:: M3 :: Centrum

Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Saligia on 11.07.18 2:31
- Ej, ej, ej... Nie powiedziałam, że źle w niej wyglądam. - powiedziała z przesadą pokazując jak bardzo uraziła ją taka insynuacja. Oczywiście to była zagrywka, bo po pierwsze wiedziała dobrze o co jej chodzi, a po drugie i tak miałaby to gdzieś. Jej podboje mówiły same za siebie. Była ładna i wiedziała o tym.
Nie zgadzasz się? Twój problem, idź się zabrać robótkami ręcznymi i nie zawracaj głowy.
Słysząc jej wytłumaczenie aż podniosła brew.
- Za cholerę nie potrafię gotować, ale w życiu bym się nie zdecydowała na taką dietę. Ile oni mają? Po sześć lat? - poza raczej za dużym spożyciem alkoholu odżywiała się raczej w miarę zdrowo. Tylko idioci myślą, że zdrowe oznacza od razu niesmaczne. Lubiła dobre żarcie i rzeczy nawet bardzo zdrowe, a niesmaczne olewała.
Sylvia bez wahania ruszyła za Verity. Nie miała problemów z nawiązywaniem znajomości. Sęk w tym, że czasami zapominała poinformować o tym drugą stronę.
Choć równie dobrze mogła robić to celowo dla własnej zabawy.
Nie odzywała się słowem. Podążała jak cień za dziewczyną podgryzając onigiri. Nie brała też niczego z półek. Obstawiała, że góra po dwóch minutach dziewczyna nie wytrzyma i jakoś zareaguje.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Verity on 12.07.18 23:57
- Miałam na myśli, że jest ładna właśnie dlatego, że tobie w niej ładnie - dodała po chwili, schylając nieco twarz dla ukrycia zmieszanego uśmiechu. - Wybacz, czasem mówię strasznie niezrozumiale. - Odruchowo uniosła rękę i przeciągnęła dłonią przez włosy, jakby próbowała je poprawić, choć przecież kompletnie tego nie potrzebowały. Ten bezsensowny z pozoru gest miał za zadanie kupić jej kilka sekund czasu. Często tak robiła, gdy konwersacja zaganiała ją w jakiś nietypowy punkt, z którego nie umiała wybrnąć. Może mimo kilku lat pobytu nadal nie umiała złożyć składnego zdania po japońsku? Bariera językowa czasem stanowiła kłopot, ale przecież tym razem była przekonana, że wszystko powiedziała jak należy...
No nic, nie było sensu dłużej nad tym rozmyślać. Jej przypadkowa rozmówczyni wydawała się na tyle miła, że chyba nie będzie chować urazy za takie drobne nieporozumienie. Przyjemną odmianą było takie spontaniczne towarzystwo podczas zakupów; w gruncie rzeczy nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio zdarzyło jej się tak długo rozmawiać z obcą, ledwie co poznaną gdzieś na ulicy osobą.
- Mentalnie na pewno nie więcej niż sześć - zaśmiała się. - W końcu chłopcy dojrzewają gdzieś do tego wieku, a potem już tylko rosną. - Bardzo znany dowcip, zresztą nie bez powodu, bo wiele w nim prawdy. Jej koledzy mogli mieć wiele fantastycznych zalet i zdolności, ale w równie licznych dziedzinach nadal potrzebowali opieki figury matczynej. Na dobrą sprawę Verity to nie przeszkadzało, bo lubiła czuć się komuś potrzebna. Ci zaś bez niej z pewnością zbyt długo by nie przeżyli, przynajmniej nie w godnych warunkach.
- Czyli nie gotujesz? - zagadnęła, nawracając do tematu. Za zakrętem pojawił się dział z warzywami, który szybko przyciągnął uwagę Greenwood. - Ogólnie to nie jest takie trudne, jeśli tylko masz dobry, prosty przepis i dokładnie wykonujesz instrukcje. W większości przypadków da się w ten sposób opanować podstawy, bo z czasem zaczyna się coraz więcej rzeczy robić na wyczucie - mówiła, spokojnie przesuwając się wzdłuż wystawki i wkładając do koszyka kolejne składniki. Co jakiś czas, kiedy akurat nie przyglądała się warzywom, rzucała uśmiechy i spojrzenia w kierunku Sylvii. Miło z jej strony, że zgadzała się wlec żółwim tempem za Verity, choć pewnie sama nie zamierzała już brać ze sklepu nic więcej.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Saligia on 15.07.18 23:16
Wzruszyła ramionami. Nie należała do tych co godzinami mogą gadać o włosach. Fakt, dbała o nie i ta fryzura była dość starannie wybrana, ale jak już była to była. Wiele osób traktuje cię tak niepoważnie jak widzi taką buntowniczą aparycję - dla niej to wygodne.
Zauważyła, że Verity sama sięgnęła do włosów. Hmm, co by powiedziała ta babka od psychologii, którą poznała gdy studiowała jeszcze medycynę? Chyba coś o nerwach lub w tym guście. Ona chyba nie była taka straszna?
To znaczy wiedziała, że potrafi być dość straszna jak się postara, ale teraz? Wzruszyła ponownie ramionami. Takie gdybanie do niczego nie prowadzi.
- Bliskie prawdy, ale nie do końca. Sześciolatki raczej nie myślą o tym jak przelecieć każdą ślicznotkę w okolicy. - mówiąc te słowa mimowolnie na myśl nasunął się jej brat. Kobieciarz jakich mało. Nie żeby była dużo lepsza, ale cii. Trochę bezwiednie powiedziała jeszcze - Przynajmniej ja w tym wieku o tym nie myślałam. - Myślała o tym zaś w tej chwili. Verity ładnie wyglądała w tej sukieneczce, ale na pewno ładnie by też wyglądała bez niej.
Potrząsnęła lekko głową słysząc pytanie by wrócić do rzeczywistości.
- Nie. - powiedziała bez śladu wahania w głosie. - Moje zdolności kulinarne ograniczają się do zrobienia tostów i wszelakich drinków.
Posłuchała uważnie, ale bez większego przekonania. Wiedziała, że gdyby chciała to by się mogła nauczyć gotować tylko po co? Robot zrobi to szybciej, a w międzyczasie będzie mogła się zająć czymś innym. Niby człowiek potrafi być lepszy od robota, ale takich jest niewielu i wątpiła by się do nich zaliczała.
- Szkoda zachodu. Robot zrobi, a ja sobie czekając poczytam czy coś.
Jednak znów pojawił się o wiele bardziej zajmujący dla dziewczyny temat - mianowicie druga dziewczyna. Rzucała jej uśmiechy. Chciała być miła czy to było coś jeszcze? Niech będą przeklęci Japończycy z ich manierami, które były przestarzałe przed końcem świata!
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Verity on 17.07.18 12:31
- Akurat do tych moich to się chyba nie aplikuje... prędzej bym powiedziała, że interesuje ich wbijanie kolejnych poziomów w grach, ewentualnie sen i monumentalne ilości jedzenia. - Chyba by zeszła na zawał, gdyby któryś z jej współlokatorów pokazał się z dziewczyną inną niż te narysowane na ekranie. Nie żeby miała wobec tego jakieś obiekcje, bo cieszyłaby się z pewnością; takie zjawisko wydawało się jednak zbyt nieprawdopodobne, by dało się je przyjść bez zastrzeżeń. Na pewno taką wybrankę trzeba by było dokładnie zbadać, czy zdrowa na głowę i czy przypadkiem nie została zaszantażowana lub przekupiona.
W wieku sześciu lat nikt o tym nie myśli, przemknęło jej przez głowę, jednak zdusiła te słowa w sobie. Uciekła wzrokiem gdzieś w sklepowe towary, nie chcąc by jej rozmówczyni uznała się za przyczynę chwilowego zasępienia, które pojawiło się na twarzy Greenwood. Jak na ironię, właśnie w tym wieku, który w żartach wspomniały, mała Verity poznała "świat dorosłych" i nic dziwnego, że zdecydowanie jej się nie spodobał. Nie minęło jednak kilka sekund, a uśmiechnęła się na powrót, choć z nutką ironii. No i paradoksalnie to ja tu wychodzę na tą z najwcześniejszymi doświadczeniami.
Przynajmniej po dobrych trzynastu latach wreszcie umiała zażartować z tematu, nawet jeśli jedynym odbiorcą dowcipu była ona sama.
- Och, w sumie szkoda - stwierdziła, usłyszawszy odpowiedź odnośnie gotowania. - Chociaż to racja, że nie ma sensu się zmuszać. Jeśli się na coś nie ma ochoty, to nie ma szans, żeby się przy tym dobrze bawić. - I to także tyczyło się gotowania, które potrafiło stanowić doskonałą zabawę - tylko wtedy jednak, gdy partycypujący w procesie nie mieli przed tym oporów. Przymus zawsze jest wrogiem radości, a jeśli jakaś czynność ma nie przynosić nic szczególnie pozytywnego, to można ją bez wahania zostawić mechanicznym zastępcom. W obecnych czasach roboty były na tyle dopracowane i wyspecjalizowane, że można było śmiało powierzyć im przygotowywanie posiłków. Po to w końcu wymyślano najróżniejsze wynalazki, by wyręczały człowieka w tym, na co nie ma czasu lub ochoty: czy chodziło o gotowanie, czy sprzątanie, czy niektóre prace.
- Czytasz ostatnio coś ciekawego? - nawiązała do wcześniejszego fragmentu rozmowy, jednocześnie ustawiając się w kolejce do kasy i starannie przekładając produkty na taśmociąg. Powoli kończyły jej się książki, którymi chciała się zająć, a może nowa znajoma podrzuci jej jakiś interesujący tytuł.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Saligia on 18.07.18 0:06
- Gdzie ty takich znalazłaś? - była to dla Sylvii rzecz lekko mówiąc ciężka do wyobrażenia. Nawet największe gryzipiórki jakich znała interesowali się kobietami. Lub mężczyznami. Lub i tym i tym. Ale zawsze.
- Co się tak uśmiechasz pod nosem? Coś śmiesznego sobie przypomniałaś? - siłą rzeczy nie widziała jej twarzy gdy się zasępiła gdyż tamta celowo się odwróciła.
- Gdybym chciała to bym się pewnie nauczyła, ale serio nie widzę powodu. Jednak dobra twoja, przynajmniej nie masz problemu jak robocik nawali. W sumie ja też, bo mogę zamówić albo w nim pogrzebać i sprawdzić czy mogę naprawić, ale wiesz o co mi chodzi.
Skończyła swoje onigiri i zaczęła się bawić drugim idąc za Verity.
Uśmiechnęła się na pytanie.
- Coś ciekawego. Oj, nie wiesz o co pytasz. Dla mnie takie "Wpływ cybernetyki i nanotechnologii na zmiany życia codziennego" czy też "Dewiacje i fetysze seksualne na przestrzeni wieków a stan psychiki społeczności" są ciekawe, ale wątpię by tobie podpasowały. Jak coś chcesz to możesz przeczytać "Pana Lodowego Ogrodu" - staroć, ale całkiem fajny.
Jak przyszła jej kolej nabiła dwa onigiri, bo to, że przy kasie miała jedne nie zmieniało faktu, że jedno już zjadła.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Verity on 19.07.18 1:05
- To chyba oni znaleźli mnie - stwierdziła z rozbawieniem. To stwierdzenie nawet nie było przesadzone; to właśnie Watanabe wyszperał w internetowej grupie jej ogłoszenie z poszukiwaniem pokoju, Nathana zaś spotkała pierwszy raz w ramach jego pracy - i akurat tak się złożyło, że jakiś czas później też poszukiwał mieszkania. Musiało to więc być zrządzenie losu, że na siebie trafili i tak im się udało do tej pory udawało dogadywać, tak samo zresztą z czwarta lokatorką. Obecność drugiej dziewczyny była momentami niezwykle kojąca, bo to często Michiko jako jedyna wykazywała zrozumienie dla niektórych pedantycznych zapędów Greenwood.
- Nie, nie, nic takiego - zbyła zaraz pytanie. Tłumaczenie się w tej chwili nie byłoby zbyt sensowne, bo wymagałoby wnikania w kwestie bardzo prywatne. Nie, pewne sprawy lepiej było przemilczeć, a pozwolić sobie na przejście do przyjemniejszych tematów. Hobby zawsze było dobrym polem do wymiany zdań i doświadczeń, bez zagłębiania się w mroczne otchłanie przykrych wspomnień. No, chyba że ktoś sobie spalił dom przy próbie upieczenia jabłecznika, ale to można uznać za przypadek niezwykle ekstremalny.
- Wiem o co chodzi - przytaknęła. Na moment trzeba było przerwać rozmowę, gdyż właśnie nadeszła jej kolej przy kasie. Starannie poukładała zakupione produkty w dużej, płóciennej torbie i przysunęła przepustkę do czytnika, by dokonać płatności. Zaraz też odsunęła się nieznacznie od stanowiska, oczekując aż jej rozmówczyni również upora się z zakupem.
- Cybernetyka i technologia brzmi trochę ciężko dla mnie, to fakt. Pewnie niewiele bym zrozumiała. Ale psychologia... nie ma co mnie skreślać tak od razu. - Uśmiechnęła się odrobinę łobuzersko. Okres palenia buraka na samo wspomnienie stosunków płciowych miała za sobą już od podstawówki. Nauka biologii wymagała, by umieć do spraw natury podejść odpowiednio neutralnie. - Ten ostatni tytuł to jakaś powieść? - zainteresowała się, przechodząc przez sklep w stronę drzwi wyjściowych. Kiedy jednak jej wzrok padł za witrynę, stanęła jak wryta tuż przed szybą.
Na zewnątrz lało jak z cebra.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Saligia on 20.07.18 0:35
- Jak tak to mają farta. - co było szczerym stwierdzeniem, bo z tej krótkiej wymiany zdań dziewczyna wydawała się o kilka rzędów wielkości lepiej przystosowana do życia niż oni.
Przyjrzała się jej uważnie przez moment po czym wzruszyła ramionami i powiedziała:
- Kiedyś to z ciebie wyciągnę. - zbicie pytania było za szybkie by to było naprawdę nic. To było coś o czym nie chciała mówić. Z tego też powodu jeszcze bardziej ciekawe. Było to czyste wścibstwo, ale miała to gdzieś. Jak robi tu zakupy to znaczy, że raczej jakoś specjalnie daleko nie mieszka. Przynajmniej Sylvia gdyby nie zamawiała zakupów z dostawą to by pół miasta nie pokonywała by kupić żarcie. A jak mieszka niedaleko to jeszcze wpadną na siebie. Jak nie wcześniej to później.
Skinęła lekko głową dając do zrozumienia, że zarejestrowała odpowiedź.
Jednak na jej następne stwierdzenie tylko się krzywo uśmiechnęła.
- Psychologia jest trudniejsza niż cybernetyka. Jak w technologii coś działa raz to raczej będzie działać drugi, a z ludźmi to nigdy nie wiadomo. - uśmiechnęła się trochę szerzej - Zresztą to nie jest sama psychologia. Opisy są dość szczegółowe. Zdjęcia też były. Parę rzeczy nawet mnie zaskoczyło. Amputacje, kamienie, upośledzeni. W sumie to sama zobacz. - To mówiąc podstawiła jej zdjęcie nagiej, ciężarnej kobiety bez rąk i nóg rozwieszonej na hakach zamontowanych w miejscach gdzie kończyły się jej kończyny. Była dość zajęta przez dwóch mężczyzn i wielkie dildo.
Jeżeli na coś takiego nie będzie miała ostrzejszej reakcji to jest twardsza niż wygląda.
- W sumie to render, ale jak się nie wie to ciężko stwierdzić, nie? W sumie to jest już dość głęboko w niej, bo zaczyna się od zdecydowanie łagodniejszych rzeczy i powoli idzie do coraz bardziej popapranych. Z bardzo ładnymi analizami i hipotezami.
Nie była aż tak wredna by przynajmniej trochę jej nie uspokoić. Na przykład tym, że to nie prawdziwa osoba. Trochę.
- Tak. Dość ciekawa koncepcja. Trzecie prawo Clarke'a pięknie pokazane.
Technologia nieodróżnialna od magii. W sumie teraz mają kilka takich rzeczy co by kiedyś za magię mogły uchodzić, ale nawet nie zbliżały się do poziomu z tamtej powieści.
- Deszczu nie widziałaś? Z cukru nie jesteś, nie rozpuścisz się. - to mówiąc bez wahania wyszła na zewnątrz.
- Widzisz? Nie takie straszne. - powiedziała pogodnie moknąc w strugach deszczu - A jak daleko mieszkasz to możesz wpaść do mnie. Co będziesz w sklepie koczować aż się rozpogodzi.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Verity on 22.07.18 22:54
- W sumie chyba nam wszystkim wyszło to na dobre. Wypadł nam taki układ, że dopełniamy sobie nawzajem braki. - Choć Greenwood była wzorową panią domu, nie ze wszystkim mogła sobie poradzić sama. Pomoc "tych dzieciaków" była nieoceniona, kiedy miała jakieś problemy z komputerem czy kiedy trzeba było powiesić nową szafkę w kuchni. Poza tym dogadywali się naprawdę dobrze, więc zawsze było z kim porozmawiać czy po prostu spędzać wspólnie czas. Kiedy czasem słyszała, co jej koleżanki ze studiów opowiadają o swoich piekielnych współlokatorkach czy to z mieszkania, czy z akademika, nie mogła uwierzyć we własne szczęście. Tak naprawdę chyba najgorszym konfliktem, jaki im się do tej pory zdarzył była niewytłumaczona niechęć Kapitana do Bajzla, czworonożnego pupila zielonowłosej. A i tak cała sprawa ograniczała się tu do uszczypliwych komentarzy i gróźb bez pokrycia.
- Możesz próbować - zaśmiała się z łobuzerską nutką. Czasem deklaruje się, że chciałoby się wiedzieć o drugiej osobie wszystko; kiedy jednak wiedza rzeczywiście przychodzi, jej pragnienie okazuje się być błędem od samego początku. Verity skłaniała się ku opinii, że odpowiednia dawka tajemnicy jest generalnie plusem danej znajomości. Im ona krótsza i bardziej powierzchowna, tym mniej istotnych i osobistych danych powinna zabierać. Greenwood nie miała bowiem żadnych oporów przed dyskutowaniem o rzeczach codziennych takich jak książki, seriale, znajomości czy poglądy. Czym innym były jednak kwestie jej własnej przeszłości i psychiki oraz wszystkiego, co się z tym wiąże. Długo zajęło jej przełamanie się raz, a i tak wahała się długo, czy jej szczerość wszystkiego nie zepsuje. Była przekonana, że większości osób nie są potrzebne tak głębokie wiadomości na jej temat.
- Że trudniejsza, to nie wątpię - zgodziła się, nim spojrzała na przysunięte jej zdjęcie. Powieki natychmiast przymrużyły się, a brwi opadły w wyrazie niezadowolenia. Zaciśniętych lekko warg nie opuścił przez moment żaden dźwięk, tylko kąciki drgnęły, jakby ktoś podstawi jej pod nos zepsutą rybę. Przeniosła wzrok na Sylvię, a gdy ta ujawniła, że to nie jest realna fotografia, znów na obrazek. Nie poświęciła mu jednak zbyt wiele uwagi, bo patrzenie na tę scenę wręcz bolało.
- Render czy nie, to coś jest chore - stwierdziła twardo. Od tej opinii nie było żadnego odstępstwa, nie dopuszczała żadnej okoliczności łagodzącej dla czegoś tak chorego, jak przedstawiona ilustracja. Nie potępiała rzecz jasna książki czy żadnej osoby, która by ją czytała. Nie, nie mogła zrozumieć, jak człowiek byłby zdolny wymyślić i zrealizować równie ohydne przedsięwzięcie wobec drugiej osoby. Nie mogła, choć sama kiedyś stała się ofiarą patologii.
- Żeby lało trochę mniej, to bym się nie przejmowała - skomentowała w temacie deszczu, uparcie pozostając w środku sklepu i wyglądając na boki przez witrynę. - Ale że mam kawałek do siebie, chyba wolałabym nie ryzykować przeziębienia. - Dwadzieścia minut to niewiele do przejścia przy ładnej pogodzie, ale patrząc na obecnie lejące się z nieba strugi wody, Verity dotarłaby do domu w stanie płynnym. Poza tym wszystkie zakupy miała poukładane schludnie w płóciennej torbie i ich namaczanie też nie było najlepszym pomysłem.
- Dziękuję, nie trzeba, to pewnie za niedługo minie. Chyba, że miałabyś parasol i mogłabyś mi pożyczyć?


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Saligia on 22.07.18 23:25
- Skoro tak... - wzruszyła ramionami. Nie znała ich. Z tego co powiedziała brzmieli trochę jak ofiary losu, ale jak umieją coś pożytecznego. Cóż, dobrze dla nich.
Ona mieszkała sama. Kota nie liczyła. Miała znajomych, czasem nawet nocowali, ale lokatorów nie. Jakoś sobie radziła. Dostatek pieniędzy nie przeszkadzał.
- To wyzwanie? - zapytała pół żartem, pół serio. Wiedziała, że nie dowie się tego teraz. Ani w najbliższej przyszłości nawet jak utrzymają kontakt. Nie znaczyło to jednak, że nie dowie się nigdy. Wyciąganie sekretów to ciekawe przedsięwzięcie. Już miała kilka na koncie.
- To dlaczego sądzisz, że z tym byś miała mniejszy problem? Uczysz się jej?
Reakcja była łagodniejsza niż się spodziewała. Nie oznaczało to jeszcze, że słaba. Ktoś dalej by nie zobaczył reakcji, ale ona stała tuż obok.
- Zgadzam się w stu procentach. Jednak sam fakt, że coś takiego nie tylko kogoś nie odstręcza, ale wręcz kręci jest ciekaw sam w sobie. Przy czymś takim pojawia się już dość długa lista potencjalnych zaburzeń. Oczywiście jako, że to jest o psychologii tylko w kontekście takich rzeczy to są opisane prawdopodobne przyczyny, sposoby leczenia tychże. Zdrowemu to się nigdy nie spodoba. To nie jest już BDSM, to już... - nie miała w sumie dobrego określenia na to - To już po prostu chore. - to jak bardzo popaprani mogą być ludzie było naprawdę ciekawe. Szczególnie tu. W kraju masek.
- Parasola nie mam. Mam tylko to. - pokazała szary prostokącik, który wyciągnęła z kieszeni spodni. - Jeśli nie rozpoznajesz to już tłumaczę. To zrobiona według wojskowego wzoru peleryna przeciwdeszczowa. Pałatka. Wykonana z ultracienkiego i ultramocnego materiału. Składanie tego to makabra więc nie używam jak nie zależy mi na pozostaniu suchą.
Podrzuciła w dłoni prostokącik i weszła znów pod zadaszenie.
- Jest to na tyle drogie, że ci tego tak po prostu nie dam. Masz dwie opcje jeśli nie chcesz tu koczować.
Pierwsza: wpadasz do mnie i czekasz aż się przejaśni.
Druga: idę z tobą, a ty żyjesz ze świadomością, że mogę wpaść bez uprzedzenia w gości.
I uprzedzając pytanie - torba spokojnie się schowa pod nią.

Podrzuciła prostokącik jeszcze kilka razy i powiedziała:
- Jak się nie decydujesz to ja spadam.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Verity on 23.07.18 14:06
- To deklaracja - odbiła żart, wciąż rozbrajająco uśmiechnięta. Mimo wszystko, potrafiła być czasem okropnym uparciuchem. Tyczyło się to szczególnie spraw, na których by jej naprawdę zależało, a kwestia prywatnych informacji była jedną z nich. Nowo poznana dziewczyna nie wyglądała na tak głupią, by zakładać osiągnięcie swojego celu szybko; Greenwood była zaś przekonana, że na tak bliski stopień zażyłości nie wejdą raczej nigdy. Nawet jej najbliżsi przyjaciele nie poznali całej prawdy i wciąż zastanawiała się, czy jest sens im ją ujawniać. Także gierki gierkami, ale nikt nie powinien mieć wątpliwości, jak sytuacja wygląda naprawdę.
- Nie, akurat nie. Ale gdybym miała wybierać, czy uczyć się cybernetyki czy psychologii, wolałabym psychologię. Zawsze łatwiej jest zabrać się za coś, co cię przynajmniej trochę interesuje. - I w pewnym sensie miała pewne własne doświadczenia w tej dziedzinie. Nie chodziła na terapię tylko po to, by odbębnić spotkanie i mieć z głowy nic nieznaczący punkt grafiku. Czegoś się tam przecież nauczyła - przynajmniej o samej sobie i o przypadkach, które mogły być do niej podobne. Nie jest to wiele, ale przydawało się czasem w codziennym życiu. Zresztą, Verity i tak nigdy raczej nie miałaby na tyle odwagi (choć wątpiła, by "odwaga" była tu dobrym słowem), żeby zagłębiać się w przypadki tak patologiczne jak ten pokazany przed chwilą.
Mimo wszystko bardziej realnym zmartwieniem od cudzych dewiacji był lejący się wciąż z nieba deszcz, na który jak na razie nie znalazło się żadne rozwiązanie. Zaproponowane przez Sylvię wyjście na żywioł prosto w ulewę nie wchodziło w grę, jednak już chwilę później dziewczyna przedstawiła coś o wiele bardziej ciekawego. Aż przyjrzała się zaprezentowanej pelerynce z niekrytym zainteresowaniem - czegoś takiego w końcu nie widuje się na co dzień. Adrian opowiadał jej czasami o różnych ciekawych sprawach dotyczących wojska, ale rzadko udawało się, by Greenwood mogła je zobaczyć z tak bliska.
- Skoro masz czas i ochotę, możesz mnie odprowadzić - zdecydowała, skoro już dano jej taki wybór. Nie miała na tyle czasu, by jeszcze szwendać się po cudzych mieszkaniach, ale i przeczekiwanie ulewy w sklepie średnio jej się widziało. Nieszczególnie przeszkadzało jej to, że nowa znajoma pozna z grubsza jej miejsce zamieszkania; pozna w końcu co najwyżej, który to wieżowiec, a żeby wejść do środka bez dzwonienia na czyjś domofon trzeba posiadać właściwą przepustkę. Poziom bezpieczeństwa w M-3 był w końcu nie byle jaki i przeciętny obywatel nie musiał kłopotać się tym, że najmniejszy nieostrożny ruch ściągnie mu na głowę włamywaczy, morderców czy inne nieszczęście.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Saligia on 23.07.18 21:11
Nie odpowiedziała. Tylko lekko się uśmiechnęła. Nie była pewna czy celowo, ale sprowokowała ją by naprawdę to z niej wyciągnąć. Kiedyś.
- Hej! Cybernetyka jest ciekawa. I pomaga ludziom prowadzić normalne życie. - powiedziała przesadnie urażonym tonem. Na tyle przesadnie, że w zasadzie oczywistym było, iż to nie jest poważne.
Poprawiła mokre włosy, które przylepiły jej się do czoła. Dziewczyna chyba jeszcze czegoś takiego nie widziała. W sumie nawet nie było to jakieś zaskakujące.
- Nie mam chwilowo nic lepszego do roboty. Po drodze możesz opowiedzieć coś ciekawego.
Sprawnie rozłożyła pelerynę i jednym płynnym ruchem włożyła ją na Verity. Potem jeszcze ją poprawiła, bo kaptur zasłaniał jej pół twarzy i odsłaniał pół głowy. Jak uznała, że wszystko jest w porządku pchnęła lekko dziewczynę w kierunku wyjścia.
- Prowadź.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry

- Similar topics