Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14   

Re: Las.    Pisanie by Shane on Sob Lis 25, 2017 7:02 pm
Kobieta niechętnie wpuściła Mrozova do środka, jednak ciągle mając go na muszce. Może była i stara, jednak nie tak słaba jak mogłoby się każdemu wydawać. Mocniej przycisnęła niesfornego szczeniaka do piersi, który zaskomlał.
Przeczekać ulewę chcesz, tak? — zapytała dla upewnienia, akcentując pierwsze słowo. Przyjrzała się mężczyźnie od góry do dołu i zaśmiała się. — Nie jesteś tutejszy. Nie pachniesz jak my, słoneczko, ładniutki z ciebie chłopaczek, dokąd zmierzasz? — Zainteresowała się, nagle rozluźniając. Puściła psa, a ten od razu pognał do blondyna, atakując jego nogawki spodni. Ogar dzielnie pilnował swojego domu, jednak przy tym uroczo merdając ogonem.
Chcesz mnie wyleczyć z bólu? — Podniosła zbyt mocno wydepilowaną i odznaczającą się na czarno brew. Parsknęła rozbawiona, a jej śmiech przypominał rechot żaby. Podeszła do stołu, na którym były rozłożone karty. Przetasowała je i rozdała na nowo na stół. Spoglądała zainteresowana w nie, jakby coś czytała. Mimowolnie poruszała wargami, jednak żadne dźwięki nie umknęły z pomarszczonych ust.
Dobrze, wylecz mnie z bólu, a pozwolę ci przeczekać deszcz — Potaknęła. — Mam nadzieję, że to długo nie potrwa, bo mój syn powinien niebawem wrócić. Straszny awanturnik z niego. — odparła, a zapraszającym gestem nakazała mu usiąść. Na stole poza kartami stał dzban z wodą. Nalał mu do szklanki jej i podała. — Pij. Przyda ci się, pewnie zaschło ci w gardle. A psa możesz zabrać, jednak krowa zostaje u mnie. — Mimo to nie patrzała na niego. Wpatrywała się w karty.
Nie tutejszy. Z idealnego, dalekiego miasta, prawda?  Jesteś tu przez kogoś. Ta osoba — Zamyśliła się na chwilę. — Czy źle widzę, ale nieszczęśliwie zakochany? Toksyczny romans? — zapytała, unosząc wzrok na blondyna.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 1108
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Las.    Pisanie by Chashka on Pon Lis 27, 2017 9:28 pm
Były lekarz wojskowy omiótł kobietę nieufnym spojrzeniem, przy trzeźwiejącym przez zimny deszcz umyśle, instynkt i nawyk wyniesiony z wojska nakazywał mu ostrożność.
Niczego poza przeczekaniem ulewy nie oczekuję — odparł spokojnie Rosjanin, siląc się na względnie zrozumiałą japońszczyznę, w której akcentowanie rosyjskie słów było słyszalne. Zanim jasnowłosy odpowiedział przykucnął, skupiając swoją uwagę na zadziornym psiaku, który postanowił przyssać się do przesiąkniętej kroplami deszczu nogawki spodni. — Nikt cię odpowiednio nie wychował, mała, puchata gnido. — mruknął po rosyjsku, drapiąc małego, żywiołowego ogara pod pyszczkiem, który na chwile zamknął, przestając uparcie ujadać. (...), ładniutki z ciebie chłopaczek, (...), zdusił lekki śmiech. Wygląd zewnętrzny w przypadku Ilyi Antonowicza Morozova okazywał się wyjątkowo zdradliwy, jako nosiciel wirusa X, zarażony, jak błędnie można, by orzec, nim w młodym wieku, nie doświadczał już efektu ubocznego w postaci starzenia. — Mam coś do załatwienia. — odpowiedział oszczędnie, nie decydując się na wtajemniczenie kobiety w szczegóły swojej wizyty na tym terenie.
Miejmy nadzieję, że szczęście mu dopisze i nie będę musiał go poznawać — mruknął niezbyt wyraźnie Rosjanin, bardziej do siebie niż do niej, nadal zajęty ujarzmiania szczekacza. Nie zamierzał wdawać się w zbędne awantury, które stanowiłyby mobilizację do sięgnięcia albo po glocka z załadowanym już magazynkiem zapchanego z tyłu, niewidocznego przez kurtkę i luźniejszą koszulkę, którą miał na ramionach, albo sztyletu z jego wygrawerowanym imieniem.
Kącik jego ust uniósł się w cwanym półuśmiechu. Handel wymienny wydał się w tym układzie rozsądnie rozłożony na szalach, a Ilya nie dostrzegł w nim nieprawidłowości, na tyle, na ile pozwalała mu ustępująca nietrzeźwość. Żurawina, która została na zewnątrz już sama w sobie stanowiło coś na wzór lekarstwa dla starszej kobiety — szansa, że będzie biegać i ujadać wynosiła jedno, okrągłe zero.
Zgoda. Wezmę głośnego psa, a zostawię ci potulną krowę, z której będziesz miała więcej pożytku niż z niego — ocenił Rosjanin, prostując się niedługo potem i kierując się do miejsca, które mu wskazała. Przebiegł wzrokiem po kartach, lecz jego wzrok na dłużej zatrzymał się na dzbanku i wodzie, która widniała w szklance. W genach miał gościnność, ale misje na terenie Desperacji i nawyk wyrobiony w wojsku nie pozwalał mu na pełne zaufanie, czy relaks, mimo spożytego alkoholu. — Podziękuję, nie jestem spragniony. Wystarczy mi przesiąknięte ubranie — odparł spokojnie, w miarę uprzejmym tonem, jak na swoje możliwości, obserwując ją z uwagą. Rzucona w jego kierunku salwa pytań sprawiła, że uśmiechnął się cierpko. Bynajmniej nie z powodu jej liczby, czy tematu, zwyczajnie wydała mu się dziwna. — Kiedyś pewnie w takim byłem, prawda. Ta osoba to rudy koleś, najpewniej pedofil i nie, nie łączy nas nic poza pracą. Ja? Nieszczęśliwie zakochany? — Roześmiał się szczerze tą insynuacją rozbawiony. Jednak zrobił na chwilę pauzę, w teatralnym geście, mającym sprawić wrażenie, jakby rzeczywiście to rozważał, choć odpowiedź już dawno uformowała się w jego umyśle i to wielkimi, drukowanymi literami. Dla dodatkowego efektu przybrał nawet fałszywy wyraz myśliciela. — Zakochany? Ne. Nieszczęśliwie? Tym bardziej – ne. Przeżyłem już żałobę i pogrzebałem wszystkie uczucia parę lat temu. Szczątków i kości się nie zbiera do kupy – to strata czasu. — odparł beznamiętnie, a w jego wypowiedzi zawitało zaprzeczenie w jego rodzimym języku; doprawdy ten etap miał już dawno za sobą, a na zakochanie nie należało liczyć ze strony kogoś takiego jak on.

_________________


скатертью дорога  (KRZYŻYK NA DROGĘ)


прятаться:




Chashka
-----------
Hydra     Nosiciel

avatar

Liczba postów : 742
GODNOŚĆ : Илья Антонович Морозов.

Powrót do góry Go down

Re: Las.    Pisanie by Shane on Sob Gru 02, 2017 9:12 pm
Kobieta patrzała uważnie w karty, podnosząc mocno do góry czarną, wyrysowaną brew. Zaśmiała się na jego słowa i pokręciła głową w zdumionym geście.
—  Dobrze wiesz mój chłopcze, że nie o to mi chodziło. Karty nie pokazują, żadnego rudego mężczyzny na twojej drodze. Jego droga z twoją nie łączy się dosadnie. Omijacie się. Jednak ta karta —  Tutaj podniosła jedną do góry i pokazała lekarzowi —  Czarny Rycerz. Niebezpieczna karta. Strzeż się go, złociutki. Uważaj, bo może cię pogrążyć. Posłuchaj starej babki. Trochę pyszałkowaty jesteś, zaślepiony własnym celem. Otworzą ci się oczy na Desperacji. Widzę w kartach, że dostaniesz dużo lekcji. —  Pokiwała głową, obserwując go bacznie. Lustrowała jego sylwetkę, a potem prychnęła pod nosem. Roześmiała się krótko.
—  O ja żech głupia! Że też tego nie wyczułam wcześniej. Nosiciel. Rzadko tutaj tacy chodzą. Dawno pozdychali. Ciężki ich los. Mokre ubranie skutecznie tuszuje zapachy. Lepiej dla ciebie —  zachrypiała przyjaźnie.
Za oknem ulewa ani na moment nie przestawała dzwonić. Najwidoczniej były wojskowy lekarz będzie musiał spędzić w tej chacie nieco więcej czasu.
—  Sądzisz, że krowa będzie mniej problematyczna niż ten upierdliwy pies? —  zapytała i spojrzała na włochatą kulkę, która akurat dała sobie spokój z atakami i wyłożyła się plackiem na posadce. —  Na moje oko, krowa więcej żre i zajmuje więcej miejsca. A pies... jest podarkiem od mego syna. Miał mnie chronić kiedy ten będzie na łowach, jednak szczeniak jest niezdatny do niczego. Młode to jeszcze i głupie, a ja nie mam cierpliwość tyle co dawniej —  Westchnęła. Zamyśliła się na chwilę, ale tylko na chwilę, bo potem na nowo pojaśniała. —  Ale dobra! Krowa daje mleko! Tutaj to rzadkość o mleko. Może twoja obecność nie jest tak pechowa jak zakładałam – zarechotała.
—  Szukasz kogoś? Mówiłeś, że zmierzasz dokądś? Może pomogę, znam tutejsze ryje. Żyję kawał czasu na tym świecie.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 1108
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Las.    Pisanie by Chashka on Sro Gru 06, 2017 3:46 am
Rosjanin parsknął szczerym śmiechem, gdyby nie fakt, że działał na niego jeszcze alkohol, który tracił na swojej rozluźniającej mocy, to pewnie takimi insynuacjami, mimo swej gościnności, tak bliskiej jego rosyjskiej naturze, wzbudziłaby w nim irytację. Niestety źle trafiła z oceną sytuacji — Ilya Antonowicz Morozov nie dość, że nie był w stałym związku od ponad trzech lat, to i nie zaliczał się do grona zakochanych, mimo jej błędnych wyobrażeń. Jeszcze przez chwilę przyjemny dla uszu śmiech lekarza rozbrzmiewał, nim zdusił go zakryciem ręki.
Jedyne co wiem, to to, że kobiety lubią wierzyć naiwnie w romantyzm, miłość i zakochanie. — mruknął z rozbawieniem, a obcy akcent przemknął między wypowiadanymi słowami niemal z kocią gracją. — Kochana, jestem jedynym, który może się pogrążyć. Nie wierzę w karty, przepowiednie i obietnice, dysponuję tylko medycyną i wyszkoleniem wojskowym, tu nie ma miejsca na emocje. — odparł kompletnie niewzruszony słowami kobiety. Oczywiście, że był pyszkałkowaty, był przecież Rosjaninem, a to do czegoś zobowiązywało. — Byłbym bardziej skory do uwierzenia w twoje słowa, gdybyś potrafiła powiedzieć, gdzie pierwszy raz i w jakim miejscu na globie zostałem trafiony przez pocisk pistoletu. Jeśli nie, wstrzymałbym się od wszelkich domysłów. — dodał, a kąciki jego ust uniosły się w typowym dla niego cwaniackim uśmieszku. Doprawdy dziwnym było kierowanie tego typu analiz i parafilozofii w kierunku zatwardziałego ateisty i racjonalisty, który na sali operacyjnej mniej lub bardziej survivalowej, zważywszy na fakt bycia lekarzem wojskowym – odgrywał wówczas niewdzięczną rolę boga. Przywiązanie emocjonalne Morozova skończyło się w Trójce – uwieńczone dokładnie trzy lata temu nagrobkiem na cmentarzu, aktualnie znajdując się poza jej murami na stałe, nic nie miało dla niego większego znaczenia – począwszy od zarobionych na przestrzeni lat pieniędzy, rzeczy osobistych czy wyników dotychczasowych badań, które nie doprowadziły go do pożądanego przełomu. Krzyżyk na drogę tym, którzy wyobrażali sobie więcej, aniżeli miało miejsce w rzeczywistości.
Gratuluję, jesteś na razie jedną spośród trzech osób, które wiedzą, że jestem nosicielem — odparł z uznaniem w głosie. Przekrzywił głowę, na której wcześniej znajdowało się sombrero, oddał je Żurawince tkwiącej na zewnątrz, przez co teraz mógł pochwalić się ledwie wilgotnymi, jasnymi włosami. Na moment jego wzrok zatrzymał się na oknie, po którym spływały wielkie jak grochy krople wody. Westchnął bezgłośnie.
Oczywiście, że tak. Psa roślinnością na zewnątrz nie nakarmisz, a na takim terenie łatwiej będzie ci odhować krowę, z której będziesz miała mleko, a w ostatecznej sytuacji możesz przerobić ją na mięso. Nie wyglądasz mi na smakoszkę psiego mięsa, a jeśli nie wychowasz tej agresywnej, miotającej się kulki, która więcej szczeka niż robi, to jedyne do czego będzie się przydawać to zdradzenie miejsca twojego pobytu. — ocenił, pomijając już podstawowy aspekt cierpliwości, o którym starsza kobieta wspomniała, gdyż wydawał się wręcz oczywistą oczywistością, której nie było potrzeby powielać.
Tak, poszukuję niejakiego Hotoru Komoi — zanim zdecydował się odpowiedzieć na ponowione pytanie, ponownie przeniósł wzrok na okno, lecz w rzeczy samej – nie zapowiadało się, aby ulewa miała ustać. Nadal nie darzył kobiety pełnym zaufaniem, więc cel poszukiwań nie został przez niego poruszony.

_________________


скатертью дорога  (KRZYŻYK NA DROGĘ)


прятаться:




Chashka
-----------
Hydra     Nosiciel

avatar

Liczba postów : 742
GODNOŚĆ : Илья Антонович Морозов.

Powrót do góry Go down

Re: Las.    Pisanie by Shane on Czw Gru 07, 2017 4:00 pm
Staruszka zaśmiała się z takiej odpowiedzi mężczyzny. Zarechotała niczym dorodna ropucha i nadęła pierś zanosząc się mokrym kaszlem. Wypluła flegmę w rękę, którą następnie tarła w róg spódnicy.
—   Karty mi powiedziały, że podasz taką odpowiedź. Mówiły też, że jakaś Rosja czy jakoś tak, samych takich pyszałków rodziła. — Zaśmiała się —  Dumny ród masz. Widzę linię życia bardzo widocznie. Wybitne jednostki, racja? — zapytała. Nie przejmowała się arogancją Chashki, którą ukrywał dobrze pod maską uprzejmości, która coraz bardziej przenikła na światło dzienne.
—   Nie widzę takich faktów. Karty są kapryśne. Pokazują co chcą pokazać — powiedziała ze smutkiem w głosie. Najwidoczniej wierzyła w to co mówiła.
—   Może jestem stara, ale mam niesamowicie dobry węch. Jestem zielarką. Znam się też trochę na medycynie, ale z tym bólem głowy poradzić sobie nie mogę. Zaradzisz co? — Pies obwąchał właśnie kolejny raz Ruska. Siadł dupą mu na stopę i oparł się plecami o piszczel wojskowego. Ziewnął głośno mlaszcząc.
—  Wiem właśnie, ten pies to utrapienie. — Pokiwała głową, potwierdzając jego słowa. Zgadzała się w nim zupełności. — Krowa wydawała się bardziej miła aniżeli to diabelskie nasienie. Nie wiem co to za stworzenie. Nie jest to żadne z podgatunków żyjących na Desperacji, nie wiem skąd to paskudztwo przylazło — Westchnęła zmęczona.
—   H-Hotoru Komo-i? — Zatrzepotała zaskoczona rzęsami. —  To mój syn. Czego od niego chcesz?
Deszcz brzęczał, a chwila ciszy ciągnęła się nieubłaganie. Drzwi nagle otwarły się z impetem w akompaniamencie śmiechów dwóch mężczyzn. Jeden z nich trzymał postrzeloną zwierzynę, a drugi był łudząco podobny do Yury'ego z Drug-on. Na pierwszy rzut oka wydawać się mogło, że to sam Wieczny przekroczył próg domostwa.
—  Wróciłem! — krzyknął, a pies słysząc podniesiony ton od razu czmychnął pod ławę. —   Co to za kro---! — Pan udawany Wieczny wbił spojrzenie w Chashkę, a potem przeniósł wzrok na matkę. —  Kim jest ten laluś? — zapytał, jednak jego kompan wyciągnął broń i wymierzył ją w Hydrę.
—  Podnieś ręce do góry! — Krzyknął ten z bronią.
—  Hotoru! Spokojnie! Chciał tylko przeczekać ulewę! Dobiliśmy targu!
—  Jakiego targu, stara babo?!
—  Krowa za psa!
—  Co za targ! Nie wiadomo kim jest i skąd przyszedł! Czyż tyś zwariowała, zapraszać obcych?! Co ja ci mówiłem do kurwy nędzy!
Facet z bronią, kolega Hotoru, miał na muszce Morozova. Jeden jego niewłaściwy ruch i zarobi kulkę w łeb.
—  Gadaj prawdę! Kim jesteś i czego chcesz! Prawdę mówi, że ulewę chcesz przeczekać? — zapytał Hotoru.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 1108
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Las.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry