:: Eden :: Las Życzeń




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Wto Lip 22, 2014 4:20 pm
ROZISKRZONA ŚCIEŻKA
Pośród olbrzymich drzew prowadzi ścieżka. Nie jest jednak to typowa droga wydeptana przez stopy, ani taka w której wiele kół i kopyt wyłupało koleiny. Nie. Droga ta zrobiona jest z czarnego kamienia, który przecinają białe żyłki i arterie. Czuć w nich magię żywiołów, gdyż właśnie dzięki nim Aniołom udało się wydobyć kamień i ułożyć go w tę idealnie prostą i równą ścieżkę. Dokąd prowadziła oraz gdzie się zaczynała? Kto wie. Wielu szukało odpowiedzi, nikt jednak nie udzielił jej na głos. Legendy mówią że do Edenu, miasta Aniołów, lecz niektórzy twierdzą że już sam las jest częścią ich ziem i nie można o tym zapominać.


Cóż za nieszczęście spotkało Fechmistrzynię tego dnia! Nie dość, że zerwano ją z łóżka wcześniej niż zwykle, to jeszcze wysłano na zwiady. Cóż, już od początku jej pobytu w klasztorze wszem i wobec uskarżano się na brak ludzi. Nie znaleziono jeszcze zastępczego Inkwizytora, a o zaufanie mieszkańców Desperacji jest bardzo ciężko. Dziewczę westchnęło żałośnie, brnąć przez pustynię prosto w paszczę lwa. Czego mogła się spodziewać? Raczej nikt nie rozpozna w niej wroga, była jedynie niewinnym dziewczęciem. Pytaniem było raczej czy jej uda się nie zdradzić gdy spotka pierwszego skrzydlatego. Jak zareaguje? Co zrobi? Czy poczuje nienawiść jaką w nią wpajają od trzech lat, czy też podekscytowanie związane z opowieściami jej Trenera?
Gdzieś w głębi duszy wiedziała, że to wcale nie jest taki zły pomysł wyruszyć do  miasta aniołów. Aktualnie było to jedyne miejsce w którym mogłaby się schronić po ucieczce z Desperacji, o ironio. Skrywać się u własnych wrogów, tych, których jej pobratymcy mordowali z zimną krwią. Grzeszyli, powiedzieliby tutejsi mieszkańcy. Lecz czy grzechem można nazwać wykonywanie rozkazów i bezgraniczne posłuszeństwo? Czym zatem jest święta wojna? Czemu Bóg nas opuścił? Czemu mordował? Zapewne powinna zadać te pytania komuś z tych okolic. Ciekawe czy by odpowiedział.
Czarny kamień stukał przyjemnie pod jej trzewikami. Jak dawno nie widziała takiej ilości zieleni! Mimowolnie uśmiechnęła się półgębkiem i zzuła trzewiki. Wzięła je w lewą dłoń, gdyż prawą trzymała na rękojeści miecza przytroczonego do paska. Zapewne wyglądało to dosyć zabawnie, szczególnie że dzieło uwieńczała zielona sukienka do kolan oraz brązowa pelerynka. Włosy rozpuściła, pozwalając im powiewać na wietrze. Dziś były ognistorude. Mimowolnie kopnęła żołędzia, który przypadkiem znalazł się pod jej stopami. Daleko jeszcze? Gdzie dokładnie leży Eden?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Wto Lip 22, 2014 6:08 pm
To nie to, że Archanioł nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z domu. Po prostu czasem są takie dni, aby najlepiej nie opuszczać mury swojej skromnej rezydencji. Jednak los chciał inaczej i zmusił go, aby ruszył swoje łaskawe cztery litery w zasadzie po nic konkretnego. Chyba po prostu nie umie siedzieć na dupie w jednym miejscu. Tak, to zdecydowanie musi być to. 
Standardowo przy sobie miał kruka. Nawet jeśli zostawiłby to nieszczęsne stworzenie w domu, ten jakimś sposobem wymsknąłby się i znalazłby swojego właściciela, żeby podokuczać mu swoją osobą. Tak teraz spokojnie siedział na jego ramieniu i nie zrzędził, co miał w zwyczaju robić. Aż dziwne, że ma wyostrzone zmysły słuchu i nawet nie ogłuchł, w chwili, kiedy dosłownie nad uchem wydziera mu się te złośliwe stworzenie. 
Poszedł się przejść, przy okazji rozmyślając nad ostatnim zdarzeniem. Wiedział doskonale, że walkę z Ezrą ma nieuniknioną, mimo tego starał się ją przedłużyć jak tylko mógł. Nie jest osobą, która wielbi rozwiązywać konflikty za pomocą broni, a i nie chce wybudzić czy ukazać swojej prawdziwej mocy. W końcu nie bez powodu nazywają go Wojną. Z całego zamyślenia, wyrwało go głośne kruczenie ptaka. Początkowo myślał, że chce zwrócić na siebie uwagę. Jednak, gdy swój wzrok skierował przed siebie (wcześniej patrzył pod nogi, na czarny kamień, który sam tutaj kładł), dostrzegł tam kogoś. Pogorszony wzrok nie stanowił problemu, aby stwierdzić, że to jest właśnie kobieta, na domiar piękna, ponieważ tym razem nie zapomniał włożyć soczewek do oczu. Zielona suknia, która nieznacznie zaznaczała jej smukłą sylwetkę, do tego brązowa peleryna, a o ognistorudych włosach już nie wspomni. Na twarzy Guerre zagościł delikatny, nic nieznaczący uśmiech, który po chwili zdjął, a jego mimika tym samym przybrała poważniejszego wyrazu twarzy. Nie wiedział kto to i czego tutaj szuka. Zapewne dążyła do Edenu, ale po co? Czego tam chciała, czego pragnęła... A może się zagubiła albo tylko zwiedzała? W końcu nieskazitelna zieleń rzucała się w oczy, a jaki widok prezentowała. A to wszystko dzięki ich rasie i jego, Guerre rozkazom. Miał jednak na tyle odwagi w sobie, by podejść do nieznajomej dziewczyny, kompletnie nie znając jej zamiarów. Podrapał się po potylicy, zaraz jednak zdejmując Morta z ramienia. Uśmiechnął się delikatnie, przyjaźnie do kobiety, trzymając kurczowo ptaszysko w dłoniach. 
- Zgubiłaś się czy szukasz czegoś konkretnego? Jeśli chcesz zerwać bukiet kwiatów, to mogę zaprowadzić Cię do nic - odparł spokojnym, aksamitnym głosem, puszczając ptaka, który z powrotem przysiadł na jego ramieniu. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że ma właśnie do czynienia z kapłanką. Nie ma między nimi zbyt dobrych relacji i nie ma w tym nic dziwnego. Poza tym, po co kapłanka w takim miejscu? Skoro tutaj szła, z pewnością nie miała dobrych zamiarów.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Wto Lip 22, 2014 6:43 pm
Powoli, uciążliwa misja stawała się przyjemnym spacerkiem po lesie. Zieleń oraz świeże powietrze wprawiły Brankę w dobry humor, tak samo jak szelest listowia i od czasu do czasu przemykające po okolicy zwierzęta. Tu wiewiórka, tam królik, gdzieś w krzakach śpiewały ptaki. Miała szczerą ochotę zejść ze ścieżki i zapolować. Dawno już się nie skradała, a jeszcze więcej czasu minęło odkąd jadła dobrą potrawkę z królika. Co jak co, ale zapasy w Desperacji były tak skromne że traciło się apetyt na myśl o gotowanej fasoli i mulistej wodzie do popicia. Aż charknęła niezadowolona, wracając do podziwiania przyrody. Gdzieś spod paproci wychylał się fioletowy kwiatek. Zbliżyła się do niego, ubolewając że nie zna się na ziołach. Może gdyby go ostrożnie wykopała i zaniosła do domu... zawsze to odrobina zieleni i radości pod ręką. Ciche westchnienie wyrwało się z jej piersi. Pomyślała jak przyjemnie byłoby poczuć jak ktoś muska jej skórę delikatnymi płatkami kwiatu... jakiegokolwiek. Wstała i ruszyła dalej.
Nagle, jakby spod ziemi, wyrósł przed nią facet wielki jak dąb. Przynajmniej dla niej, jako że sama jakaś wyjątkowa wysoka nie była. Omal na niego nie wpadła, ale na szczęście szybko odskoczyła w bok, krzyżując nogi i zwracając twarzą do obcego. Nie wyglądał na złą osobę, nawet uśmiechał się dość sympatycznie, jednak dobrze wiedziała że nie powinno jej to zwieść. Inni wyznawcy zawsze powtarzali, że anioły to zdradzieckie stworzenia, które nie zawahają się przed wbiciem noża prosto w pierś. Toż nawet skrytobójcy mieli więcej wyczucia dobrego smaku! Jej szeroko otwarte ślepia śledziły każdy jej ruch, jak się zbliża i otwiera usta żeby się odezwać. Zmarszczyła lekko brwi. Czy będzie wypowiadał jakieś zaklęcie żeby spalić ją żywcem? Albo zamrozić? Jej dłoń mimowolnie spoczęła na rękojeści miecza. Trzy sekundy zajmie jej wydobycie go z pochwy, kolejne trzy zadanie szybkiego ciosu, ewentualnie jedna na skuteczne pchnięcie. Na razie jednak starała się nie wyglądać na wrogo nastawioną, jako że i on nie wykazał chęci do walki.
Tak bardzo zamyśliła się nad sprawną obroną, że nie dosłyszała słów mężczyzny. Zaprowadzić do... Zmarszczka między brwiami jeszcze się pogłębiła. Wyprostowała się, patrząc na niego nieufnie. Zapewne wyglądała teraz jak spłoszony królik, jak niewinne, zagubione dziewczę. Kącik warg zadrgał w drwiącym uśmieszku i momentalnie znikł. Choć równie dobrze mógł to być uśmiech nieśmiały i pokorny.
- Powiedziano mi, że mieszkają tutaj anioły. Jesteś jednym z nich?
Głos był spokojny, beznamiętny. Mimo zadanego pytania nie było w nim słychać nawet najdrobniejszej nuty zainteresowania. Jedynie oczy skrzyły się czymś co nie pozwalało odwrócić od nich wzroku.
Pomyślała o swoim Mistrzu. Co byś zrobił na moim miejscu? Prosić go o pomoc czy zabić na miejscu? Muszę wiedzieć jakie posiada moce i jak wielka jest jego siła. Proszę, opiekuj się mną!



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Sro Lip 23, 2014 12:40 pm
Spłoszone dziewczę doprawdy było niskie w porównaniu do niego. Ale za to jaka urokliwa. Wyglądem zapewne nie jednego oszołomiła, a i uratowała sobie życie. Drobny filtr, trochę wprawy... nic trudnego, powiedziałbym. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy odskakiwała w bok. Na swój sposób był to uroczy widok, niemniej jednak ciągle powinien trzymać się na baczności. W końcu nadal nie wie, kim jest i czego tutaj szuka. Zauważył też, że dziewczyna kładzie dłoń na swojej rękojeści od broni. Drobna nieuwaga i leży plackiem na czarnym kamieniu. I wcale aniołowie nie byli takimi niewdzięcznikami, jak to plotki o nich niosą. W końcu to oni ogarnęli świat przed prawdziwą apokalipsą, ale nikt tego już nie docenia. Nie doceniają faktu, że teraz żyją dzięki rasie aniołów, ani tego, ile trudu w to wszystko włożyli. 
Pytanie dziewczyny trochę go... zaniemówiło. W pierwszej chwili nie wiedział, co miał powiedzieć do póty jego kruk nie wydał kolejnych, upierdliwych odgłosów. Poszerzył uśmiech, który teraz wydawał się zobojętniały na sytuację. Niewiele później on znikł, a mimika Guerre spoważniała nieco, jednak wciąż kobieta mogła wyczuć aurę pokoju i delikatnej nieuwagi na ewentualne ciosy. Podrapał palcem brzuch ptaszyska, zerkając na niego przez ułamek sekundy. Szybko jednak wrócił spojrzeniem na kapłankę, która z ogromną cierpliwością wyczekiwała odpowiedzi anioła, sądząc, że to jest właśnie on. 
- Nie, nie należę do tej rasy. Nawet nie myślałem, że coś takiego tutaj mieszka - mruknął spokojnie, a przede wszystkim wiarygodnie, zabierając palec od ptaszyska. 
Jego ostrożność wzrosła. Nie miał zamiaru mówić, kim tak naprawdę jest, a tym bardziej zaprowadzać tę osobę do Edenu. Nie wie kim jest, nie zna jej imienia, skąd pochodzi, czym się zajmuje... A nawet jeśli będzie to już wiedział i tak nie zaprowadzi ją do Edenu. Mimo tego, jego wzrok ciągle był obojętny na sytuację, jakby teraz nic go nie obchodziło, a wcale tak nie było. Grę aktorską miał w małym palcu, to też mógł poudawać zupełnie kogoś innego. 
- Po co chcesz tam iść? - jego tonacja głosu nie zmieniła się, tak samo jak zachowanie. Nadal był obojętny, spokojny. Obserwował każdy jej ruch, mimikę, zachowanie... Jeżeli będzie miał to na uwadze, nic złe się nie stanie. Gorzej, jak dojdzie do jakieś walki... Nie miał przy sobie aktualnie żadnej borni, nie licząc artefaktu i mocy, jaką posiadał.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Sro Lip 23, 2014 2:23 pm
Rudowłosa przeniosła spojrzenie na kruka. Sama zawsze chciała podobne ptaszysko żeby przesyłać i odbierać korespondencję. Co jak co, ale zabawa w telefony komórkowe w Desperacji była wielką głupotą. Jak je później naładować? Przecież tam nie ma ani krzty elektryczności! Zamrugała kilkakrotnie nim ponownie spojrzała na mężczyznę. Odezwał się, a ona słysząc jego słowa skrzywiła się z niesmakiem. Jak to możliwe, że nie jest aniołem skoro szedł tą drogą, w dodatku w przeciwną stronę co ona? Zdecydowanie nie szedł z pustyni, bo był to całkiem przeciwny kierunek. W takim razie mógł zmierzać jedynie z Edenu. Wyznawcy jednak mieli rację, aniołowie to straszni łgarze. A przecież to grzech, czy tego nie wiedzą? Czy nie powinni być najczystszymi istotami jako ci najbliżsi ich Bogu? Setki pytań przewinęły się przez jej głowę gdy obserwowała jak mężczyzna ją uważnie lustruje. Możliwe że znał się na ludziach, nie powinna go lekceważyć w takim razie.
Nabrała powietrza w płuca i wyprostowała się. Lekki, miły uśmiech rozpogodził jej twarz, zaś prawa dłoń, mimo że nadal aktywna, puściła rękojeść i wylądowała na jej biodrze. Zgarnęła także z czoła niechciany kosmyk włosów, oraz podrapała się po nosie. Wszystko tak naturalne! Najwyraźniej nie tylko on był dobrym aktorem.
- Przecież każdy wie, że jedyna zieleń jaka została na tym świecie pochodzi z Edenu. Taki duży, a tak brzydko kłamie.
Z rozbawieniem uniosła palec i pogroziła mu. W jej oczach zaskrzyły się rozbawione iskierki. Dla uwiarygodnienia swojej roli przykucnęła jeszcze i założyła buty. To takie niegrzeczne z jej strony rozmawiać z nieznajomym boso! Choć nie tylko ona była tutaj nieuprzejma. Mężczyzna ani się nie przedstawił, ani nie poprosił jej o wylegitymowanie się. Równie dobrze mógł ją podejrzewać o niecne czyny i się mylić!
Po chwili poderwała się się gwałtownie z ziemi i odwróciła znów w jego stronę. Jej uśmiech jeszcze bardziej pokraśniał, zdecydowanie rozpogadzając i odmładzając jej twarz. To był dziecięcy uśmiech.
- Mówiłeś, że zaprowadzisz mnie do kwiatów. Podobno w tutejszych ogrodach są przepiękne kwiaty. Chodźmy!
Nawet uniosła lekko prawą dłoń, wyciągając ją ku niemu. Jak dobry tatuś czy opiekun mógł ją zaprowadzić za rączkę do ogródka. To było tak urocze zagranie, że raczej nie powinien odmówić.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Sro Lip 23, 2014 3:14 pm
Każdy kłamie, nie ma wyjątków. Czy to anioł, czy zwykły śmiertelnik... Kłamią. Niektórzy mniej, zaś inni na okrągło. Jego kłamstwo nie było grzechem, skoro tym samym bronił swojego życia, a także i innych. Zresztą, drobna gra nikomu jeszcze nie zaszkodziła, a i kapłanka z pewnością nie była niewiniątkiem. Można rzecz, że grzeszyła urodą, którą z pewnością wykorzystywała do niecnych czynów, ale kogo to obchodzi. 
Prychnął z uniesionym kącikiem ust, słysząc jej słowa. Przyłożył dwa palce (wskazującego oraz kciuka), do swoich ust jakby w zastanowieniu, mając w pół zamkniętą dłoń. Tak naprawdę nie myślał o niczym. Wiedział już, co ma powiedzieć, ewentualnie co zrobić. Nie spuścił spojrzenia zielonych oczu z kapłanki, jednakże jego spojrzenie nieznacznie rozpogodziło się. Dlaczego? Dobre pytanie. 
- Kłamie nie kłamie trzeba być... ostrożnym - powiedział po chwilowej pauzie, gestykulując ostatnie słowo dłonią. Skoro poniekąd dziewczę go przejrzało, nie ma sensu dalej łgać. W końcu nie powinien, ale czy ktoś zwraca na to szczególną uwagę? Nie sądzę.
Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, kiedy kobieta wymachiwała na niego palcem. Najchętniej złapałby go i odsunął od siebie, dając w ten sposób jakąś aluzję, ale w ostatniej chwili powstrzymał się. I fakt, kulturą osobistą nie popisał się, za to dziewczyna nie była lepsza. Również mogła się przedstawić, a z początku nie musiała kłaść dłoni na rękojeści miecza, stresując i siebie i Guerre. On nie miał złych zamiarów, jednak do tej pory nie wiedział, w co gra kobieta. Może również nie chce żadnych potyczek? W końcu niepotrzebny konflikt, to nic przyjemnego. A on ciągle obserwował kapłankę, rejestrując każdy jej ruch i trochę więcej. W między czasie, gdy kapłanka ukucnęła, aby założyć swoje trzewiki, ten podrapał się pod boku szyi, tym samym przypominając sobie, jak był duszony przez upadłego... Szybko jednak tę myśl odrzucił, bo i zaraz dziewczyna zerwała się dość energicznie, odwracając się w stronę Fabiana. I tak, było to z pewnością nieczyste zagranie z jej strony. Temu zachowaniu po prostu nie mógł odmówić. Byłoby to jeszcze bardziej niegrzeczne niż brak przedstawienia się. 
- Oczywiście - odparł miękko, przytakując tym samym głową, jednak nie chwycił jej dłoni. Nie było takie potrzeby, no chyba, że kobieta będzie tego bardzo pragnęła, w co wątpił. Za gestykulował dłonią, w którą stronę powinni iść i czekając, aż kapłanka ruszy, ruszył za nią, dorównując jej zaraz kroku. Szedł spokojnie, nigdzie nie śpiesząc się. Kruk na ramieniu bacznie obserwował dziewczę z pewnym zaciekawieniem, jak i z ostrożnością. Nie kruczał, dzięki czemu Fabian miał święty spokój z nim. 
- A więc jak się zwiesz? - w końcu zapytał, całkiem uprzejmie, spoglądając na dziewczynę równie uprzejmym wzorkiem.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Sro Lip 23, 2014 3:53 pm
Nie wyglądała na osobę świadomą swojego uroku. Można było zauważyć nawet więcej, wcale go nie wykorzystywała, był zwyczajnie wrodzony, a nie wystudiowany. To tak jak tancerzami lub aktorami, niektórzy uczą się latami, zaś inni mają to we krwi i podświadomie wiedzą jak zareagować w danej sytuacji. Tak też i Taihen świetnie się bawiła, mimo że nadal nie zdawała sobie sprawy z tego co o niej sądził nieznajomy.
Trzeba także zauważyć, że jej brak kultury mógł wynikać z dostosowania się do zaistniałej sytuacji i był całkowicie usprawiedliwiony, wszak to mężczyzna zawsze pierwszy się przedstawia i wyciąga dłoń. Jako dobrze wychowana młoda dama mogła właśnie tego oczekiwać, nie zdradzając swojej tożsamości czy pobudek jakie nią kierowały. Jedynie odrobinę niegrzeczniejszym byłoby otwarte pytanie o jej wiek. Mimo wszystko uznała, że nie powinna tak surowo oceniać mężczyzny. Ważne, że przyznał się do kłamstwa, dając jej tym samym do zrozumienia że jednak jest aniołem. Skinęła głową na tę odpowiedź, wyraźnie usatysfakcjonowana.
- Oczywiście, trzeba. Zrozumie więc pan jeśli się nie przedstawię, oczekując że pan to zrobi pierwszy?
Coś niebezpiecznego błysnęło w jej oczach, po czym zgasło równie szybko co się pojawiło. Skoro nie chciał podać jej dłoni, to pozwoliła ręce opaść bezwładnie wzdłuż korpusu i falować lekko w rytm ciała oraz stawianych kroków. Oczywiście ruszyła w kierunku który jej wskazał, nadal jednak zachowując należytą ostrożność. W czasie gdy Guerre szedł za nią, mógł zauważyć w jej ruchach kocią grację. Zapewne, gdyby teraz była naga, zauważyłby też pracę napiętych mięśni, sprężystość łydek oraz spięte pośladki. Zawsze była gotowa do uniku bądź zerwania się do biegu. Zawsze. Teraz jednak nie było tego widać, ponieważ sukienka opływała jej ciało, zaznaczając się jedynie nieznacznie na jej sylwetce.
Gdy już znalazł się obok niej zerknęła na niego kątem oka i uśmiechnęła się. Nic nie wiesz... ale może to i lepiej. - pomyślała, nim rozpoczęła pokojową rozmowę.
- Czy każdy anioł łże? Mój... opiekun niegdyś opowiadał mi o was, nawet mieliśmy ruszyć na wyprawę by was odszukać. Wszystko brzmiało jak baśń. Nie wiedziałam, że hodujecie kruki. Czy noszą listy? Gdzie masz skrzydła? Jesteś ważną osobą?
Trajkotała jak rozentuzjazmowane dziecko, zerkając na niego od czasu do czasu. Gdy chrypka dawała się jej we znaki kaszlała, przykładając piąstkę do ust. Mimo wszystko jednak nie przerywała potoku słów. Jedynie wspominając opiekuna nieco się zmieszała. Nie miała pojęcia jak go nazywać odkąd zapomniała jego imienia. Bardzo ją to martwiło. Jednak nasuwało jej się dzięki temu jeszcze więcej pytań, poważniejszych, które chciała zadać mimo wyznaczonej misji.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Pią Lip 25, 2014 1:13 pm
- Jak najbardziej zrozumiem. Wręcz skarcę siebie w myślach, że dotychczas tego nie zrobiłem - odparł, delikatnie uśmiechając się, chcąc w ten sposób dostać tak zwanego przebaczenia za swoje niegrzeczne zachowanie. W końcu to do niego nie podobne, aby w taki sposób się zachowywał, szczególnie do damy, kimkolwiek ona była. Choć gdyby od razu przedstawił się, mogłaby znać jego nazwisko, a w tedy nie mógłby przez tą chwilkę pobawić się z panienką. 
- Fabian Damon Rutter - odparł miękko, ciągle spoglądając na dziewczę, która to wyczekiwała z ogromną cierpliwością na jego miano - Archanioł - dodał po krótkiej, celowej przerwie, aby zobaczyć... W zasadzie nic szczególnego. 
- Więc teraz Ty mi się przedstaw, Panienko - i ponownie zrobił tą samą przerwę tym razem zastanawiając się, jak nazwać tę damę.  Dość szybko udało mu się znaleźć określenie dla niej, jednak czy odpowiednie? Oby tak. 
Owszem, nie widział, ale z pewnością chętnie zobaczyłby. Zapewne jej figura nie dorównuje... O czym on w ogóle myśli? Niesamowicie dzisiaj grzeszy myślami i niektórymi czynami również. Lepiej, aby jego myśli nie ujrzały światła dziennego. Z drobnym nawet zakłopotaniem, przejechał dłonią po czole, odpędzając od siebie ów fantazje. Oj Wojenko, Wojenko.
Na serię zadanych pytań od dziewczyny, trochę się skrzywił. Zdecydowanie było ich za dużo, ale nie wypada na nie nie odpowiedzieć. Tym bardziej, że pierwsze ani trochę mu się nie spodobało. Ciekawe, co ten cały opiekun poopowiadał jej na ich temat. 
- Nie, nie każdy. I jeżeli kłamaniem nazywasz drobne nieprzyznanie się do rasy, to widocznie nie miałaś do czynienia z prawdziwym kłamstwem - tak, trochę się obruszył. Mówić, że każdy anioł tak łże, chociaż nie było w tym nic złego, że nie chciał przyznać się do swojej rasy, jest niedorzeczne. Tak przynajmniej myślał. Zauważył moment zawahania się kobiety. Wtedy bardziej zainteresował się, co ma dziewczyna do powiedzenia. Opiekun... Przytaknął jej na słowa, na razie nic nie komentując. Po prostu ją wysłuchał, nic więcej. 
- Nie hodujemy. To... można powiedzieć, że jest sentymentalny ptak. Dostałem go od kogoś jakiś czas temu i tak jest. I jakby się postarał, to z pewnością przysłaby jakiś list - oznajmił z łagodnym uśmiechem na twarzy. Słysząc, gdzie chowa skrzydła, gardłowo, zachichotał krótko pod nosem. 
- Gdzieś je na pewno mam i jak już wcześniej mówiłem, jestem Archaniołem - odparł równie łagodnie, jak jego wyraz twarzy nakazywał. Kruk dalej nie ustępował i ciągle wpatrywał się w dziewczę, bardzo dokładnie zapamiętując każdy jej szczegół ciała. Bardziej sposób chodzenia niż figurę.
Zanim się obejrzeli, dotarli do jakże przepięknego ogrodu z kwiatami. Nie było to daleko, to też i szybko doszli. Szczerze mówiąc, wyobraźnia przy tym to nic w porównaniu do rzeczywistości. Gama różnych kwiatów, kolorystyka, ta głęboka zieleń... Coś niebywałego. Jednak na Fabianie nie robiło to szczególnego wrażenia. Sam pielęgnował te kwiaty od czasu do czasu, a i przywrócił ich do życia. Coś, co widzi się praktycznie na co dzień oraz jest się stworzycielem już nie robi tak ogromnego wrażenia, jak na pozostałych. 
- Wspomniałaś, że Twój... opiekun opowiadał o nas. Co konkretnego mówił? I dlaczego chcieliście nas odszukać? - teraz on zadał niewielką ilość pytań, może trochę niewygodną, wchodząc w głąb ogrodu z tą urokliwą damą. Z pewnością ogród wywołał na niej dobre wrażenie, a może i nawet spełniły się jej oczekiwania o nim. Jednak mogła się trochę zawieść, ponieważ nie był on w Edenie. Znajdował się poza jego terenami, choć do miasta aniołów było doprawdy niedaleko. Ale czy ona musi o tym wiedzieć?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Pią Lip 25, 2014 7:07 pm
Oh, zabawa powoli się rozkręcała. Oczy dziewczyny miotały rozbawionymi iskrami, które za chwilę mogły równie dobrze podpalić cały las. Nie była to zabawa grzeszna, lecz grzeczna także nie. Były to jednak niuanse dworskie, o jakie martwiono się przed setkami lat. Odpowiadało jej to, nieczęsto miała styczność z dżentelmenami. Co gorsza, dziś większość mężczyzn uważało się za bardziej męskich dzięki odpowiedniej warstwie brudu, przekleństw i chamskich uwag na temat kobiecych pośladków. I żeby tylko uwag. Ostatnio wpadli przecież na to, że nie wystarczy patrzeć, trzeba także dotknąć! Obok siebie jednak miała dobrze wychowanego mężczyznę i powinna z tego korzystać puki czas.
- Miło mi cię poznać, Fabianie Damonie Rutterze. - uprzejmie wyciągnęła ku niemu dłoń, jednak tym razem nie po to by prowadził ją do miasta. Uśmiechnęła się przyjaźnie... do czasu.
Lekki zgrzyt pojawił się na jej twarzy gdy usłyszała tytuł. Ale... ale jak to? Pierwsze zwiady, pierwszy spacer, a ona już trafiła na największego i najsilniejszego anioła? W dodatku ot tak sobie z nim gawędziła jakby był pociesznym starszym wujkiem? Otworzyła szerzej oczy, a może to jej źrenice poszerzyły się samoczynnie? Patrzyła w każdym razie na Damona z niekrytym zdziwieniem.
- O...oh. Tego się nie spodziewałam, przyznam.
To także tłumaczyło jego ostrożność. W jednej chwili zrobiło jej się głupio za nazwanie go łgarzem. Co prawda, nadal nie usprawiedliwiało to jego niechęci do przyznawania się do jego własnej rasy, jednakże... może chronił innych, bliskich, kochanych, kto wie. Mimo wszystko rozpoczęła długie dywagacje myślowe, z którymi oczywiście nie miała zamiaru się zdradzić. Jakaż to będzie nowina dla jej przełożonych! O ile wyjdzie z tego żywa. O ile...
- W takim razie to raczej ja powinnam przeprosić za impertynencję. Miło mi pana poznać, jestem Taihen Shi. Człowiek. Fechmistrzyni. - przy ostatnim słowie, czy też tytule jej mina nabrała szlachetniejszych rysów, co było sprawką dumy, która akurat wkradła się na jej twarz. Każdy wprawny obserwator zauważyłby, że najpewniej sama nadała sobie ten tytuł, zaś każdy odważny wolałby się nie przekonywać czy słusznie.
Mimo, że młoda kobieta wyglądała na niewinną i nad wyraz spokojną, w jej kroku można było wyczuć pewność i siłę. Pewność, że nic złego jej się nie stanie, oraz siłę, która jej to zagwarantuje. Chodziła sprężyście, acz ostrożnie. Jeśli kruk przyglądał się wyjątkowo uważnie (o ile kruki potrafią obserwować i racjonalizować), to dostrzegł w niej kota. Co więcej, ona nie stąpała po suchych gałązkach, omijała je bądź odsuwała przed postawieniem kroku. Żaden liść nie szeleścił jej pod stopami. Wyglądała jakby tańczyła jakiś dość nietypowy taniec, który mimo wszystko był na swój sposób piękny.
Wracając jednak do zaistniałej sytuacji oraz niesmaku rozmówcy, Tai zatrzymała się na moment, wpatrując uparcie w twarz Archanioła. Czyżby chciała ją zapamiętać? Możliwe. Jednak jej głównym zamiarem było wyszukanie smutku, zmartwienia czy rozgniewania jej słowami. Po dłuższej chwili pochyliła głowę niczym skruszone kocię.
- Szczerze mówiąc, nie miałam zamiaru tutaj nikogo obrażać. Teraz rozumiem twoje... pana pobudki. A przynajmniej staram się je rozumieć. Zapewne gdybym spotkała obcego, to też nie przyznałabym się do tego kim jestem, by chronić moich ludzi. - zmarszczyła brwi. Jej słowa zabrzmiały dziwnie, jakby należała do jakiejś organizacji. Potrząsnęła lekko głową, pozwalając by kosmyki opadły jej na twarz, a po chwili dodała jeszcze - Oczywiście, gdybym była kimś ważnym.
I po tych słowach zajęła się słuchaniem odpowiedzi mężczyzny. Przytakiwała, przechylała głowę zaintrygowana, aż w końcu przyszła kolej na nią i jej odpowiedzi. Skwitowała wszystko uśmiechem, nieco melancholijnym.
- Jak wspomniałam... jestem Fechmistrzynią. Mój opiekun, czy też mentor, albo nawet trener nie zgadzał się z polityką panującą w miejscu w którym żyliśmy wcześniej. Twierdził, że o wiele lepiej żyłoby nam się w mieście aniołów. Jak ojciec i córka, z dala od dyktatur i nienawiści... - ostatnie słowa wypowiedziała niezwykle cichutko i niepewnie, jakby ktoś mógł ją usłyszeć.
- Nie mówił mi nic złego, co więcej, opowiadał, że jest to raj na ziemi, jedyne słuszne miejsce. Właśnie dlatego chcieliśmy je odszukać.
Lekki rumieniec wstąpił na jej twarz. Guerre mógł zgadywać czy było to wywołane jej historią, czy też polem kwiatów które właśnie zauważyła. Uniosła wzrok, zaś jej nos poruszył się jak u królika. Węszyła, węszyła kwiaty. Nie powiedziała nic jednak z tego prostego powodu, że widok zaparł jej dech w piersi. Po latach na pustkowiu, gdzie nie było wystarczająco dużo wody by przeżyły zwierzęta czy zwyczajny kaktus, tutaj kwitły kwiaty. Polne kwiaty. Poczuła się znów jak w ogrodzie rodziców w M3. Westchnęła cicho, nie odrywając wzroku od kępki czerwonych jak jej włosy maków. Wyciągnęła dłoń, nie odważyła się jednak ich dotknąć.
- Czy... czy to jest już Eden? - zapytała z nadzieją w głonie, unosząc znów wzrok na Archanioła.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Sro Lip 30, 2014 7:18 pm
To prawda. Dzisiaj trudno o dobrze wychowanego mężczyznę. Dwieście lat temu już był problem, to co dopiero teraz... Nic nie zmieniło się przez te setki lat. Społeczność nadal jest jaka była, możliwe że nawet i gorsza. Ale kobiety również nie są lepsze. Niektórym brakuje wdzięku, kobiecości, jak i również dobrego wychowania. Wolą walkę, wojnę bądź bycie naiwną, mówiąc przy tym, że bardzo dobrze się bawią. Nie nadążysz za nowymi czasami, nie nadążysz...
Kiedy kobieta wyciągnęła rękę, on zrobił dokładnie to samo. Można rzec, że wyprzedziła go z tym czynem. Ścisnął jej dłoń z pewną dominacją, którą zresztą nie kontrolował. Raczej trudno, a bardziej nie miał do tego głowy. W końcu jest tym najsilniejszym aniołem, którego potocznie zwą Archaniołem, więc co się dziwić. Ponowny, delikatny, lekko niepewny uśmiech wpełznął na jego wargi, kiedy tylko na twarzy dziewczyny dało się dostrzec pewne zmieszanie, zakłopotanie. No cóż, raczej mało osób spodziewałoby się, że tak o po prostu spotkają sobie opiekuna wszystkich aniołów i anielic na zwykłym spacerze. W dodatku bardzo silnego opiekuna. Ucałował wierzch dłoni nieznajomej, a potem rzekł:
- Mi również miło poznać, Panno Taihen Shi. I nic nie szkodzi. Sam nie pochwaliłem się odpowiednią kulturą osobistą, więc uznajmy to za niefortunny przebieg zdarzeń - dopiero po tych słowach puścił dłoń kobiety, a swoją rękę puścił luźno koło tułowia. 
Nie dociekał, skąd i dlaczego ma ten tytuł. Jak na razie nie jest mu to do szczęścia potrzebne, chociaż może się przydać. Ale skoro mają spędzić ze sobą swój najbliższy czas, a tak się właśnie zapowiada, to nadejdzie jeszcze ów okazja, aby z czystej ciekawości zapytać ją, dlaczego Fechmistrzyni. Choć zastanawiał go dość istotny fakt... Skoro jest człowiekiem, to dlaczego wie o jego istnieniu? Czyżby była tym wyjątkiem, a może... Nie, to głupie. Mogła być też i łowcą, przecież oni... ale w końcu powiedziała, że jest człowiekiem. Może kłamała, by odegrać się w pewien sposób (co wydawało mu się to głupie), a może jednak... W końcu po co szukałaby Edenu? Spełnić wspólne marzenie swojego opiekuna? Nonsens. 
Tak, kruk dostrzegł w niej te kocie ruchy. A kiedy mu się w końcu to znudziło, za kruczał dość głośno, co ucierpiał na tym Archanioł. Odpędził go ze swojego ramienia, a ten go dziabną w palec - nie pierwszy raz zresztą. Dobrze, że miał na sobie czarne rękawiczki, to rany nie będzie widać, ani krwi cieknącej z niej. Nie odezwie się jego fobia i może ominął go drobne zawroty głowy, może. Palec odruchowo chciał pójść do ust Fabiana, jednak dość szybko z tego zrezygnował, czując woń krwi. Wziął głęboki wdech, który przetrzymał w płucach, a później westchnął ciężko, mamrocząc coś pod nosem na wredne stworzenie. 
- Wiadomo - odparł krótko, w ogóle nie zdając sobie sprawy, że właśnie dziewczyna przygląda się mu i to dość uważnie. Gdyby pewnie jednak to zauważył, zmarszczyłby brwi, a potem posłał jej łagodny, nic nie znaczący uśmiech. Tak pewnie byłoby, ale nie jest.
Słowa dziewoi trochę go zaintrygowało. Szczerze mówiąc, to nie spodziewał się tego. Sądził, że jej cały mistrz czy opiekun będzie miał zupełnie inne zamiary, niekoniecznie złe, a samolubne. Poniekąd było w tym coś samolubnego, ale... Nie, tego nie da się tak nazwać, a przynajmniej on nie może. Tutaj nic nie było samolubnego, jedynie chcieli zagrzać spokój. Zmarszczył aż brwi na to całe jego zdziwienie, aby było bardziej wiarygodne, jednak dość szybko jego zmarszczka zniknęła, która pojawiła się między brwiami. 
- Rozumiem. I teraz postanowiłaś nas odnaleźć bez... bez Twojego opiekuna, tak? - wolał jednak wiedzieć, jakie są konkretne zamiary dziewczyny. Do tej pory do końca nie wiedział, czy zaprowadzić ją do miasta, a może jednak nie. Jeśli to Kościół Nowej Wiary, a miał takie przeczucia, to... no nie wie, czy będzie mógł ją od tak po prostu wpuścić, niezależnie od tego, jaką miała historię i jaki był tego konkretny cel. Cel czy marzenia z biegiem czasu zawsze mogły się zmienić. 
Owszem, zauważył ten jakże wspaniały rumieniec, który postanowił zagościć na twarzy dziewczyny. Guerre z tego powodu nie mógł powstrzymać się od uśmiechnięcia. Wolnym krokiem podszedł do dziewczyny, stając mniej więcej obok niej. Również wyciągnął dłoń po ten sam kwiat co dziewczyna z tą różnicą, że on go po prostu zerwał, jakby nigdy nic. 
- Nie, jeszcze nie, ale mogę tylko powiedzieć, że jest niedaleko, choć trudno do niego trafić - odparł miękko, wręczając do dłoni dziewczyny czerwony kwiat, który niezwykle pasował do niej, tym samym dotykając drobnej dłoni - Weź go sobie. Pożyje nieco dłużej bez wody, ale to góra dzień lub dwa - dodał zaraz, zabierając dłoń z ranny palcem, a krew zapewne zdążyła już zakrzepnąć. Do jutra nie będzie śladu dziabnięcia upartego stworzenia, czyli jego kruka, który teraz spokojnie ciągle siedział na jego ramieniu. Oczywiście wcześniej go nie posłuchał i został na nim, bo jakżeby inaczej. 
- Dlaczego chcesz odnaleźć Eden? - całkiem możliwe, że zadawał już to pytanie, tyle że nieco inaczej. Wolał jednak spytać się dziewczyny wprost, dlaczego. W końcu ma do tego stuprocentowe prawo. Chciał chronić innych, siebie również. Jak on zginie będzie trochę nieciekawie, choć jest wstanie poświęcić swoje życie dla dobra innych. Nie po to ma ów miano, aby nie potrafić stanąć przed najtrudniejszym zadaniem.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Gość on Sob Sie 02, 2014 8:23 pm
Dominacja Archanioła, pomieszana z szarmanckością bardzo się jej spodobała. Pozwoliła mu ściskać jej dłoń tak mocno jak tylko chciał, utrzymywała ją jednak w pozycji prostopadłej względem ciała, nie pozwalając by grzbiet jego dłoni był ponad jej dłonią. To nie byłoby kulturalne, a przecież nie chciała odbierać uroku całemu temu spotkaniu. Przy pocałunku skłoniła lekko głowę, odwracając wzrok. Nie chciała wpatrywać się w niego jak w uległego psa, wszak przed chwilą pokazał jej, że nim nie jest.
Przyglądali się sobie. Zauważyła zamyślenie w twarzy mężczyzny i sama także pozwoliła sobie na lekką analizę. Nie miała pojęcia ile mogła mu powiedzieć, o czym wspomnieć, ani czemu tak bardzo zwlekał z pokazaniem jej świata, który tak bardzo chciała zobaczyć. Może potrafił czytać w myślach, a może już domyślał się, że należy do Kościoła? Raz, dwa, trzy... to niemożliwe. W innym wypadku nie pytałby jej o nic tylko stanowczo odmówił. Bądź zabił.
Z rozmyśleń wyrwał ją wredny kruk, atakujący jej nowego znajomego. Spojrzała na niego groźnie, a potem na dłoń Guerre. Zmarszczyła brwi. Przez materiał rękawiczki nie było widać krwi, ale była pewna, że się tam pojawiła. Już chciała wyciągnąć dłoń i pomóc, ale zauważyła, że mężczyzna odruchowo chce wsunąć palca do ust. Uniosła brew pytająco.
- Wydaje się walecznym ptakiem. Zrobił ci krzywdę?
Nie miała zamiaru nalegać bardziej, wszak Damon także nie rozwodził się nad tym zbytnio, a przynajmniej tak jej się wydawało. Opowiadając swoją historię, była świadoma pytań. Nie miała pojęcia co odpowie, nadal jej wiara mieszała się z wiernością jaką czuła względem swojego mentora. Dlatego też na pierwsze pytanie nabrała powietrza i pokręciła głową, opuszczając ją lekko. Nie było jej łatwo podać sensownej odpowiedzi. Po części wstydziła się, bo jednak był to temat bardzo delikatny, z drugiej jednak strony... należały mu się wyjaśnienia, nawet jeśli były tylko półprawdą.
- Nie wiem czy znasz to uczucie gdy wszyscy starają się przejąć kontrolę za wszelką cenę. Czasem sięgają po strach i agresję, innym razem mieszają w cudzych umysłach, wabiąc pięknymi słówkami i pozwalając zapomnieć o przykrej przeszłości. Ja to przeżyłam, on także. Ucie... uciekliśmy któregoś dnia z naszego świata żeby odnaleźć sprawiedliwość i szczęście.
Speszyły ją nieco jej słowa. Brzmiało to niemal jak opowieść o dwóch kochankach, o Romei i Julii, Pyramie i Tysbe. Przecież jedyne co ich łączyło w tamtych czasach to była szermierka i wzajemne zrozumienie! Chciała uciec, jednak za bardzo kochała rodziców. Później już miała wolną rękę, jednak znów zaznała jedynie kłamstwa, a przynajmniej tak jej się wydawało. Ale... jak śmiała wątpić w Nowego Boga? Przecież ją ocalił przed M3, przecież wyciągnął ku niej pomocną dłoń i wyciągnął z tego świata. Sprawił, że spotkała znów Jego. A potem ci go odebrał... podszepnęło jej sumienie, gdy iskierki pasji i wiary już zaczynały tlić się w jej oczach. Całe szczęście, że miała opuszczoną głowę. Uniosła ją i uśmiechnęła się lekko, jakby nic się nie stało.
Wtedy właśnie jej dłoni dotknął kwiat, a potem druga dłoń. Zaskoczyło ją to nieco i zbiło w tropu. Zamrugała kilkakrotnie, nie mogąc oderwać wzroku od oczu Archanioła. Jej warki lekko się rozchyliły, zatracając słowa, które właśnie miała wymówić. Żeby przerwać niezręczny moment, ujęła kwiat w obie dłonie i wpięła go sobie we włosy. Pasował idealnie, niczym nieco ciemniejsza plama w jej rudej czuprynie. Był to także moment, by Guerre zadał pytanie, które tak uparcie tkwiło w jego głowie. Uśmiechnęła się ciepło.
- Nie musisz się tym martwić. Nie mam wrogich zamiarów. Chciałam jedynie spełnić ostatnią wolę mojego mentora. Co prawda już odszedł, jednak... och, sama nie wiem- jej śmiech zabrzmiał dosyć nerwowo i dziecinnie. Czyżby żyła głupimi przekonaniami i nadziejami? Wzięła głębszy wdech i spojrzała na mężczyznę uparcie. Wyglądała jak osoba, która właśnie zdecydowała się na wyjawienie całej prawdy.
- Miałam nadzieję, że go tutaj spotkam. jako anioła.
Wypaliła w końcu i odetchnęła. Było ciężko, ale była to także szczera prawdę. Miała nadzieję, że ten powód mu wystarczył, że mógł już spokojnie spełnić jej marzenie bez dziwnych uprzedzeń. Sięgnęła po jego zranioną dłoń, starając się ją ująć. Chciała także zsunąć z jego palców zaplamioną rękawiczkę i przyjrzeć się rance. Nadal o niej myślała i z jakiegoś powodu niepokoiła ją. Dobre intencje, zawsze to były dobre intencje. Czy Ao jej wybaczy? Czy każe ją stracić tak jak i stracono jej mentora?
- Nie musisz się mnie obawiać. To raczej ja... ja powinnam bać się powrotu do domu i kary na jaką zasłużyłam rozmawiając z tobą.
Mogło zabrzmieć makabrycznie. Zapewne tak brzmiało. Tak samo jak jej zbolałe spojrzenie, które nie zapowiadało niczego dobrego w przyszłości. Czyżby ją bili? Na jej ciele nie było żadnych sińców. Gwałcili? Zamykali w ciemnicy? Wszystko było możliwe, tylko kto chciałby pytać o tak delikatne rzeczy niewinną kobietę? Opuściła wzrok, wstała i ruszyła dalej przed siebie, z opuszczoną głową. Kwiat wypadł z jej włosów, okalających smutną twarz. Nie zwróciła na to większej uwagi.




Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Roziskrzona ścieżka    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: Eden :: Las Życzeń