. I Mengele sprawił, że wszystkim musi coś tłumaczyć jak dzieciom. Zaraz weźmie Wilczura za idiotę i taki będzie finał. Tego też za bardzo nie chciała, serio. W dodatku widać było, że jej rozmówca raczej nie był zadowolony z tego potoku słów, jaki się z niej wyrwał.
Nigdy więcej nie wymyślać gadki w czasie rozmowy.
Ponaginała ile tylko się dało. Na dobrą sprawę jej powód można było zmieścić w jednym, raczej niezbyt długim zdaniu. Ale niee, co z tego, że Ci coś pulsuje w lewym ramieniu, czujesz się jak po mocnych prochach na ból, a ostatnie dwa dni minęły Ci na spaniu - wkop się do psiaków, nawalaj słowami w ich szefa. Idealny początek (i koniec) dnia. Polecamy. Jak się przy okazji ktoś po drodze zabije, to już nie Twoja sprawa. Ciekawa jednak była, czy w ogóle jej słuchał.
- ...W dodatku skakał za mną przez jakiś czas czarnowłosy gostek i darł się, że "Growlithe to menda i fajnie lata w pobliskich barach. Szczególnie, jak go wypieprzają przez okna." Cóż za miłość i poświęcenie. - dorzuciła coś randomowego na sam koniec, aby sprawdzić, jak tam z uwagą jej rozmówcy. Już nawet się nie zastanawiała, jak to brzmi. Miało być głupie i bez sensu, no i raczej takie było.
Rzuciła mu nieco podejrzliwe spojrzenie, kiedy ten wskazał jej korytarz, ale powoli ruszyła przed siebie, nadal z latarką. Z takim echem za kija by nie ogarnęła, gdzie jest ściana, a gdzie jakieś przejście - a i w razie czego miała jakieś zabezpieczenie, gdyby wyszło, że Grow jednak ma gorszy humor. Zaświeci po gałach, zgarnie paralizator i zwieje. Wolała się jednak nie bawić w takie rzeczy, serio. W dodatku te korytarze były przerażająco małe, więc manewrowanie w nich to raczej robota dla szaleńca, jeżeli nie wiesz, co i jak. A Eth chyba jednak aż tak walnięta nie była.
Nie, skąd. Wymyśliłaś łzawą historyjkę bohatera Desperacji i próbowałaś ją wcisnąć pobliskim psiakom. Powodzenia w dalszym zmyślaniu, jeżeli Growlithe zechce wysłuchać reszty.
Hej, może nie będzie aż tak źle i zdecyduje się jednak wyciągnąć nieco prawdy na światło dzienne. Szansa była naprawdę wysoka, bo jej gadka była zadziwiająco mocno nakierowana na "Chcę pomóc". Wiecie, to akurat była prawda. Mocno naciągnięta i podkolorowana, ale jednak wciąż prawda. Po drodze znajdzie się też ciekawość, chęć poznania kilku psiaków, zabicie nudy, robienie czegokolwiek, co utrudni życie S.SPEC i coś tam jeszcze. Tak naprawdę jej powody były proste jak budowa cepa i wypowiedzenie ich na samym początku wydawało się informatorce nieco... Kiepskim pomysłem. Ale historyjki też były bzdurne.
I tak szli, szli, aż w końcu stwierdziła, że chyba doszli do jakiegoś pomieszczenia, a przynajmniej miejsca, które tak wyglądało. Chwilę potem polecono jej nie marnować baterii, przez co ponownie posłała Wilczurowi nieco podejrzliwe spojrzenie. Co, jednak chcą ją zatłuc w kącie? Niech poczeka chwilę. Ogarnie do końca, skąd przyszła i gdzie była, a zgasi ją. Coś w tym było, ale to ona była teraz na nie swoich terenach. Wolała więc uważać, co robi. Lepiej poświęcić nieco baterii. Nawet wpadła w jakieś zamyślenie, co zrobić z tą latarką, ale jej uszy ponownie coś wyłapały. Nie skupiła się jednak na słowach, jakie wypowiedział, więc nie była w stanie dokładnie określić, o co chodziło. Ale raczej nie mówił do niej, skoro chwilę potem jakiś cień pobiegł w nieznanym jej kierunku. Ethel przystanęła blisko "wyjścia" z prowizorycznego pomieszczenia, oparła się plecami o ścianę i zgasiła latarkę. Nie chowała jej jednak. Zawsze może się przydać.
I zaczęło się przesłuchanie.
O Marianie, jak dobrze. Brudy musiały wyjść na jaw, a rozbawiona nutka w głosie szefa DOGS nie zdziwiła jej nawet. Szczerze mówiąc, czekała, aż ją wyśmieje na porządnie, ale do tego nawet nie doszło. Przynajmniej na razie. Informatorka odetchnęła głęboko i podrapała się po głowie.
- Już myślałam, że będzie gorzej. - przyznała szczerze, przymykając na chwilę oczy - No nic. Ale nieźle Ci idzie niszczenie marzeń. Skąd wiesz, może chciałam zostać takim bohaterem Desperacji? Nie udowodnisz, że nie miałam po drodze takich głupich marzeń. Cicho? Rzeczywiście, panowie w piasku robią wszystko tak cicho, że potem słyszysz o jakiejś akcji nawet, jeżeli nikogo nie zapytasz. Wasze najazdy na miasto również zaliczysz do cichych? - na twarz informatorki wpadł nieco złośliwy uśmieszek, który nie chciał zbyt szybko znikać, mimo tego, że chciała po chwili już znowu spoważnieć. - Mam więc być szczera? W takim razie nie szukaj u mnie głębokich, poważnych i nie wiadomo jak skomplikowanych powodów, dla których zdecydowałam się tutaj przyjść. To po części moje zboczenie zawodowe. Podobno informatorzy od dawna mają nieco nierówno pod sufitem. Po co mam marnować tak ciekawe informacje, związane z miastem i jego nieco nieciekawą sytuacją? Przecież nie sprzedam tego byle komu. Sama też z nich nie skorzystam, bo jedna jednostka nie zdziała za wiele.
Tutaj zapauzowała, bo poruszona została kwestia zaufania. Wymordowana przysiadła sobie po turecku jak gdyby nigdy nic, ponownie się zamyślając.
- Tak samo jak Ty nie masz gwarancji, aby mi ufać, tak samo ja nie mogę być pewna, czy nie padnę za pięć minut. Albo że na Desperacji będą się kręcić wściekli wojskowi, a nie koty i psy. Zacznijmy więc od tak "małego" problemu, jakim jest to miejsce. Zdziwisz się, jak wielu chciałoby dowiedzieć się, gdzie znajduje się ta "słynna kryjówka DOGS". Niektórzy są na tyle sprytni, aby sprzedać fałszywe lub nieco nietrafne namiary, a pomyśl sobie, co będzie, jak ja zdecyduję się sprzedać takie prawdziwe. Nawet miastu. Równie dobrze mogłam po zobaczeniu Hanako pozbawić ją przytomności i zwiać w trybie natychmiastowym, aby uniemożliwić, bądź opóźnić wasze działania w celu odzyskania ich. Bo raczej nie byłoby to dla was czymś przyjemnym. A jednak siedzę tu i ucinam sobie miłą pogawędkę z Tobą. Myślisz, że dam Ci nagle piętnaście tysięcy innych powodów, abyś uwierzył w cokolwiek, co powiem? Nie jestem magiem. Jestem tylko informatorem, który bawi się swoimi znalezionymi informacjami. Czego bym niby miała od was wymagać? Bezpieczeństwo brzmi ładnie i przyjemnie, ale to powie Ci każdy. Sądzę, że wasze spory z miastem zbyt szybko się nie skończą. Powiedzmy, że mam dużo przyjaciół u Władzy i stwierdziłam, że chcę im "ułatwić" życie. I nie tylko im. W dodatku ciężko ostatnio o pracę. I nie, nie mów mi o Smokach. Jak stoję po jednej stronie, to nie będę przeskakiwać na drugą, bo nagle zmienił się klient. Czasem o wiele przyjemniej kręcić się w samym środku rywalizacji, aby złowić coś ciekawszego, aniżeli siedzieć na boku z nadzieją, że coś wpadnie. A na nadmiar takich osób chyba nie możecie narzekać.
I znowu wyszła z niej ściana tekstu.
Miała tylko nadzieję, że nie brzmiała na aż tak pewną siebie. Całkiem dobrze wybrała czas na kolejną pauzę, bowiem w "pomieszczeniu" pojawił się jakiś chłopaczek. Ethel nieco oddaliła się od przejścia, oglądając jakże wesołą scenkę kochanego tatusia-szefuńcia i nieco miernego chłopaczka w locie. Musiała nawet zdusić śmiech, słysząc to wszystko, podziwiając jeden z koców, który wylądował blisko niej. Śmieszniej by było, gdyby przypadkowo któryś z nich stwierdził, że może zostać wesołym duszkiem o wyglądzie podartego kocyka, ale do tego nie doszło. No nic. W zamian za to powstała mała piramidka z tego, co przyniósł.
- Ethel. - poprawiła go, skupiając się jednak bardziej na swojej latarce i książce. W jej głowie pojawił się przyjemny głosik, który oznajmił, że informacje na temat jej rozmówcy nieco się zaktualizowały, więc miała ochotę na nie zerknąć. Z trudem się od tego powstrzymała.
- Och, mój Boże, odcięło nas morze... Koców. A właściwie piramidka. Ojej, ojej. - zarzuciła ciszej nieco bardziej melodyjnym tonem, aby zdusić swoje chęci. Po tym usłyszała też coś, co przypomniało jej wręcz warknięcie, co nieźle ją zdziwiło, bo w tym samym momencie w pomieszczeniu pojawiło się nieco światła. Tak samo z siebie. Przypomniała sobie też tamtą karteczkę i stwierdziła, że Growlithe potrafi po prostu wywołać ogień. Więc jednak jej złośliwa książeczka miała nieco racji, pisząc, żeby się nie spaliła po drodze.
Pytanie na temat kryjówki również jej nie zdziwiło, ale i tak podskoczyła, bo głos Wilczura wyrwał ją z zamyślenia i lektury książki. Zamknęła ją niechętnie.
- Nie liczyłam czasu, ale poszukiwania zaczęłam od tych nieszczęsnych plotek. Wiadomo. Od jakiegoś czasu je łowiłam. Na poszukiwania wyruszyłam z samego rana, dzisiaj. A teraz, kiedy zrobiło się już dosyć ciemno, jestem tutaj. Tak więc myślę, że szłam w przedziale od dziesięciu do piętnastu godzin. I nie, łatwo nie było. Samo doszukanie się wejścia w tych jaskiniach nie było zbyt przyjemne, ale raczej o to wam chodziło, jak ją tworzyliście.
Brew wymordowanej poleciała nieco do góry, kiedy po zakończonej mowie zauważyła, iż Grow jak gdyby nigdy nic stanął do niej tyłem. Aż tak pewny siebie, czy chciał się nagle upewnić, że ten cały informator nie skoczy mu zaraz do gardła? Eth tylko westchnęła i wyprostowała nogi, kiwając się raz co jakiś czas. Siedzenie na podłodze nagle zrobiło się wygodne i przyjemne. Ale "gościna" psów była o niebo lepsza od tej, jakiej zafundował jej Mengele, nawet jeżeli sama im się wkopała do kryjówki.
- Nie będę dociekać, czy miało teraz zawiać grozą, czy nieudanym tekstem na podryw... - na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech - Powiedzmy jednak, że się rozgoszczę. Naukowcy S.SPEC powinni się od was uczyć, przynajmniej nie byliby potem uważali za nieco kopniętych idiotów, grających wesołych ludzi nauk-
Czekaj, to chyba było nieco za dużo. Ale dobra, może i to przejdzie jednym uchem, a wypadnie drugim. Albo w ogóle go nie zainteresuje. Ale czasem musi wyrzucić z siebie coś z serduszka. Nawet, jeżeli nikogo to nie interesuje.


*zerk do góry* wtf ಠ_ಠ
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.03.15 3:02  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
Shiva zacisnęła zęby na podanym kiju, wgryzając się w jego chropowatą powierzchnię praktycznie na wylot. Nie było widać żadnych innych odcieni prócz czerni, choć tak Ethel, jak i Growlithe, mogli się poczuć przez wilczycę obserwowani, szczególnie, gdy co jakiś czas przekręcała odrobinę łeb z prawa na lewo, nosem wskazując któreś z nich. Ostatecznie jednak zatrzymała się nieruchomym wzrokiem na właścicielu, który wsuwał palce w porozwalane kosmyki.
Najwidoczniej otrzeźwiał na tyle, by bardziej skupić się na słowach nieznajomej. Nie to, że wcześniej nie miał zamiaru jej słuchać, ale do teraz strzepywał z ramion ciężar natłoku informacji. O wszystkich, a przynajmniej większości, co mu opowiadała, wiedział doskonale, jeśli nie z własnego doświadczenia, to chociaż dzięki informatorom. Orientował się w tym cholerstwie przynajmniej do tak przyzwoitego stopnia, by wiedzieć, że DOGS szczeka trochę za głośno. Jeszcze moment, a zaczną załazić za skórę zbyt zadufanym i ważnym osobistościom Desperacji, a nie wszyscy są wierni swojej rasie. Co, jeśli jakiś pokiereszowany przez Kundla paniczyk z Apogeum postanowi sprzedać ciekawostki Władzy M3?
- Roboczo przyjmijmy, że koleżeńska informacja.
Odwrócił się do niej przodem i oparł barkiem o ziemistą ścianę, taksując dziewczynę dość prowokującym spojrzeniem. Jeśli naprawdę myślała, że lawina słów, jakimi go zaatakowała, pośle go na klęczki i z góry jej zaufa, to na starcie mogła wypisać się z biegu do wygranej. Growlithe nie tyle co był wobec niej sceptyczny, a zwyczajnie uważał ją za intruza, który z brudnymi buciorami wlazł na świeżo wypastowaną podłogę. Nie po to ostatnimi czasy tak dużo tutaj sprzątał, żeby teraz coraz więcej osób, które pojawiały się nie wiadomo skąd i po cholerę, ładowały mu się do mieszkania. Co innego, gdyby żył sam, ale w obecnej sytuacji miał sporo mord do wykarmienia, którego bezpieczeństwa też wymagały.
- Powiedziałem, że umiemy załatwiać sprawy po cichu. Nikt nie wspomniał, że tak robimy. - Uniósł brew w znaczącym geście. - Wszyscy są zawsze zaskoczeni naszym przybyciem, a przecież nie przychodzimy na paluszkach. Nie lubię tych plotek, ale są też marne plusy ich rozsiewania. Nie dość, że działają szybko i skutecznie jak tępa epidemia, to jeszcze wielu trzyma się przez to na dystans, bo usłyszało o nas o parę informacji za dużo. Nikt w końcu nie chce zadzierać z masą buntowniczych cholerstw. Ładnie schodzą nam z drogi, nawet jeśli nas szczerze nienawidzą i najchętniej rozsmarowaliby nasze gęby na pierwszej powierzchni płaskiej. I... szczerze? Wparadowałaś do Kryjówki z latarką w ręce... i serio próbujesz mi teraz wmówić, że mogłabyś sprzedać informacje o siedzibie świrom ze S.SPEC?
Parsknął pod nosem, wykrzywiając usta w uśmiech. Serio wyglądało na to, że go rozbawiła. Na sekundę. Chwilę potem mięśnie na twarzy mu stężały, a oczy podłapały blask ognia, przytrzymywanego przez marę. Złoty błysk przemknął po tęczówkach drobnym półłukiem.
- Mogłabyś spróbować. Ale nie radzę z czystej sympatii, Ethel - charknął gardłowo, marszcząc na chwilę jasne brwi. Naprawdę próbowała mu grozić? Durna owco. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że Ethel mogłaby zaatakować Hanako, a już tym bardziej, że byłaby w stanie rozpowiedzieć o lokalizacji Kryjówki Władzy miasta. Najwidoczniej faktycznie czuł się tutaj nienaruszalnie. Niskie, przytłaczające korytarze pełne ciężkiej woni, wyczuwalne nierówności, ciemność i brak kształtów - to wszystko było mu znane na tyle, by czuć się tu jak na prostym asfalcie. Inni jednak potykali się o własne nogi, wpadali na ściany i łamali sobie kończyny, wpadając w nagłe wyrwy. Z perspektywy Wilczura ciężko było patrzeć na obecną sytuację z korzyścią dla informatorki.
NIE MOŻESZ JEJ NIE DOCENIAĆ, mruknęła Shiva, przemykając przeszywającym, namacalnie lodowatym spojrzeniem po sylwetce dziewczyny. WIE DUŻO.
Owszem. Wiedziała. I była to niebezpieczna wiedza na tyle, że mogłaby przetrzepać niesfornym Psom karki. Mimo to na ich teren weszła świadomie. I co? Miałaby to zrobić tylko po to, by poinformować alfę watahy, że chce im skopać dupska?
SAM WIDZISZ.
- Wiem, że wielu chce nam złoić skórę i tylko czeka na jakiegoś kamikaze, który sprzeda prawdziwe informacje - zaczął, wprowadzając drobne poprawki do swojego tonu głosu. Przynajmniej nie brzmiał już jak ktoś, kto lada chwila wybuchnie ogniem. Widać było jednak, że sporo kosztował go ten spokój, na który zwykle się nie zdobywał. Skrzyżowane na torsie ręce drgnęły, gdy spiął mięśnie i zacisnął palce na przedramionach. Tch. - Mam tylko nadzieję, że uciekasz szybciej, niż ja łapię. Nie mamy czasu, by się bawić, więc może pójdziemy na układ?
W takich sytuacjach najchętniej zerknąłby na przegub, ale i tak nie znalazłby tam zegarka. Czas śmigał mu przed nosem i irytował immunitetem, przez który nie można go złapać. Nie tylko rozgadana informatorka była jego problemem. Irakawa dość dobitnie dał do zrozumienia, że w siedzibie jest jeszcze jakaś łajza. Nawet jeśli Growlithe dostał zapewnienie, że Ryan wszystkim się zajął - a skoro tak, to na pewno to zrobił - to jednak wolałby sam zobaczyć, jaka morda postanowiła powęszyć w nieodpowiednim miejscu. Nic dziwnego, że podświadomie mu się spieszyło.
- Chcesz nam pomóc, to świetnie. Masz w takim wypadku aż dwie opcje.
Odkleił się od ściany i machnął wolną ręką. Wyglądał, jakby zrzucał nią coś z wysokiego, niewidzialnego stołu. Palce musnęły powietrze, które nagle przeciął kolejny czarny kształt. Spod ziemi dosłownie wyłoniła się rozedrgana masa, prędką łącząc się z tym, co wyłonił się spod ręki Wilczura. Choć nie poruszyła gleby w żadnym stopniu, wyglądało to tak, jakby zwierzę, nabierające ostrości i konturów, wygrzebało się spod podłoża.
- Pierwsza opcja jest raczej dość wojskowa. Możesz pozostać w siedzibie DOGS tak długo, aż cię nie urżniemy - uśmiechnął się mimowolnie - albo aż ci nie zaufamy. Wychodzić mogłabyś tylko z przydzielonym ci opiekunem, na wypadek, gdybyś poza naszymi spojrzeniami chciała rozrabiać. Rozumiesz. Ostrożności nigdy za wiele. - Growlithe zerknął na  marę i nagle położył rękę na łbie zwierzęcia, które wreszcie uformowało swój ostateczny kształt. Szczupła łania wyprostowała się i zwróciła pysk ku Ethel, demonstrując cały swój majestat. - Znasz legendę o łani kerynejskiej? Jeśli wierzyć greckiej mitologii to zwierzę o złotych rogach, sierści ze srebra i kopytach z brązu. Bardzo szybkie, ale rzadkie. Artemida otrzymała pięć albo aż siedem łani, ale tylko jedna nie została zaprzęgnięta do jej orszaku. Uciekła. Podobno za jej schwytanie odpowiedzialny był Herakles i aby ukończyć to zadanie zmuszony był postrzelić łanię kerynejską w nogi. Trochę się porobiło, bo ostatecznie został posądzony o świętokradztwo. - Growlithe przesunął palcami po smukłej szyi, aż dotarł do trzepoczących co rusz uszu. Zwierzę nawet nie drgnęło, gdy badał je dotykiem, choć faktycznie robił to z zadziwiającą delikatnością. - Herakles miał przynieść taką łanię Eurysteuszowi. Wiesz, kim był Eurysteusz? - Szczerze wątpił, o ile nie była starsza, niż na to wyglądała. - To dla niego Herakles musiał wykonać dwanaście ciężkich prac, by odpokutować swoje winy. Teraz tylko pytanie, czy jakiekolwiek zadośćuczynienie wystarczy, by spłacić dług, którego się dopuścił. - Chwycił łanię za ucho i pociągnął lekko. Zwierzę potrząsnęło łbem, chcąc pozbyć się natręta. - Heraklesowi jednak udało się schwytać zwierzę, ale w drodze do Myken, spotkał Artemidę. Bogini chciała go zaatakować, oburzona tym, co zobaczyła. Jakim cudem doszli do porozumienia? Nie pamiętam. Może po prostu miał dar przekonywania. W końcu nie każdy taki posiada, hm? - Spojrzał wreszcie na Ethel, nie kryjąc wymowności. - Puściła go pod warunkiem, że zwróci łani wolność. I faktycznie. Z legend wynika, że Herakles zaproponował Eurysteuszowi, by osobiście odebrał upragniony prezent. Król Myken się zgodził. Kretyn. To było pewne, że nie ma żadnych szans z kerynejską łanią. Zwierzę uciekło zyskując wolność. Morgan z pewnością nie ma sierści ze srebra, ani rogów ze złota, ale jest bardzo szybka. - Jak na zawołanie klepnął ją w zad. Zwierzę ruszyło się niechętnie, opuszczając nieco łeb i powolnym, ostrożnym krokiem przechodząc do Ethel. Czuć było narastający chłód, rosnący im bliżej przysuwała się Morgan. - To twoje drugie wyjście. Towarzystwo Morgan byłoby mniej upierdliwe. Oczywiście jest jeszcze trzecia opcja, ale... - Powieki opadły mu do połowy. - To durna zabawa w kotka i myszkę. Ty uciekasz, ja łapię.
Z jego ust wyrwało się nagle ciche syknięcie, gdy bransoleta zacisnęła się mocniej na nadgarstku, przypominając dobitnie o swojej obecności. Ethel nie była w stanie tego usłyszeć, ale w jego głowie rozegrała się istna aria wysokich pisków i wrzasków, które przecinały czaszkę na wskroś.
- Nawet gdybym chciał - a i tak nie chcę - nie mogę cię wypuścić, nieważne jak cudnie będziesz świecić oczkami. Ładne sprzedajesz historyjki o pomocy, które zaraz niszczysz szczerością, że i tak niczego u nas nie szukasz. Zastanów się nad tym, co w ogóle powiedziałaś. Co zrobiłaś. Co schrzaniłaś. Uznałaś, że chcesz wesprzeć niebezpieczny gang. Jako kto? Odrębna informatorka czy jedna z nas? To idiotyczne podejście. W dodatku wygląda na to, że niezbyt się tym przejmujesz. Może chcesz pozwiedzać?



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.03.15 12:48  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
Z każdą minutą jej oczy chciały się zamknąć. O dziwo nie był to jakiś bunt z ich strony, bo są zaspane, zmęczone, czy po prostu chciały sobie wziąć jakiś chwilowy urlop. Po prostu w tym miejscu było tak ciemno, że nawet ogień, idący z prowizorycznej pochodni, był dla niej nieco za słaby. Nawet nie miała dalej pewności, co tak naprawdę ją utrzymuje. Taki urok Eth, co zrobisz, lepiej jej idzie zgadywanie, co się gdzie znajduje poprzez rzucanie w randomowe miejsca chociażby małych kamyczków twierdząc, że po uderzeniu rozchodzą się jakieś tylko jej widoczne promienie, fale, cokolwiek. Tego, rzecz jasna, nie widziała, ale można było przeżyć. Szkoda, że nie wzięła jakiś ze sobą. Echo tu jest naprawdę mocne i można się zgubić nawet mimo dobrego słuchu, ale to wciąż było lepsze jak nic. Może byłaby w stanie wyjść bez używania latarki, gdyby spróbowała odwrócić trasę, jaką pokonała chwilę temu. Ale te tunele były małe i tak przemieszane, że szansa na ucieczkę byłaby bardzo niska.
Aż za niska.
Po pewnym czasie informatorka zaczęła delikatnie postukiwać palcami lewej dłoni o kolano, również lewe w tym przypadku. Ogólnie była dosyć cierpliwą osobą, więc mogła wytrzymać długo, ale tutaj wolała jednak nie marnować zbyt dużo czasu. Ostatnio zrobiła się nieco nerwowa, wolała, aby wszystko kończyło się w miarę szybko, a najlepiej, żeby po drodze mogła sobie tak zabezpieczyć tyły, jak się tylko dało. A to wszystko przez jednego, durnego człowieczka, którego miała ochotę zadusić i najlepiej gdzieś powiesić. W jej głowie nawet zaczęły się pojawiać najróżniejsze obrazy, związane z Mege, który zdycha w męczarniach. I choć zazwyczaj unikała niepotrzebnej przemocy, tak teraz aż nawet się delikatnie uśmiechnęła do samej siebie. Z myśli jednak wyrwał ją Growlithe, który wreszcie też się do niej odwrócił. Szkoda tylko, że nie mogła nawiązać jakiegoś kontaktu wzrokowego, czy coś. Czasem udaje się z niego wyłapać jakieś emocje, jakie krążą w głowie danej osoby, a i ewentualne próby ataku i innych tego typu idzie dorwać. Ale tu było po prostu za ciemno. Jedyne, co mogła teraz robić, to słuchać, odpowiadać, myśleć, co ostatnio też wychodziło jej kijowo i mieć nadzieję, że wyjdzie z tej rozmowy w jednym kawałku. Wolała tylko nie wiedzieć, jak długo będzie musiała tutaj siedzieć. Przecież Grow nie kiwnie głową, bo się tutaj wkopała i zaczęła nawalać słowami. Fajne, ale w kij nierealne. Gdyby tak zrobił, to zwątpiłaby w jego zdolności przywódcze i ostrożność, której jednak takim osobom potrzeba.
-Dało się zauważyć. - westchnęła - Plotki zawsze się mogą zmienić. Wystarczy odrobina chęci i kilka argumentów wyssanych z palca, aby doszło do zmiany w postrzeganiu tego i owego. A ten scenariusz można spalić, bo siedzę właśnie tutaj, rozmawiam właśnie z Tobą i próba ucieczki skończyłaby się w pierwszych minutach. Jak nie sekundach. A i S.SPEC by mnie nie przywitał zbyt miło.
Przynajmniej kogoś rozbawiła. Serio, to, że rzuca jakąś inną wersją nie znaczy, że straszy i próbuje wmówić, że to zrobi. To zabrzmiało aż tak realnie, czy jak? Co prawda miała o wiele więcej, jak latarkę, bo w jej torbie było coś do walki, ale nie planowała jej tutaj używać. Przynajmniej do momentu, kiedy komuś zepsuje się humor i stwierdzi, że fajnie by ją było rozsmarować na pobliskiej ścianie.
-No nie martw się, "życie" mi jeszcze miło. A Hanako miała zbyt zajebisty płaszcz, żeby jej przywalać.
Gdyby była najemnikiem, któremu zlecono coś takiego, to pewnie by to zrobiła, ale nie była nim. Ba, raczej by nawet nie spróbowała się brać za taką robotę. Aż tak szalona nie była, a kij wie, co by mogło im strzelić do głowy, jakby im wparował taki Smok. A ona była pojedynczą jednostką, która i tak za wiele nie zdziała, bo nie jest nie wiadomo kim. Dopóki nie ma ciekawych informacji, to za wiele nie zrobi. Teraz nawet jedyna rzecz, która mogła podnieść jej możliwość przechylenia szali na jej stronę, to ta nieszczęsna kryjówka i chęć podzielenia się tym, co było u S.SPEC. Psiaki ich nie lubią, psiaki może chętnie przyjmą jakieś aktualki. Ale to było tylko tyle. Zbyt mało, aby szarżować.
Bardzo wielu. Choć dopóki się nie zbiorą, to i tak za wiele nie zdziałają, poza ewentualnymi bójkami z pojedynczymi osobami...
Tak pomyślała, ale nie odpowiedziała. Jakoś tak. Nie rzuciła też odpowiedzią na drugą część wypowiedzi - czekała na rozwinięcie, układ, o którym Wilczur wspomniał. Role się wreszcie zmieniły, teraz to ona musiała słuchać, z on mówił. I mówił. Pierwsza opcja brzmiała tak sobie, choć raczej nie powinna narzekać, bo mogli od razu wykopać jej szczątki. Była jeszcze druga wersja... Która w ogóle jej pomieszała w głowie. Zaczął od mitologii i historyjki o łani, super, fajnie, szkoda, że nie dostała jeszcze kubka herbaty i wygodnej poduszki, bo słuchać mogła. Ale potem zrobiło się dziwnie chłodno, ponownie zapewniono ją, że ta jest w kij szybka i... Co dalej? W tej mitologii kryło się to, co powinna zrobić? Czy po prostu jednak ta łania miała jej towarzyszyć?
- Konkrety proszę, konkrety. Bo albo mi przekaz gdzieś umknął, albo po prostu ta łania będzie za mną chodzić. I co? Z nią mogę iść wszędzie, a ona robi za mojego opiekuna? Zagryzie mnie? Jak coś zwalę, to przyleci od razu do Ciebie? Nie mam nic przeciwko mitologii, nawet kiedyś miałam dosyć starą kopię z niektórymi, bardziej znanymi mitami, ale to wieki temu było. Teraz jednak wolę dokładnie wiedzieć, co ja mam robić, aby nie kopnąć w kalendarz.
Cały czas mówiła swoim nieco wypranym z emocji tonem - jedyna nutka, wskazująca na zainteresowanie wpadła gdzieś pod koniec, kiedy niepokojący chłód był na tyle blisko, że Eth delikatnie skierowała prawą dłoń w tę stronę. Nie wiedziała, co to jest, ale... Naprawdę ją zaciekawiła. Skąd ona się tutaj nagle wzięła? Jakaś zdolność kreowania? Ale z czego, na Boga? Będzie mogła z nią się jakoś kontaktować, albo chociażby gadać do siebie, gdzie łania przynajmniej kiwnie głową? Jak długo?
- Boże, Boże, nie wiem, czym Ty jesteś, ale już Cię lubię. Przynajmniej do momentu, jak nie spróbujesz mi czymś przywalić, czy coś - mruknęła do siebie, chwilowo zapominając, że Growlithe nadal tutaj był. I wrócił do tonu oskarżyciela, czepiając się o jej podejście. Informatorka głośno westchnęła i pokręciła głową.
- Najmocniej przepraszam za to, że nie umiem rozmawiać z ludźmi tak, by mnie zrozumieli. - Eth odwróciła się w stronę szefa DOGS i rozłożyła ręce - Następnym razem wcisnę Ci kolejną, słodką historyjkę o bohaterze Desperacji, skoro tak bardzo ją pokochałeś. A tak serio, nie zrozumieliśmy się. To nie tak, że nic nie chcę - mój cel jest po prostu nieco... Daleko. Nikt z was specjalnie dla mnie nie zrobi tego, bo to nawet nie miałoby sensu. Jest mocno związany z ludźmi, do których wszyscy pałamy miłością. Mogę sobie spokojnie poczekać do tego momentu, bo najpierw to chyba przydałoby się zdobyć wasze zaufanie, tak? Tak. Prędzej czy później może w końcu ktoś się tutaj do mnie przyzwyczai. Jak chcę być postrzegana? Pewnie na początku wszyscy będą mnie widzieć jako odrębną jednostkę. I jeżeli na początku mam taką być, to nie ma problemu. To, czy zechcecie mnie kiedyś przyjąć na porządnie do waszego grona - to już nie zależy ode mnie, a od was, no chyba, że teraz każdy, kto podniesie rękę i powie "Chcę skakać z psiakami" dostanie po chwili chusteczkę i hulaj dusza, Boga nie ma? - tutaj wreszcie podniosła się z ziemi - Na przyszłość radzę się nie sugerować moim tonem wypowiedzi, bo bardzo często się zmienia i nie zawsze pasuje. Ale to już taki mój urok, jeżeli mogę to tak określić.
Powoli zaczynała się już przyzwyczajać do tego podejścia, jak to co pięć minut coś zwala w czasie tej rozmowy. Niech już sobie myśli, co chce, ważne, by w końcu dojść do jakiegoś porozumienia. Czasem jednak potrafi więcej zdziałać czynami, aniżeli słowami, więc i w tym przypadku może uda się jej coś zrobić. A Grow w końcu będzie musiał przyjąć do wiadomości to, że wokół jego wesołej gromadki krąży taka istotka. Może. Fajnie by było. Gorzej, jak go do końca wkurzy, czy coś tego.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 14.03.15 19:12  •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
Spomiędzy zaciśniętych zębów wyrwało się świszczące westchnięcie, nieco zbyt głośne, by uznać je za przypadek. Nie powinien narzekać, w końcu nie trafił na kompletną idiotkę, która nie wiedząc, na jakich zasadach działa umowa, od razu się na nią zgadza. Z drugiej strony w ostatnich terminach stale tłumaczył to samo, więc nic dziwnego, że na pewnym etapie zaczął mieć wrażenie, że mógł przestać opowiadać o konkretach, skoro mówił o nich niemalże każdemu.
Może plotki wcale nie roznosiły się tak prędko, jak początkowo zakładał?
Od normalnego opiekuna Morgan byłaby bardziej dyskretna.
Łania wysunęła pysk i musnęła lodowatymi chrapami policzek nieznajomej, wlepiając w nią parę czarnych, niebłyszczących mimo płomieni ślepi. Choć nie dało się dostrzec zarysów jej oczu, Ethel i tak miała pewność, że zwierzę patrzy się prosto na nią. Nie. Ono się w sumie nie patrzyło. Ono się bezczelnie w nią wgapiało, jakby tylko czekając na to, kiedy będzie mogła obedrzeć informatorkę ze skóry, powyrywać wszystkie nicie żył, aż w końcu dostanie się do duszy, którą podrze, jak mokrą kartkę papieru. Kopyto stuknęło o ziemię, gdy niczym zdenerwowany byk na rodeo, przemknęła racicami po glebie.
Nie jest istotą prawdziwą i nigdy nią nie była. Posiada jednak własną inteligencję, nawet ton głosu i charakter, ale nie będziesz w stanie jej usłyszeć ani zrozumieć, bo w waszym świecie ogranicza się jedynie do dźwięków zwierzęcia, jakiego przybrała formę ─ wytłumaczył, szczególny nacisk dając na słowo „waszym”. Pod tym kątem nawet lepiej, że Ethel nie mogła zrozumieć Morgan. Łania właśnie wyciągała usta pozbawione warg w kpiarskim uśmiechu, absolutnie niedostrzegalnym na jej czarnym pysku. Wredna zołza. ─ Rozumie jednak ludzką mowę, dlatego możesz z nią rozmawiać. Na pewno będzie zachwycona twoim towarzystwem. ─ Jak na zawołanie Morgan przechyliła łeb, by móc posłać właścicielowi przeszywające spojrzenie. Ten jednak nie zwrócił na niej najmniejszej uwagi, całkowicie przekładając swoje zainteresowanie na postać Ethel, którą bacznie obserwował.
Na co dzień przybierze formę jakiegoś przedmiotu, żeby ci się tak nie walać pod butami. Tym różniłaby się od zwykłego opiekuna, którego przydzielę ci, jeśli będziesz kręcić nosem i nadal tupać nogą. Musiałabyś ją nosić cały czas przy sobie, więc niech to będzie jakiś naszyjnik, bransoleta albo inne ustrojstwo, którego nie będziesz odkładała przy każdej okazji. Ostrzegam jednak, że mocniejsze uderzenie w przedmiot powoduje jego rozbicie i rozsypanie się. Morgan na dłuższy czas umrze, o ile te kurewstwa mogą zdechnąć – łania parsknęła oburzona ─ i od razu wróci do artefaktu, przekazując przyczynę powrotu. Jeśli będzie to tylko przypadek z powodu jakiejś walki, w którą akurat byś się wplątała, Morgan mnie do ciebie poprowadzi, żebym mógł udzielić ci pomocy. Oczywiście, optymistycznie zakładając, że zapamięta drogę. Jeśli zaś sama rozbijesz przedmiot, założę, że jest to forma zdrady, upoluję cię, wsadzę armatę w dupę i wystrzelę tyle pocisków, ile będę mieć akurat Psów w gangu. Wiesz czemu? Żeby pomścić każdego, któremu nie dotrzymałaś wierności. Teraz to wygląda jaśniej?
Jak na zawołanie podniósł brew w wiadomym geście. Morgan w tym samym czasie prychnęła, co zabrzmiało jak nagłe kichnięcie i zaraz po tym otarła się bokiem pyska o ramię wymordowanej, przemykając lodowata iskrą przez materiał jej ubrań. Growlithe na ten ułamek chwili zamilkł, analizując poprzednie słowa dziewczyny. W pewnym momencie poderwał rękę do góry i przemknął palcami po poranionym policzku, zahaczając paznokciami o ledwo zasklepione rany na ustach. Albo był kompletnym debilem, albo zaczynał się gubić. Nie. Inaczej. Nie był do końca przekonany, czy to, o czym właśnie pomyślał, to faktyczne „zamiary” Ethel, czy tylko jego dopowiedzenia.
Nie założyłem organizacji charytatywnej, więc serio nie masz co liczyć na to, że staniemy za tobą murem, bo poprztykałaś się z jakimiś ludźmi. Domyślam się, że chodzi o S.SPEC i chyba tylko wspólny wróg nas teraz łączy. Skurwysyństwo. ─ Splunął w bok, w wyrazie największej pogardy i skrzywił się na samą myśl o tych wszystkich twarzach.
PAMIĘTASZ ICH TWARZE? PAMIĘTASZ, JAK NIENAWIŚĆ SIĘGAŁA DNA? ─ ciepły, wręcz uwodzicielski ton w postaci chłodnego oddechu ugłaskał kark białowłosego. Growlithe nie rozpoznał tego głosu. Musiał być nowy. Albo dotychczas bardzo cichy.
Jeśli do nas dołączysz, staniesz się rodziną. A rodziny nie wystawia się do wiatru, Ethel. Póki się nie zdecydujesz, jesteś skazana na traktowanie jak ostatnia szmata, bo jesteś tu obca. I niechciana.
Za plecami Growlithe'a rozległo się nagle warczenie, które co rusz stawało się o oktawę głośniejsze. Wymordowany nie spojrzał za siebie, ale wyczuł nagle rozdrażnienie Shivy, która wciąż zaciskając smoliste kły na badylu, aż podniosła się z ziemi i pochyliwszy pysk, wbiła spojrzenie przed siebie. Jedno machnięcie dłoni Wilczura, a gardłowe pomrukiwania ucichły, choć nadal czuć było od Shivy nieposłuszeństwo i zdenerwowanie.
Mam parę rzeczy do odhaczenia. ─ Aż chciałoby się dodać „co zrobić, taka robota”. ─ Teraz ─ skonkretyzował dobitnie, pstrykając palcami. Magia, co? Jedno pstryknięcie, a ogień zgasł. Do nosów od razu dotarł gryzący, wąski wąż dymu. ─ Pójdziesz ze mną. Jeśli nie chcesz się zgubić, złap mnie za rękę albo trzymaj się wystarczająco blisko.


zt + Ethel → sala tortur



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Tunele - Page 4 Empty Re: Tunele
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach