Strona 17 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18  Next

Go down


Re: Las.

Pisanie by Jinx on 12/5/2018, 18:34
Uchylił jedną powiekę, zerkając z boku na siedzącego dzieciaka. Jego twarz nie wyrażała właściwie żadnej konkretnej emocji. Ani nie był zły, ani zadowolony. A to mogło zwiastować tylko jedno. Wszystko było w rękach tego małego grzyba. To od niego, jego słów i zachowania zależało, w którą stroją przechyli się nastrój Jinxa.
Mężczyzna przechylił się do przodu, opierając łokciami o kolana, po czym ziewnął szeroko, mając wrażenie, jakby nie spał porządnie od kilku lat.
Coś w tym musiało być.
- Długo. - odparł wreszcie przecinając coraz mocniej ciążącą ciszę. Gdyby jednak Hiro prosiłby go o realne oszacowanie czasu, podczas którego nie był wystawiony na zewnątrz, Jinx nie miałby pojęcia. Dni zlewały się w tygodnie. Tygodnie w miesiące. Dzieciak jak mała i uporczywa pchła przeskakiwał to z jednej choroby, to z drugiej, dlatego też trzeba było na niego chuchać i uważać, by jeszcze bardziej nie naraził swojego życia. Prawie jakby był cenną zabawką kolekcjonerską, którą do końca trzeba trzymać w pudełku, żeby się nie zniszczyła.
Wyprostował się, gdy usłyszał słowa zwątpienia jasnowłosego, teraz odwracając głowę w bok, by w pełni na niego spojrzeć. Wyciągnął dłoń i położył ją na głowie, przesuwając opuszkami po jego włosach, a potem pstryknął go palcami w bok głowy.
- Postradałeś myśli? - mruknął zabierając rękę, by ponownie oprzeć się łokciem o kolana, ale tym razem nie spuszczał spojrzenia z niego.
- Nie umrzesz. Obiecałem ci to, prawda? Dopóki jestem obok, nie pozwolę, byś umarł. Dopóki nie staniesz się samodzielny, nikt cię nie tknie. W innym wypadku rozerwę im gardła, dlatego nie bój się. Nie bój się tego. Zresztą... - usta wykrzywiły się w lekkim grymasie, a prawy kącik został pociągnięty jeszcze wyżej.
- ... już raz umarłeś. - podniósł się, przeciągając i wskazał głową w stronę ścieżki, niemo dając mu do zrozumienia, że czas dalej ruszać.
- Są. - odezwał się tym razem nawiązując do dalszej części jego słów.
- Wszystko zależy od tego, jakąś ścieżkę chcesz podjąć. Wiesz już to? Wiesz już którędy chcesz podążać? - zapytał cicho, wpatrując się w jego jasną czuprynę. Idąc obok wyciągnął dłoń i złapał lekko, raczej z nudów, parę sterczących kosmyków chłopca pomiędzy palce i lekko nimi potarł.
- Musisz jednak wziąć pod uwagę wiele czynników. Wiele za oraz przeciw. Biorąc pod uwagę twoją aparycję oraz charakter, nie masz szans na ścieżce z bezpośrednim starciem. Więcej światła dla siebie znajdziesz w cieniu. Nie masz szans na spokojne życie pozbawione krwi. Znaczy, nie, masz. Masz szansę, ale będąc przygotowanym, że w każdej chwili możesz ubrudzić sobie ręce, by przeżyć. Desperacja do przeżycie. Przetrwanie. Jeżeli jednak znajdziesz dla siebie odpowiednią ścieżkę, dzięki której przetrwasz, powiedz mi.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Shirōyate on 18/5/2018, 19:16
Wiatr świszczał między drzewami, targając z szumem za skąpo ulistnione korony. Hiroki bez problemu usłyszał wyrok — długo — ale nie zareagował jakoś szczególnie. Apatyczne spojrzenie utrzymało się na twarzy drugiego wymordowanego i nie zmieniło się nawet wtedy, gdy Jinx wyciągnął do niego dłoń i oparł ją o białe kosmyki.
Nie był najgorszy w zgadywaniu, ale zagadki zwykle posiadały konkretne podłoże. Jakiś stabilny grunt, na którym można oprzeć swoje dywagacje i dzięki temu dojść do odpowiedzi. Sheba był niezrównoważony. Jakkolwiek Shirōyate go nie analizował, za każdym razem na ten sam lub podobny bodziec mężczyzna reagował inaczej. I nie było tu żadnej logiki, żadnych wytycznych, żadnego schematu. Jak miał mu odpowiadać bez strachu, że palnie coś, co w innych okolicznościach zebrałoby inne plony?
Los najwidoczniej specjalnie podstawił właścicielowi burdelu kogoś, kto tak mało mówił — zmniejszało się prawdopodobieństwo naciśnięcia na odcisk. Chłopiec utrzymywał statyczną ciszę, reagował jedynie na polecenia. Kiedy Jinx podniósł swoje zwłoki, Shirōyate poszedł w jego ślady. Odepchnął się od kanciastego kamienia i prawie się z nim zrównał; przyzwyczajenie nakazywało puścić mężczyznę przodem. O ten jeden krok.
— Wiesz już, którędy chcesz podążać?
Wiem, że nie mogę ci tego zdradzić, choć to przecież jasne do czego będę dążył. Udawaj chociaż, że się tego nie spodziewasz, Sheba, odpowiedział natychmiast, opierając rękę o wystającą gałąź, którą odgiął, by móc przejść bez pochylania głowy. Świsnęło, kiedy giętkie drewno wysunęło się z palców. I słuchanie o tej całej Desperacji jest... — NUDNE — nijakie. Nic mi to nie mówi. Stale wskazujesz na niebezpieczeństwa, ale bez konkretów. Co to dokładnie za niebezpieczeństwa? Czemu mi tego nie pokażesz? To przecież nie tylko ludzie, których widziałem w burdelu.
Chrupało pod jego podeszwami i ten dźwięk wydawał się jedynym wypełniającym las. Hiroki rozglądał się ze znużoną miną, ale jego zimne jak księżyc spojrzenie niczego nie zarejestrowało; nie było tutaj żywej duszy prócz ich dwójki.
Czy nie tak rozpoczynały się wszystkie horrory?
Potrzebuję szczegółów. Ale ty nie jesteś w stanie mi ich dać.
Podniósł wreszcie głowę na tyle, by móc na niego spojrzeć — zrobił to jedynie kątem oka, jakby nie do końca chciał się zdradzić z faktem, że jednak go obserwował. Szybko jednak przeniósł zainteresowanie na mijany krzew. Krwistoczerwone liście wydawały się jedyną barwą w promieniu wielu kilometrów, jakby oboje weszli do czarno-białej pocztówki.
Co to za liście? — zapytał bez wyrazu, wyciągając czarne palce w stronę pokrytych mieszkiem łodyżek rośliny.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Jinx on 27/5/2018, 23:13
Wpatrywał się przez dłuższy czas w jakiś martwy punkt, kiedy szli. Nie odzywał się. Wyglądał niczym sklepowy manekin, któremu jakimś cudem wsadzono baterie, włączono i kazano kroczyć przed siebie. Jedynie spokojny oddech informował, że obok nie poruszała się sterta plastiku, a żywy organizm.
Nijakie, co?
Zatrzymał się nagle, przenosząc wreszcie wzrok na dzieciaka. Kącik ust drgnął, unosząc się lekko ku górze. Aczkolwiek bynajmniej nie w prześmiewczy sposób.
- Zmiana planów. - powiedział krótko, nie racząc nawet na udzielenie jakiejś większej informacji. Skręcił w prawo, wkraczając pomiędzy wyschnięte drzewa, które straszyły swoimi w dziwaczny, wręcz nienaturalny sposób powyginanymi konarami. Jinx jednak nie zatrzymywał się, krocząc na przód, torując dla nich ścieżkę. Ciężko było określić czasowo ile trwała ta jakże "przyjemna" wycieczka, ale z pewnością nie mniej jak pół godziny. Pół godziny, które niemiłosiernie rozwlekało się jak ludzkie flaki. Wreszcie konary przeistaczały się w budynki, a raczej w gruzowiska budynków, które straszyły swoimi ruinami. Im dalej jednak wkraczali, tym bardziej intensywny zapach unosił się w powietrzu. Szczyn, rozkładu, spermy. Cała mieszanka nieprzyjemnych doznań dla ludzkiego nosa, choć mieszkańcy Desperacji przywykli do tego. Co jakiś czas walały się kości przemieszane z gruzem, gdzieś indziej porzucony but czy przedmioty z dawnych lat, teraz zupełnie bezużyteczne.
- Tutaj. - wyszeptał nagle i zatrzymał się. Kiwnął na chłopaka, by podszedł bliżej, a gdy już znalazł się wystarczająco blisko, objął go lekko ramieniem i przyciągnął stawiając przed sobą. Nachylił się kładąc obie wyprostowane ręce w łokciach na jego ramionach oraz oparł brodę na jego głowie, delikatnie nakierowując ją w odpowiednim kierunku.
- Widzisz? Tam. - wymruczał zaczepnie, lekko wskazując brodą. W odległości kilkunastu metrów znajdował się człowiek. Istota. Wychudzona na tyle, że straszyła wystającymi kośćmi nawet z tej odległości, ubrana w poszarpane i brudne szmaty, które raczej wyglądały jak porzucone prześcieradło, które ktoś zaczął z przypadku traktować jak ubrania. Istota pochylała się nad jakimiś większymi zwłokami, całkiem prawdopodobnie nad kilkudniowym truchłem sarny. Albo czegoś jej podobnemu.
- Widzisz? To wymordowany. Coś, czym i ty, i ja jesteśmy. Przypatrz się. - wymruczał obejmując go mocniej, kładąc jedną dłoń na jego klatce piersiowej.
- Ale między nami a nim jest taka różnica, że my zachowaliśmy jeszcze cząstkę człowieczeństwa. On... zatracił ją. Stał się dziki. Jak bestia, rozumiesz? Nie myśli już jak człowiek. Nie ma w sobie za grosz sumienia, nic. Kieruje się jedynie instynktem przetrwania. Zaatakuje nas. Zawsze atakują. Zaraz zwietrzy nasz zapach i przybiegnie tutaj. - wolną ręką powoli sięgnął za siebie i wyciągnął z kabury broń.
- Mam go zabić? - dodał, odbezpieczając ją i celując w stronę istoty.
- Trafię z tej odległości. To jak, mam? Czy ryzykujemy, że nas zostawi? Chcesz przypatrzeć mu się z bliska? Nie bój się. Jestem tutaj, nic ci nie zrobi. - usta drgnęły wykrzywiając się w lekkim uśmiechu.
- Chyba. - dodał w tym samym momencie, w który istota uniosła głowę poruszając intensywnie nosem. A potem odwróciła ją, spoglądając wprost w ich stronę.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Shirōyate on 3/6/2018, 23:05
Cóż, był przecież tylko dzieciakiem. Nie było go stać — głównie fizycznie, ale psychicznie też się nie chciał już nadwyrężać — na przeciwstawienie się poleceniom Jinxa, dlatego kiedy padł rozkaz, po prostu poszedł za nim. Trzymał wzrok spuszczony, jakby słońce zbyt mocno go raziło albo jakby nie był w stanie podnieść zbyt ciężkiej głowy, jednak w rzeczywistości nieznane tereny wywoływały u niego gęsią skórkę. Nigdy nie był zbyt dobrze adaptującym się w środowisku stworzeniem; ani teraz, gdy został tym... „czymś” o czym stale wspominał Sheba, ani wcześniej jako człowiek. Tylko jeden raz obejrzał się za siebie, w kierunku pozostawionego w tyle krzewu o czerwonych liściach. Nie chciał pokazać po sobie, że bardziej interesowały go właściwości dziwnej rośliny niż nowy plan mężczyzny.
  „Tutaj”.
  Dopiero teraz Hiroki podniósł głowę, tłumiąc jednocześnie nagłe zaskoczenie. Kiedy nadgonili drogi? Ile czasu minęło? Podszedł na palcach do Jinxa i spojrzał w wyznaczoną przez niego stronę; srebrny wzrok od razu padł na przygarbioną sylwetkę. Palce, jak pajęcze odnóża, przesuwały się po truchle zwierzęcia i wyciągały pełnymi garściami nadpsute przez słońce mięso. Widok był makabryczny, więc nic dziwnego, że jasnowłosy odwrócił oczy.
  — Mam go zabić?
  Mówił to tak lekko.
  Nie, zadecydował Hiroki, choć oboje wiedzieli, że Sheba zrobi to, na co ma ochotę. A jeśli w jego zachciankach znajdzie się odstrzelenie łba karykaturalnie garbatej postaci — to po prostu pociągnie za cyngiel. Shirōyate nie miał jednak zamiaru w tym uczestniczyć. Czuł się niekomfortowo nie tylko przez podjęcie wariantu, ale także przez bliskość mężczyzny. Wydawało mu się na początku, że po wyjawieniu sekretu, Jinx nabierze pewnej ogłady. Nie tyle zacznie go traktować szczególnie, co oszczędzi sobie ciągłego dotykalstwa. Zamiast tego wydawał się taki sam. Nie ruszył naprzód, nie cofnął się. Ładował łapska wszędzie, gdzie tylko się dało, otumaniał zapachem i ciepłem.
  Hiroki był przekonany, że przywykł do tego wszystkiego. Nie zaakceptował, nie byłby w stanie przypiąć łatki z napisem „tolerancja” na szczeniackie zachowanie starszego przecież od siebie mężczyzny, ale aż do teraz postawiłby na szali swoje życie, gdyby zapytano, czy jest w stanie znosić odruchy Sheby. I byłby martwy, w o wiele rzetelniejszym słowa znaczeniu.
  Czy możemy po prostu iść? — zapytał jak dziecko znudzone przyjęciem, błagające rodziców, by się wreszcie pospieszyli i zabrali go do domu. Jednak dokładnie w tym samym momencie przycupnięta istota położyła płasko anorektyczne dłonie na ziemi. Jej wyłupiaste oczy nie miały w sobie nawet iskry rozumności. Nos poruszał się, wietrząc zapachy, jednak głowa od jakiegoś czasu odwrócona była w odpowiednim kierunku. I w momencie, w którym w umyśle Sheby pojawiły się ciche słowa jasnowłosego, wymordowany skoczył naprzód.
  Rozległ się gardłowy warkot, gdy zaszarżował, rzucając się do ataku.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Jinx on 21/6/2018, 01:01
Czy może po prostu iść?
Uśmiechnęła się delikatnie. Przecież odpowiedź była taka prosta. Oczywista.
- Złapał trop, dzieciaku. Zwęszył nas. - powiedział cicho, nawet nie spoglądając w jego stronę. Wzrok miał utkwiony w zbliżającej się bestii. Była już blisko. Parę metrów. Tak blisko, że jego nozdrza wyłapały już smród gnijącego ciała, ropy i brudu. Stworzenie skuliło się i odbiło mocnymi stopami od suchego podłoża. Ale nawet wtedy Jinx nie wystrzelił. Zamiast tego wyciągnął prawie przedramię przed siebie, zginając je w łokciu, a lewe palce zacisnęły się na ramieniu jasnowłosego, którego siłą zaciągnął za siebie, osłaniając go tym samym swoim ciałem.
Bestia wgryzła się w prawe przedramię ciemnowłosego, ale to wystarczyło. Sheba naparł na niego, wciskając gryzione miejsce w jego pysk, a drugą dłonią złapał za gardło i przekręcił go tak, by cisnąć nim o ziemię, a samemu ciężko siadając na jego brzuchu. Stworzenie szarpało się i wydawało z siebie bulgoczące dźwięki prześlizgujące się o znajome warczenie.
Właściciel burdelu wpatrywał się w twarz wykrzywioną wściekłością i czymś jeszcze. Zatraceniem.
- Już po nim. - odezwał się wreszcie, nieco odległym tonem.
- Takich jak on... tutaj, na Desperacji, nie, na całym świecie, jest setki tysiące. A może nawet i więcej. Zatracili swoją ludzkość. Nie żyją. Po prostu wegetują podążając instynktem. Ale nawet i on różni się od tego zwierzęcego. Jestem od niego silniejszy. Jest w potrzasku. Gdyby to rozumiał, nie szamotałby się tak, na ślepo drapiąc i próbując mnie rozerwać. Nie ma w nim już ani krzty tego pierwiastka, dzięki któremu jeszcze żyjemy. - westchnął cicho, nie do końca mając pewność, czy dzieciak zrozumie tę krótką lekcję. Naparł mocniej lewą dłonią na grdykę wymordowanego, zmuszając go tym samym to otworzenia szerzej pyska w desperackiej próbie złapania oddechu. Zabrał prawą rękę, w której wciąż trzymał broń i przystawił ją do skroni zdziczałego.
- To dla niego najlepsza opcja. - pociągnął za spust, a dźwięk wystrzału rozerwał panującą dookoła fałszywą ciszę. Nawet powieka mu nie drgnęła, kiedy kawałki czaszki i mózgu zabrudziły jego dłonie oraz policzek.
- Chciałeś zobaczyć na własne oczy. Poczuć. - podniósł się, wsuwając broń za pasek spodni i wreszcie na niego spoglądając.
- Chcesz więcej ujrzeć? - usta wykrzywiły się w uśmiechu, kiedy wyciągał w jego stronę zakrwawioną dłoń.
- Chodź, pokażę ci czym jest prawdziwe piekło Desperacji.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Shirōyate on 23/6/2018, 23:22
Odepchnięty prawie upadł. Jinx czasami zapominał, że jego podopieczny stał na skraju kompletnego wyczerpania dwadzieścia cztery godziny na dobę. Hiroki poczuł ucisk w żołądku, prawdopodobnie naradzający się tam śmiech. Czasami? Sheba nie pamiętał o tym w ogóle, używając zbyt dużo siły do czegoś, co niekoniecznie  wymagało takich jej ilości. Prawdę mówiąc mógł lekko pchnąć to kruche ciało, a uzyskałby identyczny efekt. Jedyna zmiana jaka by zaszła obejmowała młodszego wymordowanego. W obecnym stanie rzeczy musiał się bardziej wysilić, aby ustać na nogach.
  Całość trwała ułamek chwili, jakby ktoś wyrwał z wnętrza książki kilka stron z opisami całego przebiegu akcji i wrzucił czytelnika w końcówkę rozdziału od razu po tym, jak ten odwrócił kartkę z pierwszymi akapitami książki. Hiroki wycofał się o jeszcze kilka kroków — tym razem z własnej woli.
  Przyglądał się szeroko rozwartym szczękom bestii. Nie potrafił sprowadzić tego stworzenia do człowieka. Nie był w stanie przywiązać do tej szamoczącej się sylwetki ludzkich cech. Przyciskający go do podłoża Sheba nie wyglądał wcale lepiej i kiedy przyłożył zimną stal pistoletu do skroni, a potem pociągnął za cyngiel, wystrzał rozbił coś więcej niż czaszkę wymordowanego.
  — Chcesz więcej ujrzeć?
  Pytanie ciemnowłosego przekierowało stalowe spojrzenie prosto na jego twarz. Krew i kawałki mózgu bryznęły mu na ubranie i szyję, ale Hiroki zdawał się tego nie dostrzegać; skupił się na ustach wykrzywiających się w coraz bardziej kpiącym uśmiechu. To tylko gra, dzieciaku — słyszał w myślach niski, ochrypły głos mężczyzny. Tylko gra, a my nie możemy przegrać.
  Musiało minąć mniej więcej tysiąc godzin, zanim wzrok Shirōyate ześlizgnął się niżej, wzdłuż ramienia Sheby, a potem — wreszcie — spoczął na wyciągniętej w jego stronę ręce. Pomiędzy palcami wciąż widać było tłuste nicie czerwieni. Chłopiec pokręcił głową, kategorycznie, choć krótko.
  Nie. To obłęd — zawyrokował wreszcie, wygrzebując spod zaskoczenia, mdłości i rozdrażnienia, ostatnie rezerwy samozaparcia. Choć ton jego głosu nie zmienił się o pół gamy, coś w jego postawie, może w wyprostowanych ramionach lub lekko zaciśniętych szczękach, przywodziło na myśl bunt.
  Nie rozumiesz, że to za szybko? Nie pojmujesz, że w tej sytuacji to ja byłbym... — zaciął się, ale zaraz wznowił wątek, tylko ukradkiem i tylko na sekundę zerkając ku rozsadzonej głowie wymordowanego: ofiarą? Nie ma znaczenia czy strzeliłbym pierwszy. Nie ma żadnego znaczenia czy posiadałbym broń. Przeciwnik, prawdę mówiąc, mógłby być nagi i schorowany, a wciąż miałby przewagę. Dlaczego nie przyszło ci do głowy, że to, co zrobiłeś, nie było tym, o co prosiłem? Nie chciałem tego DOŚWIADCZYĆ. Do jasnej cholery, Sheba, jestem za słaby. Przecież wiesz.
  Czy to był wyrzut?
  Beznamiętne oblicze dzieciaka nie ujawniło jednak żadnych wizualnych oznak; wnioski Jinx musiał wysunąć własne.
  Chciałem tylko zobaczyć. Z daleka. Być poza sceną. Nie mam zamiaru walczyć. Już ci to mówiłem. Jakby na potwierdzenie tych słów uniósł rękę (chudą, trupią i bladą) i wskazał na siebie. Dotknął długimi, patykowatymi palcami klatki piersiowej i choć ubiór ukrywał jego ciało, po samych zagięciach tkaniny widać było szkielet. Nie mam zamiaru stawać do bezpośrednich konfrontacji. Umarłbym. Niemal każdy wysiłek mnie teraz zniszczy. Tego chcesz?
  Zaczerpnął powietrza, jakby cały ten czas używał płuc do wygłaszania długiego monologu.
  Czy nie moglibyśmy iść gdzieś, gdzie są ludzie, gdzie są... perspektywy? Proszę.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Jinx on 2/7/2018, 00:15
Zaśmiał się cicho, wreszcie opuszczając dłoń pozwalając jej swobodnie spocząć wzdłuż ciała. Nie spuszczał jednak swojego spojrzenia z chłopaka. Obłęd, o dziwo bardzo ładnie to podsumował. Prawda była taka, że to wszystko, co ich otaczało, było obłędem. W najczystszej postaci. Cudownym, słodkim i kuszącym obłędem, w którym ciemnowłosy z każdym rokiem zatapiał się coraz bardziej.
To Desperacja. To Desperacja jest kwintesencją szaleństwa, młody. Kiedyś to zrozumiesz
Ramiona wreszcie przestały unosić się góra-dół a po śmiechu nie było już śladu. Zamiast tego na obliczu wymordowanego pojawiło się czyste zaskoczenie i niedowierzanie. Powoli podniósł się z klęczek, spoglądając na bladą twarz chłopca z góry sprawiając wrażenie, jakby widział go po raz pierwszy.
- Za szybko? Pooglądać z daleka? - powtórzył niemal bezwiednie, a na jego zmarszczonym czole pojawiła się zmarszczka.
- A ty myślałeś, że gdzie jesteśmy? W pieprzonym zoo, gdzie możesz sobie pooglądać dzikie zwierzątka zza kratek? Przejrzyj na oczy, już czas najwyższy. - syknął, a jego spojrzenie iskrzyło się i niemal przeszywało dzieciaka na wylot.
- Ciągle bełkoczesz o tym jaki to jesteś słaby, bezużyteczny i beznadziejny. Jak szybko umrzesz. I tak będzie, skoro sam non stop postrzegasz siebie jako ofiarę. Sam z siebie robisz ofiarę, a w tym świecie nie ma miejsca dla słabych. - nachylił się nieznacznie wyciągając w jego stronę dłoń, ale dostrzegłszy krew na palcach, zabrał ją.
Krew odznaczałaby się na jego bladej twarzy. Aż za bardzo.
- Nie masz już tyle czasu, ile chciałbyś. Jesteś tutaj wystarczająco długo, że wreszcie powinieneś ruszyć na przód. A ty ciągle stoisz w miejscu i zapierasz się, kiedy wskazują ci drogę. Nie nadajesz się do walki, ale możesz spróbować coś zmienić i znaleźć swój własny sposób. Zamiast tego słyszę ciągle jęki z twojej strony jak to bardzo jesteś słaby. - splunął w bok, mając powoli dość ciągłego użalania się nad sobą i jęczenia. Oraz niezdecydowania. Raz mówi A, ale po chwili okazuje się, że jednak chciał B. Z każdym dniem coraz mniej go rozumiał. Coraz mniej potrafił wyczytać z niego to, co chciał. A to stawało się upierdliwe.
- Mówiłem, że dopóki tu jestem, nawet jak będziesz zapierał się nogami, to będę ciągnął cię za sobą. Nawet jak nogi odmówią ci posłuszeństwa, to będę cię ciągnął, nie pozwalając, abyś zwolnił. Ale zrozum, że kiedyś może mnie zabraknąć i nie będzie obok nikogo, kto ci pomoże biec. Będziesz musiał zrobić to sam, inaczej zostaniesz karmą takich jak ten. - kopnął niedbale zwłoki leżące obok jego stóp.
- Mogę cię zabrać nawet do samego Apogeum, zbiorowiska wymordowanych i Desperatów, którzy wszelkimi siłami próbują żyć normalnie. Ale oni są świadomi niebezpieczeństwa, które czyha za każdym kamieniem. Ty też musisz stać się tego świadomy, czy tego chcesz, czy też nie. Musisz przejrzeć na oczy i ruszyć do przodu. - jego głos o dziwo był teraz spokojny i rzeczowy. Przez całą wypowiedzieć nie spuszczał z niego swojego spojrzenia. Dopiero gdy skończył, powoli odwrócił się, wsuwając broń za pasek spodni i ruszył przed siebie, nie odwracając się na dzieciaka.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Shirōyate on 10/7/2018, 11:56
Miał w sobie już o wiele więcej samoświadomości niż kiedykolwiek. Na bazie tego dokonywał decyzji, mówił wprost, a przynajmniej w znaczącym procencie sytuacji tak robił. Jeszcze kilka lat wstecz słowa Sheby zmusiłyby go do milczenia; przyjęcia jego światopoglądu, zaakceptowania go i nic ponadto. Teraz jednak głowa młodego wymordowanego poruszyła się w gwałtownym — jak na niego — zaprzeczeniu.
  Nie. Nie zapominaj o własnych wyborach. Jak miałbym być silny, gdy trzymałeś mnie w domu? Nie siłą, dobrze, ale straciłbym twoją protekcję, gdybym uciekł, a była mi wtedy potrzebna. Rozumiem swoje błędy. Ale ty musisz pojąć swoje. Chcesz mnie utrzymać przy życiu i bronisz mnie przed każdym złem tego świata, ale wymagasz jednocześnie, bym sam nauczył się mu przeciwstawiać. To tak nie działa, Sheba. To nie... nie jest takie proste jak ci się wydaje. To nie tak, że nagle wyrzucisz mnie, a ja otrzepię kolana i wystrzelę naprzód jak strzała. To na pewno nie tak, że znajdziesz mnie w środku zimy, wyleczysz i nagle dostaniesz wszystko to, czego chciałeś, choć nie wiem czego oczekujesz i tym sam tego nie wiesz. Nie masz podstaw.
  Patrzył na niego. Jak poważnieje, jak nagle staje się tym kim powinien być — dorosłym. Jak jego mięśnie opinają szczękę, jak oczy nabierają chłodu. Hiroki ani razu nie opuścił spojrzenia, choć znał konsekwencje takich czynów. Niejednokrotnie przegrywał walkę; tak zresztą było bezpieczniej, więc z jakiej racji teraz nie rezygnował z bitwy?
  Zrobiłem krok do przodu, powiedział wreszcie. Cichy głos wypełnił umysł czarnowłosego jak mgiełka. Nie rozumiem, dlaczego wmawiasz mi taką ułomność. Pojmuję zagrożenie, które nas otacza, ale to nie znaczy, że mam zamiar z nim walczyć. Dopiero co odesłałeś lekarza, który mnie oglądał. Ledwie kilkanaście godzin wstecz wmuszałeś jedzenie, żebym przybrał na wadze. Nie robię z siebie ofiary. Jestem ofiarą i będę nią jeszcze długo.
  Nabrał wdechu, jakby cały czas naprawdę używał gardła i płuc do mowy. Zimne powietrze wypełniło jego organizm, choć i bez tego młode ciało drżało od temperatury. Taki jesteś słaby? Przymrużył oczy i wsunął czarne palce na przeciwległe ramię. Pod fałdami ubrań czuł kość bez mięśni.
  Skłamałem przed wyjściem, gdy mówiłem, że idę do Raphael. W rzeczywistości zwymiotowałem wszystko, co we mnie wcisnąłeś. Wiedziałeś o tym.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Jinx on 17/7/2018, 01:12
Zatrzymał się nagle, ale nie odwrócił się. Nie od razu. Słuchał słów, które pojawiły się w jego głowie, a na ustach, mimochodem pojawił się uśmiech. Ach tak?
- Może masz rację. - odezwał się wreszcie przecinając swoje milczenie i odwrócił się, spoglądając na niego z góry. Wyciągnął rękę przed siebie a potem pstryknął go w czoło, z nieukrywanym błyskiem w swoim spojrzeniu.
- Może rzeczywiście robisz krok do przodu. Już nie trzymasz wszystkiego w sobie i nie dygasz jak galareta za każdym razem, kiedy spoglądam na ciebie, a odnalazłeś w sobie na tyle odwagi, by mówić otwarcie co myślisz. - brzmiał trochę jak ojciec dumny ze swojej pociechy, która wreszcie sama wsiadła na rower czy też rozwiązała pierwsze równanie matematyczne. Dzieciak nadal był słaby jak sucha gałązka, ale jakby na to nie spojrzeć - zmienił się. Nawet, jeżeli to była mała zmiana, niewidoczna ale trzecich osób stojących z boku. Ale on ją dostrzegł.
- Apogeum. Tam znajdziesz najwięcej ludzi rozumnych. Ci, którzy zachowali resztki człowieczeństwa i próbują żyć w miarę normalnie, chociaż walka każdego dnia o przetrwanie nie należy do najnormalniejszych. Hej, Hiro. Pokaże ci coś. Ale nie uciekaj. - odezwał się nagle odwracając całkiem do niego. Przez moment spoglądał na niego, a potem zaczął się rozbierać. Powoli, bez pośpiechu pozbywał się kolejnych warstwa ubrań układając je w wręcz pedantyczny sposób, jedno na drugim. Na samą górę, oprócz butów położył swoją broń. Nie krępując się swoją nagością, zadarł głowę wpatrując się złotym wzrokiem w dzieciaka.
- Zabierz to ze sobą. Nie chcę świecić gołą dupą po Apogeum. - dodał, a potem odsunął się na trzy, może cztery kroki.
Jego ciało zaczęło ulegać stopniowej zmianie. Pysk wydłużył, kły wysunęły, pazury pogrubiły. Dźwięk pękających, łamanych i przemieszczających się kości rozsypał się dookoła nich, a skóra Jinxa zaczęła pękać. Jej pojedyncze płaty zwisały odsłaniając mięśnie i kości, oczy błysnęły złowrogo, z gardła wydobyło się warczenie.
Zadarł wyżej wilczą głowę, a sekundę później jego zwierzęcą sylwetkę pokryła czarna mgła, ukrywając wszystko, co obrzydliwe na ciele. Pochylił nieco łeb, i podszedł bliżej zwierzaka, przyciskając mokry nos do jego policzka, sprawdzając jego reakcję. Ucieknie? Wystraszy się? Czy może będzie stał w spokoju?



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Shirōyate on 11/8/2018, 00:32
Głowa odskoczyła mu do tyłu jakby pocisk trafił go idealnie w czoło i siłą odrzutu wymusił nagłe cofnięcie. Dłonie uniosły się i oparły na pstrykniętym miejscu; spojrzał na Jinxa spomiędzy rozcapierzonych palców, opuszczając powoli brodę, początkowo nic nie rozumiejąc, ale jednocześnie nie próbując rozgryźć poczynań mężczyzny. Za dużo czasu z nim spędził, żeby tracić kolejne minuty na próby przeanalizowania zachowań, których nigdy nie uda mu się pojąć.
Nie wchodził w umysł zwierzęcia.
Dlatego pozostało mu tylko czekać i dokładnie to zrobił — nawet po tym, jak usta Sheby poruszyły się w prośbie. Od początku coś tu było nie tak, więc kiedy starszy wymordowany zaczął się rozbierać, żołądek może ścisnął się w przestrachu, ale umysł pozostał jasny, przygotowany na najgorsze. Myśli, niezmącone ślepym, dziecięcym przerażeniem, krążyły wokół obrazów, które dostrzegały oczy. Przyglądał się temu zjawisku w milczeniu.
„Stanie w spokoju” to za dużo powiedziane. Być może ciało naprawdę się nie poruszyło, a twarz pozostała niesplamiona żadnymi tikami nerwowymi, ale w pozornej postawie dało się dostrzec jakieś nienaturalne zesztywnienie. Przypominał kogoś, kto usilnie stara się utrzymać dobrą minę do złej gry, zapominając, że wymuszony uśmiech to najgorsze zagranie, na jakie może być kogoś stać. Prawie jak sklejka, gdzie na autentyczny obraz Mona Lisy dokleja się narysowany przez trzylatka uśmiech (obowiązkowo świecową kredką na wyrwanej z zeszytu kartce w kratkę).
Opuścił ramiona wzdłuż ciała; teraz stał niemal na baczność. Skóra Jinxa pękała, odchodziła płatami jak zmurszała farba, ciszę lasu przeszywały trzaski przywodzące na myśl stanowcze zamykanie żelaznych, średniowiecznych kajdan na nadgarstkach skazańców. Srebrne tęczówki nieruchomo śledziły przebieg całej transformacji. Nie miałby pojęcia jak to skomentować, nawet gdyby Sheba posiadał możliwość mówienia — i wymagałby relacji z jego strony.
Czy w tym momencie powinien uciec? Zanieść się płaczem, jak zawsze, gdy świat przytłaczał, a los odwracał się tyłem, nie patrząc na tortury, na które niekoniecznie zasłużył? Niewiele rozumiejąc wykonał tylko pół kroku do tyłu — w czasie, w którym mozolnie przesuwał stopę po runie leśnym wielkie psisko zdążyło do niego podejść. Poczuł zimno na policzku, które rozlało się po całym jego wnętrzu, jakby ktoś wpuścił do jego środka zawartość kubła — lodowatą wodę. Przełknął ślinę, niewiele się teraz różniąc od wojskowego niższego stopniem, który stoi wyprostowany jak struna, odpowiada zdawkowo na komendy porucznika i patrzy się tępo przed siebie.
Musiała minąć cała wieczność nim opuścił wzrok, a potem przekierował spojrzenie na Jinxa. Usta chłopca drgnęły, jednak nie wykrzywiły się w żadnym grymasie.
Zaprowadź nas w to miejsce, o którym mówiłeś i zostaw mnie tam — jego głos, choć niematerialny i pozbawiony faktycznych dźwięków w świecie realnym, brzmiał jak mamrot stłumiony przez rękaw przyciśnięty do ust nieśmiałej osoby. Gardło miał ściśnięte i — co zabawne — w podobnym stanie znajdował się umysł. Może dlatego słowa, jakie posyłał Jinxowi, były tak niewyraźne? Muszę się czegoś dowiedzieć. Tak sądzę.

Wbrew zesztywnieniu podniósł ubrania Sheby; ważyły tonę i ciążyły mu w ramionach, jakby targał wypchane po brzegi bagaże, jednak nie miał zamiaru się skarżyć. Perspektywa spotkania innych ludzi napawała go dziwną mieszanką. Sam nie wiedział jakich emocji.

zt x 2?
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Ghost on 14/9/2018, 10:32
Która to mogła być godzina? Trudno jednoznacznie określić dokładną porę dnia nie mając przy sobie zegarka. Pochmurne niebo i całkowity brak słońca nie pomagały. Najpewniej południe minęło dawno temu a być może nawet zbliżać się wieczór. Biorąc pod uwagę obecne położenie przybysza z innej planety odległego kraju, który dotrwał tych czasów jako jeden z nielicznych,  nie było to dobrą wiadomością. Obce tereny i brak schronienia ciemną nocą zmuszały piechura do nieustannej drogi. Pokonując kolejne metry starego lasu, jako biolog nie mógł odmówić sobie kilku małych przystanków, które ograniczały się do podjęcia decyzji w prawo czy w lewo. Pojedyncze, drobne i wysuszone na wiór gałązki łamiąc się pod ciężarem ciała niejednokrotnie zdradzały jego pozycję. Nic więc dziwnego, że mężczyzna rozglądał się uważnie wypatrując zagrożenia, które w takich warunkach pojawiało się zazwyczaj znikąd.
- Chwila. Burknął sam do siebie zastanawiając się czy to nie jest zła oznaka. Nie na darmo utarło się, że tylko szaleńcy rozmawiają sami ze sobą. Chyba to sprawka samotności i zbyt wielu dni spędzonych w podróży. Właściwie po co to wszystko? Przecież w M1 wcale nie było tak źle. Przecierając prawą dłonią twarz odgonił jakiekolwiek myśli na temat powrotu. Raz podjął już decyzję i teraz miał się jej trzymać.
Duży iglak rosnący na wprost, nieco pochylony przez czas, wydawał się idealnym miejscem na odpoczynek. Pozostało jedynie zrzucić ciężki plecak i wygrzebać z kieszeni na wysokości kolan, w połowie pustą paczkę fajek. Opierając stare kości o szorstką korę odpalił papierosa pozwalając żeby kojący dym powędrował wprost do płuc. O wiele lepiej.
avatar





Ghost
Indywidualista
GODNOŚĆ :
Boris Cox


Powrót do góry Go down


Re: Las.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 17 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18  Next

Powrót do góry