Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Shion on 26/7/2018, 21:44
Pokiwał głową na znak podziękowania, kiedy Chris podał mu drewniany kubek napełniony przyjemnie chłodną wodą. Co prawda nadal całe ciało płonęło bólem i nie był w stanie swobodnie się poruszać, ale mógł przynajmniej zdrową ręką sam się napić. Uniósł kubek i przytaknął go do popękanych i pokrytych strupami ust, a następnie zaczął powoli sączyć wodę, choć parę kropel niewątpliwie uciekło, spływając po brodzie i skapując na koc, w który wsiąkały.
Nim Chris zdążył skończyć, Shion wyciągnął dłoń w jego stronę i zahaczył tylko dwoma palcami za materiał jego koszulki, dając mu tym samym do zrozumienia, żeby został. Szybko jednak zabrał dłoń, kiedy poczuł w złamanym nadgarstku pulsujący ból. Syknął cicho, wykrzywiając przy tym twarz i opuścił nieco głowę, oddychając szybciej. Trwało to zaledwie parę sekund, ale wystarczyło, aby pozostawić po sobie nieprzyjemny posmak.
Gdy ból minął, ponownie uniósł spojrzenie na chłopaka, a potem wskazał brodą na stojący nieopodal stołek, żeby mężczyzna usiadł przy nim. Właściwie nie wiedział o czym mogą rozmawiać, zwłaszcza, że jedna ze stron była w tym momencie niemową i nie potrafiła z siebie wykrztusić nic więcej oprócz jęków i paru samogłosek, do których nie był potrzebny język. Czując się nieco winny, uniósł palec wskazujący zdrowej ręki i wskazał na swoje usta, po czym pokręcił głową. Miał nadzieję, że taki prosty komunikat Chris z łatwością odczyta.
Zerknął w bok, chcąc ukryć swoje zażenowanie całą tą sytuacją. Czuł się, jakby nawalił. Dał się złapać Kotom, potraktować jak gówno, torturować, a teraz ciężko zdobyte medykamenty szły na niego. Machinalnie przesunął palcami po strupie na czole, które niosło za sobą "Zdrajca", co na pewno będzie mu już zawsze przypominało co się stało. Miał ochotę wbić pazury, rozorać to, sprawić, żeby zniknęło. Teraz Psy będą na niego jeszcze bardziej podejrzanie spoglądać, jeszcze bardziej będą widzieć w nim zdrajcę, a nie prawowitego Psa. Ale nic nie powiedział. Nie pisnął ani słówka, to skąd to poczucie bezsilności?
Dolna warga zadrżała, a w lewym, zdrowym oku zalśniła łza. Spojrzał na Chrisa i poruszył bezdźwięcznie ustami, układając je w krótkie "przepraszam", chociaż nie wiedział, czy drugi mężczyzna go zrozumie. Zapewne nie.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Skoczek on 27/7/2018, 02:10
........Więcej zmartwienia i niepokoju oczy Chrisa prawdopodobnie nie mogły wyrażać. Fakt, że w tym momencie praktycznie nic nie mógł zrobić dołował go jeszcze bardziej, jednak nie miał zamiaru pozwolić na to, by przygnębienie wdarło się w jego głos czy mimikę – Shion mógłby to źle zinterpretować, a tego zdecydowanie nie chciał. Nie miał też zamiaru szczerzyć zębów, ale stać go było na zachowanie w miarę spokojnej twarzy. Byleby nie litość. To też stanowiło zły punkt oparcia.
Zrozumiał gest Kundla i usiadł, tym samym zapewniając go, że zostanie tutaj przez dłuższą chwilę. Skoro chłopak nie miał nic przeciwko jego obecności, to Chris zamierzał robić za rozmówcę – i tak z reguły nadawał za czterech i chociaż teraz ewidentnie było nieco n i e z r ę c z n i e, to siedzenie w ciszy wydawało mu się złym pomysłem. Dlatego też widząc kolejny niewerbalny komunikat ze strony Shiona – pokręcił energicznie głową, a następnie machnął ręką w uspokajającym geście.
- Nie przejmuj się tym, z reguły i tak słynę z tego, że nie daję rozmówcom dojść do słowa – marny żart, chwila zawahania, Pudel nie do końca wiedział, jak sformułować kolejne zdanie. – Będziesz potrzebował dużo czasu, ale dojdziesz do siebie. Na razie myśl tylko o wyzdrowieniu, niczym innym się nie przejmuj.
Łatwo powiedzieć. Spięte barki Chrisa świadczyły o tym, że nie uważał, że wszystko jest okej, cienie pod oczami informowały o kilku nieprzespanych nocach, a nawet świeżo wyszorowane ciało zaczynało wydzielać nieprzyjemny zapach – chorował, a w dodatku przejmował się wszystkim, ale w świetle ostatnich wydarzeń wiedział, że nie mógł narzekać. Zresztą nawet nie chciał. Po prostu widok Kundla w tym stanie sprawiał, że czuł się jeszcze gorzej od strony psychicznej – poczucie bezsilności dość skutecznie potrafiło niszczyć. Mimo wszystko – koniec użalania się nad sobą.
- Shion – zaczął, jednak zaraz przerwał, wpatrując się z zaskoczeniem w rudzielca, dostrzegając łzę i drżące wargi. – Cholera. Nadwyrężyłeś się zbyt mocno? Boli aż tak bardzo?
„Przepraszam”? Dobrze odczytał? Nie? Był dobrym obserwatorem, ale nie geniuszem, dlatego nie bardzo wiedział, co teraz zrobić. Zresztą odkąd tylko wszedł do pokoju, nie był pewien, co ma robić i jak się zachowywać.
- Hej, młody – mruknął, niepewnie i delikatnie odrzucając swoimi palcami jakieś pojedyncze nitki rudych włosów na bok, by przypadkiem nie zahaczyły o ranę na czole chłopaka. – Podejrzewam, że nie chcesz tego usłyszeć ode mnie, ale myślę, że dobrze się spisałeś. O ile moja opinia w jakikolwiek sposób się liczy.
Posłał mu niemrawy uśmiech, ponownie się prostując. Niebieskie ślepia znowu uważnie przyjrzały się jego twarzy.
- Wiesz, jeśli chodzi o napis na czole – słowo „zdrajca” nie chciało przejść Chrisowi przez gardło. – Cóż, minie dużo czasu, zanim się w pełni zaleczy, ale gdy to nastanie to myślę, że machniemy jakiś tatuaż, żeby przykryć blizny. Pewnie będzie to czasochłonne i trudne, niemniej coś wymyślimy. Jeśli będziesz chciał, rzecz jasna. To tylko drobna propozycja z mojej strony, chociaż jedyne, w czym jestem dobry, to projektowanie schematów.
O rany, Chris. Fatalnie ci idzie.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Shion on 30/7/2018, 23:33
Pokręcił gwałtownie, może nawet zbyt gwałtownie głową, kiedy najwyraźniej Chris błędnie odczytał jego intencje. Nie chodziło o fizyczny ból, bo, choć ten oczywiście mu towarzyszył, to jednak był w stanie go wytrzymać. Bolało, ale dostawał leki przeciwbólowe, i wtedy trochę mniej mu wszystko doskwierało. To, o co martwił się młody wymordowany, to fakt o braku przydatności. I nawet krzepiące słowa drugiego wymordowanego mu w tym nie pomogły, chociaż trzeba przyznać, że słysząc je, zrobiło mu się nieco... lżej.
Odetchnął lekko przez nos i spojrzał na niego, delikatnie się uśmiechając. Chciał mu tyle powiedzieć, zdać raport, odezwać się na jakikolwiek temat. Chciał powiedzieć, że było ich trzech, że to CATS, to, co się dowiedział, bo może te informacje, choć w strzępach, mogły się w jakimś stopniu przydać DOGS. Ale nie potrafił wydukać z siebie żadnego słowa. Shion z reguły mało się odzywał, wolał większość chować w sobie, ale dopiero teraz, kiedy z przymusu musiał milczeć, zdał sobie sprawę, że to naprawdę ciężkie. Nawet pisać nie potrafił, więc nie było szans, żeby w jakikolwiek sposób przekazać swoje myśli. Pozostawała jedynie zabawa w podchody i kalambury, z nadzieją, że Chris będzie odgadywał prawdziwy kontekst jego wymachiwań ręką.
Wzrok zsunął się na żółtą chustę. Na samą myśl o tym, co stało się z jego, ściskało go za serce. Chusta była symbolem, czymś ważnym, a on ją stracił. Wskazał palcem na chustę, a potem na siebie, by na koniec pokręcić głową na boki, dając mu do zrozumienia, że sam nie posiada już swojej. Czy dostanie nową? Czy nadal pozostanie w DOGS?
Może uznać cię za zdrajcę. Może uznać, że jednak coś powiedziałeś. Wiesz jaki jest.
Wzdłuż kręgosłupa nagle przebiegł silny dreszcz, jakby ktoś przyłożył mu coś ostrego do brzucha, gdy w głowie usłyszał słodki szept. A co jeżeli....
Na moment na jego twarzy położyło się przerażenie na samą myśl. Ale przecież jakby tak myślał, to po co fatygowałby się, aby go tutaj przynieść. To nie miało najmniejszego sensu, prawda? PRAWDA?
Odwrócił głowę, jednocześnie łapiąc Chrisa zdrową dłonią za nadgarstek i zacisnął na nim drżące palce. Poruszył z ledwością ustami wypowiadając jedno słowo, a dokładniej rzecz ujmując imię. Imię Wilczura, a w jego oku pojawiło się pytanie. Czy nadal uznawał go za Psa? Nie zdradził przecież. Nic nie powiedział.
Ale on nie wie. Nie wie, że nic nie powiedziałeś.
Zacisnął mocniej popękane usta. Właśnie. Nie wiedział. A on nie miał jak mu tego przekazać.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Skoczek on 1/8/2018, 01:02
..........Chociaż z Chrisa niejednokrotnie można było czytać jak z otwartej książki, tak on sam miał najwyraźniej duży problem, by prawidłowo interpretować sygnały wysyłane przez Shiona; przynajmniej usprawiedliwieniem dla Pudla mógł być fakt, że łatwo można było pomylić grymas bezsilności z grymasem bólu w aktualnej sytuacji. Nie wiedział, co chce powiedzieć rudowłosy, mógł się co najwyżej tego domyślać i spróbować postawić na jego miejscu – to jednak nie było dla niego aż takie proste. Pamiętał jakieś ostatnie…cóż, teraz to już będzie pewnie coś koło 11-12 lat wstecz, wszystkiego co było wcześniej był prawie całkowicie nieświadomy, nie licząc drobnych migawek. Może mając tą pamięć łatwiej byłoby mu odgadnąć myśli Kundla, ale cóż, wyszło jak wyszło. Ostatnio choć miał dużo nieprzyjemnych wspomnień, tak żadne specjalnie traumatyczne mu się nie przydarzyły. W przeciwieństwie do chłopaka. Niech to gęś kopnie.
Widząc uśmiech Shiona lekko się rozluźnił, jakby w końcu nieco łatwiej było mu się odnaleźć w całym tym pokręconym momencie. Odwzajemnił go nawet, chociaż na jego twarzy błąkało się nieco zakłopotania – przypominał w tym trochę wzorowego ucznia, który wiedział, że profesor przyłapał go na nieprawidłowym zachowaniu, jakkolwiek absurdalne wydawałoby się to porównanie.
Jednak w końcu też chyba zrozumiał, o co chodziło rudowłosemu, gdy wskazywał palcem na jego chustę. Trochę późno, ale mimo wszystko czasem lepiej później, niż wcale.
- Och. W sumie fakt, nigdzie nie widzę twojej chusty – brawo, Christopher, odkrycie roku, plus dziesięć do spostrzegawczości, można to wpisać do CV. – W porządku, ten żółty kawałek materiału trzeba szanować, ale czasem zdarza się, że zostanie mocno podarty albo zgubiony w wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach. Poproszę, by uszyto ci nową. To nie będzie problem.
Pomimo tego, że Pudel myślał, że wszystko jest już w miarę w porządku, tak nagle wszystko obróciło się o kilkadziesiąt stopni. Złapany za nadgarstek drgnął, wbijając w Kundla nieco zaskoczone spojrzenie – jego źrenice rozszerzyły się lekko, w oczach pojawiło się nieme pytanie – o co chodzi?
Growtlihe.
Ach. No i wszystko jasne.
Chris westchnął ciężko, w myślach przeklinając Wilczura za to, że jak na razie nie postanowił pofatygować się tutaj ponownie. Ta biała włochata flądra. No nic, będzie musiał robić za tłumacza zachowań tego niewychowanego gbura (którego nie cierpiał, acz był wobec niego 100% lojalny)… niech to licho. Jakby sam rozumiał ten nieprzewidywalny huragan zachowań herszta gangu.
- Posłuchaj, Shion, w twoim stanie nie powinieneś się tak denerwować to zabrzmiało źle. – Ani wykonywać nagłych ruchów. Wszystkie szwy puszczą. Nie będę się wypowiadał w imieniu Wilczura, ale posłuchaj mnie przez chwilę. Fakt, Growlithe bywa nieobliczalny i czasem ciężko zrozumieć, jakim torem poruszają się jego myśli, ale wiem jedno. Nie fatygowałby się po ciebie, gdybyś w jakimś pokręconym stopniu nie był dla niego ważny. Krew z mojej krwi i takie tam. Niemniej gdyby istniał choć cień szansy, że będziesz zadrą w oku DOGS, gdyby przez jego głowę przeleciał choćby cień myśli, że teraz przez ciebie Psy będą zagrożone, to na pewno osobiście wykończyłby ciebie albo zostawił pastwę losu. Gdybyś został uznany za… wyrzutka, to na pewno nie leżałbyś tutaj spokojnie. Więc nie martw się o kwestie z nim związane. Zresztą, prędzej czy później się tu pojawi.
A już ja zadbam o to, by to było prędzej.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Shion on 4/8/2018, 20:59
Odetchnął.
Rozmawiało się z nim zaskakująco swobodnie, chociaż akurat tylko jedna strona mówiła. Nie był z Chrisem jakoś szczególnie blisko, ale już od początku Pudel był jedną z nielicznych osób, które okazywały mu życzliwość. Był też jedynym, który go odwiedził, nie licząc Matyldy. Był mu wdzięczny, za wszystko, za dobre słowa, chociaż nie był w stanie teraz tego okazać. Uśmiechnął się jedynie i skinął lekko głową na znak, że rozumie. Tylko tyle mógł w tym momencie. Niewiele.
Drzwi skrzypnęły i do pomieszczenia wkroczyła niewielka blondynka. Posłała krótkie spojrzenie w stronę Shiona, zaciskając mocniej palce na trzymanym wiadrze, a potem przeniosła wzrok na Chrisa.
- Odwiedzasz go? - zapytała zaskoczona, dopiero po chwili reflektując się nad swoim nietaktem. Spuściła na moment wzrok i odchrząknęła cicho, przestępując z nogi na nogę.
- Skoro już tutaj jesteś, mógłbyś mi pomóc? Trzeba mu zmienić opatrunek z pleców. - podeszła bliżej i odstawiła wiadro, w którym znajdowało się wszystko potrzebne do krótkiego zabiegu.
- Trzeba zdjąć bandaże, wacikiem delikatnie zetrzeć resztki maści, ale nie trzeć, a przyciskać, pamiętaj o tym. Następnie nałożyć nową, przygotowaną maść na całe plecy w ten sam sposób i zabandażować. Poradzisz sobie? - nie czekała jednak na jego odpowiedź, z góry zakładając, że to zrobi. Na jej twarzy przemknął cień ulgi, a potem odwróciła się na pięcie i opuściła pomieszczenie. Shion spoglądał za nią przez moment, a potem przekręcił się, odkrywając swoje ciało, odrzucając koc na bok. Opuścił nogi, dotykając bosymi stopami posadzki i dotknął dłoni zabandażowanego i usztywnionego kolana, czując nieprzyjemne pulsowanie. Było mu wstyd, że Chris musiał się tym zająć, dlatego też spróbował sam zdjąć z siebie bandaże, żeby chociaż trochę ułatwić mu sprawę. Nawet odrobinę.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jekyll on 4/8/2018, 22:39
Obrażenia:
• Spalona powierzchnia pleców - opatrzona, nie wdarła się do nich infekcja.
Okres gojenia: 1/5.
Konsekwencje: na plecach na zawsze pozostanie szkaradna, wyraźnie odznaczają się na tle jasnej karnacji blizna po oparzeniu.

• Wyryte pazurami słowa na czole i pośladach - opatrzone.
Okres gojenia: 1/3.
Konsekwencje: na czole pozostanie napis "zdracja" w formie bladej blizny, a  na pośladkach "CATS". Pierwsze słowo jest napisane w japońskich znakach.

• Oparzanie gałki ocznej papierosem - opatrzone.
Zalecenia: zimne okłady na powiekę.
Okres gojenia: brak
Konsekwencje:
- przekrwiona spojówka;
- sporadyczne łzawienie w skutek kontakt z ostrym światłem;
- uczucie ciała obcego (coś na wzór bólów fantomowych);
- światłowstręt;
- uszkodzenie siatkówki;
- obraz jest zamglony.

• Zdarta skóra na nogach i rękach w zestawie z dużymi sińcami - opatrzone.
Okres gojenia: 1/2.
Konsekwencje: brak.

• Ślady po linie. - opatrzone.
Okres gojenia: 1/2
Konsekwencje: blade, nierzucające się w oczy blizny na skrępowanych kończynach.

• Ubytek na języku - opatrzony.
Okres gojenia: 1/5. (Po upływie 3 postów Shion zacznie się komunikować pojedynczymi, ledwo zrozumiałymi słowami, z upływem sesji język zacznie z  nim coraz lepiej współpracować.)
Konsekwencje: brak.

• Złamana kość w prawej nodze  - opatrzona.
Okres gojenia: 1/4.
Skutki w trakcie leczenia:
- silny ból w biodrze i jego okolicy (z upływem sesji malejący);
- uziemienie (po upływie dwóch sesji Shion zacznie poruszać uszkodzoną nogą, ale przemieszczenie się bez pomocy będzie w dalszym ciągu niemożliwe);
- każda próba poruszenia nogą gwarantują dodatkową porcją bólu (w trakcie trwania 4 sesji ledwo takowy ledwo odczuwalny);
Konsekwencje:
- zbyt bolesny upadek na uszkodzoną nogą na pewno doprowadzi do jej ponowego złamania;
-  okresowy, niezbyt silny, ale nieco drażniący ból reumatyczny w porze deszczowej.

• Połamane żebra - opatrzone.
Okres gojenia: 1/4
Skutki w trakcie leczenia:
- ból w trakcie wydechu;
- ograniczona ruchomości klatki piersiowej na poziomie występującego złamania;
- wyczuwalne pod skórą odłamki kostne;
Konsekwencje:
- przenikliwy ból w trakcie wykonywania głębszych wydechów.

• Złamany nadgarstek  - opatrzone.
Okres gojenia: 1/3
Skutki w trakcie leczenia:
- całkowite uruchomienie;
- dość częsty, porywisty ból.
Konsekwencje:
- sporadyczne odrętwienia kciuka, palca wskazującego i środkowego w nocy i nad ranem.

Okres gojenia jest przeliczany na odegrana sesje. Uwzględniłem przy tym tą.


Ochota na konsultacje gardła z alkoholem była na tyle silna, że nie mógł wysiedzieć w swoim pokoju. Obszedł go przynajmniej dwadzieścia razy, ale to nie przyniosło pożądanej ulgi, dlatego zapakował do torby najpotrzebniejsze rzeczy, pozostawiając w duchu ulotnić się na kilka dni z kryjówki. Po drodze postanowił ostatni raz zajrzeć do swojego pacjenta, by nikt nie pomyślał, że zostawił go na pastwę losu. W tym momencie powinna być u niego medyczny support w postaci drobnej blondynki, której Jekyll wydał bardzo treściwe instrukcje dotyczące obsługi obolałego ciała rzekomego zdrajcy. Po kryjówce krążyło wiele plotek, a nawet te najbardziej katastrofalne w skautkach, ale Bernardyn, chociaż z reguły był sceptycznie nastawiony do świata, nie zakładał, że produkujący nadprogramową ilość krwinek czerwonych Wymordowany wydał lokalizacje kryjówki. Wówczas CATS już dawno, by do niej wparowało jak do siebie, nie czekając na zaproszenia, a przecież mieli ku temu odpowiedni motyw w formie włamania do więzienia i pogrożenia go w gruzowisku, a także odzyskanie wcześniej pojmanego. Wparował do pokoju medycznego, jak do siebie, acz widok tego ubogiego w aparaturę pomieszczenia wzbudzało w nim zaledwie niechęć.
  — Odzyskał...? — Nie dokończył swego pytania; otóż jego spojrzenie zahaczyło o znajomą, niezbyt mile widzianą sylwetkę. Od paru godzin unikał jego towarzystwa, trochę na złość, trochę na przekór, tym samym odmawiając złożenia raportu, o który został poproszony. Nie czuł się w obowiązku, by udzielać Blackowi informacji na temat stanu zdrowia pacjenta (Obowiązuje mnie tajemnica lekarska, ironizował za każdym razem, gdy do jego drzwi pukał wysłany przez Pudla posłaniec), mimo iż jego niechęć była umotywowana przede wszystkim własnymi uprzedzeniami, a nie nieistniejącymi procedurami określonymi przez zrujnowaną w cmentarzysku niepamięci etykę. — Dzień dobry, Christopherze. — Uśmiech, który jeszcze przed chwilą widniał na wargach doktora, zelżał na widok sekretarza. Jego obecność  w tym cuchnącym lekami i krwią pomieszczeniu przypomniała Jekyllowi, że nie miał zbyt wiele powodów do radości. Schował do kieszeni bluzy drżące dłonie i zlustrował zielonymi ślepiami Skoczka, jakby ten był jego wrogiem publicznym numer jeden. Nadal pamiętał, że przegrał ten cholerny zakład, a potem marzł przez kilka godzin, drżąc z zimna. Wzdrygnął się mimowolnie, a po jego ciele przebiegł pojedynczy dreszcz, gdy przypomniał sobie śnieg, który na skutek działań Wymordowanego w biokinetycznej formie wdarł się pod ciepłe poły kurtki, podrażniając swoją zimną strukturą cieplejszą skórę Dr. Miał wrażenie, że wówczas wyparowały z niego całe niewielkie zapasy ciepła. — Widzę, że jesteś w swoim żywiole. W końcu nikt nie mówi ci na głos zamknij się — burknął nieco zgryźliwie. — Mój pacjent jeszcze żyje, czy już zdążyłeś zanudzić go na śmierć? — Dorzucił kolejną porcję tandetnych złośliwych, bo w jego aktualnym stanie tylko na takowe było go stać.
  Podszedł do łóżka, by się o tym przekonać na własnej skórze, ale nie musiał. Kobieta, która się nim obecnie zajmowała, nie marnowałaby cennego czasu na trupa. Podszedł bliżej łoża śmierci, nieomal się zakradając, gdyż czuł pulsując ból głowy w skroniach, a każdy nadprogramowy hałas zwiększał jego natężenie. Nie interweniował w proces zmiany  opatrunku. Zamiast tego zbliżył się do chłopca i nachylił się nad nim.
  — Otwórz szeroko pokiereszowane oko — wydał krótkie polecenie, nie śląc się na uprzejmości, ale wykrzesał z siebie przynajmniej trochę wsparcia; pomógł mu w dostosowaniu się do polecenia. Naciągnął skórę wokół narządu wzroku i ujął w drżące palce latarkę. Wyjął ją z kieszeni i złapał za nią pewniej, a potem poświęcił nieszczęśnikowi prosto w spojówkę. — Nie reaguje na światło tak jak powinno — ocenił krótko. Nie mógł tego sprawdzić, gdy dzieciak był nieprzytomny, ale teraz miał pewność, że gałka oczna się nie poruszyła. Z ust Jekylla uleciało ciężkie westchnienie, gdyż jego prognoza okazała się słuszna. Zerknął w stronę Skoczka i, choć otworzył usta, to za chwilę je zamknął, nie powiedziawszy ani jednego słowa, chociaż w pierwszej chwili miał ochotę złożyć mu raport na ten temat, ale duma mu na to nie pozwalała. Miał mu ochotę powiedzieć coś w stylu idź już, skończyła się para odwiedzin, ale był świadom, że takowa nie została nigdy przez nikogo ustalona, a ten wrzód na nań lekarskiej dumie na pewno o tym wiedział. Nic nie uchodziło płazem jego uwadze. Znów swoją uwagę skierował na pobity organizm pacjenta. — Boli cię coś w środku? Nerki? Wątroba? — zadał mu pytanie; zgadywał, że nie doszło do uszkodzenia organów, bo skutek byłby już widoczny gołym okiem, ale nie miał jak tego sprawdzić bez współpracy pacjenta, a jednak wolał się co do tego upewnić.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Skoczek on 8/8/2018, 01:04
..........Przynajmniej w jednym Chris był dobry – w rozluźnianiu atmosfery. Nawet, jeśli sam był spięty do granic możliwości i był na granicy ataku paniki, to w jakiś sposób potrafił uspokoić (tudzież rozbawić, w końcu kogo nie bawi potykający się o własne kończyny Pudel?) otaczające go towarzystwo, sprawić, że wszyscy czuli się choć odrobinę swobodniej. Z reguły. Powiedzmy. Może była to kwestia jego charakteru, osobowości, a może po prostu sprawiał wrażenie osoby, przy której można pozwolić sobie na poluzowanie cugli, chyba że akurat jest w swoim trybie sekretarza ścigającego ofiary, wtedy już nie ma słowa „zmiłuj”.
Już otwierał usta, by rozpocząć kolejny słowotok, ale na salę weszła akurat inna członkini gangu, dlatego Skoczek przełknął wyrywające się na wolność słowa, na chwilę skupiając się na niej. Jej pytanie sprawiło, że blondyn po prostu przekrzywił głowę i subtelnie uniósł lewą brew, zupełnie jakby nie wiedział, o co dokładnie chodzi. Zresztą chyba nie musiał robić nic innego, wnioskując po nagłym zastoju kobiety. Chris nie był zbyt dobry w łajaniu kogoś, tym bardziej, gdy nie widział ku temu powodu, ale najwyraźniej czasami jego obecność potrafiła również hamować pewne zachowania.
- Jasne, nie ma problemu – odpowiedział na jej pytanie, bo co jak co, ale ręce miał stabilne, jako inżynier nie cierpiał na trzęsące się dłonie. - W porządku. Myślę, że zrozumiałem, co mam zrobić.
W niebieskich ślepiach Chrisa pojawiło się coś dziwnego, gdy odprowadzał kobietę wzrokiem, jakby usilnie próbował pokojarzyć pewne fakty, w których coś mu się nie podobało albo nie grało tak, jak trzeba. Nie zamierzał jednak specjalnie długo się na tym zastanawiać, zamiast tego ponownie skupił swoją uwagę na Shionie. Zamierzał wykonać polecenie szybko, choć nie brutalnie, żeby nie przysporzyć rudzielcowi większego bólu.
- Pewnie będzie boleć, ale postaram się sprawnie z tym uwinąć – podszedł bliżej i nachylił się nad młodym. – Przestań się przemęczać, Shion.
Kolejne słowa mające wyrwać się na wolność zostały przerwane, tym razem jednak wejściem Jekylla. Spojrzenie Chrisa od razu przybrało na intensywności, lekki uśmiech wykrzywił wargi Chrisa, który naprawdę starał się emanować pozytywnymi emocjami przy nieco szalonym Bernardynie, który swoją drogą nie wyglądał, jakby był w formie.
- Jekyll. Dzień Dobry – odparł uprzejmie, jednak jego uwadze nie uszło, że medyk na jego widok z pewnością nie zaczął wyglądać szczęśliwiej… raczej gorzej.
Szkoda, ale nie zamierzał na siłę przekonywać do siebie Doktora, wobec którego i tak był dość wyrozumiały… niemniej w kwestii opóźnionych raportów Chris prędzej czy później straci swoją stoicką cierpliwość, a ten, na kim się wyładuje, zapewne będzie miał pecha. W końcu nie tylko Bernardyn zwlekał z udzielaniem mu informacji. Niestety. W dodatku zapewne wcześniej zadziwiająco przyjacielska relacja z Hyde’m stanowiła pewną sól w oku Doktora, ale na to Pudel niewiele mógł poradzić.
- Osobiście sądzę, że zanudzić to prędzej może się podczas całych dni spędzanych na gapieniu się w ścianę, aczkolwiek zawsze liczę się z twoją opinią, Doktorze. Dlatego odpowiem, jak widzisz, Shion radzi sobie z moim gadulstwem – czyżby nieco zgryźliwości pojawiło się w tonie Chrisa? – Nie wyglądasz zbyt dobrze, Jekyll.
Po tej uwadze – zresztą wynikającej z troski Skoczek ponownie zajął się swoim zadaniem. Zdjąć bandaże, delikatnie pozbyć się resztek poprzedniej, szepnąć coś uspokajającego, nałożyć nową paplając przy tym coś o starych silnikach i widokach sprzed apokalipsy, by odwrócić uwagę rudzielca od bólu, zabandażować. Ruchy rąk Skoczka były pewne, płynne – lepiej pracował na maszynach, nich ludziach, ale w przypadku takich czynnościach dość dobrze się sprawdzał – nie używał zbyt dużej ilości siły, nie zahaczał paznokciem.
- Powinno być dobrze. Nie ścisnąłem za mocno? – znowu troska w głosie Pudla.
Wyprostował się i odsunął, pozwalając swobodnie działać Bernardynowi. Nie chciał mu przeszkadzać, chociaż jednocześnie nie miał zamiaru dać się przegonić. Sekretarz raczej był miły, ale nawet on miał pewne granice, których wolałby, żeby nikt nie przekraczał.
- Jekyll – lekko zmęczony ton, do tego sugestywne spojrzenie Chrisa powinno być dość mocną wskazówką dla Doktora, czego chciał Pudel. – Tłumaczenie dla laika?
Może tą stroną lepiej pójdzie.

| Przepraszam za zwłokę, internet nieco mi szwankował.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Shion on 16/8/2018, 22:28
Zmiana opatrunków nie należała do najprzyjemniejszych rzeczy. Wciąż świeże rany nadal były mokry i sączyła się z nich ropa oraz krew. Przylegające bandaże sprawiały wrażenie podczas zdejmowania, jakby obdzierano go z kolejnej warstwy skóry. I chociaż za każdym razem starał się nie robić dodatkowych problemów i trzymać w sobie cały ból, to jednak pojedyncze syknięcia i drżenia ciała nad którymi nie był w stanie zapanować sporadycznie powtarzały się. A chciał zaoszczędzić kłopotów Skoczkowi, jedynej osobie w DOGS, która się tutaj pofatygowała. Posłał mu jednak krótkie, przepraszające spojrzenie, a potem spuścił głowę, wpatrując się z zaciśniętymi wargami w wąską linię w koc.
Nie spodziewał się jednak, że na scenę wkroczy kolejny, jakże nieoczekiwany gość. Drgnął niespokojnie, kiedy doktor podszedł do nich. To nie tak, że się go bał. Ale jego dotyk niósł ze sobą nie tylko ukojenie, ale też ból. Rozumiał, że Jekyll zapewne chce sprawdzić jego stan i rany, jak się goją, ale obawiał się, że gdy tylko naruszy je...
Nie rzucał się jednak, gdy ciało zostało poddane oględzinom. Niczym wierny piesek łaknący dotyku i pochwały swojego pana, oddał mu się w ręce, nawet, jeżeli tego nie chciał. Dopiero gdy jaskrawe światło podrażniło oko, odwrócił gwałtownie głowę w bok, czując pod powieką jak zbierają się łzy. Zdrowa dłoń instynktownie zacisnęła się na nadgarstku Bernardyna, chcąc odsunąć ją najdalej od siebie. Nie puścił go jednak, choć uścisk był delikatny jak dotyk motyla.
Pokręcił głową na znak, że nic w środku go nie boli, oprócz żeber. Ale już wcześniej poinstruowano go, że ma je najpewniej pogruchotane, a przynajmniej niektóre z nich, i przez najbliższy czas może towarzyszyć mu ból. Oprócz tego nie bolało nic go w środku. Chociaż.... czy nadszarpnięta i zdeptana duma też się liczyła?
Odwrócił głowę, wpatrując się jedynym okiem w mężczyznę, a potem wreszcie poluzował palce. Dłoń ześlizgnęła się, ale nie opadła, zamiast tego wskazał na biodra mężczyzny. Miejsce, gdzie Jekyll zazwyczaj nosił przy sobie swoje skalpele. Na pewno jakiś miał przy sobie, przecież nigdy się z nimi nie rozstawał. Następnie powoli przekręcił ciało na bok, tak, by nie naruszyć żadnego opatrunku i podpierając się na łokciu, chwycił za materiał dresowych spodni, i delikatnie je osunął, wskazując na swój tył. Komunikat był jasny. Niema prośba, wręcz błaganie, żeby coś z tym zrobił. Wyciął, cokolwiek. Nie mógł żyć z napisem "CATS" na dupsku.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jekyll on 20/8/2018, 17:24
Doktor przez chwilą patrzył jak właściciel ptasich genów radzi sobie w roli pielęgniarki, bo nieco wątpił w jego umiejętności na tej płaszczyźnie, ale takowe obiekcje szybko zostały rozwijane. Wbrew pozorom, Chris był dość zręczny, jeśli chodziło o pracę manualne; ręce służyły mu lepiej niż nogi i chętniej z nim współpracowały. Niemniej jednak nie pochwalił ani jego, ani kobiety; będąc oszczędnym w słowach, teatralnie potwierdził słowa niechcianego rozmówcy, badając stan uszu Kundla.
  — Faktycznie. Nie zwiędły mu od twojej nadprodukcji śliny. Najwidoczniej ostatnie wydarzenia go zahartowały — przyznał, nie kryjąc goryczy, którą był podszyty ton, jakim się posłużył, a miał wrażenie, że jej szala się przelała. Chciał jednie jak najszybciej opuścić ten pokój, a potem kryjówkę i zaszyć się gdzieś z dala od nich na dzień lub dwa. W pełni zasłużył na swoją dyskretną rekonwalescencje, z daleka od co ruszt irytującego puk puk w drzwi prywatnego zakwaterowania.
Nie wyglądasz zbyt dobrze, Jekyll.
  Usta wygięły się w grymasie, który miał uchodzić za uśmiech, ale wyglądał bardziej na odruch wymiotny. Zanim uleciał z nich jakiekolwiek komentarz, ich właściciel przygryzł dolną wargę i dobrze zastanowił się nad takową, przeklinając się za pomył odwiedzenia rzekomego zdrajcy; teraz wydal mu się wręcz głupi, ale skąd mógł wiedzieć, że ten paplający co mu ślina na język przyniesie człek znajdzie w nim upust swojej rządy paplania od rzeczy? Black najwyraźniej nie znał dla niego litości i nawet obłożnie chorym się obrywało.
  — Widzisz, Christopherze, to przez ciebie. Nie dobrze mi się robi na twój widok — odparł, odnajdując na krótką chwilę twarz Pudla. Złapał z nim kontakt wzrokowy, by zyskać w jego oczach potrzebną do utrzymania pozorów wiarygodność. Ciągle powtarzane kłamstwo w końcu staje się prawdą, a Bernardyn nie chciał, aby Skoczek dowiedział się, że coś go dręczy, chociaż piętno udręki odcisnęło się na jego twarzy w postaci wielu odcieni. Sam fakt, że coś zauważył, był niczym zimny nuż wrzynający się wprost w bijące w piersi serce, ale do tego nie potrzebna była spostrzegawczość, ale Skoczek ją posiadał; nie można było mu odmówić ponad przeciętnego intelektu. Mimo swojej dogorywającej koordynacji i ruchowej, był aż zanadto przenikliwy i spostrzegawczy. Stąd też Jekyll wolał zejść mu z drogi; dzięki niewygodnemu splotowi wydarzeń w charakterze przegranego zakładu, miał ku temu wiarygodną wymówkę.
  Zrozumiał kierowaną do niego aluzję przez szczeniaka, ale nie miał zamiaru w nań obecnym stanie spełnić jego zachcianki. Niewykluczone, że później podejmie się zabiegu usunięcia wyrytych na jego skórze słów, ale w tej chwili było to niemal niemożliwe; ledwo co zszył rany, a takowe były jeszcze świeże, niezabliźnione. W innych okoliczności - gdyby smarkacz nie posiadał żółtej chusty - nie miałby ku temu żadnych oporów, ale nauczył się odróżniać pracę od przyjemności i nie mógł pozwolić sobie na to, by jego stan się pogorszył, a zapewne tak by było. Zmarniały organizm mógłby nie udźwignąć kolejnego obciążenia, a Bernardyn nie miał zamiaru borykać się ze złością Wilczura, gdyby ten dowiedział się, że kolejny Kundel zdechł w przeciągu paru miesięcy.
  — Jasne, zrobię to, ale potem. Jeśli nie chcesz wykitować, schowaj dumę do kieszeni, inaczej trud włożony w uratowanie ci tyłka spełznie na niczym. Byłeś już wystarczającą kulą u nogi — rzucił, lecz domyślał się, że nie powinien podchodzić do niego tak krytycznie, ale empatia nie była jego mocną stroną. Mimo iż domyślał się, że „CATS” na pośladach było dla niego czymś, czego nie potrafił znieść i wcale mu się nie dziwił; ówże napis poniżał go i degradował do rangi oznakowanej krowy na pastwisku, nie było innego wyjścia. Musiał to przytrzymać dopóty, dopóki nie zagoją się większe rany na jego ciele. —  I nie waż się przeprowadzać jakiekolwiek zamachu na ten napis, który nie byłby chirurgiczną interwencją. Jeśli zerwiesz szwy, sam sobie je ponownie założysz, a ja nie przyłożę ręki do jego usunięcia. Rozumiemy się? — Uniósł w górę prawą brew, coby się upewnić, że ma do czynienia z człowiekiem rozumnym (kreatywność Psów za zakresie usuwania niewygodnych rzeczy byłaby mu dobrze znana, dlatego też wolał uniknąć takich oznak i miał nadzieje, że do dzieciak weźmie sobie do serca tę groźbę), ale nie czekał na chociażby niewerbalne poświadczenie, bo oto Chris znów otworzył usta, adresując ku nie mu swoje słowa.
  — Spójrz na niego. Ledwo uszedł z życiem. Czy potrzebujesz potwierdzenia tego na piśmie? — Niemalże warknął i przewrócił rozdrażniony oczyma; nie miał zamiaru robić mu tej przyjemności i pisać raportu, zresztą jego pokraczny charakter pisma nijak zadowoliłby Chrisa. Już nie raz się zdarzało, że musiał się powtarzać, gdy Pudel, nie umiejąc się rozczytać, składał mu wizyty, a Jekyll na dodatek pisał głównie po angielsku. Japoński alfabet nadal był dla niego swego rodzaju wyzwaniem; dużo rozumiał, ale nie lubił  kreślić znaków. Był to zbyt czasochłonny proces; wolał spożytkować czas na innych czynnościach. — Masz pod ręką ołówek i kartkę? — zapytał po chwili. Coś mu mówiło, że Christopher nie da łatwo za wygraną, a doktor nie miał siły na prowadzenie z nim zimnej wojny. Przysunął sobie kulawe krzesło, bo w zasadzie ledwo trzymał się na nogach i usiadł na meblu; zaskrzypiał pod ciężarem jego wychudłego ciała, ale na szczęście się nie zapadł. Zerknął to na Christophera, to na Kundla i ciężkie westchnienie wydarło się spomiędzy jego warg. Ich samopoczucie jeszcze bardziej obciążyło niezbyt dobry stan, w którym się znajdował. Nawet pogrzeby niebywały takie przytłaczające jak ich towarzystwo.



Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Shion on 8/9/2018, 21:29
Zawiesił na moment nieco głowę, wyraźnie walcząc sam ze sobą. Z jednej strony im dłużej nosił znamiona CATS, tym bardziej czuł, że się dusi i oszaleje, jeżeli jak najszybciej się tego nie pozbędzie, z drugiej zaś strony czuł, że lepiej nie podpadać medykowi DOGS. Choć jego ton był spokojny, to wyczuwał w nim stalowe ostrzeżenie przed ewentualnymi, głupimi postępowaniami z jego strony. Nabrał nieco więcej powietrza w płuca, chociaż przeszył go na krótki moment silny ból w żebrach, po czym, choć niechętnie, skinął głową na znak zrozumienia i zgody.
Zacisnął mocniej zdrową dłoń na kocu, nadal czując nieprzyjemny niesmak z powodu faktu, że przyjdzie mu jeszcze trochę czasu się z tym wszystkim obnosić. Nie miał jednak innego wyboru. Musiał znieść to upokorzenie z uniesioną głową jeszcze przez jakiś czas.
-Oh? Jekyll? - w drzwiach stanęła Nana, jedna z pomocnic Matyldy. W jej wzroku było coś z uroczego szczenięcia, ale to tylko pozory. Każdy, kto chociaż raz zajrzał do kuchni wiedział, że dziewczyna słynęła z ostrego języka i równie ostrych zębów, kiedy przyszło co do czego. Kiedy spojrzała na medyka, w jej spojrzeniu pojawił się nikły cień ulgi. Wkroczyła głębiej do pokoju, trzymając tacę z drewnianym półmiskiem z którego parowało. Momentalnie w pokoju rozszedł się przyjemny zapach jedzenia.
- Nie chce jeść. - powiedziała bez ogródek, posyłając krótkie spojrzenie w stronę rudowłosego.
- Ja wiem, że na pewno go boli, ale Matylda robi mu już takie papki, że powinien chociaż spróbować. A tak, bez znaczenia co mu przyniesiemy, on tego nie je. Zostawia nietknięte. Nie jadł chyba od dnia, w którym go tutaj przyniesiono, Jekyll. Nie jestem medykiem, i może się nie znam, ale wydaje mi się, że jak nie będzie jadł, to zamiast lepiej, będzie tylko gorzej. - westchnęła ciężko, kładąc tacę na stoliku obok i skrzyżowała obie ręce na klatce piersiowej.
- Może tobie uda się go przekonać. Albo siłą nakarmić, bo ja nie mam już sił. Chudnie w oczach. - dodała cicho i pokręciła lekko głową. Wpatrywała się w rudowłosego jeszcze przez chwilę, po czym odwróciła się i skierowała w stronę wyjścia.
- Wrócę za pół godziny. Mam nadzieję, że do tego czasu zje chociaż połowę tego. - powiedziała na odchodnym, a potem zniknęła, pozostawiając ich samych.


Spoiler:
Obrażenia:
• Spalona powierzchnia pleców - opatrzona, nie wdarła się do nich infekcja.
Okres gojenia: 1/5.
Konsekwencje: na plecach na zawsze pozostanie szkaradna, wyraźnie odznaczają się na tle jasnej karnacji blizna po oparzeniu.

• Wyryte pazurami słowa na czole i pośladach - opatrzone.
Okres gojenia: 1/3.
Konsekwencje: na czole pozostanie napis "zdracja" w formie bladej blizny, a na pośladkach "CATS". Pierwsze słowo jest napisane w japońskich znakach.

• Oparzanie gałki ocznej papierosem - opatrzone.
Zalecenia: zimne okłady na powiekę.
Okres gojenia: brak
Konsekwencje:
- przekrwiona spojówka;
- sporadyczne łzawienie w skutek kontakt z ostrym światłem;
- uczucie ciała obcego (coś na wzór bólów fantomowych);
- światłowstręt;
- uszkodzenie siatkówki;
- obraz jest zamglony.

• Zdarta skóra na nogach i rękach w zestawie z dużymi sińcami - opatrzone.
Okres gojenia: 1/2.
Konsekwencje: brak.

• Ślady po linie. - opatrzone.
Okres gojenia: 1/2
Konsekwencje: blade, nierzucające się w oczy blizny na skrępowanych kończynach.

• Ubytek na języku - opatrzony.
Okres gojenia: 1/5. (Po upływie 3 postów Shion zacznie się komunikować pojedynczymi, ledwo zrozumiałymi słowami, z upływem sesji język zacznie z nim coraz lepiej współpracować.)
Konsekwencje: brak.

• Złamana kość w prawej nodze - opatrzona.
Okres gojenia: 1/4.
Skutki w trakcie leczenia:
- silny ból w biodrze i jego okolicy (z upływem sesji malejący);
- uziemienie (po upływie dwóch sesji Shion zacznie poruszać uszkodzoną nogą, ale przemieszczenie się bez pomocy będzie w dalszym ciągu niemożliwe);
- każda próba poruszenia nogą gwarantują dodatkową porcją bólu (w trakcie trwania 4 sesji ledwo takowy ledwo odczuwalny);
Konsekwencje:
- zbyt bolesny upadek na uszkodzoną nogą na pewno doprowadzi do jej ponowego złamania;
- okresowy, niezbyt silny, ale nieco drażniący ból reumatyczny w porze deszczowej.

• Połamane żebra - opatrzone.
Okres gojenia: 1/4
Skutki w trakcie leczenia:
- ból w trakcie wydechu;
- ograniczona ruchomości klatki piersiowej na poziomie występującego złamania;
- wyczuwalne pod skórą odłamki kostne;
Konsekwencje:
- przenikliwy ból w trakcie wykonywania głębszych wydechów.

• Złamany nadgarstek - opatrzone.
Okres gojenia: 1/3
Skutki w trakcie leczenia:
- całkowite uruchomienie;
- dość częsty, porywisty ból.
Konsekwencje:
- sporadyczne odrętwienia kciuka, palca wskazującego i środkowego w nocy i nad ranem.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jekyll on 11/9/2018, 23:58
Usłyszał jak ktoś otworzył drzwi, wszedł do środka, odłożył miskę z jedzeniem na zdezelowany blat mebla i zwrócił się bezpośrednio do niego, ale nie podniósł wzroku znad twarzy Skoczka. Wpatrywał się w niego uparcie tak, jakby uległ jego urokowi osobistemu, lecz każdy, kto chociaż raz miał do czynienia z Jekyllem, od razu domyśliłby się, że nie w tym rzecz. Wizualny atuty przestały mieć na niego jakikolwiek wpływ. Chciał po prostu sporządzić ten cholerny raport i mieć chociaż odrobinę spokój. Zabiegał o niego od paru dni i osobiście uważał, że mu się należy.
Nie chce jeść.
  Wówczas przestał wpatrywać się w Pudla jak sroka w gnat. Przeniósł spojrzenie na kobietę. Otworzył usta, by powiedzieć jej kilka gorzkich słów: „też nie dałabyś radę niczego przełknąć, gdyby ktoś tak złoił ci skórę”, ale po chwili się rozmyślił. Podejrzewał, że chłopakowi będzie towarzyszyć brak apetytu. Na sam jego widok śniadanie podchodziło do gardła, ale czasem po prostu trzeba było zacisnąć zęby i zjeść cokolwiek, by zapełnić pustkę w żołądku.
  — Kim ja jestem, żeby wciskać mu do gardła jedzenie.  — Uchwycił spojrzenie kobiety, zanim zdążyła się ulotnić z prowizorycznego gabinetu medycznego. Jego spojrzenie było chłodne i nieugięto. Mówiło: Zrobiłem, co w mojej mocy, by postawić go na nogi, teraz twoja kolej, maleńka..
  Doktor nie chciał mieć z nią na pieńku, ale nie podarowała mu innej możliwości. Odchrząknął i wykrzywił usta w okropnym grymasie. Niby to uprzejmy, niby to współczującym uśmiechu, wyrażającym więcej niżeli tysiąc słów.
   Zamknij drzwi od wewnętrznej strony i weź do ręki tę cholerną łyżkę. No dalej, nie ociągaj się. Nie mam całego dnia.
  Kobieta ugięła się pod ciężarem tego spojrzenia. Z powrotem weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi, acz w mowie jej ciała dało się wyczuć niechęć. Podeszła do blatu mebla i przemieszała parującą zawartość naczynia.
  — Skoro nie chce, to niech nie je. Najwidoczniej nie zależy mu, by odzyskać siły i położyć kres oczerniającym go plotkom — stwierdził tonem podszytym sarkazmem. Nie miał zamiaru wciskać mu jedzenia do ust. To nie wchodziło w zakres jego obowiązków. Takowe skończyły się w momencie zastosowania na sponiewieranym ciele umiejętności chirurgicznych, ale oprócz nich posiadał jeszcze ostry jak skalpel język, który umiał manewrować niemal tak samo zręcznie jak dłońmi.  
  Przyciągnął krzesło bliżej łóżka, na którym skona kolejne istnieje, jeśli nie wyrazi chęci współpracy i nie weźmie się w garść.
  — Co tam, Shion? Pogodziłeś się ze swoim losem „zdrajcy”? Z piętnem wyrytym w skórze? I z tym, że nikt nie zapłacze nad twoim sztywnym ciałem? — pytał, szepcząc mu wprost w ucho. Nie kpił, nie szydził. Biła od niego powaga, śmiertelna powaga. Taką, jaką emanował podczas trwania ciężkich i żmudnych, wymagających maksymalnego skupienia operacji.
  Ułożył żylaste palce na chudym gardle. Wyczuł pod opuszkami drżenie grdyki, ale nie zacisnął mocniej palców, by raz na zawsze ją uciszyć. Czuł na swoim karku uważne spojrzenie Chrisa i kobiety. Jedno z nich wydało z siebie cichy okrzyk w formie protestu, ale Jekyll nie zareagował; nawet nie był w stanie rozpoznać właściciela ówże głosu. Naciskał z wyczuciem na szyję, udając, że to część jego wkładu w leczenie Kundla.
  — Co jest, Shion?
  Bernardyn wyszczerzył zęby w uśmiech, zerkając w niemal martwe ślepia. Z kieszeni wyjął skalpel. Wcisnął go między palce pacjenta.
  — Jeśli chcesz umrzeć, mniej przynajmniej odrobinę godności i sam odbierz sobie życie.
  Zacisnął palce Shiona na narzędziu chirurgicznym.
  — Nie możesz być do końca życia tchórzem.
   Co jest, Jekyll? Mówisz o nim, czy o sobie?, widmowy głos podświadomości ukształtował się w jego głowie. Zerknął kątem oka na lewy nadgarstek, na którym widniały świeże, płytkie blizny. Uśmiech znikł, zastąpiony grymasem napiętnowanym odrazą.
  Zabrał skalpel i odsunął się od Kundla na bezpieczną odległość. Jakby ten był trędowatym.
  — Nakarm go —  nakazał, a sam wymknął się z pomieszczenia. Bezszelestnie. Jak widmo. Jakby wcale go tam nie było. Jakby nie zaraził stęchłego powietrza swoim świszczącym oddechem. Obiecał sobie, że chociażby nie wiadomo co, nie postawi stopy w tym pomieszczeniu dopóty, dopóki sam nie wydobrzeje. Chory lekarz to bezużyteczny lekarz.

_ zt


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Powrót do góry

- Similar topics