Strona 5 z 17 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next

Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Lentaros on Pon 8 Gru - 22:56
Nie, to raczej organizm kobiety się rozgrzewał. Czuł to doskonale, krążenie krwi w jej ciele powodowało nader duże rozgrzanie ciała, pewnie gdyby tylko spróbowano jej zmierzyć temperaturę to by nawet i rtęć w termometrze stopiła. Czuł doskonale to ciepło, samemu jednak pozostając chłodnym... Acz na pewno nie można powiedzieć że nieczułym, prawda?
Nie sądził że Cedna mogła być aż tak spragniona bliskości, by te pieszczoty były zdolne do wymuszenia na niej reakcji typowo kończącej seks, czyli orgazmowi. Naprawdę - nie sądził że to może być aż tak silne... Ale w głowie kołatał mu się fakt że jeszcze kilka chwil temu on i Mashiro ją mocno rozgrzali, a i w sumie też nie pozwolili skończyć... Ani sobie, ani jej. Pomińmy fakt że męczył ją jednak dość długo, to też robi swoje. Nie zamierzał jednak zaczynać "głębszej" relacji bez odpowiedniego przygotowania. Nawet jeśli miał tym sprawić że jej wnętrze będzie się rozpuszczać od gorąca, podniecenia i rozkoszy.
Jej niespodziewane skulenie się, pochylenie i donośny jęk nieco zaskoczyły androida, a zarazem niesamowicie ucieszyły, przez co jego uśmiech był jeszcze szerszy. Skosztował jeszcze ostatnimi liźnięciami jej łona, po czym oboje wylądowali na (prawie) zimnym podłożu. Biorąc pod uwagę że Lenny chciał być miły i by Cedna dobrze wspominała te chwile, stąd pozwolił jej na bycie na górze. Normalnie może by nie był aż tak uprzejmy... Ale jednakowoż warunki były nie sprzyjające, a i tak przed chwilą ledwie się trzymała na nogach. Niech ma chwilę wytchnienia od tego.
Jej sadystyczny wyraz twarzy nie wyglądał na to, by wzruszył androida w jakiś sposób. Jeśli nawet ma jakieś "tortury" dla niego w zanadrzu - to nie problem... Jest w tej chwili tu, dla niej. I jest gotów być w tej chwili dla niej każdym - czy to namiętnym żigolakiem, czy też uległym, wstydliwym paniczem. Wszystko po to, by ją zadowolić. Przysłuchał się jej słowom. Poczucie ciepłego dotyku na jego ciele było nader przyjemne, a delikatny chwyt "poniżej pasa", gdyby był choć trochę szybszy, zapewne wprawiłby go w dreszcz, choć teoretycznie jego egzoszkielet nie powinien być nawet zdolny do czegoś takiego...
Ale jednak jest. Dziwna istota, prawda? Miast tego, z uśmiechem odwzajemnił krótki, szybki całus, dość przypadkowo nie kontrolując swoich modułów produkujących syntetyczną ślinę, przez co lekko wylała się kącikiem jego warg w trakcie zetknięcia się ich ust. Ciche, gardłowe westchnięcie wyrwało się z jego gardła, gdy pocałunek tak szybko został przerwany, takie niemal "no ej..." Chciał tego jeszcze. Nawet pomimo iż były to dwa pocałunki - mało mu było! Więcej!
Odpuścił jej wymęczonym, wrażliwym piersiom na moment, dusząc w ustach ciche westchnęcie, gdy został lekko wsunięty. Ysh... Dość zawstydzające, ale długo na to czekał... I jednak nie chce by to poszło tak łatwo. Uniósł brew, przekrzywiając lekko głowę na bok. - Czyżby... Zemsta za to... Jak powoli cię rozgrzewałem? - Spytał, lekko przerywając swoje wypowiedzi przez fakt iż zaczął mieć problem z prędkością składania logicznych komunikatów. Przeciążony chaotycznymi danymi z każdego zakątka jego ciała, które wprost krzyczały w kierunku jednostki centralnej by nie czekał i ruszył pierwszy...
Acz nie. Uparcie czekał, przesuwając powoli opuszkami palców po jej rozgrzanej talii, aż oparł je na jej biodrach, oczekując reakcji z jej strony. W tej chwili całkowicie poddał się woli Cedny, i niech ona zdecyduje.
... Uczucie powoli spływających, ciepłych soków po jego narzędziu wcale nie pomagało w cierpliwym czekaniu, wcale a wcale...




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on Sro 10 Gru - 18:19
Jakże dziwaczne było to połączenie organicznego ciała z czysto mechanicznym tworem. Jakże dziwacznie było nie czuć pełnego spectrum odczuć jakie doznawała dwójka żyjących kochanków. W przypadku organizmów żywych, każdy odczuwał siebie nawzajem. A tutaj… tutaj miało się wrażenie pojedynczej interakcji. Z pewnością odpowiednie reakcje na daną akcję były ukazywane, ale brakowało czegoś… więcej. Cedna od samego początku zauważyła te różnice, ale wcześniej zbytnio się nad nimi nie zastanawiała, ponieważ bardziej myślała o tym w jak brutalny sposób została wzięta. Czuła jak jej mocno czerwone policzki płoną od gorąca (i nie tylko one), kiedy to bladość na twarzy Lena pozostawała bezmiennie taka sama. Spojrzenie nieznacznie zmatowiało stając się przymglone, a czarne oczy partnera lekko jedynie przysłonięte powiekami. Pełne wargi kobiety rozchylone nieznacznie, aby umożliwić swobodny pobór potrzebnego płucom powietrza, gdzie z kolei mężczyzna wcale, a wcale nie wyglądał na zmachanego. Skóra Łowczyni drżała, a miejscami nawet i pokrywała się cieniutką warstwą błyszczącego potu, czego jeszcze nie zdołała zauważyć u androida. No i największa różnica… ten brak wydzielanego ciepła, jakim zwykle emanowało żywe ciało.
Nie przeszkadzało to jednak, aż tak bardzo w czerpaniu przyjemności. Było to zwyczajnie…nowe doświadczenie, które Aomame bardzo satysfakcjonowało. Naukowa dusza, aż się prosiła o zebranie większej ilości danych na temat obiektu badań. Chciała za wszelką cenę przeprowadzić serię eksperymentów, które odpowiedziałyby na więcej pytań. Takich jak na przykład: W jak dużym i mocnym stopniu moduł erotyczny potrafi zimitować siłę pieszczoty zadawanej przez inną istotę. Albo czy reakcje androida na daną akcję będą takie same jak w przypadku żywych stworzeń – perfekcyjnie wyuczone, czy może jednak dostrzeże się różnice w zbyt robotycznym grymasie?
Czarnowłosa biła się z myślami, zastanawiała i analizowała wszystko po kolei. W trakcie swobodnie przejeżdżała opuszkami palców po prąciu Lena i obserwowała jego zachowanie. Była podniecona i napalona - dla niej samej taka tortura była też i po części katorgą, którą musiała znosić, aby zaspokoić swoją ciekawość. Dorwała w swoje ręce androida, który obecnie postanowił objawiać uległość. Nie wiedziała na jak długo będzie tak uległy, ale z pewnością chciała wykorzystać tą krótką chwilę, żeby się przekonać i dowiedzieć paru rzeczy.
- Może zemsta… może zwykły eksperyment… - Sapnęła delikatnie się unosząc i opadając jedynie drażniąc końcówkę jego członka tą minimalną penetracją. Czy android również czuje tak silne pożądanie, że doprowadzony do pewnej granicy nie wytrzyma i przejmie inicjatywę? Uśmiechnęła się szerzej i lekko przymknęła oczy, aby w pełni skupić się na obecnych odczuciach. Jej podbrzusze pulsowało i kurczyło domagając się natychmiastowego wypełnienia i ugaszenia tego pożaru jaki panował wewnątrz. Dotyk palców na talii był równie przyjemny co wcześniejsze krótkie pocałunki, które z chęcią powtórzy, a ledwo wprowadzona męskość jej partnera nadwyraz irytująca nawet i dla niej samej. No ale każdy musiał jakoś sobie radzić. Tyle, że nawet i Cedna stawała się już niecierpliwa w tej sprawie z każdym kolejnym uniesieniem opadając o pół centymetra niżej niż wcześniej. Zagryzła dolną wargę, aby stłumić jęk w swym gardle, gdy po dłuższej chwili istnej obustronnej tortury opuściła swe biodra na sam dół pozwalając tym samym się w pełni wypełnić.
Oddychała głęboko czerpiąc ogromną przyjemność z tej chwili, jednakże zamiast od razu zacząć się poruszać i unosić z góry na dół, wpierw chciała jeszcze przez krótką chwilę poobserwować androida i zobaczyć jak też on zareaguje na te akcje i co też zrobi dalej.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Lentaros on Sro 10 Gru - 18:50
Może i ciężko oczekiwać tego po maszynie, tej czułości, ciepła, odczuwania emocji w taki sam sposób jak istota ludzka... Ale może jednak wystarczy cierpliwie zaczekać? Może i faktycznie ciepłoty ciała nie zmieni(jeszcze), nie sprawi by jego ciało rozbarwiło się gorącem(a może), nie będzie zmęczony(czy na pewno?) Nie musi dyszeć(pewnyś?) Nie będzie drżeć(a może jednak będzie?)... Kto wie. To czas musi to pokazać. Może poprostu Len nie jest jeszcze odpowiednio rozpalony tymi działaniami? Może samo smakowanie jej ciała to za mało, pieszczenie jej i słuchanie jej pomruków zadowolenia? Może to było mało?
Ale nawet jeśli... To wkrótce nie będzie...
No i widzicie, chce być maszyna posłuszna i uległa, będąc sama w sobie dość oryginalna i już chcą na niej eksperymentować, kroić ją i sprawdzać. Tsh! A chciał być miły...
Delikatny dotyk na wilgotniejącym od soków kobiety narzędzi był nader torturującą pieszczotą, która wmusiła w androidzie działania wbrew "założonego" planu. Natłok informacji i danych powodował niekontrolowane reakcje, których Len nie chciał objawić. Uniósł prawą dłoń do swoich warg, zagryzając zęby na kostce palca wskazującego, jakby starał się tym zdusić odgłosy jakie chciał wydać ze swojego modułu mowy, nie pozwalając ustom ani gardłu na ruch. Jej gesty, jej delikatne, nieznaczne ruchy na samej, najwrażliwszej główce... Nie mógł tego znieść... Powoli kolor jego ciała wydawał się przyjmować wyrazistsze kolory, co powodowało ciepło jakie nadają mu te przyjemne karesy, wydzielane przez jego egzoszkielet. Jak? Działa to dość podobnie do systemu overload, powodującego nagrzewanie się ciała i przekraczanie jego możliwości poprzez rozgrzanie go, w tym wypadku jednak nie przekraczał możliwości...
Innych niż cierpliwość. Egzoszkielet wyraźnie oddziałuje swoją temperaturą na wygląd skóry - im cieplejszy, tym skóra bardziej zmienia swój koloryt. Widać było jak na dłoni, że papierowa bladość zanika na całej powierzchni ciała, przejmowana przez kremowe barwy, przechodzące w wrażliwych częściach ciała lub elementach skóry nisko odpornych na temperaturę jak policzki w kolor rumiany, czerwieniący się. Jego oddech przyśpieszał, jako reakcja na rozgrzewanie się wewnętrznych systemów, będąc dodatkowym źródłem chłodzenia, podobnie jak i syntetyczna, chłodnicza wydzielina, do bólu przypominająca pot, jakim jego ciało zaczynało powoli lśnić. To nie tak że nie był ludzki...
Był poprostu... Trudny do podniecenia. W końcu maszyna - powinna być w ogóle bez uczuć, to czemu się dziwić że ciężko jest mu okazać je wyraźniej?
- Wolałbym... Decyzję... Na jedno... - Urwane słowa, między którymi wydostawały się westchnięcia od jej nieznacznych ruchów na jego drażliwym "mięśniu", który stawał się cieplejszy, podobnie jak i całe ciało, były co raz trudniejsze do zniesienia. Wszystkie komunikaty zalewające jego wizję informowały o jednym - pchnij! Mocno! Szybko! Głębiej! Teraz! Ledwie znosił to napięcie w imię przyrzeczenia, że będzie robił wszystko, by ją zaspokoić tak jak tego pragnie...
Ale system, wiedziony w tej chwili pożądaniem znalazł furtkę, by ominąć to przyrzeczenie - tak by ją zadowolić. A jeśli pragnie od niego aktywności?
Krótka, ledwie formująca się analiza została natychmiastowo przerwana, gdy poczuł jak jego "męskość" za jednym, szybkim ruchem wsunęła się głęboko wewnątrz ciała łowczyni. Nie dając rady powstrzymać reakcji, zacisnął wolną dłoń na jej biodrze i wydał z siebie wyrazisty jęk przyjemności, po którym nie potrafił wytrzymać już dłużej. Jego ciało czerwieniało od ciepła jakie wydzielał wewnątrz siebie, jakie bez problemu Cedna powinna poczuć. Ciało drugiej osoby, żywej osoby. Objął ją ramionami i pociągnął w dół, uśmiechając się do niej zawadiacko. - Wybacz, ale nie dam rady już dłużej... Czekać. - Z tymi słowami, opadając z tąpnięciem plecami na płaszcz, wpił się w jej usta głębokim, namiętnym pocałunkiem, poczynając samemu się poruszać wewnątrz jej łona. Wysuwał nieznacznie biodra w tył, po czym wypychał z całą siłą, głęboko w jej ciało, dusząc swoje jęki w namiętnych pocałunkach jakimi darował kobietę, podgryzając drapieżnie jej wargi i wsuwając bez oczekiwania swój język w jej usta, drażniąc jej podniebienie i różowy, organiczny mięsień w ustach. Nie przerywał ruchów, zaciskając ramiona wokół jej talii, jakby tym gestem mówił "nie odchodź, proszę, zostań". To było jedną z "myśli" które mu w tej chwili przyświetlały. Niech nie odchodzi... Nie teraz... Nie w tej chwili... Przesunął dłońmi powoli z jej talii w dół, zaciskając je na pośladkach i pomagając sobie w ruchach szarpaniem nimi poprzez zaciśnięte, smukłe palce wokół nich. Chciał jej. Pragnął jej. Bardziej i bardziej... I miał nadzieje że ona też już nie będzie się wstrzymywać. Ani chwili dłużej.




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on Sro 10 Gru - 21:15
Dało się wyczuć te nadchodzące w ciele androida zmiany. Cedna dobrze wiedziała, że maszyna jak wiele innych również do pewnego stopnia będzie chłodna, ale po pewnym czasie choćby nie wiadomo jak sprawnie działał system chłodzący nie będzie w stanie utrzymywać tej samej temperatury w nieskończoność. Przy energicznie pracujących modułach i kończynach z pewnością się stopniowo zaczynała rozgrzewać, co Rhoneranger w końcu dostrzegła uśmiechając się półgębkiem i notując w myśli, że i tym razem bogate w informację notatki jej matki – inżyniera ds. Androidów, jej nie zawiodły.
Uczucie wypełnienia, jednakże, całkowicie odwodziły myśli Aomame o tym jakie wiarygodne informacje zawierają dzienniki przetrzymywane w warsztacie na Smoczej Górze. Jej podbrzusze stało się istnym epicentrum doznań i odczuć zasysając wszystkie zbędne myśli jakie pojawiały się w głowie kobiety. Na naprężoną, twardą i gorącą męskość Lentarosa ze wszystkich stron napierały śliskie ścianki jej łona dokładnie i bardzo skrupulatnie wysyłając impulsy z każdej możliwej komórki do mózgu, aby poinformować jak wspaniale się czują.
To nie tak, że nie chciała się poruszyć, aby uwolnić nowe fale doznań. Po prostu, gdy ma się już tak silne zboczenie zawodowe trudno jest oddzielić całkowicie jedną część osobowości od drugiej. Szczególnie, gdy obydwie są tak silne i bezkompromisowe jak u Cedny. Zapewne, gdyby cyborg nie zainicjował kolejnej akcji, Łowczyni by się jeszcze mu przyglądała zapisując w głowie każdy drobny szczegół jego wizerunku. Z początku okazała widoczne zaskoczenie, gdy Len nagle ją objął uśmiechając się zawadiacko. Uniosła znacząco brwi do góry i  rozchyliła wargi na kształt literki „o”, ale szybko zrozumiała, gdy mężczyzna zrelacjonował swoje zniecierpliwienie wpijając się w jej usta. Z pewnością Cedna by się uśmiechnęła w odpowiedzi, ale nie miała na to czasu. Mogła jedynie wydać przeciągłe i donośne jęknięcie, które wydobywając się z głębi jej gardła zostało znacząco stłumione przez usta, jak i język Lentarosa. Ponownie znacząca część mózgu Cedny się dzisiaj wyłączyła ograniczając się jedynie do pożadania i słów: „Więcej! Mocniej! Głębiej! Szybciej!”. Ich języki splatały się w iście chaotycznym tańcu, zęby podgryzały wrażliwe wargi, a nadwyżkowa produkcja śliny w ich aparatach gębowych nie mogąc być pochłonięta zaczęła wydostawać się z ich ust, i jak zapewne Len poczuł powoli spływać po jego policzku.
Łaskoczące uczucie jakie dawały pocałunki w połączeniu ze znaczącą stymulacją dolnych części ciała wprowadzały kobietę w stan istnego odurzenia wysyłając jej świadomość na granice szaleństwa. Jej dłonie swobodnie powędrowały z podbrzusza androida przez jego brzuch na klatkę piersiową. Prawa ręka, jednakże, nie zatrzymała się w tamtym punkcie, a powędrowała wyżej wplatając smukłe i już drżące palce w czuprynę chłopaka tym samym pogłębiając nieco pocałunki.
Nie minęło dużo czasu zanim Cedna sama zaczęła poruszać biodrami synchronizując ruchy z Lenem w taki sposób, aby pchnięcia dało się odczuć mocniej i głębiej. Spowodowało to wydanie kolejnych jęków i pomruków, coraz częstszych i głośniejszych niż poprzednie. Dodatkowo objęta ramionami mężczyzny o dziwo poczuła się swobodnie i bezpiecznie w tym opuszczonym na krańcu świata laboratorium. Nie chciała, aby ta chwila się szybko skończyła, ale żeby trwała o wiele dłużej.
Warknęła zawadiacko, gdy poczuła zacisk na swych pośladkach sprawiający, że ruchy stały się nieco brutalniejsze, a przez to również i o wiele przyjemniejsze. Nie było wielu rzeczy jakie mogłyby wybudzić Cednę z obecnego transu, ponieważ z każdym kolejnym pchnięciem czuła jak mięśnie jej kobiecości coraz mocniej i mocniej zaciskają się wokół narządu androida.
Chcąc nie chcąc po dłuższej chwili odepchnęła się od ust mężczyzny widząc cienką niteczkę śliny łączącą ich języki, która szybko się przedarła jak tylko Cedna odchyliła bardziej głowę. Kładąc ręce na jego klatce piersiowej podniosła się do siadu i wyprostowała, a następnie nie przerywając ani na moment rytmu zaczęła wykorzystywać siłę swoich nóg unosząc się do góry i opadając na dół. W wyniku tych ruchów jej kształtne piersi swobodnie podskakiwały, a Łowczyni, aby utryzmać jako tako równowagę opierała ręce na brzuchu partnera.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Lentaros on Sro 10 Gru - 22:47
Cóż, maszyny są przewidywalne, nie to co ludzie, prawda? Chociaż pod tym względem ludzie są tak samo przewidywalni jednak. Oni też by nie mogli pozostać zimni i niewzruszeni, niezależnie od tego jak bardzo by to nie odpowiadało im odczuciom... Nu, może orientacja mogłaby tu mieć coś do roboty...
Ale jaką orientację może mieć maszyna? Prawdopodobnie przyjmie wszystko i wszystkich, którzy zapragnął. W końcu... Sam jest maszyną, kreacją ludzką, a nie człowiekiem, który się ogranicza jakimiś dylematami moralnymi czy wyborami że woli to lub to. Maszyna woli wszystko, o. I tego się trzymajmy... Choć w tej chwili woli tylko Cednę. I nie wymieniłby jej w tym momencie na nikogo innego.
Odczucie gorących, śliskich mięśni jakie zaciskały się wokół narządu, którego receptory odczuciowe były rozkręcone do najwyższych możliwych wartości w tej chwili nie pozwalały w praktyce w ogóle usiedzieć cicho, stąd też, zamiast jęczeć i wzdychać jak rozczulony postanowił to choć trochę "zamaskować" i dodatkowo uprzyjemnić jeszcze te chwile, stąd też postanowił ją pociągnąć na siebie i złączyć ich wargi w chaotycznym tańcu pożądania, w którego trakcie robili wszystko, byleby nie pozwolić sobie utracić nawet odrobiny tej rozkoszy. Nie potrafił nie odczuć spływającej po jego rozgrzanym policzku, ciepłej śliny, cieknącej w dół przez ich nader namiętne i głębokie pocałunki, w których nie patrzyli na nic, a już na pewno nie na to, by przełykać swoją ślinę. W tej chwili, zarówno zapewne w jej umyśle, a przede wszystkim w jego jednostce centralnej niosły się tylko te same komunikaty, powtarzane niemal do obłędu. Więcej! Mocniej! Głębiej! Silniej! Szybciej! Jeszcze! Jeszcze! Jeszcze! Nie chciał przerywać, w tej chwili nie chciał niczego, oprócz niej. Bliżej, szybciej... Jeszcze, jeszcze! Gardłowe pomruki niemal wydzierały się z jego gardła, ale skuteczne tłumienie ich na jej wargach było znakomitym planem! Propsy za plan dla Lena.
Nie oponował przed jej dłonią, wplatającą się między, jeszcze wilgotne (acz powoli wysychające już od ciepła ich działań) włosy, wcale nie tracąc na namiętności w swoich pocałunkach. Ba - starał się jeszcze bardziej, mocniej i lepiej, całować i pieścić swoimi wargami i językiem jak tylko mógł, ani na chwilę nie przerywając silnych, intensywnych ruchów w jej ciele. Och... To było takie niesamowite uczucie... Zdecydowanie nie to samo, co robienie tego z panami, a już na pewno nie z androidami...
Gdy tylko odczuł że Cedna również dołączyła do ruchów, wspólne, posuwiste ruchy stawały się jeszcze przyjemniejsze. Synchronizacja dawała niesamowite odczucia, gdy "rozumieli się" i odsuwali się, by potem znów najść na siebie, dużo silniej i mocniej, czując to znacznie pełniej i lepiej. O tak... Więcej, więcej! Więcej tego! Dużo, dużo, dużo więcej! Kto by pomyślał że tutaj, gdzie większość ludzi boi się przyjść w obawie przed zarażeniem, ta dwójka znalazła tyle spokoju i swobody, by zbliżyć się do siebie i choć na kilka chwil oddać się zapomnieniu i wirowi pożądliwej rozkoszy, która zaćmiewała wszystkie zmysły i sprawiała, że nagle, na tych kilka, pięknych chwil... Świat stawał się nawet znośny, prawda? Ich splecione ze sobą, gorące ciała, wspólne ruchy, wspólne myśli, wspólne gesty... W tej chwili różnica ras nie miała nic do powiedzenia. Nie było czego mówić, po co mówić. Działo się - i nie ma po co o tym myśleć.
Poszerzył swój uśmiech jaki ciągle tkwił na jego ustach, gdy tylko usłyszał warknięcie. Oj nu, chciał ubarwić doznania, chyba nie ma tego za złe, prawda? Zwłaszcza że zaczęli się ruszać jeszcze wyraziściej, szybciej i brutalniej, z każdą chwilą czując tą rozkosz co raz lepiej i lepiej... Ekstaza powoli się zbliżała, aaaale do niej jeszcze daleko! No i Len obiecał że ją zadowoli - gdyby doszedł zbyt wcześnie to cóżby to było za zadowolenie?
Jej nagły ruch trochę go zmylił, ale fakt dalszych działań sprawił, że nie mógł tego znieść. Mrużył oczy z rozkoszy, jęcząc wyraźnie z zadowolenia z każdego, kolejnego ruchu, ani na moment nie przerywając własnych działań. Nie mógł być jednak dłużny, więc podniósł sie do siadu i przesunął dłońmi na jej brzuch, obejmując go ramionami, a jego żądne dotyku jej skóry usta wpiły się w jej piersi, obie pokolei darząc ognistymi muśnięciami warg i języka, liżąc, gryząc, ssąc tą piękną, subtelną, miękką skórę. Czuł że dużo dłużej tak nie wytrzyma... Ale nie pozwoli sobie dojść przed nią, dlatego właśnie maskował swoje jęki, by dłużej wytrzymać, przez co jednak co raz brutalniej atakował swoimi ustami jej wrażliwe piersi, a biodra poruszały się co raz bardziej zwierzęco, mocno, prawdziwie "rżnąc" Cednę. Chciał! Więcej! Więcej! Jeszcze!
I choć chciał by to jeszcze trwało, nie był zdolny już dłużej utrzymać swoich modułów na wodzy. Przerwał na moment pieszczenie jej nagich piersi, zaciskając zęby i odpychając ją nieco w tył, by odchyliła się, wchodząc w nią szybciej i szybciej, nie patrząc w tej chwili na ból... - C... Ced... ja z-zaraz... - Ciężko było mu przekazać to... Ale po chwili mogła bez problemu poczuć, jak po serii jęków rozkoszy jednym, finalnym, wyrazistym i głośnym odgłosem wprost z jego gardła oznajmił wejście w ekstazę i dojście, jakie spowodowało dość dużą "eksplozję" w jej łonie, zalewając je syntetyczną odmianą białej krwi... Podciągnął Cednę wyżej, by oparła się o niego, i dysząc ciężko tulił ją do siebie, milcząc.




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on Czw 11 Gru - 20:39
To zadziwiające jak ludzki umysł, nawet i skażony czerwonką jest w stanie pod wpływem wysokiego stężenia endorfin nie tylko zapomnieć o wszystkim dookoła, ale zcentralizować swoje myśli wokół jednej osoby i pragnienia bliskości, a może raczej pożądania jednej osoby. W końcu o uczuciach nie było co tutaj mówić. Pomimo chwilowego przyćmienia, gdzieś tam w tych szarych komórka Łowczyni siedziała mocno zagnieżdżona informacja, że jeszcze do niedawna dwójka androidów brutalnie,aczkolwiek, gdy dało się przyzwyczaić to nawet przyjemnie, zerżnęła Cednę i to z dwóch stron. Przez najbliższe dni, zapewne może zapomnieć o wygodnym siadaniu, a spać będzie na brzuchu.
Jednakże w obecnej chwili, ani na moment jej nie przyszło do głowy wspominać wydarzenia sprzed parunastu minut, ani też myśleć o przyszłych konsekwencjach obecnych czynów. Jako, że liczyło się tu i teraz Rhoneranger najbardziej zależało, aby czuć lepiej, bardziej, mocniej i dłużej wszystko to, nad czym jej umysł nie potrafił nadążyć z odczytem. Iście zalewany tsunami impulsów rozkoszy kolejno wyłączał poszczególne partie, aby polepszyć swoją pracę nad analizą wysokiego stanu przyjemności. Nie potrzebny był wzrok, w końcu z zamkniętymi oczami wszystko odczuwa się znacznie lepiej! Po co węch, skoro i tak nie będą się nawzajem obwąchiwać? O smaku już nie wspomnę… A słuch? No minimalnie go pozostawić przy działaniu można. Te jęki, pomruki, mlaskanie i plask skóry o skórę dodatkowo w jakimś stopniu napędzał układ rozrodczy do produkcji większych ilości endorfin, więc… Jeżeli o dotyk chodzi to właśnie na wzmocnienie jego odczuć najbardziej zależy obecnie mózgowi. Wszystko się teraz kręci wokół akcji i reakcji jednego ciała względem drugiego.
Aomame sama w sobie długo nie mogła powstrzymywać chęci głośniejszych jęków jakie powodowały te wręcz już zwierzęce odruchy dwóch kochanków. Dużo już nawet nie myślała o tym, że ma się poruszać. Mięśnie niczym wbite w trans z własnym zasilaniem przejęły inicjatywę i perfekcyjnie unosiły się i opuszczały na biodra Lentarosa w zatrważającym tempie. Nie spostrzegła nawet, kiedy on się podniósł, ponieważ odchyliła głowę do tyłu i zamknęła oczy z błogim uśmiechem ujeżdżając androida. Po chwili jednakże poczuła wręcz błogie pieszczoty jej piersi, gdy ciepłe usta partnera znalazły się na jej wrażliwej skórze i nachalnie je obśliniały.
Zaatakowana od przodu jak i od dołu nie miała jak się obronić, a jedynie dać ponieść chwili jęcząc coraz głośniej. Ramionami oplotła klatkę piersiową mężczyzny i przycisnęła mocno palce w jego skórę na plecach prawie, że wbijając paznokcie. Czuła, że znajduje się już coraz bliżej tego szczytu rozkoszy i jak tak dalej pójdzie to Cedna po raz kolejny dzisiaj odczuje ten nieziemski stan uniesienia. Jeszcze, jeszcze, jeszcze, jeszcze…
Nie zrobiła wielkiego problemu z tego, że została nagle odchylona. Hah, problemu, dobre. W tym momencie myśleć o czymkolwiek…haha. Złapała jedynie mocno przedramiona Lena i jeszcze bardziej zaczęła jęczeć czując, że w obecnej pozycji jego członek dochodzi do najgłębszych możliwych zakamarków jej podbrzusza atakując te wszystkie najczulsze punkty z każdym pchnięciem. Łono kurczyło się i pulsowało tak intensywnie, że było to wręcz nie do pomyślenia.
- L-L-Len…..- Nawet nie macie pojęcia jak trudne było do wyartykułowania to pojedyncze imię.
W końcu…nagle i w pełni spodziewanie poczuła jak jej podbrzusze zostaje po brzegi wypełnione gorącą substancją, która szybko znalazła ujście obficie wylewając się na zewnątrz po kroczu partnera. To gorąco jak i ruchy były finalnym kluczem do furtki orgazmu Cedny, który zaledwie parę chwil po Lenie zalał jej własne ciało, sparaliżował kończyny i wyłączył umysł. Plecy wygięły się w przepiękny łuk, głowa odchyliła do tyłu, powieki ciasno zacisnęły, a usta szeroko otworzyły wydając z siebie finalny, najdłuższy i najgłośniejszy jęk.
Drżącymi rękami objęła Lentarosa, gdy ją do siebie przyciągnął i bardzo ciężko dysząc pozwoliła sobie oprzeć policzek na jego głowie. Powoli i stopniowo wszystko wracało do normy, obraz stawał się wyraxniejszy i ostrzejszy, odgłosy już nie przytłumione, ale słyszalne. Ostatki uniesienia jednakże obijały się jeszcze po jej ciele, a w szczególności w podbrzuszu, gdzie gorący ejakulat tak samo jak i pulsująca męskość cyborga ciągle były na swoim miejscu. Rhoneranger musiała przyznać, że obecnie nic jej się nie chciało robić, ani cokolwiek powiedzieć, ani zejść, ani się podnieść. Chciała…po prostu… tak siedzieć, dopóki jej mózg się nie włączy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Lentaros on Czw 11 Gru - 22:25
Gdyby w tym były uczucia głębsze od pożądania, nie mogliby oddać się temu w pełni, hamowaliby się, by nie sprawiać sobie bólu (nawet jeśli w tej chwili ból to tylko wspomnienie i nawet gdyby odgryziono mu ramię, to jego system by tego nawet nie spostrzegł), byliby czulsi i w ogóle... A tak, jeśli mowa była tylko o zaspokojeniu swojej żądzy - czy to naturalnej czy zaprogramowanej - mogli pójść na całość, bez obaw o konsekwencje. Żadne konsekwencje... No, może poza paroma śladami na ciele Aomame. Ale chyba nie będzie tak źle, prawda? To dobra cena, czyż nie?
Każda chwila była co raz milsza, co raz lepsza, przyjemniejsza...
Aż szkoda że to jednak już koniec. Znaczy - może i Cedna, jako człowiek miała sił na więcej, ale jednak kontrolowanie nagrzanych do czerwoności płatów egzo-szkieletu, chłodzenie go, chociaż szczątkowa kontrola nad chaosem i ruchami powodowały nadzwyczaj szybki zanik energii w ciele androida. A co? Myślało się że jest na pozytywne wibracje czy jak? Jak większość maszyn - ma swoje zasilanie.
A to zwierzęce rżnięcie się i jeszcze zabawa sprzed kilkunastu minut solidnie odcisnęła się na jego zapasach energii. Teraz, gdy zarówno kobieta jak i on sięgnęli ekstazy, i w jękach, okrzykach rozkoszy oraz w reakcjach ich organizmów dotarli do prawdziwego "arcydzieła" tego działania... To teraz mogli dać sobie chwilę czasu na oddech, prawda?
Wentylowanie jego wnętrza poprzez oddech zimnym powietrzem było nader dobrym podejściem, zwłaszcza że w tej chwili, gdy już nie nagrzewały się dalej - mogły powoli ochłonąć, a jednostka centralna mogła się wybudzić z tego błogiego szału pożądania i uporządkować chaos powstały w całym ciele. Wszystkie systemy wrzeszczały o krytycznym poziomie baterii... Ale w tej chwili nie przejmowano się tym. Jest napędzany w nieco inny sposób niż większość androidów - ni to paliwo, ni to inna energia... Można powiedzieć że ma własny generator energii, swoistego "perpetum mobile", które jedyne czego od niego wymaga czasami, to chwili przerwy. Dłuższej lub krótszej.
Wciąż wyczulone receptory dotyku bez problemu zbierały dane o ciele kobiety, przez jakie przechodziło drżenie rozkoszy, o jej gorącym, nierównym oddechu jaki powoli się normalizował. Nawet pomimo tego chaosu, nieuporządkowane w żaden sposób - nie powstrzymywał napływu kolejnych informacji, żadnych. Wspomnienia jej rozkosznych reakcji, ekstazy do jakiej oboje dotarli nie zacierały się - wciąż istniały, pełne i wyraziste... Stąd obojgu była potrzebna przerwa na "ogarnięcie się". Zdecydowanie.
Uniósł delikatnie kobietę i wysunął się z niej, z cichym westchnięciem, jakoby tęsknym znów do tego uczucia, pozwalając jej wylać z siebie substancję, która pewnie w krótkim czasie mogłaby tam zastygnąć i przyprawić ją o problemy z tą sferą. Po tym geście nie robił już nic więcej w kwestii ruchów swojego ciała, tuląc ją do swojego rozgrzanego torsu i poprostu... Ciesząc się jej bliskością? Coś w tym stylu. Strona logiczna radowała się bliskością istoty humanoidalnej, pod czas gdy obliczeniowa zajmowała się porządkowaniem wszystkich danych. Trwało to kilka chwil, nim jego oddech się unormalizował(lecz nie zanikną - i pewnie szybko nie zniknie), a android zdołał wymówić jakiekolwiek słowa. Może i nie były potrzebne teraz... Ale jednak, nie mogli tu być tak wiecznie - choćby chcieli. - ... To było niesamowite, Cedna-san... Czy sprawdziłem... Się? - Choć często używa zwrotów grzecznościowych w rozmowie z innymi, to rzadko kiedy z taką wyrazistością i... Przyjemnością. Tak - mówił to z przyjemnością, nie z przymusu programu. - Czy w tej... Rodzinie... Drug-On... Znajdzie się miejsce... Dla przedmiotu mojego pokroju? - Może i dziwne pytanie jak na tą chwilę... Ale jednak w jego głowie rysowały się wciąż jakieś plany na dalsze działania - w końcu wkrótce się pewnie rozstaną, a wraz ze stratą Mashiro... Stracił cały cel egzystencji.
Może więc... Choć w Drug-On znajdzie się dla niego miejsce? Może DOGS i ekipa tego zaplutego kundla? Wojsko? Nigdy tam nie wróci... Łowcy? Musi unormować sytuację z nimi, lecz to koniec współpracy prawdopodobnie...
Drug-On... Wydaje się być najlepszym wyborem... No i zawsze jakaś znajoma osoba(nawet jeśli początek ich znajomości był gwałtem na niej), choć i tak wymaga to analizy... Długiej, dogłębnej.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on Pią 12 Gru - 22:22
Tak, ewidentnie, gdyby byli kochankami z prawdziwego zdarzenia wykonujący swoje pieszczoty w geście miłości, byliby łagodni, skupieni nie na egoistycznym zaspokojeniu własnego pożądania i próbach wyciągnięcia swego ciała na granice możliwości seksualnej, a na ucieszeniu partnera i wyniesieniu głębszych refleksji ze zbliżenia. Tymczasem nieludzkie rżnięcie, wręcz zwierzęce pozwoliło im nie tylko osiągnąć wraz z towarzyszącym bólem orgazmy, ale również rozładować napięcie i stres, który w każdym gdzieś się zbiera i rośnie coraz mocniej przytłaczając. Takie jednorazowe, rzadkie przygody napełniają (z pewnością człowieka) optymizmem i siłą do dalszego działania. No…może napawają go tym dopiero po paru dniach, gdy ból pomiędzy nogami powoli zanika. W końcu co jak co, ale Cedna odbyła właśnie brutalny stosunek z androidem. Cybernetyczną istotą, którego układ hydrauliczny jest w stanie dziesięciokrotnie przewyższyć siłę człowieka, co dało się odczuć w nieludzkich pchnięciach i mocnemu zaciskowi.
Obecnie Rhoneranger oddychała coraz głębiej i bardziej stabilnie. Nadal było to sapanie po ogromnym wysiłku, ale jednak ruch płuc się spowalniał i zamiast brać tysiąc płytkich oddechów, skupiał się na stopniowym zwiększaniu objętości powielanego powietrza przy równoczesnym spowalnianiu ogólnej pracy układu. Z zamkniętymi oczami przesiedziała jeszcze chwile czując jak krew w jej głowie intensywnie pulsuje. To ciśnienie także było stopniowo i powoli obniżane, na tyle na ile pozwalało na to ciało.
Wraz z ruchem podniesienia, jej łono ponownie się skurczyło, tak ostatni raz jakby obejmując na pożegnanie swego nowego przyjaciela, który je opuszczał. Ruch ten wywołał bardzo przyjemne odczucie przywołujące z gardła Łowczyni zmęczony jęk, lekko zabarwiony smutkiem. W końcu to oznaczało koniec rozkoszy dla ciała. Mózg doskonale o tym wiedział i rozumiał, że organizm nie ma obecnie siły na dalsze igraszki, ale jak zwykle materalne komórki ciała pomimo zmęczenia chciałby ciągle coś dostawać. Więcej pieszczot, więcej rozkoszy, więcej przyjemności! Nie przerywaj, nie, nie, nie, nigdy! Niieeeee…
Cedna odetchnęła za chwilę głęboko powoli zmuszając swoje ręce do poruszenia się. Sprawdzając jak się sprawują i cyz nie są już tak drżące i odrętwiałe delikatnie muskała opuszkami palców plecy androida robiąc koliste ruchy. Nie wiedziała w sumie czemu to robi. Był czystą maszyną, nie człowiekiem. Ta myśl nie opuszczała jej zwojów mózgowych ani na trochę.
- Mhmmmmm… - Mruknęła patrząc na ścianę przed sobą i marzycielsko się uśmiechając. Len miał rację, to było niesamowite…wręcz… nieziemskie. Brutalny stosunek ma jednak mocne argumenty za, tak samo jak i przeciw. Zmarszczyła następnie brwi słysząc pytanie. Potrzebowała chwili na zrozumienie słów jakie wyszły z jego ust, następnie kolejnej na wyłożenie wszystkich informacji o Drug-On, i przetworzeniu ich na mowę. Ciężki proces dla mózgu, który ledwo co otrzepał się z uniesienia. Odsunęła się do tyłu, tak aby być z Lenem twarzą w twarz. Następnie objęła jego policzki dłońmi i dokładnie przyglądnęła się jego mechanicznym oczętom.
- Drug-On? Planujesz dołączenie, huh? Jesteśmy… dosyć specyficzną grupą pełną wielu różnorodności, więc o ile jesteś dobry w boju nie widzę, aby szef miał jakiekolwiek obiekcje co do twojego członkostwa… W naszych szeregach znajdzie się każda rasa, więc nie powinieneś czuć się zanadto inny. Jeżeli mogę zapytać… - Opuściła już ręce na dół kładąc je na swoje uda, które ciągle oplatały biodra Lentarosa, ponieważ poza „rozłączeniem” Cedna z niego jeszcze nie zeszła. - …czemu chcesz dołączyć?
Spytała chcąc wiedzieć jakie są pobudki tego androida. Jej ex-gwałciciela, obecnego przygodowego kochanka.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Lentaros on Pią 12 Gru - 22:56
Cóż, może w wypadku androida to nie było rozładowanie stresu, a coś jakby gest... Desperacji? Chęć rzucenia się w wir odczuć, by zapomnieć o tym, co przed chwilą stało się z Mashiro? Tak... Mashiro...
Dokładnie... To zdecydowanie był atak na jego programowaną świadomość, by ten widok nie przewijał się przed jego wizjerami, nie był analizowany cały dalszy czas. A to, że Cedna się zgodziła, było pięknym zrządzeniem losu, jakie pomogło androidowi na choć częściowe odzyskanie równowagi w swoim systemie. Raduje go że przez natężenie tych danych wirus nie był w stanie zaatakować jego systemu motorycznego, bo to mogłoby się skończyć nader nieprzyjemnie dla kobiety. Na szczęście... Dokładnie, na szczęście nie miał z tym problemu.
No... Może i gdyby nawet nie zauważył tego, że został przejęty przez wirus, to i tak by to nic nie zmieniało. Całe jego ciało wtedy krzyczało jedynie o "więcej"... Więc pewnie by tylko szedł dalej wzdłuż gestów i ruchów, bez obaw ataku skierowanego na czarnooką. To też w sumie dobrze...
Szczątkowa analiza reakcji kobiety mówiła, że także i ona odzyskuje powoli kontrolę nad swoim ciałem, wycisza je i uspokaja, choć w dużo wolniejszym tempie niż androida. To dość dziwne w sumie - ciało ludzkie nagrzewa się dużo szybciej, i równie szybciej traci to ciepło, więc teoretycznie Len powinien być jeszcze długo w tym stanie chaosu... Moment, ciało. Fakt, ciało dalej było ludzko rumiane, wcale w sumie nie zmieniło wiele barwy od tamtego momentu. Nu okey, tu jednak hydraulika wygrała po całości. Dalej jest "ludzki", heh. Przynajmniej jeszcze. Plus jest taki że robi za miły grzejnik dla nagiej łowczyni, prawda? Jej reakcja na ruch też była łatwa do przewidzenia... W końcu, nawet jeśli ich ciała nie miały na to sił - to zarówno moduł erotyczny, jak i skupiska nerwów chciały dalej tych przyjemnych, rozkosznych gestów. Nah... Przerwa...
Cóż, pomimo iż wciąż nie był człowiekiem, nie zmieniało to faktu że dla jej ciała był człowiekiem, człowiekiem przynajmniej w tej chwili jej bliskim. Człowiekiem, jakiego w tej chwili ciało nie chce opuścić, przynajmniej póki znów nie podda się pełnej kontroli umysłu. Ciche pomruki zadowolenia wydawały się mimowolnie z modułu mowy Lena, gdy czuł dotyk ciepłych, czułych dłoni na swojej syntetycznej skórze. Wciąż jego receptory czucia były wyczulone, więc te gesty były nader... Przyjemne. Odpowiedź kobiety sama w sobie była w zupełności wystarczająca. Uśmiechnął się do niej, i kiwną nieznacznie głową z wdzięcznością. - Dziękuję... Za to że się zgodziłaś... - Był jej wdzięczny w tej chwili, naprawdę. To, co zrobili tu razem, gdyby musiał zrobić jakiś równoważny wysiłek by móc odciąć się od danych o śmierci Mashiro... Cóż. Porównywalnie musiałby wymordować kilka bestii, lub kilkudziesięciu ludzi. Dobrze więc że Cedna się... Poświęciła? Choć wątpię by ta ofiara dla niej była aż tak nieprzyjemna, hehe. Przynajmniej póki jeszcze nie zaczęła odczuwać bólu...
Dał jej czas na przetrawienie jego słów, by mogła odpowiedzieć. Był świadom tego że jej umysł jest jeszcze wciąż częściowo w krainie rozkoszy i przyjemności, więc nie popędzał, w spokoju oczekując odpowiedzi, ciesząc się póki co jej bliskością na tyle, na ile dawał mu możliwości jego program. Wczuwał się w jej ciepło, w jej oddech, jej dotyk...
No, do momentu gdy nie odsunęła się nieco, wpatrując w niego z dłońmi trzymanymi na jego polikach. Dość dziwny sposób skupienia uwagi na jednym punkcie, ale nie będzie marudził. Przysłuchał się uważnie jej słowom, ale na pytanie czy planuje dołączyć do nich wzruszył od razu barkami, w geście niepewności. Nie mógł powiedzieć "tak, chcę to zrobić, najlepiej teraz". Nie miał pewności...
Ale to był najlepszy wybór teraz.
Gdy w końcu nastąpiła dłuższa przerwa, gdzie oprogramowanie uznało, że w końcu może zmusić moduł mowy do głosu... W tej chwili właśnie nie miał pewności, co konkretnie powiedzieć. Jego spojrzenie przeniosło się na miejsce, gdzie leżał pozostały po Mashiro element jego egzoszkieletu, po czym wróciło na oczy Aomame, przekrzywiając swoją głowę lekko na bok. - Cóż... Organizacja w której każdego dnia ustalacie sobie własne cele, dawane wam przez innych... To coś, czego potrzebuję. - Westchnął cicho, kładąc dłonie na jej kolanach (cóż, miał je najbliżej), po czym kontynuował, nieco... Przygnębionym tonem, choć to może wrażenie. - Przedmiot bez celu swej egzystencji nie ma po co jej kontynuować. Moje cele się skończyły. Nie mam dalszego celu w byciu Łowcą, gdyż zapewne wszyscy, których chciałem zabić, nie żyją już... A osoba, której za cel uznałem sobie obronę... - Powiódł spojrzeniem znów w kierunku tego, co pozostało po jego byłym "ukochanym", spuszczając głowę milcząco. Przez krótką chwilę nie mówił nic, by następnie jednak zmotywować się do dalszej wypowiedzi. - Widziałaś sama... Stąd też, sądzę że Drug-On to jedyna alternatywa, oprócz dezaktywacji... Acz nie jestem jeszcze tego pewien. To jedna z, niewielu już innych opcji... - Zamkną oczy, milcząc już po tych słowach. Nie musi mówić więcej... I tak powiedział dużo. Były łowca, bez celu, bez powodu w egzystencji, osamotniony w swojej egzystencji, który przed kilkunastoma chwilami stracił właśnie kogoś, z kim udało mu się odnaleźć "wspólny kod"... Tiaaa...




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Gość on Sob 13 Gru - 21:51
Cedna czując, że jej tętno jak i cały organizm się uspokaja rozluźniła się jeszcze bardziej i poruszała na próbę barkami ciągle obserwując Lentarosa ze swojego miejsca. Smolistymi oczami przewijała centymetr po centymetrze jego twarz dokładnie obserwując zaprogramowaną mimikę. Doprawdy pomimo, że znała maszyny od podszewki i dobrze wiedziała jak co działa, to i tak zawsze z zafascynowaniem obserwowała każdą akcję sprzężonych systemów.
Wyprostowała się i odrzuciła niesforne kosmki do tyłu, aby nie rozpraszały jej uwagi w trakcie wsłuchiwania się w wypowiedź towarzysza, który ewidentnie przejawiał oznaki sporego niezdecydowania. Wahał się nie mając pojęcia co dokładnie ze sobą zrobić. Aomame oblizała powoli wargi mrużąc przy tym oczy i odchylając głowę jeszcze nieco bardziej do tyłu. Śmierć poprzedniego androida ewidentnie odcisnęła swoje piętno na jego procesorze. No jak nic byli mocno związani. Kto wie, może byli pseudo braćmi stworzonymi przez tego samego osobnika. Skoro twórca był tak kreatywny, żeby stworzyć moduł erotyczny, Rhoneranger nie widziała przeszkód, aby stworzył podwójną wersję. Fetysz na braciszków? Jak nie ta zdecydowanie absurdalna teoria to parę innych. Kobiecie jednakże nie chciało się w to tak zagłębiać obecnie.
Jako, że mózg powracał do dziennego użytku mogła ponownie funkcjonować normalnie i przemyśleć parę spraw. Tym samym, mogła już wrócić do siebie. W końcu android obiecał wskazać jej kierunek, a umów jak sam twierdził – dotrzymywał.
- Tak, masz rację. – Odparła, gdy przyszła mowa o egzystencji i mimowolnie powiodła wzrokiem na ręce spoczywające na jej kolanach. Po chwili powróciła do jego twarzy nie zmieniając swojego skupionego wyrazu. Spokojnie czekała, aż Len zbierze się w sobie i powie coś więcej.
- Hmmm… rozumiem twoją sytuację, Len. – Powiedziała po dłuższej chwili ciszy kładąc rękę na jego ramieniu i ściskając przyjacielsko. Równocześnie uśmiechnęła się delikatnie, tym uśmiechem dodającym otuchy. Następnie Cedna zebrała się w sobie i wstała z Lena. Trzeba przyznać, że z nie małym wysiłkiem, który zamaskowała, ale nie udało jej się już, aż tak dobrze powstrzymać się od krótkiego skrzywienia, gdy ból dolnych partii przeszył jej ciało.
Tak, ewidentnie będę miała spore problemy z chodzeniem i siedzeniem… pomyślała prostując się i odwracając w stronę miejsca, gdzie istniała skrzynia utworzona przez białowłosego cyborga. Teraz znajdowały się tam resztki oraz jej płaszcz i karabin. Przeszła parę kroków próbując za wszelką cenę iść normalnie, ale widać było po lekko sztywnych ruchach, że ma z tym problemy.
- Też niegdyś należałam do Łowców. Gatunkowo ciągle nim jestem, ale moją własną chęć zemsty porzuciłam 20 lat temu, więc opuściłam organizację nie widząc sensu w mym dalszym działaniu. Drug-Oni przyjęli mnie „z otwartymi ramionami”, że tak powiedzmy i jak na razie jestem bardzo zadowolona z bycia jednym z nich. – Po drodze podniosła to co pozostało z jej ubrania. Spodnie wraz z bielizną były rozszarpane, ale spięte pasem jako tako osłaniały częściowo jej ciało. Górna część ubioru, także była w stanie beznadziejnym, ale lepszy taki chłam niż żaden. Przynajmniej płaszcz pozostał nietknięty, dzięki czemu zapięta po samą szyję spokojnie dotrze do warsztatu nie rzucając się w oczy. Na jej usta wystąpił triumfalny uśmieszek. Sięgnęła po karabin.
- Sądzę, że możesz spokojnie spróbować swoich sił jako Najemnik. - Popatrzyła na niego przez ramię. - Zostaje się nim z różnych powodów, ale w głównej mierze jest to chęć zysku i brak jakichkolwiek innych alternatyw w życiu. Rozumiesz? Życie dla samego życia. Czyli w sumie takie „bezcelowe” przetrwanie. Dlatego też wiedz, że nikt ci raczej nie obieca, że odnajdziesz swój cel egzystencji, gdy dołączysz do Drug-On’ów, ale z pewnością wypełnisz sobie czas i kieszenie. No i poznasz wieeeeelu ciekawych ludzi. – Powiedziałą obserwując swój karabin, a następnie ponownie położyła go na ziemi i zaczęła się powoli ubierać.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Lentaros on Sob 13 Gru - 22:51
Jego uwaga w tej chwili nie pochłaniała za nadto jej zachowanie. Pewnie gdyby uznała że teraz jest dobry moment by odegrać się za gwałt i wbiła mu nóż między oczy, uszkadzając jego jednostkę centralną i w rezultacie niszcząc go - nie zwróciłby uwagi na to... Na szczęście jednak, Ced nie okazywała się taka mściwa i nie chciała go w tej chwili rozmontować na zupełne drobniaki za to, co zrobił razem z Mashiro jej ciału. Jej! Tyle radości i szczęścia! Ale pewnie kiedyś będzie jednak miała do niego o to pretensje, kiedyś. Na pewno.
Ale póki jeszcze nie, to radość!
Teorie o tym co łączyło jego i Masha mogły być różnorodne - ale praktykę zna w tej chwili tylko Len i nośnik danych, jaki pozostał z jego byłego "ukochanego". Tak... Byłego... Tego, który przestał już egzystować. Musi jednak jakoś z tym istnieć dalej, ze stratą kogoś, z kim tak się zidentyfikował i zintegrował.
Z wyglądu wydawał się zignorować jej pierwsze słowa, choć faktycznie je usłyszał, a przyznanie racji było przewidywanym aspektem reakcji z jej strony. W końcu - kto inny jak nie właśnie człowiek najlepiej zrozumie jakiegoś typu "emocje", nawet takie sztywne i ledwie prawdziwe, jak te które towarzyszą teraz Lenowi? Dokładnie.
Powiódł receptorami wzroku na miejsce, gdzie wyczuł lekki ścisk dłoni. Jego ramię, które bledniało w oczach, uciskane niezbyt mocno, w żadnym celu bojowym czy negatywnym... To raczej był gest... Przyjaźni? Zrozumienia? Uniósł głowę i obrócił ją w kierunku brunetki, dopatrując się w niej rozwinięcia tego tematu. Rozumie... Wiele osób mogłoby bez problemu ją zrozumieć, ale niewiele jest w stanie coś poradzić. A co z czarnooką? Wesprze jakąś radą dla spracowanego i wyniszczonego wirusem systemu 0-178E?
Zabrał dłonie z jej kolan, widząc iż próbuje się podźwignąć do pionu i podnieść. Obserwował w ciszy jej starania, w razie czego będąc na tyle sztywnym, by z powodzeniem robić za podparcie w celu powstania z podłoża. I tak plus był że ten płaszcz tak dobrze leżał - gdyby nie to, to pewnie mogłaby nieco pościerać ciało na podłożu. Ale że był "kocyk" i wygodny "fotel" w postaci androida, to jedyny ból jaki odczuje, to ten między nogami, nie ich, i zresztą był łatwo dostrzegalny. Poruszała się lekko sztywnie, prawie jak on gdy nie używa wgranych mechanizmów "ludzkiego" ruchu, starając się unikać gwałtownych otarć w tamtych miejscach. On również podniósł się ze swojego "legowiska" i zerwał z podłoża płaszcz. W paru miejscach się podarł od ich "ruchów", ale wciąż był na tyle znośny, by go jeszcze nosić przez jakiś czas. Kilkoma, szybkimi ruchami "wytrzepał" go w miarę skromnych możliwości z czego się dało (choć nie ze wszystkiego się dało, ale na szczęście woda zmyje "dowody", hehe). W między czasie odezwała się kobieta, więc, skupiając na niej swój słuch, rozpoczął poszukiwania swoich przedmiotów. Całkiem szybko namierzył spodnie, które zaraz po tym włożył (również nieco je podzierając butami, ale cichosza, w razie czego to on walczył, nie niezdarnie wkładał), a następnie wrócił do dalszych poszukiwań. - Łowczyni? - Spytał, gdy zakończyła przez chwilę swoją mowę, wkładając podarty płaszcz. Nie zapinał go jeszcze - jeszcze nie miał w pełni skompletowanego ekwipunku ku temu. - Może i dla mnie też znajdą jakiś kącik... Choć powątpiewam o "ludzkie" traktowanie. - Prychną cicho przy słowie "ludzkie". Zdecydowanie nie spodziewał się posiadania pokoju czy czegokolwiek, co by odróżniało go od robota sprzątającego. Gdyby dostał szafkę na mopy to już by był pewnie szczyt szczodrości. Zlokalizował cztery przedmioty, których położenia wcześniej nie zapisał w pamięci. Dwa z nich były bronią Mashiro, jedną jego... A czwarta był to pistolet, po którym wypalona rana dalej "warczała" w jego systemie, choć android nie zwracał na to uwagi. Po lokalizacji, przeszedł się troszkę dalej i odnalazł broń Cedny, z jaką potem do niej wrócił. W międzyczasie łowczyni widocznie zorganizowała swój ekwipunek, to też odłożył jej broń do miejsca gdzie leżała takowa, po czym skierował się do swojej broni. Podniósł jego wysłużone, wierne ostrze i oceniając jego stan, receptory słuchowe przechwytywały głos łowczyni. - To zawsze dobry początek poszukiwań, Mon Cherie. - Z ostatnimi słowami zjednał się odgłos zatrzasku ostrza w pochwie, gdy skończył oceniać jego stan, po czym została ona włożona za pas, a Len zbliżył się do Cedny, i nim jeszcze ubrała się, złożył pożegnalne, czułe muśnięcie chłodnych warg na jej szyi, by następnie splecieć ramiona na swojej klatce piersiowej, spoglądając ku wyjściu. - Obiecałem wskazać kierunek... Ale może cię odprowadzę? Nie wyglądasz jakbyś była na siłach walczyć z zagrożeniem, a takowe na pewno się tam czai. Jeśli będzie ci to przeszkadzać - odprowadzę do pewnego momentu i by nikt z Drug-On nie zauważył cię ze mną - rozstanę w bezpiecznej odległości od Smoczej Wieży. - Po tych słowach oczekiwał w stanie "oszczędzania energii", czyli z zamkniętymi oczyma i "otwartymi uszami", oszczędzając energię by takowa mogła się powoli zregenerować. Jeśli nadarzy się walka - musi jej posiadać jak najwięcej.




Can you understand?
What makes a man, hate another man?
Help me understand.
avatar





Lentaros
Kat   Zbuntowany android
GODNOŚĆ :
Masaki. O to i jego nowe imię, lecz Lentaros wciąż obowiązuje.


Powrót do góry Go down


Re: (S) Ruiny laboratorium.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 17 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next

Powrót do góry

- Similar topics