Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 27/09. Losowano choroby. Sprawdź czy Twoja postać jest wciąż zdrowa.
  • 25/09. Dyskusja na temat rangi rekruta w dziale S.SPEC. Wypowiedz się.
  • 24/09. Ogłoszenie dla MG. Zapoznaj się z nowym systemem wynagrodzeń. Przy okazji wrzucono prośbę w ukrytym dziale. Przeczytaj.
  • 21/09. Pojawiło się ogłoszenie od Apokalipsy. Zapoznaj się z wynikiem zakończenia eventu.
  • 19/09. Dodano dwie nowe rangi oraz zamieszczono wpis odnośnie próśb/propozycji zgłaszanych na cb/drogą prywatną. Przeczytaj.
  • 17/09. W ukrytym dziale MG pojawiły się dwa tematy do przedyskutowania. Zagłosuj i wypowiedz się.

Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down

Pisanie on 16.06.19 19:20  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Niezależnie od tego, czy znali się czy nie, Nier nie zamierzał robić taryfy ulgowej dla nikogo. Dlatego wyjątkiem nie był nawet Skombinuj, który jako pierwszy uniósł rękę na wymordowanego. Całe szczęście miał podkładkę w postaci pracownicy, która z marszu mogła powiedzieć, że to wina całej trójki, że teraz jeden z nich leży i kwiczy na blacie baru.
Mimo wszystko Nier nie odpuścił, do póty widział jawną złość na twarzy łowcy. Co prawda współpracował z nim jak mógł, niemniej nie mógł mu ufać w pełni, jeśli wciąż mógł zrobić coś nieprzewidywalnego. W końcu nie widzieli się tyle czasu — nie wiedział, jak bardzo przez ten czas były kompan mógł się zmienić.
Słysząc kolejne obelgi ze strony przegranego, wywrócił tylko oczami, pokazując tylko swoją niechęć sytuacją, która miała miejsce. Całe szczęście jego zadaniem było ogarnięciem tego syfu, ale nie własnymi rękami. Wygodne było więc wydać rozkaz, który spowoduje, że dwójka rosłych oraz groźnych mężczyzn mało kulturalnie wyprowadzi stąd tego, który był mocny tylko w gębie.
Nier natomiast bardziej skupił się na osobniku, który najwyraźniej dał sobie spokój z osobą, która nieszczególnie była warta jego siły, aczkolwiek nadal nie wiedział, czy panująca w nim złość całkowicie z niego zeszła. Również nie miał tej pewności, czy skojarzył go z dawnych lat, bo sam niekoniecznie dał o tym znać. Owszem, skojarzył tą mordę, która na chwilę obecną znajdowała się pod masą blizn, ale nawet słowem nie pisnął na temat tego, że go pamięta.
Nie sądzę, aby to było konieczne — odparł z lekkim uśmiechem na wargach, a skinięciem głowy kazał zabrać stąd wymordowanego, który ewidentnie naprzykrzał się całemu otoczeniu, a nawet i samego Niera przyprowadzał o lekką irytację. Widział to po zielonookiej, która dyskretnie podziękowała mu za to, że został stąd wyrzucony i bezpiecznie mogła wrócić do swojej pracy. Może później zapyta ją o większe szczegóły tego zajścia, ale jak na razie pozwolił sobie usiąść naprzeciw mężczyzny, nie zamawiając kompletnie nic do picia. W zamian wyciągnął paczkę papierosów, gdzie nie wychodząc na tego skąpego, poczęstował byłego znajomego jednym.
Szczerze mówiąc myślałem, że coś już Cię zeżarło. Ale widzę, że całkiem dobrze się trzymasz, chociaż robienie zamieszek w tym miejscu nie jest szczególnie dobrym rozwiązaniem — rzucił luźno, na przywitanie, swój wcześniejszy uśmiech poszerzając o te parę milimetrów. Zaciągnął się papierosem mocniej, mrużąc przy tym nieznacznie oczy — Co Cię tu sprowadza? Myślałem, że nie jesteś z tych, co lubią zabawić się pośród kobiet. Ale jak chcesz, to mogę Ci dać jakąś średnio przeciętną panienkę na calutką noc — dodał jeszcze, w zasadzie nie wiedząc, czy dobrze pamiętał, że temat seksu i wszelakich romansów jest dla niego tematem tabu. Pamiętał jednak, gdy podczas wspólnej wyprawy Nier wspomniał o tym chociaż słowem, mężczyzna niechętnie chciał o tym rozmawiać. Ba. Żywił wobec tego taką niechęć jakby co najmniej chciał kogoś zabić.


Monster, monster under my bed
Come out and play cause I need a friend
You're so damn close that I feel your breath
You're the only one I have left

Burdel - Page 8 VTNI69n

Feel you in my bones, Shiver up my spine
You're a master of disguise, You show up when no one's home
Are you real or just a lie? I can feel you in my mind
And my soul, But I love when you jump in
And help me feel something, My blankets are the door
My bed is the coffin, And just as it closes
And I go to lock it, I sing that lullaby you taught me

Monster, monster under my bed...
                                         
Nier
Opętany
Nier
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Dla Ciebie tylko i wyłącznie Nier.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 18.06.19 12:58  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Jeffrey nie zamierzał się umizgiwać. Był gotów ponieść konsekwencje swoich czynów, nawet jeśli to nie on zaczął. Dał się sprowokować jakiemuś dupkowi, nie robił sobie wymówek, że pił czy że wytrzymał spokojnie i tak zaskakująco przyzwoitą ilość czasu – ostatecznie chciał wgnieść Wymordowanego w blat baru, więc powinien ponieść za to takie konsekwencja, jakie przewidują zwyczaje.
Zaskoczyło go, że jeden silnoręki nie podszedł do niego, grzecznie upraszając o zabranie rzyci z burdelu. Dalej poświęcał mało uwagi Nierowi i patrzył jak Wymordowany wychodzi. Kiedy stracił go z oczu, przetarł powieki palcami i wciął głęboki wdech. Chciał się uspokoić, choć wciąż było o to ciężko, bo Skombinuj, jak i pewnie reszta gości, wciąż słyszała, jak Wymordowany drze się za drzwiami, odgraża i niczym prorok natchniony wizją sążnego wpierdolu, z wiarą zwiastuje śmierć każdemu Łowcy oraz upadek ich organizacji.
Cóż, skoro nie musiał wychodzić, siedział na swoim krześle patrząc Nierowi na buty. Wziął od niego papierosa nawet nie dziękując i od razu podpalił swoją ulubioną benzynową zapalniczką. Podniósł wzrok na mężczyznę dopiero, kiedy ten zaczął mówić. Lekko pokiwał głową: jasne, wszczynanie zamieszek gdziekolwiek jest głupie, tym bardziej z powodu jakiegoś niedoruchanego pizdusia. Ale trudno, stało się. Palił w spokoju, zanim nie padło pytanie, czy też czas na powiedź.
Dobrze myślałeś, nie jestem. Dzięki za szczodrość, Nier. – Lekko skłonił głowę i położył na sercu prawą dłoń, aby w ten sposób wyrazić są dozgonną wdzięczność. Ktoś, kto z nim wcześniej współpracował, w tym Nier, na pewno mógł wyczuć, że to forma złośliwego żartu Seijiego, choć sam Łowca pozostawał poważny. Średnio przeciętna dziwka, też mu coś! – Wykupiłem pokój. Przyszedłem się napić – oto w swój lakoniczny sposób streścił plany na parę godzin, których opisywanie komuś innemu zajęłoby o wiele więcej słów i czasu. Oczywiście pominął wszelkie kwestie sypiania z dziewczynkami, chłopcami czy kimkolwiek innym w tym przybytku. – Też myślałem, że cię szlag trafił. Tym bardziej po tym, co odpierdoliłeś, jak ostatnio się widzieliśmy. – W tej chwili Łowca jakby się otworzył, uspokoił i obrał kierunek, w którym mógłby poprowadzić tę rozmowę. Wcześniej unikał mówienia do Niera, czy nawet patrzenia na niego, jakby po prostu nie wiedział, co zrobić z tym nagłym pojawieniem się swojego wcześniejszego wspólnika. Trudno, nie będzie udawał, że go nie zna, tak niedorzeczne i tchórzliwe zachowanie zabolałoby jego ego bardziej od tego ulegnięcia prowokacji. – Ale widzę, że przez ten czas nieźle się urządziłeś. To twoje, tak? – Lewą dłonią, w której trzymał papierosa wskazał ogół otaczającego ich pomieszczenia.
                                         
Skombinuj
Zaopatrzeniowiec
Skombinuj
Zaopatrzeniowiec
 
 
 

GODNOŚĆ :
Seiji Inukai (Jeffrey Francis Braxton)


Powrót do góry Go down

Pisanie on 21.06.19 13:57  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Wszystko skazywało na to, że to nie on był winien tego zajścia, nawet jeśli dał ponieść się niepotrzebnym emocjom. Czasem Nier nie był wcale lepszy, więc był wstanie zrozumieć chwilową słabość łowcy, po którym wiedział, że takie sytuacje raczej nie są w jego stylu. Z pewnością gdyby go nie znał, czekałaby go taka sama kara jak całą resztę delikwentów. A tymczasem dostał szansę, której miał nadzieje, że tym razem nie spierdoli tak szybko.
Nie rozumiał tylko, dlaczego Skombinuj tak bardzo unika jego kontaktu. Czegoś się bał? Przecież nigdy nie mieli między sobą złych relacji, więc tym bardziej nie rozumiał jego zachowanie. Nawet nieszczególnie chciał. Widział po nim, że delikatnie stresuje się jego obecnością tutaj. Chciał się dowiedzieć, czego było powodem zachowanie, którego dotychczas nie zdążył u niego poznać.
Uniósł wyżej kącik ust, doszukując się u niego sarkazmu, którego poniekąd mu brakowało przez ten czas, w którym nie widzieli się. Jednak dobrze było widzieć, że jego poczucie humoru wciąż nieszczególnie zmieniło się na przestrzeni kilkunastu lat. Zaciągnął się mocno, dym wypuszczając nosem, tak jak najbardziej lubił, a spojrzenie w poszerzonych źrenicach utkwiło się na twarzy tymczasowego towarzysza. Ciężko było stwierdzić, czy to wina ekscytacji czy dragów, które nie tak dawno wziął, aby poczuć się trochę lepiej i odciąć się od tego gówna, które siedziało mu w głowie.
Zmarszczył nieznacznie brwi, ponownie zaciągając się nieco zwietrzałym tytoniem. Dostanie naprawdę dobrych fajek było cholernie ciężkie, a on nie zawsze miał takie możliwości. Poza tym, te lepsze wolał zostawić tylko i wyłącznie dla siebie.
A co odpierdoliłem? — dopytał się, naprawdę nie mając zielonego pojęcia, co takiego mógł zrobić w tamtej kwestii. Trudno było mu określić czy to przez to, że minęło już tyle lat, że pewnych faktów już nie kojarzył, a o niektórych rzeczach po prostu zapominał, a może to była kwestia utraty kontroli, gdzie na tamte czasy średnio kojarzył, co i jak. Maił ogromną nadzieję na to pierwsze, ponieważ nigdy nie chciał mniej lub bardziej świadomie go skrzywdzić.
Słysząc kolejną wypowiedź, nie był wstanie ukryć kpiącego śmiechu, który wydobył się z jego przepony. Wciąż nie brakowało mu bezczelności, którą niejedna osobę już zaszczycił, w tym i Seiji'ego.
Głupi jesteś, czy jak? Przecież wiadomym jest, że ten syf należy do Jinxa. O nim to raczej słyszałeś, bo w końcu nie ciężko jest usłyszeć o Królu Desperacji, który nie tak dawno oswoił sobie Piekielnego Kundla — odparł, trochę niedowierzająca w to, że po kilkudziesięciu latach życia tutaj, wciąż znajdą się jednostki, którzy nie wiedzą o tych najpotężniejszych. A raczej o tych, z którymi nie warto jest zadzierać — Ale. Tymczasowo go nie ma i póki nie wróci, to zastępuję jego miejsce — dodał jeszcze, szybko wyjaśniając swoje położenie.
Czyli jednak ustatkowałeś się, gnoju, który liże dupę innym, aby mieć co żreć. Zadowolony z tego jesteś? JESTEŚ?
Zamknij ryj. Pamiętasz? Sam zasugerował mi tą pracę. SAM.
A Ty? Jak sobie radzisz? — spytał, jednocześnie ignorując upierdliwy głos brata, który w dniu dzisiejszym wyjątkowo nie dawał mu spokoju. Nie żeby kiedykolwiek dawał mu minimalny spokój...


Ostatnio zmieniony przez Nier dnia 02.07.19 20:15, w całości zmieniany 1 raz


Monster, monster under my bed
Come out and play cause I need a friend
You're so damn close that I feel your breath
You're the only one I have left

Burdel - Page 8 VTNI69n

Feel you in my bones, Shiver up my spine
You're a master of disguise, You show up when no one's home
Are you real or just a lie? I can feel you in my mind
And my soul, But I love when you jump in
And help me feel something, My blankets are the door
My bed is the coffin, And just as it closes
And I go to lock it, I sing that lullaby you taught me

Monster, monster under my bed...
                                         
Nier
Opętany
Nier
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Dla Ciebie tylko i wyłącznie Nier.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 23.06.19 23:31  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Co? Jak to co odpierdolił? Skombinuj patrzył chwilę Nierowi w oczy i milczał, jakby czekał, że ten zdradzi się, że żartował albo przyzna do tego, że nie wiedział, jak zareagować. Wreszcie Łowca odetchnął głęboko i ciężko, przy okazji w ten sposób wyrażając zmęczenie, które powoli zaczynało wlewać się w jego ciało zyskując miejsce po uciekającej złości.
Znów spojrzał na rozmówcę i przeciągnął palcem wskazującym i środkowym po szramach na swojej przystojnej mordzie. To najlepsza odpowiedź, co nie?
Nie poczuł się urażony czy zirytowany przez to pytanie, czy był głupi. Nawet jeśli było ono retoryczne, Jeffrey w duchu przytaknął. Taa, był głupi... przynajmniej w niektórych sprawach takim się czuł. Bo na przykład znał się na broni, wiedział, jak strzelić, aby nie zabić albo jak zabić nie strzelając, ale prowadzenie takiego biznesu? A w życiu! Zaciągnął się i podniósł spojrzenie oglądając górę ścian i zerkając na sufit. Nach nad głową to czasem dobra rzecz. Dziś tego potrzebował, tak samo jak kolejnej szklanki tego paliwa rakietowego, które niektórzy nazywali tu bimbrem.
A bo ja wiem? – Wzruszył ramionami i wypuścił dym. – Każdemu może zdarzyć się umrzeć po raz drugi i ostatni, nawet jemu. – Gestem dłoni zamówił kolejną porcję alkoholu. Rozejrzał się, czy barman nie spróbuje nalać do szklanki, do której chwilę temu napluł mu Wymordowany, ale szczęśliwie dostał nowe naczynie.
U mnie stara bida. Robię dla łowców, ale nie tylko. – Zaciągnął się ostatni raz głęboko, pilnując, aby żar nie mal sięgnął do filtra i dopiero wtedy zgasił papierosa w popielniczce. – W przerwach czasem dalej bawię się w stróża prawa i sprowadzam sprawiedliwość na tych, którzy mordują was dla zabawy. – Spojrzał w stronę drzwi, zza których szczęśliwie już nie było słychać darcia ryja tamtego złamasa. – Jak widać, niektórzy potrafią się za to odwdzięczyć... Ech. – Machnął lekceważąco dłonią i skrzywił się. Pokręcił głową. Szkoda słów. Wyraźnie niektórzy myślą, że chuj im urośnie, jak sami zaczną być chujami.
                                         
Skombinuj
Zaopatrzeniowiec
Skombinuj
Zaopatrzeniowiec
 
 
 

GODNOŚĆ :
Seiji Inukai (Jeffrey Francis Braxton)


Powrót do góry Go down

Pisanie on 24.06.19 0:14  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Nieważne jak bardzo wbiłaby w niego swoje czerwone spojrzenie, nie wiedział, a cholernie chciałby wiedzieć, co tamtego feralnego dnia się stało. Nier patrzył na niego równie długo co on, marszcząc przy tym wszystkim brwi, chcąc z całego głębi serca zrozumieć jego zachowanie, ale nie mógł.
Czy to Twój przyjaciel?
Nie. Tylko stary znajomy.
To strasznie głupich znajomych sobie dobierasz.
. . .
Uniósł wyżej swoje brwi, przez pierwszą chwilę nawet nie tyle, co nie mógł, a po prostu nie chciał go zrozumieć. Długo mu nie zajęło przysporzenie takiej informacji, na co tylko świsnął powietrzem z płuc, przeczesując swoje włosy. Nie chciał wierzyć, że tamtego dnia stracił kontrolę na tyle, że zranił kogoś znajomego.
To pewnie moja zasługa. Ty jesteś za cienki na coś takiego.
Zaśmiał się do samego siebie, szybko zamawiając sobie szklankę jakiegoś trunku. Na trzeźwo na pewno tego nie da rady przyjąć, pomimo tego, że i tak już był na prochach.
Ja pierdole. Jak to się stało? Straciłem kontrolę, przemieniłem się? Kurwa, nic z tego nie pamiętam — syknął, dając jasno zaopatrzeniowcu, że jest zły. Na siebie, na to, co zrobił, a przede wszystkim, że nie był wstanie nad sobą zapanować. Znowu. Ten schemat przerabiał tyle razy, że powinien mu się znudzić, a wciąż czuł do siebie wstręt, kiedy dowiadywał się, że dochodziło do podobnych sytuacji. Wstyd może mu nie było, ale z pewnością głupio na pewno.
Też prawda, ale nie wiem. Nie wyobrażam sobie Desperacji bez niego tak szerze. Ma dobry łeb do interesów, szefem też nie jest najgorszym — odparł, wzruszając krótko ramionami, a gdy koniec końców dostał swoją szklankę z alkoholem, wypił wszystko za jednym razem. Uśmiechnął się półgębkiem, również gasząc wypalonego peta w popielnice obok.
Wiesz, że ten, który lubi mordować nas dla zabawy, ostatnio uratował mi życie? Nie chciał niczego. Uciekałem przed wojskiem, kiedy musiałem zdobyć coś z M-3. Wszedłem do jednych z domów, aby się ukryć. Wtedy wszedł mundurowy, który po prostu mnie puścił. Powiedziałem mu, że w przyszłości odwdzięczę mu się przysługą, ale wątpię, aby kiedykolwiek ona nadeszła. Zabawne, nie? Mógł mnie przecież złapać albo zabić, a zamiast tego puścił, aby mógł dalej żyć w tym zgniłym świecie — ostatnie słowa wypowiedział dość siarczyście, a na samo wspomnienie z tamtego dnia, uśmiechnął się delikatnie do siebie. To był naprawdę miły gest z jego strony, że go krył, będąc świadom swoich konsekwencji, których był gotowy ponieść. Dla zupełnie obcej istoty — Więc jednak nie każdy zabija nas dla czystej zabawy — odparł po chwili trochę chłodniej, mając na to swój żywy dowód. Gdyby nie Major, z pewnością dawno by już nie żył — Chociaż to pewnie tylko nieliczny wyjątek, który potwierdza tą zasraną regułę. Chociaż kto wie? Może gdyby nie te zasady, które im ktoś ustalił, większość z nas ciągle by żyła — stwierdził, jednocześnie cofając się do dnia, w którym został zabity przez SPEC'a, tylko dlatego, bo chciał pomóc wymordowanemu. Dobrze wiedział jak to jest porzucić wszystko, by uratować kogoś, kto nie jest człowiekiem.


Monster, monster under my bed
Come out and play cause I need a friend
You're so damn close that I feel your breath
You're the only one I have left

Burdel - Page 8 VTNI69n

Feel you in my bones, Shiver up my spine
You're a master of disguise, You show up when no one's home
Are you real or just a lie? I can feel you in my mind
And my soul, But I love when you jump in
And help me feel something, My blankets are the door
My bed is the coffin, And just as it closes
And I go to lock it, I sing that lullaby you taught me

Monster, monster under my bed...
                                         
Nier
Opętany
Nier
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Dla Ciebie tylko i wyłącznie Nier.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 24.06.19 1:28  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Patrzył na Niera i krótko skinął głową. Cóż, tak sądził, że mężczyzna nie zrobił tego specjalnie. Jeff spędził na Desperacji już tyle czasu, że zdążył przekonać się z praktyki i teorii, jak na ludzi działa wirus w praktycznie każdym swoim stadium. Żołnierz tylko krótko kiwnął głową, kiedy Nier sam odpowiedział sobie na pytanie. Łowca do tej pory miał wątpliwości, czy tamten atak aby na pewno był tak nieświadomy, na jaki wyglądał, ale nie dawał się ponieść swojej momentami chorej nieufności. Zresztą – i tak nie miałby większej szansy na upewnienie się, a po tylu latach blizny i sytuacja straciły na wadze, nawet jeśli wtedy Seiji niemal wyzionął ducha. Nie wpadł nawet na to, aby dzielić się, jak ciężko było mu przeżyć i jak przebiegło ich wspólne zadanie. Jeśli Nier będzie chciał wiedzieć to zapyta, kretynem nie jest.
Jinx – Skombinuj nie znał gościa osobiście, a nawet jakby ten stan rzeczy miał się inaczej, to Łowca zwyczajowo przemilczałby temat. Teraz tylko chwycił szklankę ze swoim alkoholem i podniósł ją do góry. – No to jego zdrowie – rzucił cicho i wypił łyk. Nie szedł w ślady Niera i nie opróżniał szklanki całej. Czuł, że we krwi krążyła mu już dawka procentów, nie chciał stracić za szybko kontroli.
Wysłuchał opowieści starego znajomego i nie przerywał mu, tylko kiwnął głową raz czy dwa na znak, że rozumie i nie ma w dupie tego, co drugi mu mówi. Wreszcie kiedy miał okazję, niespiesznie upił spory łyk alkoholu i oblizał usta, samemu zabierając głos
Nie miałem na myśli Speców – wyjaśnił. Z kieszeni wyjął papierosy, o dziwo dość dobrej jakości, i wyciągnął paczkę do rozmówcy częstując go. Nie szkoda mu było, a nawet jeśli, to tego wieczora nie chciał się pilnować z używkami. Nie wiadomo, kiedy następnym razem będzie mógł sobie na nie pozwolić... i czy w ogóle będzie następny raz. – Nie strzelam do nich jak popadnie. Wiem, że niektórzy wierzą, że robią dobrze, inni nie mają pojęcia o tym, jak wygląda prawda, a jeszcze inni wiedzą, ale są za słabi, żeby porzucić wygodne życia – mówił spokojnie, prawie że beznamiętnie. Dopiero teraz wziął sobie fajkę i podpalił, a paczkę położył na blacie baru. – Miałem na myśli zwyrodniałych pojebańców, w większości Wymordowanych. Zdarzają się tacy, którzy sypią za kasę, wyszukując rodzin mieszkających na uboczu. O, takich bardzo nie lubię... Zazwyczaj przez ich długie języki, Hycle Speców mają ułatwioną robotę. Ale na ich trop wpadam rzadko... – Seiji znów się napił. – Częściej wpadam na pospolitych zwyrodnialców, płotki, którym odjebało. – Seiji nagle uśmiechnął się. Zanim zdradził, co mu chodzi po głowie, zaciągnął się, potrzymał dum w płucach, rozkoszują się tym jakże zacnym świństwem, i dopiero po tym pokusił się o mówienie. – A ty co? Pracujesz jeszcze w terenie, czy już na stałe starość się udupiła? Albo jakaś inna dama... – dodał z uśmieszkiem i znacząco obejrzał się na zielonooką dziwkę.
                                         
Skombinuj
Zaopatrzeniowiec
Skombinuj
Zaopatrzeniowiec
 
 
 

GODNOŚĆ :
Seiji Inukai (Jeffrey Francis Braxton)


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.07.19 20:43  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Niestety nie mógł opanować tego w pełni, a czasem cholernie tego żałował. Generalnie nie przepadał tracić nad sobą kontrolę, a kiedy miał świadomość tego, że rzeczywiście dochodziło do takiej rzeczy, był na siebie wściekły. Czasem zazdrościł łowcom, że są tylko... łowcami. Ich wirus nie kaleczy tak bardzo jak wirus X. Było w tym coś niesprawiedliwego.
Zaśmiał się gorzko do siebie, uświadamiając sobie, że ta cała twarz, to jego indywidualna sprawka. Wolał więcej nie wracać do tego tematu, ani tym bardziej nie chciał wiedzieć, w jak ciężkiej dupie był Skombinuj przez niego. Wysłał mu tylko przepraszające spojrzenie, chcąc postawić im w rewanżu następną kolejkę.
Nier miał całkiem mocną głowę, a przynajmniej tak mu się wydawało. Dlatego nie bał się pić alkoholu w dużej ilości. Jednakże nie miał pełnej świadomości, że narkotyki aż tak mocno wpływają na jego umysł, jak i na głos w głowie, który od kliku dobrych lat ciągle mu towarzyszył. Przez narkotyki. Nie miał zielonego pojęcia, że to wszystko, co teraz miał było sprawką niejakiego Pride. Nawet nie wiedział, gdzie ten jełop na aktualny moment był, ale wytrwale szukał jego trop, który miał nadzieję, że doprowadzi go do tego oszołoma.
To ciekawe. Myślałem, że zależy wam na ich końcu — odparł, spoglądając na mężczyznę wyczekująco, poniekąd chcąc wyjaśnić mu tą całą zabawną historię, która ma polegać na zniszczeniu muru i zjednoczyć sobie wszystkich. Poczęstował się tym samym papierosem, a na znak podziękowania skinął delikatnie głową, praktycznie od razu odpalając sobie poczęstunek. Co jak co, ale papierosem nigdy gardzić nie będzie — Ta, wiem. Nieraz miałem do czynienia z desperackimi szumowinami. Są mniej warci niż gnijący trup — odparł, po chwili prychając na jego kolejne słowa. Wziął do ręki drugą szklankę z alkoholem, który zamówił sobie wcześniej i tym razem zaczął sączyć go powoli i nieśpiesznie. Tym razem chciał poczuć pitego trunku, a nie tylko przemyć nim gardło — Ja rozumiem, że przez jakiś czas byłem z waszą przywódczynią, ale po niej odechciało mi się większych amorów. Aktualnie zgarniam wszystko, o co ludzie proszą. Kiedy roboty nie mam, to zawsze znajdę coś u Jinxa, więc przynajmniej mam pewność, że nie będę zdychał z głodu. Chcę skupić się na mojej cudownej pasji i nie wiem. Może coś zbuduję jak uzbieram odpowiednie części i sprzęt — zaśmiał się, upijając na spokojnie alkoholu — Ale powiem Ci, że jestem zdziwiony. Nigdy nie spodziewałem się, że ktoś taki jak Ty znajdzie czas i chęci na odrobinę relaksu. Ostatnia misja dała Ci mocno po dupie czy, jak to ładnie powiedziałeś, starość nie radość? — tym razem on odpowiedział do niego ze znaczącym uśmiechem na twarzy, powoli dopalając papierosa, którym został poczęstowany.


Ostatnio zmieniony przez Nier dnia 11.07.19 12:38, w całości zmieniany 1 raz


Monster, monster under my bed
Come out and play cause I need a friend
You're so damn close that I feel your breath
You're the only one I have left

Burdel - Page 8 VTNI69n

Feel you in my bones, Shiver up my spine
You're a master of disguise, You show up when no one's home
Are you real or just a lie? I can feel you in my mind
And my soul, But I love when you jump in
And help me feel something, My blankets are the door
My bed is the coffin, And just as it closes
And I go to lock it, I sing that lullaby you taught me

Monster, monster under my bed...
                                         
Nier
Opętany
Nier
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Dla Ciebie tylko i wyłącznie Nier.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 06.07.19 19:21  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Przepraszanie, sranie w banię... Jeffreyowi nic było po tym, jakby Nier zaczął się kajać czy chciał rozdrabiać nad tym szajsem, które odjebało się, kiedy ostatni raz się widzieli. Zamiast gadania, wolał właśnie to, co zrobił jego znajomy, a najlepiej... o, właśnie: alkohol. Albo pieniądze. Albo coś do wąchania.
Skombinuj skrzywił się lekko i na chwilę spojrzał w bok. Unicestwienie S.SPECów głowa po głowie jak jeden chory organizm? To byłoby za proste – przynajmniej dla niego.
Zależy na końcu, dobrze myślałeś. Ale nie na ludobójstwie – powiedział na tyle cicho, że śmiech jakiejś kobiety niemal go zagłuszył. Wojskowy wydawał się uspokajać, a przy okazji zdradzać oznaki wcięcia alkoholem i zmęczenia. Wyglądało jakby siły na szybkie i energiczne ruchy przekierował na mówienie, bo oczy zaczynał dłużej zawieszać na rozmówcy, a fajkę i szklankę wolniej przenosił do ust. Może nawet przestał być tak czujny?
Mm – mruknął i lekko kiwnął głową do Niera, jakby właśnie zaczynał jakiś wywód. Taką odpowiedź można było zinterpretować równie dobrze jako zgodę, zaprzeczenie albo prośbę o czas do namysły czy delektowania się górnolotnym trunkiem. Chwilę milczał trzymając w ustach te szczyny zwane samogonem. Wreszcie przełknął.
Starość swoją drogą – uśmiechnął się szczerze, przez tę krótką chwilę wyglądając jak zwykły gość, który wcale nie trzyma wszystkich na chory dystans. – Tym razem nie odpoczywam po, tylko przed wypadem. – Uniósł szklankę w geście toastu. – Za żołnierską śmierć na froncie. – Napił się i ostawił naczynie. Wiedział, że właśnie zdradził za co sam pije i właściwie jakie są jego obawy, ale miał to gdzieś. Dopalił fajkę gapiąc się obok ramienia Niera. Wolno przeniósł na niego spojrzenie. – Chciałbyś żebym pomógł ci z tymi 'częściami i sprzętem' do hobby? Potrzebuję pomocy w sprzątnięciu jednego gnijącego trupa.
                                         
Skombinuj
Zaopatrzeniowiec
Skombinuj
Zaopatrzeniowiec
 
 
 

GODNOŚĆ :
Seiji Inukai (Jeffrey Francis Braxton)


Powrót do góry Go down

Pisanie on 11.07.19 12:58  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Dobrze wiedział, że to był jedyny sposób na to, aby zrekompensować mu dawne zajście, o którym nawet nie miał zielonego pojęcia. Szczerze mówiąc nie obchodziło go to, czy mu wierzy czy też nie, ale aby oczyścić się z chwilowej winy, mógł zrobić przynajmniej tyle — postawił mu parę kolejek, dzięki którym zluzuje bardziej niż tego by chciał.
Wiesz. Nikt nie powiedział, że chodzi mi o ludobójstwo. Szczerze mówiąc wiele możemy na tym stracić. Prawdą jest, że sporo rzeczy zdobywamy z M-3 — każdy ma swoje sposoby, a gdyby nagle wybić cały SPEC, najprawdopodobniej nie byłoby już nic, chociaż z tym "nic" zdecydowanie przesadzam. W każdym razie tak zwane "każdy kij ma dwa końce". I to od nas zależy, który wybierzemy — odparł, absolutnie nie wiedząc z tym, czy mężczyzna zgodzi się z jego stwierdzeniem, ale prawdą jest, że tak właśnie działał ten popaprany świat. Nie był szczególnie zadowolony z filozofii, które głosiło wojsko, wiedział też, a raczej miał świadomość, że były pojedyncze przypadki w M-3, które osobiście nie zgadzały się z polityką, którą głosiło miasto, mimo to musieli się podporządkować tej zasadzie, tak samo jak desperaci musieli podporządkować tutejszym panującym zasadom. Wiedział również, że ciężko będzie zjednoczyć całe społeczeństwo, ponieważ większość wymordowanych to tak naprawdę bestie, które zabijając bez chwili wahania. A potem zjadają zdobycz, którą udało im się "upolować".
Wniósł rzekomy toast, w milczeniu, czekając na drugą część wypowiedzi ze strony mężczyzny. Nie widzieli się szmat czasu, ale to nie zmienia faktu, że całkowicie zapomniał o jego chorych nawykach. Zwykły odpoczynek przed misją, a w słowach kryje się lęk przed śmiercią? Wiedział, że nie będzie chciał iść zupełnie sam na tą misję. Nie wierzył w swoją siłę i wyraźnie było to po nim widać. Alkohol zdecydowanie odkrywał jego wszystkie słabe punkty. Nier na szczęście był jeszcze na etapie, w którym miał całkiem dobrą świadomość, choć głos w głowie skutecznie namawiał go do rzeczy, których zrobić nie chciał.
Wiedziałem, że będziesz chciał pomocy — odparł już cierpko, ponieważ po ostatnim nie wiedział czy mądrym posunięciem było proszenie go o taką rzecz — Chcieć chciałbym, ale jakie tym razem jest prawdopodobieństwo, że Cię przy okazji nie zabiję? — odparł, unosząc znacząco brew.
Oczywiście, że żadne, Nier. Tamtym razem się nie udało, ale tym razem z pewnością dopilnuję tego, by nie uszedł pełnią życia, mój najdroższy, słodki bracie.
Zagryzł z całej siły wargę, wzdychając ciężko do szklanki, z której ponownie upił duszkiem całą zawartość. Już nawet nie miał siły walczyć z groźbami, które wysyłał jego chory umysł.
Poza tym muszę tu siedzieć do momentu aż Jinx nie wróci. Nie wiem, ile mu to zajmie. Może być tu w przeciągu dwóch dni, jak i dwóch tygodni, a znając Ciebie chciałbyś, aby to było zrobione jak najszybciej i skutecznie — odparł, spoglądając na niego wymownie, jak i również z minimalnym zmęczeniem w oczach.
Nagle jedna z pracownic szepnęła mu coś na ucho. Nier zmarszczył się, niechętnie spoglądając na Skombinuj.
Dobra chłopie. Muszę lecieć. Jak będziesz czegoś potrzebować, to wiesz gdzie mnie szukać — odparł, chociaż nie do końca mógł mówić mu całą prawdę. Czuł się w obowiązku tu siedzieć, ale wcale nie musiał. Dlatego po kolejnym głębszym, pożegnał się z mężczyzną, idąc załatwić to, co miał do załatwienia.

z/t


Monster, monster under my bed
Come out and play cause I need a friend
You're so damn close that I feel your breath
You're the only one I have left

Burdel - Page 8 VTNI69n

Feel you in my bones, Shiver up my spine
You're a master of disguise, You show up when no one's home
Are you real or just a lie? I can feel you in my mind
And my soul, But I love when you jump in
And help me feel something, My blankets are the door
My bed is the coffin, And just as it closes
And I go to lock it, I sing that lullaby you taught me

Monster, monster under my bed...
                                         
Nier
Opętany
Nier
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Dla Ciebie tylko i wyłącznie Nier.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 16.09.19 22:35  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Przez ostatnie dnie całkiem dobrze szedł jej handel wymienny. Odkąd znalazła tę bardziej zaludnioną część Desperacji, pełną świadomych wymordowanych, wreszcie była w stanie wdać się w interakcje z innymi. I nie próżnowała, kręciła się po okolicach, poznając ludzi, czy to ich zagadując, czy podglądając. Miała bolesną świadomość tego, jak mało wie o Desperacji, toteż była głodna każdej informacji i plotki, każdy szept uznawała za wartościowy. Przy okazji odkrywała miejsca, gdzie można zdobyć ubranie, jako że to zdecydowanie za często gubiła po każdej przemianie w węża. A skoro i zaczynała zdobywać swoje pierwsze elementy ekwipunku i zaspokajać najbardziej podstawowe potrzeby, to i zaczęła chciwie myśleć o innych rzeczach, bardziej luksusowych, za którymi bardzo tęskniła. Jak alkohol i papierosy. Przez mniej lub więcej 25 lat ani jednego i ani drugiego nie miała w ustach, aczkolwiek nie zdawała sobie sprawy, że aż tyle czasu minęło od jej pierwszej przemiany. Jej ciało nie domagało się więc używek, ale jej umysł wciąż tkwił wspomnieniami w dawnym życiu, więc sama sobie wmawiała czego teraz potrzebuje. A że siły woli najsilniejszej nie ma... Toteż zapragnęła sobie pofolgować. Chociaż jedną noc, choćby i tylko jednym kuflem rozwodnionego piwska.
Słyszała, jak ludzie mówią o tym miejscu. Chyba nie miało konkretnej nazwy, a przynajmniej żadnej nie wyłapała, toteż nie wiedziała, że tak naprawdę wchodzi do burdelu. Spodziewała się pubu czy czegokolwiek w tym rodzaju, więc roznegliżowany arsenał wszystkich ras poniekąd ją zaskoczył. Mimo wszystko, nie miała nic przeciwko. Z przyjemnością popatrywała sobie na ładnych chłopców, a hojnie obdarzonym kobietom posłała kilka zazdrosnych spojrzeń. Kiedyś, w innym życiu, nawet lubiła chodzić do podobnych miejsc. Zazwyczaj jednak miała towarzystwo, które dzieliło jej rozpustne zapędy, co tylko przypomniało jej, jak bardzo jest samotna w Desperacji. A to z kolei tym bardziej prosiło się o zapicie i to czym prędzej.
Wiedziała, że wyda wszystkie swoje drobniaki, jakie udało jej się ciężko zdobyć. Była biedna niczym mysz kościelna, ale dzisiaj Batsheba była nieodpowiedzialnym bachorem, dokładnie tak, jakby nigdy nie umarła.
Nie chciała, żeby wyrzucono ją z przybytku, a bała się, iż tak właśnie się stanie, jako że nie było ją stać na wynajem towarzystwa. Zapłaciła więc jednej tancerce, mając nadzieję, że nikt jej nie zwyzywa za skąpstwo, po czym zajęła miejsce przy barze i ani myślała się z niego ruszać. Po drodze ukradła komuś puchar z piwem i jak gdyby nigdy nic, udawała, że to jej własny. Niemalże ceremonialnie, uniosła go w obu dłoniach i przyłożyła do ust, pozwalając by dużym łykiem alkohol spłynął jej do gardła. Był już ciepły i wywietrzały, ale miała to gdzieś. Jak dla niej, to smakował idealnie. Radował ją gorzki posmak i gorąco, które nagle ją uderzyło. Dawno nie piła, spodziewała się więc, że nie będzie miała dzisiaj mocnej głowy. Tym lepiej, szybciej się upije za mniej.
Jak już tylko nacieszyła się pierwszym haustem, przestała się hamować. Piła szybko i zapalczywie, jakby się bała, że ktoś jej odbierze kufel jeszcze zanim zdąży skończyć dopijać. W głowie już zaczynało jej lekko szumieć, a wzrok potrzebował czasu, by skupić się na jednym punkcie. Ale za to nastrój miała wyśmienity. Hałasy nieprzyzwoitości uderzały jej do głowy, zachęcały do zabawy i wnet zapomniała o świecie na zewnątrz.


Burdel - Page 8 AnOQpm5
And what makes us human
is that sometimes we snap.
And in that moment of release
we're closer to gods than we know.
                                         
Batsheba
Poziom E
Batsheba
Poziom E
 
 
 

GODNOŚĆ :
Batsheba


Powrót do góry Go down

Pisanie on 18.09.19 11:53  •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
Nie minęło dużo czasu od zniknięcia Jinx'a. I chociaż Nier dobrze znał swój obowiązek podczas jego nieobecności, to doprowadzał go do szału sam fakt, że musiał przebywać w jednym i tym samym miejscu. Jasne, zawsze mógł sobie pójść gdzieś na kilka godzin, zmieniając miejsce pobytu, aby od siedzenia tu nie dostał kręćka. Jednak to nie pomagało, w dodatku nie wiedział, czy jeśli stąd wyjdzie, to przypadkiem nie wydarzy się coś, co sprawi, ze burdel ponownie stanie w płomieniach. Wolał tego uniknąć.
Krzątając się po korytarzach zauważył, że w niektórych miejscach dobrze byłoby zadbać o komfort budynku. Widać było, że to miejsce dzieliły lata, dlatego przydałoby się małe odświeżenie. Nier z chęcią zająłby się małym remontem, który odświeżyłby wnętrze tego budynku, niemniej nic nie chciał robić bez zgody głównego właściciela. To, że tymczasowo przyjął jego obowiązki, nie znaczyło, że mógł zachowywać się jak pełnoprawny właściciel. I tak większości nie podobał się fakt, że musiał zarządzać nimi ktoś inny od Jinx'a. Nie robił nic szczególnego, ale jak przychodziło do podjęcia jakieś decyzji, to głos Niera był tym ostatecznym. Czuł się z tym dziwnie, ponieważ nigdy nie widział siebie w takiej roli. A jego wewnętrzny demon — zwany potocznie bratem — wcale mu nie ułatwiał zadania. Chciał tylko przelewu krwi. Niewinnej i słodkiej.
Dokładnie. Bo właśnie taka jest najlepsza, bracie.
Kolejny wieczór postanowił spędzić w towarzystwie desperatów, którzy zabawiali się w hazardzie. Zauważając grupkę, która głośno dawała o sobie znać, mężczyzna dołączył do ich gry, obstawiając to, co akurat miał przy sobie. Owszem, może tymczasowo zastępował miejsce Jinx'a, ale to nie znaczyło, że nie będzie korzystać z dóbr, które oferuje mu to miejsce. Odrobina odskoczni zawsze była przyjemna. Nawet głos, który zwykle mu towarzyszył dzisiaj wyjątkowo ucichł. Czyżby szczęśliwy dzień?
Nier od dłuższego czasu żył nie najgorzej. Gdzieniegdzie miał stałe dochody, dodatkowo zlecenia, które ostatnimi czasy brał, całkiem nieźle mu się opłacają. Nic dziwnego, że chonie wykładał stół, kiedy przychodziło do obstawienia wyniku. Nie bał się przegranej, w końcu to właśnie na tym polegał hazard. Dzisiaj jednak miał szczególnie dobrą passę w kartach — zgarniał co drugie zwycięstwo, czasem nawet kilka pod rząd. Z czasem grupka, z którą grał wykruszyła się, nie mając już absolutnie nic do obstawienia. Czuli gorzki smak porażki, ale nie na tyle, aby wszczynać bójkę. Kompletnie nie opłaciłaby mu się.
Będąc zadowolony ze swojego zwycięstwa, poszedł do baru. Prawdą było, że Nier szybko uzależniał się od używek, dlatego ciągle było mu mało. Miał mały niedosyt, w szczególności w narkotykach, dlatego chciał zastąpić je tą krótką chwilą przyjemności, którą czerpał z wygranych. To właśnie ona powodowała, że na ułamek sekundy zapomniał, że jego organizm domaga się czegoś, czego od bardzo dawna potrzebował. A jedyną osobą, która mogłaby mu to dać w formie zapłaty akurat nie było. To dopiero nazywało się szczęście w nieszczęściu.
Podchodząc do baru zauważył dziewczynę. Zwykle nieszczególnie zwraca na nie swoją uwagę — był uprzedzony, dodatkowo uważał, że zadawanie się z nimi zawsze wciąga w jakieś nieprzyjemne kłopoty. Mimo to nie mógł uwierzyć w to, że tak ochoczo piła trunek, który — według Niera — zamówiła. Gorszy dzień? Zawsze mógł ją odrobinę pocieszyć. Humor mu dzisiaj dopisywał, dlatego nie widział żadnych przeciwwskazań, aby ją zagadać. Może akurat dziś będzie mniejszym dupkiem niż zwykle.
Hej, nie tak prędko. Chociaż widzę, że Twoje gardło jest w szczególności spragnione. Chcesz dokładkę? — rzucił, nie omieszkując od krótkiego uśmiechu, który zagościł na jego wargach. Także dało się wyczuć nutkę uszczypliwości, którą zawarł w swoim zdaniu — gdyby tego nie zrobił, mężczyzna nie byłby w pełni sobą. Nie raz i nie dwa dostał z liścia za to, że nietaktownie coś powiedział. Generalnie należał do nietaktownych osób, dlatego nie zdziwiłoby go to, gdyby kobieta wpadła w oburzenie. W końcu dobry humor nie oznaczał, że będzie całkowicie miły dla płci, którą średnio szanował. Mógł się z nią przespać, uspokajając w ten sposób swój głód. Minimalna bliskość, o którą ciężko w dzisiejszych czasach. Ale to wszystko, co mógłby od siebie dać.


Monster, monster under my bed
Come out and play cause I need a friend
You're so damn close that I feel your breath
You're the only one I have left

Burdel - Page 8 VTNI69n

Feel you in my bones, Shiver up my spine
You're a master of disguise, You show up when no one's home
Are you real or just a lie? I can feel you in my mind
And my soul, But I love when you jump in
And help me feel something, My blankets are the door
My bed is the coffin, And just as it closes
And I go to lock it, I sing that lullaby you taught me

Monster, monster under my bed...
                                         
Nier
Opętany
Nier
Opętany
 
 
 

GODNOŚĆ :
Dla Ciebie tylko i wyłącznie Nier.


Powrót do góry Go down

Pisanie   •  Burdel - Page 8 Empty Re: Burdel
                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach