:: M3 :: Centrum

Strona 7 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 17/4/2015, 20:17
Adrian został niedawno przeniesiony do nowego miasta. Nie miał jeszcze przydzielonego mieszkania co skutkowało tym, że jednostka w której na co dzień pełnił służbę robiła za jego chwilowy dom. Nie był z tego zadowolony. Wszystko przez wzgląd na sofę znajdującą się w jego biurze, która nie należała do najwygodniejszych, a do tego jego aneks kuchenny ograniczał się do czajnika elektrycznego i termosu. Oczywiście mógł wykorzystać w pewien sposób laboratorium, lecz z powodu utarczki z tamtejszym dowodzącym wolał się tam nie pokazywać. Nie tyle co dla swojego dobra, lecz dla ich. Tak.
Teraz będąc w nieco gorszym humorze niż na co dzień wyszedł na miasto po jakieś racje żywnościowe. Nie wyróżniał się ubiorem. Ot, zwykłe jeansy, czarne glany, ciemny sweter z kołnierzem w serek i skórzana rozpięta kurtka, która miała już lata swej wspaniałości za sobą. Zdecydowanie bardziej przykuwać wzrok mogła jego słowiańska uroda i szorstki japońskim, na co zwróciła wyraźnie uwagę jedna z pracownic sklepu. Kaukaz czuł jeszcze przez dłuższy czas jej wzrok na swoich plecach, po tym jak ją przywitał, gdy mijał ją w jednej z alejek z jakimś słoikowym jedzeniem. Nie znał jej, pierwszy raz też był w owym przybytku lecz był kulturalnym człowiekiem. Chwilę też pobłądził nim znalazł się w dziale z żywnością instant. Zaczął przeglądać paczki i kubki różnej wielkości zawierające mniejsze lub większe porcje - tylko tyle potrafił odczytać z wieczek zamarzanych fikuśnymi japońskimi literami. Ostatecznie wrzucił do koszyka kilka losowych zupek mogących zawierać potrawy o dość specyficznych smakach. Nie czuł obaw, był odważny podobnie, jak pewien jegomość, który wręcz ostentacyjnie ciągnął się niczym ser na pizzy za pewną kobieciną. Początkowo Kaukaz zignorował ten widok. Gdy nagle błądząc między alejkami w poszukiwaniu jakiegoś normalnego piwa po raz kolejny napotkał nieprzyjemnego człowieka, tym razem coś mówiącego do kobieciny. Polak jedynie uniósł ku górze jedną ze swoich brwi. Następnie je złączył w geście irytacji gdy mężczyzna chwycił ją za rękę, a potem...a potem jakoś się tak złożyło że Adrian pewnym krokiem pokierował się w kierunku jegomościa i kobiety dostrzegając w jej wyrazie twarzy pewną utratę kontroli nad tym co się wyprawiało w jej otoczeniu.
- Ej ZarazBędęMiałPołmaneRęceJeśliSięNieOgarnę, zostawiłeś włączone żelazko w domu. Radzę ci pomykać. - Rzucił  beznamiętnie, nie czując w sobie żadnej agresji. Wzbierało w nim raczej obrzydzenie. Nie wiedział czy ten mężczyzna był nieznajomym, czy też małżonkiem owej kobiety. Koniec końców miał pcha - Adrian nie tolerował takiego zachowania. Tacy ludzie momentalnie zyskiwali etykietkę śmiecia w jego oczach, a odpadki miał w zwyczaju usuwać. Lubił estetyczne pomieszczenia.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 17/4/2015, 21:41
Kontynuowanie w spokoju zakupów niezbyt jej szło. Wszystko ładnie, pięknie, poza jednym osobnikiem. Jak dowiedziała się po chwili, był on co najmniej... cóż, natrętny i irytujący, mówiąc delikatnie. Podążający za nią, przez dłuższą chwilę bez słowa, dopiero teraz podszedł bliżej. Większość szarych obywateli M-3 zapewne po prostu powiedziałaby coś w stylu "odwal się", ale stety-niestety, nie Colette. Ta urocza dziewczyna natomiast wyszczerzyła białe ząbki jeszcze szerzej, a emanujące od niej dobro i miłość były wręcz namacalne. No, może nie dosłownie, ale prawie.
Witaj — powiedziała uprzejmie do faceta, który w tym momencie stał tuż obok niej. Dopiero tetaz zdjęła słuchawki z uszu. Koleś coś najwyraźniej do niej mówił... — Przepraszam, nie usłyszałam. Mógłby pan powtórzyć...?
Przyjrzała mu się i skrzywiła niezauważalnie. Zmarszczyła nos, czując, jak mocno bije od niego alkoholem i tytoniem. Ale przecież nie chciała być niemiła! Dlatego przemilczała to... bo przecież coś takiego nie świadczy o nastawieniu innego człowieka, prawda? A nuż chciał o coś spytać?
Chet nie zastanawiała się nad tym zbyt długo - każdy człowiek miał w sobie choć odrobinę dobra i z góry założyła, że ten ma go wystarczająco, by... no właśnie, co? By nic jej nie zrobić? O tym nie chciała nawet myśleć.
Przekonała się o prawdziwości swoich stwierdzeń chwilę później, gdy mężczyzna złapał ją za rękę i przysunął się bliżej. Colette wzdrygnęła się i odruchowo chciała wyrwać. Nie, zdecydowanie nie lubiła, gdy ktoś tak robił.
— Może poszłaby panienka... ze mną, hmm? — wycharczał groźnie, z dziwnym akcentem. Propozycja była bynajmniej niezbyt pokojowa czy kusząca.
P-przepraszam, nie do końca wiem co ma pan na myśli... — wymamrotała szybko, spuszczając wzrok.
Chciała się cofnąć, ale nie miała nawet siły, żeby mu się wyrwać. PanJakżeMiły ścisnął jej chudą rękę jeszcze mocniej, dziewczyna zacisnęła zęby. Bolało. A jeszcze bardziej bolała myśl, że nie wie, co ma teraz zrobić. Nie była przygotowana na takie sytuacje, nie... kompletnie nie spodziewała się, że ktokolwiek może się tak zachować. Znaczy, no. Wiedziała, jaki świat jest zły, ale mimo to...
Ale nagle, alleluja, dzięki Bogu, ktoś podszedł do nich i, tak w skrócie, powiedział, żeby facet się odwalił - był on chyba nie mniej zaskoczony niż sama Colette. Mężczyzna przez chwilę mierzył groźnym wzrokiem przybysza, który przeszkodził mu w "rozmowie", po czym odepchnął agresywnie rękę czarnowłosej, warknął cicho coś w stylu "Zapłacisz mi za to" i odszedł, a właściwie wybiegł ze sklepu. Najwyraźniej uznał, że nie warto walczyć lub, że w owej 'walce' nie da sobie rady z przeciwnikiem.
Colette jak sparaliżowana stała w miejscu i wyraźnie widać, że była nieźle zdezorientowana. Gdy natręt odszedł, oczy dziewczyny nagle zaszły łzami... Ale nie, powstrzymuje się, mimo to nie płacze. Stała tak tylko przez chwilę, rozdarta między tym, co powinna zrobić. Zadrżała nieznacznie.
Opanowała się dopiero przypominając sobie o kolejnym w tym dniu mężczyźnie - tym razem o tym, który jej pomógł. Uratował, można by rzec. Spojrzała na niego w ciszy, a teraz w jej oczach zamiast niezrozumienia było widać wdzięczność. Podziwiała to, że w jego głosie nie było wściekłości. Ludzie mieli tendencję do nerwów bez potrzeby. Spokój był najważniejszy.
Wzięła głęboki wdech, wyprostowała się, a łzy z jej oczu jakby zniknęły. "Spokojnie, wszystko jest dobrze, wszystko w jak najlepszym porządku..." powtarzała w myślach, dość szybko opanowując się. Okej, pytanie - co mogła zrobić dalej?
No na przykład uśmiechnąć się. To też więc zrobiła, jakby nigdy nic. Tak miło i radośnie, jakby jakiś facet przed chwilą o mało nie wykręcił jej ręki. Drugą dłonią poprawiła grzywkę, wkładając kosmyk włosów za ucho. Lekko zawstydzona całą sytuacją, zaśmiała się nerwowo.
Nie trzeba było nic robić. Wszystko było w p-porządku — powiedziała uprzejmie, choć jej głos lekko się załamał, i można było odnieść wrażenie, jakby broniła swojego natręta. — Mimo wszystko... d-dzięki.
Tak, kompletnie nie wiedziała co powiedzieć i nie, nie uważała, że dałaby sobie radę. Poza tym, bolała ją teraz nie tylko ręka (która przy okazji zrobiła się dość mocno czerwona), ale i myśl, że ludzie nie powinni być tacy źli. Bo przecież nie są, prawda? Czy ona jedyna zawsze uważa, że gdzieś - ba!, wszędzie - jest dobro? To czemu zło i obrzydliwe natręty tego typu zawsze trafiały na nią?
Dziękuję — powiedziała jeszcze raz. Patrząc niepewnie na jej "obrońcę", wyciągnęła dłoń w jego stronę. Standardowy gest, uściśnięcie rąk jako powitanie - stary zwyczaj przetrwał aż do dziś. Tyle, że dłoń od razu cofnęła. Wcześniej tego nie czuła, ale zaczęło naprawdę boleć. Facet musiał mieć więcej siły, niż by się zdawało i pewnie niewiele brakowało, żeby tą rękę jej złamał. Wzdrygając się lekko, wyciągnęła drugą, zdrową dłoń w geście powitania. — Jestem Colette. Jeśli chcesz, możesz mnie nazywać Col lub Chet.
Uśmiechała się nadal, ale zdecydowanie nie był to uśmiech promienny. Tak, łatwo można było ją zranić - tym bardziek udowadniając, do czego zdolni są ludzie. Z drugiej strony, ktoś w końcu jej pomógł, prawda? W duchu podziękowała Bogu i wszelkim aniołom za to, że jej pomogli.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 18/4/2015, 10:19
Groźba Pana Śmiecia spłynęła po wojskowym niczym woda po kaczce nie wywołując żadnej reakcji. Kaukaz jedynie odprowadził wzrokiem pomykającego ku wyjściu delikwenta ciesząc się, że nie musiał łamać mu tej reki przy kobicie. Mimo wszystko był bardzo słownym człowiekiem więc jeśli komuś zagroził w konkretny sposób to bez wahania zamieniał słowa w czyn, co w tym momencie w jego oczach byłoby nieco mniejszym lub większym nietaktem.
Po całym zamieszaniu koniec końców przeniósł wzrok na kobietę i...no nie wiem, po raz pierwszy od dawien dawna poczuł się zaskoczony oraz zbity z tropu. Otworzył szerzej oczy zastanawiając się co powiedzieć, lecz kłębiące się w nim uczucia były czymś dla niego kompletnie nowym i nie bardzo wiedział jak je ogarnąć. W sensie, no wiecie, no...Im dłużej patrzył na jej nieporadność tym bardziej odczuwał potrzebę zamknięcia w jakimś pudełku by chronić ją przed światem, a owe pudełko schować do kieszeni by coby własnoręcznie dać w twarz każdemu kto by chciał je otworzyć. Było to wyjątkowo irracjonalne zachowanie z jego strony o które siebie w żadnym wypadku nawet nie posądzał.
Boże, ona chyba się rozpłakała.
Polaka zaczęła ogarniać lekka panika, spychająca na bok dotychczasowe przemyślenia, gdy dostrzegł jej zaszklone, brązowe oczy. Na szczęście łzy po jej policzkach nie popłynęły. Adrian poczuł ulgę. Poczuł ulgę? Rety od kiedy on w ogóle sobie pozwalał na takie emocjonowanie się żeby czuć ulgę? Chrząknął pod nosem chcąc doprowadzić się do ładu i na nowo wznieść swoje mury stoicyzmu, które owa kobieta w jednej chwili zamieniła w kupę gruzu. Czad.
- Nie. Nic nie było w porządku i trzeba było. - Poprawił ją rzeczowo niczym nauczyciel poprawiający dziecko które twierdzi że Ziemia jest prostokątem i krąży wokół sera.
- Powtarza się Pani. - Dodał po chwili już łagodniejszym tonem, lekko się przy tym uśmiechając, a przynajmniej do momentu w którym dostrzegł jej siny ślad na jej ręce.
- Adrian, lecz Ad lub Adi też toleruję. - Uścisnął jej dłoń delikatnie w obawie, że jego silna i szorstka łapa mogłaby ją niechcący zmiażdżyć, po czym wyciągnął ją przed siebie na płasko chcąc by kobieta pokazała mu tą ranioną rękę.
- No już, już, nie odgryzę ci jej, Chet. - Zachęcił i właściwie świat się mógł walić oraz palić, lecz nie odpuści dopóki mu jej nie pokaże o czym świadczył przebłysk determinacji w jego oczach. Gdy kobieta koniec końców uległa, obejrzał kończynę wprawnym okiem, delikatnie okręcając ją w różnych płaszczyznach. Kobieta mając wykształcenie medyczne mogła odnieść wrażenie, że człowiek przed nią stojący też takowego co nieco liznął.
- Myślę, że trochę lodu i powinno być w porządku, jednak na wszelki wypadek zrobiłbym prześwietlenie nadgarstka. - Oglądając siną pręgę poczuł się jakby dostał kijem po nerkach. - Powinienem zareagować wcześniej lub darować sobie te pogróżki i od razu mu złamać rękę. - Powiedział ze spokojem, jednocześnie zaprowadzając wewnątrz siebie porządek nad emocjami, które jakby próbowały wydostać się z pod jego żelaznego reżimu. Nie dał im szans.
- Potrzebujesz coś jeszcze kupić? Zamierzam odprowadzić Cie do domu z tymi wszystkimi zakupami. Nie powinnaś przeciążać na wszelki wypadek ręki, zresztą, nawet gdybyś miała trzy sprawne, górne kończyny to i tak miałabyś problem by się zabrać z tym wszystkim. - Chwycił jej koszyk/przejął bezceremonialnie wózek i zamierzał sunąć za nią niczym cień. Jeśli tylko chciała go odwieść od tego pomysłu to zgasił ją przy tym determinacją, która biła z jego oczu, a z ust wydobyło się jakby potwierdzenie tego, że nie ma za dużego pola do manewrowania. Chyba nawet lekko uśmiechnął się przy tym w geście triumfu.:
-Nie daję ci wyboru. Stawiam cie przed faktem dokonanym. - Obecnie kobieta mogłaby się rzucić na niego ze szponami, gryźć, kopać, robić awanturę, lecz Kaukaz nie porzuciłby swojego postanowienia. W najgorszej możliwej sytuacji po prostu przerzuciłby ją przez ramię w celu  unieszkodliwienia i koniec końców wyszedłby na swoje. Chciał jej pomóc i jeśli ona tego sobie nie życzyła to zamierzał to w nią wmusić. Meh.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 18/4/2015, 16:53
Każdemu z działań jej "bohatera" imieniem Adrian dziwnie nie dało się odmówić. Głos zdawał się nie przyjmować żadnych sprzeciwów, a mimo to nadal był spokojny i uprzejmy. Owszem, wprowadzało to Col w pewien podziw. Z lekką niepewnością podała mu bolącą dłoń, którą delikatnie obejrzał. Zrobił to w taki sposób, że z pewnością znał się choć trochę na medycynie i Colette od razu to rozpoznała. Uśmiechnęła się lekko, słysząc jego radę.
Tak, myślę, że lód będzie najlepszy. — Skinęła głową, po czym dodała od siebie, dość poważnym głosem: — Poza tym powinnam posmarować rękę specjalną maścią, dodatkowo może żelem przeciwzapalnym i przeciwbólowym. Oczywiście najlepiej będzie jej teraz nie nadwyrężać.
Słuchając go dalej, odwróciła gdzieś wzrok i westchnęła. Groźby, groźby. Nie chciała słyszeć od niego czegoś takiego. Można ująć to tak, że wiedziała, że bez pomocy Adriana zapewne skończyłoby się to gorzej, lecz... właśnie, jak zawsze nie potrafiła uzasadnić tego swojego całego dobra. Wolała bym zraniona, byle nie krzywdzono osób, które krzywdzą ją? Zapewne coś w tym stylu. Nawet jeśli tak nie było, nadal broniła tego dziwnego faceta.
Nie mów tak — powiedziała, mniej pewna siebie. — Nie uważam, żeby przemoc wobec kogokolwiek coś rozwiązywała.
Ostatnie słowa prawie że wymamrotała. Nie miała nawet siły prezentować swoich argumentów dla ludzi idealnych i cudownego świata pełnego dobra, który przecież tak do końca wcale taki nie był. Stłumiła w sobie te emocje i ponure myśli, przybierając już kompletnie pozytywną postawę.
Widząc jego nastawienie i propozycję pomocy, pokręciła głową, mówiąc uprzejmie:
Nie, naprawdę nie trzeba... — Chcąc zaprezentować swoją rację i możliwości, poruszyła swobodnie i pewnie ręką, co raczej nie wyszło jej na dobre. Skrzywiła się lekko z bólu, a potem spojrzała na górę ciężkich zakupów i w tym momencie się poddała. — No okej. Może mała pomoc mi się jednak przyda.
Chłopak nie wyglądał na kogoś, z kim można się kłócić, ba, wyraźnie powiedział, że Chet nie ma zbyt dużego wyboru. Bijąca od niego determinacja i pewność siebie zaskakiwały Colette, a, co więcej, sprawiały, że stała się bardziej uległa. Nawet, jeśli nie była do końca przyzwyczajona do przyjmowania pomocy (jako lekarz to ona ją zawsze niosła), jednocześnie nie było w jej zachowaniu czegoś takiego jak chęć awantur czy walki, nawet słownej. Nie była głupia - przekalkulowanie tego jak bardzo odmówienie pomocy byłoby dla niej niekorzystne nie potrwało zbyt długo.
W ciszy dodała do góry produktów jeszcze kilka, po czym oznajmiła, że to wszystko. Stanęła przy kasie i pomogła Adrianowi wykładać przedmioty. Jedną ręką szło jej to dość słabo, ale mimo wszystko zawsze coś. Nie chciała... nie umiała stać bezczynnie i patrzeć, jak ktoś ją wyręcza. Potem starała się  jakoś pomóc w pakowaniu zakupów, ale momentami chyba bardziej przeszkadzała. Od czasu do czasu zerkała na Adiego, chcąc mu się lepiej przyjrzeć. Coś takiego mimo wszystko nie zawsze było dobrze odbierane, więc starała się robić to tak, żeby raczej nie zauważył. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, lubiła każdego dobrze widzieć, znać rysy twarzy - przez jej genialną, fotograficzną pamięć potrafiła zapamiętywać twarze i wszystkie szczegóły. Wiedziała, że niektóre z nich w przyszłości będą dobrze się jej kojarzyć i przywoływać przyjemne wspomnienia.
Miał on dość wyjątkową twarz i bez wątpienia nie pochodził stąd, co potwierdzał też inny akcent. Dobrze wysportowany, zdawał się być idealnie takiego samego wzrostu co Chet. Czarne włosy zrobione na 'pazia'... To wszystko, plus jego ogólny sposób bycia i mowy, kojarzył jej się z wojskiem. Może rzeczywiście pracował dla S.SPEC. Chociaż równie prawdopodobne było, że mógł należeć do jeszcze innej organizacji, która niekoniecznie zawsze była pozytywnie nastawiona do samego M-3 i władz M-3... Wolała na razie o tym nie myśleć. Nie chciała być też ani wścibska, ani zbyt dociekliwa. Z natury wolała siedzieć ciszej niż odzywać się niepotrzebnie.
W tamtym momencie jej twarz rozjaśniał pogodny uśmiech. Była wdzięczna, naprawdę wdzięczna i ciężko było tego nie zauważyć. Ignorowała nawet ból w ręce za każdym razem, gdy nią ruszyła. Niestety, nie można było jej zaliczyć do najsilniejszych, bliżej było jej do kruchej, niewinnej dziewczynki. Chociaż, co jak co, ale biegać umiała naprawdę nieźle.
Skoro już musisz mi pomóc — powiedziała delikatnie w międzyczasie. — To prowadzę lecznicę dwie ulice dalej. Mieszkam na górnym piętrze.
Pomyślała sobie, że gdyby kiedyś w przyszłości to on potrzebował pomocy, będzie przynajmniej wiedział, gdzie ją znaleźć.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 19/4/2015, 23:49
Uniósł jedną brew ku górze, przenosząc jednocześnie na chwilę wzrok na kobietę, która najwyraźniej posiadała wiedzę dotyczącą swego stanu. Nie produkował się więc już więcej bo mijało się to najwyraźniej z celem. Sytuację można było porównać do tej w której pouczałby malarza, jak trzymać pędzel. Wypuścił więc delikatnie jej rękę ze swojej dłoni.
- Postaram się więc pilnować. - Nie mógł jej zagwarantować nic więcej od siebie. Jak nie trudno było dostrzec, Adrian był bardzo bezpośrednim człowiekiem, a i miał kompletnie inne zdanie co do praktykowania przemocy. Jednak czy to dziwne? Mimo wszystko na szkoleniu które przeszedł stosowana była przemoc, potem, gdy już zaczął piastować mniej lub bardziej istotne stanowiska było jej jeszcze więcej. Ba. Jakby nie było płacono mu za rozwiązywanie problemów przemocą na byle rozkaz, lecz dla niego pieniądz akurat nie miały znaczenia. Widział w tym wszystkim sens i za każdym razem gdy pociągał za spust działał w zgodzie z własnymi przekonaniami. Bo czy zabicie 10 letniego dzieciaka będącego nosicielem wirusa nie rozwiąże problem ewentualnej plagi w M-3, której ofiarami może paść setki tysięcy mieszkańców? Rozwiąże.  Czy rozstrzelanie kilkunastu obywateli współpracujących z łowcami, którzy mogliby wprowadzić chaos w życie kilkunastu milionów mieszkańców nie rozwiąże problemu? Rozwiąże. Reguła mniejszego zła idealnie się tu sprawowała, a że Polak posiadał ku temu predyspozycje to skoro ktoś ma brudzić sobie ręce to czemu nie on? Walczył dla dobra ludzi takich jak Chet, by mogli żyć bez trosk i zmartwień.
Gdy brunetka znowu zaczęła coś kręcić i udowodnić, że jest wszystko w porządku początkowo popatrzył na nią z pewną dozą politowania. Tak, to było takie spojrzeniew w stylu "Dobra, Chet nie świruj, bujać to my, a nie nas" po którym nastąpiło natychmiastowe sprowadzenie kobiety do parteru. Chciał jej pomóc. Nawet jeśli nie koniecznie odpowiednio się za to zabierał to jednak przepełniały go jedynie dobre intencje. Nie umiał inaczej, co zapewne zawdzięczał wieloletniej służbie w wojsku, która odbiła wyraźne ślady w jego osobowości. Nie trzeba było więc długo się zastanawiać by się domyślić czym mógłby się zajmować nawet po epizodycznym kontakcie z jego osobą. Ale wracając...
Wolną ręką przejął koszyk/wózek Chet, a w drugiej tarmosił własne zakupy, których było niewiele - kilka zupek błyskawicznych i butelka dobrego gatunkowo sake. Kaukaz niestety zrezygnował z piwa, bo jak się okazało, żadnego sensownego, które nie wyglądałoby jak oranżada się nie dopatrzył. Chodził po sklepie jeszcze trochę pomagając kobiecie w zakupach. Przy kasie mrużył swe ślepia widząc jej nieporadność. Gdyby mógł, to wyszedłby z siebie, zawinąłby ją w jakiś dywan coby unieszkodliwić ją dla własnego dobra, bo najwyraźniej łapki aż nadto ją świerzbiły robótki, gdy ta nie była wskazana. Nic jednak nie powiedział i w ciszy wypakowywał wszystko, a potem pakował w siatki. Sprytnie wykorzystał moment w którym kobieta płaciła za zakupy i pochwycił cały bagaż, który rozłożył na obie ręce. Miał wrażenie, że kobieta usilnie będzie dążyła do przekonania go do oddania jakiegoś pakunku on jednak nie miał zamiaru ulegać. Jeśli próbowałaby wyplątać mu z rąk siatki zapewne wyglądałoby to komicznie, bo on wypuszczać ich nie miał zamiaru. Taki psikus.
- Prowadź więc. - Tak, Kaukaz zrozumiał, że kobieta mówi mu na temat tej przychodni bo tam też ma dostarczyć te zakupy. Adrian był gotowy nawet wnieść je po schodach i wcisnąć w lodówkę, choć zapewne jego rola w praktyce ograniczy się do odprowadzenia niewiasty po drzwi owego przybytku.

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Kaukaz dnia 20/4/2015, 14:09, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 20/4/2015, 03:02
Gdy Adrian spojrzał na Colette z politowaniem, westchnęła cicho, a następnie przybrała lekko zrezygnowaną minę mówiącą "ech, no dobra, już nie będę nic kręcić (mhm, a przynajmniej się postaram)". Był człowiekiem, z którym niewarto się kłócić i sprzeczać. Co zauważyła potem, był także bezpośredni, co tylko potwierdzało jej teorię o wojsku lub jakiejś innej organizacji. Ludzie na co dzień nie są w końcu tak zdyscyplinowani.
Z pokorną, posłuszną miną przyjęła jego pomoc. Starała się aż tak nie nadwyrężać ręki przy pakowaniu zakupów, chociaż szło to ciężko. Lekko skrzywiona z bólu, unikała choćby patrzenia na Adriana - wręcz czuła na sobie jego wzrok i definitywnie mogła stwierdzić, że wolałby, gdyby dziewczynna nie pomagała. Ciężko to było w ogóle nazwać pomocą. Milczał jednak, dlatego kontynuowała.
Najwyraźniej przewidział, co będzie chciała zrobić, bo podczas gdy Col płaciła, on zgarnął wszystkie torby i nie było szans, żeby mu cokolwiek odebrała. Widząc to przewróciła oczami i, nie mogąc się powstrzymać, uśmiechnęła się lekko pod nosem. Ha, to się nazywa skuteczność - kompletne wykluczenie jej z robienia czegokolwiek. Chet przemilczała to i udała, że wszystko w porządku, nawet, jeśli wciąż miała w sobie tą irytującą wewnętrzną chęć pomocy.
- Jasne, prowadzę. - Skinęła głową, a na jej usta znów cisnęła się wdzięczność. - I jeszcze raz dziękuję za pomoc.
Potem już milcząc, częściowo przez większość trasy pogrążona w zamyśleniu, ruszyła w stronę swojego mieszkania.

[z/t]


//link do mieszkania, jak możesz to ty pierwsza tam napisz c: I jakby co dziś będę dopiero po 16.//





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Verity on 9/7/2018, 23:10
Do tej pory nie mogła wyjść z podziwu, jak to jest, że przy całym nowoczesnym rozwoju i dostępności wszystkiego, wciąż musiała przechadzać się o tyle ulic dalej, żeby kupić dobry olej. Jakkolwiek ceniła sklepik pani Akiko, który znajdował się ledwie dwa piętra niżej i z reguły oferował większość najpotrzebniejszych na co dzień rzeczy, tak pannie Greenwood brakowało w nim większej różnorodności. Nie winiła za to właścicieli; na niezbyt wielkim obszarze, który wydzielili z własnego parterowego mieszkania, nie dałoby się zmieścić po kilka rodzajów każdego produktu. Siłą rzeczy chcąc dostać niektóre rzeczy tak, jak sobie zażyczy, musiała rozeznać się także w innych sklepach. Prędzej czy później pamiętała już doskonale, gdzie musi się wybrać po dobry koncentrat pomidorowy, gdzie mają najświeższe owoce, a gdzie jest najlepszy wybór nabiału. I tak komunikacja publiczna Miasta działała w sposób na tyle sprawny, że można się było bez problemu dostać do różnych miejsc w całej dzielnicy niezwykle szybko.
Do sklepu "U Sue" mogła się za to wybrać na piechotę, co zresztą z chęcią zrobiła. Dzień był ciepły i słoneczny, głupotą byłoby więc kiszenie się w autobusie czy w pociągu, skoro w jedną stronę było do przejścia co najwyżej dwadzieścia minut. Dobrze, że nie zamierzała kupować mrożonek, bo to zapewne nie skończyłoby się zbyt szczęśliwie. Tego jednak nie miała w planie, więc zapowiadały się spokojne, sprawne zakupy. Bez zwlekania złapała w rękę koszyk, bez pośpiechu kierując się między półki. Co jakiś czas zdejmowała jakiś produkt z regału, niektóre od razu zabierając ze sobą, a inne odkładając po wnikliwych oględzinach. Wciąż nie zdecydowała, co zrobić na obiad, a jak na razie nic nie przynosiło inspiracji.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Saligia on 9/7/2018, 23:44
Dziś więcej zajęć mieć nie będzie więc mogła się wybrać do domu. Jednak była głodna więc widząc po drodze sklep zaszła do niego by kupić onigiri czy jakieś inne dziadostwo jakie by mogła przekąsić po drodze.
Jej uwagę zwróciła zielona czupryna. Uśmiechnęła się do wspomnień. Sama kiedyś miała też zielone włosy. Tylko neonowo zielone. To by było z sześć lat temu? Chyba jakoś tak. Ile wtedy luzu miała...
Nie żeby teraz go nie miała. Już o to zadbała. Tyle, że wtedy to było naturalne, a nie wynikiem starań.
Właścicielką tego niecodziennego koloru była dziewczyna. Bez wątpienia niższa i na oko młodsza. Tak koniec liceum, początek studiów. I jeszcze ta urocza sukieneczka!
Tak niewinnie wygląda, że aż chce się ją zepsuć...
W sumie to dlaczego by nie spróbować? Jak się uda to fajnie, a jak nie to i tak będzie miała rozrywkę.
Jednak najpierw rzeczy najważniejsze - weszła tu po coś do jedzenia. Poszła więc i wzięła dwa onigiri z umeboshi po czym zaczęła wcale nie tak dyskretnie przyglądać się dziewczynie.
Ależ ona przebiera te produkty. Sama pichci? Uśmiechnęła się kącikiem ust. Jeśli tak to by był niezły bonus.
- Cześć, fajne włosy. Kiedyś miałam podobne. - było to nawet stwierdzenie zgodne z prawdą co wcale nie było taką oczywistością w wypadku Sylvi.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Verity on 10/7/2018, 00:05
Zagapiła się właśnie w dziale z produktami suchymi, przekładając pudełka z kaszą to tego, to innego rodzaju. Części z nich już próbowała, z innymi zaś nie miała styczności. W dodatku niektóre firmy umieszczały na opakowaniu przykładowe sposoby podania, a to bardzo interesowało Verity. Przeleciała kilka przepisów wzrokiem, każdy jednak odkładając prędzej czy później na półkę i sięgając po kolejny. To nadal nie było to, choć zalążek pomysłu powoli zaczynał rodzić się w jej głowie. Z pewnością będzie musiała przemycić do obiadu jakieś warzywa, bo męska brać zamieszkująca ich wspólny apartament często kręciła nosem na zbyt wegetariańsko zalatujące dania. Równocześnie mając świadomość, że w dużej mierze odpowiada za ich sposób odżywiania, Greenwood nie mogła sobie odmówić nieco matczynego podejścia i układania posiłków w taki sposób, by były przynajmniej znośnie zdrowe. I tak każde z nich na własną rękę pakowało sobie do organizmu mnóstwo śmieciowego jedzenia, niech więc przynajmniej te przygotowywane dla wszystkich dania trzymają jakiś poziom. Nie była w końcu amatorem - w kuchni radziła sobie na tyle dobrze, by móc postawić poprzeczkę wysoko.
Właśnie odkładała na regał kolejne kolorowe pudełko, gdy czyjś głos wyrwał ją z zamyślenia na tematy kulinarne. Odruchowo odwróciła głowę w kierunku, z którego dobiegły ją niespodziewane dźwięki i natrafiła wzrokiem na wyższą od siebie dziewczynę.
- Dziękuję - odpowiedziała od razu, przypatrując się pobieżnie nieznajomej. Z pewnością nie spotkały się wcześniej, ale nie była to żadna wyjątkowa wada. Przyjemnie było dowiedzieć się, że są na świecie jeszcze ludzie potrafiący podejść do przypadkowego człowieka i powiedzieć mu coś miłego. Teraz wiele osób wolało szybko przemykać przez miasto w swoich sprawach, a w drodze zamykać się jeszcze w świecie muzyki. Sama też czasem tak robiła, ale żyła w przekonaniu, że z niczym nie należy przesadzać.
- Teraz masz za to oryginalną fryzurę. Też jest bardzo ładna - stwierdziła w moment później, posyłając dziewczynie uprzejmy uśmiech.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Saligia on 10/7/2018, 01:03
- Serio? Nawet ja bym jej ładną nie nazwała. - odparła z uśmiechem.
Ładnemu we wszystkim ładnie, a ona zdecydowanie do brzydkich nie należała. Fałszywie skromnie nie była. Prawdziwie też nie. Teraz była ubrana tak diabelnie niedbale. Była zmęczona. Musiała iść na uczelnię mimo nieprzespanej nocy. Gdyby to była aktywnie nieprzespana to by nie narzekała, ale to była bezsenność. Cholerstwo jedne.
Ziewnęła rozdzierająco. Podrapała się po głowie i trochę bezwiednie ugryzła onigiri, które miała w ręce.
- Że ci się chce robić osobiście zakupy. - ona poza kupieniem czegoś na teraz jak przekąska czy coś do picia to osobiście nigdy nie kupowała, bo i po co?
Spojrzała na trzymane przez dziewczynę pudełko, które tak ją zainteresowało. Jakaś kasza. Co w tym ciekawego?
- Sylvia.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Verity on 10/7/2018, 23:33
- Niesłusznie, bo bardzo ci w niej do twarzy - odbiła natychmiast wesołym tonem. Dlaczego ludziom tak łatwo przychodziło zbijanie komplementów? No dobrze, nie powinna oceniać, sama też czasami nie umiała tak z marszu przyjąć czyichś miłych słów. Pochlebstwa najpierw wywoływały zdziwienie, później dopiero wdzięczność czy aprobatę, ale do wszystkiego dało się przyzwyczaić. Najlepszą metodą było samemu nie szczędzić szczerych, uprzejmych komentarzy. Później łatwo było postawić się w czyjejś sytuacji i pomyśleć, jak chciałoby się zostać odebranym.
- Wiesz, gotuję dla całych czterech osób. Gdyby to oni byli odpowiedzialni za zakupy, musiałabym robić obiady z chipsów i paluszków - zaśmiała się. Tak, nie ulegało wątpliwości, że tak by to wtedy wyglądało. To głównie rozsądek Greenwood był czynnikiem, który ratował resztę wesołej bandy przed nabawieniem się przykrych schorzeń układu pokarmowego. Kto mógł przewidzieć, że przemycanie warzyw do czyjejś diety uczyni z niej bohaterkę domu?
- Verity - przedstawiła się również, odkładając pudełko na jego właściwe miejsce na regale. Bez dłuższego zastanowienia złapała w końcu opakowanie ryżu i wrzuciła do swojego koszyka, nawet niewiele na nie patrząc. Zaraz też przesunęła się nieco, robiąc miejsce nowej znajomej i ruszyła powoli alejką. Potrzebowała jeszcze kilku rzeczy, a od stania i rozmyślania na pewno nie znajdą się szybciej w jej posiadaniu.


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 7 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry

- Similar topics