:: Eden :: Rajskie miasto




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 20 z 20 Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20   

Re: Zajebisy Kurnik (czyli dom Nathaira)    Pisanie by Tyrell on Pon Paź 02, 2017 10:09 pm
Stojąc tak przed nim i wpatrując się w jego bladą twarz oświetlaną krótkimi mignięciami światła błyskawic zastanawiał się, co tak naprawdę skrywa jego jasna głowa. Iskrzące, ametystowe oczy wydawały się mieć więcej tajemnic niż przypuszczał, a powrót do przeszłości miał zabrać za sobą więcej niż sam by chciał. Obrazy — zgniecione i odrzucone — wiły się gdzieś w jego podświadomości pragnąc odgięcia pergaminowych rogów, ale na próżno. Nawet kiedy ulegał temu wewnętrznemu pragnieniu, jego oczekiwania okazywały się płonne. Za każdym razem. Zaglądał dyskretnie pod papier, ale zamiast rozmaitych kolorów, zastawał czystkę. Kartka jego przeszłości była biała, wręcz oślepiała wyrysowaną nicością. O czym myśli człowiek w takiej chwili? Zagubiony. Bardziej niż wcześniej w odczytywaniu emocji obcych mu twarzy. Tylko to przeczucie. I biel płótna. Gałęzie myśli pnące się gdzieś w ciemność jego głowy. Niedokończone sprawy i pętle zaschniętych dróg ujawniające wybory, których bezwiednie dokonał. To widział kiedy patrzał w śnieżnobiałą biel. Słyszał wspólne śmiechy przyjaciół, jego słowa aprobaty, zamiast sprzeciwić się i rzucić wszystko w cholerę. Patrząc w oczy Nathaira, myślał o ich słowach, o zimnych prawach przyczyny i skutku.  Czy teraz, kiedy miał przed sobą jasność papieru, miał na tyle sił aby zakreślić pierwsze linie? Odtworzyć to co zapomniał rozum?
  „Nie wracaj do tego”.
  NIE POTRAWIĘ DO TEGO POWRÓCIĆ. TO TKWI W MOJEJ GŁOWIE. BIJE NA ALARM. TO SAMO POWRACA. TA MYŚL.
  „Możesz zostać, Sora”.
  To imię, znów wywołało spięcie mięśni. Uniósł podbródek, czując, że jego biodra stają się sztywna jak po operacyjnym unieruchomieniu stawów.
  „Ale czy jesteś gotowy ponieść konsekwencje?”.
  Konsekwencje. To one nakreślają linie. Linie na białym papierze. Pierwsze linie, które rysuje drżąca dłoń pełna niepewności. Ale to lawina kolejnych zdarzeń przytłoczyła go. Nie drżenie ręki.
  Uderzenie. Tył głowy przywarł do chłodnej ściany, ale chłopak nie wydusił z siebie nawet syknięcia. Skrzywił tylko wargi i zmrużył oczy. Przez cienkie szczeliny jego powiek błyskał nieodgadniony wzrok. Cząstka człowieczeństwa. Pomimo iż jego umysł szybko zapomniał o błądzącej po biodrze dłoni Nathaira, to ciało nadal wychwytywało jej chłód drażniący naskórek. I usta. Ciepłe i zachłanne na tyle, że ich gwałtowność przygwoździła go i zamknęła w pułapce. Czarne, mokre kosmyki przykleiły się do ściany, a on czując napierającą siłę ciała anioła, nie był zdolny zrobić nic. Śmiałość Nathaira ogłupiła go. Pierwsze muśnięcie warg przywołało wspomnienie, to dawne i odległe jak pierwszy spadający śnieg. Pierwszy pocałunek. Wtedy. Wtedy też jako pierwszy wykonał ten ruch i zamieszał mu w głowie. Teraz robił to znowu. Tylko czy Nathair wiedział, że po tamtym Sorze pozostało tylko ciało? Cienka osłona obdarta z emocji i energii. Pusta jak papier w jego głowie.
  Tyrell próbował poruszyć unieruchomioną dłonią, ale ostatecznie zacisnął ją tylko w pięść. Przymknął jedno oko, ledwo łapiąc oddech. Palce drugiej złapały jasnowłosego za koszulkę, ciągnąć materiał w dół. Machinalnie uchylił usta, a ten jakże gwałtowny pocałunek zaakcentował krótkie muśniecie warg.
  Zapach Nathaira roztaczał się w jego nozdrzach jak aromat dawnego życia. Czegoś sentymentalnego i opuszczonego; nieosiągalnego.
  Mięśnie rozluźniły się, choć cały czas wydawał się być drażniony krótkimi impulsami sprzeciwu. Był zbyt zaskoczony aby zrobić to, co podpowiadał mu rozum. To się musiało stać. Prędzej czy później.
  Uchylił powieki w momencie, kiedy Nathair odsunął od niego usta; wtedy też Sora ostatni raz musnął jego język, a białe zęby przejechały po agresywnym organie w finalnym, pamiętliwym akcie.
  Tyrell spojrzał spokojnie na Heathera, choć w jego oczach wydawało skrywać się więcej niż potrafiła wyrazić skamieniała mimika twarzy. Poczuł się zgorszony? Wtedy też ręka anioła znalazła się już wystarczająco nisko, aby mógł go powstrzymać i złapać za nadgarstek, ale nie zdążył. Dłoń jasnowłosego wyslizgnęła się mu z uścisku i odsunęła jakby sama rządziła swoimi prawami. Swoją drogą — tak właśnie było.
  Sora przechylił głowę i przejrzał się jego prowokacyjnym obliczu.
  — Przyznam, że bardzo dobrze potrafisz udawać nienawiść.
  Wypowiedział to zmrużając ślepia, jak osoba oślepiona jasnymi promieniami światła. Jego głowa nadal spoczywała przy ścianie. Kącik warg drgnął chłopakowi jak do uśmiechu, ale tylko cień zakreślił tę nierówną krzywiznę.
  Nathair odsunął się, a Sora zmierzył go wzrokiem. Tatuaże oświetlała mgławica błyskawic.
  — To test?
   Wpatrywał się w anioła zgorszonym wzorkiem. To uczucie, które oblało jego ciało zdawało się być mu znajome i to go przeraziło. Tak dobrze znajome jak błysk dawnego przyjaciela zaklętego gdzieś w jasnych, ametysowych oczach.
  — Znów to zrobiłeś.
  Zdał sobie sprawę, że opętańczo zagryza wargę, i zmusił się aby przestać.
  ZROBIŁEŚ TO ABY MI PRZYPOMNIEĆ.
  Obraz jeziora skąpanego w księżycowej nocy.
  UDAŁO CI SIĘ.
  Pierwsza linia na czystej białej kartce.
  „Wciąż smakujesz niewinnie”
  Uśmiechnął się. Pierwszy raz od dawna pozwolił sobie na taki gest. Nie wyszedł on jednak naturalnie. To jak u dziecka, kiedy i ono stawia pierwsze kroki. Na pozór wszystko wygląda dobrze, ale ruchy są niepewne. Tak było i w tym przypadku.
  — Niektóre rzeczy się nie zmieniają, Nath. Inne tak.
  Tu wymierzył skrzydlatemu łagodne spojrzenie. Tak przynajmniej wyglądało. Oderwał się leniwie od ściany i zmniejszył dzielącą ich różnicę kroków. Spojrzał mu w oczy. Przenikliwie.
  — Nie sądziłem, że staniesz się tak odważny — nawiązał do wcześniejszego.
  Zamilkł, jakby wyłapywał odpowiedzi z jego twarzy. Niewidzialny uśmiech nie znikał z jego warg — dokładnie tak jakby miał sparaliżowane mięśnie mimiczne. A potem minął go i ruszył do salonu. Zabrał z oparcia pozostawioną wcześniej koszulkę i ubrał ją. Nie chciał pokazywać, że przez wcześniejszą sytuację, jego ciało zapomniało o zimnie, a dłoń zaciskająca materiał niepewnie zadrżała.

_________________



Tyrell
-----------
Hydra     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 1168
GODNOŚĆ : Tyrell. Kiedyś Sora.

Powrót do góry Go down

Re: Zajebisy Kurnik (czyli dom Nathaira)    Pisanie by Nathair on Czw Paź 05, 2017 5:24 pm
Zastanawiał się, od którego momentu Sora zaczął spoglądać na niego w taki sposób. Właściwie to nie było tak, że jakoś mu to specjalnie przeszkadza. Poniekąd przywykł do tego. Ale nie spodziewał się, że ze wszystkich osób, jakie go otaczały i z jakimi do tej pory miał do czynienia, to właśnie o n obdarzy takim spojrzeniem. Reakcja była jednak zupełnie odwrotna do nastroju. Kąciki ust uniosły się do góry, a uśmiech przybrał kpiący wyraz. Jak wystraszona łania przemknęło mu przez głowę, gdy tak na niego spoglądał.
Tak myślisz? – zapytał, gdy ciemnowłosy go wyminął. Wsunął palce pod przydługawe, jasne kosmyki i potarł kciukiem lewą skroń, czując narastające, bolesne dudnienie w głowie. Jakby ktoś wpuścił do jego umysłu miniatury słoni. Upierdliwe.
W mojej nienawiści nie ma niczego, co bym udawał. Nienawidzę cię, Sora. I to jest fakt. Ale faktem jest również to, że nie mogę się pozbyć twojej osoby z mojego życia, nawet jeśli cię nienawidzę. – prychnął cicho, nieco rozbawiony drogą myślenia drugiego anioła. Naprawdę uważał, że Nathair tak naprawdę nie odczuwał żadnych negatywnych uczuć względem jego osoby? Po tym wszystkim? To, że zrobił przed momentem to, co zrobił, nie oznaczało, że tak naprawdę wciąż mu na nim zależy, uwielbia go i przez cały ten czas jedynie udawał wkurzonego skrzydlatego. Ale jeżeli Sora wciąż karmił się tym fałszywym przeświadczeniem, dobrze, niech i tak będzie. Dalej nie będzie wyprowadzał go z błędu. Nawet nie miał na to ochoty.
Ruszył powoli w jego stronę, a gdy zrównał się z jego rachityczną sylwetką, wyciągnął dłoń i klepnął go w tył głowy.
I przestań się tak spinać. – mruknął, kiedy się zatrzymał, nie spoglądając na jego profil, a zamiast tego wodząc I zahaczając spojrzeniem o jakiś martwy punkt na ścianie skąpanej w półmroku. Nie musiał go widzieć, wystarczy że czuł napięcie jego mięśni i nerwowe ruchy.
Boisz się? Przecież nic ci nie zrobię. Żartowałem tylko. – wsunął obie dłonie do kieszeni spodni a na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech, choć Sora zdecydowanie nie mógł go dostrzec.
Nie mów, że wziąłeś to na poważnie? Kretyn. – ramiona zaczęły gwałtowanie unosić się i opadać, gdy jasnowłosy roześmiał się pod nosem. Trwało to jednak zaledwie krótką chwilę na osi czasu, kiedy zamilkł.
Nic o mnie nie wiesz. – słowa te wypowiedział tak cicho, że mogły wydawać się jedynie żartem wyobraźni Sory. Nathair spojrzał na niego przez ramię i uśmiechnął się, o dziwo, lekko i bez wymuszenia.
Zgłodniałem. A ty? – nie czekając na jego odpowiedź, ruszył w stronę kuchni, domyślając się, że jego dawny znajomy prędzej czy później pojawi się w kuchni.
Od razu sięgnął po kawałek chleba, który trzymał pod ścierką w wiklinowym koszu i zaczął nakładać na niego sporej ilości masło. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo ma ściśnięty żołądek i że właściwie od rana nic nie jadł. Co prawda w perspektywie Desperacji to i tak był luksus, ale tu w Edenie sprawy przedstawiały się zupełnie inaczej. Nathair miał o wiele bardziej ułatwione życie niż inni, nawet anioły. Dzięki elektryczności miał stały dostęp do prądu, ciepłą wodę, światło czy chociażby działające sprzęty AGD jak lodówka czy też pralka. Co, nawet tutaj, było luksusem. Chociaż w tym jednym los okazał się wyjątkowo łaskawy.
Bierz co chcesz. Przypuszczam, że na Desperacji ciężko ze wszystkim. – rzucił w stronę chłopaka, kiedy wreszcie zawitał w kuchni.
Kawy? Herbaty? Wina? – uniósł jedną brew w pytaniu, chociaż od razu znał odpowiedź.

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 11414
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down


Strona 20 z 20 Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Eden :: Rajskie miasto