Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down


Magazyn DOGS.

Pisanie by Fucker on Pią Gru 12, 2014 7:48 pm



Magazyn DOGS

Im dalej, tym ciemniej; im ciemniej, tym łatwiej ukryć coś przed nieproszonymi gośćmi. Jedynie członkowie DOGS zdają sobie sprawę z tego, gdzie przechowuje się łupy organizacji i jednocześnie tylko oni mogą z nich korzystać. Skład broni, pożywienia i innych rzeczy, które ułatwiają przetrwanie w Desperacji, to jedno z najobszerniejszych pomieszczeń w siedzibie. Można tu dostać się przez specjalną wnękę w ścianie, która raczej umknie oczom nieproszonego gościa, nieprzyzwyczajonego do poruszania się na tym dość zawiłym poziomie.
Jak opisać samo pomieszczenie? Na pierwszy rzut oka jest zagracone. Mnóstwo tu skrzyń, kartonów, a także wystawionych na bok randomowych zdobyczy, ale w gruncie rzeczy wszystko ma tutaj swoje miejsce. Danonki za sałatą, broń na suficie. Oprócz zwyczajnych przedmiotów znajdą się tu także unikalne cacka, z których DOGS ograbiło swoich przeciwników.

WAŻNE! Unikalne przedmioty (artefakty/technologia etc.)mamy tu do czynienia z rzeczami, które są pojedyncze. Jeżeli ktoś wcześniej postanowił je pożyczyć, oznacza to, że tymczasowo są niedostępne. Rzecz jasna mogą występować w większej ilości, jeżeli zdobycie ich zostało fabularnie uzasadnione, a spis zaznacza, że DOGS jest w posiadaniu np. dwóch/trzech artefaktów danego rodzaju.
Dodatkowe: Przedmioty zabieramy z magazynu FABULARNIE. Dobrze jest też zaznaczyć kolorem pożyczenie/zwrócenie danego artefaktu lub przyniesienie nowego, żeby inni członkowie wiedzieli, czy aktualnie mogą zgarnąć zdany przedmiot. Przy okazji dobrze poinformować mnie lub Growa o tym, że jakiś nowy przedmiot został zdobyty, żebyśmy mogli dodać go do spisu.


Posiadane przedmioty specjalne:
Mechaniczna rękawica, połączona rurkami ze zbiornikiem
, która w momencie użycia pluje napalmem na odległość do 50 metrów. Napalmu nie da się ugasić naturalnymi metodami, pali się dopóki się nie wypali lub anioł ognia nie użyje mocy. Zbiornik napalmu znajduje się na pasie, jest w kształcie pierścienia i nie wystaje zbytnio spod ubrania. Gdyby nie wystarczał, zawsze można do niego przykręcić dodatkowe zbiorniki. Ich obudowa jest zaprojektowana tak, by wytrzymała nawet wybuch granatu. Nie można przecież ryzykować wycieku. Bez dodatkowych zbiorników napalmu wystarcza na 2 posty, każdy dodatkowy dodaje ilość paliwa na 1 post. Przewody biegną dyskretnie pod ubraniem na plecach, są przytrzymywane specjalnymi pasami obejmującymi ciało Dedala. Rura wylotowa znajduje się na wewnętrznej stronie dłoni, może ją wydłużyć i mieć możliwość jej trzymania, a może ją też skrócić, jeśli nie jest mu to potrzebne. {1/1} Cytat z karty Dedala.
Mechaniczna rękawica emitująca impulsy elektryczne, które mają wartość zbliżoną do impulsów nerwowych. Rękawica jest skuteczna w przypadku przesłuchań. Osoby o słabej woli nakłonią do powiedzenia wielu rzeczy, a tych silniejszych zmiękczą do dalszych przesłuchań. {1/1} Cytat z karty Dedala (lekka modyfikacja).
Nóż umożliwiający teleportację. Wygląda na bardzo stary, ale mimo to jest ostry i wytrzymały. Ostrze wykonane z dziwnego, przydymionego metalu, chropowatego w dotyku. Jest pokryte wzorem spirali, podkreślonym na niebiesko. Rękojeść z poczerniałego od starości drewna, inkrustowana fragmentami kości, układającymi się w geometryczne kształty. Nóż jest zawsze zimny; jakby cały czas leżał na dnie zimnego zbiornika wodnego. Teleportacja możliwa tylko w zasięgu 30 metrów. Posiadacz musi dokładnie widzieć miejsce, do którego chce się teleportować; z tego powodu może pojawić się tylko w miejscu, które jest na jej wysokości wzroku lub niżej - żadnego teleportowania się na dach. Musi dotykać noża, aby użycie mocy było możliwe. Nie wiadomo, jak szybko wyczerpuje się moc artefaktu, jednak mimo długiego treningu posiadacz nie jest w stanie teleportować się więcej niż dwa razy z rzędu. Mdłości, zawroty głowy i ogólna słabość dopadają ją zaraz po drugiej teleportacji i utrzymują się 5 postów. Aby uniknąć tego efektu musi odpocząć co najmniej 3 posty po pierwszej teleportacji. {1/1} Cytat z karty Luki (lekka modyfikacja).
Miecz Światła (Świetlisty Miecz). Były artefakt Metatrona, który został zrobyty przez Growlithe'a podczas anielskiego sądu. Zawarta w nim moc umożliwia jego ostrzu przecięcie dosłownie wszystkiego lub przebicia najróżniejszych rzeczy z łatwością noża wbijającego się w masło. Działanie mocy artefaktu utrzymuje się przez 3 posty, przy czym z każdym postem siła ostrza jest coraz słabsza – w 1 poście jest w stanie przeciąć i wbić się we wszystko, w 2 – wciąż może z lekkością przebijać się przez przedmioty o mniejszej twardości niż wytrzymałe metale, w 3 poście – jest w stanie wbić się w słabsze przedmioty (ciało, jakieś bardziej miękkie tworzywa). Po serii 3 postów (tj. w 4 poście) staje się bezużyteczny nawet jako broń i musi zostać naładowany pełnym światłem słonecznym przed kolejnym użyciem. Czas ładowania to 4 posty. {1/1}

Posiadane składniki do wyrobu medykamentów:
Altea x5.
Niewielki kwiat o zielonej łodyżce i bardzo delikatnych płatkach białej barwy.
Właściwości: zaparzona oczyszcza organizm z toksyn.
Występowanie: rośnie tam gdzie zwykła trawa.

Martwy korzeń x2.
Korzeń. Najzwyklejszy w świecie korzeń, zakorzeniony w glebie. Zasadnicza różnica polega na tym, że ten przypomina białawą skamielinę i w dotyku potrafi się rozpaść, jeśli zaciśnie się za mocno palce.
Właściwości: starte na drobny granulat i wpuszczone do rany potrafią spowodować obumarcie danego miejsca, co zaś może mieć poważne skutki. Jednakowoż, zagotowany w wodzie, wydziela opary, których wdychanie ułatwia oddychanie, oczyszcza płuca. Zagotowany z tego napar zaś działa jak środek uspokajający.
Występowanie: Desperacja, głównie pod wszelakimi martwymi roślinami i drzewami.

Czarna róża Luctus.
Jak róża o czarnych płatkach, niemal całkowicie bez łodygi, za to z dobrze rozwiniętym systemem korzeniowym.
Właściwości: żucie jednego płatka róży powoduje zniknięcie bólu brzucha lub głowy na 2 godziny.
Występowanie: Czerwona Pustynia

Jagody Shull.
Małe, czerwone jagódki rosnące na sporych, rozłożystych krzakach.
Właściwości: przeciwdziałają chorobom psychicznym i mogą być dość pożywnym jedzeniem. Zjedzone zanim dojrzeją mogą wywołać Syndrom Thurmana.
Występowanie: M3, bardzo rzadko w Edenie.

Krwawy liść x4.
Niski krzak o ciemnoczerwonych liściach kształtem przypominających pokrzywę.
Właściwości: choć spożyte na surowo mogą wywołać bóle brzucha i biegunkę, żucie liści powoduje większą krzepliwość krwi i w efekcie szybsze tamowanie krwotoków.
Występowanie: Eden, M3, niektóre lesiste miejsca Desperacji.

Koniczynka Eme x4.
Długa, zielona łodyga zakończona drobnymi kwiatami mogącymi występować w kolorach różu, fioletu, czerwieni, bieli i jasnego błękitu.
Właściwości: picie naparu z kwiatów ułatwia zrastanie się kości.
Występowanie: wszędzie gdzie trawa.

Czerejka pospolita x4.
Małe, czerwone jagódki rosnące na sporych, rozłożystych krzakach.
Właściwości: Niewielki krzak o poskręcanych gałęziach. Jego kwiaty mają intensywnie granatowe płatki i błękitny środek, natomiast owoce są jasnopurpurowe.
Występowanie: w pobliżu zbiorników wody.

Kaukaski granat x7.
Bardzo przypominające pod względem swojej budowy i wyglądu winorośle, owoce nawet przywodzą na myśl winogrona, lecz wbrew takowym, mają silnie żółtą barwę.
Właściwości: sok z kaukaskiego granatu jest idealny do oczyszczania i dezynfekcji ran lub narzędzi medycznych. Odpowiednio przygotowany, potrafi też być całkiem wykwintnym gatunkiem wina.
Występowanie: porastają niektóre budynki w Edenie, a także rosną dziko na jego terenie.

Giaczanka x4.
Lekko pomarszczone kule wielkości pomarańczy. Ich kolor zależy od nich samych i otoczenia. Najczęściej brązowe lub piaskowo-żółte. Gdy stają się pomarańczowe i bardziej miękkie – znaczy że są przejrzałe. Biała barwa oznacza, iż są niedojrzałe.
Właściwości: dojrzałe są twarde jak skała i mogą służyć jako pociski. Niedojrzałe – ich miąższ służy do robienia odtrutki na łuskowicę, a przejrzałe często eksplodują przy mocniejszym uścisku, przy czym ich nasiona po dostaniu się w okolice oczu, do środka nosa etc. bardzo podrażniają skórę. Po zjedzeniu na surowo lub źle przyrządzonej giaczanki łatwo można zapaść na łuskowicę. Odpowiednio przyrządzona giaczanka jest pikantna, smaczna i ma w sobie dużo wody. Sama służy tylko jako jedzenie.
Występowanie:  zalążki znaleźć można rozwijające się pod ziemią. Im bliżej wody tym bliżej powierzchni.

Kosmatek x2.
Drzewo o czerwonawym pniu i jaskrawych kwiatach w kolorach czerwieni, różu lub żółci. Liście porastają drobne, miękkie włoski.
Właściwości: sok z pnia może służyć za cukier, a sproszkowana kora działa prawie jak sól – konserwuje i nadaje lekko słonego smaku potrawom. Płatki kwiatów po zrobieniu z nich naparu mają działanie uspokajające.
Występowanie:  Eden, M3.

Kwiat Luny x2.
Jeśli zakwita, to wygląda jak srebrzysto niebieski chaber. Jeśli nie, jest po prostu zieloną łodyżką, z liśćmi i zgrubieniem na szczycie.
Właściwości: napar z kwiatu luny usuwa toksyny z organizmu. Działa też przeczyszczająco.
Występowanie:  Eden. Jest umiarkowanie pospolity, ale zbiera się tylko kwiaty, nie łodyżki, a te zakwitają jedynie w czasie pełni.

Czułki ścierwojada.
Zielone, lekko zakrzywione, czerwone na ostrych końcach czułki paskudnej bestii.
Właściwości: jest składnikiem wielu lekarstw, które podaje się w formie maści. Idealny do chorób skóry.
Występowanie: w okolicy cmentarzy i ewentualnych zwłok (Desperacja).

Trupi jad.
Są to krzaczki odróżniające się od zwykłego krzewu dzikich poziomek tylko kolorem liści. Są one zgniłozielone, jakby roślina sama w sobie umarła. Ich owoce zaś są okrągłe i fioletowe, rozmiarami nieprzekraczające paznokcia.
Właściwości: zjedzenie owocu trupiego jadu spowoduje, iż owoc takowy oczyści ciało osobnika z jakiejkolwiek trucizny. Im trucizna silniejsza, tym trzeba zjeść owoców więcej. Trzeba jednak znać umiar, gdyż jeśli zje się te owoce nie będąc zatrutym, to okażą się one dosyć silną trucizną. Liście trupiego jadu przytknięte do rany, przyśpieszają procesy powstawania strupów i krzepnięcia krwi.
Występowanie: granica między Edenem a Desperacją.


Posiadane medykamenty/asortyment medyczny

Senobiotyk x6.
Zielona papka o drażniącym zapachu.
Leczone choroby: sanfungus.
Odtrutka na łuskowicę x3
Fioletowy kompot z pomarańczowymi plamami. Nie pachnie zachęcająco, ale w smaku jest słodki i lekko pikantny. Łagodzi ból gardła i czyści organizm z toksyn.
Leczone choroby: Łuskowica.
Ginko Biloba x4
Piekąca, śmierdząca zgniłymi jajami maść, która do końca nie leczy syndromu Draculi, ale za to pozwala wyjść na słońce na kilka dni (dwie fabuły).
Leczone choroby: Syndrom Draculi.
Wszoprecz x2.
Biały proszek z kawałkami jasnoróżowych płatków igielniczki. Ma zapach podobny do mięty, ale bardziej słodki. Parę godzin od nałożenia, wszy powinny wyginąć, pozostawiając przyjemne uczucie świeżości. Resztę leku można zmyć, bezproblemowo wytrzepać z włosów lub zostawić aż sam usunie się z wiatrem czy od wycierania.
Leczone choroby: Wszawica.
Królewski napar.
Ciecz o kolorze brunatnym. Zapach intensywny, drażniący.
Leczone choroby: Parascere – podawane przez trzy dni z rzędu.
Antybiotyk x4.
Tabletka przeciwbólowa x40
Stoperan.
Bandaże x8.

1/2 litra spirytusu.
Igła x2


Ostatnio zmieniony przez Fucker dnia Wto Wrz 19, 2017 6:35 pm, w całości zmieniany 1 raz




You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.
avatar





Fucker
Rottweiler     Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Arcanine on Czw Kwi 02, 2015 5:59 pm
Czarne kosmyki przesypały się pomiędzy palcami, nagie ciało wyprostowało, usta rozchyliły w rozdrażnionym westchnięciu. Mrowienie w kończynach za moment ustąpi, niektóre mięśnie przestaną wydawać się metalowymi częściami i na nowo będzie czuł cudowną władzę nad rękoma, nogami i plecami. Zwłaszcza plecami. Po podniesieniu się z kucek, wydawało mu się, jakby cała skóra okazała się za mała i teraz, przy pierwszym lepszym ruchu, naciągnęła się za mocno, powodując krótki zastrzyk bólu.
Masz w sobie dwa wilki, mówił tekst jednej z piosenek. Jeden jest dobry, drugi zły, racja? Teraz najważniejsze jest to, którego karmisz.
JESTEM GŁODNA, JACE.
Mężczyzna podniósł lewe ramię, by zaraz je opuścić z cichym sykiem. Przeciwległą dłonią chwycił się za bark, uciskając mocniej to miejsce. Ścierpnięte. Jeszcze moment, a dostanie szału, bez przerwy atakowany na przemian drętwieniem i uczuciem porównywalnym do wbijania malutkich, niegroźnych na pozór igiełek tak głęboko, że ich cienkie, ostre końcówki dotykały kości. Za małe, by czuć ból, za duże by je zignorować.
Growlithe? ─ zapytał jakiś cichy, zaskoczony głos.
Wciąż czarne kosmyki poruszyły się, gdy ponownie przesuwał po nich ręką, starając się zgarnąć poszarpaną grzywkę z oczu. Nie poruszył głową, ale oczy prędko przesunęły się na bok, od razu wyłapując drobny ruch w ciemnościach. Źrenice jak na komendę przykryły praktycznie całe tęczówki, zostawiając jedynie niewielkie, kolorowe obręcze.
To tylko ty. Odczepił od niej wzrok, dalej czekając, aż mrowienie ustanie, przynosząc ulgę dla ciała. Za długo zwlekał z przybraniem zwierzęcej postaci i teraz odczuwał mocne skutki uboczne. Wewnętrzne wilczysko wciąż rwało się, chcąc rozsadzić go od środka, poczuć mroźny wiatr, gryzący w nos, czuć pod łapami miękki śnieg... Growlithe przechylił głowę na bok, aż coś mu nie strzyknęło.
Co jest, Kitsune?
Czekałam na ciebie. Miałam się zorientować, jak się czujesz ─ odparła postać, postępując niepewny krok do przodu. Szczupłe nogi przysłonięte były materiałem wąskich spodni. ─ Choroba ustępuje?
Growlithe nie czuł się jak bóg bogów, ale każdemu ciśnienie by podskoczyło, gdyby był świadkiem coraz częstszych problemów związanych z gangiem. Prowadzenie Psów nie należało do najprostszych zadań, a przynajmniej nie wyglądało to tak, jak początkowo to sobie wyobrażał. Teraz, gdy wreszcie rozumiał, co oznaczało trzymanie wszystkiego na barkach, czuł się szczególnie zmęczony. Nawet jeśli to tylko durna przenośnia, od paru miesięcy miał nieodłączone wrażenie, że im więcej odpowiedzialności, tym gorzej. Powinien dorosnąć, aby sprostać wymaganiom, a zamiast tego wciąż czuł się jak dzieciak. Za dużo zabawy, za mało powagi.
Jasne.
Kitsune wyraźnie się ucieszyła. Podniosła ręce i przyłożyła je do siebie w niemym klaśnięciu. Przez moment stali w dziwnej ciszy, choć Growlithe miał ochotę wrócić do pokoju i legnąć na łóżku. Tylko świadomość, że dziewczyna nadal czegoś od niego chciała, trzymał ją w jednym miejscu.  Widział jej złote oczy połyskujące w mroku, mimo braku jakiegokolwiek światła.
Cieszę się ─ odparła prędko, odchrząknęła i odwróciła się, by ponownie podejść do ściany, o którą wcześniej się opierała. ─ Powiedzieli mi, że poszedłeś sprawdzić teren. Kazali przynieść ubrania. Um... nie wiedziałam co mogę ci przynieść, a nie chciałam wchodzić do twojego pokoju. ─ Pochyliła się, żeby zebrać z ziemi ciuchy i podeszła do mężczyzny, zatrzymując się w odległości ramienia. ─ Mam nadzieję, że będą dobre.
Odebrał od niej ubrania, od razu dostrzegając jej nerwowy ruch. Odwróciła się do niego tyłem, zaciskając dłonie w piąstki. Jej szczupłe ramiona podniosły się nieco ku górze, jakby chciała schować między nimi głowę.
Nie wstydź się ─ westchnął, przerzucając ciuchy przez ramię. W rękach zostały mu tylko spodnie, które rozłożył jednym szarpnięciem i zaczął ubierać. ─ To naturalne.
Wiem! ─ rzuciła nieco zbyt piskliwie, próbując się wyprostować. ─ Jestem... tutaj nowa. Trochę nie mogę się przyzwyczaić.
Zarzucił na siebie resztę ubrań. Powoli odzyskiwał kompletne czucie. Chciał już iść, ale rudowłosa dziewczyna odezwała się nagle i poinformowała go, że znów go szukano. No to trzeba zapierdalać.

(...)

Jesteś pewien? Dziękuję.
Uhn.

(...)

Różni ludzie mieli różne hobby. Niektórzy lubili ogórki, inni ─ ogrodnika córki. Growlithe nie zamierzał wtrącać się w sprawy członków gangu dopóty nie przestawały być sprawami indywidualnymi. Jednak na pytanie: „czy mógłbyś?” zwykle odpowiadał „taa”. Shilon i tak miała dziś dużo na głowie, a jej blada, zmęczona twarz wydawała się martwa. Wyjął z jej rąk pudło z narzędziami, paroma kłębkami wełny i zestawem do szycia, zapewniając, że odłoży do magazynu. Skłoniła mu się, składając ręce, a potem kazał jej zjeżdżać, choć dało się wyłowić z zachrypniętego głosu nutę rozbawienia.
SKĄD U CIEBIE TAKIE CHĘCI POMOCY?
I tak miał się tam w końcu kopnąć.
Stanowczy, miarowy, wręcz wojskowy krok tłamszony przez ziemię ucichł dopiero, gdy Growlithe znalazł się w magazynie.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Shion on Pią Kwi 03, 2015 1:38 am
Nie mógł pozbyć się z głowy myśli odnośnie tego, co się stało z Gavranem. Pewni albo leży martwy w rowie, albo znajduje się w stanie agonalnym w… też w rowie. Westchnął cicho i nerwowo potarł się po czole, zagłębiając się coraz bardziej w jednym z korytarzy siedziby DOGS. Ale nie mógł nic zrobić. W ich oczach wciąż był Kotem i o to przecież chodziło. Zresztą, Gavran był jednym z Kundli, a przecież Shion nigdy się z nimi nie identyfikował. Chciał, by wszyscy po kolei pozdychali w męczarniach. Cholerne pchlarze, które panoszą się wszędzie, gdzie tylko mogą. Już wnet zostaną wyplewieni albo przez CATS albo przez SPEC. Albo jakieś inne ustrojstwo. Oby nastąpiło to jak najszybciej.
Ale skąd u niego to nieprzyjemne, dziwne uczucie w okolicach żołądka?
Przygryzł mocniej dolną wargę, by po chwili ją puścić i koniuszkiem języka zlizać kroplę krwi. Nie wiedział co ma teraz ze sobą począć. W sumie… gdzie ma iść. Przecież nie posiadał swojej nory, gdzie mógłby w spokoju zaszyć się i zasnąć skulony, przeczekując zapewne zbliżającą się burzę i ukryć przed całym światem. Nie miał… w sumie nic. Wszystko mu odebrano. W jego brązowych oczach błysnęły kurwiki wstrętu do tego miejsca. Nie powinien zaprzątać sobie głowy całym tym szajsem oraz jego członkami. To wszystko wnet się skończy. Czuł to.
Tak samo, jak poczuł ssanie w żołądku.
Od wczoraj nic nie jadł a skoro Gavrana nie było, to nie miał swojego darmowego żywiciela. Będzie musiał coś wymyślić. Wtem momentalnie przystanął przypominając sobie o magazynie. Tak, słyszał o nim od Gavrana, a raczej podsłuchał z jego rozmowy z jakimś innym członkiem gangu. O ile pamięć go nie zawodziła, jest w pobliżu. Przez ostatnie dni nie mając nic do roboty pod postacią nietoperza latał po korytarzach odrywając coraz to ciekawsze kryjówki. Tak, powinni tam coś skrywać do jedzenia. Bez dłuższego namysłu odwrócił się na pięcie i skierował pospiesznie kroki w wyznaczonym sobie celu.
Trochę pokręcił się po korytarzach, gubiąc z dwa, albo  nawet trzy razy drogę, ale koniec końców udało mu się trafić do celu. Przystanąwszy przed wejściem zaczął nasłuchiwać, czy w środku aby na pewno nikogo nie ma. Upewniwszy się, że pomieszczenie jest puste, szybko i niepostrzeżenie wślizgnął do środka, rozglądając się dookoła. Panował tutaj półmrok a jedynym źródłem światła była stara lampa naftowa zawieszona przy ścianie. A dodatek bardzo słabo świeciła, ale zawsze to coś. Przynajmniej nie zabije się o wystający korzeń z ziemi. Chyba.
Nie zamierzał wyjadać kundlom całego zapasu żywności, jaki udało im się nagromadzić na zimę. Zadowoli się jakimś owocem albo kawałkiem sera. Kątem oka dostrzegł nawet ziemniaki. No proszę, na bogato.
Wyciągnął zza paska spodni mały nożyk i podszedł do jakiegoś starego, twardego sera, z którego zaczął odkrajać parę pasków, od razu wsuwając sobie pomiędzy usta jeden plaster. Pomimo zepsutego posmaku i tak smakowało dobrze. A może odczuwał tak przez pryzmat głodu, który mu doskwierał. Sam nie wiedział, ale też nie rozwodził się nad tym zbyt długo. Starał się jeść szybko, ale nie łapczywie. Byleby nikt nie zdążył go przyłapać na podkradaniu. Byleby…
Kroki.
Jego ciało momentalnie zostało sparaliżowane strachem. No nic, jakoś się wykaraska. Powie, że został przys--
Moment, kiedy odwrócił się i jego wzrok napotkał sylwetkę samego Wilczura, zdawał się zatrzymać w czasie i ruszyć dopiero po długiej chwili ociągania, jakby ktoś wreszcie wręcz leniwie machnął ręką i pozwolił czasowi ruszać swoim tempem. Palce dłoni zacisnęły się mocniej na ostatnim plastrze sera, który trzymał, nie wiedząc czy ma go odłożyć czy na szybko wsunąć sobie pomiędzy usta.
Zjedz! To może być twój ostatni posiłek dzisiaj. I jutro! Jakiś cichy głosik w jego głowie zaczął bić na alarm. Ale ciało nie chciało słuchać rozumu.
- Ja… – zaczął chcąc znaleźć jakieś odpowiednie słowa, czując, jak jego ramiona unoszą się nieco wyżej, a on sam kuli się od nacisku spojrzenia dwukolorowych tęczówek.
Że też ze wszystkich osób musiał akurat trafić na niego. Growlithe był jedną z dwóch osób w tym całym cholernym miejscu, na które akurat teraz nie chciał wpaść. Bo białowłosy nie należał do osób, które można było oszukać. Nie w tak łatwy sposób, w jaki to robił dotychczasowo. Już przecież raz odkrył jego kłamstwa bez najmniejszego problemu, więc zapewne byłoby tak samo i teraz. Ręka, która wciąż ściskała plaster sera powoli opadła wzdłuż tułowia, zawisając luźno, a ciemnobrązowe spojrzenie w końcu odnalazło w sobie odwagę, by skonfrontować się w nieprzeniknionym wzrokiem Psiego dowódcy.
- Zgłodniałem. – rzucił cicho, nie siląc się na kłamstwa. Skoro nie może go oszukać, to będzie musiał mówić prawdę. Ale przecież nie musi od razu mówić wszystkiego, prawda? Wystarczy, że pominie kilka istotnych szczegółów i.. tyle. Najważniejsze, żeby wydostać się w tym momencie z tego miejsca bez zatrzymania. To był priorytet. Nim ten zacznie go wypytywać.
- Dopiero co wróciliśmy z Gavranem. Mamy kilka informacji. Udało nam się przekonać pewnych handlarzy, żeby to z DOGS dokonywali handle a nie z CATS. W środy. Gavran zna więcej szczegółów, ale nie wiem gdzie jest teraz. – powiedział spokojnie informując Wilczura tak, jak powinien to zrobić przykładny członek gangu.
Starał się brzmieć naturalnie i swobodnie. Growlithe nie ma podstaw, żeby coś podejrzewać. Nigdy się nie dowie, bo w sumie… jak? No właśnie. Skinął lekko głową i ruszył wolno przed siebie, chcąc wyminąć białowłosego i wyjść z magazynu.
- Pójdę już. – poinformował go, czując nieco, jak w ustach mu zasycha.
- Przepraszam, że zabrałem coś bez pozwolenia. Zjadłem cztery plastry. Odpracuję. – dorzucił zatrzymując się z boku i wyciągnął rękę z plastrem sera w stronę Growa, okazując w ten sposób swoją skruchę. Może nie zostanie posądzony o kradzież czy cos w tym stylu. Z tym facetem różnie to bywało. Nasłuchał się wystarczająco mało pochlebnych rzeczy na jego temat i wiedział, że lepiej go ni wkurwiać i nie prowokować, jeżeli chciało się wyjść żywo z danej sytuacji. Dlatego też liczył na to szczęście i dobry humor Growlitha.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Arcanine on Pią Kwi 03, 2015 3:04 am
Miał w pudle całą masę śmieci i zestaw małego krawca, ale humor był ostatnią rzeczą, jaką miałby przy sobie posiadać. Usta powoli wykrzywiły się w grymasie, ciało zatrzymało się, a wzrok padł na skuloną postać rudzielca, którego ewidentnie nie powinno tu być. Gdyby spotkał tutaj każdą inną osobę, prawdopodobnie nawet by na nią nie zerknął, traktując to raczej jako codzienność i ─ zwyczajną ─ naturalność. W końcu magazyn DOGS był dostępny dla wszystkich, tak dla niego, jak i pozostałych członków gangu. Shion był aktualnie jedynym, którego Wilczur tu sobie nie życzył. Ani tu, ani w żadnym innym zakamarku siedziby.
Powinieneś spierdalać w podskokach, póki miałeś czas, szczeniaku.
Mimo słów cisnących mu się na usta milczał. Usta nawet nie drgnęły, gdy tylko powróciły do neutralnego wyrazu. Jedynie oczy przemykały od ręki uzbrojonej w kawałek sera, po piegowatą twarz, na której zawieszał wzrok na dłużej. Chciał odczytać coś z jego oczu. Nawet nie można powiedzieć, że robił to delikatnie i skrycie. Gapił się na niego wręcz bezczelnie, świdrując dwukolorowym, ostrym spojrzeniem. Najwidoczniej czekał na jego ruch, wstrzymując się przed wydaniem werdyktu, bez otrzymania stosownych argumentów.
JAK SZLACHETNIE, parsknęła Shiva pod nosem, truchtem przebiegając obok Growlithe'a. Nie otarła się o niego, ale poczuł chłód przemykający tuż obok uda, który minął jednak tak prędko, jak się pojawił. Wilczyca widocznie upodobała sobie bardziej młodszego wymordowanego, choć i jego nie raczyła dotknąć. Krążyła blisko, przyglądając się natarczywie trzymanemu w dłoni kawałkowi sera.
„Ja...”
Ty?
Jasna brew uniosła się odrobinę, zdradzając niewypowiedziane pytanie. Z pewnych przyczyn od siebie niezależnych nie ponaglał dzieciaka. Nawet nie przyszło mu na myśl, żeby się streszczał, choć ciało domagało się snu, a umysł odpoczynku. Growlithe faktycznie najchętniej rzuciłby pudło tam gdzie stał i poszedł do siebie, na twardą skrzynię, by zaraz naciągnąć stary koc aż po głowę. Byle odciąć się od upierdliwego świata i jego upierdliwych mieszkańców, którzy stale czegoś od niego chcą. Zadziwiające, że tym razem to on chciał czegoś od kogoś. Żeby było zabawniej ─ chciał czegoś od osoby, która nie miała czego mu zaoferować, a mimo to oczekiwał od Shiona czegoś nadzwyczajnego.
„Zgłodniałem”.
I... tyle?
Growlithe zmrużył oczy i oderwał wreszcie spojrzenie od młodego, rozglądając się za to po zasyfionym magazynie. W kryjówce na każdym kroku trafiało się na bród i nieład. Większość była do tego poniekąd przyzwyczajona, ale tym razem bałagan wydawał się nie na miejscu. A może by tak...
„Dopiero co wróciliśmy...”
Słuchaj go! ─ nakazał zdrowy rozsądek, a (już) białowłosy Growlithe z ciężkim westchnięciem znów zerknął na Opętanego. Dzieciak był spokojny, a Wilczur czujny. Nawet jeśli nie wyłapał kłamstwa, był gotów zdzielić go po twarzy, jeśli takowe jednak się pojawi ─ choćby miały to być tylko głupie, bezpodstawne przypuszczenia.
Przyłapał się nawet na tym, że tylko czekał, aż Shion powie odrobinę za dużo albo za mało, czekał, aż zdradzi go zdenerwowanie i panika. Nie znał go i zakładał, że może być świetnym aktorem, nie wykluczając przy tym żadnych umiejętności manipulowania również personami słabo podatnymi na słowne halucynacje. W jego oczach nadal kreślił się jako członek CATS, wiecznie szczuty, rozeźlony, z chęcią zemszczenia się na poległych kolegach.
Mimo to, gdy młodszy wymordowany się spłoszył i chciał wyjść, Growlithe przeniósł karton tylko na jedną rękę, uważając, aby mimo wszystko go nie wypuścić i sięgnął po dzieciaka. Naznaczona szramami dłoń przywódcy przecięła z wolna powietrze i... wylądowała na głowie Shiona. Palce wsunęły się między rude kosmyki, mierzwiąc je jeszcze bardziej i powodując większy nieład na jego głowie.
Jeśli byłeś głodny, trzeba było iść do Matyldy. ─ Zachrypnięty głos nie był naznaczony plamami jadu, a przynajmniej nie dało się tego wyczuć. Może tylko grał. Może też próbował go oszukać. Może w rzeczywistości dotknął go, żeby sprawdzić reakcje, a nie po to, aby poklepać go po łebku, jak posłusznego szczeniaka. Nawet jeśli ─ w tym geście nie było niczego niedelikatnego. Tak jakby istotnie chciał go tylko zapewnić, że nie powinien się przejmować, bo nie zrobił nic złego. Prędko zresztą zabrał rękę, żeby przytrzymać pudło. Zamiast jednak odłożyć je na miejsce, dosłownie wepchnął je Shionowi. W oczach Wilczura pojawił się od razu pojedynczy, nienazwany ognik, który błysnął i zniknął, nie pozostawiając już po sobie żadnego ciepła. O ile jeszcze sekundę wstecz można było przypuszczać, że wypuści go bez żadnego cudowania, tak teraz widać było, że prędzej wysadzi tunele w powietrze, niż pozwoli mu odejść.
Jasne, że odpracujesz. ─ Chwycił go za ramię i odwrócił przodem do wnętrza magazynu, ponownie udostępniając młodszemu wymordowanemu całe to zaświnione wnętrze. Wszędzie walały się pootwierane już worki z ryżem, porozrzucane konserwy, parę zakurzonych pudeł, z których niektóre przedmioty tajemniczym sposobem wydostały się i teraz zamiast w środku, leżały obok. ─ Widzisz ten syf? ─ A dało się go nie zauważyć? ─ Poukładasz tutaj. Przy wyższych półkach mogę ci pomóc. Jak poprosisz.
Poklepał go po ramieniu, a potem uderzył między łopatki. Na tyle mocno, żeby Shion się ruszył, jednocześnie na tyle lekko, żeby się nie przewrócił. Wilczur od razu odchylił się do tyłu, napierając obolałymi plecami o ścianę. Wewnętrzne zwierzę nadal rwało się, próbując zerwać obrożę i łańcuchy. Wilk chciał wyjść, zapolować, pobiec, uciec, wyć, czuć wiatr i woń lasu. A mimo to zostawał tłamszony za każdym razem, gdy postanawiał pokazać zęby. Czemu? Białowłosy skrzyżował ręce na torsie, zawieszając na amen spojrzenie na chudej sylwetce Opętanego. Właśnie. Po co tracić czas?
Będę chyba musiał wysłać kogoś po Gavrana ─ zaczął leniwie, wypowiadając słowa z naturalną lekkością. Dokładnie tak, jakby miał zamiar przejść do tematu o wczorajszym odcinku telenoweli. ─ Te szczegóły są mi potrzebne na wczoraj. I tak niespecjalnie się spieszyliście, hm? A jak Shatarai? Grzeczna?


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Shion on Pią Kwi 03, 2015 3:38 pm
Idź sobie
Brwi chłopaka nieznacznie się ściągnęły, widząc, jak mężczyzna wbija w niego dwukolorowe tęczówki. Shion miał wrażenie, że stoi przed Wilczurem w pełni obnażony. Nie tylko fizycznie, ale też i mentalnie. Chyba zwłaszcza mentalnie. Nie mógł powstrzymać nieprzyjemnie chłodnych dreszczy, które przebiegły wzdłuż jego kręgosłupa, wywołując coś na wzór speszenia. Może właśnie dlatego rudowłosy wbił wzrok przed siebie w okolice podłogi, kiedy podjął próbę natychmiastowego opuszczenia pomieszczenia.
Ale został zatrzymany. Niestety.
Kątem oka dostrzegł ruch ze strony mężczyzny i momentalnie uniósł ramiona nieco wyżej, obniżając głowę, kuląc się i zaciskając mocniej oczy gotowy do przyjęcia uderzenia. Bo był pewien, że oberwie, że Grow ukarze go za to, że przyszedł tutaj i zaczął wyjadać im jedzenie. Szczerze powiedziawszy dałby sobie za to coś uciąć, ale zamiast ciosu… Otworzył gwałtownie oczy i spojrzał w bok, zadzierając mocniej głowę do góry, wpatrując się zaskoczony w mężczyznę. Nie było ciosu ani towarzyszącego mu bólu. Zamiast tego poczuł przyjemne uczucie ciepła, które biło od Wilczura. Rozchylił nieco usta, nie mając pojęcia co powiedzieć w tym momencie. Sądził… sądził, że Growlithe nienawidzi go z całego serca. A przecież takich gestów nie okazuje się komuś, kogo najchętniej widziałoby się wbitego na pal, prawda?
- Nie wiem kto to Matylda. – wypalił wprost nieco przyciszonym głosem, zaciskając palce jeszcze mocniej na kawałku sera. W głowie pojawiało się kilkanaście pytań na sekundę, a wszystkie kręciły się dookoła mężczyzny. Opętany nic z tego nie rozumiał, ale też nie znalazł w sobie odwagi na tyle, by zapytać wprost.
Gdy źródło ciepła odsunęło się od jego głowy, dłoń chłopaka momentalnie wsunęła się w rude kosmyki i zaczął je nieco przygładzać, chcąc ujarzmić zbuntowane kosmyki. Wciąż dość oszołomiony chciał się poruszyć, ale w jego dłonie został wepchnięty karton. W ostatniej chwili chłopak zacisnął na nim swoje palce, łamiąc przed wypadnięciem na ziemię. Uniósł pytający wzrok na Growa, szybko jednak odwrócił go w bok, zrywając tym samym kontakt wzrokowy. Nie umiał, po prostu nie  potrafił spoglądać mu w oczy.
Tylko nie usłysz tego bicia…
Serce chłopaka waliło zaskakująco szybko i nieregularnie, a w twarz uderzały na przemian fale zimna i ciepła. Nie wiedział co się dzieje, w głowie mu szumiało a on sam zdawał się balansować na bardzo cienkiej granicy między jawą a… śmiercią.
Chociaż nie, jak tak chwilę zastanowić się, to Shion znał to uczucie. I to doskonale.
To był strach.
Wilczur wywoływał u Shiona nieokiełznane pokłady strachu oraz przerażenia. I choć zewnętrznie nic nie było po nim widać, to jego wnętrze rozpaczliwie krzyczało, nakazując jak najszybszą ucieczkę. Czując suchość w gardle, zagryzł dolną wargę tym samym pobudzając gruczoły śliny do jej większej produkcji. Nie powinien tak się stresować, przecież Grow niczego nie wiedział. I nie miał jak się dowiedzieć. Dopóki Shion nie zostanie odkryty – mógł czuć się bezpiecznie. Dlatego też nie może pozwolić sobie na jakiekolwiek potknięcie. Będzie nadal grał swoją rolę.
Skinął głową z lekkim ociągnięciem się, spoglądając na stertę brudu i pudeł, które walały się po magazynie. Cholernie dużo do roboty. Nie sądził, że wyrobi się z tym w jeden dzień. Ale nie będzie się sprzeczał. Nie mógł. Pchnięcie do przodu zakomunikowało mu, że ma brać się do roboty. Im szybciej zacznie, tym szybciej skończy. Tak przynajmniej myślał.
- Jesteś ciepły. – błyskotliwa uwaga wyrwała się z jego ust nieświadomie. Szybko dodał - Twoje włosy…? – chcąc zmienić temat, odwrócił głowę nieco w tył i spojrzał na, już, białe kosmyki Growa. Dałby sobie głowę uciąć, że jeszcze parę chwil temu był ciemnowłosy. Chyba, że ze strachu miał już halucynacje.
Nie chcą dłużej się ociągać, ruszył do przodu od razu przystępując do układania pudeł. Zaskakująco sprawnie się poruszał i radził sobie z tym całkiem nieźle. Jakby cięższa praca i sprzątanie nie było mu obce. Chciał się uwinąć z tym wszystkim jak najszybciej tylko mógł, bo dzięki temu szybciej wydostanie się z tego miejsca. A z każdym kolejnym ruchem coraz dotkliwiej odczuwał intensywność spojrzenia na sobie.
Przestań…
Szur.
Kolejne pudło zostało przesunięte.
Szur. Szur.
Wciąż patrzy… on wie…
W pewnym momencie palce zaczęły nieco drżeć a oddech stał się płytszy.
Wie… to czemu nic nie robi? Czemu milczy?
Coś ciężkiego i zimnego rozlało się w jego żołądku, wywołując ukłucie niepokoju. Musiał się stąd wydostać, jak najszybciej… Stanął na palcach, próbując dosięgnąć jednej z wyższych półek, na którą chciał wsunąć karton. Już prawie, jeszcze kilka centymetrów i…. Karton przechylił się, wysypując swoją zawartość, czyli stare koce oraz parę książek wprost na głowę Shiona, który pod ich ciężarem wywalił się na brudną podłogę. Nie minęło parę sekund, kiedy bardzo szybko podniósł się na nogi a jego twarz wyrażała „Nawet nie waż się zaśmiać”. Speszony i zawstydzony swoją nieporadnością poczuł jak końcówki uszu robią się czerwone, dlatego też momentalnie zaczął zbierać koce i niedbale składając je wrzucać do kartonu. Było mu głupio, dlatego też unikał wzroku swojego „towarzysza”.
Raptownie znieruchomiał i przycisnął nieco bardziej jeden z brudnych i podartych koców do swojej klatki piersiowej. Wpatrując się gdzieś przed siebie, powoli odwrócił się w stronę mężczyzny.
- Growlithe. – odetchnął cicho przez nos, wbijając palce w materiał. - Jak… jak posprzątam, chcę ci coś powiedzieć. Coś bardzo ważnego. Ale musisz obiecać, że wysłuchasz mnie do końca. – nie czekając na jego dalsze słowa odwrócił się do niego tyłem i kontynuował pospiesznie swoje sprzątanie. Nie wiedział czemu, ale…. Chciał mu powiedzieć. Całą prawdę. Dość uciekania. Może nie zabije go od razu, może zrozumie…. Moż--
‘A jak Shatarai? Grzeczna?’
Odwrócił się zaskoczony i przechylił nieco głowę w bok.
- Shatari? Kto?




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Arcanine on Nie Kwi 05, 2015 3:26 am
„Nie wiem, kto to Matylda”.
Cholera.
Szczęściarz.
Teraz tylko pytanie, czy Growlithe powinien mu to uświadamiać. Ta gruba baba była w stanie przygnieść go swoim wielkim cycem, a przyglądając się sylwetce Shiona, Grow mógł od razu stwierdzić, że to oznaczałoby śmierć na miejscu. Pewnie nawet nie zauważyłby kiedy odcięłaby mu cały zasób tlenu. Jeśli cudem wiślańskim przeżyłby zmasowany atak jej mięśni, prawdopodobnie i tak wrzuciłaby go do gara myląc z jakąś jeszcze nie do końca martwą wiewiórką.
Przyślę do ciebie później Gavrana, żeby cię ze wszystkimi zapoznał.
Nawet jeśli Growlithe wyczuł niepokój Shiona, to na pewno nie dał tego po sobie poznać. A potem? Potem było dziwnie...
„Jesteś ciepły.”
Nie umiał stłumić odruchu. Brew sama podskoczyła mu nieco do góry, tonąc za poszarpaną grzywką, mimo wszystko zdradzając niewypowiedziane pytanie. Co to w ogóle za stwierdzenie? Dla Growlithe'a było to czymś absolutnie naturalnym, żeby nie powiedzieć, że oklepanym. Zresztą, dotykał już Shiona. Dokładnie tymi dłońmi przemykał po jego twarzy, zmuszając chłopaka do zadarcia głowy, spojrzenia prosto w oczy, skoncentrowania się tylko na nim. Wtedy był obrzydliwy. Teraz nagle nazywał to „ciepłem”?
Poranione usta wymordowanego rozchyliły się, ale kpina ugrzęzła w gardle.
„Twoje włosy..?”
A z nimi co znowu?
Automatycznie chciał przerzedzić je między palcami, ale prędzej zrozumiał, w czym problem.
Efekt uboczny biokinezy ─ wyjaśnił lakonicznie, by zaraz wyplątać ręce i jedną z nich unieść na wysokość głowy. Postukał palcem w powietrzu, wskazując pasemko, jakie czarnym węglem odznaczało się na kontrastującej do niego bieli. ─ Zawsze wracają do poprzedniego stanu. Tylko to jest dowodem, że  część mnie jest czarnym wilkiem, Shion.
Dodałby jeszcze, że ilekroć ścinał to pasemko, przekonany, że pozbędzie się znaku charakterystycznego, to za każdym odrastało w identycznym miejscu, równie smoliste. Nic dziwnego, że koniec końców przestał zwracać na to uwagę, uznając je za coś w rodzaju ostatecznego uświadomienia tak całemu światu, jak i sobie, że jest związany z wewnętrznym, warkliwym wilkiem, który nawet teraz wściekle toczył pianę z pyska, próbując zerwać żelazne łańcuchy.
Opuścił rękę, nakierowując ją na obolały kark. Całe szczęście, że Shion prędko zrozumiał przekaz ─ nie mieli całego dnia, a im szybciej zacznie obracać rękoma, tym prędzej skończy. To nie tak, że Growlithe musiał go pilnować, bo równie dobrze mógłby rzucić pierwsza lepszą marą, wziąć piwo i poleźć do siebie, zatapiając się w łudząco miękkim kocu, ale mniej więcej tak sobie wmawiał. Miej go na oku. Dopilnuj, by cię słuchał. Pamiętasz? Psy można tresować tylko twardą ręką. Co, jeśli postanowi cię ugryźć, gdy akurat odwrócisz głowę? Dlatego ze znużeniem oglądał, jak chłopak próbuje ogarnąć cały syf DOGS zebrany w jednym pomieszczeniu.
Bach.
Zmrużył oczy.
Potem kolejny trzask, a za nim w sekundowych odstępach dwa następne. Książki wylądowały ciężko na ubitej ziemi, a koce rozsypały się dookoła Shiona, tworząc prawdziwe morze fałd. Serio, szczeniaku? Serio? Jak można być taką ofermą? Brakowało tylko kości udowej złamanej w trzech miejscach, a białowłosy już na bank poderwałby ręce i zaczął klaskać. Na groźne spojrzenie dzieciaka odpowiedział obojętnym wzrokiem z cyklu „nie miałem zamiaru”, choć w pierwszym odruchu faktycznie chciał się złośliwie roześmiać.
Popiół w gardle mu to uniemożliwiał.
Może nie był to głód najwyższej ligi, ale nadal równie irytujący. Po spotkaniu z intruzem... nie, wróć. Dźwięk przewijanej taśmy. Po spotkaniu z dwoma intruzami był zbyt rozdrażniony, żeby tak nagle zyskać dobry humor tylko dlatego, że na jakiegoś wykolejeńca spadło pół kartonu. Żeby jeszcze chociaż skręcił sobie kark, to może byłoby się z czego porechotać. Ale tak? Nie dość, że przeżył, to jeszcze dalej był posłuszny.
Białowłosy odwrócił od niego wzrok, zerkając krytycznie na swoje paznokcie. Wyprostował palce zdrowej ręki, oglądając ją ze śladową ilością zainteresowania... I robił to tylko dlatego, ze w obecnej sytuacji nie widział nic lepszego do roboty.
Do czasu.
„Growlithe.”
Hmm?
„Jak... jak posprzątam...”
To było aż straszne, jak niecierpliwy był Wilczur, podczas gdy Shion uwijał się całkiem nieźle. Przyglądał się całkiem sprawnym ruchom dzieciaka, nie zaprzątając sobie jednak myśli na temat tego, czemu szło mu to tak gładko. Może miał wprawę. Może dotychczas, w CATS, też pełnił rolę stadnego popychadła. Może. Myśli Growlithe'a były jednak zapchane czymś innym, bardziej niepokojącym. Dlaczego, do diabła, Gavran nie skontaktował się z nim natychmiast po ukończeniu zadania? Wiedział, że to ważne na tyle, by próbować poruszyć Niebo i Ziemię, byle tylko dostarczyć raport. A zamiast tego Grow dowiadywał się, że nie dość, że ten zniknął, to jeszcze razem z nim wsiąknęły relacje z misji.
Coś tu ewidentnie śmierdziało, hm?
Albo Gavran był ostatnim idiotą.
„... chcę ci coś powiedzieć”.
Wreszcie na niego zerknął, w zasadzie unosząc tylko wzrok.
Oho.
Bezgłośnie odbił się od ściany i ruszył ku niemu bezszelestnym krokiem, by dotrzeć akurat wtedy, gdy rudzielec raczył się do niego odwrócić. Idealne wyczucie czasu. Znalazł się niebezpiecznie blisko, dawno łamiąc wyraźne bariery dobrego wychowania. Przez moment wymordowany wpatrywał się w młodszego z mieszaniną rozdrażnienia i zaciekawienia, by zaraz potem oprzeć dłoń o nadgarstek chłopaka. Pochylając się nieco nad nim, postukał palcem w czarną bransoletę, jaka oplatała mocno jego przegub, nadal nanosząc na skórę chłód. Igiełki lodu bezustannie przypominały o obecności mary, niejednego z pewnością mogąc doprowadzić do szału. Kiedy to mrowienie, połączone z mrozem wreszcie się skończy?
Shatarai ─ poprawił, oddechem wprawiając w ruch parę rudych kosmyków włosów. Raz jeszcze uderzył palcem w bransoletę, a ta rozpadła się, niczym nagle dotknięta bańka, ale zamiast zniknąć na dobre, na podłoże padł ogromny cień. Bezgłośnie chlusnęło na ziemię, tworząc nieruchomą kałużę. Jak z czarnej dziury zaczęła wyłaniać się koścista, duża sylwetka wilczycy. Wpierw smukły pysk, potem patykowate łapy, postura charta i puszysty ogon, prawie tak długi, jak samo ciało. Growlithe widząc zmorę odsunął się wreszcie od Opętanego, w zamian wyciągając dłoń ku zwierzęciu. Choć Shatarai bywała złośliwa i cięta, tym razem jej pysk wylądował idealnie pod ręką właściciela, jakby tylko czekała aż ją pogłaszcze i nagrodzi słowem.
GROWLITHE.
Wyczuł w jej głosie nić tęsknoty i nagłego spokoju.
Pewnie też będziesz miała mi sporo do powiedzenia, hm? ─ Niestety. Bez wzajemności. Poklepał wilczycę po pysku.
JA TEŻ MUSZĘ CI COŚ POWIE...
Jej głos został zagłuszony przez podwójny okrzyk. Jeden głośniejszy, weselszy, drugi jakby stłumiony w ostatniej chwili. Oba rozległy się jednak w tym samym czasie i oba dotarły do uszu wymordowanego.
Growlithe!
Growlithe umilkł z ręką na czarnej, maziowatej części obszarpanego ze skóry pyska Shatarai. Ledwo zdążył obejrzeć się za siebie, a do jego boku przylgnęła para dzieciaków, ledwo sięgająca mu pasa. Dziewczynka zapuszczała, a chłopiec burknął coś marudnie pod nosem, żeby się uspokoiła.
Ale mamy szczęście! ─ rzuciła niewielka istotka, odlepiając się od przywódcy. Dopiero teraz dostrzegła rudowłosego chłopaka. Klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się uroczo do Shiona. ─ Cześć. Jesteś nowy? Chcesz się ze mną zaprzyjaźnić? Mogę zostać twoją dziewczyną, bo London to by pewnie nie chciał! No, w sensie zostać twoją dziewczyną, a nie moją. Jesteśmy rodzeństwem, haha.
Mary, nie bądź taka nadpobudliwa ─ zbeształ ją brat, odsuwając się od Wilczura. Spojrzał na niego z dołu parą złotych oczu, w których kryła się zaskakująca rozwaga, jak na tak młode ciało i uśmiechnął się lekko, ledwo pokazując białe, zwierzęce ząbki. ─ Matylda znowu kazała nam przynieść zapasy, wiesz?
To nie wszystko! ─ wtrąciła się kontrastująca do niego złotowłosa dziewczynka o czarnych oczach. Chwyciła brata za nadgarstek i podniosła nieco, pokazując zaczerwienioną dłoń z obdartymi knykciami. ─ Widzisz? Widzisz? A Matylda mówi, że musimy jej pomagać i przynosić te szorstkie wory z ryżem. A ich jest taaaak pełno! No chyba z tysiąc! Może nawet trzysta, no nie, London?
Szukaliśmy kogoś dorosłego, ale...
─ Była tylko Rainbow, ale strasznie poharatana. Pewnie i tak by nam pomogła, ale już nawet nie zapytałam!

Growlithe pokiwał poważnie głową, jakby ich problemy przygniotły go swą wagą. Faktycznie. Noszenie trzykilogramowych worków z ryżem to nie lada wyczyn. Jak oni się po tym pozbierają? Bez terapeuty się nie obejdzie. A te rany? Co prawda wyglądały jak lekkie zadrapania, ale wypadało wierzyć, że piekły jak skurwysyn.
Pomóż nam!
London syknął.
Mary, przestań. Thore mówi, że tak nie można się zwracać do starszych.
Dziewczynka zawstydziła się, odsunęła na krok i składając ręce pochyliła głowę do przodu.
Growlithe-sama! Mógłbyś nam pomóc? Proszę! W zamian mogę zostać twoją żoną!
Yup ─ Przytaknął jej brat. ─ A ja mężem tego tutaj. ─ Wskazał ruchem głowy na Shiona, obdarzając go krótkim, nienazwanym spojrzeniem. Nie było w nim grama złośliwości. Prędzej spokój i jakaś chęć rozluźnienia sytuacji.
Growlithe poruszył się niespokojnie, ale niezdecydowanie nie sięgnęło jego oczu. Przetrzymał chwilę zniecierpliwioną Mary, aż w końcu westchnął teatralnie i posłał jej delikatny uśmiech. Dziewczynka aż pisnęła od razu chwytając brata za dłoń.
Worki przynieśli nam dziwni ludzi i są przed Kryjówką... ─ zaczęła trajkotać, ruszając żwawo  przed siebie. Chłopak niezbyt wielką ręką chwycił od razu Growlithe'a za dwa palce ─ środkowy i przedostatni ─ i sam zrobił pierwszy krok, ciągnąc za sobą białowłosego. Mężczyzna obejrzał się jeszcze przez ramię, zerkając na Shiona.
Jak wrócę, ma być ogarnięte.
To już nie miało żadnego związku z łagodniejszą stroną, na jaką zmusił się przy bliźniakach. Bardziej zabrzmiało to jak warkliwy rozkaz. Spojrzenie nakazywało mu również nigdzie się stąd nie ruszać. Wilczur odwrócił głowę, znów mocniej pociągnięty przez Londona (którego z kolei ciągnęła Mary). Parsknął coś jeszcze, udając, że słucha, a potem przeczesał czarne kosmyki młodszego i cała trójka zniknęła w cieniu, chwilę później zniknął też piskliwy, szybki ton Mary.
Shion nie został jednak sam.
Shatarai leniwym krokiem przypominającym podmuch wiatru przemknęła wzdłuż ściany, jakby chciała wyjść razem z nimi, ale w pewnym momencie zatrzymała się i obejrzała na Shiona, rozciągając pysk w upiornym, nieludzkim uśmiechu.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Shion on Nie Kwi 05, 2015 10:10 pm
Dlaczego policjanci są niehigieniczni?
Bo latają z pałami.

Nie mógł powstrzymać mimowolnego odruchu drgnięcia na dźwięk imienia wymordowanego, z którym spędził dzisiejszy dzień. Szczerze powiedziawszy to Shion nie był już do końca pewien, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mu dane ujrzeć twarz Gavrana. Co prawda na odchodne sugestywnie dał do zrozumienia członkom CATS, żeby nie zabijali bruneta, ale  z nimi… z nimi wszystko było możliwe. Tak samo jak to, że mężczyzna został skatowany i wciąż żywy porzucony gdzieś w rynsztoku, gdzie dogorywał wijąc się w agonii, by wreszcie odetchnąć ostatnim westchnięciem.
A cała wina i tak spadłaby na niego, Shiona.
Dlatego też z każdą kolejną sekundą coraz bardziej go nosiło, żeby wyznać wszystko przed jasnowłosym. Może wtedy wysłałby jakiś członków gangu, by odnaleźli Gavrana, dzięki temu miałby jakieś szanse na przeżycie. Marne, bo marne, ale zawsze coś. Tylko, że głównym problemem w wyznaniu swoich win był sam Growlithe. Paradoksalnie jest osoba wywoływała pewnego rodzaju poczucie stabilności i bezpieczeństwa, wręcz w namacalny sposób wyciągając i wydobywając z innych informacji, jednocześnie wywołują postrach i grozę, co skutecznie tłumiło wszelakie oznaki przyznania się do winy. Bo Shion bał się. Cholernie się bał powiedzieć co zrobił, bo nie wiedział jak zareaguje mężczyzna.
W najlepszym przypadku zajebie cię i porzuci gdzieś w Desperacji. Albo każe swoim kundlom wpierdolić twoje szczątki, Shion.
Zacisnął nieco powieki, próbując uspokoić coraz płytszy oddech. Powie mu, jak posprząta. Tak, zrobi to. I to nie tak, że wciąż odciągał chwilę przyznania się, kupując sobie czas z fałszywym przekonaniem, że mu to coś da. Ale to chyba już naturalne, że za wszelką cenę próbujemy opóźnić to, co nie jest zbyt przyjemne dla nas samych. Dlatego czekał, łudząc się, że coś mu to da.
Przechylił nieco głowę w stronę mężczyzny, przesuwając wzrokiem brązowych tęczówek po ciemnym pasemku, by wreszcie skupić się na piegowatej twarzy.
- U nas w starej szopie było chyba gniazdo nietoperzy. – odparł unosząc wskazując palec nieco ponad głowę, wskazując górę. - Chyba tam były, kiedy umarłem. Tak myślę, bo moja biokineza to nietoperz. – dodał, dzieląc się czymś oczywistym, o czym Wilczur zapewne już wiedział.
Zamarł w trakcie składania jednego obrusów czy innego szajsu, jaki trzymał w swoich dłoniach, kiedy usłyszał swoje imię wypowiadające przez mężczyznę. Drgnął lekko mając wrażenie, jakby właśnie ktoś stanął za nim i chuchnął chłodnym oddechem wprost na jego kark. Dawno nie słyszał swojego imienia wypowiadanego tak swobodnie. Większość osób, z którymi miał do czynienia ograniczało się do zwykłego „szczeniaka” albo „gnojka”. Czasami miewał wrażenie, że zaczyna zapominać jak ma na imię. W sumie tylko jedna osoba zwracała się do niego po imieniu. Zawsze, bez względu na okoliczności. A na samo wspomnienie o nim, Shion poczuł nieprzyjemne ukłucie w okolicach klatki piersiowej.
- Pamiętasz. – wyrwało mu się, choć słowa te wypowiedział tak cicho, że były ledwo słyszalne. To nie tak, że wątpił w pamięć Wilczura, ale też nie uważał, że zapamiętałby jego imię z taką łatwością. W sumie był w DOGS od niedawna, plus wyczuwał, wręcz mógł dotknąć niechęć, jaką ją darzył.
Odwrócił się w stronę mężczyzny, by coś jeszcze powiedzieć, ale praktycznie wbił nos w jego klatkę piersiową. Raptownie zadarł głowę i zrobił krok w tył, wciskając się plecami w pół za nim, ściskając mocno koc, jakby to on był jego najważniejszą i najmocniejszą barierą przeciwko jasnowłosemu.
On wie!
- Co…? – poruszył ustami wydając z siebie cichy jęk, który uformował się w jedno słowo. W ostatniej chwili wygrał z naturalnym odruchem i chęcią wyrwania nadgarstka spod ciepłych i szorstkich palców mężczyzny, chcąc wyraźnie zakomunikować mu, żeby go nie dotykał. Że tego nie chce i sobie nie życzy. Ale zamiast tego posłusznie stał w miejscu, walcząc sam ze sobą i z poczucie zagrożenia, które zaczynało powoli paraliżować jego ciało.
Dopiero teraz odczuł lodowaty chłód, który promieniował od nadgarstka. Przez ten cały czas zdążył przywyknąć do tego uczucia i w pewien sposób ignorować go. Dopiero poczucie kontrastu z gorącą skórą Growlithe skutecznie otrzeźwiło jego umysł przywołując utracone części układanki pamięci.
- Shatari… – powtórzył, a oczy delikatnie rozsunęły się w zdziwieniu, chyba pierwszy raz od dłuższego czasu wywołując na jego twarzy inne emocje niż obojętność.
Ciało chłopaka z impetem uderzyło o półkę, a ta niebezpiecznie się zachwiała wydając z siebie nieprzyjemny dla ucha zgrzyt, kiedy Shion odskoczył do tyłu widząc jak z cienia wyłania się wilk. Nie, tego wilkiem nie można było nazwać. Wilcza bestia, przerażająca, ociekająca grozą jak jej właściciel. Idealna para wyciągnięta wprost z koszmarów.
Dopiero parę chwil zajęło chłopakowi pojęcie, co tak naprawdę się dzieje. I co może się wydarzyć. Ona mu powie. Wszystko mu powie i będzie za późno. Miał dwa wyjścia. Albo rzucić się w stronę wyjścia w desperackiej ucieczce, albo powiedzieć tu i teraz. Problem był taki, że ani nogi chłopaka, ani usta nie chciały go słuchać. Nakazywał im się poruszyć, ale i jedno i drugie jakby zawiązało pakt przeciwko właścicielowi i nie chciało go słuchać. Zamiast już biec – stał. Zamiast coś mówić – milczał. Zacisnął mocno powieki, aż pojawiły się przed oczami czarne mroczki, czekając na uderzenie albo wyrok. Przegrał.
” Growlithe!”
Uchylił powoli powieki czując kołatanie serca i suchość w ustach. Ktoś tutaj był. Ktoś inny… Dzieci? Brwi rudowłosego uniosły się nieco wyżej w niemym pytaniu. Czego jak czego, ale nigdy nie spodziewałby się w takim miejscu małych dzieci. W milczeniu przyglądał im się, nie odpowiadając praktycznie na żadne pytanie, wciąż nie mogąc wyjść z szoku. To wszystko było takie… dziwne. Takie inne i różniące się od tego, co było w CATS. Owszem, tam też można było liczyć na siebie wzajemnie, ale dla Shiona cała ta atmosfera panująca między kocimi członkami, rozmowy, planowanie i czas, który spędzali razem wydawał się cholernie… surowy i chłodny. A momentami nawet fałszywy. Shion spędził z nimi prawie dwa lata.  Dwa lata, po których…. Nie tęsknił za nimi. Z nikim się nie zżył a i oni nie wykazywali jakiejś inicjatywy zacieśnienia więzi. W DOGS był z trzy miesiące. Może trochę więcej bądź mniej. Ale już przez ten krótki czas zdążył zorientować się, jak Psy są ze sobą blisko. Jak zależy im na każdym członku, dbają o siebie wzajemnie, liżą swoje rany i gryzą wszystkich, którzy wyskoczą na ich członka z patykiem. I nawet on, odludek, wróg, zaczynał być traktowany dobrze. Uśmiechali się do niego i pytali co porabia, kiedy mijali go na korytarzu. Nawet zaproponowano mu wspólne polowanie. W ciągu tego krótkiego czasu dostał od nich więcej, niż od CATS przez dwa lata. To było… dziwne. I rozdzierające wewnętrznie na pół.
Zresztą, nie powinien teraz rozmyślać o innych rzeczach, a skupić się na czymś innym. Ważniejszym. Musiał się stąd wydostać. Spojrzenie oczu powędrowało za Growlithe, wbijając się w wyjście z magazynu. Gdyby wykorzystał teraz moment zagadania białowłosego może miałby szansę na szybką ucieczkę. Z drugiej strony był blisko, za blisko. Silna ręka pewnie prędzej pochwyciłaby zacieśniając się w żelaznym uścisku, nim Shion zdążyłby wypowiedzieć jedno słowo. Pozostawała jeszcze opcja zamiany w nietoperza…
Jakieś słowo, chyba skierowane na niego. Mozolnie odlepił wzrok od swojej jedynej drogi ucieczki i skupił się na dziewczynce. Nie rozumiał czego od niego chciała, nie słuchał jej. Ale domyślił się, że chyba za moment nadarzy się okazja ratunku. Zabierają Growlithe’a. A Shion zostanie sam i będzie mógł w spokoju opuścić magazyn. Nie wierzył, że może mieć tyle szczęścia, ale jak to mawiają, głupi ma zawsze szczęście…
- T..tak. Posprzątam. – odparł pospiesznie odprowadzając wzrokiem plecy mężczyzny. W chłopaku pojawiła się iskierka nadziei, że może jednak mu się uda, że….
Nie był sam.
Wzrok utkwił w bestii, jakby za jego pomocą chciał zmusić ją do podążania za Growem. Ale nic z tego. Mimowolnie skulił się nieco w sobie. Wyglądała przerażająco. Jakby… jakby kpiła z niego. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że to coś wie, zamierza opowiedzieć Growowi i jednocześnie cieszyła się z marnego losu, jaki szykował się dla Shiona. Wymordowany rozpaczliwie rozejrzał się na boki w fałszywej nadziei poszukując jakiegoś innego wyjścia. Nic. A jedyna droga ucieczki była tarasowana przez to cielsko. Szarpnął jednym z wystających kiełków za dolną wargę, jednocześnie wsuwając dłoń za pasem spodni i wyciągnął mały nożyk, który zapewne w dawnych latach służył do obierania ziemniaków. No nic, innej broni nie miał. Musiała mu wystarczyć. Ruszył powoli w stronę wyjścia, nawet na chwilę nie spuszczając spojrzenia z potwora przed nim, by… w ostatniej chwili rzucić się w bok szaleńczym pędem i zygzakiem skierować się w stronę wyjścia. Trzy metry… dwa… jeden….
Przeszywający ból dopadł chłopaka skutecznie zwalając go z nóg, wprost na brudną podłogę.
Kątem oka dostrzegł cień w pobliżu jego lewej strony. Nie myśląc zbyt wiele zamachnął się prawą nogą i uderzył lodowate cielsko, chcąc zwalić je z siebie, aczkolwiek jego siła okazała się zbyt marna w porównaniu do siły stworzenia. A i strach zrobił swoje, odbierając ponad połowę potencjału bojowego chłopaka. Zamiast tego szereg przerażających zębisk błysnęło tuż nad jego twarzą, kłapiąc ostrzegawczo. Shion doskonale wyczuł na swojej twarz obrzydliwie mdlący chłód, czując, jak wszystko podchodzi mu do gardła. Palce zacisnęły się mocniej dookoła rękojeści nożyka, ale… nie potrafił zebrać w sobie na tyle siły, by wbić ostrze. Po prostu…
Zabije mnie. Zje i zabije.
Świst.
Ostrze przecięło powietrze wbijając się w ciemne ciało stworzenia gdzieś w okolicach karku, kiedy Shion zaciskając mocno oczy zaatakował na ślepo, jednocześnie próbując wysunąć się spod potwora. Nie sprzeda skóry tanio. Ucieknie. Był tego pewien.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Arcanine on Pon Kwi 06, 2015 5:34 pm
Głuchy trzask, a za nim szmer i postukiwania. Gdy Shatarai rzuciła się na chude ciało chłopca, jej długi, biczowaty ogon szturchnął jedną z kartonowych konstrukcji, dwa pudła posyłając na ziemię. Wszystko ze środka wypadło, rozrzucając się na glebie wachlarzem przeróżnych kolorów i kształtów. Nie zapanowała jednak cisza, nawet po tym, jak ostatnie nożyczki wbiły się ostrzami w podłoże. Narastające warczenie wściekłej postaci drażniło czuły słuch.
TY, MARNA PADLINO, MYŚLAŁEŚ, ŻE UDA CI SIĘ UCIEC?
Martwe na ludzką mowę gardło mogło wydobyć z siebie tylko typowe pomruki wściekłej bestii. Nie miała zamiaru go puścić. Wbijała długie, haczykowate pazury orła w drobne ramiona, tylne łapy orały uda, rozdzierając materiał spodni. I pysk. Pysk tuż nad piegowatą twarzą, lekko rozchylony, by pokazać ostre jak wystawa noży kły długości palca dorosłego mężczyzny.
ZAJEBIĘ CIĘ. A JACE'OWI SPRZEDAM NAJGORSZE KŁAMSTWO, W KTÓRE UWIERZY JAK POTULNA OWIECZKA. DOTARŁO, GÓWNIARZU? DOTAR...
Ryknęła wściekle. Czarna ślina skropliła twarz i szyję młodego wymordowanego, gdy mara szarpnęła się, chcąc za wszelką cenę pozbyć się nożyka.

(...)

... the...

... lithe!

Mrug.
Growlithe! Wszystko w porządku? ─ zagadnął London, dotykając boku białowłosego i zerkając na niego z dołu. Mężczyzna zamrugał, wyrywając się z dziwnego letargu i spojrzał na niziutkie stworzonko, wpatrujące się w niego parą miodowych oczu. Zaskakujący intelekt, który przytłaczał nawet samego Wilczura. Aż wypadało odzyskać rezon.
Jasne. To ostatni wór?
Ostatni, tylko że...
Growlithe przeszedł się jeszcze dwa kroki i położył szorstki pakunek na ziemi, obok niewielkiej górki pozostałych, a potem otrzepując ręce zamierzał wrócić do magazynu, ale poczuł, jak coś go blokuje. Obejrzał się za siebie, wpierw dostrzegając drobną, porysowaną przez rany rękę, trzymającą go za brzeg kurtki, dalej szczupłe ramię, bark, szyję (zmarszczył brwi), brodę, policzek i znów ten wzrok. Chłopiec nie miał zamiaru dać za wygraną, nawet jeśli jeszcze parę minut temu zganiał siostrę za brak szacunku do starszych.
O co chodzi, London?
Tym pytaniem udało mu się zmusić czarnowłosego do cofnięcia dłoni.
Coś jest nie tak.
Growlithe westchnął marudnie.
Znów używałeś mocy?
Nie. Nie do końca. Nie chciałem, dlatego nie wiem nic konkretnego. W sumie... poczułem tylko, że coś jest z nim nie tak. To jest coś złego, Growlithe.
On jest zły? ─ Białowłosy uniósł brew ku górze. ─ Mam na niego oko. Nie zrobi nic głupiego.
To chyba nie to. ─ London sam był zaskoczony, jak mocno plącze się w swoich wyjaśnieniach. Wzruszył barkami i zerknął zażenowany w bok. ─ Po prostu. Nie wiem co. Naprawdę. Ale widziałem wokół niego aurę, której jeszcze nie znam. Wśród Psów nie ma drugiej takiej osoby, wiesz?
To na pewno. W końcu jest cholernym kocurem.
Nie powiedział tego na głos, ale akurat ta myśl przemknęła mu przez głowę. Shion tu nie pasował. Nie dopóty, dopóki nie wypleni z siebie reszty  przyzwyczajeń z CATS. To mogło nastąpić niedługo, za rok, osiem albo nigdy, a Growlithe wiedział, że jeśli nie zdarzy się to szybko ─ nie będzie czekał. Był zbyt impulsywny przyjmując go do stada i sam złapał się na tym, że najchętniej rzuciłby go w wir najgorszych wydarzeń, byle dowiedzieć się, na ile jego intencje są szczere, a na ile gra. Co z tego, że to jeszcze szczeniak? Nadal mógł być tylko szkodnikiem, który powoli wykańczałby cały gang od środka.
Bo teraz mógł.
Zajmę się nim.
Okej. ─ London kiwnął głową, a potem spuścił głowę nieco bardziej i przyłożył dłoń do szyi, rozmasowując kark. ─ Jeszcze jedno...
Jeszcze jedno „jeszcze jedno”?
Coś ważnego?
Jeśli jesteś głodny... ─ London przełknął ślinę i zsunął rękę z karku, zahaczając palcami o brzeg swetra, odsłaniając przy okazji skrawek bladej skóry. Zamrugał nagle zaskoczony, słysząc parsknięcie. Od razu skierował spojrzenie na przywódcę, chwilę potem czując jego dłoń na głowie.
Jednak używałeś mocy.
Masz silną aurę.
Nie jestem głodny, London. Wrócę już do Shiona.
Chłopiec pokiwał głową, wyraźnie zbity z tropu, przyglądając się jeszcze, jak mężczyzna znika w mroku długiego, niskiego tunelu.

(...)

Shatarai zaczęła warczeć coraz głośniej i głośniej, czując ból w szyi. Machała łbem, aż w końcu jej gniew sięgnął zenitu. Rozwarła szczęki, gotowa rozerwać mu tętnicę. Pazury przeorały bok skrępowanego ciała, a potem rzuciła się na niego z kłami.
Chciała go zranić.
Ugryźć.
Nie.
ZABIĆ.
Sukinsyn. SKURWIEL.
Zajebię.
ZAJEBIĘ JAK...
Jej kły ledwie musnęły zaśliniony czarną cieczą policzek. Poczuła jeszcze mocne kopnięcie, które rzuciło jej pyskiem na bok, zadzwoniło jej wtedy w uszach, ale nie chciała rezygnować. Mimo trzasku, który niejeden widz uznałby za złamanie kości, szarpnęła się raz jeszcze, otwierając rekinią paszczę. Ale nie ugryzła. Nie zdążyła. Jej czarne spojrzenie przemknęło po sylwetce właściciela, nim poczuła, jak coś chwyta ją za szyję i unosi. Stanęła na tylnych, chudych jak gałązki łapach, przy okazji przez moment wierzgając przednimi. Zaczęła charczeć. ZAJEBIĘ. ZAJEBIĘ. ZAJEBIĘ. A potem jej spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Growlithe'a. I przestała wierzgać, charczeć, nawet dyszeć. Długie łapska zawisły tuż nad Shionem, ogon co rusz przemykał po jego nogach. Shatarai poruszała nim niepewnie, jak kundel, który zrobił coś złego, ale łudził się, że przez skruchę właściciel mu odpuści.
Uspokoiłaś się już?
Wilczyca skuliła szpiczaste uszy i zaszurała szybciej ogonem. Pchnął ją wtedy do tyłu. Chude cielsko legło na ziemi, ale ta pozbierała się z niej prędko i przyczajona w kącie zerknęła na Shiona. Choć nie można było dostrzec na niej żadnej nuty emocji, każdy wiedziałby, że to czysta nienawiść. JACE, POSŁUCHAJ...
Miałeś posprzątać. ─ Dwubarwne spojrzenie padło na twarzy młodszego wymordowanego. Nie dało się dostrzec w jego oczach złości, bo prawdę mówiąc, wcale nie był zły. Raczej zawiedziony.
„Co jest z nim nie tak.”
Wilczur kucnął, wyciągając ku niemu rękę. Usunął wierzchem dłoni maziowatą substancję, która wydobyła się z pyska Shatarai, a potem wsunął palce w rude włosy, odgarniając jego grzywkę do góry.
„To jest coś złego, Growlithe.”
Dałeś słowo, że to zrobisz, a zamiast tego...
Przerwało mu warknięcie.
Shatarai wyprostowała się i kłapnęła zębiskami, gryząc powietrze.
TO OSZUST, DO KURWY!
Growlithe odsunął od niego rękę jak oparzony i spojrzał na wilczycę, która uniosła wyżej łeb na znak pewności.
KOTEM ZOSTAJE SIĘ NA ZAWSZE. NAPRAWDĘ SĄDZIŁEŚ, ŻE ON JEST INNY? ─ Zarechotała. Nawet Shion był w stanie usłyszeć coś na wzór złośliwego śmiechu wiedźmy. NIE JEST. ZABIŁ GAVRANA. ZABIŁ, ROZUMIESZ? ODDAŁ GO KOTOM. PAMIĘTASZ SHARE'A? PAMIĘTASZ, CO Z NIM ZROBILI? DLA PSÓW NIE MAJĄ LITOŚCI. ON TEŻ NIE MA. I CO? MY MAMY BYĆ GORSI?
Zdradziłeś nas? ─ Powietrze przecisnęło się przez zaciśnięte zęby, formując pytanie w syknięcie. Jak nóż spojrzenie przecięło twarz Opętanego, ześlizgując się z pyska Shatarai, wprost na jego ciemne oczy. Nie myślał. Instynkt zadziałał natychmiast, wprawiając w ruch jego ciało.  Automatycznie poderwał się z ziemi, chwytając go za gardło. Ramię poruszyło się, łokieć wyprostował. ─ CHUJU.
Trzask.
Shatarai zachichotała, patrząc, jak Growlithe uderza Shionem w ścianę, z której posypały się małe strużki piasku. Zgniatał palcami jego gardło, wykrzywiając usta w wyrazie najwyższego politowania. Uścisk zacieśniał się, mięśnie napinały. Niech się dławi własną kurewską lawiną grzechów. Czyli jednak za szybko zdecydował o jego przyjęciu. Nawet nie zdążyli przygotować ma rytuału. Był ślepy? Głupi? Naiwny?
ZABIJ GO, JACE!
„To chyba nie to.”
Stop.
Shatarai przekrzywiła łeb na bok. Na ziemi, u jej łap, padło parę czarnych, syczących kropel krwi, z rany na jej szyi. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Jak w spowolnionym tempie dostrzegła naznaczone szramami palce Growlithe'a, które rozwarły się i wypuściły Opętanego. Liczyła, że go skopie, uderzy, chwyci za pistolet i przestrzeli oczodół, rozbryzgując mózg... do diabła, cokolwiek. COKOLWIEK. Zamiast tego opuścił ramię i zacisnął szczęki. Doskonale widziała, jak mięśnie drgnęły na jego twarzy.
JACE, TO ZDRAJCA. WSZYSTKO WIDZIAŁAM. WSZYSTKO! UCIEKŁ, ZOSTAWIAJĄC GAVRANA. NA JEBANYM PUSTKOWI, WIESZ? NIE SAMEGO! Z BANDĄ KOTÓW. TO NIE MÓGŁ BYĆ PRZYPADEK. MUSIAŁ TO ZAPLANOWAĆ. A TY WIESZ... TY WIESZ, CO ONI ROBIĄ.
Nic nie powiedział. Tylko palce drgnęły, ale nie pozwolił umysłowi wysłać impulsu, by zwinęły się w pięść. Taksował błyszczącym spojrzeniem Shiona i czekał.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Shion on Pon Kwi 06, 2015 9:49 pm
Starcie było z góry przesądzone i cholernie nierówne. Oczywiście, że Shion nie miał najmniejszych szans na przeżycie w walce z tym.. z tym czymś, czymkolwiek to było. Kiedy chciał rzucić się do ucieczki, nie zakładał, że potwór ruszy na niego, choć gdzieś tam w podświadomości czerwona lampka migała ostrzegając go, a na co Shion był głuchy. Albo to strach przed wściekłością Growlithe’a była o wiele bardziej przerażająca aniżeli rząd ostrych kłów bestii. Chłopak napierał drobnymi ramionami na potwora najmocniej, jak tylko potrafił, machając nogami jak opętany, chcąc zrzucić widmowe stworzenie z siebie, ale z każdą kolejną chwilą czuł, jak ciężar staje się coraz boleśniejszy, wbijając go praktycznie w podłogę. Z jego gardła wydobył się jęk zrezygnowania, kiedy odwrócił głowę na bok, zaciskając mocno powieki czując obślizgłą maź spływającą po jego twarzy. To już koniec przemknęło mu przez myśl.
Tylko, że nagle wszystko ucichło.
Ciężar, który przygniatał jego ciała zelżał, a mrożące krew w żyłach powarkiwanie przerodziło się w charczenie. Dopiero po czasie kilku uderzeń serca Shion odważył się uchylić swoje powieki. Ciężko oddychając przetoczył się na brzuch i zaczął pospiesznie podnosić, chcąc stanąć na nogach, ale te momentalnie zadygotały i ugięły się pod nim, jakby były zrobione z jakiejś gibkiej mazi albo galaretki. Opadł tyłkiem na ziemię, cały dygocząc i ciężko oddychając, przesuwając rozbieganym wzrokiem to z potwora to na mężczyznę.
Growlithe.
Nie wiedział czemu, ale jakaś jego wewnętrzna część ucieszyła się z jego widoku, obdarzając wymordowanego podziwem dla siły, jaką dysponował. Kiedy Shion zmagał się z odciągnięciem od siebie bestii, a i to mu nie wychodziło, to Wilczur bez najmniejszego problemu podniósł ją jedną ręką. Ale radość powoli przemieniała się w chłodny strach, który wyżerał go od środka.
Z letargu ocknął się dopiero w momencie, gdy twarz drugiego wymordowanego znalazła się praktycznie naprzeciwko niego, a dłoń zaczęła wycierać jego policzek. Wpatrywał się zaskoczony w albinosa, powoli odzyskując trzeźwość umysłu. Opuścił na krótką chwilę nieco zmieszane spojrzenie, gdy ciepła dłoń odgarniała jego włosy na bok.
Jakby był jakimś małym dzieckiem albo pieskiem.
Ale nie przeszkadzało mu to, o dziwo. Zamiast tego zaczął odczuwać wyrzuty sumienia.
POWIEDZ MU TERAZ, BO BĘDZIE ZA PÓŹNO!
- G… Growlithe, pos— – zamilkł w połowie zdania, gdy mężczyzna zabrał rękę, jakby nagle zdał sobie sprawę, kogo dotykał. Gdy jasnowłosy odwrócił głowę, Shion powędrował wzrokiem za nim, wbijając brązowe tęczówki w mglistego potwora. Twarz pobladła, gdy do uszu chłopaka dobiegło warknięcie, który przypominało śmiech. Nie, nie, nie.
- Posłuchaj mnie, mus—Zdradziłeś nas?” - NIE! C— – nim zdołał cokolwiek więcej z siebie wydusić, palce zacisnęły się dookoła jego gardła praktycznie od razu wywołując efekt obronny w postaci kaszlu. Drżące palce objęły nadgarstek mężczyzny drapiąc i orając jego skórę paznokciami, pozostawiając po sobie czerwone, piekące smugi. Z gardła chłopaka wydobyło się charczące jęknięcie, kiedy poczuł jak jego plecy uderzając z impetem o ścianę, momentalnie odbierając mu na krótką chwilę dopływ do powietrza. Przymknął nieco powieki za którymi rozmazywał się obraz podrażniony napływającymi łzami bezsilności, wierzgając rozpaczliwie i desperacko nogami, próbując oprzeć się palcami o podłoże.
Powoli brakowało mu powietrza, tak jak wtedy.
To potrwa tylko chwilkę, zaraz przestanie boleć…
- Nadal boli… – wycharczał ledwo zrozumiale. Jego zmysły uaktywniły się, wyczuwając smród spoconego ciała, gorąco lata, duchotę i odgłos świerszczy. To wszystko było wręcz namacalne, jakby cofnął się o te sześć lat wstecz, kiedy…
Growlithe wypuścił go, a Shion upadł na kolana dławiąc się i kaszląc, łapczywie łapiąc powietrze. Krew uderzyła mu do głowy, serce waliło jak opętane, a całe ciało niekontrolowanie drżało, jakby wystawiono go nagiego na siarczysty mróz. Skulił się nieco w sobie, przyciskając rozdygotaną dłoń do gardła.
”Spokojnie Shion, jeszcze trochę. Nie bój się…”
- Boję się. – „Czego? Przecież tylko zaśniesz i obudzisz się na nowo. Odrodzisz się.” - A jak się nie obudzę? – Będzie ci lepiej.” - Nie będzie. ”Będzie. Nie bój się, shh, zaraz wszystko się skończy.” - Nie chcę umierać! – ciche mamrotanie pod nosem momentalnie ucichło kiedy cała gama smaków i odczuć liżąca jego zmysły a wywołana halucynacjami przerażenia momentalnie prysła. Nieco nieobecnym wzrokiem przesunął po magazynie, a świadomość zaczęła powracać, krzycząc mu do ucha, gdzie jest. I że to nie jest koniec.
A trzeźwość sprzedała mu mocnego plaskacza w twarz, kiedy napotkał twarz Growlithe. Wierzchem drżącej dłoni starł stróżkę śliny, odsuwając się najdalej, jak tylko mógł. I zapewne odsuwałby się dalej, gdyby nie opór ściany za nim.
- Nie miało ich tam być… – powiedział cicho, zachrypniętym głosem, z ledwością połykając ślinę. Bolało go gardło, wręcz paliło go w środku, piekło ciało po śladach zadrapaniach, ale… ale chyba najbardziej bolało go w środku. Czuł, jak osoba Growa przygniata go swoim autorytetem i potęgą, jak bardzo się go boi i a przede wszystkim, abstrakcyjnie, czuł, że w pewien sposób go zawiódł i rozczarował. I chyba to w tym momencie w tym wszystkim było najbardziej bolesne.
- To nie tak. Nie chciałem… Nie miało być tak. Ja.. ja… ja od trzech miesięcy jestem z nimi w kontakcie, ale dlatego, że chciałem wam pomóc. Oni myślą, że was zdradzam i szpieguję. Sprzedaję im fałszywe informacje o was tylko po to, żebym mógł wrócić do nich i wyciągnąć dla was informacje. Pomyślałem sobie, że skoro wciąż mi w pewien sposób zawierzają, to mogę wam tak pomóc. – starał się mówić uważnie i w miarę spokojnie, ale zachrypnięty i łamiący się głos zdradzał go i obnażał przed mężczyzną.
- I tak mi nie uwierzyłbyś, gdybym ci powiedział. W twoich oczach jestem kotem. Dlatego chciałem… że jak przyniósłbym te informacje, to wtedy byś mi uwierzył. – spuścił głowę zerkając ukradkiem i z trwogą w stronę wilczycy. Trwało to jednak zaledwie parę krótkich chwil, kiedy ponownie wrócił wzrokiem w stronę mężczyzny.
- Nie chciałem, żeby to spotkało tamtego chłopaka. – przesunął nerwowo koniuszkiem języka po dolnej wardze nawilżając ją, nie mogąc więcej spojrzeć na mężczyznę przed sobą. - Ale nie mogłem nic zrobić, żeby nie zdradzić swoich zamiarów. Musiałem grać swoją rolę.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Arcanine on Pon Kwi 06, 2015 11:27 pm
„Nadal boli.”
Nie poruszył się, uznając to za objaw pierwszego szoku. Wiedział, jak to jest, gdy siłą odcina się komuś powietrze od płuc. Nie byłby przecież w tym dobry, gdyby nie znał skutków najczęściej stosowanych przez siebie metod wychowawczych.
„Boję się.”
Cudem nie prychnął.
„Nie będzie.”
… nie będzie?
„Nie chcę umierać.”
Dość tego. Każdy tak mówił. Już... już rozchylał usta, żeby przerwać ten żałosny monolog, ale w tej samej chwili Shion zaczął swój teatrzyk. Proszę państwo. Oto tragikomedia.
Growlithe parsknął kwaśnym śmiechem, w którym próżno było doszukiwać się wesołości.
Nie miało? Czyżby? ─ Jeśli wcześniej ktokolwiek wyłuskał z jego gestu choć tę odrobinę nieistniejącej radości czy innej, pozytywnej emocji, w tonie głosu niczego takiego nie można się było doszukać, nawet mimo usilnych prób. Przyjrzał się rozdygotanemu ciału, kulącemu się tuż przed nim, jak zbity pies.
Słuchał go, choć zaczynał odczuwać pulsowanie w skroniach, świadczące o coraz bardziej rosnącym zirytowaniu. Nie tego się spodziewał. Nie łudził się, że Shatarai się pomyliła i próbowała go podejść. Jej wersja wydarzeń wydawała się zaskakująco autentyczna. I to do tego stopnia, że wewnętrznie Growlithe sam klął na siebie, dlaczego wciąż stał w miejscu, zamiast od razu spalić dzieciaka. Albo zgnieść mu gardło, jak pustą puszkę, gdy wreszcie miał okazję. Ale mimo wszystko...
NA CO CZEKASZ? ─ zapytała Shatarai. W jej głosie wyczuł zniecierpliwienie, które powoli przenikało też przez niego. Właśnie, do cholery. Na co czekał? Na to, że jednak usłyszy „to nie byłem ja, wilczyca kłamie”? Zamiast tego słowo po słowie uświadamiano mu, że Gavran faktycznie został złapany. Przez Shiona.
„Musiałem grać swoją rolę.”
Gówno. Prawda.
Nie wytrzymał.
Pieprzyć zasady dobrego wychowania.
Pierdolić wszystkie wzmianki o sprawiedliwości.
Jego dłoń podniosła się i z impetem przecięła powietrze. Shatarai zachichotała słysząc trzask, gdy wierzch ręki spotkał się z piegowatym policzkiem kocura. Cała się najeżyła, pochyliła pysk, oblizała jego bok długim, czarnym jęzorem. Podekscytowanie zatrzęsło jej ciałem. NARESZCIE. Popatrzyła na twarz Growlithe'a. TAK... A potem się uśmiechnęła. TAK, TAK, TAK! DALEJ. WEWNĄTRZ CIEBIE SĄ DWA WILKI, RACJA, JACE? RACJA? KARM TEGO ZŁEGO. KARM GO! SZYBKO! SZYBCIEJ!
Sapnął wściekle, czując, jak mięśnie sztywnieją. Był gotów na zadanie ciosów i przyjęcie ich. Jeśli było coś, co nadal trzymało go w jednym miejscu, to na pewno nie miało nic wspólnego z jego charakterem ─ ten twardo nakazywał, aby zrobił porządek z tym szajsem. Więc? CZEMU, JACE? CZEMU? CZEMU? Zacisnął zęby.
Ja bym nie uwierzył? ─ warknął, mimo próby zapanowania nad głosem. Na darmo. ─ Dałem ci jedzenie, rodzinę i miejsce, do którego możesz wrócić. Oferowałem siebie, gdybyś wpadł w kłopoty. A ty? ─ Górna warga drgnęła, na moment odsłaniając białe kły. Rzygać mu się chciało na sam jego widok. ─ Wiedziałem, że jesteś głupi, ale teraz przeszedłeś ludzkie pojęcie. I co? Mam uwierzyć na słowo, że chciałeś być nam wierny? Masz mnie za ostatniego kretyna? I nie „tamtego chłopaka”, Shion. ─ Zatrzymał się na moment, cały czas przyglądając jego twarzy. ─ „Tamten chłopak” to osoba, dzięki której do nas trafiłeś. To ktoś, kto byłby w stanie bronić cię przed innymi, którzy cię tu nie znali. Dla których byłeś nikim, bo brano cię za intruza. Tylko po to, żebyś mógł dołączyć. Nie dość, że zostawiłeś go na pastwę losu, to jeszcze, kurwa, wrzucasz go do byle jakiego wora, pełnego bezimiennych ścierw? To Gavran. Krew z mojej krwi, członek stada i twój towarzysz w misji. Mój brat i mój partner. Livai ─ zwrócił się nagle do nowej postaci. Pomieszczenie przeciął czarny kształt. Jak piorun albo strzała. W sekundę. Potem, jakby znikąd, na wyciągniętej nagle ręce białowłosego pojawił się jastrząb. Jego długie, hakowate pazury wbijały się w nadgarstek, łeb poruszał raz w prawo, raz w lewo, jakby cały był niespokojny.
Znajdź Gavrana. Jeśli będzie potrzebował pomocy, wiesz co robić.
Głośny skrzek narodził się w głębi jastrzębia, a potem przemknął przez jego gardło i wydobył się spomiędzy dzioba. Ptaszysko zerwało się do lotu, tracąc parę znikających w powietrzu piór i dosłownie wystrzeliło w tunel. Ciężkie spojrzenie ponownie padło na Shionie.
Shatarai ma rację.
Wilczyca uśmiechnęła się na te słowa.
Kot zawsze pozostanie jebanym kotem. Straciłem czas. I ludzi, którzy byli mi bliscy. W imię czego? Ciebie? ─ Splunął w bok. ─ A te dzieciaki? Je też oddałbyś swoim zawszonym kumplom? Wstawaj, cholera. Rozwiążemy to tu i teraz.
Uśmiech Shatarai zmalał. Patrzyła niepewnie, jak Growlithe rozgląda się, aż w końcu podchodzi do zbryzganego jej posoką nożyka, podnosi go i wraca do Shiona. Do ostatniej chwili łudziła się, że go zaatakuje. Takim małym dziadostwem i tak mógł mocno zranić... Ale zamiast tego on odwrócił broń rękojeścią do Opętanego. Shatarai nie wytrzymała. Warknęła i rzuciła się na Shiona z rozwartymi zębami. Krok. Krok. KROK. I... poczuła, jakby uderzyła w ścianę. Jakby coś niewidzialnego nagle pojawiło się przed chłopakiem i zatrzymało ją, choć reszta ciała, zgodnie z prawami fizyki, jeszcze naparła naprzód. Prawie czuła, jakby łeb wbił się z resztę chudego cielska. Zawarczała, szeroko otwartymi ślepiami krążąc naokoło. Dopiero po chwili zrozumiała co się stało. Na jej pysku znalazła się obręcz. Po sekundzie zdała sobie sprawę, że to Growlithe chwycił ją za szczękę, zatrzymując tuż przed celem.
JACE! ─ wrzasnęła oburzona, wwiercając się rozdzierającym krzykiem prosto w jego umysł. MAM DOŚĆ PATRZENIA NA TO GÓWNO. ŁŻE. CHCIAŁ, BY ZABITO GAVRANA. POWIEDZIAŁ TO! WIDZIAŁAM TEN FAŁSZYWY UŚMIECH. TO, JAK POROZUMIEWAŁ SIĘ Z INNYMI KOTAMI. JAK SPRZEDAWAŁ IM NASZE, A U T E N T Y C Z N E INFORMACJE. TO JAK...
Zamknij mordę, Shat. ─ Ścisnął mocniej jej pysk. Wilczyca warknęła raz jeszcze. Z bólu. Złości. Z wszystkiego po trochu. Bo nie rozumiała. Nie umiała go zrozumieć. ─ Zrobię to po swojemu.
NIE MA MOWY. TO PIEPRZONY ZDRAJCA! OSZUST I...
Trzask.
Shatarai nawet nie zauważyła, kiedy Growlithe podniósł nogę i wbił podeszwę w bok jej szyi, jednocześnie jednym szarpnięciem wykręcając łeb. Poczuła jeszcze tylko jak trzymany przez dłoń pysk przekręca się nienaturalnie, a potem świadomość padła jak trup.
Nożyk nadal wisiał w powietrzu, trzymany przez drugą rękę przywódcy DOGS. Growlithe wrócił wzrokiem do Shiona i zmarszczył brwi, puszczając łeb wilczycy, która została zeżarta przez niewidzialne płomienie.
Nie zabijam rozdygotanych, bezbronnych szczeniaków. Bierz broń i działaj. Jeśli mnie pokonasz, DOGS straci przywódcę, a ty zyskasz chwałę w oczach kolegów. Jey byłby dumny. Jeśli ja wygram... ─ Zmrużył ślepia. ─ Pozbędę się kolejnego zdrajcy.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Shion on Wto Kwi 07, 2015 12:14 am
Słowa mężczyzny były gorsze od najbrutalniejszej broni. Wbijały się w chłopaka, raniąc i przecinając każdy skrawek jego ciała, by na koniec wgnieść go w ziemie butem. Barki stawały się coraz cięższe, sprawiając wrażenie, że jeszcze trochę a nie będzie w stanie unieść tego ciężaru. Nawet moment, kiedy dłoń Wilczura posłała Shiona na bok nie była tak bolesna jak słowa. Opętany bardzo szybko pozbierał się do swojej poprzedniej, wciąż uniżonej pozycji, przyciskając mocno dłoń do pulsującego bólem i ciepłego policzka, gdzie przez pierwsze dwie godziny z pewnością będzie nosił jego ślad. Ale nawet gdyby Growlithe właśnie go skopał, splunął i upokorzył – i tak byłoby to lepsze, niż bolesne słowa.
Zacisnął mocno powieki, kuląc się w sobie niczym mały, porzucony szczeniak, który zagubiony w tym okrutnym świecie nie wiedział co ma dalej ze sobą począć.  I w sumie… w sumie dalekie to od prawdy nie było. Jedynym momentem, kiedy poruszył się unosząc wyżej wystraszone spojrzenie, była chwila, gdy cienista bestia chciała go zaatakować, a bardzo szybko została spacyfikowana przez właściciela. I Shion niby miał z nim walczyć? Dobre sobie. Był tchórzem. Słabym tchórzem, który fałszywie sądził, że może mu coś zrobić w chwili, gdy po raz pierwszy przekroczył progi Psiej kryjówki. Ale teraz było już za późno na wycofanie się. Musiał walczyć, albo pozwolić na dobrowolną śmierć.
I choć Growlithe skończył mówić, Shion wciąż uparcie milczał, nawet nie poruszając się o milimetr. Sekundy ciągnęły się nieubłaganie, a słowa mężczyzny wciąż brzęczały w głowie chłopaka, obijając się i powtarzając jak jakieś cholerne echo.
W końcu zaczął się gramolić z ziemi, niczym nieporadne dziecko, które wciąż czekało na karę od opiekuna za niesforne zachowanie  i zbicie drogocennej wazy. Na krótką sekundę zerknął na twarz mężczyzny i wyciągnął niepewnie dłoń w stronę nożyka, którego pochwycił w swoje palce. Ale te drżąc upuściły broń, która prześlizgnęła się między nimi i z cichym stukotem uderzyła o kamienną posadzkę magazynu. Powinien się po niego schylić, po swoją jedyną broń, a zamiast tego dłoń swobodnie opadła wzdłuż ciała wyrażając nic więcej jak jedynie zrezygnowanie.
- Ethan. – powiedział cicho, wciąż nie unosząc swojego wzroku. - Miał na imię Ethan. Był dla mnie… wszystkim. – wzruszył lekko ramionami, zaciskając mocniej palce w policzek, do którego wciąż przyciskał dłoń.
- Akceptował mnie za wszystko. Za to, jaki jestem. Zabrał mnie z ulicy, zaopiekował się, zaczął uczyć czytać… Obiecał, że zabierze mnie nad morze i pomoże w opanowaniu mocy. Ale nie zdążył. Odebraliście mi go. Odebraliście mi wszystko, a ja znowu zostałem sam. – dolna warga chłopaka zadrżała, kiedy w oczach pojawiły się pierwsze łzy.
- Nienawidziłem was. Tak bardzo… tak bardzo was nienawidziłem za to, że mi go zabraliście. Byłem wściekły nas ciebie i na tego drugiego, Ryana. I na wszystkie Psy, bo gdyby nie wy, to Ethan… – w miarę spokojny głos zaczęło wdzierać się coś jeszcze, coś, czego Shion przez te wszystkie miesiące nie okazywał. Jego prawdziwe uczucia. W końcu uniósł spojrzenie wbijając je w mężczyznę. - Ale najbardziej byłem zły na siebie, bo uciekłem. Stchórzyłem. Tamtego dnia nie mieliśmy wychodzić, ale Kairi zachorowała, więc chcieli wysłać na obchód Ethana. A on zabrał mnie. I wtedy wy się pojawiliście. Ethan powiedział, żebym… żebym uciekał jakby sprawy zaszły za daleko, i że on będzie tuż za mną. Ale kiedy uciekałem i się odwróciłem, to go nie było. Zamiast tego widziałem, jak rozrywacie mu gardło! Jak.. jak.. krew… a on… – załkał nie potrafiąc już zapanować nad łzami. Przycisnął drugą rękę do oczu i je przetarł, lecz w miejscu poprzednich łez szybko pojawiły się nowe
- CATS nie chciało pomścić Ethana, bo dla nich narażanie się dla jednej, marnej jednostki, która nie jest wysoko… jest nieopłacalne. Takie osoby jak ja, słabe i w sumie nic nie wnoszące się nie liczą. A ja chciałem.. musiałem coś zrobić dla Ethana. Musiałem was zniszczyć. Dlatego chciałem za wszelką cenę dostać się do was, ale nie wiedziałem co mam robić. Bez Ethana…. Bez Ethana nie wiem co mam robić. Nie mam gdzie iść, nie mam swojego miejsca. Nie obchodziło mnie co się ze mną stanie, chciałem tylko waszego cierpienia. Ale.. .ale wy tutaj… jesteście inni. Ta dziewczyna, Sana, była dla mnie miła, mimo, że uważali mnie za intruza. Nawet dała mi taki dziwny owoc, chyba brzoskwinia, nigdy przedtem jej nie jadłam. Albo osoba, której imienia nie pamiętam zabrała mnie na polowanie. Nic nie pomogłem a i tak powiedział, że dobrze się spisałem. Nikt mi nigdy oprócz Ethana nie mówił, że się dobrze spisałem. Ja… zaczynałem się czuć tutaj dobrze. I chociaż w waszych oczach wciąż byłem kotem, to czułem się o wiele lepiej tutaj niż u Cats. – zamilkł przerywając by zakaszleć i pociągnąć mocniej nosem, zakrywając sobie przedramieniem oczy, chcąc ukryć zapłakaną i upokorzoną twarz. - Bo wy nie traktujecie słabych osób jak ja jak przedmioty. Wy nawet poszliście ratować tamtą małą dziewczynkę, ryzykując wszystko. Dlatego pomyślałem, że może i ja… może i mnie zaczniecie traktować jak jednego z was. Chciałem coś zrobić, żeby zyskać wasze… twoje zaufanie. Growlithe, nie mów, że uwierzyłbyś mi, bo widziałem jak na mnie patrzysz. W twoich oczach wciąż byłem kotem. Chciałem, żebyś chociaż raz spojrzał na mnie jak na jednego ze swoich. Kiedy pomyślałem, że przyniosę wam informację o kotach… bałem się ci to powiedzieć, bo nie chciałem, żebyś mnie wyrzucał. Bo byś to zrobił, prawda? Kot zawsze pozostanie kotem.
Zadrżał na całym ciele, łykając łzy, nad którymi nie mógł zapanować. Pękł. Po prostu pękł. Maska obojętności, którą zakładał każdego dnia roztrzaskała się, rozpadła niczym domek z karty rozsypując dookoła. Chyba po raz pierwszy od śmierci Ethana tak mocno płakał będąc szczerym. W skroniach zadudniło nieprzyjemne pulsowanie z nadmiaru emocji i płaczu, otępiały ból powoli rozchodził się pod czaszką, wbijając się niczym rozżarzone igiełki. Był zagubiony, wiedząc doskonale, że to, co tak rozpaczliwie szukał, właśnie bezpowrotnie stracił. I jeżeli jakimś cudem przeżyje, znowu będzie musiał szukać swojego miejsca.
- Nie chciałem, żeby Gavrana złapali. Nie wiedziałem, że tam będą. Ale… ale dorwali go. A ja… znowu stchórzyłem, bo zamiast powiedzieć ci o tym… Dzisiaj, kiedy dotknąłeś mojej głowy, po raz pierwszy poczułem się.. jak jeden z was. Jakbyś powoli zaczynał mnie akceptować. Chciałem tylko wam pomóc… Przepraszam, Growlithe. Przepraszam.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Magazyn DOGS.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry