gry online



Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Reika on Pon 14 Sty - 23:30
Nie planowała kompletnie tego dnia odwiedzać kryjówki, ale nie mogła też w nieskończoność siedzieć w domu. Ktoś tam mógł potrzebować jej pomocy, a w ogrodach panował spokój, zwłaszcza o tej wietrznej, chłodnej porze. Spróbowała się jakoś zaopatrzyć na drogę, choć za każdym razem nie była pewna co jej się przyda. Garść bandaży? Były na miejscu. Woda i jedzenie? Też się znalazły. Pacjenci? O tych nie było trudno w ich patologicznej rodzince. Zresztą, nie brałaby kogoś rannego w tak męczącą podróż.
Po wkroczeniu do siedziby od razu zaczęła radośnie witać każdego przytulasem, niezależnie od ich woli bycia czy też nie bycia dotykanym. Każdy kto wpadł w jej zasięg wzroku musiał zostać naznaczony zapachem kwiatów i przyjaznym uściskiem, którym okazywała jak się za nimi stęskniła. Nawet jak kogoś nie kojarzyła. Każdy, nie ma wyjątków. Gdyby odmówiła komuś swojego wręcz odruchowego gestu, to potem inni mieliby podstawy do próby uniknięcia tego kilkusekundowego momentu bliskości z chodzącym ogródkiem. Kiedy już wszyscy zaczęli zamykać się w swoich pokojach wyczuwając choć kawałek zapachu mogący zwiastować jej nadejście i korytarze opustoszały, na końcu mignęła jej znajoma sylwetka. Przechyliła łeb, czując, że coś jest definitywnie nie tak. Jek przecież się tak nie wlekł bez powodu. Nie poszła jednak za nim, zamiast tego skręciła do pokoju medycznego.
Początkowo do sali wkradł się zapach kwiatów wiśni i bzu, zaraz po nim zza rogu wyjrzało fioletowe ślepie, które ogarnęło na szybko teren. Wsunęła się cała do środka, a liście jej aż opadły.
Co tu się odbenedyktynia? – zapytała nagle zamykając za sobą drzwi. Wzrok padł na każdego po kolei, oceniając sytuację. Jericho i Liam nie wydawali się być mocno potrzebujący. Dużo gorzej prezentowali się Mastiff i... Wilczur, a jakże. Na widok tego ostatniego westchnęła ciężko i jak najgłośniej tylko się dało, posłała mu wyraz twarzy mówiący „ja cię kiedyś sama dobiję”. Choć mógł też mówić „o ja, ale super góra naleśników”. – Zostawić was na trzy dni. Dosłownie trzy dni. Skaranie boskie – zaczęła swoją standardową tyradę, odkładając torbę na bok, rzucając na nią płaszcz i powyciągany sweterek. – Jak mam z wami zamieszkać, to po prostu powiedzcie wprost. Spróbuję sobie wykopać studnię – wydęła policzki, sięgając dłonią do czoła Growa. Spodziewała się nieprzyjemnego, lekko parzącego ciepła, a zastała  po prostu ciepło. Był chłodniejszy. Zamknęła się nagle, sięgając po jego dłoń. Co ta cholera ze sobą robiła? Próbowała na siłę się zabić?
Czujesz cokolwiek? – zapytała, dotykając palca serdecznego. Uniosła wzrok, zerkając na jego twarz, ale wychwyciła ruch gdzieś w tle. Asystująca wcześniej Jekyllowi dziewczyna nadal się tu plątała. Przywołała ją ruchem głowy i poprosiła o skrót wydarzeń z tego burdelu. Już w połowie twarz ściągnęła się groźnie. No i jeszcze miała przeprowadzić amputację, świetnie. Po prostu lepiej być nie mogło. Czy oni choć raz nie mogli być normalni?
Wolisz być dzielny i mieć amputację bez znieczulenia czy cię naćpać? – spytała Wilczura, pochylając się tym razem nad raną na ramieniu. Po nożu, jak zdążyła usłyszeć. Świetnie się tu bawili bez niej, trzeba to przyznać. Poprosiła nowicjuszkę o oczyszczenie tego miejsca, jeśli jeszcze się nim nie zajęli, a sama sięgnęła po torbę, wyjmując mały zestawik do szycia. Dobrze, że jednak zgarnęła swoje domowe zapasy i nie będzie musiała zużywać i tak topniejących środków gangu. Zdezynfekowała narzędzie, nie chcąc, żeby mu ręka zgniła i odpadła, od razu zabrała się do roboty, zszywając ze sobą kawałki skóry przywódcy, starając się to zrobić szybko, ale też jak najmniej boleśnie.
Reika





Reika
Bernardyn     Oswojona
GODNOŚĆ :
Reika Miyata (宮田 玲花)


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Arcanine on Nie 27 Sty - 21:58
W głowie miał odłamki szkła. Nawet jeśli uda mu się je posklejać, luki pozostaną, a drobne rysy przypomną o sobie w najmniej niewłaściwym momencie. Nie był to najgorszy dzień jego życia, ale bez dwóch zdań starał się o miejsce w czołówce. Zdawało się, że każdy kwadrans został przeznaczony na inną rewelację. I tak, odprowadzając Jekylla ponurym spojrzeniem, nagle Grow usłyszał słowa Hana.
  Wpierw nie układały się w żadną spójność; organizm starał się podtrzymać funkcje życiowe, ale to wciąż nie to samo, co odpowiedni, medyczny przegląd, dlatego umysł Wilczura potrzebował paru sekund, aby odcedzić szumy od dźwięków wyrazów. I wyszczególnić ich sens.
  Czoło marszczyło się tym bardziej, im mocniej ściągał brwi. Historia Mokugawy wydawała się mało realistyczna, ale świeże rany piekące w twarz tylko utwierdzały Growa w przekonaniu, że zignorowanie zagrożenia wyłącznie z powodu rzekomej niedorzeczności, to najgorszy z błędów.
  Na twarzy nie odbiło się nic oprócz skupienia, ale ciało zdradziło zdenerwowanie. Dotychczas luźno oparta o prycz ręka wsunęła się na biodro, aby sprawdzić, czy u paska wciąż ma przywiązane rękawice. Artefakt herszta DOGS.
  Niewiarygodne zresztą, jak stan pogarsza percepcję. Growlithe był tak zajęty studiowaniem dopiero co podanych informacji, że obecność Reiki dotarła do niego ze sporym opóźnieniem. Nagle uderzyła go ostra woń kwiatów ― słodki zapach bzu i płatków wiśni ― a chwilę później odczuł dotyk na dłoni.
  Kilka ścięgien napięło się, wykrzywiając jego oblicze w odruchowym wyrazie bólu. Syk przeciskał się już przez gardło, dotarł do podniebienia, ale Wilczur przełknął go wraz z porcją śliny i krwi.
  Czy cokolwiek czuł?
  Zignorował ją machinalnie, ponownie wlepiając wzrok w Jericho.
  ― Co było dalej? ― wychrypiał ponad ciszą, jaka zapanowała w pokoju. Wydawało się, że dosłownie wszyscy, cierpiący i ci całkiem zdrowi, postanowili nie przeszkadzać w zdawaniu raportu. Prawdopodobnie gdyby nie dotyk medyczki, który cały czas muskał ranną rękę, Grow nie skoncentrował się na niej ponownie. Aż do wyroku, jaki wydała, miał zamiar nie tyle ją ignorować, co traktować jako "niezbędny, drugi plan". Hasło-klucz złapało go jednak za mordę i przekręciło ją frontem do Miyaty. ― Amputację? ― szepnął, już w kierunku Reiki, ukradkiem zerkając w jej fioletowe ślepia. ― O czym ty, do licha, mówisz?
  Powinien uważać się za szczęściarza: pełne millenium przeżyte na bezkresach Desperacji, a on nadal miał wszystko na swoim miejscu. W obliczu wielu brutalnych walk, tortur i szarpanin powinien stracić przynajmniej losowego zęba; tymczasem szczerzył pełen komplet kłów i nie zapowiadało się na to, aby stan rzeczy miał się zmienić. Tak przywykł do swoich wygranych, bo wracając cało z potyczki, uznawał się za zwycięzcę, że teraz, gdy Reika wspomniała o odcięciu palca, tor myśli Wilczura został zablokowany.
  Prawie warknął, gdy poczuł szmatę przyciskaną do rany na ramieniu. Nie protestował jednak w dalszych zabiegach, raczej starał się przyswoić ostateczną decyzję.
  Czyżby minął jeden kwadrans, a zaczął się kolejny?




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jericho on Nie 3 Lut - 13:13
To co Jericho miał teraz do przekazania hersztowi, nie spodoba mu się. Ale to i tak nie od snajpera zależało, co też ten kilkusetletni mężczyzna postanowi. Owszem, Han chciał odzyskać wzrok, ale, jeśli w ogóle to się stanie, to raczej Grow nie odda artefaktu ot tak sobie.
Mokugawa niemalże słyszał tę dzwoniącą w uszach, pełną napięcia ciszę. Wszyscy czekali na kontynuację jego raportu i tylko kobieta, która, jak wywnioskował, była kolejnym bernardynem, coś szczebiotała w tle. Zapach kwiatowy, który wszedł do pokoju wraz z nowo przybyłą był  niemalże odurzający. Przywodził mu na myśl zapach, który towarzyszył mu, gdy był, jak zwykł nazywać to miejsce, w Krainie Grzybów. Olbrzymie grzyby w tamtych jaskiniach wydzielały tak intensywny zapach, że aż człowiekowi żołądek wykręcało. Tutaj nie było aż tak źle, ale jednak zapach był drażniący.
Wracając.
- Apokalipsa powiedziała, że odda nam wzrok, kiedy przyniesiemy jej upragniony artefakt. Od dzisiaj za pięć dni mamy się spotkać. - rzekł, zdając sobie sprawę z tego, że nie ma co liczyć, że Herszt odda artefakt, by zwykły szeregowiec odzyskał wzrok.
- Nie oczekuję, że oddasz mi artefakt, bym go zaniósł. Zbyt mało znaczę w gangu, by coś takiego robić. Oczekuję, że wymyślicie z innymi jak sobie z tym poradzić, bo ten stwór sprawiał wrażenie jakby doskonale wiedział, gdzie się znajduje kryjówka. A jeśli tak, to czy coś go powstrzyma przed wtargnięciem tutaj? - powiedział, chociaż wiedział jak absurdalnie to brzmiało. Wiedział, że prawdopodobnie w ten sposób nie odzyska wzroku i albo ktoś coś wykombinuje, albo sam będzie musiał wpaść na rozwiązanie problemu z jego wyłączonymi oczami. - Nie umiem tego opisać, ale Apokalipsa wydawała się...jakby z innego świata. Nie rzeczywista. Jej szybkość była poza moim sposobem pojmowania. Do tego włada jakimiś czarami,   których działania również mi się wymyka. - krótko dodał. Jedyne o czym marzył teraz, to by wyjść z tego dusznego, przesiąkniętego chorobą i cierpieniem pomieszczenia, dostać się do swojej Izby, chociaż opłukać mordę i położyć się na swoim wiecznie zakurzonym, brudnym łóżku. To był męczący dzień. A nuż, może jutro jak otworzy oczy, to obraz powróci?
Wątpliwe.
- Raport zdany. Jak rozumiem, znajdują się tu osoby bardziej potrzebujące pomocy, także udam się do  siebie, jeśli nie jestem już potrzebny. - rzekł, spoglądając niewidzącymi oczami w miejsce, gdzie spodziewał się, że będzie Grow. W końcu wcześniej, mniej więcej stamtąd, słyszał jego głos. Czy będą od niego jeszcze coś chcieli, czy jego rola już się tutaj zakończyła i będzie mógł się udać do siebie?
Odruchowo poprawił kaburę z pistoletem, upewniając się, że broń tam jest i to zabezpieczona przed niechcianym wystrzałem.
Jericho





Jericho
Kundel     Desperat
GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Reika on Wto 5 Lut - 11:13
Skupiając się na pracy przynajmniej nie mieliła jęzorem wyrzucając z siebie nawet i bezsensowne zdania niemające znaczenia na daną chwilę. Właściwie może to i lepiej, bo dzięki temu nie budziła śpiącego Mastiffa. Wyglądał okropnie i pewnie zrobiłby im małe piekło za zakłócanie spokoju, a sen był jednym z lepszych i na dodatek darmowych lekarstw. Z bliska nie zdawał się też umierać, w jego więc przypadku Reika postanowiła po prostu zaczekać aż sam wstanie albo wyraźnie zacznie jej umierać. Chyba na to się nie zanosiło.
Starała się nie słuchać raportu, bo i tak wszystko to niewiele jej mówiło. Chcąc nie chcąc wyłapywała jednak kolejne zdania, przez które w jej głowie rodziło się mnóstwo pytań, od całkiem sensownych po takie, które zahaczały dość wyraźnie o retoryczność. Skoro ta cała Apokalipsa wiedziała gdzie są, to czemu od razu tu nie przylazła tylko dręczyła kogoś dyndającego tak nisko w hierarchii? Bezsens. Albo ten dziwny terrorysta kłamał próbując ich zastraszyć albo go coś kompletnie porąbało sądząc, że przyjdzie sobie prosto w otwarte paszcze DOGS, które nie powitają przyjaźnie kogoś, kto im dręczył tę patologiczną rodzinkę.
Wygląda gorzej niż przypadki ze szpitala. Jak poczekasz parę dni to może ci urąbię całą dłoń – odpowiedziała szeptem, kończąc zszywanie rany po nożu. Bardzo nie chciała go pozbawiać jakiegokolwiek elementu ciała, ale to paskudztwo wyglądało na naprawdę obrzydliwe zakażenie, którego w tych barbarzyńskich warunkach i bez porządnych leków z M-3 na pewno się nie pozbędzie. A kto wie, może nawet miejscy medycy by sobie z tym nie poradzili? Słyszała o ich zaawansowaniu technicznym, ale na pewno nie zamierzała lecieć tam z wywieszonym językiem i podglądać ich pracę. Raczej rzuciłaby się w oczy. – Się pacjent nie martwi, wszystko będzie cacy, robiłam to nie raz, bo jakoś ze trzy – spróbowała go dość marnie pocieszyć. Poleciła asystentce przygotowanie potrzebnych narzędzi, a sama złapała za swoją wodę i jakiś kawałek czystej szmatki. Podeszła do oślepionych zanim jej się obaj zmyją, zwilżyła materiał i ostrożnie oczyściła okolice ich oczu.
Jak się dowiem, że któryś znowu tarł brudnymi łapami, to poprzetrącam – zagroziła po tym krótkim, bezbolesnym zabiegu. Nie wiedziała jak im pomóc na przypadłość, ale już wiedziała, że przez najbliższe parę godzin będzie szukała książek, dowie się, że niczego się nie dowie i pewnie ruszy męczyć anioły. Korzeni zdecydowanie nie zapuści w najbliższym czasie, ale kto by tego oczekiwał od medyka na Desperacji? Wróciła do Wilczura miękkim krokiem.
Szybkość i czary mogłyby wskazywać na kumpli z Edenu, tylko którego by pogrzało na tyle, żeby próbować nas terroryzować? – zastanowiła się głośno, choć pytała bardziej sama siebie niż kogokolwiek z obecnych. Anioły były dosłownie z innego świata, o czym parę razy miała nawet okazję się przekonać. Całe życie przecież mieszkała na ich terytorium, wielokrotnie je spotykała. Z wymordowanymi mieli niewiele wspólnego, a z ludźmi co najwyżej wyidealizowany wygląd. Znowu zwróciła uwagę na Wilczura, patrząc na niego z góry swoimi dużymi ślepiami.
Ćpiesz, nie ćpiesz czy nie pozbywasz się palca? – spytała spokojnie. Ona miała czas, jego ręka niekoniecznie. Może też źle postawiła diagnozę i cięcie wcale nie było takie potrzebne jak się jej wydawało. Z doświadczenia wiedziała, że jak coś jest czarne kiedy nie powinno, to jest bardzo źle.
Reika





Reika
Bernardyn     Oswojona
GODNOŚĆ :
Reika Miyata (宮田 玲花)


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Arcanine on Sro 6 Lut - 21:07
 Apokalipsa, co?
 Apokalipsa powiedziała.
 Grow znał tylko jedną apokalipsę, przeżył jej burzliwe humory i ani myślał spotykać drugi raz podobne, brutalne niedorzeczności. Wszystko wskazywało jednak na odwrotną scenę. Będzie musiał nie tylko zmierzyć się z siłami, które odebrały jego człowiekowi wzrok, ale być może straci jeden z cenniejszych artefaktów, jakie istniały na Ziemi. A przynajmniej — jakie odnaleziono.
 Obładowany różnymi przedmiotami znał cenę, jaką płaci się za energię anielską. Nie był w stanie wzniecić pożaru, choć pierwszy lepszy edeński rekrut tworzył ściany ognia na pstryknięcie palcami. Mógł korzystać z siły mar, ale jednocześnie pozbawiono go prywatności, nie tylko fizycznej, ale również umysłowej. Każdy z pobocznych artefaktów wiązał się z szeregiem niedogodnych komplikacji. Każdy miał jakieś „ale” dopisane mrówczym druczkiem.
 Artefakty przywódców były inne. Po prostu działały, wyczerpywały się, regenerowały na nowo i znów działały, nie wywołując szczególnych skutków ubocznych. Produktywne i niewymagające — jak miałby się tego pozbyć za cenę zmysłu jednego z pionków?
 ― Odpocznij — przytaknął na słowa Hana, na moment samemu zamykając oczy, jakby starał się odciąć od bodźców zewnętrznych i spojrzeć w głąb siebie. Jakby nie z tego świata? Szybkość poza sposobem pojmowania? Do licha, jak oni się temu przeciwstawią? W obecnym stanie?
 Czuł dalej krew na wargach. Przeciągnął więc językiem po kąciku ust i spojrzał na Reikę, która w najlepsze kroczyła po pomieszczeniu, rozstawiając po kątach pacjentów swoim mało władczym tonem. Wilczur skrzywił się i choć nadal huczało mu w głowie, a teraz dodatkowo szumiało od informacji, jakie zaraportował Mokugawa, postanowił skupić się przede wszystkim na lekarce.
 Na samym fakcie, że jeśli nie podda się jej zabiegom, to zaraz nie będzie sensu wymyślać planów na apokalipsę.
 Martwi nie myślą.
 Grow obrócił swoją rękę, wyglądając jak ktoś, kto krytycznie ogląda swoje paznokcie. W rzeczywistości przypatrywał się poczerniałym tkankom. Umierały, co? I niosły tę śmierć następnym i kolejnym komórkom, chłonąc coraz większe części kończyny. Nie posiadał czucia już od wielu godzin, może nawet dni. Do teraz się tym nie interesował; słaniał się na nogach i ledwo tutaj doszedł. Mały palec u dłoni był ostatnim fragmentem ciała, na który zwracał uwagę.
 ― Rób co musisz, nie marnuj leków — powiedział wreszcie, wyciągając do niej rękę, jakby tak naprawdę chciał zawrzeć z nią dziecięcą przysięgę. Stulił wszystkie palce, oprócz tego jednego, który wydawał się w ogóle nie pasować do zaczerwienionej, szorstkiej skóry całej dłoni. Był ciemny.




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Liam ♥ on Nie 10 Lut - 22:38
- On szuka mocy. Chce artefaktu. Po co, nie wiem. Ale dokładnie wie gdzie jesteśmy, wie gdzie szukać, ale chyba w swej wspaniałomyślności postanowił posłużyć się nami.
Wtrącił swoje trzy grosze. Stał oczywiście tam gdzie był, słyszał cały ten harmider, ale nie mając bezpośredniego przekładu na spojrzenie, nie miał jak ocenić sytuacji. Z czasem trochę się wyciszyło, gdzieś jeszcze były jakieś szmery zgrzyty. Parowało, gorąco, Liam drapał się od skutków tej śmiesznej niby choroby, księżycowego pyłku, którym dostał, coś jeszcze wisiało w powietrzy, jakaś groźba, niewypowiedziane słowa i generalnie te co nie powinny zostać nawet wyszeptane.
I bez wzroku, z przytłumionymi pozostałymi zmysłami czuł, że coś rośnie. Wręcz mógł wyczuć ślady po pazurach na piaskowych ścianach, wypełnione krwią.
- Jeśli nam wszystkim życie miłe, to radziłbym się wynieść stąd. Z kryjówki. To jest... w jego aurze była tak niewymowna groza, jakby jego dotyk miał zsyłać plagi egipskie.
Przez Liama przemawiała częściowo panika. Nie mógł być spokojny, z myślami o rychłym cierpieniu. Nie wiedział czy byłby sobie w stanie poradzić psychicznie bez wzroku. Co prawda, jednego oka nie miał odkąd pamiętał, ale być pozbawionym wzroku tak całkiem? Nigdy nie zobaczyć żadnych kolorów, kształtów, krajobrazów, piękna?
Strachu w oczach upadającego wroga? Lecącego w góry ciosu?
I tak właściwie, jakim byłby zwiadowcą, gdyby nie potrafił wypatrzeć wroga. Marnym.
- Jeśli się nie da z tym nic zrobić - odejdę. Bez wzroku jestem bezużyteczny i nie będę ciężarem dla...
Schował twarz w dłoniach.
- Swoją drogą przyniosłem w tej torbie... tam, te leki po które miałem skoczyć. W międzyczasie oberwałem jakimś śmierdzącym proszkiem. Gdyby jakiś medyk chciał na to zerknąć, to byłbym wdzięczny, bo chyba zaraz wydrapię sobie skórę do kości.
Rzucił przy okazji, odklejając dłonie od twarzy i zamaszystym ruchem, jedną z nich poprawić sobie sklejone kudły na głowie.
Powiedział sobie w myślach, ze jak już będzie znów w porządku to wskoczy do jakiegoś zbiornika wodnego i się wyszoruje, nawet w brudnej wodzie.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it




O krokodylach różańcowych l Głos

Liam ♥





Liam ♥
Chart     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Jericho on Sro 13 Lut - 17:48
Jericho słysząc polecenie Growa chciał podnieść się z krzesła i udać się do swojej nory, ale wtedy wyczuł przed sobą źródło intensywnego, kwiatowego zapachu. Reika, czy jak jej tam było, stała przed nim. Postanowił więc się nie ruszać. Zwrócił tylko ku niej swoje niewidzące spojrzenie w miejsce, gdzie spodziewał się, że powinna być głowa kobiety. Prawdopodobnie patrzył się w tym momencie gdzieś niżej, na przykład na jej dwa...walory, ale nie miał nad tym kontroli. Groźba w jej dźwięcznym głosie brzmiała absurdalnie, ale mimo wszystko Han postanowił się posłuchać. Wiedział, że nie powinien tych oczu trzeć. Pozwolił je sobie przemyć, chociaż wiedział, że to nic to nie zmieni.
Nagle usłyszał głos Liama. Mokugawa wyczuł w głosie tego wymordowanego panikę, coś jakby błaganie i...użalanie się nad sobą. Przecież bez wzroku dało się żyć. Nawet jeśli go nie odzyskają, to przydadzą się gangowi w inny sposób. Tylko będą musieli ów sposób wymyślić.
- Liam, przestań się mazać. Chłopaki nie płaczą. Poza tym, Grow z ferajną na pewno coś wymyślą. - rzekł, po czym, gdy tylko Reika skończyła swoją czynność względem niego, wstał i ruszył do wyjścia.
- To na razie. - pożegnał się ze wszystkimi, po czym po omacku, na oślep, odtwarzając w głowie plan kryjówki, ruszył w stronę swojej nory. Teraz musiał się tylko zastanowić, jak wytłumaczyć Izumi to, że został oślepiony?

z/t
Jericho





Jericho
Kundel     Desperat
GODNOŚĆ :
Han Mokugawa


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Reika Yesterday at 20:26
Nie muszę marnować leków, mój drogi – odpowiedziała, wskazując na zwinięty pączek ukryty wśród różowych liści na głowie. Mogła w każdej chwili potraktować wszystkich dookoła niezłą dawką halucynogennej woni, która chwilowo przytępiłaby ich receptory bólowe i przy okazji zdolność racjonalnego myślenia. Łatwiej byłoby mu znieść narastający powoli ból niż nagłe cierpienie trwające Stwórca wie ile. Może i wydawała się być bezlitosnym medykiem ubranym w śliczne, niepozorne ciałko, ale zawsze dbała o samopoczucie medyków. Przecież nawet jej nie brali na poważnie przy groźbach. No jak to mogłoby komukolwiek chcieć zaszkodzić? Muchy by nie skrzywdziła, choćby to była najbardziej natrętna mucha na świecie. Wystarczy zobaczyć jak wiosną latają za nią stada owadów zwabione kwitnącymi kwiatkami. Nawet ich nie odganiała, choć brzęczały koło uszu i rozpraszały. – Przemyśl jeszcze czy na pewno ma cię słyszeć cała góra. Zajmę się jeszcze tym biedactwem.
Delikatnie dotknęła jego dłoni uśmiechając się spokojnie. Nienaturalne ślepia skierowały się na pozostałego w pomieszczeniu ślepca. Będzie musiała znaleźć jakiś sposób, bo zaraz się tu zajęczy na śmierć. Westchnęła ciężko, podchodząc do niego. Wyciągnęła rękę i poklepała go pokrzepiająco po ramieniu.
Uspokój się, okej? Znam kilku niewidomych, którzy całkiem nieźle sobie radzą w życiu. Nikt nie jest bezużyteczny, nikt nie jest ciężarem, każdy do czegoś się przyda. Jak będziesz jojczył to cię kopnę w zadek i zagonię do robienia leków, jasne? – ujęła jedną z jego dłoni, patrząc na twarz. Nie mógł tego dostrzec, ale uśmiechała się rozbrajająco, całkowicie pewna swoich słów. Przesunęła palcami po jego skórze. – Niech przyjdzie. Wsadzę mu te plagi egipskie, czymkolwiek by nie był Egipt, prosto w zadek. Ale tobie nie wolno się rozklejać, jesteś w końcu dużym chłopcem, co nie? – dodała bardzo poważnie. Odsunęła się od niego ruszając do jednej z półek, która jeszcze jakoś dychała. Zajrzała do jednego pudełka, potem przeszperała drugie. Wyciągając mały słoiczek przyjrzała mu się uważnie. Nie było co się sugerować etykietą, pojemniki były tak wielorazowego użytku, że już dawno pierwotna zawartość została zużyta. Ostrożnie odkręciła wieczko, powąchała zawartość. Z obrzydzeniem odsunęła słoiczek od nosa, zakręciła go. Powtórzyła to jeszcze dwa razy aż nareszcie czwarty okazał się być tym, o co jej chodziło. Wróciła do Liama, wzięła jego rękę i wsunęła chłodny słoiczek w palce.
Umyj się. Przede wszystkim miejsce, które miało styczność z substancją. Jeśli nie znajdziesz u nas wody, to potem mogę cię zabrać do Edenu. Smaruj swędzące miejsca trzy razy dziennie przez jakieś cztery dni, staraj się nie zabrudzić. To zwykła maść ziołowa, ale powinna zadziałać kojąco – objaśniła. Czasem nie trzeba było cudów, żeby coś wyleczyć, ale gdyby jego stan się nie poprawił, to wiedział gdzie jej szukać. Ktoś przynajmniej na ogół miał pojęcie, gdzie znajduje się ich chodzący ogródek medyczny, zawsze reagowała na wezwania. Na jej warcie żaden członek DOGS nie będzie chodził wystraszony, poturbowany i w poczuciu beznadziei. – No, a teraz zmiataj. W razie potrzeby będę się jeszcze tu kręcić.
Odwracając się na pięcie poświęciła już całą swoją rozbieganą uwagę przywódcy. Sięgnęła po pierwsze narzędzie z zestawu wyglądającego jak te używane do tortur. Przysunęła się. Ostateczna decyzja czy ma ciąć na żywca czy też nie. Nie zapytała. Spojrzała tylko prosto w oczy Wilczura jakby chciała zasugerować, że jednak wolałby z tego skorzystać. Amputacje nie były przyjemne zarówno dla pacjenta jak i dla samego lekarza.
Reika





Reika
Bernardyn     Oswojona
GODNOŚĆ :
Reika Miyata (宮田 玲花)


Powrót do góry Go down


Re: Pokój medyczny

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Powrót do góry