:: M3 :: Centrum

Strona 4 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Arcanine on Sro Sie 06, 2014 8:58 pm
- Karaczanie? - powtórzył za nim jak ktoś, kto nie do końca zrozumiał znaczenie tego słowa. Zaraz jednak Tashiko zaśmiał się ochryple, ale to co z pewnością przykuło cudze zainteresowanie to fakt, że zrobił to bez choćby cienia wesołości. Tak wymuszone gesty miały tylko jedną wadę - brzmiały cholernie nieszczerze, czym oczywiście nasz wielkolud nie miał zamiaru się zbytnio frasować. Przyjrzał się wtedy Ailenowi od góry do dołu, od wschodu do zachodu i zacmokał kręcąc głową. - Kto tu jest niby karaczanem, ha? To nie ja wciąż żyję, choć ktoś ewidentnie oderwał mi łeb.
I proszę.
Nadal był wyszczekany. Irakawa miał cichociemną nadzieję, że gdy Growlithe podniesie swoje zwłoki i wytarga się z jego mieszkania, dzieciak przycichnie choć odrobinę, przygnieciony   brakiem oparcia ze strony białowłosego, który - jak zauważył Tashiko - był w stanie stanąć po stronie Charta nawet jeśli ten nie do końca miałby rację. Nie musiał ukrywać, że buntownicza natura Ailena niezbyt mu była na rękę. Chociażby dlatego, że skrzynie w których upchnął resztki cierpliwości, powoli zostawały opróżnione po samo dno, a wkurzenie to ostatni stan, w jakim pragnął się teraz znaleźć. Tym bardziej, że miał wolne od pracy, a z powodu „pewnych okoliczności” również od fuchy w organizacji Łowców. Ta szczypta czasu tylko dla siebie mu się należała, a jednak gdy przyszło co do czego kolejne kłopoty zsypały się na jego barki.
- Wierz mi. Też bym wolał nie oglądać twojej niewdzięcznej gęby - sprostował prostolinijnie już przeskakując z kanału na kanał. Trudne sprawy, coś o samochodach, horror, komedia romantyczna, anime, kolejna komedia... Tashiko zmrużył lekko oczy wpatrując się w ekran telewizora i szukając czegoś, co powinno podpaść pod gusta jego niewielkiego towarzysza. Science-fiction, fantasy, filmy akcji i przygodowe... o. Zostawił mu Teletubisie i odrzucił pilota na fotel.
- Masz. Coś dla cie... cholera - ostatnie słowo brzmiało jak splunięcie.
Czujny słuch Ailena z pewnością wyłapał ciche piknięcie, a potem szum odsuwanych drzwi. Do domu wtargnęła nowa postać.


- Tak, wiem, Share, to nie moja wina - mruknął nowoprzybyły, włażąc jak do siebie. Był ubrany w czarną powyciąganą bluzkę z długim rękawem, wąskie spodnie o tym samym kolorze i niebieskie trampki za kostkę. Przez wątłe ramię przeciągnięty miał pas wielkiej, podróżnej toby, tors przecięty był zaś pasem mniejszej torby o barwie zgniłej zieleni. W prawej ręce chłopak trzymał ogromnego, ciemnofioletowego pluszaka - owcę o wyrazie pyska między: „HA, KURWA, CHCESZ WPIERDAL?!”, a „MADA FAKA, NO WIDZĘ, ŻE CHCESZ!” W drugiej dłoni dzierżył trzy siatki po brzegi wypełnione jakimiś spożywczymi produktami, zaś między uchem, a lewym ramieniem ulokowaną miał czarną komórkę. Zaśmiał się ironicznie, przekraczając próg domu.
- Musisz być idiotą, skoro... o, Tashiko.
- Miyane?! - warknął Irakawa, całkowicie tracąc zainteresowanie Ailenem. Na ten ułamek sekundy. Gdy zaś sobie o nim przypomniał, prędko podniósł ręce w obronnym geście, zerkając na przybyłego Miyane spode łba. - Przecież miał... przecież ty... Co z twoim wyjazdem do M1?
- Ah, odwołali mi. Skurwiele jebani. Samolot przeleciał mi tuż przed nosem. Wyobrażasz to sobie? Myślałem, żeby napuścić na nich psy, bo wystartowali przed czasem, ale... kto to?
Błękitne spojrzenie Miyane padło na Ailena. Chłopak zatrzymał się raptownie, choć po drugiej stronie słuchawki słychać było jeszcze wiązankę słów. Jego blond włosy było rozwichrzone, a policzki lekko zaróżowione od wysiłku na jaki się zdobył.
Ciszę przerwał Tashiko tym swoim wiecznie niewesołym śmiechem.
- Ja ci zaraz wszystko wyjaśni---
- … chyba nie trzeba
- uciął Miyane, zrzucając cały bagaż. Nawet komórka poleciała na podłogę, choć z głośników wciąż dobiegało cichutkie trajkotanie jakiejś dziewczyny. Chłopak zmarszczył brwi, po czym... rzucił się na Ailena, oplatając go ramionami i z głośnym pomrukiem zadowolonego kociaka przyłożył policzek do polika Charta. - Waaaaa, Tashi! Kupiłeś mi zwierzątko! - pisnął rozradowany, mocniej ściskając Ailena. - Jest śliczny! Widzę, że używany, ale nie-ma-spra-wy! Wybaczę ci to, za te ostatnie kotlety! Myślałem, że już nigdy mi nic nie sprawisz!
- To nie do końca...
- Ma ładne oczy. Wyprowadza się sam? - zapytał z pełną powagą, wciąż klęcząc na kanapie i tuląc do klaty nieszczęsnego Sullivana.
Dopiero gdy został zdzielony gazetą, puścił ciemnowłosego i chwycił się za głowę, wyginając usta w podkówkę. Do kącików jego dużych oczu napłynęły łzy.
- Za co znowu, Taaashiii?
- Puszczaj go, Hiroto. To nie jest twój zwierzak. Poza tym zachowuj się do cholery. I przestań mówić w męskim!
Miyane spojrzał... spojrzała na Ailena, wciąż rozmasowując obolałe miejsce. Zmarszczyła wtedy brwi i prychnęła głośno, wstając i zeskakując z kanapy, jakby nigdy nic. Prawdę mówiąc... była niska, nawet jak na standardy Japonii.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on Sro Sie 13, 2014 4:12 am
- W wyglądzie niczego Ci do karaczana nie brakuje.
Oczywiście, że był wyszczekany. Charakterek Ailena niestety w żaden sposób nie barwił się na różowy odcień za każdym razem, gdy zostawał pozostawiony samemu sobie. Nawet bez poparcia swojego przybranego brata, potrafił jasno kierować się według własnych przekonań, które ku nieszczęściu całej ludzkości, opierały się na jego kapryśnym widzimisię. Nie lubił Tashiko. Mężczyzna nie przypasował mu swoją osobą, choć trzeba przyznać, że złośliwości było mu nie brak. Może gdyby kiedyś spotkali się z Kurtem w innych, nieco mniej napiętych i – pewnie dla obu stron – bolesnych okolicznościach, byliby w stanie nawet siebie polubić. W końcu tyle rzeczy ich łączyło. Oboje znali Growilithe’a! I Irakawa i Sullivan byli facetami… marudnymi w pewnym sensie!  Poza tym ta dwójka z pewnością byłaby w stanie wydrapać wrogowi oczy, gdyby tylko nie krępowały ich pewne przyczyny. Łowca ze względu na oddanie własnej przywódczyni, Kurt ze względu na braki w siły i czysty rozsądek. Czy tego chciał czy nie, to nosiciel Czerwinki był gospodarzem tego lokum…
… choć momentami trudno było nie warknąć wściekle czy choćby nie porwać się na bezskuteczne próby zamordowania mężczyzny wzrokiem. Dokładnie. Jego mizerne próby zachowania cząstek przyzwoitości zaczynało coraz bardziej blednąć, bo Kurt cholernie nie lubił, gdy robiono z niego dzieciaka.
- Przełącz to. – zażądał niemal natychmiast, gdy tylko zobaczył pokraczne, kolorowe stwory z antenami na łbach i srebrnymi kwadratami na brzuchach. Akurat nie czuł potrzeby, aby potowarzyszyć Tinky Winky’emu w spacerze z jego czerwoną torebeczką, ani też nie zobowiązywał się, aby przyłączyć się do zabawy z Lalą jej gigantyczną, pomarańczową piłką. Z odrazą obserwował jak puchate łapki stworów machają do niego wesoło z ekranu, zapowiadając nieubłaganie zbliżający się moment kolejnego grupowego tulenia…
… taka bliskość miała nadejść szybciej niż Ai mógłby się tego spodziewać.
Nie zdążył sobie ponarzekać na program kierowany do zdecydowanie młodszego pokolenia, aniżeli jakie on reprezentuje, bo oto pojawił się kolejny gość, którego obecność Kurta wpierw zaniepokoiła, później podirytowała, by na sam koniec pozostawić go w trakcie kompletnego zdezorientowania.
Zapamiętuj informacje.
Miyane… Miyane Hiroto… M1… obrzydliwe kotlety Tashiko.. zaraz.. jakie do cholery zwierzątko?
Gdyby nie fakt, że wykazywał się potwornym zaniepokojeniem, samemu nie zdobywając się na nic innego jak gapienie się rozszerzonymi w zdziwieniu oczami na postać blodnwłosego chłopaka, najpewniej trochę poruszyłby go fakt, że został ponownie sprowadzony do poziomu zwierzęcia. Albo ten ładniutki blondynek lubi karaczany, albo ta przerażająca, przepełniona agresją pluszowa owca zrobiła mu pranie mózgu.
Jęknął cicho, gdy chłopak rzucił mu się na szyję, ewidentnie łamiąc wszelkie istniejące zasady nietykalności osobistej. Jego dopuszczalna strefa prywatna miała zasięg około metra… jakoś niekoniecznie widziało mu się łaszenie się do jakiegoś nierozgarniętego przytulaka. Jego bliskość może nie była odrażająca – c’mon... Hiroto był piekielnie słodki – ale z pewnością bolesna. Świeże rany dalej go piekły. Sam dwie minuty temu był gotów zarzygać Tashiko jego skórzaną kanapę, a teraz jest zmuszony robić za „zwierzątko” czy inny obiekt do uwieszania się na szyję.
O, mam ładne oczy.
- Kto to? – rzucił szybko, zerkając w stronę Tashiko. Zaraz po tym niemal natychmiastowo wrócił spojrzeniem do słodkiego chłopaka. – Nie nazywaj mnie tak, do cholery. – i ponowna wędrówka w stronę Łowcy – Jakim męskim?
Ta sytuacja jest chora.
A Ailen dosyć dobitnie to poczuł.
Dlaczego musiałeś przyprowadzić mnie do tego domu wariatów, Grow?

Beznadziejność tego postu jest taka przytłaczająca...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Arcanine on Sob Sie 16, 2014 12:05 am
Zrobiłem to, żebyś obracał się w swoim towarzystwie, kocie.
Miyane nie spojrzała już na Ailena. Prawdę mówiąc, straciła nim zainteresowanie, jak ktoś, kto właśnie dowiedział się, że prawie kupił robaczywe owoce. Przyglądała się tylko swoimi sporymi, niebieskimi oczami prosto w ciemne, obojętne ślepia Łowcy, ewidentnie oczekując od niego wyjaśnień. Nawet jeśli przed chwilą skutecznie ucinała jego wypowiedzi, tak teraz niemalże ich żądała. Przynajmniej tak to wyglądało, gdy ze skrzyżowanymi rękoma na cherlawej piersi kroiła Tashiko wzrokiem.
- To znajomy Syona - zaczął ostrożnie Irakawa z niezmytym zmęczeniem na twarzy. Przez te dwie minuty postarzał się o dobre dwadzieścia lat, przez co zaczął prezentować się o wiele starzej niż w rzeczywistości, a zważywszy na fakt, że dotychczas trzymał się całkiem nieźle... to dość dołujące spostrzeżenie. W tle rozbrzmiał właśnie pedalski głosik fioletowego Teletubisia. „Heyoooo”.
Heyo, spierdalaj. Miyane wyłączyła telewizor, ale tylko tak, jak to gniewne nastolatki wyłączyć telewizory potrafią.
- Jakiego Syona? - zapytała zniecierpliwiona, gdy w pomieszczeniu zaległa cisza, tak cholernie niechciana przez czarnowłosego.
- To mój znajomy - wyjaśnił mężczyzna, przyglądając się jakimkolwiek zmianom w mimice twarzy niewielkiego głazu o blond włosach, jaki stał przed nim. Wyglądało na to, że wyjaśnienia Tashiko nie brną w odpowiednim kierunku. Im dalej kroczył, tym brew dziewczyny drżała coraz bardziej, demonstrując pełną paletę negatywnych emocji.
- Przyniosłeś do domu znajomego swojego znajomego? - Chciała się upewnić, prychnąwszy ostro pod nosem. Widocznie coraz mniej podobał się jej ten pomysł, od kiedy jej zwierzątko zakomunikowało, że nie jest jej zwierzątkiem i wcale nie lubi drapania za uchem. - I co? Mamy go niańczyć?
- Hiroto, posłuchaj...
- Nie będę niańczył żadnego bachora. Cofam słowa. Wcale nie jest taki znowu śliczny.
- Ailen, chodzi o to, że...
- Idioto, rozmawiasz teraz ze mną! - fuknęła Miyane, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
Faktycznie była niewielka. W dodatku drobna, o chudych ramionach i szczupłych, długich kończynach. Mimo tego już na pierwszy rzut oka można było zorientować się, kto w tym domu pociąga za sznurki, bynajmniej wcale nie ze względu na umiejętności czy doświadczenie. Siła charakteru, zadziorność, może też jakaś dawka upartości i wyszczekania... to wszystko razem zmieszane dawało cholerstwo zapakowane w niewielkie ciałko, aktualnie stojące ledwie pół metra od swojego współlokatora.
- Może pójdź wpierw wypakować swoje rzeczy, Hiroto? - zaproponował Tashiko dokładnie tym samym, zmęczonym tonem, najwidoczniej łudząc się, że jego brak zainteresowania fochami w jakiś sposób ułaskawi to istne centrum burzy.

Hiroto warknęła i wyszła. Słychać było jeszcze piknięcie zamykanych, elektronicznych drzwi do jej pokoju. Nie wzięła bagaży. Nie wzięła nawet komórki, z której wciąż trajkotała jakaś dziewczyna, najwidoczniej nic nie robiąca sobie z faktu, że po drugiej stronie aparatu słuchacz dał nogę. Miyane nie miała zamiaru wyjść ze swojej oazy, a jedyne, co Tashiko mógł zaoferować Ailenowi, to oglądanie serialów i filmów do końca dnia, aż ich obu zmorzył sen.

Następnego dnia.
Godzina 7.42.

Wokół roznosiła się niewidzialna mgiełka zapachu. Płynęła po nieruchomym powietrzu, roztaczając dookoła woń jajecznicy, grzanek i naleśników. Ciche skwierczenie dobiegało z kuchni. Patelnia syczała, przyjmując na taflę kolejną porcję jasnego ciasta.
Ailen, wciąż znajdując się na kanapie, mógł poczuć, jak coś lekko... leciutko niczym płatek róży musnęło jego policzek w drobnym, czułym geście... a potem stopa Miyane wpierdoliła się na jego ryj z delikatnością spadającej na łeb donicy. Pytanie pierwsze: jakim cudem Miyane, która jeszcze dzień wstecz zapakowała się do swojego pokoju, teraz leżała na tej samej kanapie co Ailen..? Nie wiadomo. Miała na sobie czarną podkoszulkę z krzywym białym kwadratem i kruczym napisem „Eat me” na jego śnieżnym tle. Na biodrach zaś ledwo trzymały się czerwone, wyblakłe spodenki, które i tak mocno zjechały z bioder. Jedna z jej rąk właśnie przyjęła nową rolę w filmie „Skok nad przepaścią” i w tym właśnie momencie balansowała chwiejnie nad ziemią. Druga w pewnej chwili wsunęła się pod czarną koszulkę, podwijając ją wyżej tylko po to, aby krótkimi paznokciami dziewczyna mogła podrapać się po brzuchu, przy okazji całkowicie go odsłaniając. Wydała z siebie ciche mruknięcie, gdy przekręciła głowę bardziej na bok i wtuliła policzek w brzeg kanapy. Już całkowicie pomijając fakt, że jej głowa lada moment mogła spaść i odebrać ręce znaczącą rolę w dramatycznym filmie.
- Coo... za... - wymamrotała niewyraźnie, prostując kolano, a tym samym mocniej wbijając piętę w szczękę Ailena. - ... niewygoda... jasne, że przyjmę zadanie... sam... - Jej usta na moment zacisnęły się w wąską linijkę. - ... sam... nie gadaj... w męskim... - dokończyła w końcu, unosząc kącik ust w chytrym uśmiechu.
Jasne, nierówne kosmyki osunęły się po brzegu kanapy, gdy jej głowa przesunęła się niebezpiecznie o centymetr... drugi...
TRZASK.
Miyane jęknęła, otwierając szeroko oczy tylko po to, by zaraz z rozmachu zatrzasnąć powieki. Zjechała pokracznie i wylądowała barkami na podłodze, ręką uderzając z hukiem o niski stolik, przy okazji prawie zabierając ze sobą koc, jakim był okryty Wymordowany. Trzy... dwa... jeden... Jej tyłek w końcu dołączył do reszty ciała, dzięki czemu nie musiała leżeć w dziwnej, powalonej pozycji ani chwili dłużej. Niemalże od razu chwyciła się za obolałą głowę, wsuwając palce w jasne kosmyki i podkurczyła nogi, krzywiąc się potwornie.
- Aghhtttatatattata... co to za hałas?!
A hałas dobiegał z kuchni...


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on Pon Sie 18, 2014 3:59 am
Oczywiście.
Dzień pełen atrakcji.
Szczerze mówiąc nie wiedział, która z rzeczy, która przytrafiła mu się w ciągu ostatnim dwudziestu czterech godzin, była godna większego zainteresowania z jego strony. Fakt faktem został dzisiaj potraktowany jak śmieć. Głowa samego S.SPEC postanowiła wziąć go do buzi, przerzuć i wypluć brutalnie na chodnik, niczym starą gumę, którą jeszcze na dodatek dobił podeszwą buta. Growlithe okazał się jak zwykle dobrym przyjacielem, wyrywając go z sideł pewnej śmierci, wlokąc jego zwłoki do jakiegoś Łowcy, którego mieszkanie nieszczęśliwie znajdywało się najbliżej kontenera, robiącego za niedoszłą trumnę Kota. Tam go umyto, prawie nakarmiono i doprowadzono do względnego porządku, by zaraz strzelić w pysk przykrym i niezwykle dołującym faktem, że jego przyjaciółka wpadła w niewątpliwie poważne tarapaty. Nim tylko zdążył przetrawić tą smutną wiadomość i jakoś się z nią pogodzić, no głowę wszedł mu kolejny problem w postaci jasnowłosej dziewczyny, która najwyraźniej postanowiła porobić wszystkim na złość i pozakrywać się pod maską kogoś płci przeciwnej. Choć może to nie była maska, tylko prawdziwa strona biednej Miyane, która urodziła się w złym ciele? Cóż, Ailen stwierdził, że ma to głęboko w czterech literach.
Siedział cicho jak mysz pod miotłą, kiedy przyszło mu wysłuchiwać rozmowy obecnej w pomieszczeniu dwójki. Brak komentarzy z jego strony jest niezwykle rzadkim zjawiskiem, acz w tej sytuacji po prostu nie bardzo wiedział, co mógłby z siebie wyrzucić. Przed chwilą został potraktowany jak kociak, który właśnie po raz pierwszy miał styczność z nową właścicielką, więc trudno mu się dziwić, że zdezorientowanie jeszcze go nie opuściło. Szalony dzień, nie ma co.
W końcu Hiroto opuściła pomieszczenie, zostawiając Kurta ponownie samego ze znienawidzonym Łowcą, który o dziwo, podskoczył nieco na szczebli jego znajomości z irytującego palanta, na biedną łajzę. Ailen szczerze mu współczuł, przeczuwając, że codzienne rozmowy z rozpieszczoną dziewczyną mogą być niezwykle trudne.
- Irytująca. - skwitował, posyłając mu współczujące spojrzenie.
Reszta tego męczącego dnia upłynęła mu na oglądaniu telewizji. W ciągu tych wszystkich lat w Desperacji zdążył się odzwyczaić od tego grającego pudła, więc nic dziwnego, że bardzo szybko stracił nim zainteresowanie, na nowo zatapiając się w słodkim śnie.

Cudowny zapach jaki dotarł do jego nosa pod sam koniec jego błogiego stanu odpoczynku, skutecznie przemienił czerń w najsłodsze marzenie senne, jakie tylko wiecznie głodny i zmęczony życiem Kocur mógłby sobie wyobrazić. Śniło mu się, że nigdy nikt nie wyrzucił go z bezpiecznych murów utopijnego miasta, a on sam dalej prowadził życie przeciętnego nastolatka, u boku swojej mamy, która właśnie pichciła w kuchni jakiś smaczny kąsek. Ailen… nie… Kurt Sullivan siedział sobie uśmiechnięty przy stole, z niecierpliwością oczekując upragnionego stuknięcia talerza pełnego pyszności o blat. Żadne paskudne blizny nie szpeciły jego delikatnej, porcelanowej skóry, a otoczenie wydawało się nadzwyczaj czyste i takie.. cywilizowane (niby teraz też się znajduje w nowoczesnym apartamencie, ale według Kota obecność Tashiko odejmuje temu miejscu stylu o jakieś dziesięć punktów). W końcu wysoka kobieta o ciemnych, kręconych lokach i okularach jak denka od słoików, postawiła tuż pod nosem swojego syna talerz z jajecznicą i grzankami. Zażyczyła mu smacznego i dała matczynego całusa w policzek, by następnie… dać mu w ryj.
Chłopak natychmiast się obudził, szybko orientując się, że to zamiast niespodziewanego lewego sierpowego od matki, zarobił stopą w twarz od osoby, której zdecydowanie nie powinno być na tej kanapie. W tym domu. W tym cholernym mieście. Przetarł zmęczone oczy i z lekkim, obolałym syknięciem ustawił się w pozycji pionowej. Zdezorientowany rozejrzał się po pokoju, próbując połączyć wszystkie fakty ze sobą.
- Co ty tutaj robisz, Hiro-… - TRZASK. - …to. – wymamrotał ochrypłym, zaspanym tonem. Poprawił koc, który bezczelnie zsunęła z niego Miyane. Kierowany jej pretensjonalnymi uwagami, zerknął w stronę kuchni i… nagle poczuł się o jakieś dwa stopnie szczęśliwszy.
Tak dawno nikt nie robił mu śniadania… oczywiście zakładając, że krzątająca się po kuchni osoba przygotowywała coś dla niego.
- Tashiko bawi się w panią domu i robi jedzenie. – przejechał po niej krytycznie wzrokiem. – Dlaczego wpakowałaś się na tę kanapę? Czy tam wpakowałeś… wpakowało..?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Arcanine on Wto Sie 19, 2014 3:23 am
- „Wpakowałeś” - poprawiła go, zerkając na poobijaną twarz Ailena. Nie drgnęła nawet o milimetr, choć jej pozycja nie wyglądała na szczególnie wygodną. - Bo wolę spać z tobą, niż z Tashiko. Strasznie się rozpycha...
Nietrudno to sobie wyobrazić, że Irakawa często spał niespokojnie. W końcu codziennie musiał borykać się z problemami wagi nadnaturalnej: co jeśli S.SPEC go zdemaskuje? Którędy będzie musiał uciekać? Czy chcąc schronić się w siedzibie Łowców, nieumyślnie narazi ich na niebezpieczeństwo? Czy ta jajecznica nie powinna być mniej czarna..?
- Poza tym... - zaczęła. Jej głos zabrzmiał trochę zbyt niepewnie jak na osobę, która jeszcze wczoraj była skłonna posiekać na plasterki samym spojrzeniem. Miyane podniosła się. Wpierw na łokciu, później podparła się rękoma, aż w końcu usiadła, krzyżując nogi i kładąc obie dłonie na brzegu kanapy. - Tashi przyszedł do mnie wczoraj w nocy, kiedy ty już spałeś i... - Błękitne spojrzenie odbiegło na moment gdzieś na bok. - ... trochę mi o tobie opowiedział. To znaczy, nie znam wszystkich szczegółów, ale musiałeś mieć cholernego pecha, skoro natrafiłeś na jakichś okropnych rabusiów. Stłukli cię na jabłko, co? Słyszałem też, że...
W tle rozbrzmiało ciche syczenie. Irakawa wojował.
- Było ich dwóch... i byli bardzo silni... Nie spodziewałem się, że jesteś kimś, kto stanie w cudzej obronie. Wydajesz się pieprznięty. - Ponownie wzrok Miyane padł na Ailenie. - Nie zrozum mnie źle. Po prostu Tashiko opowiedział mi pokrótce, że chciałeś pomóc tylko temu chłopakowi, oni się wściekli i zamiast jego, to zbili ciebie. A później niby jakiś gościu pomógł ci się tu dowlec i tak poznałeś się z Tashiko. Wiesz, może na to nie wygląda, ale wcale nie jest taki zły.
- Kto nie jest zły? - wtrącił się Irakawa, wchodząc do pokoju. Miał na sobie białą koszulę i luźne spodnie. Był boso. Postawił na stoliku talerze z jajecznicą i grzankami, a później wyprostował się i wepchnął tacę pod pachę, zerkając ukradkiem na Kurta.
- Ten nowy serial. No wiesz... ten z Sashimim Iwoto. Oglądaliśmy go jakiś czas temu. Wyjaśniam właśnie kociakowi mniej więcej o co w nim chodzi - rzuciła Miyane bez choćby cienia zająkania. Tashiko tylko mruknął coś pod nosem i wrócił do kuchni. - Chciałbym się z tobą wykąpać - wypaliła nagle Hiroto, wbijając roziskrzone spojrzenie w twarz ciemnowłosego. - Albo coś takiego. Długo tu u nas zostajesz?
Stuk.
Na blacie postawione zostały trzy kubki i dwa niezbyt wielkie dzbanki. Z jednego unosił się aromat herbaty, z drugiego zaś kakao. Tylko jeden z kubków był zapełniony - ten, który należał to Tashiko. Mężczyzna usiadł przy stole i przystawił naczynie z kawą do swojego talerza. Cienie pod oczami tylko się pogłębiły. Najwidoczniej nie spał zbyt dobrze dzisiejszej nocy.
Hiroto przekręciła się do stołu i od razu chwyciła za pierwszą grzankę.
- Może opowiesz nam coś o sobie? - zapytała lekko Miyane, opierając się o kanapę i zerkając z dołu na Ailena. Wyglądało to niemalże tak, jakby nie mogła oderwać od niego wzroku, a nawet jeśli już jej się udało i tak prędko ponownie wracała do ślicznej, choć pokiereszowanej twarzy nieznajomego. - Wpierw może się przedstawisz? Ty moje imię znasz, ja twojego nie.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on Czw Wrz 04, 2014 12:21 am
Są ze sobą nawet nie jeden dzień, a już zdążyli dowiedzieć się o sobie tak wielu istotnych rzeczy. Choćby takie podstawowe; Tashiko mieszka w centrum, jest Łowcą, podobno umie gotować, jest strasznym dupkiem i kumpluje się z Growem. Ailen miał to wątpliwe szczęście poszerzyć swój zakres informacji i dowiedzieć się czegoś niestandardowego. Jak fakt, że jego znienawidzony, przymusowy towarzysz ma uroczą współlokatorkę, która choć wyglądem jest niczego sobie, w charakterze przyprawiała Kurta o nieprzyjemne wygięcie twarzy lub co najmniej cień irytacji. Poza tym życzyła sobie, by traktowano ją, jak chłopca. No, dla takiego zdeklarowanego osobnika spod tęczy, byłoby to nawet na rękę, gdyby nie fakt, że zdążył już się przekonać, iż niekoniecznie pała sympatią do rozbestwionych domowników tego pięknego lokum… drugą niestandardową informacją był fakt, że Tashiko rozpycha się podczas snu.
- Nie masz własnej sypialni? – zapytał ostro, kompletnie nie przyjmując do siebie wiadomości, że ktokolwiek mu nieznany, śmiał wpakować się na okupowaną przez niego kanapę i z własnego wyboru przetrwać tę noc u jego boku.
Chore.
Nie dość, że był kompletnie poharatany i wyglądał wyjątkowo podejrzanie, to jeszcze został skazany na towarzystwo irytującej nastolatki. Choć może one lubią takich niegrzecznych chłopców, jak Ai? W końcu jakby nie patrzeć wdał się w bójkę…
Odjęło mu mowę. Ten skurwiel Tashiko coś jej naopowiadał? Nie sądził, aby Miyane była zaplątała we wszelkie zatargi polityczne i społeczne, które piętrzą się za plecami zwyczajnych obywateli, więc to chyba jasne, że został zmuszony, aby grać takiego samego, neutralnego mieszkańca M-3, jak wszyscy dookoła. Jedyne co mu nie pasowało to fakt, że nie dostał wcześniejszych instrukcji w jaką konkretnie rolę ma się wcielić. Na szczęście Hiroto wydawała się być bardzo rozmowna i nieświadomie dosyć pomocna.
Co robisz, gdy ludzie wychwalają Cię ponad niebiosa?
Ailen patrzy na nich, jak na kompletnych debili, unosząc brwi w zdumieniu, trwając non stop z lekko rozchylonymi ustami, tylko zapraszając okoliczne muchy, na krótki przystanek. Pełna gracja. Super styl. Tylko gdzie te muchy dla mocniejszego efektu?
Wejście Tashiko przerwało jego w połowie wypowiedziane „aha”, jasno wyznaczając koniec tych niewygodnych dla Kota tematów.
JUST KIDDING!
„Chciałbym się z tobą wykąpać”
Cocococococococo…
- Co? – rzucił kompletnie zbity z tropu. Mrugnął kilka razy i spojrzał na rozmówczynię z pełną powagą. - Odmawiam. – co jak co, ale kąpieli miał serdecznie dosyć. – Mam nadzieję, że możliwie jak najkrócej. – dodał nieco oziębłym tonem, przenosząc wzrok na Łowcę, który postawił przed nim talerz z jajecznicą… zdecydowanie zapunktował. Nie dość, że naopowiadał pięknych bzdur swojej uroczej współlokatorce, to jeszcze z czystej dobroci serca postanowił go jednak nakarmić.
Jedzeniem jednak nie zdążył się nacieszyć.
„Może opowiesz nam coś o sobie?”
Jestem Kurt, od stu trzydziestu dziewięciu lat nie żyję. Należę do organizacji DOGS, która zamierza rozpierdolić w drobny mak władzę, którą tak kochasz. W całym życiu zabiłem tyle osób, że nie mogę sobie przypomnieć dokładniej liczby. Czasami wkradam się do Miasta-3, by okraść bogatych mieszkańców. Poza tym lubię poezję, szydełkowanie i należę do klubu książki…
- Ailen. – odparł z nieco skwaszoną miną, przypominając sobie, że jego pseudonim już padł podczas wczorajszego zamieszania. Nie mógł porwać się na nic ambitniejszego, a w tej sytuacji wolałby być jakimś Johnem, Maćkiem czy innym Burkiem. – Nie cierpię mówić o sobie. Dlaczego tak się we mnie wpatrujesz?






Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Arcanine on Nie Wrz 07, 2014 11:10 pm
Bo jesteś ładniutki — burknęła Miyane, bez choćby drobnego zająknięcia, co kłóciło się nieco z tym, jak wypowiadała się przed chwilą. Najwidoczniej moment, kiedy Tashiko był przy niej, dodawał jasnowłosej od groma i ciut ciut odwagi. — I oczywiście, że mam własną sypialnię. Sądzisz, że mogę spać tylko tam. Więc co? Idąc tym tropem, powinienem zapytać czy nie masz własnego domu? — zganiła go zaraz, mierząc ironicznym spojrzeniem.
Oko za oko.
Ząb za ząb.
Skoro Ailen był w stanie uczepić się tego, że domownik nie spał w swoim łóżku, a na — skądinąd — swojej kanapie, to jak Miyane miałaby nie uczepić się tego, że jakiś włóczęga okupywał jej kanapę?

Czegokolwiek by jednak nie zwymyślała na Ailena: jego towarzystwo wcale jej nie przeszkadzało. Mogłaby rozmawiać, ha!, milczeć tylko w jego obecności o wiele dłużej, ale po tygodniu pozostało jej tylko stać w lekkim oddaleniu od reszty i przypatrywać się, jak jakiś nieznajomy jej mężczyzna wita się z Ailenem. Miyane nie wiedziała dokładnie, kim nowoprzybyły był. Miał na sobie ciemny t-shirt i czarną marynarkę z podwiniętymi do łokci rękawami. Jego uśmiech był szczery, ale dziwnie przepraszający, jakby kajał się za zbrodnie wszystkich grzeszników świata. Przydługie, rozwichrzone, ciemnoblond włosy opadały na nonszalancko zmrużone ślepia w kolorze szarej, mętnej wody.
Wydawał się... nieobecny?
Ta, mam nadzieję, że go przetransportujesz bezpiecznie — rzucił Tashiko znużony. Nic dziwnego, że złapało go zmęczenie: musiał użerać się z Kurtem przez kolejny tydzień, nie dostając przez ten czas żadnych wiadomości od Growlithe'a.
Jasne, generale! — rzucił nieznajomy, przykładając palce do skroni. Zasalutował niedbale, by zaraz spojrzeć na Miyane. Jej buzia wcale nie była uradowana, w porównaniu do spojrzenia Irakawy.  — Co jest?
Nic takiego — wymruczała blondynka, odwracając głowę z warkliwym „hmpf!”. Nie miała pojęcia kim jest ten facet, co tu robi i dlaczego u jego paska zwisa żółta chusta ze zwiniętym w kłębek psem, ale im dłużej tu stał, tym bardziej chciała go wyprosić.
W takim razie, my już pójdziemy — rzucił Kundel z DOGS i pomógł Sullivanowi wyjść z mieszkania, przy okazji szeptem tłumacząc, że przysłał go Wo`olfe, a teraz będą kierować się ku siedzibie.

Zdążyli ledwo wyjść z mieszkania. Ciężkie drzwi trzasnęły, oni postąpili parę kroków ku czarnej nocy, nim rozległo się ponowne piknięcie i dźwięk rozsuwanych drzwi. Ailen nie zdążył się odwrócić. Poczuł, jak coś z impetem przylega do jego pleców, obejmuje w pasie, nos wsuwa w miejsce łączące kark i ramię. Miyane trzęsła się przez moment, by zaraz przytulić go mocniej, ale opamiętała się (jest ranny, głupia!) i puściła go. Odczekała, aż Kurt zwróci ku niej twarz, ale czegokolwiek by nie chciał zrobić czy powiedzieć — nie zdążył. Hiroto wspięła się na palcach, pocałowała go w policzek i odsunęła się od razu, zerkając niebieskimi oczami prosto w oczy Ailena.
Kiedyś znów się spotkamy. Będę czekał — westchnął Miyane marudnie, wykrzywiając lekko usta.
A ja rzygał, dodał Kundel w myślach, potem bez słowa pociągnął Ailena za sobą.

I tyle...

----
@MG: Ailen z/t. c:


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on Pią Sty 30, 2015 7:56 pm
Zmierzchało.
Ten dzień nie był jakiś wyjątkowy. Loire wstała wcześnie, w miarę wypoczęta, ale ze ściśniętym żołądkiem, i prawie natychmiast pobiegła do sali treningowej sprawdzić, czy jej, pożal się Boże, mięśnie są jeszcze na tyle sprawne, aby mogła wyjść na powierzchnię pobawić się w Robin Hooda. Dawno nie musiała się wybierać po jedzenie, ale każde zapasy kiedyś się kończą. Zebrała paru kolegów, do których umiejętności miała największe zaufanie, i prosto z mostu powiedziała im, żeby zarezerwowali sobie popołudnie. Milcząco pokiwali głowami. Niedobory w bazie nie były jakąś wybitną tajemnicą.
- Będziemy.
Starała się nie przemęczyć, więc w sumie spędziła ledwie pół godziny na ćwiczeniach. W sumie bardziej bała się o stan swoich odruchów, refleksu - przecież to na nich najczęściej polegała, a walcząc z wypchaną kukłą trudno je sprawdzić. Nie chciała jednak nikogo zmuszać do wysiłku. Wszyscy mieli jakieś zajęcia, więc po prostu zacisnęła zęby i, przywołując na twarz wyraz ostatecznego zniecierpliwienia, zapytała lustra:
- I czego się tak boisz?
Reszta dnia upłynęła jej... zbyt wolno? Zbyt szybko? Gdyby to było możliwe, powiedziałaby, że oba.
I tak znalazła się tu, w samym centrum tego cholernego miasta, które w całym swoim idyllicznym pięknie przyprawiało ją o mdłości i chęć skopania komuś tyłka za samą chęć do życia. Uśmiechnęła się mimowolnie, przemykając wzdłuż ściany jakiegoś zaułka. Tylko nie cwaniakuj, skarciła samą siebie. Za sobą słyszała kroki towarzyszy. To ostatecznie przywołało ją do porządku. Ugryzła się w język, żeby zmyć głupkowaty grymas wykrzywiający jej twarz nim ktokolwiek zdążył go zauważyć.
W końcu dotarli do miejsca, które, jak wspólnie ustalili, mieli obrobić. Lo nie czuła jakichś wybitnych wyrzutów sumienia. Robiła to już od tylu lat, że chwilami zapominała jak bardzo większość ludzi brzydzi się kradzieżą. Będąc przy wylocie uliczki, ostatniej (wątpliwej) ochrony przed wzrokiem ostatnich, pojedynczych przechodniów - bo było już właściwie ciemno, a na drzwiach sklepu wisiała wdzięczna tabliczka z napisem "Zamknięte" - odwróciła się do pozostałych Łowców.
- A więc... konkrety. - zaczęła, biorąc głęboki wdech. - Zakładam, że żaden z was nawet nie pomyślał, żeby wchodzić przez drzwi frontowe, co nie? - spróbowała się uśmiechnąć. No, nie był to jej największy sukces. - Czy któryś z was ma jakąś wprawę w otwieraniu zamkniętych drzwi, czy też musimy wbijać się szturmem? Wolałabym uniknąć tej drugiej opcji, jeśli można. - zacisnęła usta. Kompletnie wyleciało jej z głowy żeby zapytać o to zanim wyruszyli.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Yū ✿ on Pią Sty 30, 2015 8:28 pm
[MG łowców] wolę zaznaczyć, bo kolorek może się pomylić z napisami ;-;

Zadania zaopatrzeniowców rzadko były doceniane, lecz każdy łowca przecież codziennie korzystał z owoców ich pracy, często nieświadomie, dziękując nieznanym bogom za możność spożycia posiłku, nawet nie zauważając gdy ktoś dbający o zapasy siedział w pobliżu. Organizacja była przeciwna władzy, a co za tym idzie, mało kiedy przejmowali się losem mieszkańców miasta, którzy żyli przecież w dostatku zapewnianym przez przekłamanych rządców. Fakt braku wyrzutów sumienia był tak oczywisty, że zlecenia na kradzież były nazywane czasami "wyprawą po zakupy" takie niezbyt typowe, ale w szeregach Łowców mało co było przecież typowe.
Razem z Loire wybrała się jeszcze dwójka niższej klasy łowców, typowych wtajemniczonych, którzy tak na prawdę wykonywali zadania typu: "podaj, przynieś, pozamiataj". To nie tak, że nie byli w stanie walczyć, ale znacznie lepiej sprawdzali się przy pospolitych zajęciach. Cóż, takie też musiał ktoś wykonywać. Była to dwójka mężczyzn w średnim wieku o dostatecznej muskulaturze, by wystraszyć niejednego przechodnia. Teraz jednak gdy w okolicy nie przebywał nikt poza ich trójką mogli wykorzystać swoje mięśnie tylko po to, by w razie czego pomóc łowczyni podnieść ciężkie skrzynie i tym podobne.
Podążali za nią utrzymując dobre tempo i rozglądając się na zmianę. Noc jednak sprzyjała ich wyprawie, bo w ciemnych przejściach niknęli w ciemnościach niczym wątpliwej egzystencji cienie.
- Drzwi są solidne, raczej ich nie wyważymy. - Zaczął jeden z nich, rudowłosy o pasującym imieniu Czerwony. Przyglądał się zawiasom już od chwili i od razu było widać, że nie mylił się. Solidne wejście było zabezpieczone podstawowymi metodami, ale od razu można było wykluczyć próbę urwania ich.
Budynek był wysoki, a na piętrze na pewno spał ktoś z osób zajmujących się sklepem. Można było także spodziewać się alarmu, bądź czegoś co mogło by obudzić znajdujących się w środku w razie naruszenia drzwi.
- Może w budynku znajduje się piwnica? - Ponownie odezwał się Czerwony i machną ręką w stronę pozostałej dwójki proponującym im by rozejrzeli się dookoła w poszukiwaniu chociażby jakiejś sugestii przyziemnego wejścia do składziku, bądź małego okienka.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Gość on Pią Sty 30, 2015 10:16 pm
Nie jest chyba wielką tajemnicą, że Loire taki stan rzeczy porządnie działał na nerwy. Fakt, nie oczekiwała żadnego aplauzu ze strony znajomych, ale nie mogła powiedzieć, żeby słyszała nawet coś tak prostego jak "dobra robota" zbyt często. Oczywiście, znała powód. Wszyscy ciągle byli zajęci, planowali, działali, a to, co ona robiła, zdobycze, które przynosiła - to była przecież tylko kropla w morzu potrzeb. Bądź co bądź, Łowcy sami zdecydowali się na takie życie - w trudnych warunkach, w ciągłym niebezpieczeństwie. Niejednokrotnie przeżywali wtedy szok: wrzuceni z bezpiecznego Miasta wprost w kanały, zmuszeni do ukrywania się. Do tego wszystkiego dochodziło potworne samopoczucie po przejściu rytuału. Lo przeszedł dreszcz na samą myśl. Z perspektywy czasu była pewna, że wstąpienie w szeregi rebeliantów było najlepszym, co mogła zrobić, ale to jak w nie wstąpiła... Pamiętała tylko urywki, co wcale nie polepszało sytuacji. Pełne dojście do siebie, głownie pod względem psychicznym, zajęło jej mnóstwo czasu, może nawet miesiąc lub dwa. Dużo później zdarzyło jej się pełnić rolę asysty. Raz. Do dziś dziękowała niebiosom, że ten człowiek, którego akurat przyjmowali, przeżył.
Budowa jej towarzyszy była dla niej bardzo istotna przy planowaniu tej... wycieczki. Serio, zapasy się kończyły! Jak ona miałaby niby, w swoim ciele drobniutkiej szesnastolatki, dotaszczyć góry jedzenia do podziemi? Wątpiła, czy jej wygląd kiedykolwiek przestanie być dla niej samej źródłem namiętnej frustracji. Przecież faktycznym wiekiem dobijała już powoli dziewięćdziesiątki... No dobra, w tej perspektywie wieczne sweet sixteen nie wydawało jej się takie złe. Stwierdziła, ze musi się oduczyć tego wiecznego narzekania.
- To było do przewidzenia. - mruknęła. - Zresztą, pewnie tylko przyciągnęlibyśmy w ten sposób niepotrzebną uwagę, a w tej chwili ostatnie, na co mam ochotę, to rendez-vous z wojskiem. - zamilkła na chwilę, odwracając wzrok od towarzyszy i taksując wzrokiem budynek. - Dobra, poszukajmy. - zatarła dłonie, próbując sprawić wrażenie optymistycznie nastawionej do życia. - Gdybyście zostali zauważeni, postarajcie się zagwizdać, żeby nie wszczynać od razu zamieszania.
Lo wyszła z cienia, starając się, by jej krok był pewny, ale nie zawadiacki. Absurdalnie niskie wskaźniki przestępczości w M-3 zawsze ją bawiły i nie uważała ich za wybitnie wiarygodne. Poza tym, akurat ona powinna się w tej chwili mieć na baczności. Zgarbiła się trochę, usiłując ukryć twarz. Okej, było ciemno, ale akurat to cudowne dziecko miało bardzo jasną cerę, którą siłą rzeczy było widać na tle nieoświetlonych budynków.
Przemykała wzdłuż budynku, poszukując choćby najmniejszej szpary, która mogłaby być jakimś punktem zaczepienia dla całej trójki. Zaczęła się już zastanawiać, czy nie będą musieli jednak wyważyć tych cholernych drzwi, kiedy ujrzała wybawienie w postaci średniej wielkości okienka niemal na poziomie gruntu. Przykucnęła, aby mu się lepiej przyjrzeć. Prawie je przeoczyła, gdyż pomieszczenie w środku było nieoświetlone, a okienne ramy nie odznaczały się specjalnie na tle ściany. Od razu zaczęła ją nękać nowa wątpliwość - jeśli nawet zdołają je otworzyć, nie włączając przy tym hipotetycznego alarmu, to czy jej kompani będą w stanie przejść przez tak niewielki otwór? Sapnęła z dezaprobatą.
- Czerwony? - syknęła - Czerwony, słyszysz mnie?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Yū ✿ on Pią Sty 30, 2015 11:21 pm
Poziom zapotrzebowania na pracę zaopatrzeniowców był odwrotnie proporcjonalny do wdzięczności jaką zazwyczaj otrzymywali, chociaż można było się spodziewać, że jednak w głębi duszy niektórzy łowcy wiedzieli dzięki komu mogą przeżyć pod ziemią bez wyściubiania nosa na powierzchnie przez długi czas. Lecz niewątpliwie ktoś o tej randze musiał mieć sporo dystansu do swojej pracy i automotywacji by tak sumiennie ją wykonywać.
Loire bez większych trudności rozpoczęła swoje poszukiwania, a cisza panująca wokół wskazywała na to, że nikt nie zauważył dotychczas ich wrogiej działalności. Czerwony zjawił się na zawołanie, a drugi z łowców, najwyraźniej preferujący milczenie zjawił się zaraz potem zaalarmowany cichym nawoływaniem i od razu stanął na jednym z rogów jako czujka pozwalając tej dwójce rozpracować okno do wnętrza sklepu.
- Nie jest duże, my tam nie wejdziemy. - Rudowłosy jakby odczytał myśli swojej współtowarzyszki i potwierdził jej obawy. Najwyraźniej będzie musiała spróbować dostać się tam sama. Lecz nadal do rozwiązania pozostała kwestia samego wyważenia niewielkiego okienka. Zważając jednak na poziom jego zniszczenia nie powinno być to trudne. Brud, wilgoć i robaki zrobiły swoje, bo rama skrzypiała niepewnie nawet po zwykłym dotknięciu palcem. Najwyraźniej nikt nawet nie przewidział, że ktoś może spróbować się przez nie przedostać. Logicznie rzecz biorąc tak było na prawdę, bo dziewięćdziesiąt procent populacji miasta nie wcisnęło by się nigdy w taką szparę patrząc na ich obfite brzuchy, które nie znają uczucia głodu. I tu właśnie pomocna była niewielka budowa Loire oraz jej przygotowanie do swojej pracy. Wszakże dobry zaopatrzeniowiec wiedział jak wykorzystać swoje zdolności do grabienia zapasów.
Czerwony chwycił za łom, który wcześniej zwisał przypięty do jego paska. Trudno zgadnąć czy nosił go zawsze, czy akurat teraz zabrał go na misje, lecz w tej sytuacji nie można było pomyśleć o lepszym przedmiocie. Powoli wsunął koniec narzędzia w szparę pomiędzy ścianą, a ramą i z czuciem zaczął powoli naciskać z przeciwnej strony starając się nie robić przy tym hałasu.
Okno uległo z cichym jękiem starego drewna i wypadło w całości. Łowca zgarnął je na bok pozostawiając ziejącą zimnem i mrokiem dziurę spoglądając wymownie na Loire. Pewnie jej się to nie spodoba, ale jeżeli chcą wykonać swoją misje, będzie musiała tam zejść.
avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Sklep spożywczy.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry

- Similar topics