Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next   

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 02.11.15 23:59
Spojrzała na rudzielca z delikatnym rozbawieniem i posłała mu uspokajający uśmiech.
- Nie martw się, póki jesteś tu ze mną, nikt nawet nie zakwestionuje, czy ci tu wolno być, czy nie - stwierdziła odrobinę zagadkowo. Rzeczywiście było to miejsce, o pobycie w którym wielu mieszkańców Desperacji mogło tylko pomarzyć. Całkiem czysto, przestronnie, w miejscu osłoniętym od nieprzyjaznych warunków pogodowych i większość niebezpieczeństw pustyni. Jedyną wadą było to, że w owym azylu niestety nie dało się pomieścić wszystkich, którzy potrzebowali opieki i schronienia. Skoro jednak mogła zrobić dla Spadesa coś miłego, to z pewnością jedną z możliwości było zaproszenie do kompleksu świątynnego, gdzie chociaż przez chwilę można się było poczuć bezpiecznie i spokojnie.
Przeprowadziła swego znajomego przez prawie całe pomieszczenie, aż wylądowali w okolicach ściany, gdzie zaraz obok znajdował się wolny fragment podłużnej ławy. Nieopodal można było dostrzec kamienny stół i jeden z garów z zupą, której aromat rozchodził się po pomieszczeniu jako jeden z wielu wyczuwalnych, wdzierając się w nozdrza każdego przybysza i kuszącą zachęcając do pozostania w pomieszczeniu na dłużej. Któż śmiałby odmówić takiemu zaproszeniu?
- Trudno nazwać to wskazówką - machnęła ręką, bo w końcu zabranie jednej dodatkowej osoby ze sobą to była fraszka, no nic praktycznie. - po prostu pokazuję ci jedną z opcji, jakie daje świat. Niestety, nie wpuszcza się tu byle kogo. Sam rozumiesz, staramy się pomagać wszystkim potrzebującym, ale priorytetem są nasi wierni. Dzisiaj jednak jesteś moim gościem, korzystaj do woli. - Rozłożyła ręce lekko na boki, pokazując tym samym całe bogactwo kościelnej jadalni. Zaraz też uśmiechnęła się z rozbawieniem, co wywołane było ostatnią wypowiedzią mężczyzny. Nie odpowiedziała słowami, za to położyła dłonie na ramionach wilka i pchnęła go delikatnie na ławkę. Wystarczy już tego całego krygowania się, bo im obiad wystygnie. Zaraz też podeszła te dosłownie trzy kroki do wielkiego gara i znalazłszy wolne talerze, po krótkiej chwili ustawiła na stole dwie solidne porcje owego dania. Jedną z nich popchnęła w kierunku Spadesa i wręczyła mu łyżkę, a sama zasiadła obok wraz ze swoim posiłkiem.
- Smacznego. Mam nadzieję, ze lubisz - rzuciła radośnie, zabierając się do konsumpcji. Po spacerze na świeżym powietrzu i drzemce miała wybitnie dobry apetyt. Zupa znikała w zastraszającym tempie, co mogło wyglądać wręcz zabawnie, gdy się kiedykolwiek poznało Akane od tej bardziej poważnej strony. Wzniosła i poważna członkini kościelnej starszyzny pałaszuje swój obiad niczym pięciolatek cukierki.
- A, gdyby twoje maluchy były głodne, to też się coś znajdzie. Tylko w sumie nie wiem, co można im dać - stwierdziła w międzyczasie. Bo co, rudzielec karmi młode wilczki normalnym jedzeniem? Jakimiś resztkami? Bez względu na to, jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba, to i nieszczęsnym złodziejaszkom coś do pyszczka się trafi.
- A w ogóle, w ogóle - przerwała na chwilę jedzenie, by wycelować komorą zupną swojej łyżki w kierunku Spada - jak ci się wiedzie? Opowiedz mi, dawno się przecież nie widzieliśmy. - I co z tego, że o mężczyźnie nie wiedziała prawie nic i takie pytanie brzmiało trochę głupio? Przecież nie każe mu opowiadać całego swojego życiorysu, bo dni im nie starczy, a ostatni okres powinien w zupełności wystarczyć na nawiązanie rozmowy.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 05.11.15 18:48
- Gruba szycha, co? - Bąknął pod nosem, słysząc, że w miejscu tym nic mu nie grozi póki towarzyszy mu czerwonowłosa. Spad więc podążał za nią niczym cień, a chmara towarzyszącego zwierzyńca wydawała się być jakby dywanem, snującym się w ciszy za swym panem. Strach, nieznane i ufność jaką pokładały w wymordowanym sprawiała, że były nad wyraz posłuszne jego woli. Szkoda tylko, że te chwile nie trwały wiecznie.
- Wierni? Czyżbym przypadkiem znalazł się w tym osławionym Kościele? Słyszałem, że swą siedzibę ma w Górach Shi, lecz nigdy bym nie pomyślał...- że tutaj trafię. Dokończył w myślach, gdyż usadzający uścisk dłoni kobiety zaskoczył go na tyle, że przerwały mu zdanie. Jednocześnie jakoś tak mu się głupio zrobiło, gdy zdał sobie sprawę z tego jak plącze się po przybytku zmuszając Akane do poświęcenia mu większej uwagi. Gdyby tylko nie zachowywał się jak zdezorientowany zwierzak...Posłał jej więc przepraszające spojrzenie, a ona w odwecie postawiła mu miskę ciepłj zupy. Zbaraniał, lecz już po chwili czerwonowłosa mogła z satysfakcją wywnioskować, że kupiła sobie żołądek wymordowanego, a tym samym i jego samego.
- Wszystko. - Ochoczo przyciągnął do siebie talerz, uszy postawione na sztorc zdawały chłonąć opary unoszące się nad talerzem.  - W sensie, że jadam wszystko, a więc wszystko jest dla mnie smaczne. Jak byłem mały to mama często żartowała, że łatwiej było mnie ubrać niż wykarmić. - Wypuścił swobodnie jedno ze wspomnień swojego życia. Kiedy zaś jadł, zmuszony był powstrzymywać najmłodszego z watahy przed wepchaniem się mu na kolana. Reszta posłusznie leżała pod ławą. Jak jeden mąż podniosły jednak łby, gdy zaczęły przypuszczać, że o nich mowa.
- Jedzą wszystko. Mają to chyba po mnie. - Zażartował. - Przeważnie polujemy razem na średniej wielkości zwierzęta. Mięso, kości i to co powinny chronić - to nasze codzienne menu. Teraz przyzwyczajam je do owoców, warzyw, kasz, orzechów..wszystkiego. Widać, że nie za bardzo im smakują takie rzeczy, lecz pałaszują. Nie mają za bardzo nic do gadania zwłaszcza, że zbliża się zima, a wówczas o zwierzynę skrajnie ciężko. Więc jeśli macie jakieś resztki to sądzę, że będzie to dla nich aż za nadto smakowite. Jednak to najlepiej zostawić to na koniec bo się jeszcze rozbestwią i mogą zrobić się kłopotliwe. - Opowiadał ochoczo, ostatecznie ujmując najmłodszego psiaka i uradzając go sobie na kolanach. Miska z zupą była już wyczyszczona przez Hayato. Zwierzak oblizał krawędzie naczynia, ziewną, a potem dał się pieścić swemu właścicielowi. Ciepło pomieszczania sprowadzało na całe towarzystwo senność. Prócz na Spada, który w tym momencie tryskał entuzjazmem.
- Oj tak dawno...Właściwie to nie tylko opowiem, jak mi się wiedzie, lecz również pokuszę się o zrobienie pierwszego drugiego dobrego wrażenia. - Wyszczerzył się, wyciągając po raz drugi tego dnia rękę ku Akane. - Mówią mi Spades, Spad, Ten Rudy. Zajmuję się przeżywalnością i wszystkim innym - dostarczam, donoszę listy i paczki, a nie ludzi, załatwiam, informuję. Człowiek orkiestra - polecam się. - Zaprezentował swą osobę bardziej należycie, niż to zrobił za pierwszym razem. Podparł się potem łokciem o blat stołu, a twarz o dłoń i kontynuował. - Do niedawna często udawało mi się przynieść coś zza muru, lecz od pewnego czasu wojsko wyraźnie wzmocniło straże. Ciężko jest przemknąć niezauważonym, a więc i żywym. Nastrojów w Apogeum naturalnie to nie poprawiło. Wszyscy są tam teraz nerwowi i by cokolwiek załatwić trzeba mieć pewną siłę przebicia Las w okolicy również przestał prócz tego powodu spokojny, zastanawiam się nad przeprowadzką, zwłaszcza, że rzadko siedzę w jednym miejscu. Taki żem rozchwytywany, że nie wiem gdzie kierować swe łapy - Wywrócił teatralnie oczami.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 07.11.15 14:23
- Jak najbardziej, to właśnie tu - potwierdziła przypuszczenia wymordowanego, kiwając głową na jego słowa. Jasne, mógł się nie spodziewać tego, że jakaś losowo poznana kobietka zaciągnie go w samo serce organizacji religijnej, o której jeszcze jakiś czas temu opinia była dość... no cóż, niezbyt przychylna. Chyba, że się było żądnym krwi psychopatą, wtedy perspektywa mordowania aniołów i innych heretyków na ołtarzach była całkiem przyjemna, ale mimo wszystko mogła odstraszać co wrażliwsze na cudzą krzywdę osoby. Odkąd jednak polityka sekty uległa zmianie, dało się wyczuć o wiele spokojniejsza i milszą atmosferę.
Uśmiechnęła się radośnie, widząc że udało jej się wywołać pozytywne uczucia u swego kolegi. Zasada przez żołądek do serca w Desperacji nabierała nowego wymiaru. Nie tylko można było zdobyć czyjąś sympatię poprzez zapewnienie mu posiłku, ale też podporządkować sobie większą ilość osób - kto ma jedzenie, ten ma władzę. W świecie, gdzie o każdy dzień trzeba walczyć, osobą bogatą był posiadacz odpowiedniej do przeżycia ilości podstawowych rzeczy typu żywność, woda, parę ubrań. Niektórzy nawet tyle nie mieli i musieli szukać pomocy u zasobniejszych, a ta rzadko kiedy bywała bezinteresowna. W takim razie czy Vivian zapraszając Spada na obiad liczyła, że będzie miał u niej dług? To właściwie wiedziała tylko ona sama, a osoby postronne mogły się tylko domyślać, czy ma w tym jakiś interes. Z drugiej zaś strony znając rudą, to właśnie nie spodziewała się niczego poza prostą wdzięcznością, ewentualnie mogła mieć nadzieję na spędzenie czasu z przyjazną istotą, co też było cennym zjawiskiem na tym okrutnym świecie.
- Cieszę się w takim razie. Tym się można zająć później. - Lubiła pomagać, a skoro wykarmienie gromadki szczeniąt nie było takie kłopotliwe, to na pewno uda się jeszcze załadować im coś na drogę. Viv skończywszy swoją porcję zupy zajęła się właśnie obserwacją maluchów, których zachowanie ogromnie ją fascynowało. Wcześniej mogła być przez małych złodziejaszków rozdrażniona, ale obecnie zwyczajnie ją rozczulały. Takie kochane, puchate i ciekawskie... sama chętnie by się takimi zaopiekowała, gdyby miała okazję i nie dziwiła się, że rudy przygarnął cała gromadkę.
- Miło mi poznać po raz drugi. - Wyszczerzyła zęby w radosnym uśmiechu, pewnie ujmując wyciągniętą ku niej dłoń. Zaraz też ułożyła się w podobnej pozie co jej rozmówca, podpierając głowę obiema opartymi o blat rękami i wpatrując się jak zahipnotyzowana w piwne tęczówki przed sobą. W milczeniu chłonęła każde padające słowo, wyraźnie zaciekawiona całą opowieścią.
- O, bywałeś w mieście? Jejku, tak dawno go nie widziałam... prawie setka lat będzie. Myślisz, że bardzo się tam zmieniło? - wyraźnie się zainteresowała. W końcu od kilkudziesięciu lat nie widziała M3 od wewnątrz i nie miała pojęcia jak wiele mogło ulec zmianie odkąd sama była normalnym człowiekiem i prawowitą obywatelką. Ciekawe, czy dom jej rodziny jeszcze gdzieś tam stał, czy jej brat nadal żył, czy teraz mieszkali tam jacyś obcy... a jeżeli jej krewni żyli - czy wciąż mieli zwyczaj kupować chleb co rano w sklepiku za rogiem? Czy w oknach nadal wisiały nieśmiertelne zielone firanki, które ponoć znajdowały się w mieszkaniu od kilku pokoleń jeszcze gdy sama Akane tam przebywała? Tak wielu rzeczy nie wiedziała i nigdy się nie dowie...
- O, gdybyś szukał dla siebie miejsca to pamiętaj, że zapraszam. - Mrugnęła doń przy tej wypowiedzi, nadal niezmiennie uśmiechając się z całym swoim urokiem. No bo czemu by nie?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 15.11.15 18:15
A więc na prawdę tu był. osobiście nie wiedział za wiele o Kościele pomimo iż miał przyjaciela wyznającego ten rodzaj religii. nigdy go jednak o nic w związku z nią nie wypytywał. Słyszał jednak podejrzane szepty, mówiące o tym, że wyznawcy polują na anioły. Z jednej strony rozumiał, że anielskie działania ostatnimi czasy siały chaos wśród desperatów, którzy często starali się bronić przed tymi skrzydlatymi stworzeniami. Z drugiej jednak, nie chciał dowiedzieć si, że jego dobry przyjaciel być może bruka sobie dłonie ich krwią.
- Mogę więc o coś spytać? Tylko proszę, nie bierz tego do siebie otóż - jak wygląda obecna polityka kościoła? Słyszałam, że polujecie na anioły i jesteście przy tym dość brutalni, jednak odnoszę wrażeni, że to mało aktualne. Chyba. - Zaczął ostrożnie, uważnie obserwując twarz towarzyszki rozmowy. Sam nie bardzo wiedział, czy chce posiąść wiedzę na ten temat, lecz ostatecznie ciekawość zwyciężyła. Skoro już tu był i miał przy swym boku wiarygodne źródło to czemu by na tym nie skorzystać?
- O rety, setkę? Nie wyglądasz. - Puścił jej oczko, uśmiechając się przy tym zawadiacko. - Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak wyglądało miasto setkę lat temu więc ciężko mi powiedzieć, czy od tego momentu rzeczywiście się zmieniło. Mam ledwie trzydzieści dwa, niedługo trzydzieści trzy lata. Swoje nieżycie prowadzę ledwie od pięciu, prawie sześciu lat. Przy tobie jestem więc ledwie smarkiem. - Parsknął, umiejętnie kamuflując dziwny niepokój. Wiedział wszak, ze czeka go teoretycznie długie życie. Napawało go to jednak niepokojem. - Ciężko było...wiesz, w sensie to jak ten czas przemijał. Zmieniło cie to jakoś, czy coś? - Dodał już poważniej, będąc wyraźnie zainteresowanym. Kto wie, może rozmowa z czerwonowłosą rzuci nieco światła na trzymane w szafie spadowe demony.
- Och, będę pamiętał, choć wątpię bym nadawał się na wyznawcę. - Wzruszył ramionami, przeciągając dłonią po miękkiej sierści trzymanego na kolanach szczeniaka.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 17.11.15 20:35
Plotki krążą, a im dalej się zapuszczą, tym trudniej o aktualizację zawartych w nich informacji. Stąd więc skoro już rozeszła się zła fama o zwyczajach Kościoła, tak z pewnością jeszcze przez długi czas się jej nie pozbędą. Wprowadzenie nowej, pozytywnej opinii na temat aonistów nie będzie rzeczą łatwą ani szybką, ale z pewnością wartą zachodu. Kto chciałby być kojarzony wyłącznie z mordów na istotach uznawanych za wzór dobroci i cnót? Przykra prawda była taka, że wyznawcy nowej wiary przez pewien czas sami sobie robili czarny PR wśród istot wykazujących się choćby minimalna empatią. Skoro jednak polityka uległa zmianie, warto o tym wspominać jak najczęściej i uświadamiać naród Desperacji o tym, jak obecnie wygląda życie mieszkańców gór.
- Możesz pytać o co zechcesz - zaczęła, uśmiechając się delikatnie. Mogła robić za informację turystyczną bez żadnego problemu. Dla tak miłego znajomego jak Spades byłaby w stanie opowiadać godzinami, zedrzeć sobie gardło i zamilknąć na wieki. Polubiła tego osobnika już za pierwszym razem, a drugie wrażenie zrobił nawet lepsze.
Tak to jest, jak się ma cholerną słabość do uroczych istotek.
- Ostatnimi czasy nasza polityka mocno się zmieniła. Żadnego bezsensownego mordowania. Pomoc i wsparcie dla wszystkich potrzebujących. Takie tam. - Mówiła trochę tak, jakby te diametralne zmiany nie były wcale niczym niezwykłym. Ot, nowy prorok, nowe zasady; dla Vivian, która żyła już kawał czasu i niejedno widziała, podobnie radykalna odmiana nie była zaskoczeniem. Co więcej, odkąd dowiedziała się o przewrocie i przejęciu włazy w sekcie przez młodą kapłankę, spodziewała się radykalnych reform. Nie zawiodła się.
- Och, tak uważasz? - Spuściła skromnie wzrok na ten nieoczekiwany komplement niczym licealistka zauważona przez starszego kolegę. Wcale nie zdarzało jej się słyszeć pochlebstw aż tak często, jak mogłoby się to wydawać. W świecie, gdzie rządziła siła fizyczna i umiejętność zdobywania towarów pierwszej potrzeby dżentelmeni byli gatunkiem na wymarciu, a i zwyczajnie uprzejmych ludzi nie było tak łatwo napotkać. Większość osób bardzo rozsądnie przyjmowała zasadę mocno ograniczonego zaufania, przez co wytwarzała się znaczna bariera w tworzeniu relacji i więzi.
- Hm, w sumie to nie bardzo. Czasami to trochę dziwne uczucie, gdy się zamyślisz i zaczynasz sobie wyobrażać jak by to było, gdybyś nie umarł. Wiesz, mnie często nachodzą takie myśli, że teraz już bym pewnie nie żyła, albo przypominałabym twoją pra-prababcię. Ale tak... po prostu żyję, z dnia na dzień i ciesze się każdą kolejną chwilą. Ni mniej, ni więcej - zakończyła, spoglądając na swojego rozmówcę spod lekko opuszczonych powiek. Zabawne, jak wielka różnica wieku dzieliła ich żywot, chociaż wyglądali niemalże na rówieśników. Taka zabawna dwójka rudzielców zdolnych do przemiany w futerkowe stworzenia. Tak wiele wspólnego, tak wiele różnic.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 01.12.15 2:36
- Brzmisz trochę, jakby nie miało to dla ciebie większego znaczenia. - Wypowiedział te słowa z podobną swobodą co rudowłosa. Delikatnie się przy tym ucichną, a złote tęczówki bacznie ją zlustrowały. Wymordowany w tym momencie udowodnił, że szybko adoptował się o sytuacji. W końcu nie tak dawno biła od niego niepewność i ostrożność, a teraz zachowywał się jakby był u siebie. Była to naturalnie gra, którą podjął i w której czuł się bezpieczniejszy kryjąc swą niepewność. W końcu ktoś dla kogo takie zmiany nie były zaskakujące nie mógł być nie niebezpieczny. - Nie żebym nie uważał tej zmiany nastawienia za coś dobrego, lecz, hm...to trochę jakbyś była lodziarzem, a nagle kazano ci przekwalifikować się pod projektanta mody, a wszystko to robisz pod szyldem firmy z lodówką w logo. - Tak, KNW było dla niego czymś dziwnym. On, gdyby był na miejscu Akane zapewne zastanawiał się "Dlaczego?", jednak ona zdawała się być posłuszna swej wierze. Było to jednoczenie godne podziwu i nieco przerażające. - Dla mnie to trochę dziwne. Choć może za mało o was wiem. - Podsumował, przechylając nieznacznie głowę w bok.
- Tak, tak uważam. To zapewne wpływ tych twoich przebieżek po bezludziach. - Dodał, łobuzersko wspominając biegnącą w jego kierunku na wpół roznegliżowaną Akane.
- Ach tak, wiem co masz na myśli...- Ile razy nękały go podobne myśli? "Co by było gdyby" - W sumie, jak tak o tym teraz wspomniałaś, to przede mną ciągle kryzys wieku średniego. - Momentalnie zastygł, zdając sobie z tego sprawę, by po chwili parsknąć i podeprzeć twarz na ręce, której łokieć znalazł oparcie w blacie stołu. - Chociaż to bardzo pocieszające, że niewiele zmian mnie czeka. - Boję się bowiem, że któregoś dnia się zatracę. - Szkoda by było by ktoś tak szarmancki oraz urodziwy, jak jak stał się zgryźliwy i pokarany zmarszczkami. - Zażartował uśmiechając się szeroko, choć wewnątrz siebie prowadził wojnę z myślami. Dopiero słowa Akane sprawiły, że jego obawy zostały zbyte. Przynajmniej na chwilę obecną. Jego ogon zwił się wesoło.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 01.12.15 18:40
- Huh, no może brzmię - stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Zaraz też uśmiechnęła się delikatnie. - Bo widzisz, poprzednie założenia naszego Kościoła i jego działania wcale nie musiały mi się podobać. Zmiana proroka była dla nas wszystkich ogromnym i ważnym wydarzeniem, a także szansą na wielkie zmiany. Kto wie, może... - Uciekła wzrokiem lekko w bok i do góry, jednocześnie przy tej przerwie przejeżdżając koniuszkiem języka po wewnętrznej krawędzi dolnej wargi. - ... może tak naprawdę gdzieś mi się tęskni za dawnymi czasami... - urwała znów, wlepiając spojrzenia w Spadesa. Zielone oczy zabłyszczały niepokojąco, jak gdyby w ich głębi rzeczywiście mógł się czaić płomyczek szaleństwa. Przez kilka sekund zapanowała cisza, po czym ruda najzwyczajniej w świecie zaczęła się śmiać. Usta zakryła otwartymi dłońmi, ale to przecież nie mogło stłumić dźwięków wyraźnie świadczących o tym, że dziewczynę coś mocno rozbawiło.
- Nie no, żartuję sobie. Po prostu odkąd nie muszę się martwić polityką, która mi się nie podoba, mogę do niej podchodzić bardziej na luzie. Zresztą wola Ao jest święta, a skoro już zgadza się z moją, to nic, tylko się cieszyć - podsumowała i zakołysała swoja pustą już miską, powodując jej okrężny ruch po płaskiej powierzchni stołu. Raz wprawione w ruch naczynie teraz z cichym szuraniem przemieszczało się po blacie, zataczając swoimi brzegami koła wokół wetkniętego w środek palca Vivian.
- Bo ruch to zdrowie, co nie? - Wyszczerzyła ząbki niczym osoby reklamujące pastę do zębów. - Zresztą nie przejmuj się, może cie ten kryzys ominie. Z tego co pamiętam, to mi się nie zdarzył. - Wyciągnęła dłoń i pocieszająco poklepała rudzielca po ramieniu. - Będzie dobrze. Zero starzenia, zero zmarszczek, a jeżeli zaczniesz zrzędzić, to mogę cię kopnąć na ostrzeżenie - zażartowała. Teraz już nie groziło im starzenie się, chyba że mentalne. Na to jednak była prosta rada; wystarczy pozostać sobą i nie dać się złym myślom, by w pewien sposób zachować wieczną młodość. Kwestią wizualną zajął się już wirus, więc o to nie ma potrzeby się martwić.


Ostatnio zmieniony przez Akane dnia 03.12.15 19:36, w całości zmieniany 1 raz



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 02.12.15 0:22
- Och, doprawdy? - Bąknął unosząc nieznacznie brew. Nie żeby gest Akane i jej słowa nie wywarły na nim wrażenia...Tak właściwie, gdyby nie gra którą podjął prawdopodobnie miałby mokro w majtach, lecz wystarczyło, że wiedział o tym na chwilę obecną tylko on. Nie okazując więc strachu pokazał garnitur wilczych zębów w wyrazie rozbawienia, wtórując śmiechowi dziewczyny. Co prawda z pewnym opóźnieniem, ale jednak.
- Kapryśny ten waz Ao. - Zauważył z pewnym sceptycyzmem. Nigdy nie był zbyt przychylny funkcjonowaniu organizacji działających w Desperacji. Wszystkie w oczach Spada były takie same. Łowcy, KNW, wojsko, DOGS, CATS, anioły...Każda pozyskiwała swoich poddanych bowiem w ten sam sposób - obietnicami lepszego jutra. Wszyscy stali jednak w miejscu, mordując się nawzajem i rzucając sobie w zawiści kłody pod nogi, pomimo tego samego pragnienia - przetrwania. Wyjątkiem były Smoki. Byli całkiem inna bajką.
- W sumie dziesiątki kilometrów dziennie tego spacerku robię więc pewni jestem jednym ze zdrowszych żywych trupów w okolicy. Więc tym bardziej nie powinny się mnie tyczyć te przyziemne bolączki. Nie przy takiej kondycji, phi. - Zaśmiał się, a zaraz potem jakby sobie o czymś przypomniał i popadł w zamyślenie. - Chociaż wiesz...- Zaczął, a jego uszy zmieniły orientację na poziomą. - Jakbyś miała ochotę na spacer lub jeśli Twoi bliżsi będą mieli to niech trzymają się lepiej bardziej zalesionych trenów. Anioły ostatnio dość specyficznie się zachowują więc lepiej unikać otwartych przestrzeni. Zwłaszcza gdy ma się coś na sumieniu. - Zdawał się wiedzieć więcej, lecz nie do końca był przekonany czy powinien mówić wszystko co wie. Kto wie, może dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę z tego co miał na myśli, lecz równie dobrze mogła tego nie robić. Tutaj wówczas pojawiał się dylemat moralny. Powiedzieć i przestrzec towarzyszy Akane o Anielskim Sądzie? Sprzedać informację? Czy zasiać ziarno ostrzeżenia i milczeć, usprawiedliwiając się tym, że zapewne większość członków KNW ma na sumieniu nie jedno życie...?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 05.12.15 20:54
- Może. Ale czy to aż tak ważne? Wciąż żyjemy. Mamy dach nad głową, nie umieramy z głodu ani z zimna, stanowimy wspólnotę i dobrze nam się wiedzie. - Wydawać by się mogło, że zbywa wątpliwości wymordowanego, ale to nie do końca tak było. Na dobrą sprawę dla niej ten aspekt bycia w Kościele był dla niej jednym z najważniejszych. Życie było zbyt kruche, żeby lekceważyć dar otrzymania go po raz drugi, nawet jeżeli wymagało to doświadczenia własnej śmierci. Bez względu na to, czy w jakiejś organizacji czy nie, każdy w zasadzie dążył do utrzymania się jeszcze w ziemskim bytowaniu, taką bądź inną metodą i różną rzecz jasna skutecznością. O aspektach moralnych działania różnych osób też długo by można dyskutować, jednakże niewielki był w tym sens; lepiej już pilnować własnego nosa.
- Hm? - Zainteresowała się, gdy Spad zmienił nieco ton. Od razu wyczuła, że ma do opowiedzenia coś nienależącego do codziennej rutyny i nie odmówiłaby sobie bliższego zapoznania się z tym, czym najwyraźniej chciał się podzielić. Wpatrywała się w rudzielca z wyraźnie zaciekawionym wyrazem twarzy, zaś na koniec przekręciła głowę w bok, trochę jak dziecko, które nie do końca zrozumiało fragment rozmowy.
- Co masz na myśli? - spytała, strzelając zielonym spojrzeniem spod lekko przymrużonych oczu. Teraz, gdy już jej rozmówca zaczął temat, nie powinien go w taki sposób urywać. Byłoby to znaczną nieuprzejmością, żeby napocząć rozmowę o sprawach brzmiących poważnie i pozostawić drugą osobę ze znacznymi brakami. Tak się zwyczajnie nie robi!
- Miałeś jakieś kłopoty z aniołami? - dodała jeszcze. Jeżeli już bardzo nie będzie chciał uzupełniać swojej wcześniejszej wypowiedzi, to mógł przynajmniej na to jej odpowiedzieć. Nie chodziło jej tylko o uzyskanie szerszych informacji, ale też zwyczajnie interesowały ją życiowe doświadczenia kolegi. W końcu co jak co, ale nikt nie może jej zabronić zainteresować się tym, co przeżył odkąd się ostatnio widzieli. Tak czy siak można uznać za cud ponowne spotkanie tej dwójki w okolicznościach kompletnie losowych.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 07.12.15 16:07
Co miał na myśl...Wiele. Praktycznie wszystko. Jednak niczego jeszcze nie powiedział. Podrapał się za to pogłowie, zastanawiając się, co zrobić. Chciał pomóc Akan, lecz wiedział, że jeśli wszystko wyjawi zapewne informacja wszystko się rozniesie i zniknie szansa na pozyskanie zapasów jedzenia na zimę dla niego...i wilków. Z drugiej strony przypomniał sobie wówczas słowa anioła, mówiący, że będzie mu wybaczone, jeśli pomoże po trzykroć. Ni wiedział co go czeka jeśli nie wypełni przyrzeczenia...Naturalnie zakładał najgorsze, a wówczas jego podopiecznych również czeka głód. Więc jeśli różnica w ostatecznym rozrachunku dotyczyła jego żołądka...
- Um. I to nie małe. Trochę za Apogeum zleciały się i mnie porwały, choć tak właściwie nie miałem za dużego wyboru, gdyż była ich czwórka i po prostu się im poddałem. Kto by pomyślał, że moja pierwsza wizyta w Edenie będzie właśnie tak wyglądała. - Rzucił z lekkim rozbawieniem, wzruszając przy tym ramionami. - Przetrzymywali mnie, a potem zabrali, hmm "na sąd". Coś się tam wśród nich musiało pozmieniać. Chyba myślą, że jeśli nie ma Boga to one muszą kontynuować jego dzieło i sądzić umarłych. Lub złapanych. Choć może ktoś konkretnie tam ma takie zdanie...W końcu anioły funkcjonują w sposób pewnej hierarchii. - Wrócił na chwilę wizją do anioła, który spoglądał wówczas na niego ze środkowego tronu, a którzy wszyscy inni zdawali się mu oddawać szacunek. Jeden z aniołów wymawiał jego imię, ostrzegając przed jego obłudą. Metatron. O, dokładnie tak. Później będzie musiał powęszyć na jego temat chociażby z czystej ciekawości - W każdym bądź razie łapią, sadzają przed sąd i sądzą. Ja akurat nie miałem niczego na sumieniu, lecz zdaję sobie sprawę, że mi podobni, bytujący w Desperacji na pewno zdążyli narobić różnych...rzeczy. I to nie koniecznie z chęci czynienia zła, a konieczności. A nie wiem, co oni robią z takimi, choć sądząc po ich wypowiedziach nie brzmiało to jakoś specjalnie zachęcająco.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Gość on 08.12.15 20:00
Słuchała, a co jak co, ale to potrafiła robić bezbłędnie. Dłonie opuściła na blat stołu i pochyliwszy się lekko do przodu, całą uwagę skupiła na swoim rozmówcy. Cały czas patrzyła prosto w jego twarz, oprócz słów chłonąc też mimikę i ukrytą w niej treść. Słowa mogły przekazać wiele, ale dodatkowe informacje dawało choćby ich zabarwienie emocjonalne i wyraz oblicza. Takie drobne rzeczy potrafiły wyrazić o wiele więcej, niż mówiący w ogóle chciałby przekazać. Stąd też w trakcie rozmowy Vivian nieustannie chłonęła każdy aspekt wypowiedzi wymordowanego, co chcąc nie chcąc nadawało jej wygląd słuchacza perfekcyjnego. I nawet nie udawała! Naprawdę interesowało ją to, co Spades miał do powiedzenia. Do tej pory nie doszły jej żadne wieści na temat czegokolwiek, co z opisu mogłoby pasować do napoczętego tematu i teraz z niecierpliwością oczekiwała na dalszy ciąg. Nerwowo zaszurała stopami po podłodze.
- Hm, nie miałam pojęcia - wtrąciła w międzyczasie, zastanawiając się jednocześnie nad wszystkimi wydarzeniami, w jakich ostatnimi czasy brała udział. Naprawdę, nawet gdy porządnie przeszukała pamięć, nic konkretnego nie przychodziło jej na myśl. Czyżby przeoczyła jakieś ważne zdarzenia, po których można się było domyślić ruchów anielskich stworzeń? Wydawało jej się, że mimo wszystko nie popełniła tu zaniedbania. Całe szczęście dowiadywała się teraz tego wszystkiego od rudzielca; ta wiedza z pewnością jeszcze się przyda. Trzeba będzie zwrócić na to uwagę wiernych, a także pilnować siebie. Tak jakby bez tego Desperacja nie była wystarczająco niebezpieczna!
- Moment. Czyli co może spotkać tych, którym nie pójdzie dobrze na sądzie? Masz jakieś przypuszczenia? - Tak, tym też zdecydowanie warto się zainteresować. No bo chyba przecież nie mogło być na tyle źle, by trzeba się było obawiać o swoje życie? W końcu anioły podobno mają się za tych dobrych i logicznym byłoby, gdyby się tego konceptu konsekwentnie trzymały. Mimo wszystko jednak cholera wie te pierzaste ludziki i to, co im może do głów strzelić! Akane miała rozbudowaną wyobraźnię w materii tego, co można zrobić osobie odmiennej wiary; wystarczająco dużo widziała tego naocznie na własnym podwórku i z całego serca pragnęła nigdy czegoś takiego nie doświadczyć.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jadłodajnia    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry