Strona 5 z 12 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Nove on Pon Lis 16, 2015 5:39 pm
Bernardynów ostatnio było jak na lekarstwo, ale Federica i tak miała czasem w nosie swoje obowiązki, a przynajmniej pewną część. Nikt nigdy nigdzie nie mówił, że ma siedzieć niczym pieprzona kamera w jednym pomieszczeniu przed 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Często wybiegała z kryjówki dla różnych akcji - a to pozbierać zioła trzeba było, a to jakiegoś psa cudem nie zamordowano na drugim końcu Desperacji i trzeba włączyć ten zacny motorek w nogach, żeby nikogo nie znokautowano, a czasem po prostu sama miała ochotę wyżyć się na kimś za te wszystkie godziny, jakie musiała spędzać w pokoju medycznym. Chyba, że Rumcajs wyciągał ją na piwo za jej hajsy.
Dzisiaj jednak siedziała grzecznie w kryjówce i między różnymi wydarzeniami starała się odwiedzać magazyn, aby upewnić się, że mają najważniejsze rośliny i bandaże. To, co się szykowało w DOGS było na tyle zajebiste, aby sprawić, że Carramusa z własnej, nieprzymuszonej woli zdecydowała się sprawdzić wszystko po kolei, nie pytając wcześniej Pudla, co tak właściwie mieli na miejscu. Wiedziała, czego brakuje, a jak komuś jebnie ręka czy noga, to poświęci nieco swojej masy na maski w celach zrobienia prowizorycznego gipsu. Trzeba sobie radzić, panowie.
Siedziała tam i spisywała wszystko po kolei, kiedy nagle wpadł jeden z kundli.
- O, tu jesteś! Słuchaj, jest sprawa.
- Znaleźli resztki wściekłego Garry'ego i teraz trzeba mendę składać?
- Nie, ale dwójka wkurzonych dobermanów wbiła do pokoju medycznego i grzebie po szafkach, kurwiąc na lewo i prawo. Ja w razie czego doniosę jakieś bandaże, jak coś znajdę, więc błagam, leć tam, bo rozwalą całe pomieszczenie. To chyba Fenrir i Kirin.
Super opcja kurwo.
Nie musiała zbyt wiele myśleć - duet całkowitego rozpierdolu rzeczywiście mógł zrobić sajgon w pokoju medycznym, a nie po to siedziała z resztą Bernardynów kilka tygodni temu, układając te wszystkie zioła i leki, aby teraz trzeba było wszystko od nowa sprzątać. Aż dziwne, że nie usłyszała, jak wbijają, bo przecież magazyn był zaraz obok pokoju. Ale nie miała czasu na myślenie - poleciała do ich małego szpitalu z taką miną, jakby co najmniej uciekała przed ogniem. Drzwi powitała solidnym kopniakiem.
- Chyba was pojebało do końca, panienki. - nie planowała ich nawet miło witać, tylko od razu ruszyła w ich stronę z niezadowoloną miną - Wydawało mi się, że wasz duet radzi sobie lepiej, cholera. Fenrir, przestań się wiercić i siadaj. To, co widać, to jedno, ale już mi mówić, kto wam tak przyjebał i gdzie. No i jak czujecie się, nie licząc tego, że w chuj źle?
Zanim cokolwiek zrobi, musi dokładnie wiedzieć, co się wydarzyło. Z pewnością to Kirinem będzie musiała się zająć jako pierwszym, bo już z tej odległości zauważyła ślady po oparzeniach.

//Tak. Generalnie to fajnie by było, gdyby Fen od razu powiedział, co mu dolega, od początku do końca, bo nie ma niczego wpisanego w obrażenia, a naprawdę wolałabym nie przeglądać postów z wcześniej. Ułatwmy sobie życie, tak, macie jeszcze sporo roboty. |:



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Kirin on Pon Lis 16, 2015 8:04 pm
Fenka mogła w tym momencie rozpierać energia, pobudzony i wkurzony doberman nie był zjawiskiem rzadkim, dlatego to leżący bez ruchu Kirin zdawał się być dużo ciekawszym zjawiskiem. Łóżko tak bardzo mu się spodobało, że wbił palce w jego krawędzi mocniej niż powinien, przede wszystkim jednak z bólu, nie z radości. Nic się miały lekkie oparzenia w czasie gotowania do tego, co musiał przeżywać w tym momencie żyrafowaty. Jego skóra paliła żywcem, nie pomagało już nic, od dzikiego wycia, po próby oderwania sobie własnej skóry. Tego drugiego co prawda nie próbował, bo uznał, że nie jest w stanie nawet tknąć naruszonej tkanki bez konwulsyjnych podrygów.
Jego wzrok podążał za towarzyszem, który to postanowił sobie samodzielnie pomóc grzebiąc po szafkach i szukają czegoś, co przyniesie im ulgę. Mógłby tak obserwować go cały czas, bo i tak lepszego zajęcia nie miał, a przynajmniej zapominał o skupianiu się na obrażeniach.
- Zajebiście. - Odparł sycząc sarkastycznie przez zaciśnięte zęby. Sam nie wiedział, jak się czuł. Bolało jak cholera, ale przecież on lubił czuć, że żyje. Czasami starcia były zbyt jednostronne, a on wychodził z nich bez szwanku. Teraz jednak sztuka się nie udała, a on zwyczajnie odzyskał wiarę w to, że Desperacja nie robi się na nowo przyjemnym miejscem pełnym puchatych królików. Przecież gdyby to miejsce nie rzucało mu każdego dnia wyzwania, już dawno szukałby nowych atrakcji setki kilometrów dalej. - I tak wyglądam lepiej niż ty.
Uśmiechnął się półgębkiem jak zwykle będąc miły na swój sposób. Podniósł głowę nieco ponad powierzchnię materacu chcąc dostrzec dobrze minę na twarzy biomecha, kiedy się wypowiadał. Może ciągłe dogryzanie nie było najlepszym sposobem na dobre relacje, ale przecież nie będą sobie nawzajem słodzić.
Odgłos kroków dotarł do jego wyczulonych uszu. Jako wymordowany mógł takie rzeczy wychwycić nieco szybciej od Fenrira, dlatego samym swoim zachowaniem, oderwaniem się od obserwowania go i wbiciu oczu w drzwi, chciał mu oznajmić, że za chwilę nie będą sami. Mimo wszystko, kiedy ten podał mu tabletki i wodę, pochłonął je z prędkością światła, a resztkę wody, która była w butelce wylał sobie na twarz z przesadnie głośnym westchnieniem ulgi. Kimkolwiek była osoba wchodząca do pokoju, mogła zobaczyć tą dosyć specyficzną scenę wyjącego, mokrego i poharatanego Kirina, oraz Biomecha grzebiącego bez pozwolenia w każdym schowku.
Warknął, kiedy został nazwany panienką. Nie miał nawet ochoty myśleć nad odpowiedzią godną tej konwersacji. Jego usta ledwo się poruszały, a przecież wtedy dodatkowo naciągały skórę na poparzonej części twarzy.
- Wyobraź sobie, że jakieś pieprzone anioły postanowiły zrobić sobie ze mnie chodzącą pochodnię. - Odpowiedział mimo wszystko. Skoro zostało zadane pytanie, należało na nie odpowiedzieć. Nie rozwodził się dłużej, a jedynie przechylił głowę by spojrzeć na Fenka. Wcześniej nawet nie miał okazji przyjrzeć się jego obrażeniom. Pochłonęło go jego własne cierpienie i zapomniał, że nie jest tu jedyny, a biomech do tego dostarczył go do pokoju medycznego. Dziwnie byłoby mu teraz dziękować, w ogóle dziwno było mu dziękować, dlatego jedynie oddał mu głos i pozwolił się wypowiedzieć.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Gość on Sro Lis 18, 2015 1:45 pm
Ja naprawdę nie mam siły na to q.q
Usiadł grzecznie zgodnie z poleceniem i przestał się wiercić, normalnie aniołek.
Cierpiał on na sporo drobnych rzeczy, które nanomaszyny już zaczęły naprawiać, ale zawsze można im dopomóc.
Ból głowy załatwiony już tabletkami, rozcięta skóra wzdłuż lewego boku, wystarczy bandaż i po problemie, zwichnięta i pęknięta szczęka, pęknięte kilka żeber dolnych z lewej strony, tu już przydałaby się pomoc w miarę szybka.
Jednak priorytetem był Kirin, którego swąd czuł na łóżku obok.
- Dostałem nagle wiadomość od naszej żyrafy, że napadły go anioły. Była ich czwórka, jednego zdjąłem od razu, drugi zdążył mi przywalić, ale szybko padł pod serią z UMP, a pozostała dwójka zginęła z jego ręki. Jako suwenir zabrałem sobie parę skrzydeł, z pozostałych zrobiłem pale, na które ich ponabijałem, po czym na ścianie napisałem im jasną wiadomość od siebie, przynajmniej zejdzie z ich radaru. - Powiedział zmęczony i oparł głowę o poduchę.
- Jak dasz mi jakieś bandaże i leki to sam się sobą zajmę, on stanowczo potrzebuje bardziej pomocy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Nove on Nie Lis 29, 2015 6:23 pm
Pokręciła tylko głową, widząc to całe przedstawienie dobermanów. Jeszcze nawet nie zdążyła podejść do Kirina, aby na porządnie przyjrzeć się oparzeniom, kiedy do sali wbił wcześniej wspomniany pies, uzbrojony w kilka dodatkowych bandaży czy szmatek, które z pewnością się przydadzą. Złapała za jedną z nich i upewniła się, że jest w miarę czysta, po czym podeszła do jednej z bal i zanurzyła ją. Chwilę później już była już przy Kirinie.
- Może być na początku nieprzyjemnie. Zaciśnij zęby i wytrzymaj chwilę, a potem będzie już tylko lepiej. Może nawet dostaniesz nawet jakiś order dzielnego pacjenta. - uśmiechnęła się w miarę przyjaźnie, po czym delikatnie przyłożyła materiał do poparzeń na szyję i przedramię. Nie spieszyła się, bo to wcale nikomu teraz nie pomoże. Złapała potem za mniejszy kawałek, aby i na twarz coś się znalazło. Przyjrzała się też spalonym włosom i oczom dobermana, jednak fryzjer i okulista z niej był marny, więc za wiele nie zrobi.
- Jeżeli jeszcze widzisz na te oko, to masz farta. Jakbyś miał problemy, to możliwe, że problemy z czasem przejdą. Jeżeli nie, to mamy problem. Ale dobra, najważniejsze co to schłodzić na spokojnie te oparzenia, powinno ci to nieco ulżyć. Pamiętaj tylko, żeby nie wpadać na wariata do lodowatej wody, bo szoku się nabawisz. Zaraz założę ci opatrunek. Jakby ci wyskoczyły jakieś mendy, to zostaw je w spokoju. A włosy jakoś przytnij, ta. I to chyba tyle na dany moment, bo nie mam cudów w stylu grzybków purri, coby ci pomóc w gojeniu się ran, a pewnie by się przydały. Trzeba znaleźć. A Ty, Fen...
Tutaj Federica wreszcie podeszła do drugiego dobermana. To nie tak, że zapomniała czy coś, nie. Po prostu oparzenia dla niej były o wiele groźniejsze. I je po prostu uwielbiała, kurna jego mać.
- Nie pędź tak, Romeo, teraz mamy sporo czasu dla siebie.
Cała uwaga poszła na pęknięte żebra. Samych bandaży elastycznych mieli od biedy jeżeli w ogóle, a już na pewno takich na żebra, więc Nove musiała się nieco nagimnastykować ze zwykłym, wspomagając się też nieco bardziej jeszcze innym materiałem, coby zaraz nie udusić. Kolejne gimnastykowanie się, unieruchamianie i inne bzdety poszły na szczękę, bo nastawienie jej na porządnie było od cholery ciężkie w tych warunkach.
Czas sobie wesoło mijał, Fede dalej biegała z dostępnymi w pokoju lekami przeciwbólowymi, których też było od biedy czy bandażami, ale w końcu udało jej się jakoś poskładać dobermanów.
- Powinno być w miarę okej. Ja wiem, że pewnie zaraz was wezwie przygoda czy inne tego typu, ale postarajcie się jednak oszczędzać, chociażby te najbardziej narażone miejsca. I będzie gut.

//Tak, wiem, wybaczcie za czas. Trochę ogólnikowo, ale nie chciałam was już trzymać.



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Kirin on Pon Lis 30, 2015 9:25 pm
Zacisnął zęby. Jeżeli medyk mówi, żeby tak zrobić, to żyrafa grzecznie to wykonuje. Dosyć już najadł się dzisiaj wstydu, by teraz wypalić z czymś jeszcze nieporównywanie głupszym, chociażby wyciem z powodu zderzenia chłodnego, mokrego materiału z jego rozgrzanym do czerwoności ciałem. Nie było tak źle, zareagował dosyć niecodziennie, wybuchając histerycznym śmiechem, gdy tylko stała się zapowiadana przez Nove rzecz. Bycia traktowanym ochładzającym okładem było jednocześnie kojące, ale jednocześnie z całą swą mocą przypominało mu, jak bardzo zmasakrowana musi być część jego twarzy. Szczególnie mocno dawały o sobie znać delikatne elementy na twarzy, głównie skóra wokół oka. Zwyczajnie wolał go nie otwierać, ściągnięta, pomarszczona skóra nie sprzyjała takim zabiegom. Prędzej czy później spróbuje, jednak nie na ten moment.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i zacisnął palce wokół przeciwległych boków swojego ciała. Paznokcie wpiły się skórę, ale w ogóle tego nie odczuwał, wił się na łóżku, ale wyglądało na to, że faktycznie stara się nie utrudniać bernardynce roboty. Jedno słowo zezwolenia, a był gotowy uciec z łóżka wraz z całym opatrunkiem. Nie wiedział dokąd, do miejsca, gdzie nie byłoby tego całego bólu, ale nic takiego nie istniało. Biegłby pewnie po korytarzach do momentu, aż straciłby przytomność. To też jest jakieś wyjście, człowiek nieświadomy nie czuje bólu, przynajmniej tak mu się zdawało.
Wykrzywił usta w grymasie mieszanego niezadowolenia i przesadnego śmiechu, kąciki jego ust drgały, a z jego buzi wydobywał się zwierzęcy, gardłowy śmiech.
- Przeszło mi to przez myśl, ale na nieszczęście żadne lodowate jezioro nie znajduje się po drodze. - czy mówił poważnie, to już tylko on wie. Możliwe, że jedynie droczył się z kobietą, jego twarz była nieprzenikniona, mógł kłamać z idealną niewinnością wypisaną na obliczu, albo chociażby kłamać w żywe oczy, jego twarz pozostawała niezmienna.
Podciągnął kolana wyżej i bawił się palcami u stóp majtając nimi w powietrzu. Szukał sobie zajęcia ambitniejszego od przeklinania czy wyżywania się na sprzęcie z pokoju medycznego. Można zaryzykować nawet stwierdzenie, że był niesamowicie grzeczny jak na siebie. Z włosami nie było problemu. I tak zaczynały go już denerwować. Zazwyczaj nie pozwalał im wyrosnąć więcej, niż na kilka centymetrów, a kiedy kosmyki zaczynały włazić mu do oczu, znaczyło to, że należy je szybko przywrócić do normy.
Chwile później leżał już z twarzą obróconą ku swojemu towarzyszowi, nie przestawał rechotać.
- Te, Romeo. Gdzie Julię zgubiłeś? - Rzucił uszczypliwie po tekście ze strony Federiki. Biomech nie wyglądał w żadnym wypadku na sławnego bohatera sporu, ale dzięki temu to nowe miano brzmiało jak całkiem dobre przezwisko.
Wymordowany walczył ze swoimi obrażeniami chłodzącymi się pod mokrymi szmatami, wyglądając w połowie jak mumia wcale nie tracił dobrego humoru, nawet teraz kręcił się i wiercił, mruczał coś pod nosem, rzucał przypadkowe słowa i hasła, nie lubił ciszy.
Do pewnego momentu. Kiedy kobieta zajmowała się Fenkiem, on z minuty na minutę czuł się lepiej, a co za tym idzie, przyszła chwila rozluźnienia, a to potwierdziło w końcu ciche chrapanie z pryczy za plecami Nove i Fenka.
Zasypiał znienacka, na kilka krótkich minut, to mu wystarczało. Nawet w ciągu tego krótkiego momentu, pomimo zakazu ze strony pani medyk, w swoich snach znowu pędził na jakąś wyprawę.


// "Fen kazał przekazać że nie ma nic więcej do dodania bo w sumie to się po prostu leczy"
No więc tak, Nove chyba może ruszać dalej. Chociaż pewnie po tym poście i ja się zwinę. Teraz tylko czas nas zbawi, tak |D






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Nove on Sro Gru 16, 2015 5:11 pm
...No ten, tego.
Jak już ogarnęła Fenka i Kirina do końca, to kiwnęła zadowolona głową i zdecydowała się wyjść z pokoju medycznego, coby już mieć wszystko z głowy, tak.
To nie tak, że nie zauważyłam edita, wcale.

[z/t]



Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.
avatar





Nove
Bernardyn     Opętana
GODNOŚĆ :
Federica Vanessa Carramusa.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Kirin on Czw Gru 17, 2015 10:58 am
Obudziło go jego własne chrapanie. To nawet do niego pasowało, by samemu sobie przeszkadzać w zwyczajnym funkcjonowaniu. Minęło jednak kilka dobrych minut i to byłoby na tyle, z jego snu. Potrafił wybudzić się tak szybko, jak zapadał w sen, więc kiedy nagle otworzył oczy, był już gotowy do działania.
W stanie jego zdrowia niewiele się zmieniło, dalej był obolały i piekła go spalona skóra. Namoczone szmaty niewiele dawały, ale w psychice wmawiał sobie, że będzie tylko lepiej. Dla pewności jednak naciągnął odrobinę materiału na uszkodzone oko i przewiązał ją sobie prowizorycznie, byle tylko została na miejscu, kiedy będzie musiał się poruszać.
Oczywiście, bo jakże by inaczej, nie miał ochoty odpoczywać szczególnie długo. Ciągnęło go do akcji, do działania. Pewnie dostanie mu się, że urządził się tak przed samą większa akcją, ale czy to jego wina, że zwykłe wyjście zamieniło się w atak psychicznego anioła-pochodni?
Nieświadomie położył dłoń na czubku głowy i zaczął mierzwić włosy. Spora część została spalona, wyglądał więc jak zombie, który dopiero co wstał z grobu i dokładnie takie same dźwięki wydawał z siebie przy każdym kroku. Powoli oderwał się od łóżka, najpierw usiadł na jego skraju, a potem powoli odepchnął się i zmusił nogi do trzymania pionu.
- Ja pitole, nie mam ochoty nigdzie teraz leźć... - wymamrotał pod nosem i zgarbił się lekko rozciągając jednocześnie ramiona przed sobą. Kości strzeliły głośno i był już pewny, że nadal ma wszystkie kończyny.
Ogarnął wzrokiem spojrzenie. Pusto, pani bernardyn z nimi nie ma, a więc wspaniale, można zwiać.
- Dajemy dyla Fenek, zanim przyniesie nam tu syropek i naklejki 'dzielny pacjent'. - schylił się po swoje rzeczy. Bluza wyglądała na niego nieprzydatną, szczególnie z wielką wypaloną dziurą w okolicach barku, ale i tak ją lubił.
Nie ma co dłużej zostawać. A więc jeszcze minutka, dwie i nie było już śladu po nieznośnych pacjentach w pokoju.


z/t + Fenek.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Gość on Nie Kwi 17, 2016 6:55 pm
Musiała się śpieszyć. Nie mogła zostać przez nikogo zauważona. Jeśli natrafi na kogokolwiek z grupy, będzie skończona. Szczególnie, jeśli tym ktosiem będzie nikt inny jak Wilczur. Resztą się nie przejmowała. Po co miała, skoro uważała się za dużo lepszych od nich wszystkich? Wiek i doświadczenie życiowe robiło swoje. Ale czy to tylko to? Czy to może jej paskudne cechy charakteru? Narcyzm, pycha... Nie była idealna i ona dobrze o tym wiedziała. Ale to nie czas na gadanie o takich głupotach.
Był problem, ponieważ chcąc wejść do baru, w którym mogła spotkać każdego, a każdy mógł spotkać ją, rozpętała się bójka. Miała pecha i tyle. Pech? Gdyby nie to, że leżał tam prawie martwy pies, z miłą chęcią dołączyłaby do rzekomej masakry, nie dbając przy tym o swoje życie. Niemniej instynkt nakazywał, aby zajęła się tym, kim powinna. Musiała uratować Shiona. Nie wiedziała, czy jej się to udało czy też nie, ale miała go na swoich rękach. Było z nim źle, ale oddychał i to się liczyło w tym momencie. Pędziła jak szalona, żeby go zanieść do kryjówki, a tam zostawić w pokoju medycznym, żeby ktoś się nim zajął. Bardzo nieodpowiedzialne zagranie, ale nie mogła ryzykować. I tak mogła już zostać zauważona przez innych, co ją absolutnie nie cieszyło.
Weszła do środka w biegu, kładąc go na łóżku. Nie mogła go tak zostawić, ale zależało jej na czasie. Głupia wybrała czas. Nie zważając na to, że sama została postrzelona, wzięła co było jej potrzebne do zacnej kieszeni (głównie parę bandaży, ale nie zbyt dużo) i po prostu wyszła, zostawiając go samemu sobie. Czyżby? Przed samym wyjściem narobiła głośnego hałasu - parę metalowych naczyń upadły z głośnym hukiem o podłogę, a ona w ekspresowym czasie wymknęła się z kryjówki. Zabawne, że nikt nie zdołał jej zauważyć. Lata praktyki robi swoje.

z/t

Ingerencja Losu

Minęło parę minut od tego, aż ktoś zareagował na podejrzany huk w pokoju medycznym. Hemofilia przez ten czas zdążyła uciec, niemniej niewiele brakowało od tego, aby ją ktoś zauważył. Chociaż nie. Jeden z psów widział czarne jak smoła włosy, a na podłodze zauważył czerwone ślady krwi, które mieszały się z czarną krwią kobiety. Był tutaj zbyt mało, aby kojarzyć osobę, ale uznał ją za szpiega, który w jakiś magiczny sposób dowiedział się o samy położeniu kryjówki, jak i o wejściu. Dlatego nie krępował się w ekspresowym tempie sprawdzić pokój medyczny, w którym znalazł rannego Shiona. Zobaczył w jakim stanie obecnie się znajduje, a dopiero potem poleciał po pomoc medyczną. Powiedział mu, że widział kogoś, że mógł za tą osobą pobiec, jednak tego nie zrobił w obawie, że mógł coś podłożyć w pokoju. Medyk, wysoki brunet uspokoił chłopaka, doskonale zdając sobie sprawę, kim ta osoba jest. W końcu nie każdy na desperacji posiada czarną krew. Wszedł spokojnym krokiem do pokoju, podchodząc teraz do Shiona. Nie było z nim dobrze, na co przeklną. W takich sytuacjach żałował, że był tylko zwykłym człowiekiem. Siedział tutaj już dobre parę lat. Zabawne, że do tej pory nie zaraził się wirusem. Niemniej wierzył w swoje umiejętności medyczne i jak najszybciej przystąpił do zatamowania krwawiącego miejsca, tudzież kolana. Wziął potrzebne mu rzeczy, niestety morfiny nie posiadał. Kulturalnie zdjął spodnie z psa, nie zważając na fakt, że chłopak był nieprzytomny. Owszem, to było ważne, ale również mógł spokojnie zająć się jego kolanem, do momentu aż się nie wybudzi. Oddychał, więc źle nie było. W końcu to głównie przez tą ranę Shion zemdlał, a cieknąca krew nie dawała za wygraną. Użył opaski uciskowej nad kolanem, by krew niepotrzebnie nie wypływała przez ranę. Przynajmniej nie w tak dużych ilościach. Szybko przystąpił do zszycia rany. Najpierw ją porządnie oczyścił, by później przygotować nić chirurgiczną wraz z igłą medyczną. Oczywiście również nie mogło zabraknąć nożyczek chirurgiczny, a także wiele gaz i innych potrzebnych mu przedmiotów. Była to ciężka rana do zszycia, ale nie niemożliwa. Wziął się do żmudnej pracy. Bardzo starannie robił każdy ruch, kątem oka patrząc, czy Shion przypadkiem nie wybudza się z omdlenia. Szykował się na szok z jego strony, co z pewnością popsuje pracę, którą dotychczasową zrobił. Niestety nie miał jak go przywiązać go do łóżka, aby w razie nagłej pobudki nie rozwalił sobie kolana jeszcze bardziej.
Na jego szczęście wszystko poszło pomyślnie. Ranę zszył bez większych przeszkód, dzięki czemu ustało krwawienie. Zabandażował ranę, bo mimo wszystko, jeśli rana będzie ignorowana, może się otworzyć, co będzie ze sobą wiązać katastrofalne skutki. Gdy tylko skończył zabawę z szyciem, wziął się za płytkie rany na jego ciele. Wiele gaz przy tym się zużyło - biel w sekundę zamieniała się w czerwień. Jeśli jakieś cięcia były bardziej głębsze niż pozostałe, zszywał je tak samo jak z kolanem, tyle że bardziej sprawniej i z mniejszym skupieniem. Po mniej więcej godzinie, dwóch, Shion był opatrzony. Teraz tylko czekać aż się wybudzi. Jeśli tak nie będzie, John, bo tak miał na imię mężczyzna, będzie musiał sięgnąć po radykalne środki. Miał jednak złudną nadzieje na uniknięcie ich.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Shion on Pią Kwi 22, 2016 1:40 am
Nie pamiętał. Nie pamiętał momentu, w którym stracił przytomność I w którym ciemność objęła go swoimi pazurami. Obudził się dopiero następnego dnia, a czuł, jakby jakaś bestia go pożarła, przemieliła i ostatecznie wyrzygała, dochodząc do wniosku, że jednak z niego marny kąsek na obiad. Powoli dźwignął się na łokciach do siadu i rozejrzał ledwo przytomnie po pomieszczeniu. W pierwszych sekundach nie potrafił poskładać w jedną całość, gdzie tak naprawdę się znajduje. Potem pojawiła się pierwsza myśl, że żyje. A skoro przeżył to pewnie wpadł w łapska tamtej dwójki. Jednakże kątem oka dostrzegł krzątających się ludzi, a raczej dwie osoby, których szyje zdobiły żółte chusty. Poczuł ścisk w klatce piersiowej. Nie został porwany. Jest w kryjówce. Bezpieczny. Ciałem młodego Psa niekontrolowany dreszcz, jakby z zimna. Zgarnął koc i naciągnął go niemal pod sama brodą, jakby tym gestem zdołał odciąć się od dziwnego uczucia. Ktoś go uratował. Ale nie potrafił przypomnieć sobie twarzy wybawicielki. Pamiętał tylko, że była to jakaś kobieta. Z DOGS, bo również miała chustę. Mimowolnie usta chłopca wygięły się w delikatnym, ledwo zauważalnym uśmiechu.
Poruszył się na łóżku i momentalnie pożałował swojej decyzji. Jego ciało syczało z bólu. I chociaż rany raczej nie były poważne, to jednak nadmiar płytszych i głębszych cięć pozostawiało po sobie uczucie otumanienia, skrępowania i pieczenia. Najgorzej było z kolanem. Z pewnością najbliższe dni spędzi na kuśtykaniu i kuleniu. Byleby tylko Wilczur się o tym nie dowiedział. Nie chciał znosić jego docinek czy też wzroku pełnego rozczarowania. Tak. Nic mu nie powie i postara się unikać go, jak tylko będzie mógł. Aż wyleczy się całkiem ze swoich ran. To iście genialny plan.
- Jak długo leżałem? – w końcu odezwał się do najbliżej stojącej go osoby, odkrywając, jak bardzo drapie go w gardle. Odchrząknął cicho, próbując nieco nawilżyć suche usta koniuszkiem języka.
- Mogę wody? Co się właściwie stało? Czy… Czy Wilczur jest w kryjówce? – zagadnął próbując powoli wybadać nierówny grunt pod swoimi nogami. Musiał dowiedzieć się jak najwięcej tylko mógł.




Sometimes I feel this anger changing, slowly into
A monster that keeps on creeping under
And I don't think that I can take anymore
I need to kill like never before

avatar





Shion
Kundel     Poziom E
GODNOŚĆ :
Shion.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Arcanine on Pią Cze 03, 2016 4:05 am
MISTRZ GRY.
Do uszu Shiona dobiegł ładny, ale stanowczy ton.
- O nie!
Zaraz potem poczuł coś na swojej klatce piersiowej. Początkowo ledwo go musnęło; w drugiej sekundzie naparło mocniej, zmuszając go do położenia się.
- Panu już wystarczy tych zabaw. Za mało sobie skolekcjonowałeś ran?
Mroczki przed oczami dopiero po dłuższej chwili rozgoniły się na boki, a sam Shion był w stanie dostrzec pochyloną nad nim sylwetkę. Młoda kobieta o smukłej szyi i jasnych, popielatych włosach upiętych w niedbały, wysoki kok, zgięła się w pół, by móc dokładnie go przykryć. Gdy przechyliła się wprzód, przylegająca do piersi żółta chusta oderwała się od zszarzałej koszuli i zawisła tuż nad nosem młodego wymordowanego.
- Już, malutki – mruknęła, poprawiając szorstkie w obyciu nakrycie. Wyprostowała się wtedy i wlepiła w niego jasnoniebieskie spojrzenie dużych, zimnych tęczówek. Nieciężko się było jednak domyślić, że skruszenie tego lodu było kwestią aż nazbyt łatwą. Nawet teraz wpatrywała się w niego tak, jakby za moment miała się rozpłakać i tylko przysługująca jej ranga nie pozwalała na takie akty bezbronności wobec pacjentów. - Masz szczęście, że cię do nas przyniesiono.
Miękkim, bezgłośnym krokiem ruszyła przez pomieszczenie, omijając nieregularnie poustawiane łóżka polowe i przeskakując nad poukładanymi na kocach kolejnymi pacjentami. Dotarła do beczki, którą otworzyła wyrobionym przez lata mechanicznym już ruchem i zagłębiła w wodzie niewielką, szczerbatą na brzegu miskę.
Powrót okazał się niemal tak samo łatwy. Dziewczyna manewrowała na tyle umiejętnie, by nie wylać ani kropli.
- Teraz powoli – zakomunikowała, stając przy jego głowie. - Przytrzymam cię.
Choć wiedziała, że wielu pacjentów może poczuć się urażonych takimi oczywistościami, nigdy z nich nie zrezygnowała. Chociażby ze względu na szacunek, jaki żywiła do każdego rannego weterana i postrzelonego przypadkiem Psa – wśród nich zawsze znajdzie się osoba, której łatwiej znieść ból, gdy wie, czego może się spodziewać.
Palce wsunęły się więc pod rude kosmyki Shiona, by unieść mu nieco głowę. Na tyle, na ile było to potrzebne.
- Pamiętaj: powoli. Nie chcemy, żebyś się zakrztusił.
Oparła lodowatą miskę o jego dolną wargę i przechyliła naczynie, cały czas przyglądając się jego ustom; analizując to, ile dokładnie płynu wpływa do wysuszonych na suchy wiór gardła młodego wymordowanego.
Kiedy woda zniknęła, odstawiła miskę na ziemię i przyjrzała się uważniej twarzy swojego podopiecznego. Jej lekko rozchylone usta teraz zacisnęły się w wyrazie zastanowienia.
- Cóż, nie mam pewności, czy jest w siedzibie. Jeżeli to dla ciebie ważne, mogę posłać jakiegoś Teriera, żeby się dowiedział, bo sam na pewno nie wyjdziesz stąd przez kilka dobrych dni. Nie znam szczegółów... - Przysiadła na brzegu jego łóżka, co mógł od razu wyczuć; zapadło się pod jej niewielkim ciężarem. - Nie było mnie wtedy, gdy cię przyniesiono. Słyszałam jedynie od Nove, że byłeś posłany na jakąś misję..? Nie, to chyba nawet nie była misja... Przykro mi, nie zdam się na wiele. Jestem tu raczej nowa. Co nie zmienia faktu, że swoje umiem zrobić, a lada moment trzeba ci będzie zmienić opatrunki. Mam nadzieję, że się nie wstydzisz?
Koniec końców na jej twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Skoczek on Nie Cze 05, 2016 4:39 pm
......Podczas omawiania akcji ratunkowej, po raz pierwszy od dawna jego wewnętrzna tchórzofretka pospolita siedziała cicho, ale najwyraźniej nie wyszło mu to na dobre, skoro z misji wrócił cały podziurawiony. Bądź tu odważny i wyrusz ratować szacowny tyłek Wilczura – skończysz jak ser szwajcarski, a przynajmniej to sugerowała mu jego podświadomość. Przynajmniej powrót do siedziby nie był taką torturą, jak się spodziewał, a wszystko dzięki pewnemu Dobermanowi, który dotargał jego i parę innych skopanych towarzyszy do kryjówki. Niestety, sople lodu powoli zaczynały topnieć, zostawiając w ciele Christophera otwarte dziury. Skoczek nie był pewien, czy jest to dobry objaw, ale z drugiej strony ostatnie na co miał ochotę, to dodatkowa martwica tkanek wynikająca ze zbyt niskiej temperatury. Niemniej, przynajmniej nie zaczął jeszcze kolorować ścian własną krwią, ale z dwojga złego chyba lepiej żeby do tego doszło, niż gdyby któryś z medyków miał go jeszcze dodatkowo ciąć. Tym bardziej Pudel ucieszył się, gdy po drodze do pokoju medycznego (w której towarzyszyła mu kulejąca z powodu zranionej kostki Rainbow, oparta o jego bark, ale będąca za to mówiącą personą) spotkał Ourella. „Entuzjastycznie” pomachał w jego stronę, nie ryzykując na razie otwarcia szczęki, chociaż standardowa chęć paplania (w ramach pozbycia się stresu) w dalszym ciągu go kusiła. Wolał jednak nie przyzywać złego losu, który cały dzień wiernie robił mu za partnera.
- Cześć, Ou. Wracamy właśnie z misji ratunkowej i jesteśmy chyba pierwszą partią do pozszywania, jeśli masz czas – powiedziała z niemrawym uśmiechem dobermanka, prostując się nieznacznie – wiemy tylko, że akcja zakończyła się sukcesem i nikt z naszych nie zginął, ale jest trochę rannych. A jak wyjmiesz nóż z mojej łopatki, to osobiście będę cię asekurować przy zbieraniu ziół. A Skoczek skończył jako manekin do ćwiczenia celności, stąd jego niecodzienny wygląd.
Pudel wydał z siebie dziwny dźwięk, prawdopodobnie będący śmiechem, chociaż ze względu na trzycentymetrowy otwór w policzku ciężko było to właściwie ocenić. Nieznacznie szersze sople również stopniały, pozostawiając dziury w obojczyku i przedramieniu. A resztę ponadprogramowych otworów dało się jakoś przeżyć.

| Przepraszam za zwłokę i słabą jakość, ale trochę mi ten tydzień dał w kość

Zmienione, niedoczytany wcześniejszy post.


Ostatnio zmieniony przez Skoczek dnia Wto Cze 21, 2016 7:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 12 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10, 11, 12  Next

Powrót do góry