Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 27/09. Losowano choroby. Sprawdź czy Twoja postać jest wciąż zdrowa.
  • 25/09. Dyskusja na temat rangi rekruta w dziale S.SPEC. Wypowiedz się.
  • 24/09. Ogłoszenie dla MG. Zapoznaj się z nowym systemem wynagrodzeń. Przy okazji wrzucono prośbę w ukrytym dziale. Przeczytaj.
  • 21/09. Pojawiło się ogłoszenie od Apokalipsy. Zapoznaj się z wynikiem zakończenia eventu.
  • 19/09. Dodano dwie nowe rangi oraz zamieszczono wpis odnośnie próśb/propozycji zgłaszanych na cb/drogą prywatną. Przeczytaj.
  • 17/09. W ukrytym dziale MG pojawiły się dwa tematy do przedyskutowania. Zagłosuj i wypowiedz się.

 :: Desperacja :: Góry Shi :: Katedra


Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down

Pisanie on 03.12.14 1:01  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Apolyon wymknął się po cichu ze swojej celi i niczym cień, przemknął z powrotem do Groty Ofiarnej.
Droga nie była długa, i chociaż kotowaty przebył ją, nie dając się zauważyć nikomu - ani wiernemu pokonującemu zawiłą sieć korytarzy, ani wynoszącemu resztki starych ofiar Inkwizytorowi - czuł się jak na spacerku. Uwielbiał poruszać się po tych korytarzach. Choć zimne i nieprzyjemne, przypominały Apolyonowi samą ideę wiary w Ao - ostre krawędzie skał można było porównać do nieprzyjemności, jakie trzeba było przejść, by dostać się w szeregi Kościoła. No bo w końcu z początku dość ciężko jest się przyzwyczaić do rozcinania komuś piersi żywcem i wyrywania mu serca, nie? Chyba, że jesteś Apolyonem, który przez lata żył jako zwierzę i bardziej interesował cię zapach pieczonego mięsa niż wrzaski konającej ofiary, oh well.
No, ale były przecież i dobre strony, nie? Tunele dawały schronienie im wszystkim, tak samo jak silna więź pomiędzy wiernymi, kapłanami i Ao dawała oparcie psychiczne. Tutaj naprawdę można było się poczuć jak w rodzinie. Oczywiście to było pojęcie względne, no bo może właśnie przed chwilą wyrwałeś serce swojej mamie/tacie/dziadkowi/siostrze/inne, no nie?
W każdym razie, Apolyon miał już to oczywiście dawno za sobą.
Wkroczył nadal jako kot do Groty Ofiarnej. Po każdej złożonej ofierze, należało posprzątać ołtarz. Chociaż krew i tak zostawiała po sobie ślady, jakoś to wszystko trzeba było ogarnąć. Nie można było w końcu dopuścić do tego, że nowi skazańcy będą kładzeni na usyfionym stole, to by była obraza Ao! Tak więc kotowaty po chwili zmienił się w człowieka i zabrał za porządki. Tak, możecie się śmiać, że członek starszyzny robi za sprzątaczkę, no śmiało. Ale on to lubił.
Przede wszystkim, wyznawał zasadę, że skoro on nabrudził, on posprząta. Był perfekcjonistą w wielu kwestiach, także w tej. Zyskał sobie też przez to szacunek, a co! Wierni lubili, kiedy wyżej postawieni dostojnicy Kościoła wykonywali razem z nimi proste zadania. Tym razem jednak oczywiście Apolyon pracował sam.
Po drugie, podczas tej pracy, kotowaty lubił wspominać samą ofiarę. Nie ważne czy była to ofiara w formie stosunku czy zabójstwa. Przy obu emocje sięgały zenitu, przy obu w pomieszczeniu zostawał później zapach, który wydzielali składający ofiarę. W tym przypadku oczywiście dało się wyczuć woń krwi, nasienia oraz potu. Piękna mieszanka. Białowłosemu nadal też dzwoniło lekko w uszach od jęków i krzyków rozkoszy młodego Tiago. Chłopak był naprawdę wyjątkowy.
W powietrzu unosił się oczywiście również zapach Tai oraz tego skrzydlatego przybłędy. Apolyon warknął cicho na wspomnienie anioła, zaraz jednak postanowił ponownie skupić się na pracy i przyjemniejszych wspomnieniach.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 04.12.14 1:31  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Nie miał pojęcia, którędy ma się kierować, by jak najszybciej opuścić to miejsce. Drogę, którą obrał była bardziej na czuja, niż w jakikolwiek sposób logiczna. Zdawało mu się, że w pewnym momencie kilka razy kręcił się dookoła, mijając z piętnaście razy te same drzwi. A odurzenie narkotykowe dodatkowo spowalniało jego reakcje, zarówno te fizyczne jak i umysłowe. Kulejąc na ranne kolano, mruczał pod nosem niezadowolony, brnąc dalej przed siebie. W tym momencie ta cholerna świątynia wyglądała raczej jak jakiś pieprzony labirynt. Co go podkusiło, żeby tutaj przyjść. Powinien już w lesie odrzucić pomoc Taihen i udać się do Edenu, do swojego domu i tak wylizać swoje rany. Ale nie, głupi Nathair zawsze robił, a potem dopiero myślał.
Minął parę osób, przechadzających się po wąskich korytarzach, nawet grzecznie zapytał o drogę, nawet oferowano mu pokazanie wyjścia, ale Nathair stwierdził, że będzie samowystarczalny i potrzebuje jedynie informacji. Teraz pluł sobie za to w twarz. Głupek z niego, że nie skorzystał z pomocy. Pewnie już dawno zmierzałby do siebie, a tak, dalej prowadzi niezmordowaną tułaczkę. Najgorsze w tym wszystkim było to, że noga coraz bardziej go bolała i z każdym kolejnym krokiem odczuwał przeszywający ból. Dodatkowo był coraz bardziej senny. Jak tak dalej pójdzie, to zamiast w swoim ciepłym łóżku przyjdzie spędzić mu noc na kamiennej, chłodnej posadzce zwinięty w kłębek niczym jakiś zapijaczony żul.
Nie wiedział ile się wlecze, ale w końcu dotarł do jakiś kamienny drzwi. No proszę, coś nowego niż smutne, kręte korytarze. Chłopak przez cały czas miał dziwne wrażenie, że skądś zna to miejsce. Nie inaczej, że wcześniej już tutaj był. Chociaż z drugiej strony wszystko tutaj wyglądało tak samo, no, przynajmniej dla niego. Mimo to wzruszył jedynie ramionami i pchnął drzwi, które jakoś tak ciężko się poruszały. Naparł na niej mocniej, te wydały z siebie bolesne skrzypnięcie i szuranie po podłodze, robiąc dość małą szparę. Ale na tyle wielką, żeby chłopak bez większego problemu prześlizgnął się do środka.
Zmarszczył nieco brwi, rozglądając się po pomieszczeniu. Nie, zdecydowanie już tutaj był. Do tego ten charakterystyczny, metaliczny smród krwi, który unosił się w powietrzu i drażnił jego zmysłu. Tak, to tutaj przyprowadziła go Taihen, by opatrzyć rany i to tutaj spotkał tamtą pieprzącą się dwójkę. Mimowolnie usta chłopaka wykrzywiły się w lekkim obrzydzeniu na samo wspomnienie. Nie rozumiał jak można pozwalać sobie na oddawanie przyjemności w publicznych miejscach. Może wynikało to poniekąd z faktu, że sam Nathair do niedawna nawet nie pomyślałby o jakimkolwiek zbliżeniu, albo przez to, że wciąż był niedoświadczony w tych kwestiach. Bez względu na przyczynę, nie zmieniało to faktu, że Nathair gardził takimi aktami.
Przystanął niemalże na środku, kątem oka dostrzegając jakąś osobę. Bardzo dobrze, trzeba powiedzieć, że poniekąd ucieszył się z tego, bo będzie mógł zapytać o drogę. Jednakże tym razem jeżeli dostanie propozycję zaprowadzenia do wyjścia, to bardzo chętnie skorzysta z tego. Bez większego namysłu ruszył w stronę nieznajomego, aczkolwiek już w połowie drogi gwałtownie zatrzymał się, rozpoznając w nim tego białowłosego, kotowatego dupka. No i masz, że też ze wszystkich osób musiał akurat na niego trafić. Gorzej chyba być nie mogło.
Powinien odwrócić się na pięcie i wycofać. Tak, to byłaby najlepsza decyzja podjęta przez niego dzisiejszego dnia. Ale nie, Nathair nie potrafił odpuścić. Musiał otworzyć tę cholerną jadaczkę. Nie darowałby sobie i nie byłby sobą, gdyby olał. A potem musiał ponosić konsekwencje. Parsknął cicho, aczkolwiek na tyle, by jego śmiech dotarł do wrażliwych, kocich uszu.
- No proszę, macie tutaj nawet sprzątaczki. Jak Ci zapłacę, to wysprzątasz u mnie? – rzucił kpiąco, przechylając nieco głowę w bok. Widok tego osobnika, który kilkanaście chwil temu warczał i prychał, rzucając się w stronę Nathaira w międzyczasie posuwając jakiegoś innego osobnika, a teraz pomykał ze szmatą w dłoni był nadzwyczaj zabawny. A narkotyk dodatkowo rozwiązywał mu język.
- Pewnie nie mam co liczyć na to, że pokażesz mi którędy do wyjścia, prawda? – rzucił po chwili, przestając się śmiać, choć złośliwy uśmieszek wciąż błąkał się po jego twarzy.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


                                         
Nathair
Anioł Stróż
Nathair
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 06.12.14 1:39  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Wbrew pozorom jaskinia była dość żywym miejscem. Bądź co bądź, zamieszkiwało ją wielu wiernych. Nie wszyscy oczywiście decydowali się na ten krok, znaczna część wierzących mieszkała oczywiście poza terenem kościoła. Ale jeśli już należałeś do wspólnoty, zawsze znalazło się coś do roboty. A to trzeba było coś złowić na obiad, a to przygotować kolację, posprzątać gdzieś, wykonać opatrunki lecznicze, i tym podobne. Tutaj praca zawsze wrzała, ludzie przemierzali kręte  korytarze. Życie tutaj wcale nie było złe. Oczywiście darmozjadów się nie tolerowało, jednak oczywiście kościół mógł udzielić pomocy potrzebującym.
Jaki jest jednak sens płynący z całej tej czczej gadaniny - jaskinie choć mogły wydawać się puste, bardzo często były przez kogoś przemierzane. Dlatego Apolyon nie zainteresował się za bardzo odgłosami kroków, które w najbliższej przyszłości miały skierować się ku grocie ofiarnej. Skupiony był raczej na tym, co robił. Dodatkowo oczywiście wdychał sobie wspaniałe aromaty, jakie zostały tu po wcześniejszej sjeście.
Do głowy by mu nawet nie przyszło, że anioł nadal tutaj jest. Liczył na to, że przez okres czasu kiedy on oraz Tiago ucięli sobie krótką drzemkę, tamta dwójka załatwi swoje sprawy a wtedy Nathair zwyczajnie stąd spierdoli. Ale jak widać nie bardzo miał co na to liczyć.
Kotowaty poruszył uchem, kiedy drzwi do sali zostały otwarte. A więc mamy gościa. Apolyon sądził, ze to jakiś wierny przyszedł go prosić o radę albo może chciał się pomodlić przed samym ołtarzem? W końcu religia Ao nie składała się wyłącznie z ofiar, aktów oraz zabójstw. Wyznawanie wiary w Ao było bardzo bliskie poglądowi hedonistycznemu. Wznoszenie więc swoich próśb do boga i oczekiwanie że je spełni było jak najbardziej w porządku o ile żyłeś z przykazaniami swojej religii.
Kotowaty przerwał czyszczenie ołtarza. Uczynił to jednak dopiero w momencie, gdy anioł się odezwał. I znowu poczuł jak wzbiera w nim gniew. A więc Tai puściła to nieopierzone coś samopas, by błąkało się samowolnie po świątyni. Czyżby życzyła mu długiej i powolnej śmierci? Chociaż... póki anioł nie zdradził się z tym, czym jest, był w miarę bezpieczny. Chyba że chłopak trafiłby na kogoś, kto wie kim różowowłosy jest. A takim kimś był dziś właśnie Apolyon.
Wezbrał w nim gniew. Taihen najwyraźniej załatwiła swoje sprawy z panem aniołkiem, skoro puściła go samopas. Gdyby zależało jej na jego bezpieczeństwie, odprowadziłaby go do wyjścia. A teraz nie dosć, że chłopaczek się zgubił w plątaninie mrocznych tuneli to jeszcze na dodatek trafił na niezbyt przyjemną mordkę.
- Mówiłem, że następnym razem, gdy cię zobaczę... rozszarpię na sztuki.
Słów Nathaira oczywiście w ogóle nie wziął pod uwagę. Ani jednych ani drugich. Po co z resztą? Żeby sobie język strzępić?
Apolyon odrzucił materiały  którymi oczyszczał ołtarz ofiarny. Wstał i odwrócił się do chłopaka przodem. Poruszył uchem zdenerwowany. Tym razem nie było tutaj Tai, która obrobiłaby to skrzydlate truchło. Gdyby rzucił się chłopakowi do gardła....
W tym samym momencie jednak, minimalny powiew powietrza, przeciąg jakby, dopuścił do jego nozdrzy nową woń. Płynęła od strony anioła i była dość ciekawa. Na tyle ciekawa, że kotowaty przestań na chwilę wściekać się na Nathaira.
Pociągnął jeszcze raz nosem a potem się roześmiał.
- Co ja czuję? Mak? - znów pociągnięcie - I masz najwyraźniej mały problem w spodniach. Aż tutaj daje...
Zaśmiał się ochryple. Czyżby Tai próbowała pokazać chłopakowi swoje miłosne podoje? Może próbowała uwieść naszego aniołka? Tylko po co by to było?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.12.14 22:07  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Wywrócił oczami słysząc tanią groźbę wypływającą od Apolyona. Tak, tak. Rozszarpie, wyrwie serce i złoży w ofierze. I co jeszcze dorzuci do pakietu? Problem był tylko jeden. Na Nathairze nie robiło to żadnego wrażenia. Nic a nic. Wzruszył lekceważąco ramionami, przez drobną chwilę rozglądając się po pomieszczeniu, by znowu spojrzeć na mężczyznę. Zmarszczył nieco brwi, kiedy mężczyzna zaczął wstawać. Instynktownie położył swoja dłoń na rękojeści miecza, tak na wszelki wypadek, gdyby białowłosemu przyszło do głowy zaatakować. Co prawda wciąż nie wierzył w ani jedno jego słowo, ale przezorny ubezpieczony. Przechylił nieco głowę, ponownie uśmiechając się dość drwiąco. No nie mógł się powstrzymać przed kpinami. Ależ anielskie zachowanie, nie ma co.
- A gdzie masz swoją dziewczynę? A nie, to chyba był chłopak. Zgubiłeś? A może chowasz pod tą sukienką? – zapytał, po czym parsknął cicho.
- Takie kiecki to u was noszą wszyscy czy tylko ty gustujesz w takich wdziankach? – dodał wskazując brodą w stronę Apolyona. Zaśmiał się cicho i odwrócił. Dobra, żarty żartami, ale trzeba się ulotnić z tego miejsca. Nie zamierzał zostawać tutaj ani chwili dłużej. Nie czuł się za dobrze. Narkotyk, który krążył w jego żyłach skutecznie sprawiał, że powieki chłopaka stawały się coraz cięższe. Z każdą kolejną minutą zwłoki prawdopodobieństwo, że po drodze wskoczy gdzieś w krzaki i pójdzie spać stawało się coraz bardziej realne.
Już ruszał w stronę drzwi, by dalej szukać wyjścia, gdy kolejne słowa skutecznie uziemiły go w miejscu. Chłopak drgnął niespokojnie. Skąd on wiedział? Ach, no tak. Kot. Koty i ich przeklęty zmysł węchu. Wszyscy wymordowani, których Nathair znał a którzy mieli w sobie geny z tych cholernych futrzaków, których tak bardzo nienawidził, mogli poszczycić się genialnym zmysłem węchu. Upierdliwa rzecz, doprawdy. Odwrócił się gwałtownie i spiorunował mężczyznę swoim spojrzeniem, gdzie w różowej tęczówce błysnął ognik złości.
- Nie twój zasrany interes. W moich spodniach nie ma żadnego problemu. Wszystko ma się bardzo dobrze. – warknął. Nienawidził, kiedy ktoś, w jakikolwiek sposób nawiązywał do tego typu tematów i sfer intymnych. Zwłaszcza ktoś zupełnie obcy, a przecież Apolyon do takowych należał. Jeszcze raz warknął, tym razem bardziej pod nosem i coś niezrozumiałego. Nie ociągając się ruszył dalej, do drzwi, kulejąc. Cholerna świątynia. Cholerny Ao. Cholerna Taihen. Cholerny białowłosy. Cholerne to wszystko, ot co.




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


                                         
Nathair
Anioł Stróż
Nathair
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.12.14 0:10  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Wielka szkoda, może gdyby Nathair miał więcej pokory i lęku, nie znalazłby się teraz w tak tragicznej sytuacji. Anioł grabił sobie z każdym kolejnym słowem, chociaż nie można było powiedzieć, by Apolyon się rozgniewał. Teraz, kiedy już wyczuł od anioła interesującą mieszankę woni, był bardziej rozbawiony. Już nawet słowa anioła, te odnośnie "sukienki" oraz Tiago, nie zrobiły na nim większego wrażenia. Ba, Apolyon dostrzegł nawet nową okazję do dopieczenia aniołkowi.
Na jego usta wypełzł uśmieszek. Widział, jak chłopak kładzie rękę na mieczu. Taki zastraszony, taki skory do walki. Cóż, jeśli wszystkie anioły były takie jak on, Apolyon nie dziwił się, że Bóg opuścił ten świat. Gdyby on był bytem wyższym i miał takie tępe sługi... też by pewnie któregoś dnia stwierdził, że pierdoli wszystko i ma wyjebane. Niech se robią co chcą.
- Jaki wyszczekany. - zachichotał - Tiago chyba nawiał z mojej celi, cóż poradzisz. A co do tej szaty...
Biedny Nathair. Skoro tak bardzo nie lubi rozmawiania o rzeczach skupiających się na intymnych tematach, stosunkach, sztuce miłości oraz nagości samej w sobie... nie powinien kpić sobie z ubrań Apolyona, dla którego stanie bez jakichkolwiek ubrań przed obcymi było rzeczą naturalną. Więc chyba pora odbić piłeczkę, prawda?
- Przeszkadza ci? No cóż... dobrze. - powiedział jeszcze i zrzucił swoje okrycie.
Sukienka-nie sukienka... poza tym, szczerze, myślicie że Apo przejąłby się takimi obelgami? Nath, wyjątkowo źle trafiłeś. Apolyon, trzymając swoją szatę przewieszoną przez ramię, postąpił kilka kroków w kierunku anioła. Coś czuł, że chłopak bardzo chciałby go upokorzyć, jednak w tej chwili to sam Nathair wściekał się, tymczasem Apo miał niezłą frajdę z dopiekania aniołowi. To było nawet całkiem ciekawe doświadczenie - nie miał okazji widzieć wielu aniołów, więc chciał przy okazji wybadać nieco, czy te wspaniałe byty niebiańskie różnią się jakoś od niego lub zwykłych ludzi?
Cóż, na pierwszy rzut oka widział, że nie. Może tylko Nathair był nieco bardziej wstydliwy niż inne istoty. Ale z drugiej strony to mogła być cecha indywidualna. Tak jak dla Apo nagość była czymś naturalnym. Ahh, na cholerę z tymi rozpatrywaniami. Grunt, że Nathair fajnie się wściekał.
- Pozwól że zgadnę. Tai napoiła cię wywarem z makówki. A potem dała pokaz swoich umiejętności? - powiedział, podchodząc kilka kroków. Im bliżej się znajdował, tym wyraźniej czuł zapach jaki wydzielało ciało chłopaka. I tak, doskonale czuł tam specyficzną woń naparu z ziaren maku oraz tę typową nutkę, tak charakterystyczną dla ciała, które jest podniecone. Apolyon był biegły w sztuce kochania, takiego zapachu nie pomyliłby z żadnym innym.
- Ale chyba coś jej nie poszło. Gdyby skończyła, byłbyś pewnie nieco mniej spięty. No i pachniał nieco inaczej. Chyba ani razu nie doszedłeś, co? - przede wszystkim, Apo nie wyczuwał charakterystycznego zapachu nasienia. Ach, biedna Tai, musiała się srodze zawieść. Była tak pewna swoich umiejętności, a tu proszę. Byle anioł się jej oparł. - Wiesz, że nikt nie zrobi ci loda lepiej niż drugi facet?
Kiedy to powiedział, stał zaledwie kilka kroków od Nathaira. Zatrzymał się tam, ciekaw reakcji na swoje słowa. Może aniołek wpadnie w furię? Kto to wie?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 11.12.14 23:41  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Wbrew temu, co Apolyon mógł sądzić, prawda była taka, że Nathair nie był zły. Był sfrustrowany faktem, że nie mógł wydostać się z tego miejsca i udać w swoją stronę. To najbardziej było irytujące. A sama obecność kotowatego dla anioła była jedynie mało nieznaczącą przeszkodzą przed wypełnieniem celu. To co, że kpił z niego. Najwidoczniej miał powód i taki już miał charakter. Wyśmiewać tych, za którymi wyraźnie nie przepadał. Niestety, a może i stety, Apolyon zajmował dość wysokie miejsce na Nathairowej liście pogardy. Zatrzymał się niechętnie słysząc słowa Apolyona odnośnie Tiago. I choć mężczyzna nie mógł tego ujrzeć, anielskie wargi wykrzywiły się w pogardliwym uśmiechu. Skoro uciekł, to najwidoczniej miał prawo a Nathair wcale mu się nie dziwił, tak szczerze powiedziawszy. Sam pewnie też dałby nogę przy najbliższej okazji. W sumie to nawet zastanawiające, co w pierwszej chwili robił tutaj ten cały Tiago, czy jak mu tam było i po co w ogóle zadawał się z ludźmi tego miejsca. Mały, naiwny chłopiec paradujący w damskich ubraniach.
Anioł odwrócił głowę przez ramię w chwili, gdy kotowaty właśnie pozbywał się ubrania. Doprawdy, doskonale wyczuł moment. Parsknął cicho, odwracając wzrok od nagiego ciała drugiej osoby i skupił wzrok na drzwiach naprzeciwko niego. W sumie nie rozumiał po co ta cała szopka w tym momencie. I chyba tak po prawdzie jakoś niekoniecznie chciał się dowiedzieć. Skoro Apolyon lubił paradować nago – niech to robi. Byle trzymał się z daleka od Nathaira, zresztą, którego przecież lada moment miało już tutaj nie być. Ruszył. Ale kolejne kroki za nim ponownie go zatrzymały. A mógł je zignorować.
Białowłosy niebezpiecznie zbliżał się do Nathaira, który to w ostatniej chwili odwrócił się wyciągając swój miecz przed siebie na taką odległość, by powstrzymać Apolyona przed nadmiernym zbliżeniem się i przekroczeniem jego strefy prywatności i nietykalności. Chłopak cmoknął cicho z wyraźnym niezadowolenie i warknął nieprzyjemnie, w pełni nie popierając tego całego przedstawienia. Obniżył nieco głowę, wpatrując się w oczy… a raczej oko Apolyona, niemo ostrzegając go przed wykonaniem kolejnego kroku. Może i Nathair był upojony makowym narkotykiem, może i jego reakcje były nieco spowolnione, ale umysł wciąż miał trzeźwy.
-Gówno widziałeś, gówno wiesz. – mruknął przechylając głowę nieco w bok, przesuwając spojrzeniem po kociej szyi. Zawsze mógł spróbować popieścić go prądem, na tyle, by jadaczka Apolyona zamilkła chociaż na te parę godzin. Nic jednak nie zrobił, póki co, mając nadzieję, że mężczyzna odpuści.
- Tak jak już powiedziałem wcześniej, to nie jest Twój zasrany interes. Nie masz co robić? Nudzi Ci się? Wiadro z mopem czekają na Ciebie. – rzucił spokojnie wskazując brodą gdzieś ponad ramię rozmówcy,  najwyraźniej chcą przypomnieć Apolyonowi o tym, co wykonywał parę chwil temu, nim Nathair się tutaj pojawił.
- Tylko chyba lepiej, żebyś się ubrał. Bo tak szczerze powiedziawszy, to nie wiem czym tutaj się chwalić. Jest dość… – przesunął wzrokiem po ciele mężczyzny i szybko powrócił nim do jego twarzy. - … smutnych rozmiarów. – mruknął pogardliwie, wykrzywiając usta w krzywym uśmiechu. Zrobił krok w tył, a potem kolejny i jeszcze jeden, w ten sposób chcąc większych odległość między nimi. Nie podobało mu się to, co mówił Apolyon. Nie zamierzał słuchać o tych kwestiach od kogoś jego pokroju.
- Nie jestem zainteresowany żadnym lodem od żadnego faceta. – dodał nieprzyjemnie, choć przez jego lico przebiegł cień rumieńca. Jednakże ten równie szybko zniknął, co się pojawił, ledwo widoczny, który po chwili wydawał się już jedynie ułudą.
- Wracam. Nie zatrzymuj mnie więcej. – rzucił po krótkiej chwili ciszy, zabierając miecz sprzed twarzy Apolyona i ruszył do drzwi, mimowolnie przyspieszając.


Ostatnio zmieniony przez Nathair dnia 20.07.15 2:54, w całości zmieniany 1 raz




Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


                                         
Nathair
Anioł Stróż
Nathair
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 18.12.14 0:54  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Ach, no ba. Chyba każdy byłby sfrustrowany gdyby nie mógł się wydostać z miejsca, w którym tak na dobrą sprawę nie czuł się pewnie. W końcu, heloł. Nathair był aniołem i siedział w samym centrum siedziby Kościoła Nowej Wiary, który takie istotki jak on składał w ofierze, ilekroć tylko jakiegoś znalazł. Dobór towarzystwa to już inna sprawa. Tak w sumie to Apolyon powinien się zachować teraz jak ten dobry wierzący, skrępować Nathaira jak baleron po czym faktycznie wyrwać mu serce. Albo najpierw przetrzymać nieco w lochach, żeby rytuał mógł się odbyć później, kiedy wierni z okolicy zbiegną na modlitwę. Może nawet dałby jakiemuś młodzikowi ceremonialny nóż i pozwolił wbić go w pierś anioła? Tacy są najlepsi, pełni zaufania i wiary, fascynacji i podniecenia, kiedy po raz pierwszy odbierają komuś życie. Poezja.
No, ale mniejsza. Wróćmy więc do rzeczywistości. A mamy tu kota w ludzkiej skórze oraz anioła z mieczem. Mało pozytywna scenka, ale co zrobisz.
Apolyon uniósł kąciki warg w lekkim uśmieszku. Doprawdy, doprowadzenie anioła do wściekłości było sprawą dziecinną. Widział tę frustrację w oczach Nathaira, tę złość, że musi znosić jego towarzystwo. No niestety, panie anioł, nie dane było Apolyonowi najwyraźniej złożyć cię w ofierze, więc pobawimy się kosztem twoich nerwów. Bo w sumie... owszem, kotowaty bawił się całkiem nieźle. Mógłby pokazać chłopakowi drogę do wyjścia, bez trudu. Ale nie chciał. Coś czuł, że niedługo wydarzyć się może jakaś nieoczekiwana rzecz. Ao jeden raczy wiedzieć, o co chodziło.
Apolyon oczywiście zatrzymał się tuż przed ostrzem Nathaira. Bynajmniej samobójcą nie był, nadziewać się na to to żelastwo nie zamierzał. Stanął więc sobie, patrząc w pełne złości oczęta naszego aniołka.
- Nie muszę widzieć, żeby wiedzieć. - odpowiedział, rozbawiony.
Nie wiedział, czy anioł chowa w zanadrzu jakieś sztuczki, prawdopodobnie jak każdy przedstawiciel swojej rasy miał jakieś wrodzone zdolności. Cóż, jeśli dostanie po głowie - trudno. Nie raz już oberwał. Ciekaw był też, czy anioł posunąłby się w obronie własnej do morderstwa. Dla Kościoła coś takiego to była pestka, ale czy pierzaste, zaplute ptaszysko, głoszące słowo starego Boga mogło zabić? Szczerze, o tym wolałby się nie przekonywać na swojej skórze.
Próba zwrócenia uwagi kotowatego na wcześniej wykonywaną przez niego czynność skończyła się fiaskiem. Apolyon jedynie rozbawiony założył wcześniej zdjęte okrycie. Bynajmniej nie było to spowodowane speszeniem się czy nawet słowami Nathaira. Nie lubił okryć, ale w sumie już wygodniej było mu je nosić niż trzymać w ręce.
- Mówiłbyś co innego, gdybyś go trzymał w ustach. - wymruczał rozbawiony. Naprawdę, obelgi Nathaira spływały po nim jak woda po kaczce. Ciekaw był jak długo chłopak wytrzyma, zanim zrobi coś głupiego. W takich sytuacjach zawsze dochodziło do jakichś głupich czynów. Albo by się w końcu rzucił z mieczem na Apo, albo spróbował szaleńczej ucieczki przez tunele. W pierwszym wypadku pewnie w końcu mieliby walkę. W drugim - Nath pewnie błąkałby się później przez dni, może nawet tygodnie, po włościach świątyni. O ile oczywiście wcześniej nie znalazłby go ktoś z Kościoła, gotów ukręcić łeb pierzastemu, zdradliwemu chłopaczkowi.
- Rzekłbym, że jest nieco inaczej. Pewnie marzy ci się ten... jak mu tam było... no ten frajer o którym gadaliście z Tai. - ouć, to musiało zaboleć. Aniołek przewrażliwiony na punkcie swojego podopiecznego, no chyba nie ma nic bardziej żenującego.
Apolyon nie powiedział później już nic. Patrzył, jak chłopak powoli wycofuje się w stronę drzwi. A więc obyło się bez durnych akcji. A trochę w sumie szkoda, Apolyon liczył na chwilę rozrywki. Może nawet dowiedziałby się co niby jest takiego wyjątkowego w tym całym Ryanie, że zarówno Tai jak i Nathair na niego lecą. Nie był to mus, ale w sumie fajnie by było zdobyć taką informację. Pozwoliłoby mu to na przykład ustalić czy Tai faktycznie wykonywała jakieś instrukcje od Proroka czy pozwoliła sobie na samowolkę.
Apolyon podniósł uszy, kiedy Nathair był już prawie przy drzwiach. Nieee, on tego tak nie zostawi. Walić sprzątanie, kiedy mógł się zabawić kosztem anioła, aż żal było nie skorzystać. Zaraz więc, w dwóch długich susach pokonał odległość dzielącą go od Nathaira. Uderzenie w kark było precyzyjne i szybkie - głowa chłopaka opadła zaraz na bok a on sam zwiotczał i poleciał do przodu. Nim jednak zarył twarzą o kamień, Apolyon złapał go. Wziął na ręce i powolnym krokiem skierował się do swojej celi.
To się okaże, kto był bieglejszy w sztuce kochania!

ztx2
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 19.04.15 17:19  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Po zostawieniu Lily i Buffy, dość bezproblemowo i szybko dotarł do Groty Ofiarnej, stojącej w tej chwili dość pustej. Jakby nie było - do najbliższego kazania czy święta jest jeszcze daleko, więc na razie nikt nie przychodzi tu w innym celu niż modlitwa do Ao - a w tej chwili akurat żadna osoba nie miała ochoty się modlić. Może akurat taka pora? Zazwyczaj więcej ludzi tu jest w innych porach, bardziej ranem, bliżej wieczora, czasem w środku nocy też. A teraz... Aż dudniło mu w uszach od każdego kroku, jaki wykonywał w tej pustej grocie. Akustyka tutaj jest zaiste niesamowita...
No ale miał czekać, a nie się bawić dźwiękami, stąd też zajął miejsce w jednej z ław i rozsiadł się w miarę wygodnie, oczekując na Lily i Buffy. Miał co do nich na równi tyle wątpliwości ile pewności, ale nie zamierzał je karać lub być dla nich nie miły za sam fakt swojej podejrzliwości. W końcu hej! Starał się być dobry w oprowadzeniu i tłumaczeniu zasad Kościoła. Kto wie, może kiedyś zechce to robić również na co dzień? Być kapłanem, nauczycielem?
Spojrzał ku pustemu stołowi ofiarnemu, jaki najwidoczniej nie będzie już miał zastosowania innego, niż zwierzęta w czasie świąt. Pamiętał jak jeszcze jakiś czas temu tutaj lądował niemal każdy anioł, który w ostatnich chwilach tracił całą swoją godność, krzycząc i błagając o litość...
Ale było już wtedy za późno, prawda? Zwłaszcza w chwili gdy jego serce zostawało wyrwane z piersi, a potem rzucone w płomienie, ku chwale Ao.
Tak...
Już raczej nie usłyszy tu ponownie krzyków bólu i zwątpienia. Teraz... Teraz jest tu dość cicho i przyjemnie. Gdyby nie fakt tego że wie jak to się skończy, to nawet by się zdrzemną te kilka chwil...
Choć z drugiej strony, poleżeć odrobinkę może, dlatego też ułożył się wygodniej na ławie, trochę zsuwając ciało w dół i opierając nogi o ławę przed tą, na której siedzi, po czym wbił swoje spojrzenie w lekko oświetlony sufit, czekając w ogólnym rozluźnieniu.
Całkiem...
Przyjemnie, trzeba przyznać. Choć spać mu się chciało niesamowicie... Ziewną, szybko jednak zakrywając usta dłonią. Ot, przyzwyczajenie. Może Ao patrzy? Kto wie, kto wie.

- Hej... Hej! - Targanie jego ramieniem przypominało coś na styl trzęsienia ziemi, gdy powoli się wybudzał z chwilowej drzemki, jaką łapał, siedząc w jednej z ław groty ofiarnej. Pół-przytomne spojrzenie złotych oczu przetoczyło się po wątłym ramieniu do góry, lecz rondo kapelusza zawalało sobą widok. Stąd też, odciągną je, dostrzegając jedną z wiernych przed sobą, najwidoczniej niezbyt zadowoloną z faktu, że ktoś śpi w głównej sali ofiarnej. Zabrała swoje ramię, gdy tylko na nią spojrzał.
- Jujujujuż, jeeeeny... C-co się sta... Ło? - Wyjęczał w połowie zmieszany a w połowie zaskoczony, przeciągając się z wyraźnym ziewnięciem, które jednak zasłonił dłonią. Resztki kultury muszą być, prawda?
- Spałeś tu, to co się stało. Nie masz swojej celi?
- Uhm, eto, przepraszam... - Podrapał się z zakłopotaniem pod kapeluszem, faktycznie będąc nieco zbitym z tropu co tu robi, czemu tu jest i co się st-...
Buffy. I Lily. - Były tu może dwie kobiety? Jedna dość chłopięca, rudawa, a druga niebieskowłosa, z wyrzutnią rakiet?
- ... Były dziwne, ale tu nie przyszły. Mijałam je jak Dietrich wyprowadzał je z Kościoła jakąś godzinę temu.
... Aha. Westchną cicho, podnosząc się z ławki i przesuwając dłonią po twarzy, próbując zepchnąć z niej resztki zaspania.
- Rozumiem. Przepraszam jeszcze raz za to, że tu zasnąłem. Czekałem na nie... No nic. Przepraszam jeszcze raz. Niech Ao będzie z tobą. - Uśmiechną się zaspany do kobiety, po czym wyszedł z szeregu ław i odszedł.
Tak...
Chyba go nie polubiły.

[z/t]
                                         
Hex
Hex
 
 
 

GODNOŚĆ :
Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.05.19 12:25  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Śmierć może być dopiero początkiem prawdziwego piekła. Kiedyś Aki usłyszał znaczące słowa, które odbijały się echem w jego głowie, szczególnie w chwilach kiedy działo się coś złego w jego życiu. Nigdy, ale to nigdy nie mów, że może być jeszcze gorzej, bo tak właśnie będzie. Narzekasz, że coś Cię boli? Może boleć jeszcze bardziej... o wiele bardziej. Nie ma skali bólu, która nie istnieje. Jest jedynie taka przy której traci się przytomność, jednak na jak długo? Po za tym ból to nie tylko te słodkie odczucia fizyczne. Może być tak bardzo dogłębny i różnorodny, ale nie każdy odcień jest tym który się chce odkrywać, zgłębiać w jego fakturę i określać jego granice. Ktoś inny rzekł mu, że ból jest przyjacielem, jest dobrym powiernikiem i towarzyszem. Póki czuje się go ma się świadomość swego istnienia, jeszcze się żyje. Spytał wówczas, co to właściwie za życie, przepełnione bólem i żalem. Nie usłyszał odpowiedzi jeszcze przez wiele lat. Kiedy jednak do jego uszu padły kolejne znamienne słowa, sam był już inny. Coś zupełnie innego dręczyło jego umysł, przecież duszy już nie posiadał.
Śmierć to jedynie początek, ale może być też definitywnym końcem, jeśli bardzo będzie chciał. Utracił nie tylko duszę, ale niewinność dziecka, wiarę w coś co kiedyś było najważniejsze. Jedną wiarę zastąpił zupełnie inną. Jedne wzorce zastąpił innymi. Czy lepszymi? To w sumie byłaby już kwestia sporna, wszystko zależało od tego z kim w danym momencie by o tym rozmawiał. Kto chciałby podjąć taki temat, a po jego zakończeniu byłby jeszcze w jednym kawałku. Nie z każdym bowiem bezpiecznie było podejmować każdy temat. Tym właśnie akcentem dochodzimy właśnie do sedna sprawy, czyli motywów jakie kierowały chłopaka, kiedy ten przekraczał progi groty ofiarnej. Czy chciał być ofiarą, czy może chciał coś ofiarować... a jeśli już... to który z nich?
Pełen wiary, ale też dziecięcej naiwności i przeświadczenia, że ktoś wie lepiej, ktoś powinien nim kierować, a on sam zawierzy mu się w całości. Zresztą i tak już to przecież uczynił! Pełen wielkich słów, które nadal krzyczały w nim, że powinien słuchać i być posłuszny. Przepełniony przeświadczeniem, że jego życie powinno mieć jakikolwiek cel, powinno mieć sens. Wkraczał tam też w stanie lekkiego narkotycznego otumanienia, ale nie z powodu czegoś co brał. Nic z zewnątrz nie wpłynęło na niego. Nic nikt mu nie podał. To jedynie sen tak właśnie wpłynął na niego. Był dziwny, ale jednocześnie sprawił, że obudziły się w chłopaku emocje o które nigdy sam siebie by nie podejrzewał. Czuł gniew i pobudzenie, podniecenie. Czuł też zmęczenie, które dziwnie łączyło się z potrzebą działania... To coś było jednocześnie straszne i pociągające. Nie czuł strachu, ale lekki niepokój, który mimo zmęczenia pchał go dalej. Powtarzało mu coś w głowie, że powinien iść do groty. To coś w jego głowie raczej nie chciało dla niego dobrze, ale czy on jakoś bardziej miał teraz tego świadomość? Niekoniecznie. Za bardzo poddał się emocjom, walce w sobie o to co teraz powinno dominować. Wszedł niczym dziecko, zabłąkane i szukające opiekuna. Szukajcie i będzie wam dane?
-Pomóż mi proszę... - nie przemawiał do niczego mistycznego, nie błagał o łaskę niczego w co wierzył... choć nie... wierzył w mężczyznę do którego kierował te słowa. Głos chłopaka był bardzo niepewny, słychać w nim było też coś jeszcze, co zdecydowanie nie pasowało do dziecka. Ton podobny do tego który używa się pod wpływem silnego podniecenia, choć nie do końca właśnie to to. Podobny akcent, ale jednak nie to.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.06.19 22:22  •  Grota ofiarna - Page 4 Empty Re: Grota ofiarna
Banshee nie bał się śmierci. Nie śpieszyło mu się jednak do tego, by ją poznać, ale nie bał się jej. Żył już na tyle długo, żeby stwierdzić, że przeminięcie, nie jest najgorszą rzeczą, która mogłaby go spotkać. Traktował śmierć jak starą i dobrą towarzyszkę, która podążała za nim, by czasem iść tuż obok niego. Nigdy jednak nie wyciągała w jego stronę swoich zimnych ramion, chociaż wiele razy było do tego blisko. Z resztą Banshee raz już umarł. W końcu musiał stać się wymordowanym, a przemiana ta wymagała śmierci. Nic nie stało więc na przeszkodzie, żeby chłopak nie traktował śmierci jako swojej przyjaciółki.
  Wiele razy zastanawiał się nad tym, jak umrze, bo doskonale wiedział, że kiedyś przyjdzie i pora na niego. Przerażenie z tym związane minęło już bardzo dawno temu. W końcu jak na medyka przystało, czasem trafiał na pacjentów, którzy nie mieli zbyt wiele szczęścia, by móc wyzdrowieć. Śmierci się zdarzały. W jego profesji były bowiem całkiem naturalne. Musiał więc być oswojony ze śmiercią, a dodatkowo przecież był obecny na składaniu ofiar z aniołów, więc czasami sam zadawać komuś śmierć. Źle się jednak z tym czuł, bo tak naprawdę nic do aniołów nie miał i nie przeszkadzały mu one tak bardzo, jak niegdyś. No ale KNW było jego domem, z którego nie chciał odchodzić. To właśnie KNW dało mu poczucie bezpieczeństwa i domu, którego tak bardzo kiedyś pragnął.
  Kiedyś, bardzo dawno temu, tułał się po tym niebezpiecznym świecie, będąc samemu i jednocześnie złym na wszystko, co go otaczało. Wtedy właśnie na jego horyzoncie pojawił się KNW i Prorok, który go przygarnął i obiecał, że w kościele wszystko będzie dobrze i że będzie mógł się przydać w inny sposób niż mordowanie i wykonywanie czyichś poleceń. Wolna wola, którą dzięki temu dostał była wyjątkowo kusząca. Dzięki temu został w Kościele i piął się w górę, aż do stanowiska, które piastował obecnie. Pomimo wszystkich wzlotów i upadków jakoś udawało mu się wytrwać i pozostać w czynnej służbie Kościołowi.
  Aktualnie nie robił niczego konkretnego, spacerował jedynie po siedzibie KNW. Położenie w górach dawało bardzo wiele korzyści. Z początku ciężko mu było przyzwyczaić się do tego raczej surowego środowiska. Lubił ciepło i długo mu zajęło przyzwyczajanie się do innego klimatu. W Górach Shi było jednak wilgotno i dawały idealne schronienie nie tylko przed deszczem, ale również niesamowicie ostrym słońcem. Klimat na Desperacji nie był lekki, więc każdego rodzaju kryjówka, która chroniła przed niebezpiecznym promieniowaniem i niemalże piekielnym żarem, była na wagę złota i trzeba było ją cenić.
  Nie spodziewał się, że ktoś może go znaleźć, gdy tak spacerował bez najmniejszego celu. Chciał bowiem pobyć w samotności, nie miał zresztą wielu osób, z którymi lubił rozmawiać. Owszem, szanował wszystkich w Kościele i nie miał tu żadnych wrogów, niemniej jednak był już przyzwyczajony do samotności, więc brak możliwości odezwania się do kogoś w ogóle mu nie przeszkadzała.
  Odwrócił się szybko, gdy tylko usłyszał, jak ktoś go woła. Z początku w ogóle nie mógł rozpoznać, z kim miał do czynienia, ale szybko się to zmieniło. Otworzył oczy nieco szerzej, a na jego ustach pojawił się niemal niewidoczny uśmiech.
  – Pomóc? Z czym ci pomóc? Nie wyglądasz na chorego – powiedział, przyglądając się chłopakowi ze spokojem, ciekawy z czym ten może mieć problem.


[#336633]
                                         
Banshee
Banshee
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: Desperacja :: Góry Shi :: Katedra

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

 
Nie możesz odpowiadać w tematach