:: M3 :: Centrum

Strona 5 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 31/1/2015, 20:03
Skrzywiła się kiedy tylko towarzysz potwierdził jej obawy. Były dokładnie dwa powody, dla których nie lubiła się rozdzielać. Pierwszym był fakt, że ona sama pozostawała bez ubezpieczenia na "terytorium wroga"; drugim, że lubiła mieć kontrolę nad sytuacją, a pozostawienie towarzyszy wiązało się z pewnym ryzykiem. To nie tak, żeby nie wierzyła w ich umiejętności. Po prostu w takich sytuacjach ujawniało się jej nabyte czarnowidztwo. Gdyby, odpukać, coś im się stało w czasie, gdy ona byłaby w środku, najprawdopodobniej do końca życia by sobie tego nie wybaczyła. Ale co innego mogła zrobić? Zaprotestować, powiedzieć, że sama nie pójdzie? Wyszłaby na smarkulę, ba, pewnie by ich zwyczajnie uraziła. Wzięła głęboki wdech. Jeden, drugi, trzeci. Stwierdziła, że nie ma co się obijać. Czas mijał.
Pokiwała głową z aprobatą kiedy Czerwony pozbył się okna. Widać jednak dobrze dobrała sobie drużynę.
- No, wychodzi na to, że będę musiała was wpuścić inną drogą. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale zrobię. - oznajmiła, wsuwając nogi do otworu i chwytając się jego górnej krawędzi. Spojrzała jeszcze raz na Czerwonego, wychyliła się też trochę, aby zarejestrować pozycję drugiego Łowcy, po czym zsunęła się w dół, jednocześnie próbując nie przywalić w nic głową. Wprawdzie to jej się udało, za to lądowanie... Chyba źle je wykalkulowała, bo zamiast stanąć pewnie na nogach, uderzyła pośladkami w zimną posadzkę. Syknęła, mnąc w ustach przekleństwo. Okienko było wyżej, niż początkowo sądziła. Wstała ostrożnie, rozmasowując bolące miejsca. No, ale nie zrobiła sobie nic poważnego. Odczuwała tylko pewien dyskomfort, ale uznała, że pewnie wkrótce minie. Zamiast tego rozejrzała się po pomieszczeniu. Hm, wiele w nim nie zobaczyła. Ledwie dojrzała zarys otworu, którym się tu dostała, zdjęła więc z ramion plecak i poszukała w nim niewielkiego zegarka zawieszonego na łańcuszku - Świetlika. Zacisnęła na nim palce i po chwili pokój rozjaśnił się mdłym światłem. Nie chciała przesadzić, mogła przecież zwrócić w ten sposób czyjąś uwagę. Ponownie założyła plecak i otaksowała otoczenie wzrokiem. Pomieszczenie nie było duże, do tego większość jego powierzchni zajmowały jakieś kartony i rzeczy bliżej niezidentyfikowane. Można powiedzieć - typowa piwnica. Loire poczuła na karku zimny pot. Przełknęła ślinę. Brak przestrzeni działał na nią źle. Powiedziała sobie, że na pewno tam dalej jest jeszcze coś, czego nie widzi, gdzie światło nie dociera. Niespecjalnie ją to uspokoiło. Postąpiła kilka kroków do przodu, trzymając jedną rękę przed sobą - w drugiej ściskała zegarek - i uważnie patrząc pod nogi. Szukała drzwi.
Znalazła je po kilku minutach. A może tylko jej się wydawało, że minęło kilka minut? Gardło miała ściśnięte, z każdą chwilą coraz bardziej chciała stąd wyjść. Uznała, że drzwi raczej nie będą otwarte, a do dyspozycji miała przecież jedynie paznokcie i nóż, plus to, co mogło znajdować się w kartonach. Z poziomem nadziei sięgającym zera nacisnęła klamkę.

Użycie artefaktu - 1/3





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Yū ✿ on 31/1/2015, 20:33
Światło padające z zewnątrz było tak niewielkie, że Loire mogła jedynie dostrzec miejsce, w którym wylądowała, brudną betonową podłogę typową dla starych piwnic. Problem braku widoczności został jednak bardzo szybko rozwiązany. Otoczenie łowczyni nabrało wreszcie kształtów i kolorów i chociaż nic nie przyciągało szczególnej uwagi, przynajmniej nie musiała martwić się o potknięcie o przypadkowy przedmiot. Cichy szmer oznajmił, że przy okienku coś się dzieje i gdy dziewczyna tylko spoglądnęła w tamtą stronę dostrzegła głowę Czerwonego, który szeptem wypowiadał kilka słów.
- Spróbuj otworzyć wejście od środka. - Rozglądał się nerwowo na boki i jednocześnie mówił do niej mając nadzieję, że zrozumiała jego słowa. Więcej się już nie powtórzył i jego twarz zniknęła z widoku, jednak cień przesłaniający od czasu do czasu strumień światła z zewnątrz świadczył o tym, że znajduje się zaraz obok.
Było to jednak łatwiejsze do powiedzenia niż wykonania, wystarczyło tylko zrobić kilka kroków, by natrafić na jedne z drzwi, które dzieliły Loire od poziomu sklepu i jak można się domyśleć, magazynków z zapasami żywności. Przy delikatnym świetle artefaktu można było dostrzec, że pudła schowane w piwnicy mają niewiele wspólnego z celem tej wyprawy, większość podpisana była czarnym markerem jako: "stare magazyny", "rupiecie", "kable" i inne tego typu nieciekawe rzeczy.
Teraz jednak najważniejsze były drzwi z którymi przyszło się zmierzyć łowczyni. Nie wyglądały już tak solidnie jak te wejściowe do spożywczego, pod tym względem pasowały bardziej do starego przyziemnego okienka, lecz pozbycie się ich było trudniejszym zadaniem. Gdy tylko ręka łowczyni spoczęła na klamce, ta ugięła się pod naciskiem z cichym jękiem, jednak nic poza tym. Drzwi nie uległy. Mały pająk wijący sobie sieć przy zawiasach teraz przywabiony nieznanym źródłem światła maszerował powoli w stronę jej ręki.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 1/2/2015, 18:52
Drgnęła, usłyszawszy szmer od strony okna. Odwróciła się gwałtownie i tylko pokiwała głową aby potwierdzić, że zrozumiała przekaz. Mina towarzysza, jego ton i zachowanie sprawiły, że poczuła na sobie pewną presję. Przygryzła wargę. No, Loire, pora ruszyć dupę i na coś się przydać! W duchu przeklęła swoją klaustrofobię. Doprawdy, dlaczego te piwnice muszą być takie ciasne? Gdyby miała więcej przestrzeni, z pewnością byłaby w stanie myśleć jaśniej. Nie mogła jednak się nad sobą użalać, więc przystąpiła do działania.
Uznała, że zawartość pudeł nie jest nawet warta przeglądania. Zmarnowałaby tylko czas, który przecież był im tak potrzebny. Potarła podbródek, próbując znaleźć jakiś słaby punkt drzwi. Nie wyglądały na wybitnie mocne, ale pożyczenie łomu od Czerwonego raczej nic by jej nie dało. Przede wszystkim nie była tak silna jak on, poza tym pewnie narobiłaby sporo hałasu. Już miała odwrócić się i ruszyć do miejsca, z którego przyszła, kiedy jej uwagę przykuł pełznący w jej stronę pająk. Normalna rzecz w piwnicach, nie zrobił na niej większego wrażenia. Nie miała arachnofobii, nawet skrycie podziwiała pająki. Wiecie, tkanie sieci, podstępne techniki zdobywania pożywienia, te sprawy. Przesunęła źródło światła bliżej miejsca, z którego pająk zdawał się maszerować. Coś ją tknęło. Zawiasy...
Nie wypuszczając Świetlika z rąk, wygrzebała z plecaka nóż sprężynowy i przystąpiła do odkręcania zawiasów. Jasne, śrubokręt byłby lepszy, ale, cholera, nie miała śrubokręta. Nie była, niestety, mistrzynią w przewidywaniu co może jej się przydać. Gdyby brała pod uwagę wszystkie ewentualności, musiałaby chyba taszczyć ze sobą ze dwie walizki, a to byłoby wysoce niepraktyczne (no nie mów!).
Nóż trochę ześlizgiwał się z metalowej powierzchni, a może to jej ciągle trzęsły się ręce? Jeżeli śrubki ustąpiły, odetchnęła spazmatycznie i odsunęła drzwi na bok, po czym podążyła dalej w ciemność - w górę schodów, jak się jej zdawało. Jeżeli nie... cóż, wtedy miała problem.

Użycie artefaktu - 2/3





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Yū ✿ on 1/2/2015, 19:34
Nasłuchiwanie od czasu do czasu tylko upewniło łowczynię w tym, że we wnętrzu budynku nic się nie zmieniło, jednolita cisza. Najwyraźniej nikt z miasta nie brał pod uwagę, że to właśnie on może zostać okradziony, chociaż można było się spodziewać, że kto jak kto, ale właściciel sklepu bardziej zadba o swój dobytek... typowe ludzkie podejście: "mnie to nie dotyczy". Drzwi uległy, jednak ich ciężar przeważył niewielkich rozmiarów łowczynię, bo gdy tylko odpadły zawiasy, te przechyliły się niebezpiecznie w jej stronę. W ostatniej chwili udało jej się zapanować nad niekontrolowanym spadaniem i jedynie krawędź uderzyła o jedną z piwnicznych półek. Tuman kurzu wzbił się w powietrze wywołując nieprzyjemne swędzenie w nosie. Powstrzymując się od kichnięcia Loire przekroczyła próg...
Schody prowadziły w górę, na szczęście, tylko kilka stopni dzieliło ją od powierzchni zerowego piętra, a także kolejne drzwi, które na szczęście były lekko uchylone, a delikatna poświata zimnego blasku zdradzała, że światło pada zza szerokich okien wystawowych. Bez przeszkód pokonała to wątpliwe zabezpieczenie i znalazła się na przeplatanych ze sobą białych i czarnych kafelkach, które ciągnęły się w stronę głównych drzwi, pomiędzy regałami i ladą. Z drugiej strony urywały się nagle na progu jakiegoś niedużego pomieszczenia bez drzwi. Jedynie cienka folia zasłaniała widok tego, co znajduje się wewnątrz. Kilka innych par drzwi było zamknięte, a jedne z nich, podpisane "I piętro" jak można się domyśleć, skrywały schody prowadzące w górę.
W części sklepowej paliła się tylko jedna, stara żarówka rzucająca ciemnozielone światło na wnętrze, najwyraźniej pozostawiona po to, by odstraszyć potencjalnych złodziei.



THERE WILL BE A RECKONING.
WE ARE VILIGANT AGAINST THE WATCHERS.
WE ARE CAPABLE. WE ARE UNSTOPPABLE.
WE ARE AT WAR.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 1/2/2015, 20:57
Tak lekceważąca postawa mieszkańców miasta częściowo ją bawiła, a częściowo sprawiała, że czuła się nieswojo. Wciąż przecież pamiętała czasy, kiedy sama taka była: nieświadoma, beztroska, omotana kłamstwami, ignorancka. A potem przyszedł dzień zderzenia z rzeczywistością. I bam!, teraz była tu, w jednej trzeciej drogi do obrabowania czyjegoś sklepu. Uśmiechnęła się mimowolnie. To była długa, trudna droga i nadal ciężko było jej stwierdzić, czy na sto procent opłacalna, bo przecież wojna wciąż trwała... Ale, jak już pewnie wspomniałam wcześniej, nie żałowała.
Zbeształa siebie samą w myślach. Powinna była przewidzieć, że te drzwi będą dla niej za ciężkie! Prawie ją przygniotły, pewnie nie wyszłaby z tego bez szwanku, a jakiego hałasu by narobiła! Na szczęście tylko wzbiła w powietrze kurz, co jednak nie zmieniło faktu, że była na siebie zła. Cieszyła się, że jej towarzysze tego nie widzieli. Raczej nie wpłynęłoby to zbyt pozytywnie zarówno na samoocenę Loire, jak i ich zdanie o niej. Odetchnęła z ulgą gdy tylko powstrzymała kichnięcie, po czym ruszyła w górę.
Zauważyła jakieś źródło światła, więc po upewnieniu się, że jest ono (póki co) wystarczające, oraz że nikogo w pomieszczeniu nie ma, przestała korzystać z pomocy artefaktu, który zresztą sam zaczynał powoli gasnąć. Światło żarówki było ciemnozielone, co, jak na gust Lo, nadawało pomieszczeniu nieco upiorny wygląd. Nie wiedziała, czyj był to pomysł, ale poczuła przemożną chęć, by temu komuś ironicznie pogratulować. Rozejrzała się. Zauważyła kilka różnych drzwi plus jakieś przejście bez drzwi, za to z... czy to była folia? Uznała, że to trochę dziwne i zaczęła się zastanawiać, czy odgrodzony przez przezroczysty materiał pokój na pewno był pusty. Póki co, ruszyła w stronę głównych drzwi. Była niemal pewna, że zabezpieczał je jakiś alarm, więc nawet nie dotknęła klamki. Wydało jej się przy tym wielce wątpliwe, że uda jej się jeszcze raz zastosować sztuczkę z zawiasami, a gdyby nawet, to te drzwi były o wiele solidniejsze od poprzednich i nie dałaby rady ich utrzymać.
Co więc miała zrobić? Chyba nikt nie zostawiłby kluczy na wierzchu, prawda? Szkoda.
Stwierdziła, że dla pewności i czystego sumienia sprawdzi co kryje się w pokoju zasłoniętym folią. Zachowując kompletną ciszę ruszyła w tamtym kierunku.

Użycie artefaktu - 3/3





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Yū ✿ on 1/2/2015, 22:46
Nienaturalna cisza. Ciche tykanie zegara, które o tej porze zawsze zdawało się brzmieć o wiele głośniej niż w ciągu dnia. Sekundy powoli mijały, Loire słyszała je z każdym krokiem, niczym dzwon przeszywały jej całe ciało swoimi wibracjami. Tik-tak, tik-tak. Zbliżała się do tajemniczego pomieszczenia. Im bliżej była tym atmosfera się zagęszczała. Nawet światło ze sklepowej przestrzeni nie docierało tu już tak obficie, na szczęście okna były na tyle duże, że nie musiała martwić się o dostateczną jasność. Półprzeźroczysta folia rozmywała obraz tego, co znajduje się za nią. Tajemnicze miejsce... schowek, skrytka, pokój właściciela? A co jeżeli nagle wyskoczy na nią ktoś z nożem? Co jeżeli nie zachowała się dostatecznie cicho?
Wiele myśli kłębiło się w głowie łowczyni gdy powoli, z gracją kota stawiała kolejne kroki, niemal bezdźwięcznie. W tej aksamitnej ciszy istniał tylko zegar i jej oddech, nic więcej.
I nagle, bez ostrzeżenia, bez jakiejkolwiek oznaki folia gwałtownie zadrżała. Najpierw pojawił się cichy syk, a następnie cała sylwetka czegoś co wyłaniało się z głębi pokoju. Serce Loire zadrżało.
Był czarny, a jego oczy błyszczały na żółto. Kot z głośnym "miaau" wyłonił się z pomieszczenia i zastygł dostrzegając na swojej drodze dziewczynę. Najwyraźniej nie wyczuł jej, zwyczajnie wstał na nocą przechadzkę i natrafił na coś niespodziewanego.
Sam nie wiedział jak zareagować. Naprężył swoje ciało i wygiął je w nienaturalnym łuku. Ogon postawiony do góry i nisko opuszczone uszy świadczyły o jednym, był gotowy do ataku bądź do obrony.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 3/2/2015, 20:27
Nie ma co tego ukrywać, zaczęła trochę za dużo myśleć. Przez głowę przepływały jej najróżniejsze scenariusze - złe, dobre, neutralne. Po raz milionowy pierwszy w swoim życiu znalazła się w sytuacji, której nie dało się kontrolować. Gdyby mogła, wydałaby z siebie przeciągły jęk rozpaczy i protestu. No, ale nie mogła, musiałaby potem sama siebie spoliczkować w razie ewentualnego zdemaskowania wrócić do towarzyszy i oznajmić im, że misja nie powiodła się, ponieważ ona, Loire, nie mogła się powstrzymać przed obwieszczeniem całemu światu swego zdegustowania. To nawet w jednej trzeciej nie brzmiało jak rozsądne, akceptowalne wytłumaczenie.
Spodziewała się zobaczyć dosłownie kogokolwiek. Wspomnianego wyżej faceta/kobiety/kogoś z nożem. Czerwonego i drugiego z jej towarzyszy. Przywódczyni Łowców. Cholera, nie zdziwiłby jej nawet widok samego dyktatora Asellusa. Ale kota? Prawie dostała zawału, a jednocześnie nie wiedziała czy ma zacząć się śmiać, czy co. Stwierdziła, że jak dotąd jej życie było tak wypełnione nienaturalnymi zwrotami akcji, że rzeczy niespodziewane i przewidywalne zamieniły się definicjami, może nawet ich znaczenia się w jej prywatnym słowniku zatarły. No, nieważne.
Kot był problemem, i to jakim. Mógł narobić hałasu, jednocześnie demaskując jej obecność w tym miejscu. Loire powoli kucnęła, jedną dłonią zsuwając plecak i na wszelki wypadek szukając w nim butelki i chusteczki, a drugą wyciągając w kierunku kota, aby ją obwąchał. Odurzenie zwierzęcia było planem awaryjnym - nie wiedziała, jak chloroform na niego podziała i mimo wszystko nie chciała zrobić mu krzywdy.
Traciła czas. Tik-tak, tik-tak.

Przerwa po użyciu artefaktu - 1/4





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Yū ✿ on 4/2/2015, 18:06
Kot podniósł wysoko swój ogon przypominający do bólu szczotkę do butelek, a sama końcówka drgała nerwowo. Reszta ciała kota zastygła w niemym zdziwieniu, a jego ślepia niemalże przeszywały łowczynię na wylot. Jakie to dziwne, że to właśnie zwierzęta potrafiły spojrzeć na innych w ten specjalny sposób, że nawet największego twardziela przechodziły ciarki. Coś niepokojącego zdawało się wsiąkać w umysł Loire, gdy tak spoglądali na siebie z pewnej odległości. Kucnęła, a kot zareagował na to wyraźnym wycofaniem się. Jego ciało nadal mówiło: człowieku, kim jesteś, co robisz w moim domu?. Najwyraźniej nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś wędruje jego korytarzami o takiej porze, lecz o dziwo na widok wyciągniętej dłoni zareagował jak typowy mruczek. Chęć doznania pieszczot przezwyciężyła w nim strach i podskakując z łapy na łapę podbiegł, by zaraz potem ocierać się bez namysłu w każdą możliwą część ciała łowczyni. Najpierw ręka, następnie nogi, plecy a nawet stopy, bo korzystając z dogodnej chwili najzwyczajniej przewrócił się na plecy i oczekiwał głaskania po brzuchu. Mruczał delikatnie, ale na szczęście nie wydawał z siebie innych odgłosów. Bądźmy szczerzy, marny był z niego strażnik dobytku, ale za to wspaniały pieszczoch.
Gdy doznał już wystarczającej przyjemności wstał i dumny z siebie ruszył do części sklepowej, od czasu do czasu oglądając się za siebie, prawie jakby sprawdzał, czy Loire podąża za nim.
Tyle, że było by to raczej złe posunięcie, bo zjawienie się zaraz pod potencjalnie kamerowanym miejscem doprowadziło by jedynie do zdradzenia swojej tożsamości. Tyle, że skoro miała zamiar ukraść to i owo, musiała to i tak kiedyś zrobić. Pocieszające było jednak to, że obecność kota w łunie zielonego światła świadczyło o tym, że pomieszczenie nie było chronione czujnikami ruchu. Gdyby tylko nie te kamery...



THERE WILL BE A RECKONING.
WE ARE VILIGANT AGAINST THE WATCHERS.
WE ARE CAPABLE. WE ARE UNSTOPPABLE.
WE ARE AT WAR.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 5/2/2015, 20:35
Jej ręka zadrżała lekko kiedy kot przybrał jeszcze bardziej obronną postawę i zaczął świdrować ją ślepiami. Czy wszystkie zwierzęta mają taki wzrok? Pod tym względem przypominał jej trochę jakiegoś Wymordowanego. Zacisnęła usta. Naprawdę nie chciała krzywdzić tego zwierzęcia, nie tylko dlatego, że uwielbiała koty. Głównie chodziło o jej ogólną niechęć do krzywdzenia niewinnych istot. Z tego powodu cała ta misja mogła równie dobrze już teraz wziąć w łeb. Nie miała pojęcia, czy mogłaby - czy w ogóle jest możliwe - oduczyć się takich odruchów. Jasne, coś takiego pewnie znacznie usprawniłoby jej funkcjonowanie w tym świecie, ale pewnie w pakiecie dałoby jej nalepkę "jesteś suką". No, takich aspiracji to ona na pewno nie miała. Wobec tego poczuła niewysłowioną ulgę, kiedy zwierzę przewróciło się na plecy w oczekiwaniu na pieszczoty. Porządnie wygłaskała jego futerko, mimowolnie uśmiechając się pod nosem. Bardzo rzadko miała kontakt z jakimikolwiek domowymi pupilami, a trzymanie jakiegoś w podziemiach raczej nie wchodziło w grę, nie tylko ze względów higienicznych i żywieniowych, ale też dlatego, że mruczek pojawiający się regularnie nieopodal wejścia do kwatery mógłby wzbudzić czyjeś niechciane zainteresowanie. Znając jej szczęście, pewnie akurat zauważyłby go jakiś wojskowy.
Kotu udało się zadziwić ją po raz kolejny kiedy podreptał do części sklepowej, wyraźnie oczekując aż Łowczyni za nim pójdzie. Uniosła brwi. Może to dziwne, ale mogłaby przysiąc, że ten futrzak ją rozumie. Miała teraz dylemat - przecież była o krok od sprawdzenia tajemniczego pomieszczenia. W dodatku jej najpoważniejszy problem stanowił monitoring. W sumie wątpiła, żeby w tym budynku był ochroniarz siedzący przed monitorami, ale nie chciała ryzykować zbyt szybko. Na razie jej priorytetem było znalezienie sposobu na otwarcie drzwi frontowych. Wstała z podłogi, patrząc na kota i pokazała palcem na przejście zakryte folią. Parę razy kiwnęła też głową w tamtą stronę.
Nie wierzę, że właśnie zapytałam kota o zdanie.

Przerwa po użyciu artefaktu - 2/4





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Yū ✿ on 6/2/2015, 14:23
Mruczek wyglądał na średnio zainteresowanego jej poczynaniami. Dostał już to co chciał, a dalej po prostu zachowywał się jak typowy kot, który niekoniecznie ma zamiar ingerować w poczynania łowczyni. Najpierw ułożył się wygodnie na ladzie, a następnie przystąpił do czynności mycia swoich łapek. Z pasją przecierał szorstkim językiem swoje futerko, jednak jego wzrok całkowicie przeczył reszcie - był skierowany na Loire. Zaczepiał ją? Śledził? Trudno było stwierdzić, wszakże mało kto rozumiał zwierzęta, a koty w szczególności.
I mogło by się wydawać, że z wzajemnością. A jednak zdarzyło się coś, co mało kto mógł przewidzieć. Futrzak utkwił wzrok w kobiecie, gdy ta kiwnęła wyraźnie w stronę tajemniczego pokoju. Trudno było to wytłumaczyć, ale wyglądało na to, że dokładnie wiedział o co jej chodzi. Może pytanie kota o radą wcale nie było takim głupim pomysłem?
Czarnuch z dumą wypiął dwój ogon i zeskoczył z lady, by następnie otrzeć się o nogi łowczyni. On znał ten dom, wiedział co znajduje się za folią i zdawał sobie sprawę, że Loire tego nie wie. W tym przejawiała się jego niesamowita pewność siebie, prawie jakby rozmiar nie miał żadnego znaczenia. Pokazowo zatrzymał się przed progiem, po czym jednym susem znalazł się po drugiej stronie. Gruba, półprzeźroczysta zasłona drgnęła wyraźnie zdradzając odrobinę tego, co kryję w środku. W ciemności dało się rozpoznać tylko kontury mebli, a także lekko przybrudzoną podłogę. Czy Loire zdecyduje się wejść do środka?
Ciche i przeciągłe miauczenie kota namawiało ją do tego, by spróbowała.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on 7/2/2015, 16:31
W zasadzie Loire doszła do wniosku, że kompletnie już zidiociała (no bo poważnie, wszyscy wiedzą, że koty w ośmiu przypadkach na dziesięć mają głęboko gdzieś co robisz, bylebyś im nie przeszkadzał), i byłaby weszła do tego przeklętego pokoju - z kotem czy bez - gdy nagle mruczek po raz kolejny tej nocy zachował się jak istota inteligentna. I do tego znowu zaczął ją świdrować wzrokiem. Nie podobało jej się to. Wręcz zaczęła czuć się jak zwierzyna, co w innej sytuacji mogłaby uznać za prześmieszne, ale teraz jakoś nie dostrzegła analogii. Może to i dobrze, bo biorąc pod uwagę stopień napięcia jej nerwów, zapewne zaczęłaby po prostu wulgarnie rżeć.
Tak czy owak, osiągnęła pewien sukces, bo zwierzak wszedł do pokoju. Nie wyglądało na to, by poza nim ktoś jeszcze tam był - nawet gdyby, to pewnie dawno by wyszedł, zaalarmowany mruczeniem futrzaka. Przestąpiła z nogi na nogę. Czas mijał, gonił ją, szeptał do ucha: "dalej, dalej, no już, oni na ciebie czekają, pośpiesz się, JUŻ!". A jeśli popełniała błąd? Może trzeba było jednak wziąć się za te przeklęte drzwi? Może tam nic nie ma i tylko marnuje cenne sekundy? Desperacko chciała wierzyć, że za zasłoną z folii znajdzie jakiś punkt zaczepienia, jakąś wskazówkę, narzędzie. Coś, co pozwoli jej doprowadzić ten wypad do końca i zaliczyć go w poczet tych udanych. Nabrała powietrza w płuca i przestąpiła próg. Pozostała jej nadzieja, że kocur nie okaże się oswojonym Wymordowanym i nie zabije jej, skoro już mu zaufała. Uznała, że musi zacząć trzymać swoją wyobraźnię na wodzy.
Co takiego było w tym pokoju?

Przerwa po użyciu artefaktu - 3/4





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry

- Similar topics